Jump to content

W poszukiwaniu harmonii - [zabawa] sesja RPG (Drużyna Wolnej Equestrii)


kapi
 Share

Recommended Posts

Masked ucieszył się wielce z tego co udało mu się uczynić. Podsumował w swojej głowie wszystko co poszło po jego planie. Przechytrzył Nicka i pozbył się jego broni. Pozbył się zdrajczyni. Doprowadził NMM do stanu w którym sama nie kontrolowała się i nie zwracała większej uwagi na to co się dzieje. Jednak nie udało mu się jej zranić, a i temu całemu Atlantisowi nie udało się pozbyć Nicka, a i jego były uczeń, Poison, był teraz w niebezpieczeństwie. Musiał działać szybko, nie zwracał więc uwagi na swoją maskę, a jedynie zawył potężnie, lecz było to jedynie zaklęcie, nie zaś bezmyślny krzyk by wystraszyć wrogów. Mężczyzna wyzbył się obłoczka gazu z płuc, a następnie wysłał go ku twarzy kuca walczącego z Poisonem, lecz tak by ów obłoczek omijał jego miecz oraz uzbrojenie, a trafił jedynie w jego twarz. Sam obłoczek nie był zbyt pokaźny, a taki by powalić zdrowego kuca, jednak nie czyniąc szkód będąc od tak rozpylonym w tak wielkiej sami. Jednak nie był to koniec planu Maskeda, bowiem ten zaraz płynnie przeszedł do kolejnych inkantacji, zbierając w sobie na nowo moc. Wyciągnął większość włóczni z ciała martwej już zdrajczyni, choć pozostawił tą która trzymała ją przy ścianie. Miał nadzieje że pozbywając się włóczni uwolni jej krew, która wypłynie by zaspokoić jego głód po bitwie, jednak teraz owe pozostałe włócznie wysłał ku zaskoczonemu jeszcze atakiem NMM Nickowi, by te wyłączyły go z walki, choć nie skupił się na tym aż tak by go zabić.

Następnym jego czynem były dwie, ostatnie inkantacje, które brzmiały niczym śpiew samej śmierci. Powietrze wokoło niego zamarło, niczym skała. Runy na jego rękach zapłonęły żywym ogniem, paląc mięso aż do kości. Pierścienie na palcach zalśniły, jednak o dziwo nie blaskiem, a czymś dziwnym. Niby zdawały się błyszczeć, a jednak były tak czarne iż zasysały ku sobie calutkie otaczające Maskeda światło. On zaś sam wymawiał inkantację oraz szybciej, rozcinając usta o zęby, a krew jego spływała po ustach i szyi. Jego oczy płonęły żądzą śmierci, a on sam zdawał się niczym władca, rozkazujący swoim poddanym. Jak gdyby nie zwracał uwagi na całą bitwę. Jednak było to mylne, bowiem śledził każdy kolejny atak NMM i skupiał się na bitwie ponad miarę jakiegokolwiek śmiertelnika, wiedząc iż jego głód będzie ogromny po całej bitwie. Jednak teraz to zwycięstwo było najważniejsze. Błyskawice o kolorze krwi przeszyły całe jego ciało, a włosy zaczęły falować. Inkantacje dobiegały ku końcowi, a Masked jedynie kończąc je popadał w szaleńczy śmiech.

Link to comment
Share on other sites

Ból trawił jej ciało i rozpraszał myśli, które wirowały chaotycznie w umyśle changelinga. Jej ciało opuściła większość sił, jednak była w stanie rejestrować co się dzieje dookoła.

Gdy ciemność zasnuła salę, myśli Moonlight z centralizowały się wokół zdarzenia, próbując jak najlepiej zrozumieć, całą sytuację.

Link to comment
Share on other sites

Rocky podbiegł do Dakelin , przyciągnął ją bliżej szafy i zaczął szukać sladów życia , spojrzał w oczy , zaczął ją wołać. Dakelin , żyjesz , jesteś z nami ? Po czym zwrócił uwagę na Magica i zabitego changelinga , po chwili zapytał : Magic , jest ich tam więcej niż setka lub dwie ?

Edited by Giercownik13
Link to comment
Share on other sites

Alchemik zdał sobie sprawę, że musi działać. Nie dość, że Dakelin leżała poważnie zraniona to na dodatek Grim został wyniesiony z powodu obrażeń. Z początku nie wiedział co robić ale wziął się w garść i zaczął myśleć racjonalnie.

- Zabierzcie stąd Dakelin - Krzyknął do towarzyszy - i sprawdźcie inne pomieszczenia w tym budynku. Zapewne gdzieś jeszcze te Changelingi się tu kręcą dlatego miejcie broń w gotowości.

Potem zwrócił się do Dakelin:

- Przepraszam, że nie cię nie obroniłem. Żołnierze cię stąd zabiorą, wytrzymaj.

Stalowy czuł w sobie gniew spowodowany brakiem reakcji z jego strony w obronie bliskich. To Grim jest dowódcą i to on powinien tutaj stać bez ran zamiast niego. To samo spotkało jego przyjaciółkę. Rebon był na siebie wściekły ale wiedział, że musi walczyć i dokończyć to co zaczął razem z innymi. Za Equestrię. Za wolność.

Link to comment
Share on other sites

Atlantis w pierwszym momencie zatkało,stał jak kołem,czuł że ciało odmawia mu posłuszeństwa.Wzywał wszystkie mięśnie do wysiłku lecz nie otrzymał żadnych efektów choć może jeden to że mógł dalej poruszać gałkami ocznymi lecz reszta ciała trzęsła się ze strachu gdyż teraz będą mieli naprawdę wielkie problemy ze strony NMM.Kiedy tak patrzył na scenę w której NMM próbuję ubić Shadow.W tym czasie,zaczęły dziać się dziwne rzeczy a mianowicie oszust Nick uciekł z pola walki.Atlantis wiedział że nie wiele mu to da,następnie Moonlight zachowała się jak jakiś kretyn z Changei który myśli że jest panem świata i da radę wszystkim co rozśmieszyło jednorożca gdyż takiej ćwierćinteligentki dawno nie widział lecz nie było można  tego można poznać po nim z zewnątrz.Wnet zdarzyło się wiele rzeczy których w pełni nie udało mu się zarejestrować swoimi zmysłami które były lekko zdezorganizowane strachem a mianowicie zauważył tylko wyniki czyli:Moonlight przybitą do ściany i leżącą butelkę po substancji którą dostał parszywiec Nick.Wtem nagle oprzytomniał błękitny jednorożec spojrzał na Shadow z nadzieję i szczerą chęcią pomocy dlatego użył zaklęcia teleportacji tak szybko to zadziało że aż się  nie spodziewał takiego wyniku mimo iż stała tam NMM.Zaświecił się róg jednorożca jasnym światłem które lekko oświetliło okolice a następnie nastąpiła seria błysków.Atlantis czuł przepływającą magiczną energie co za każdym razem napawało go pewnego rodzajem szczęścia i motywacji dzięki czemu mógł działać dalej.Moment później już stał obok Shadow w rogu sali w kryjówce stworzonej z cienia kolumny.Z tego co zauważył tam skąd uciekł zaczęły się dziać złe rzeczy lecz w tej chwili miał ważniejsza rzecz na głowie a mianowicie pomoc klaczy.Musiał jej pomóc mimo iż czuł się podle opuszczając chwilowo walczących kompanów.Kiedy podszedł do niej,okazało się iż jest przytomna i to bardzo bo zachowywała się jak zawsze.Kiedy dostał od niej pierścienie,poczuł że są potężne ale poczuł też że spływa niego coś więcej a mianowicie odpowiedzialność za to aby się udało i zakończyło sukcesem.Czuł się ciężko z tym brzemieniem mimo iż wiele razy mówił że jest gotów ale to były słowa lecz teraz poczuł iż chyba tak nie jest choć mógł się mylić w tej sprawie jak we wszystkich innych przedtem lecz wtem Shadow zniknęła nie mówiąc nawet dziękuje tylko "do roboty" zostawiając jednorożca ze swoimi problemami..Atlantis przez chwilę był przybity odpowiedzialnością która została położona na jego barki.Przez cała chwilkę rozważał rożne scenariusze do ucieczki do walki aż w końcu dzięki wspomnieniom o Blue, jednorożec się przełamał i stwierdził w duchu że musi zrobić to co do niego należy czyli pokonać NMM.Jednorożec obrócił się w kierunku walczących postaci,postanowił że najpierw pomoże im a później zajmie się NMM.dlatego postanowił użyć kilku zaklęć a mianowicie.Wokół rogu jednorożca pojawiała się słaba mgiełka magiczna tak aby nie zwrócić na siebie uwagi a nie było to zaklęcie generujące jakieś tam światełko tylko płonące Ostrza światła które miały zaatakować od góry walczącego z Poisonem wroga a następnie pojawiła się inna świetlista poświata tym razem na grzywie łącząca się z rogiem a były to magiczne lustra odwróconego zaklęcie.Były to lustra które odbijały zaklęcie w kierunku tego który je rzucił.Aby nie uległy zniszczeniu od owego zaklęcia było ich kilka i każde pobierało cześć energii zaklęcia a następnie energia była przesyłana na do najbliższego lustra od strony rzucającego i gromadzona tam aż do pewnego momentu w którym to lustro wysłało w niego pocisk białego światła mniej więcej takiej samej siły jak wysłane przez niego zaklęcie.Ostatnim zaklęciem były łańcuchy światła które miały uderzyć w duszę NMM i tymczasowo ją powstrzymać.Atlantis wiedział że to sporo zaklęć ale musiał spróbować to zrobić gdyż była to konieczność która była od niego wymagana w tej chwili.Świat wymagał wytrwałości i wielkiej siły od niego,której posiadania nie był pewien ale to miało się zmienić tego dnia,pamiętnego dnia o którym wszyscy będą mówić o ile się uda.

Edited by Wiecznie WnerwionyAtlantis
Link to comment
Share on other sites

Nick leżał chwilę i rozglądał się, po chwili jednak wstał, zobaczył żywą Shadow idącą na NMM, wiedział że Shadow zaraz zginie, wiedział także że zaraz oberwie albo on albo NMM, gdyż w ciele jego sojuszniczki została jedna włócznia, nie wiedział dokładnie ile ich było ale był pewien że więcej niż dwie. Nick wyjął kolejną strzałę i wycelował w Shadow, aby raz na zawsze to zakończyć. Po oddani strzału czekał na taki sam atak który przykuł jego kompankę do ściany, czekał i był gotów do uniku aby nie podzielić jej losu.

Edited by Arceus
Link to comment
Share on other sites

Udało się. Po wykonaniu ciosu, wyciągnięciu miecza i schowaniu się za regałem poczuł, że on naprawdę coś znaczy. Uświadomił sobie, że zabijając tego Podmieńca uratował czyjeś życia. Poczuł przypływ mocy. Wiedział, że uda im się wygrać tę wojnę. Wiedział, że uda im się wyswobodzić Equestrię. W ułamku sekundy doskoczył do włóczni trupa i przeciął drewno mieczem kilkanaście centymetrów od ostrza, tworząc swoistą mizerkordię. Usłyszał pytanie Rocky'ego. Ile? Wystarczająco mało, by ich zabić. Kątem oka zobaczył rannych Grima i Dakelin, wynoszonych przez żołnierzy. Bardzo szanował swojego dowódcę, a choć nie znał zbytnio Dakelin, bardzo lubił ludzi. Wyzwoliło to w nim jeszcze większą złość i chęć zemsty. Podszedł do Rebona i mu zasalutował. Prowadź do walki, Stalowy Alchemiku - powiedział z błyskiem w oku.

Link to comment
Share on other sites

Rebon odsalutował towarzyszowi a w głębi siebie ucieszył się, że ktoś w niego wierzy. Nigdy nie dowodził oddziałem żołnierzy ale musiał temu podołać.

- Dobra MT i Rocky, chodźcie tu!

Rzekł po czym czekał aż młody alicorn podejdzie. Zmierzał opowiedzieć im swój plan działania, który na daną chwilę uważał za dobry.

Link to comment
Share on other sites

*Rocky rozejrzał się za tymi podłymi i plugawymi podmieńcami po czym doskoczył do Rebona i półgłosem wyrzucił z siebie na jednym wdechu , cały czas się uśmiechając* Jestem kapitanie Rebon. Czekam na ewentualne rozkazy , polecenia , przesyłki , paczki i tym podobne. Do czego jestem panu potrzebny ? Trzeba coś przebić ? Przekuć się przez ścianę ? Skombinować dynamit ? Coś wysadzić ? Lubię wysadzać. Lubię też pączki z dziurką. Ale po co są te dziurki ? Nie wie pan może ? W każdym razie mięso też jest dobre. Zjadłbym schabu *Rocky posmutniał* Szkoda , że go już nie ma w sklepach. Ale wracając do głównego tematu. O co chodzi panie Rebom ?

Edited by Giercownik13
Link to comment
Share on other sites

- Tak więc słuchajcie wszyscy...

Rzekł Alchemik i przybliżył się nieco robiąc koło z towarzyszy.

- Mam pewny plan i liczę na wasze pełne poparcie. Jak widać zajęliśmy parter budynku ale na górze są jeszcze wrogowie. Naszym zadaniem jest opanować zarówno parter jak i pozostałe pietra dlatego nie pozostaje nam nic innego jak przeprowadzić frontalne natarcie. To jest dla nas niekorzystne, bo wróg zapewne na nas czeka i wielu przyplaciłoby to życiem a możliwe, że nawet wszyscy. Jednak tutaj pojawiamy się my, którzy mamy magię a w moim przypadku Alchemię transmutacyjną. Więc wpadłem na pomysł i jeśli on wypali to nie stracimy żadnego żołnierza, a dokładniej mogę użyć transmutacji i usunąć podłogę na piętrze od dołu wtedy wy błyskawicznie tworzycie magiczną barierę i ich zamykacie a potem zabijacie skurczając barierę albo ja mogę to zrobić tworząc kolce w podłożu w środku bariery. Jeśli wszystko potoczy się błyskawicznie to wróg nawet nie zdąży zareagować. Co wy na to?

Edited by Rebon Alchemist
Link to comment
Share on other sites

Mi pasuje , tylko mam małe pytanie , gdyby tą "bańkę" stworzyć z ognia , albo dwie odpowiednio najpierw lodową , która ich pozamraża w lodowe figury , a potem czarną , która porozrywa ich na małe kostki lodu ? Czarna magia chyba nie jest zabroniona w czasie wojny ? W końcu w czasie wojny , wszechobecnej waśni i bitew można użyć wszystkich chwytów , tych niespodzianych , a zwłaszcza tych których używają nasi wrogowie.

Edited by Giercownik13
Link to comment
Share on other sites

Magic zaczął się zastanawiać nad możliwym powodzeniem lub niepowodzeniem planu. Fakt, był on dość śmiały i w normalnej sytuacji by go odradzał, ale teraz, w ferworze walki... To mogło się udać. Twój plan jest ryzykowny, lecz ma duże powodzeni, Rebonie. Jeśli wszystkie obecne tu jednorożce skupią się nie tyle na stworzeniu, co na utrzymaniu bariery, powinniśmy zdążyć ubić tych w środku. Zostaną jeszcze Ci na schodach, ale oni, oszołomieni przez to, co się stanie, powinni być łatwymi celami. Nie jestem może najlepszym magiem, ale pomogę w zwycięstwie z całych sił - wygłosił ogier, po czym podrapał się po swoi rogu, zagrzewając go do walki.

Link to comment
Share on other sites

Panie Magic , w koszarach i magazynach tych koszmarków powinny być armaty , czy tego typu wynalazki , nieprawdaż ? A pegazorożce ? Też mogą pomóc ? Znam kilka mniejszych grup alicornów , które żyją tymczasowo w kanałach , czekając na pokój.

Edited by Giercownik13
Link to comment
Share on other sites

Hmmm...to mogło by się udać, jednak jestem przeciwny zgniataniu kogokolwiek, bądźmy kucykowi, ale potpalić ich mogę, po tym wszystkim musze sobie załatwić jakąś broń, a może uzbroje skrzydła, nieważne zgadzam się, moge stworzyć podstawową bariere i ich tam upiec albo stworzyć ognistą barierę

Link to comment
Share on other sites

- Tak więc postanowione - rzekł Stalowy - zrobimy piec na podmieńce. Teraz tylko musimy się ustawić na pozycjach. Musicie utrzymać barierę, bo inaczej nas załatwią. Tak więc do roboty!

Alchemik wydał rozkaz i pokazał ręką miejsca gdzie każdy ma się ustawić. Po tym sam wskoczył na stół który podczas strzelaniny robił za osłonę by dosięgnąć sufitu.

- Wszyscy gotowi?

Rebon postawił wszystko na jedną kartę. Od tego co się zaraz wydarzy może znaczyć wynik bitwy.

Edited by Rebon Alchemist
Link to comment
Share on other sites

Tak, tak mogę to załatwić

 

Wynalazca stanął na wyznaczonej przez Rebona pozycji i skupił się na stworzeniu bariery, jego róg zaświecił się na żółto, musiał stworzyć w miarę prostą barierę, no i jeszcze żeby w odpowiednim momencie jej wnętrze zajęło się ogniem, jednorożec lekko przymknął oczy, sądził że płonące podmieńce to nie zbyt przyjemny widok, a co do zapachu...no cóż 

Link to comment
Share on other sites

W korytarzu, oparty o sciane stał Wiktor, wkuszony jak nigdy.

- Parszywy jednorożec, co one se myślą? Siedzą po kilkanaście godzin na książkami a teraz wiedzą lepiej jak dowodzić - wiktor popatrzył chwile na korytarz i splunął na podłoge - Niech go czort... wracam pod ziemie. 

Nagle Wiktor przypomniał sobie o czymś ( To było opisane wcześniej !), gdy przeistaczał się to wywalił w scianie otwór i był tam jakiś tunel.

- Wypadało by sprawdzić, może się coś uda wykombinować - powiedział do siebie cicho. Ruszył natychmiast.

Link to comment
Share on other sites

Magic zastanowił się chwilę nad pytaniem Rocky'ego. Racja. Ale nie zapominaj, że my w koszarach nie jesteśmy, a tutejsze zasoby mogą być niewielkie. Jakby nie było, nikt Ci nie zabrania brać broni poległych wrogów. A ja ją nawet polecam. - Uśmiechnął się i pokazał lekko sztylet zrobiony z włóczni Podmieńca. No ale teraz czas na nasze wejście. Drugą część robimy razem, tak? - zawołał żywo ogier i wycelował róg w miejsce docelowej bariery.

Link to comment
Share on other sites

Eeyup. To znaczy... Miałem na myśli tak. Tylko mam nadzieję , że złapiemy wszystkie te wredne koszmarki. *Rocky z pomocą Magica zaczął budować tarczę , a raczej baniak na changelingi* Panie Magic , a pan długo już walczy ? Pytam z czystej ciekawości. Ew.Czy ma pan jakąś córkę na wydanie. Pół wieku w samotności spędziłem więc teraz chce kogoś znaleźć.

Edited by Giercownik13
Link to comment
Share on other sites

Magic skoncentrował się na tworzeniu bariery, więc jego odpowiedź była pozbawiona emocji. Żyłem w dość spokojnym ostatnio Ponyville, walkę zacząłem wraz z naznaczeniem Księcia. Ogier uśmiechnął się za to pobłażliwie, słysząc kolejną część pytania. Wśród dwudziestolatków teścia nie znajdziesz, a ja jeszcze przez kilka miesięcy do tego grona się nie będę zaliczał - odparł żartobliwie jednorożec, po czym zaczął wkładać w zaklęcie jeszcze więcej energii.

Edited by WładcaCiemnościIWszelkiegoZła
Link to comment
Share on other sites

W komnacie królowej zapadła ciemność. Wśród czarnych oparów utrudniających widoczność rozlegały się dźwięki zawalającej się podłogi i pękających ścian. Nick lekko zdezorientowany znalazł wśród ciemności miejsce, dokąd teleportowała się przywódczyni rebeliantów. Wiedział ,że jest w kiepskim stanie, ale postanowił strzelić. Wyciągnął strzałę, napiął łuk, wymierzył, wstrzymywał właśnie oddech i wypuszczał strzałę, cięciwa złowrogo zafurkotała, gdy Nick poczuł ból w piersiach. Odezwała się jego stara rana i pociągnęła jego rękę w dół, przez co strzała poszła w dół, nie mając szans na dosięgnięcie celu. Shadow nagle zniknęła pośród ciemności i zdrajca stracił ją z oczu.

Moonlight Star poczuła kolejną falę bólu, gdy większość włóczni opuściła jej ciało. Została tylko jedna, ta która przybijała ją do ściany, jednak gdy cały ciężar klaczy spoczął tylko na jednym patyku, rana rozdarła się głębiej, a ciało nieznacznie zbliżyło się do ziemi. Wszystkie pozostałe włócznie popędziły w ciemność. W powietrzu słychać było ścierające się ze sobą głosy wielu inkantacji. Nick właśnie opuszczał rękę po nieudanym strzale przeklinając w duchu swoją ranę, gdy z ciemności wystrzeliły w jego stronę ciemne, owiane mroczna mgłą włócznie. Ich czuby jarzyły się świeżą krwią. Ogier był przygotowany na cios, jednak nie mógł nic zrobić, rzucił się w prawdzie w bok, jednak za późno. Uratowała go cofająca się ręka z łukiem, bowiem zasłoniła serce przed włócznią. Ta wbiła się jednak przebijając boleśnie lewe kopyto. Nick syknął z bólu, nie był to najpotężniejszy cios, jaki otrzymał, ale jego ciało było już wykończone. Obraz lekko przyćmił się, a ruchy stały się powolne. Ogier ledwo utrzymał się na nogach, gdy świeża krew poczęła wypływać z rany. Włócznia natomiast ugrzęzła pomiędzy warstwą mięśni, a kością.

Wcześniej Masked wypuścił z siebie chmurę gazu, który szybko zaczął mknąć do celu. Czarnoksiężnik właśnie zaczął ciskanie włóczniami, nie skupiony już tak bardzo na poprzednim zaklęciu, gdy usypiająca mieszanka została zdmuchnięta przez wicher, który wywoływały pociski Władczyni Koszmarów. Bowiem teraz w sali rozhulała się taka wichura, że każdy miał problemy z ustaniem, a posągi dawniej stojące przy ścianach zaczęły się przewracać, towarzysząc swym hukiem pękającej podłodze. Wtedy Masked zaczął ostatnie swe inkantacje. Jego runy błysnęły światłem, które przebiło ciemności zaklęcia Nightmare Moon, a w okół drużyny powstała bariera którą otaczały ciemności. Nagle cały wiatr ustał, gdy słowa czanroksiężnika wybrzmiewały zgrozą, a jego ciało paliło się. Z podłogi zaczęły dobywać się krwistoczerwone znaki. Wtem z rogu pokoju czyste i piękne światło dnia rozświetliło mroki nocy. Był to Atlantis, który unosił się w powietrzu. Chciał stłumić moc, jednak potrzebował jej tyle do czarów, że nie potrafił. Grzywa mu falowała, a przed oczami miał obraz pięknej śmiejącej się Blue. To dla niej znosił te męczarnie, a przed nim stała jedna ze sprawczyń zła. Jego moc też odtrąciła początkowo wichry, które ogarnęły salę. Przed Polem Maskeda pojawiły się wielkie świetliste kręgi, których wnętrze zdawało się niczym z wody, a brzegi pokrywały złote krążące inskrypcje. W ciemnościach dał się słyszeć śmiech. Nowa fala pocisków, z których każdy dymił jeszcze bardziej podążyła w stronę śmiałków. Atlantis skupił się na lustrach, nagle poczuł tak olbrzymią moc czarów, że aż odrzuciło go w tył. Część mrocznych kul odbiła się w nieprzeniknione ciemności, jakimi osnuła się Nightmare Moon, jednak po chwili pękło pierwsze lustro, później drugie i tak aż do ostatniego, a pociski cały czas się sypały. Dotarły one do sfery Maskeda, która przed nimi jakby zapadła się w ciemność. Odbite pociski uderzyły w przeciwną ścianę. Dało się słyszeć trzask pękających wielkich witraży, jednak nikt nie zdołał nic dojrzeć. Ustało wszelkie światło i te bijące od wyczerpanego i odrzuconego Atlantisa, jak i krwistoczerwone runy Maskeda. Kule, które się przebiły upadły, dało się słyszeć ogromny trzask. Ci, którzy stali przy drzwiach nic nie widzieli. Słyszeli tylko dźwięki uderzeń tuż przy nich. Najbliżej kula przebiła podłogę przy Poisonie. Kilka obcych głosów, które krzyczały przez chwilę, rozdarły powietrze, a później zawtórował im trach miażdżonych kości. Ciemności w okół drzwi na chwilę ustały, bowiem cały dym był wsysany jak przez wielki wir do pierścieni na palcach Maskeda, który śmiał się niby szaleniec wśród padających pocisków. Atlantis w tym czasie już wstał i coś błysnęło przy Maskedzie, pojawiło się wiele świecących dniem ostrzy, które spadły w dół, przez jedną z dziur w podłodze. Na dole uderzyły w coś. Na koniec z rogu pokoju w stronę całkowitych ciemności okalających Nightmare Moon wystrzeliły dwa łańcuchy, niby węże wijąc się wśród powietrza oraz emanując złotem i bielą. W końcu dym znów ogarnął śmiejącego się Maskeda i ponownie zapadły ciemności. Wtedy potężny trzask przeszył powietrze, a wszyscy poczuli, że spadają. Zawaliła się cała podłoga w komnacie, i zatrzymała się dopiero na niższym piętrze. Inne odbite kule podziurawiły strop, który również zaczął się walić. Wszyscy bohaterowie podnieśli się z upadku, w którym nie doznali większego szwanku. Tu na dole dymy jeszcze nie dotarły, widzieli więc siebie dobrze. Wszyscy zdrowi jakimś cudem nie odnieśli ran od pocisków Władczyni Nocy. Obok nich pod gruzami leżały zwłoki wielu gwardzistów, przysypanych kamieniami, niektórzy jeszcze byli przytomni, choć nic nie mogli zrobić. Wszyscy zobaczyli też Maskeda, którego całe ciało przepalone było już nie tak świecącymi runami, choć jego oczy emanowały takim czerwonym blaskiem, że nikt nie mógł w nie spojrzeć, dzięki czemu nikt take nie dostrzegł jego twarzy. Obok Poisona leżało zmiażdżone ciało jego przeciwnika, który w karku miał jakby wielkie przecięcie, a podobne na całym ciele. Atlantis zobaczył także owego kuca w czarnej zbroi, który biegł na nich. Teraz ów ogier nie miał połowy ciała, a wyglądało to jakby dopadł go jeden z pocisków jego pani. Nick także przeżył, upadł na szczęście dość miękko, a zarazem na tyle skrycie, by nikt z tam obecnych nie dojrzał jego kryjówki. Siedział za gruzami niewidoczny. Wichura ponownie zaczęła dąć od góry, a dymy poczęły wędrować ku dołowi. Wśród chmury jednak widać było jakieś przebłyski i czasami szczęk metalu, a pociski przestały wylatywać. Wtedy z chmur wypadł jakiś mały ciemny kształt. Ci z lepszym wzrokiem zorientowali się ,ze to Shadow. Upadła na gruzy w dole, a po pustej przestrzeni rozległ się jej głuchy jęk. Wtedy Atlantis poczuł, że coś chce rozerwać jego łańcuchy. Wytężył się i powstrzymał uwolnienie przez jedną sekundę, ale przeciwnik dysponował potęgą magiczna większą niż większość kucy, jakie w życiu widział. Shadow zerwała się i ukryła za gruzami, gdy z chmury dymu wystrzeliła niczym piorun Nightmare Moon. Trupio księżycowe światło przeszyło pomieszczenie, gdy królowa spadała jak grom z burzowej chmury, za nią podążały ciemności, które osnuły tamto miejsce. Dał się słyszeć trzask kamieni, a chmurę przebił rozbłysk złowieszczego światła.

 

Tymczasem na dworcu Rebon przejął dowodzenie. Był najwyższy wśród zebranych, dlatego łatwo zdobył posłuch. Po jego pierwszych słowach grupy rebeliantów ruszyły do pomieszczeń, jednak ostrożnie i to uratowało im życia, bowiem prawie w każdych drzwiach rozległy się wystrzały czarnoprochowej broni. Kilka ciał opadło na ziemię, jednak wielu trzymając się z boku drzwi albo nie dostało kulą, lub zdążyło uskoczyć. Część wpadła do pokoi, rozległy się kolejne strzały i odgłosy walk. Do Rebona przybiegł jakiś goniec, gdyż zobaczywszy, ze Grima nie ma, a wszyscy się go słuchają uznał mężczyznę za dowódcę.

- Wojska w dolnym mieście wybite. Przyłączyło się do nas dużo mieszczan, broń rozdana. Ostatni punkt większego oporu to ten dworzec, ścigamy uciekinierów, którzy zmierzają do ufortyfikowanego następnego poziomu. Green już przedostaje się na pozycje i czeka na sygnał do wspólnego ataku, jednak z koszar zaczynają wychodzić bardziej zorganizowane grupy z changelińskiej armii, dlatego Green prosi o szybkie działanie. Na niebie pojawił się jakiś złoty smok, który naszych oszczędza, a walczy z wrogiem! W zamku królewskim coś jakby wybuchało i pękało, a ciemność zalega w okolicach komnat królowej.

Rebon wydał ewentualne polecenia adiutantowi i zobaczywszy, iż Grima i Dakelin w spokoju wyniesiono przystąpił do pracy. Alchemik przystąpił do pracy. Przyłożył rękę do sufitu i tak szybko jak mógł zmieniał jego cząsteczki. Pierwsze 20m kwadratowych zniknęło szybko i changelingi oraz straż miejska powpadała do klatki. Jednak później transmutacja straciła tępo, aż w końcu alchemik przysiadł wyczerpany. Udało mu się usunąć obszar podłogi nad holem i bocznymi pokojami, ale była to zaledwie mała część budynku. Owszem złapanych wrogów wybito, choć niektórzy zdołali przebić barierę. Kuce zrozumiały, że takie unicestwianie będzie bardzo czasochłonne i wyczerpujące, bowiem nikt z nich nie jest na tyle potężnym magiem czy alchemikiem, aby na całej powierzchni wielkiego i głównego Canterlockiego dworca usunąć podłogę na piętrze. Czas się liczył i to bardzo, bowiem już w tej chwili, jeśli obrońcy zdołali się zorganizować mogli obsadzić pociągi pancerne, a rebelianci mieliby znaczny problem z ich zwalczeniem, natomiast zdobycie dostarczyłoby wiele uzbrojenia, prochu i stosunkowo mobilnych dział w opancerzonych wieżach. Jednak gdy takie myśli trapiły dowódców, przez powstałą dziurę w podłodze zaczęły się wychylać changelingi i razić rebeliantów kulami. Sytuacja stała  się zła, bowiem przed ostrzałem z góry nie sposób było się schronić, a to dawało wrogowi kontrolę nad całym holem, w miejscu gdzie były główne drzwi. Utrudniało to odwrót, a także gromadzenie sił. Cała akcja poniosła za sobą pierwsze ofiary, a było ich stosunkowo dużo. Dolne pokoje udało się opanować, jednak znów poległo wielu dzielnych, a podobna liczba została rannych. Dworzec był jednak powoli opanowywany. Wtedy do Rebona podbiegł kolejny adiutant, który wszedł przez wybite okno.

- Dzięki szturmowi na główne drzwi udało się sforsować obronę przy bramie wjazdowej. Nasi wdarli się na plac, jednak oprócz ostrzału z niezajętych stanowisk po stronie placu postojowego ponieśli ciężkie straty od pociągu, który już działa i zajechał drogę ataku tamtą stroną.

Mimo tak znacznej przewagi rebeliantów na tym obszarze walki na dworcu z każdą chwilą stawały się co raz cięższe.

 

W koszarach powoli dowództwo stwierdziło iż można atakować, jednak Wiktor miał dość niekompetentnych dowódców. Odbiegł więc czym prędzej do tajemniczego korytarza. Przedostał się do niego i począł kroczyć ciemną ścieżką. Było ciasno i niewygodnie. W końcu jednak ujrzał nikłe światło, wyszedł i odsunął coś drewnianego, co zasłaniało wyjście. Wypełzł na czworaka i rozejrzał się dookoła. Był w małym pomieszczeniu, do którego prowadziły jedne tylko schody. Ruszył nimi na górę, wyjście znów było zastawione czymś, czego nie dał rady odsunąć. Więc przerąbał się przez to. Zobaczył dużą, zniszczoną przez niego szafę z książkami, natomiast z boku dobiegły go odgłosy walk. Gdy wypadł zza rogu ujrzał wielkie gruzowisko, gdzieś w oddali chmurę czarnego dymu. Przyjrzał się i rozpoznał swych kompanów, którzy ruszyli aby złapać Nightmare Moon. Z tyłu natomiast w wąskim korytarzu, w którym stał, wyraźnie usłyszał odgłos galopu i miarowego szczęku metalu.

 

W szpitalu Animal miała co raz więcej pracy, podobnie jak wszyscy lekarze. Gdy jednak przyniesiony został Grim zajęto się nim w pierwszej kolejności. Dakelin również została w miarę opatrzona i odzyskała przytomność. Ponieważ była wampirem jej czucie bólu było zmniejszone, a rany szybko się goiły. W prawdzie nadal czuła się nie za dobrze, ale mimo polecenia pielęgniarki, aby została w łóżku, coś ją nęciło ,aby wyjść i walczyć dalej. Widziała, że szpital mimo długich przygotowań został już zapełniony i zaczynają układać rannych na korytarzach i w innych salach.

 

Na koniec małe info dla Giercownika. Konsultuj ze mną np na PW czy w podziemiach jest grupa alikornów, która żyje w kanałach. Po pierwsze alikorny są rzadkością a ich grupa jest istnym fenomenem światowym, a to czy coś żyje w kanałach i czy te kanały w ogóle istnieją leży w moim obszarze kompetencji, dlatego przy takich zapowiedziach, które mogą mieć znaczenia dla fabuły, ułatwić jakieś zadanie i wprowadzają pojawienie się czegoś w świecie gry ZAWSZE należy konsultować ze mną. 

 

PS

W ogłoszeniach jest napisane kiedy mnie nie będzie.                                     

Edited by kapi
Link to comment
Share on other sites

(piszę teraz bo od jutra do 18.07 może mnie nie być)

Nick już podczas spadania wrócił do formy changelinga, zauważył że włócznia którą dostał trafiła w jedną z dziur na kopytku, nie mniej wbiła się głęboko i po za łatwiejszym jej usunięciem nie dało to nic znaczącego. Pozbawiony sił i chęci wywiadowca wylądował na niższym piętrze. Załatał plazmą ranę na piersi i kopytku aby się nie wykrwawić. Zamknął oczy i leżał w bezruchu, odpoczywał. W chwili spokoju zaczął się zastanawiać czy tak nie było by nawet lepiej. Do królowej koszmarów nic nie miał, po za jednym-ona nadal była siostrą Celestji tak więc uznał że nawet jej ewentualny zgon, byłby dla Changei korzystny. Na tę ewentualność jednak nie liczył gdyż pamiętał dobrze że Shadow zabroniła tak to kończyć. Myśląc dalej zastanawiał się czy zostawią spacyfikowaną NMM czy zamienia ją w ich ukochaną Lunę, również tu wolał tą drugą wersję, Luna była tą dobrą i raczej by go nie dobiła, a Chrysalis miała by za to nowego więźnia, o ile nie zabije jej na miejscu. Po tych głębokich i całkiem bezużytecznych przemyśleniach Nick próbował wstać, próbował, ale jego ciało ewidentnie zastrajkowało i kazało mu leżeć na ziemi. "Więzień własnego ciała" pomyślał sobie "jednym to się podoba inni tracą nadzieję na wszystko, a ja?" 

(Cóż bo prawie zapomniałem: Miłych wakacji! :D )

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...