Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Zegarmistrz

[Eden] Opowieść o dawnych czasach.

Recommended Posts

W Neonaga to noc jak każda inna. Od rozświetlonych pałaców Wyższej Kadry przez plac Militarny aż po ciemne slumsy. Noc taka jak wiele przed nią i być może wiele po niej. Lecz kto wie, może ta noc będzie wyjątkowa? Może będzie magiczna? Głos konających uciszany śmiechem bogatych.

Zadanie było proste a pan Maloriosi De Kivia był skłonny zapłacić sporo kredytów za coś łatwego. Sprawa jak każda inna wam śmierdziała, ale co poradzić, wizja pełnego żołądka była kusząca a zaliczka którą wypłacić wielozerowa.

Neofelis|Ranäöhka'tsä

Zgodnie ze zleceniem kierowaliście się ku Czerwonym Latarniom, cały dystrykt pełen wszystkiego czego tylko prawo mogło by zabronić. Narkotyki? Nielegalne stymulanty? Dziwki? A może broń z czwartej reki..a może czwartego martwego właściciela. Bez różnicy, wszak wszystko można było tu znaleźć, jeno trzeba było wiedzieć gdzie i kogo spytać.

Nogi zaniosły was prosto pod strzeżone drzwi Klubu Hos. Dwa cyborgi uzbrojone po zęby zastąpiły wam drogę.

-Wy tu czego? Brudasów nie wpuszczamy, prawda Har?

Drugi cyborg wybuchnął śmiechem. Nie wyglądali jakby mieli was wpuścić, a broń którą mieli przy sobie była dość wymownie skierowana w waszą stronę.

Risa

Wnętrze klubu Hos

Nie lubiłaś takich miejsc ale dobra płaca i informacje zawsze były w cenie. Weszłaś do klubu bez problemu, wszak cyborgi które stały przed wejściem to twoi stali bywalcy. Nie bez powodu twój warsztat uchodził za najpopularniejszy. Od wejścia uderzył cię wystrój tego miejsca. Wielka hala z masą kotar. niczym sala balowa, ludzie krążyli samotnie lub parami, wielu było przy pojedynczych stolikach jak i na parkiecie. Nie dało się też zauważyć iż większość z nich była pół lub całkiem naga. Oraz tego że wiele takich mniej lub bardziej roznegliżowanych par znikało w głębi korytarzy, dość skrzętnie zamaskowanych wiszącymi wszędzie kotarami i zasłonami. Twoje nozdrza wyczuwały subtelny ale mocny zapach stymulantów, twoje ciało nie reagowało na nie tak mocno, lecz mimo to poczułaś podniecenie. Robiło Ci się tu duszno i gorąco, do tego nie dało się nie odnotować spojrzeń rzucanych w twoją stronę. Zwykle pełnych szyderczego pożądania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Risa weszła do klubu i po małej chwili rozeznania powiedziała z obrzydzeniem.

- To już nawet nie Limbo a jaskinia rozpusty. To miasto coraz bardziej się stacza.

Jeszcze raz rozejrzała się zastanawiając, gdzie tu usiąść w spokoju, niechętnie przyznała, że tych kilka krzeseł przy barze są bardziej " bezpieczne" aniżeli samotne stoliki w kątach klubu. Powoli ruszyła w ich stronę. Choć w budynku było gorąco pani mechanik postanowiła nie zdejmować płaszcza - ładnie ukrywał kilogramowy klucz francuski przypięty do paska po lewej stronie. Jakby ktoś się przymilał dostanie w łeb na otrzeźwienie. Usiadła przy ladzie.

- Wodę zwykłą proszę. - najchętniej napiła by się czegoś mocniejszego by nie myśleć o tym syfie dookoła niej, jednak wolała przypadkiem nie wpaść w wir szalonych orgii przez procenty, zresztą jest tu z innego powodu - robota czeka. Tylko gdyby ten denny pracodawca określił jakoś kto jest jego "człowiekiem" .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Za to oferowane pieniądze nie są brudne. Chcę się tylko zabawić. - odwzajemnił spojrzenie Cyborgów lekko się uśmiechając, by sprawić wrażenie takiego, co rzeczywiście chce umilić swój wieczór. Prawdziwe odczucie jednak zachował dla siebie. Jako, iż wielki z niego bystrzak, dokładnie przyglądał się każdemu ruchowi cyborgów obliczając ich możliwe posunięcia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ran stanął lekko z tyłu, po prawej stronie Neofelisa. Z chrzęstem rozprostował mięśnie szyi i skrzyżował ręce na piersi. Nie wypowiedział ani słowa, starał się po prostu wyglądać na takiego, co to nie ma gadać, a walić po łbach tych, których mu wskażą. Jego paskudna, oparzona gęba tylko mu w tym pomagała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Neofelis|Ranäöhka'tsä

Niestety twarze bramkarzy nie wyglądały na te nawykłe do dyplomacji. A ich uzbrojenie też nie wzbudzało ogólnego zaufania do ich profesji.

- Ty, brudas myśli że może nas przekupić. I co dalej? Wy dajecie nam kredyty, my tej samej nocy tracimy pracę i musimy szukać następnej na tym wysypisku? Chyba was matka o jeden raz za dużo podrzuciła a o kilka razy za mało złapała. Spieprzać pókim dobry inaczej pogadamy.

Sytuacja nie wyglądała ciekawie, a czas mijał. Nie pamiętaliście czy spotkanie było umówione na konkretną godzinę czy tylko na konkretny dzień. Mijały was kolejne osoby, czy to wchodzące czy opuszczające lokal.

Risa

Nawet nie zauważyłaś kiedy szklanka z niebieskawym płynem pojawiła się obok twojej dłoni. Kompletnie naga barmanka znała się na swoim fachu, woda była o dziwo świeża i schłodzona, nie smakowała jak te żeliwne nalewki filtrowane kilkaset razy, byle tylko nadawały się do przełknięcia.

-Słonko, a, nie wyglądasz mi na stała bywalczynię i b, nie pasujesz tutaj. Więc co cię sprowadza do mojego klubu co?- głos zza baru otrzeźwił cię odrobinkę lepiej niż woda którą piłaś. Mimo że kobiecy to jednak głęboki. Silny i ciepły. I figlarny, obiecujący wiele w zamian za dusze.

-Zanim spytasz, do burdelu przychodzi się po jedną z dwóch rzeczy. Albo żeby się pieprzyć, albo żeby zapomnieć. A ani jedno ani drugie nie pasuje do obrazu samotnej dziewczynki siorbiącej wodę przy barze. Więc? - kiedy odwróciłaś głowę ujrzałaś jedną z nagich barmanek która serwowała ci wodę. Na pozór kobieta taka jak inne. Skóra nasmarowana olejkiem błyszczała w kolorowym świetle zamieszczonym nad barem. Krótkie siwe włosy przycięte na modlę najemniczą, lecz z klasą. Małe kolczyki w ustach i w uchu, "Noc pustyni" na wargach. Piersi jędrne choć niewielkie, naprężone z podniecenia. A może radości? Jedyne co odróżniało ją od innych to kilka cienkich linii na karku które rozpoznałaś jako porty wejściowe BA.

-Nie rób takiej miny, to, że klub jest mój nie oznacza, że mam sobie odmawiać przyjemności stania za barem. To wspaniałe uczucie kiedy wszyscy patrzą na ciebie jak na coś, co bardzo chcieli by dostać a jednak jest daleko poza ich zasięgiem. To nazywamy żądzą. I na tym tutaj zarabiamy. A ty wyglądasz mi na kogoś kto czegoś szuka. Zatem w czym mogę pomóc?

Ten jej figlarny uśmieszek zaczynał ci grać na nerwach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Uśmieszek? Pal licho to, ona jest BA! Klub należy niby do niej? Ciekawe kogo ma nad sobą. Risa wzięła głębszy wdech, starając się ukryć poirytowanie powiedziała. - Masz rację nie bawi mnie wasza... rozrywka. Nie mam też nad czym rozpaczać zapijając się do nieprzytomności. - uważnie zaczęła się przyglądać barmance, nie na jej "sztuczne" kształty lecz wyszukiwała łączeń i przyglądała się wejściom zastanawiając jak by tu ją rozkręcić. To chyba jeden z tych nowszych modeli....

- Przyjemności... na nie trzeba sobie zasłużyć. Ja jestem tu ponieważ poszukuję... roboty i informacji. - zaczęła powoli po czym wzięła kilka łyków napoju. - Ale nie myśl sobie że chce pracować w tym burdelu, bez obrazy mam swoją dumę. I nie mam zamiaru bawić tę bandę hipokrytów i złodziei co to za dużo pieniędzy mają. Ciebie jak widać cieszy ich obecność.... trochę tego rozumu musieli ci dać, nie uważasz że jest to poniżające i obrzydliwe dla kobiety zajęcie? - im dłużej siedziała w tym miejscu chcąc nie chcąc słysząc co się dookoła dzieje, tym bardziej puszczały jej nerwy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie jestem byle kim. Wcale też nie zamierzam wam dawać swoich pieniędzy, a waszemu pracodawcy za usługi, jakie oferuje lokal. To od niego odbierzecie swoją wypłatę, jak zwykle. - odpowiedział pewnym siebie głosem, po czym dodał - Zapewniam was, że jeśli źle mnie potraktujecie, to nie tylko ja będę tym niezadowolonym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ran opuścił ręce i zmierzył strażników chłodnym spojrzeniem.

-Wpuścicie nas teraz, a zachowacie posadę i pozwolimy wam dalej spokojnie egzystować, a może nawet dostaniecie jakiś mały prezencik... po pracy, rzecz jasna. Lubicie implanty, prawda? Jeśli jednak zdecydujecie się odmówić... stracicie znacznie więcej niż tylko pracę. Decydujcie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Feliks widząc budynek przed którym się znalazł, oraz dwóch innych animalusów wykłócających się z uzbrojonymi ochroniarzami uznał, że nie ma co próbować wejść frontowymi drzwiami. Miał na podorędziu jeszcze jeden plan, ale w jego głowie zawitała wena, jakże artysta ma oprzeć się tak silnemu impulsowi? Swoje kroki skierował do bocznej uliczki, wybrał miejsce przy ścianie z dużą ilością okien zasłoniętych kotarami (ciekawe czy zakratowanymi?) Mimochodem starał się to ocenić, ale architekt z niego był kiepski. Rozstawił swój wzmacniacz w pobliżu cembrowiny studni licząc na ciekawy efekt akustyczny, na tyle daleko od strażników przy wejściu by nie mogli przyjść do niego nie opuszczając stanowisk.

Po czym śpiewnym, lekko zachrypniętym głosem z naturalnym pomrukiem zaczął wtórować swojej gitarze basowej.

W mroku ciemnej ulicy,

gdzie nie znajdziesz dziewicy

Cienie złowrogie mijają mnie co krok oooooh,

W nadziei, że mnie odnajdziesz, heroldzie podłych czasów

W kniei budynków, betonowych lasów,

MMMMMmmmm!

Zleceniodawco ukryty wśród bram rozpusty, pilnowanych przez dwugłowego cerbera

Do ciebie śpiewa muzyk złotousty, czy jego zew do uszu twych dociera?

Słowo rzekł Maloriosi, i wola jego wypełnić się musi

Więc przmyśl sprawę, za odnalezienie jego sługi wynagrodzić Cię musi

AAAaahhh!

Więc przyjdź do mnie, strażniku dobrej nowiny,

Spójrz przytomnie, spójrz na grajka koło cembrowiny

Noc chyli się ku końcowi, czasu jakby coraz mniej

W ciemnej ulicy przyjrzyj się gepardowi, litość w sercu swoim miej

Ooooohh.... Litość miej...... (sick solo)

Po zakończeniu występu zaczął się zbierać, mając zamiar poczekać przez godzinę siedząc na cembrowinie, paląc papierosa i w razie braku efektów powtórzyć występ z drugiej strony budynku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Neofelis|Ranäöhka'tsä

Cyborgi słysząc wasze "dyplomatyczne" przemowy zwyczajnie wybuchły śmiechem.

- Słuchajcie chłopaki. Mamy dzisiaj dobry dzień a szef dodatkowo nie patrzy przychylnie na burdę przed wejściem, wiecie, odstraszanie klientów i te sprawy. Co oczywiście nie znaczy że powie złe słowo jak obu wam dam umiejętność palenia fajek czołem, da? Słowem - spierdalać mi stąd bo...

Przemowę bramkarza przerwał dość ciekawy w tej okolicy efekt akustyczny. Mianowicie, ktoś zaczął niedaleko grać na gitarze i to dość głośno. Nie wspominając o tym, że głos miał dość silny.

Jeszcze dobrze nie przebrzmiała pierwsza zwrotka piosenki a z klubu, pomiędzy cyborgi, wyszła kompletnie naga kobieta. Ciemnoskóra, nasmarowana olejkiem przez co jej skóra błyszczała w świetle lamp. Przycięte siwe włosy, krótkie i stylowe. Niezbyt wysoka, lecz bardzo zgrabna. Jędrne piersi zdradzały podniecenie. Do tego tatuaż zdobiący szyję i wstążka zawiązana na udzie. Nawet jak na tą dzielnicę widok był iście niezwykły.

- Spocznijcie żołnierzu, nie ma co się denerwować - klepnęła bramkarzy po ramieniu na co ci zareagowali lekkim odprężeniem. Mogliście zauważyć że nawet ściągnęli palce ze spustów.

- Wy - skierowała dłoń w waszą stronę - ani kroku bo każę wam wpakować po kuli, a mogę zagwarantować że ci panowie koło mnie to bardzo wprawni strzelcy.

Po tej krótkiej przemowie zobaczyliście jak oddala się w kierunku rozchodzącej się muzyki.

Risa

Usłyszałaś nagle dźwięk przebijający się przez i tak już głośną muzykę w klubie. Na ten dźwięk oczy barmanki zamgliły się na moment po czym wróciła ona do rozmowy z tobą.

- Widzisz, lubię być oglądana. Lubię gdy patrzą na to czego nie dostaną. I lubię im odmawiać. Co poniżającego może być w fakcie że lubię być uważana za piękną? Tak jak oddychanie czy głód, tak i sex jest jedną z podstawowych potrzeb każdej istoty. Czy czujesz obrzydzenie kiedy oddychasz? Czy czujesz się poniżona kiedy jesz? Nie? Więc nie widzę powodu do przypisywania tych uczuć do popędu płciowego, moja droga. No chyba, że jeszcze ci się nie zdarzyło nacieszyć się tą przyjemnością, w takim razie zapraszam na pokoje.

Wiedziałaś że się z ciebie nabija a jednak poczułaś krew napływająca do twarzy.

Feliks

Kiedy złożyłeś sprzęt za sobą słyszałeś najpierw ciche kroki, potem zaś niezbyt głośne oklaski.

- Brawo, brawo - kiedy obróciłeś głowę zobaczyłeś przed sobą kompletnie nagą kobietę. Ciemnoskóra, nasmarowana olejkiem przez co jej skóra błyszczała w świetle księżyca. Przycięte siwe włosy, krótkie i stylowe. Niezbyt wysoka, lecz bardzo zgrabna. Jędrne piersi zdradzały podniecenie. Do tego tatuaż zdobiący szyję i wstążka zawiązana na udzie.

- Muszę przyznać masz i talent i gust. Słyszałam już o tobie, ale nie słyszałam ciebie i muczę przyznać, jestem pod wrażeniem. Może zechcesz wystąpić gościnnie u mnie w klubie? Jeśli tak, to proszę za mną, noc wszak chłodna a ja jak widzisz stronię od niewygodnych ubiorów. Renzen sone co taro to koni, bądź dziś mym gościem.

Kiedy skończyła mówić skierowała swoje kroki ku wyjściu z alejki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mózg Feliksa, jak już tylko uruchomił się ponownie po niespodziewanym widoku, oraz przetworzeniu treści tego co powiedziała właścicielka uwodzicielskiego głosu zaczął wydzielać endorfiny. Nie dosyć, że ktoś po niego wyszedł, to jeszcze o nim słyszał i na dodatek skomplementował występ. Na dokładkę jest właścicielem lokalu i proponuje łatwy zarobek w postaci gościnnego występu. Jego uwadze nie mogło również umknąć stwierdzenie "bądź mym gościem" co zapowiadało więcej niż suchą rozmowę na temat celu wizyty. Efektem tych rozmyślań było ciche mruczenie dobywające się z gardła, urwane jednak w momencie gdy przystąpił do truchtu za piękną nieznajomą. Normalnie byłby pewnie właśnie wymyślał serenadę ku czci księżycowej piękności, jednak ciężko tak w biegu.

-Ha! Kto by pomyślał, że serenadowanie pod oknem może rzeczywiście zaowocować znajomością z piękną nieznajomą!

Zrównał w końcu krok z rozmówczynią

*Nie pytaj jej czy chce pogłaskać kotka, nie pytaj jej....*

-Dziękuję za komplement, jednak nie mnie się on teraz należy.

Normalnie zacząłbym od przedstawienia się, jednak z zaskoczeniem muszę stwierdzić, że moja sława mnie ubiega. Z chęcią poznam jednak twoje imię księżycowa muzo.

Jeśli chodzi o występ, to z wielką przyjemnością, zwłaszcza w tej dzielnicy gdzie społeczności należy pokazać, że pod futerkiem prócz pazurków może skrywać się również coś więcej.

Co do "niewygodnych ubiorów", to jak najbardziej się tutaj zgodzę, jednak społeczeństwo zazwyczaj reaguje przyjaźniej jeśli jestem ubrany w coś powszechnie uważane za "kulturalne" niż samo futro. W zaciszu swojego domu jednak marynarkę zostawiam na wieszaku. Brak obuwia może potwierdzić moje słowa.

*Brak ubioru, jako początek rozmowy, nieźle może jeszcze jej powiedz, że jeśli zechce to chętnie wyskoczysz z garnituru. Kurw...*

-Jeśli ci dwoje przy wejściu ciągle mają w siebie wycelowane lufy, to jeśli nie będzie to Pani przeszkadzało, chciałbym przemówić im do rozsądku, w końcu karmazynowe kałuże przed wejściem nie mogą zachęcać do wizyty nikogo o zdrowych zmysłach, czyż nie?

*I bogowie, niech to nie będzie żadna bojówka walcząca o prawa animalusów usiłująca mnie do siebie zwerbować... To już raz przerabiałem i tylko cudem mnie z nimi nie powiązano. Zawsze mogę również liczyć na to, że gospodyni z grzeczności zajmie się również i tą sprawą, w końcu mam być jej gościem. Mam nadzieję, że moje niekontrolowane mruczenie przyjmie jako komplement, bo niestety to ciężej ukryć niż namiot w moich spodniach. Cholera jasna, nie mogłem dostać innych genów w losowaniu?!

A, moment walizeczką sobie zasłonię. Ha! Wyższość umysłu nad materią.*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ran odchrząknął, walcząc z przemożnym uczuciem zażenowania. Najwyraźniej jakiś... muzyk dotarł do kontaktu szybciej od niego i to bez żadnych nieprzyjemnych incydentów. W tej chwili, pomyślał, naprawdę muszę wyglądać jak idiota. Żeby tylko ten pomysłowy grajek okazał się bardziej chętny do współpracy niż ci dwaj goryle przed wejściem... no właśnie, trzeba wykorzystać tą szansę.

-Ani kroku dalej? Nie ma sprawy. Nie zamierzamy się nigdzie stąd ruszać. Poczekamy, aż ta urocza dama wróci i załatwimy nasze sprawy z kim trzeba.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Phi też coś... Odwróciła wzrok od barmanki.

*Będzie mi tu jakaś maszyna mówić co dobre a co nie. To że ktoś zaprogramował cię na dziwkę nie znaczy że inni też muszą nimi być. Cholerny robot, gdybym miała przy sobie palnik inaczej byśmy porozmawiały, o tak gdybyś tylko wiedziała ile przed tobą złomu rozkręcałam. Wszystko co teraz jest piękne nowe i niezwykłe wkrótce ląduje na wysypisku, ludzie gardzą tymi gratami, napawa ich to obrzydzeniem. Ty też moja droga tam trafisz to tylko kwestia czasu. Aż żal że nawet nie brzydki android musi robić coś takiego, kwestia programu ano. Wszystko co robisz i co czujesz to iluzja, postępujesz według kodu nic więcej, zabawko dla bogatych. *

- Jaka szkoda że nie wzięłam ze sobą palnika - westchnęła i zamyśliła się. Wyciągnęła z kieszeni śrubkę i zaczęła obracać ją w rękach.

* A przecież to takie łatwe, dostać się do rdzenia kręgowego, wysłać sygnał i sama wyłączysz wszelkie zabezpieczenia, a ja polowi cie rozkręcę, każdą śrubkę powoli, wyrwę każdy kabelek, pozbędę cię tej mięsnej powłoki i będziesz tylko androidem, zwykłym brzydkim robotem. A potem przejdę dalej, zdejmować będę kolejne warstwy szkieletu aż zostanie tylko ta jednostka magazynująca dane - twoja sztuczna inteligencja. Znam parę programów które zrobią koncert w twojej metalowej główce, specem nie jestem coś mogę popsuć ale co tam, w końcu jesteś dla zabawy czyż nie? *

Zaczęła się wrednie uśmiechać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Neofelis spojrzał w stronę idącego muzyka, po chwili jednak powracając wzrokiem w stronę cyborgów. Westchnął, po czym podrapał się po policzku palcem wskazującym, ciągle obserwując strażników zupełnie, jakby niemal zignorował nadchodzące osoby.

- Skoro ta kobieta wami przewodzi... dobrze, że przynajmniej ona potrafi uspokoić takich awanturników, jak wy. - wiedział też doskonale, iż brzmiał jak hipokryta. Nie przepadał za cyborgami zwłaszcza, gdy Ci byli już wstępnie wrogo nastawieni. Nie spuszczał z nich wzroku nawet na sekundę, oczekując tym samym nadchodzących.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dach naprzeciwko wejścia klubu Hos

- I jak?

- Jest dobrze, mam czysty widok. Czekamy czy załatwiamy sprawę od reki?

- Nie ma na co czekać. Załatw gnoja, to nauczy też miejscowych żeby z nami nie zaczynać.

- Ta jest.

Neofelis|Ranäöhka'tsä

Do waszych uszu dobiegł huk wystrzału. Nie było by to nic dziwnego w tej okolicy, wszak tu zawsze gdzieś ktoś strzela, gdyby nie fakt że wraz z wystrzałem Ran poczuł piekielny ból ramienia. A wraz z nim ból poczuł cyborg gdy kula ugrzęzła w jego kolanie. A raczej poczułby gdyby nie to, że jego noga w całości była protezą. Jeszcze dobrze Ranem nie rzuciło gdy zaczęła się sieka. Cyborgi wyszkolone w swoim fachu szybko namierzyły czujnikami podczerwieni dwa obiekty na pobliskim dachu po czym z chirurgiczną precyzją zasypały ołowiem owe obiekty. Ich karabiny zamontowane w protezach wypluwały pociski z prędkością 180 kul na minutę. Dwa oddechy i kilka krzyków agonii później znowu dała się słyszeć miła dla ucha cisza.

- I to można nazwać karmą - szyderczy głos cyborga wyrwał was z szoku. Domyśleliście się, że strzelcy którzy mierzyli do Rana to nie zawodowcy, inaczej zamiast ramienia miałby dziurę w czaszce. Jednakowoż rana choć niezbyt głęboka to jednak krwawiła.

W tym momencie zza rogu wyszła ponownie kobieta, ta sama która kilka chwil temu kazała wam poczekać przez klubem. Tym razem nie była sama, koło niej dreptał animalus z rodziny kotowatych, niosąc ze sobą walizkę i gitarę.

- Widzę, że panowie się nie nudzą. Zapraszam ze mną, trzeba cię opatrzyć - nawet na chwilę się nie zatrzymała kiedy mijała was rzucając rozkazami. Skierowała swoje kroki do środka klubu.

Feliks

Stanąłeś na rogu razem z niewiastą gdy twoim oczom ukazała się scena walki. Najpierw jeden z animalusow oberwał czymś w ramię, potem dwa cyborgi otworzyły zmasowany ogień na pobliski dach. Na chwilę nim rozległy się krzyki umierających doszły cie takie słowa jak "spudłowałeś idioto" i "kurwa, zaciął się". Potem, jak za dotknięciem magicznej różdżki, nastała cisza.

- No i było by na tyle, sprawa załatwiona - kobieta która stała obok ciebie nie wydawała się nawet lekko zdziwiona - zapraszam, im szybciej wejdziemy do środka tym mniej nieuprzejmości może nas spotkać.

Skierowała swoje kroki do wejścia, po czym mijając stojących przed wejściem rzuciła kilka poleceń znikając w wejściu do klubu.

Risa

Dopiero teraz barmanka wyglądała na rozbawioną.

-Zapomniałam o waszym ludzkim kompleksie boga. Ale dość o mnie, wydaje mi się że czegoś szukasz, zapraszam więc na pokoje, jeśli zaś informacje które być może posiadam nie są ci potrzebne, tam jest wyjście. Przypominam, że to burdel, a nie dom turystyczny, tutaj nie prowadzimy wycieczek krajoznawczych. A już na pewno nie dla przedszkolaków.

Doskonale zdawałaś sobie sprawę że barmanka nabija się z ciebie. Co ciekawe, kiedy wchodziła na schody za barem wydawało ci się że widzisz podwójnie, choć był to raczej chwilowy omam wzrokowy. Naszło cię zastanowienie co było w wodzie którą wypiłaś i co takiego jest w dymie który sączył się z licznych kadzielnic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Tss... Co ty wiesz o bogu.. - powiedziała cicho kiedy barmanka się oddaliła. Odsunęła od siebie ten dziwaczny napój i niechętnie ruszyła za przed siebie. Smród kadzideł zaczynał ją drażnić, przyprawiał o lekkie zawroty głowy, chciała tylko dostać informacje i wyjść w końcu z tego przyprawiającego ją o obrzydzenie miejsca. * Głupia dziwka* Zacisnęła mocniej śrubkę którą trzymała w ręce. Szła powoli za barmanka z niezwykła chęcią wbicia jej czegoś w plecy. Na jej szczęście nie miała przy sobie nic co mogło by rozerwać na strzępy bioandroida. Skubane są bardzo wytrzymałe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

*Łubudubu i po sprawie, co? No, przynajmniej mogę już normalnie nieść walizkę... Ciekawe, dlaczego do nich strzelano. Ba, ciekawe ile będzie im winny za dywany które poplami haha*

 

<Klaska powoli w dłonie podchodząc do ochroniarzy>
- Fiu, fiu imponujące. Przypomnijcie mi panowie, żebym was nie denerwował w przyszłości.
<Nachyla się do poszkodowanego szepcząc>
- Darmowej pomocy medycznej się w naszych czasach nie odmawia.
Już w wejściu dodaje z rozbawieniem w głosie
- Kto wie, może kariera pianisty nie jest dla ciebie skończona!

 

Podczas wchodzenia przeczesuję co się da szczotką
*W końcu trzeba się jakoś prezentować będąc tak "niecodziennym" gościem w tym lokalu. Dobra, teraz muszę podgonić swoją "gospodynię" co by nie być obiektem zbyt wielu nieprzyjaznych spojrzeń*

Szybkim truchtem podganiam kobietę na przedzie zrównując z nią krok

- Przeprazsam, że kazałem na siebie czekać

Dodaję z uśmiechem

(Podczas uśmiechania się wyrobiłem sobie odruch nie pokazywania kłów (Chyba, że naprawdę wybucham śmiechem), powoduje to zazwyczaj podswiadomą reakcję na bliskość drapieżnika u innych. Z tego samego powodu noszę lenonki, to że wyglądam w nich elegancko to tylko dodatek).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ran otrząsnął się z zaskoczenia i spojrzał na ranę. Nie wyglądała tak strasznie, jak się spodziewał - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mógł rozstać się z życiem. Jednak strumyczek krwi brudził materiał starego płaszcza i już sam ten fakt powodował u niego złość. Gdyby ci idioci przed wejściem wpuścili ich wcześniej... a do tego jeszcze zabrali jego zdobycz. Chociaż trzeba przyznać, że byli naprawdę zabójczo skuteczni - w przeciwieństwie do tych dwóch matołów, którzy jeszcze przed chwilą wrzeszczeli w agonii. Ran spojrzał w kierunku miejsca, z którego doleciały krzyki - teraz powinny tam leżeć dwa świeże, może nieco uszkodzone kawały mięsa. Lepiej zapamiętać to miejsce. Cholera wie, kiedy zdobędziemy coś na kieł.

-Doskonała robota - zwrócił się do cyborgów, zdobywając się na wymuszony uśmiech, po czym dołączył do ciemnoskórej kobiety oraz animalusa z gitarą.

-Kariera pianisty, co? Coś mi się wydaje, że teraz będziemy grać w tym samym zespole. Następnym razem postaraj się więc poinformować nas o swoich planach, zanim pomieszają się nam melodie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Starał się ukryć na twarzy zaskoczenie wywołane atakiem z dachu, obserwując bacznie cyborgi. Podczas całej akcji słowem się nie odezwał, w końcu ostatecznie ruszając za kobietą. Ci, których na chwilę obecną mógł nazwać towarzyszami najwidoczniej od pierwszych chwil się polubili. 

Animalus ledwie przekroczył próg, a już skupił się na swoim zadaniu: bacznie się przyglądał każdemu z bywalców by rozpoznać osobę z którą miał się spotkać na miejscu. 

 

Jako, że był bardzo bystrą istotą, podchwytywał po drodze szybko różne miejscowe zachowania czy gesty, które chciał poznać - pozwoliłoby mu to na odpowiednie zachowanie. Być może.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Neofelis|Ranäöhka'tsä|Feliks

 

Poprowadzeni przez ponętną niewiastę minęliście strażników,. Waszym oczom ukazało się wnętrze klubu. Wielka hala z masą kotar. niczym sala balowa, ludzie krążyli samotnie lub parami, wielu było przy pojedynczych stolikach jak i na parkiecie. Nie dało się też zauważyć iż większość z nich była pół lub całkiem naga. Oraz tego że wiele takich mniej lub bardziej roznegliżowanych par znikało w głębi korytarzy, dość skrzętnie zamaskowanych wiszącymi wszędzie kotarami i zasłonami. Tylko przez chwile wasze nozdrza podrażniły olejki i kadzidła których tu używano. Mieszanka afrodyzjaków z feromonami. Lecz kobieta nie szła w głąb a wprost do jednej z wnęk pilnowanych przez kolejnych cybernetycznych strażników. Za drzwiami był korytarz i schody prowadzące do góry. Wasza przewodniczka rozpoczęła wspinaczkę, a chwilę później, ku waszemu zdziwieniu, obok niej pojawiła się druga, identyczna. Zaś za nią na klatkę schodową weszła niezbyt wysoka dziewczyna. http://fc02.deviantart.net/fs70/i/2010/005/3/1/61RL5_N_6UN5___9_by_aditya777.jpg'> Wygląd Risy

 

Risa

 

Udałaś się za barmanką i po chwili wyszłyście przez jedną z wnęk wprost na grupę składającą się z drugiej barmanki i 3 animalusów. Jeden wyglądał na rannego.

- Nie wstydź się, to moi goście, tak jak i ty dzisiejszego wieczoru jestem mi gościem.

Kręciło ci się w głowie. Zaczynałaś naprawdę się zastanawiać czy coś było w wodzie czy też nadmiar kadzidła dawał się teraz we znaki.

Klatka schodowa wyglądała na bardzo długą mieliście chwile na ewentualną rozmowę.

 

 

// Notka: proszę o pisanie imienia postaci Pogrubioną czcionką przed postem. To odrobinkę ułatwi mi wyczytywanie potrzebnych rzeczy z podglądu.//

Edytowano przez Zegarmistrz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Feliks Cherish

 

-Biorąc pod uwagę uroczą bliźniaczkę jestem zmuszony zapytać Panie o imię, gdyż “ej ty”

byłoby zwrotem wysoce niestosownym.

-Feliks Cherish, <wykonuję głęboki ukłon>

-Muzyk natchniony przez muzy, śpiewak złotousty, tancerz o zwierzęcym uroku, koneser sztuk pięknych, wierszopisarz o wybujałej wyobraźni, poszukiwacz tekstów dawno zaginionych w odmętach czasu, zręczny barman, ale nader wszystko człowiek o złotym sercu, gdyż tego w naszym świecie ostatnimi czasy brakuje najbardziej.

Więc Panie i Panowie, czy mogę dostąpić zaszczytu poznania waszych imion, czy może wolicie bym pozostał przy wysoce kreatywnych przydomkach których używam we własnych myślach by was określać?

*Księżycowa muza, oraz jej siostra Druga strona księżyca. Pianista o “magnetycznej osobowości”, oraz jego towarzysz Pan Apatyczny, bo jak można nie zareagować żywiej na postrzał znajomego? No i oczywiście Batelgeuza, czerwona gwiazda o kwaśnej minie która może jedynie wskazywać na pewne starcia na nieboskłonie. Widać grawitacja księżyca  źle wpływa na inne ciała niebieskie, a może to jedynie moja wybujała wyobraźnia?*

 

//Z przykrością informuję mistrza gry, że pogrubienie mi nie chce działać. I dont know what went wrong.//

Edytowano przez Fisk Adored

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ranäöhka'tsä

 

Ran rozejrzał się po swoich towarzyszach. Neofelis, którego znał od niedawna, mógł być użyteczny. Feliks sprawiał wrażenie takiego, co znacznie więcej mówi niż robi, ale to właśnie dzięki niemu dostali się do środka, może więc były to tylko pozory. Ta ruda była największą zagadką.

- Ranäöhka'tsä Syvähn. Najemnik. Natchniony przez pieniądze. Koneser pieniędzy. Poszukujący pieniędzy. I chwilowo także amunicji, jeśli dałoby się to załatwić. Co do reszty zaś... złote serce i wybujała wyobraźnia zostały w drugiej parze spodni, mam za to pewne doświadczenie w wymachiwaniu tym kawałem żelaza na moich plecach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Risa

 

 

-Dobrze więc... - zaczeła powoli, całkowicie ignorując drugą barmanke, oparła się o ścianę i próbując opanować z lekka wirujący świat przed oczami. - Miejmy to już za sobą, nie bierz tego do siebie, ale mam lepsze rzeczy do roboty niż przesiadywanie w takim miejscu.

Spojrzała na animalusów i na chwilę zamilkła, zbyt wielu ich nie widziała, oni raczej nie zaglądają na "wysypisko".

- Mówiłaś że masz dla mnie interesujące informacje, zamieniam się więc w słuch.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Feliks Cherish

 

Uśmiech Feliksa stał się z uprzejmego i naturalnego wyraźnie wymuszony, jego brew zaczęła drgać w poirytowaniu, a czubek ogona chodził mu z boku na bok.

*Czy ona mnie właśnie zignorowała? Tak, tak właśnie tak. Nawet nie zaszczyciła mnie spojrzeniem... No cóż, nie każdy musi.... NIE! To było specjalnie! JA SIĘ NIE GODZĘ! JA... A srał cię pies...*

Na oblicze powrócił wyraz spokoju i opanowania.

*Ale, ale chwilka. Ona się zatacza. Zgrozo! Czyżbym dopuścił się osądu przed poznaniem faktów?! Czyżbym zignorował dolegliwość?! O nie! To się nie godzi! Chyżo!*

Zaaferowany Feliks podbiegł średnio szybkim truchtem do (w jego mniemaniu) damy w opałach. Po czym zatrzymał twarz ledwie kilka centymetrów przed jej obliczem oceniając srogo stan jej zdrowia.

-Hmmmm..... Dobrze się czujesz? Potrzebujesz może usiąść? Powietrza? Halo, czy ktoś mi tutaj może przynieść krzesło?! A zresztą....

Feliks znikł na chwilkę w jednym z pokoi, po czym wyszedłz niego trzymając taborecik i obrywając jakimś pantoflem w głowę będąc już w progu.

-Tsk, tsk, tsk. O obuwie należy dbać, wybaczcie, pomyliłem pokoje. Proszę sobie nie przeszkadzać.

Po czym wrzucił pantofel spowrotem do środka.

Podszedł ze zdobycznym meblem do (w jego mniemaniu) potrzebującej pomocy osoby, postawił taborecik i intensywnie się w nią wpatrując dawał do zrozumienia by usiadła.

- Co żem tam ujrzał przemilczę z troski o wasze sumienie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Risa

Chwile jej zajęło zanim zoriętowała się, że ktoś się jej aż tak blisko przygląda. Gwałtownie odunęła głowę do tyłu i przyrżnęła w ścianę. Ale ból nieco ją otrzeźwił.

- Erm.. jakby to... - zanim zdążyła dokończyć zdanie, duży animalus gdzieś zniknął. Przetarła kilka razy oczy by sie upewnić czy to nie była aby halucynacja. Po chwli wrócił z czymś w rękach.* Krzesło? Ale że niby co? Mam usiąść tak?*

- Dziekuję bardzo... erm... kotku? Ach  wybacz....Feliks tak? - powiedziała lekko zmieszana po czym usiadła. Po czy zwróciła się do barmanki... barmanek... która to która? A nieważne ona bedzie wiedzieć.

-Powiedziałaś że to są twoi goście... znaczy sie klienci czy tez jak ja w sprawie zadania i informacji?

 

*Mam nadzieję, że ten głupi stan upojenia szybko przejdzie.*

Edytowano przez Xsadi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Temat jest zablokowany i nie można w nim pisać.

×