Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Mellie

Wyżal się.

Recommended Posts

5 minut temu, Cahan napisał:

Tydzień to kupa czasu by się nauczyć na kolokwium.

Też tak sądziłem, ale już nie uczę się tak szybko jak w liceum, POMIMO że materiału jest więcej. W zasadzie to idzie mi to co raz wolniej.

 

10 minut temu, Cahan napisał:

Więc zaparz sobie od razu 3 melisy i siadaj do nauki. Dzisiaj.

To na mnie nigdy nie działało, a zrelaksować się nie dam rady tak długo, jak tego nie napiszę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na pewno na studiach warto obniżyć pewne standardy. Traktować 3 jako dobrą ocenę i przede wszystkim robić tzw. plan minimum. Od ogółu do szczegółu. Grunt to ogarniać selekcję materiału i nie wyłożyć się na podstawach. No i nie załamywać się, że się czegoś nie zdało, bo studia to nie liceum i tu są inne progi oraz standardy. A tydzień na kolokwium to jest bardzo dużo czasu. Zwłaszcza na poprawę, bo chyba się uczyłeś do pierwszego terminu, nie? Więc to będzie taka powtórka.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Cahan napisał:

Na pewno na studiach warto obniżyć pewne standardy. Traktować 3 jako dobrą ocenę i przede wszystkim robić tzw. plan minimum. Od ogółu do szczegółu. Grunt to ogarniać selekcję materiału i nie wyłożyć się na podstawach. No i nie załamywać się, że się czegoś nie zdało, bo studia to nie liceum i tu są inne progi oraz standardy. A tydzień na kolokwium to jest bardzo dużo czasu. Zwłaszcza na poprawę, bo chyba się uczyłeś do pierwszego terminu, nie? Więc to będzie taka powtórka.

W sumie to i tak się zamierzałem uczyć w te wakacje, ale nie tego przedmiotu.. No właśnie ja jestem w stanie nauczyć się albo na 4/5 albo liczyć na szczęście. Jeszcze nigdy nie nauczyłem się na 3, choć mam wiele trój, ale to zawsze wyłącznie przez fart. Od pewnego czasu zauważyłem, że się wypalam - już nie mogę się uczyć SZYBKO jak mnie to nie interesuje - w liceum owszem mogłem robić setki kartek tygodniowo nawet jak były nudne, a zawartość stron w cale nie była dużo mniej skondensowana.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Spoiler

już nie mogę się uczyć SZYBKO jak mnie to nie interesuje -

Niestety tak to już jest. Ja już się z tym pogodziłem, że żeby się czegoś nauczyć muszę poświęcić temu o wiele więcej czasu, energii i skupienie niż kiedyś. Nie wszyscy oczywiście, ale w zdecydowanej większości. 

Co do twoich zmartwień. To są tylko studia. Na luziku bez stresiku. To nie jest praca, że zawsze musisz dawać z siebie 90%.

 Co z tego, że wakacje będą skrócone? Przyzwyczajaj się, że będą lata gdzie wakacji nie będzie w ogóle. 

Co do tego, że nie nauczysz się przez 7 dni? Posłuchaj się @Cahanbo ona już wie co robić w takich sytuacjach. Ja nie mam zbyt dużego doświadczenia w tematyce studiowania. Byłem dwa lata i wyrzucili mnie z uczelni. 

Edited by WhiteHood

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Flutterhuggerwiem coś o tym, tylko, że moją załamką była fizyka na 1 roku. Podchodziłem 6 razy i w końcu zdałem. Mój szwagier mi mówił,. że studia to de facto nie tylko nauka, ale również i wytrzymałość. Się idzie do wykładowcy się spytać co może być na egzaminie, a nuż da. Często się zadania powtórzą, może ktoś z roku wyżej podratuje pytaniami ... możliwości jest dużo tylko jak mówiłem - wytrwałość to klucz aby przeżyć i cieszyć się studiami :interesting:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanów się przede wszystkim czy ten kierunek, na którym jesteś w pełni Cię satysfakcjonuje. Czy jeśli przejdziesz na kolejne etapy, gdzie dostaniesz specjalizacje to będziesz miał tylko to, co naprawdę potrzebujesz i chcesz. Czy kończąc je będziesz wiedział w jakim kierunku iść. Bo jeśli poszedłeś na studia by wydłużyć sobie dzieciństwo to lepiej sobie odpuścić. Nie każdy się nadaje do kucia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A też się powyżalam...

W obecnym miejscu (sfera budżetowa) pracy siedzę już 10 lat, niestety albo stety znajduje się ono w mojej rodzinnej miejscowości. Odkąd tam jestem u steru jest dość wredne babsko, które nie szanuje i ma śmieci wszystkich poza sobą, swoją rodzinką, proboszczem i tymi u władzy. Co jakiś czas wybuchały kolejne afery związane z mobbingiem, nieprzestrzeganiem praw pracowniczych itp. Kilka lat temu jedna kobiecina oskarżyła szefową o mobbing (dysponowała nagraniami różnych sytuacji, a także dokumentacją medyczną świadczącą o nabytej przez nią depresji). Koniec końców poszkodowana wygrała sprawę (zachowała stanowisko) i szefowa musiała wypłacić jej odszkodowanie (coś około 50 tyś zł). Po tej aferze szefostwo obrało sobie inne cele do atakowania i ustawicznie wybrane osoby dręczyło. Od niespełna 2 lat celem stałem się i ja. Zaczęło się od wydzwaniania do mnie po nocach (na ogół po 20) i zlecania zadań do wykonania na "rano", podczas gdy pracujemy 8 godzin od 8.00. Po dyskusji na ten temat z innymi pracownikami (jakiś słodki przyjemniaczek zdążył donieść), niemalże natychmiast zagrożono mi zwolnieniem z pracy jeżeli nie będę wykonywał zleconych przez nią zadań (poza godzinami pracy i do ch**** w nocy). Na dodatek rzuciła załodze tekst że wszyscy mamy być pod telefonem przez całą dobę (nie mamy telefonów służbowych). Później zaczęło się trzymanie w godzinach nadliczbowych, oczywiście niepłatnych - były przypadki że z roboty wychodziłem po 17 godzinach. Ponadto cały czas nakładane były na mnie coraz to nowe obowiązki (bez zmian w płacach), w tym przekraczające zawarty w umowie zakres obowiązków - część własnych próbowała przerzucać na mnie itd. W tym roku po świętach bożego narodzenia doszedłem do wniosku że nie ma sensu tego dalej ciągnąć i poczyniłem starania w celu wypowiedzenia umowy. Kilka dni udawała że ten dokument w ogóle nie istnieje na jej biurku, po czym perfidnie próbowała mnie wrobić w kradzież sprzętu zakładowego. Mało tego poszła nawet na policję to zgłosić ze wskazaniem bezpośrednio na mnie. Koniec końców okazało się że sprzęt ów był zabrany przez konserwatora, co ten potwierdził przed szefową i w obecności policji. Mało tego pokazał dokument w którym odnotował w danym zabranie sprzętu do naprawy. Ponadto jedna z pracownic (mająca jakby co poświadczyć że to ja coś tam ukradłem) pękła i wygadała się do innej, która wszystko wszystkim powtórzyła. Jak afera ucichła, w bezpośredniej rozmowie szefowa dała mi do zrozumienia że nie było by tego wszystkiego gdybym nie chciał odejść. :pun:

Od tego momentu nagrywam rozmowy telefoniczne i rozmowy z szefostwem. Nie wiem jak długo w takiej atmosferze jeszcze wytrzymam. Na płace nie mogę narzekać, zwłaszcza że siedzę w rodzinnej miejscowości, ponadto chciałbym mimo wszystko dalej pomagać rodzicom w doczłapywaniu się do emerytury. Jednakże ja, tak jak i inni współpracownicy, mam literalnie dość tej baby. Przede mną był gość którego załatwiła na cacy, chłop mimo że odszedł to nigdzie roboty znaleźć nie może poza łopatą na drodze. Baba ma wpływy, koneksje, władzę i wykorzystuje to perfidnie. Kiedyś był nawet pomysł założenia skrzynki wniosków i zażaleń, co szefowa skwitowała że ma wszystkich nas i nasze zdanie w dupie (dosłownie), twierdząc że z nią się liczy władza i ksiądz i to jej wystarcza.

 

Zastanawiam się czy nie zrobić delikatnej rozpierduchy (mam trochę nagrań) i nie zgłosić tego wszystkiego do sądu pracy i PIP'u.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Chip Baba musiała oddać przez mobbing 50 tys zł i to jej nie powstrzymało przed dalszymi akcjami? O.O Wydaje mi się, że ona sama jest chora, bo to jest mocno nienormalne. Współczuje Ci ogromnie, bo mobbing to naprawdę potworna, straszna rzecz. Trzymaj się chłopie, jak to trwa już dwa lata to o dwa lata za dużo. Bardzo dobrze, że nagrywasz to wszystko. Myślę, że masz już dość sporo dowodów. Ale zanim pozwiesz i zgłosisz to do PIP to bardzo, ale to bardzo pamiętaj o tym, żeby nie było tak, że Twoi koledzy z pracy nagle będą tej szefowej bronić (ze względu na strach, że stracą posadkę). Upewnij się, że w razie czego wszyscy, a przynajmniej większość będzie po Twojej stronie, bo inaczej może być naprawdę kiepsko, nawet pomimo dowodów. 

Nie bagatelizuj sprawy, zrób rozpierduchę i czekam na efekty. Babsko ma nieźle nasrane we łbie.

A skoro wszystko oprócz tej baby Ci się raczej podoba w tej pracy to tym bardziej. Walcz o swoje, bądź silny. Mam nadzieję tylko, że przez te dwa lata mobbingu nie podłamała Cię. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tą sprawą o mobbing najlepsze jest to, że każdy wie jak ta sprawa się skończyła, ale ta nie; uparcie twierdzi że wygrała sprawę a pracownicy nie zwolniła bo jej wybaczyła. - schizol na całego

Problem w tym, że ze strachu przed utratą posady wszyscy nabiorą wody w usta, nikt nie będzie po mojej stronie, co najwyżej będą udawać że nic się nie dzieje. Nikt nie ma odwagi cokolwiek powiedzieć, a mimo to donosicieli nie brakuje.

Babie coraz bardziej odwala - przeczy sama sobie. Powołała zespół zadaniowy twierdząc żebyśmy robili co do nas należy (osiągnęli jakiś cel, zrealizowali konkretne zadania), to zrobiliśmy. Jak już skończone to ta z mordą, że ona tu rządzi i wszystko z nią miało być ustalane; także zamiast stwierdzić że wszystko gra, to ta nas jeszcze opier****.

Poczekam teraz do końca miesiąca; pod koniec, (jak co roku) ona musi wykonać pewne bardzo żmudne zadanie - zajebiście czasochłonne (które prawnie może tylko ona robić). Zobaczę czy będzie próbowała je na mnie zrzucić, ale coś czuję że tak, i wtedy zadziałam.

Edited by Chip

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie... Jeśli współpracownicy będą zeznawać, że nic takiego się tutaj nie dzieje to będzie niezbyt fajnie... Chociaż masz dowody w postaci nagrań.

Na pewno nie da się paru ogarniętych osób przekonać by stanęli przeciwko niej? Bo może być bardzo kiepsko jak każdy będzie po jej stronie ze strachu. Wiem z doświadczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Chipszczerze? Zmień robotę, a jak masz niepodważalne dowody to możesz jeszcze to zgłosić. 

I nie mówię tego od tak, tylko że są ku temu powody dla których nie powinieneś się tam męczyć. Sam sobie szkodzisz, bo tak na dobrą sprawę mimo wypowiedzenia zostałeś i nadal tam pracujesz. Jeśli ci ta robota i atmosfera nie odpowiada, i czujesz się z tym źle, to trzeba od tego odejść. Sam sobie w takim momencie wyrządzasz krzywdę, że tam jesteś i robisz, mimo tego, że wiesz jak to wygląda. Odnośnie historii, to takie rzeczy nie powinny być w ogóle tolerowane w pracy, zwłaszcza jak na stanowisku szefa pracuje ktoś kto nie szanuje pracowników i widać, że ich wykorzystuje. Nie warto na to tracić energii, raz pokazać, że tak nie może być, ale jak szef to ściana to dać sobie z tym spokój, lepiej już pracować gdzie indziej, ale być zadowolonym z atmosfery i szefostwa, które nie napiera na ciebie w negatywny sposób.

Edited by The Silver Cheese

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie sądzę, że powinien się zwalniać. Chip nigdzie nie napisał, że sama robota jest zła, wręcz wyciągnęłam inne wnioski. Ma blisko, dobrze zarabia, a czynnik, który zaczyna być nieznośny to coś, czego nie powinno mieć miejsca więc moim zdaniem nie powinien uciekać i się poddać (w dodatku zostawić z nią o wiele słabsze osoby), a właśnie walczyć o swoje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spora kolekcja planszówek na pokładzie, a po przeprowadzce nie mogę znaleźć ekipy, z którą mógłbym grać :(

Share this post


Link to post
Share on other sites

     Czuję potrzebę by się tak publicznie w waszym gronie wyżalić. 


     Ciągle bardzo się martwię o naszą przyszłość. Moją i Perv. Tak bardzo chciałabym móc zawrzeć z nią normalny, formalny związek. Przestać się ukrywać przed rodziną i nie musieć martwić, że przez brak papierka ktoś kiedyś nie uzna nas za parę i narobi problemów. To do mnie wraca co jakiś czas. Czuję, że musimy opuścić Polskę i wiem, że to jest możliwe, ale obecnie jestem do niczego i tak wielu rzeczy się boję. W niedzielę miałam iść do szkoły więc dzień wcześniej wpadłam w prawdziwą panikę. Nie jestem w stanie pójść do pracy, muszę się leczyć, a to kosztuje majątek. Więc...co dopiero jakby podobny stan rzeczy miał miejsce na obczyźnie. Ale jak zostaniemy tutaj...eh, no nie wierzę, że będziemy mogły kiedykolwiek się pobrać i żyć razem w spokoju. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiem tak: jesteście parą i Wasz związek istnieje niezależnie od tego, co powiedzą inni i jak zareaguje rodzina. To Wasz życie, Wasza sprawa i tylko Wy się w tym liczycie.

Nawet bez papierka możecie żyć razem i podejrzewam, że większość ludzi potraktuje to jak powinna, czyli będzie mieć to gdzieś, bo tak traktuje to większość osób. Nie myśl, że zagranicą będzie jakoś dużo lepiej niż w Polsce, bo homofoby, tak jak Polacy z pewnego rakfika, są wszędzie. Ale cóż, od tego się nie ucieknie, tak samo jak od antyszczepionkowców, wyznawców Wielkiej Lechii, płaskoziemców  czy innych idiotów. My mamy naszych Sebków, Niemcy mają Hansów, a Francuzi Jean Pierrów czy coś. Na pocieszenie: oni zazwyczaj tylko gadają bzdury w Internetach czy wykrzykują hasełka na marszach.

  • Upvote 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

     Dziękuję za słowa wsparcia, ale to nie obelg się boję najbardziej. Właściwie to obelgi mi wiszą, nie licząc rodziny, ale tego się nie przeskoczy nawet jeśli wyjedziemy. Nie wiem za wiele o dorosłym życiu. Ostatnie cztery, może nawet pięć lat spędziłam w totalnym marazmie. Zamknięta w pokoju i bojąca się wyjść nawet do kuchni po jedzenie. Czasem tylko miałam przebłyski normalności więc liznęłam pracy, że tak powiem. Eh. Boję się tego, że w przyszłości będziemy mieć pod górkę jeśli nie daj Boże coś by się stało jednej z nas. Wiem, że są sposoby żeby obejść w tych sytuacjach brak papierka, ale już teraz wszystko wydaje mi się tak cholernie trudne, że chociaż w tej kwestii chciałabym być całkowicie spokojna. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Natuszka tak jak @Cahan napisała, nie masz się przejmować tym co inni pomyślą, bo de facto to niech ich biznes, nie ich życie. Ty i twoja druga połówka macie być szczęśliwe i zwracanie uwagi na niezrozumiałe i mało logiczne głosy rodzinne nie mogą wam przesłonić tego co dla was się najbardziej liczy, a przecież na pewno pełnoletniość osiągnęłyście. Trzeba odróżnić kiedy rozmowa i kontakty są zdrowe, a kiedy mamy do czynienia ze ścianą zrobioną z betonu, do której druga strona wali i nie rozumie, że ta nadal stoi, a ich pewnie boli głowa. Opuszczenie kraju nie wiele da, bo obowiązek i dorosłość będzie i nic na to nie poradzisz niestety :crazytwi2:

 

Będziesz musiała się zmierzyć z dorosłością, a to że zostałaś w pokoju nie jest winą niczyją inną jak twoją. Jest to przykre, ale musisz sobie to uświadomić i jeśli zależy ci na relacji jaką masz z Perv to musisz zacząć działać, a nie bezustannie myśleć i ubolewać. Doświadczenie nie przyjdzie pod choinkę, a tu i nie mam na myśli doświadczenia zawodowego - doświadczenie życiowe przyjdzie wyłącznie przez działanie. Nasz umysł to fajna rzecz, ale mawia się tak: Technologia jest dobrym sługą, ale złym panem. Podobnie mamy z naszym kochanym organem w głowie. Świetna sprawa, miliony scenariuszy i myśli, jednak dojdzie też do tych myśli złych, przekombinowanych. Wraz z nimi przyjdzie stres, a ten chętnie rozładowujemy na prokrastrynacji, aby chwilowo o tym zapomnieć. Tylko ... to wróci i mamy cykl nieustannego powracania i tkwienia w martwym punkcie (aż Dark Soulsami powiało XD), a ten przełamiemy wyłącznie czynem. Stąd to co musisz zrobić to ... zacząć coś robić, znaleźć stałą pracę, może poprawić kontakt z rodziną, itp. po to aby nabrać pewności siebie w życiu codziennym.

 

Osobiście polecam Ci poczytać "REGUŁA 5 SEKUND" Mel Robbins. Jest to bardzo lekka lektura z pogranicza couchingu i psychologii, ale napisana językiem dla typowego laika, który siedzi w mediach społecznościowych. Mnie i mojej drugiej połówce bardzo pomaga w relacjach jak i na co dzień, a przez to, że jest napisana w prosty sposób to można spokojnie się w niej odnaleźć i zobaczyć, że nie trzeba iść do jakiegoś zakonu mnichu w Himalajach, aby odnaleźć nowy sens życia :cheese:. Życzę Ci powodzenie, i mówię - tylko przez robienie i działanie dojdziesz do czegoś, też do takich rzeczy jak motywacja, odwaga, pasja oraz pewność siebie ;) .      

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spokojnie @Natuszka większość ludzi ma gdzieś kto z kim i dlaczego. Dopóki nie narzuca im się zmiany, ich własnego zachowania to nie robią nikomu problemów.
Jeśli zaś chodzi o sam Coming out, to już z tym różnie bywa. Najlepiej sprawdź, jak dalece możesz zaufać komuś w tej sprawie. Jakie ma zdanie na ten temat i jaką przewidujesz jego reakcję.
Oczywiście nie możesz się tym za bardzo przejmować, a tym bardziej podporządkować temu swojego życia. To jest Twoje życie i Twoje szczęście.

Przeżyj je tak, byś mogła kiedyś powiedzieć, że było warto, a nie mówić sobie... a mogłam postąpić inaczej... :NjdaT:

 

Jeśli zaś chodzi o niewychodzenie z domu i strach przed ludźmi czy coś takiego. Wiesz... jakiś czas temu wpadł mi w łapki tekst o podobnym problemie, z którym boryka się Japonia. Chodzi o to, że młodzi lub nawet starzy ludzie zamykają się w domu, a raczej pokoju i nie wychodzą z niego przez bardzo długi czas. Może to trwać miesiąc, pół roku albo i rok. Unikają innych tak bardzo, że nawet po domu chodzą w taki sposób, by nikogo nie spotkać. Jest to oczywiście spowodowane presją i sposobem życia w tamtym kraju, a ja wspominam o tym tylko jako ciekawostkę. :godpony:

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 19.12.2018 o 19:04, The Silver Cheese napisał:

Po to się idzie do Kruszwila bodajże na YT.

 

Zastrzelcie mnie :rainderp: Albo lepiej tego pozera.
Niemniej, jestem tu bo mam dość dziwne pytanie. Czy ktoś kiedykolwiek widział adres e-mail ekipy youtube? Łatwo znaleźć nawet ich adres domowy (San Bruno w USA) ale normalnie maila to nikt nie chce dać :c

 

 

Cytat

Chodzi o to, że młodzi lub nawet starzy ludzie zamykają się w domu, a raczej pokoju i nie wychodzą z niego przez bardzo długi czas.

 

Hikikomori. A ja się pytam gdzie jest sb? :lunathink:

 

Edited by Arjen

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj rano miałem pisać egzamin z zoologi. Przegapiłem go:twilight5:. Bo byłem przekonany, że jest w piątek. Najlepsze/Najgorsze, że byłem wtedy od kilku godzin na uczelni 3 piętra wyżej i uczyłem się na poprawkę do kolokwium z z anatomii. Więc przegapiłem egzamin, aby zaliczyć działówkę. Trochę przypał...W sumie i tak byłbym nieprzygotowany na egzamin , choć jak patrzę na przecieki z pytań to nie był taki trudny.

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To czas na moje żale, ale takie, że sam już nie wiem co mógłbym lepszego zrobić.

 

Otóż ja oraz moja dziewczyna napotkaliśmy coś z czym nie potrafimy dojść do ładu - tatuaże. Ona - zrobiła pierwszy jako pamiątkę po 18 (miałem mieszane uczucia, ale zrozumiałe, miało to sens i nie zatrzymywałem, ba nawet nieco zgłębiłem temat aby pomóc),. Tylko, że tydzień po zrobieniu tatuażu poczuła, że chce kolejny, a to ... tknęło mnie bardzo, inaczej niż jak pierwszy raz mi o tatuażu mówiła. I niedawno temat wrócił, a ja jako, że zacząłem myśleć nad sobą, tym co czuję wobec tego oraz że znowu poczułem mega dyskomfort jak ten temat wrócił to ... zrozumiałem, że nie widzę się z partnerem który by tatuaże robił i myślał o nich. Nie jest to w moim mniemaniu dobra droga do podjęcia. 

 

I wiem jak to brzmi, ja wiem że to ograniczające dla drugiej strony, ale ... nie umiem tego obejść. Mi się tatuaż kojarzy negatywnie z naznaczeniem, konsekwencjami. I nie mam problemu jak ktoś na ulicy czy znajomy ma (ot jego życie, sztuka to też jest). Członek rodziny? Cóż, bym coś powiedział, ale nie mam prawa mu tego zakazać, i to samo się tyczyć powinno partnera życiowego, ale ... nie widzę się w czymś takim, w tym że najbliższa do końca życia mi osoba miałaby się tatuować, nie ważne czy w dużych czy małych tatuażach. 

 

I jest dylemat, bo temat rozwinęliśmy, drążyliśmy i na 99% mieliśmy zerwać, ale jednak ... spotkaliśmy się, myślimy i coś nas pcha nadal, ale temat nie jest zamknięty i dręczy. Macie jakieś przemyślenia, alternatywy (nie, tatuaże z henną nie wchodzą w grę)? Pierwszy raz nie umiem dojść do czegoś rozsądnego, bo dając decyzję "ja albo tatuaż" nie jest dla mnie ok, zaś ta wynika z tego co wierzę i co czuję i sam bym nie chciał się męczyć z takim partnerem, ale też nie jest mega fair, że moja dziewczyna musi żyć z tym co zdecydowała :twibroken:

Edited by The Silver Cheese

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cholercia, trudna sprawa. Widzę, że zależy Ci na związku z tą kobietą, że naprawdę nie chcesz tego kończyć. Mam podobną sytuację do Ciebie tylko że z używkami. Pałam szczerą nienawiścią do palaczy. Jak zobaczę, że jakaś osoba z mojego otoczenia popala sobie papieroska to szlag mnie jasny trafia i ze startu ma -30 od szacunku. Zdarza mi się być opryskliwą. Tak samo przy wszelkich substancjach odurzających. Wiele osób również ma do mnie problem, że otwarcie propaguję zakazanie sprzedaży i uważniejsze kontrole na granicach w sprawie przemytu. To taka moja ideologia. 
Twoją ideologią, nazywając to roboczo, najwyraźniej jest zgorszenie tatuażami. To twoja specyfika i prawdopodobnie nie jesteś w stanie nagle tego polubić.
Więc zostaje albo zaakceptować to, że tego nie lubisz, jednocześnie akceptując nowy nabytek partnerki. Ja sama przymykam oko na to, kiedy mój pali mentole podczas sesji, a nie jest nałogowcem. Przynajmniej staram się odwracać wzrok i wmawiać sobie, że to tylko słone paluszki :fluttershy4:
Albo przyjdzie Wam się rozstać, mam nadzieję, że w obupólnym zrozumieniu. Nie widzę żadnych alternatyw tatuażu.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kurde, strasznie to smutne.

Z jednej strony rzeczywiście ciężko żyć z kimś, kto robi coś, czego Ty nie uważasz za słuszne, ale czy naprawdę te tatuaże aż tak złe są? Nie wpływają na otoczenie ani na samą ją jak używki i papierosy, jak wspomniano wyżej. To wpływa na jej wygląd. Ludzie często mają tak, że muszą się sobie podobać, wszelkie zmiany fryzur, nawet kolor włosów, ubiór - robią to przede wszystkim dla siebie. Chcą się dobrze czuć w swoim ciele, chcą być dla siebie estetyczni. I wychodzi na to, że Twoja kobieta też tak ma. Ciężko jej zrezygnować z tatuaży, będzie się źle czuła, że nie może wyglądać tak jak sobie zamarzyła, bo wtedy Ty powiesz nie. 

Ciężka i niefajna sprawa. Ale spróbowałabym dojść do tego co naprawdę nie podoba Ci się w tatuażach. Czy jest to sam wygląd? Według Ciebie z tatuażami jest mniej atrakcyjna? Albo może w ogóle? Jeśli tak to może pomyśl w ten sposób, że to jak zmiana koloru włosów. Tobie nie podoba się rudy, ale ona postanowiła sobie tak zafarbować i to właśnie jej idealny kolor, w nim się dobrze czuje.

Ale napisałeś, że Tobie tatuaż negatywnie się kojarzy, więc przypuszczam, że może w tym postrzeganiu tatuaży jest problem? To jest zakorzenione w naszym społeczeństwie. To jest tak zwany "mem", który wyewoluował już w zupełnie inną drogę niż był pierwotnie. Dziś tatuaże nie oznaczają żadnego naznaczenia, przestępstwa czy marynarza. Dziś tatuaż jest podobną ozdobą ciała jak koraliki, bransoletki, apaszki. Tylko bardziej upierdliwe do "zdjęcia". 

Szkoda kończyć taki związek, ale też nie dobrze jest, kiedy jedna osoba w nim źle się czuje.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, PervKapitan napisał:

Ale napisałeś, że Tobie tatuaż negatywnie się kojarzy, więc przypuszczam, że może w tym postrzeganiu tatuaży jest problem? To jest zakorzenione w naszym społeczeństwie. To jest tak zwany "mem", który wyewoluował już w zupełnie inną drogę niż był pierwotnie. Dziś tatuaże nie oznaczają żadnego naznaczenia, przestępstwa czy marynarza. Dziś tatuaż jest podobną ozdobą ciała jak koraliki, bransoletki, apaszki. Tylko bardziej upierdliwe do "zdjęcia". 

Szkoda kończyć taki związek, ale też nie dobrze jest, kiedy jedna osoba w nim źle się czuje.

 

Wiem, że czasy są już zupełnie inne i tatuaż to nie jest od razu wyznacznik bycia kryminalistą czy bycia w towarzystwie, które tatuażu wymaga. Mimo to, moje uczucia nie potrafią obejść tego, nie umiem się przekonać, bo cały czas mam to przeświadczenie, że to nie jest droga, w której bym ja wspierał partnera. Pół biedy jakby to było coś innego (inny gust muzyczny dla przykładu), gdzie to można schować, wiedzieć i akceptować to bo każdy jest inny. Tylko, że tatuaż jest stały, nie wymaże się go od tak, obcowałbym z tym na każdym dniu i ciężko mi tu mówić, że to jej wybór i jej ciało kiedy ... ja mam być najbliżej i mnie gorszy coś takiego :sadsmile:

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

W takim wypadku pozostają ci w sumie trzy opcje.... wypracowanie jakiegoś kompromisu, zmiana podejścia do tatuaży i powolne przyzwyczajanie i oswajanie się z myślą, że twoja ukochana jednak będzie chciała się tatuować, lub bolesne i ciężkie dla obu stron rozstanie. I w tym wypadku musisz zdecydować, czy bardziej zależy ci na osobie jaką jest twoja dziewczyna, czy bardziej obrzydzają cię tatuaże. 

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...