Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Zegarmistrz

[Eden] Opowieść o dawnych czasach.

Recommended Posts

Ranäöhka'tsä

 

Animalus zmarszczył brwi, widząc, że sprawy przybierają nieco inny obrót niż się spodziewał. Gramik najwyraźniej oczekiwał na pierwszy cios. Sęk w tym, że Ran wcale nie miał zamiaru głupio narażać się na sprawny chwyt, dźwignię czy cholera wie co jeszcze. Z kolosami pokroju Grama zazwyczaj mierzył się z bezpiecznej odległości, za pomocą pistoletu. Jako, że tutaj nie było to możliwe... pośpiesznie zdjął płaszcz, odsłaniając pokryty sierścią tors, i chwycił go w prawą rękę, starając się przy tym nie spuszczać wzroku z przeciwnika.

Zbliżył się, starając się wymierzyć odległość pomiędzy nim a Gramem tak, by nie dostać się w zasięg żadnego potencjalnego ciosu, a jednocześnie by to, co zamierzał zrobić, odniosło planowany skutek. Po tym cisnął płaszczem prosto w rywala - materiał, jeśli nie zasłoni Gramikowego wzroku, to przynajmniej powinien chwilowo go zdezorientować.

I tę chwilę Ran zamierzał wykorzystać, zbliżając się do kolosa jednym susem i wymierzając niskie kopnięcie w ranną nogę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Risa

 

Twoje palce chodziły jak szalone. Tu śrubka tam wspomagacz, kable, końcówki neurozłączy. Do tego trajkotanie. Gdybyś choć chwilę poświęciła na spojrzenie w twarz osobie której reperowałaś kończynę zobaczyła byś zakłopotanie pomieszane z podziwem. Z boku twoje ruchy wyglądały jak magia. Jak występ marionetkarza. To tu to tam, z każdą sekundą usprawniałaś implant, najpierw do stanu działającego, potem do stanu sprzed używalności. Co prawda nie miałaś wszystkich niezbędnych komponentów ale lampka nocna podzieliła się kilkoma częściami i teraz leżała w kawałkach koło łózka.

- Pani tak, no zawsze taka sprawna? - w jego głosie dał się słyszeć podziw łamany z zainteresowaniem - co do misji, tylko szefowa wie co wam zlecono, to jakaś cholerna tajemnica, nic nikomu się nie mówi. Nie wiem co macie zrobić ale mam wrażenie, że to niesie sufo.

Przez chwilę zastanawiałaś się co znaczy to słowo a on kontynuował.

- Protezę mam od małego, wypadek z drutem wysokiego napięcia. Mógłbym mieć zwęglony kikut, ale stwierdziłem że w ten sposób będę przydatniejszy w rodzinie. Ciężko było zarobić na protezę, a kiedy już się udało odkupić jakiś szmelc z 3 ręki to zawsze były kłopoty - widziałaś, że nawet teraz proteza wydawała się trochę za mała jak na jego ramię, zaś złącza były tak pomieszane że nie zdziwił cię otwór na środki znieczulające umieszczony w tatuażu na bicepsie - nawet teraz czasami pobolewa. Ale pracuję, ciężko i zbieram na nową, słyszałem że u pani można dostać dobrą cenę, mam też nadzieję że suma jaką zaraz usłyszę nie sprawi że będzie mi potrzebny implant sercowy - zażartował.

 

Feliks

Zero wystawiła dłoń przed siebie i na wysokości waszych twarzy pojawił się dość spory ekran. Pokazywał on mapę okolicy, miasta i kilku tuneli odchodzących.

- Widzisz, obecnie znajdujemy się tutaj - Zero wskazała na sam środek mapy, gdzie widniał napis "Dzielnica Rozrywki" - i nikt nie wie że tu jestesmy. Cały dostępny tu personel to ludzie zaufani i sprawdzeni. Jak widzisz, mamy prowiant, filtry, słowem, wszystko. Możemy tutaj przetrwać najgorsze. Sam fakt że to "wolna ziemia" powoduje że ściąga tutaj wiele osób. Ale tym na górze się to nie podoba. Wystarczy policzyć miliony kredytów z niepłaconych podatków i znajdzie się powód. Wasz pracodawca, pan De Kivia, chwilowo stoi po naszej stronie, wszak z samych zakładów w kasynach ściąga ładne sumki. I wszystko było by dobrze gdyby nie fakt, że ktoś ostatnio węszy. Mamy coraz więcej prób włamań elektronicznych i fizycznych, gdzie jeszcze dwa do trzech tygodni temu nie było ich prawie wcale. Ponad to krążą plotki o jakiejś tajnej broni do której ktoś się dokopał na pustkowiach. I którą wy macie zabezpieczyć. Sądząc po twojej minie niewiele wiesz o zadaniu. Oficjalnie idziecie badać stare ruiny w poszukiwaniu tekstów i informacji.

Zero wykonała kilka ruchów palcami i obraz się zmienił. Teraz przedstawiał wzory chemiczne i kilka kryształów.

- To wasz cel. Erenium, dość rzadki minerał, w kontakcie ze standardowymi kryształami w bateriach zwiększa ich wydajność i żywotność o prawie 200%. Wbuduj sobie coś takiego w latarkę a nie będziesz musiał zmieniać baterii do końca swojego życia. Powiadają że tam gdzie was wysyłają jest tego trochę, ale co ważniejsze, jest też wzór na to jak to stworzyć. Nie muszę mówić co się stanie jeśli jakiś koncern energetyczny położy na tym łapy?

Zero podeszła do stołu. Przez chwilę patrzyła w głębie basenu po czym obróciła się do ciebie.

- Jutro wyjaśnię na czym dokładnie polega wasze zadanie oraz dopomogę was na ile mogę. Dzisiaj za to powiem ci tylko tyle ile mi wolno. Uważajcie na siebie. Nie jesteście pierwsi których tam wysłano, mam też nadzieję że będziecie ostatni, w tym dobrym sensie. Jeśli jesteś zmęczony, proponuje pokoje gościnne i sen, będzie ci potrzebny. Mogę też zaoferować ci towarzystwo, ale obawiam się iż nie była by to spokojna noc.

 

Ranäöhka'tsä

 

Gramik wyglądał na niewzruszonego twoim zagraniem. Uniósł wysoko zdrową nogę i uderzył nią prosto, niczym opadająca gilotyna. Efektem czego twój płaszcz został literalnie wdeptany w matę. Jednego czego nie przewidział olbrzym to fakt, że nie szarżowałeś prosto za swoim płaszczem. W chwili kiedy płaszcz jeszcze leciał ty już skakałeś w bok. I to ten manewr spowodował że kiedy Gramik uporał się z twoim płaszczem ty zniknąłeś. Zwierzęca zwinność miała swoje zalety, w chwili kiedy twój płaszcz opadł, ty klęczałeś obok Grama. I z tego miejsca gdzie nie sięgał wzrok przeciwnika wykonałeś kopnięcie prosto w jego zranioną nogę.

- Kur.. - niewiele można było powiedzieć kiedy olbrzym zwalił się na ciebie całym ciałem. Nie zdążyłeś jeszcze pomyśleć o następnym manewrze gdy poczułeś na żebrach silne ukłucie. To łokieć upadającego przeciwnika który nawet w takiej chwili starał się cię dorwać. Ale przeliczył się. Lata szkoleń i ucieczek nauczyły cię tego i owego. Wyglądało to jakbyś robił pompkę, tyle tylko, że niczym krokodyl wykonałeś beczkę. Kierunek obrotu był adekwatny do uderzenia, przez co nawet zbytnio go nie poczułeś, za to wykorzystałeś obrót by wycofać się od upadającego. I ledwo to zdążyłeś bo przed twoją twarzą przeleciała jego pięta. Sekunda spóźnienia i to kopnięcie wylądowało by na twojej głowie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

       Takiej okazji Feliks postanowił nie przepuszczać, zawsze był wzrokowcem. Pamięci fotograficznej może i nie posiadał, ale zawsze będzie mniej lub więcej pamiętać jak to wyglądało na tym obrazku i w razie potrzeby ocenić, czy trzeba iść bardziej w prawo, czy też lewo. Póki mapa była widoczna studiował ją z uwagą jaką chirurg obdarza operowaną żyłę. Nie było to do końca widoczne zza jego przyciemnionych okularów, jednak wyraz skupienia na twarzy musiał być widoczny.


       Aktualnie znajdowali się pod ziemią, w jakimś chorym miejscu idealizującym się i wywyższającym się ponad resztę świata. Jak w krzywym zwierciadle usiłowali oni utworzyć tutaj utopię, jednak w jej sercu czaiło się zepsucie. Chorzy ludzie, ze swoimi spaczonymi ideałami, pozwalający bez mrugnięcia okiem na to, by dziecko w ciele dorosłej kobiety oddawało swoje ciało napotkanym mężczyznom wedle własnego uznania. “Chorzy, godni politowania ludzie…”


       “Czym jednak była moralność? Czy w obecnych czasach miała ona jeszcze to samo znaczenie co kiedyś? Czy ja, jako ktoś nie będący już nawet człowiekiem w podstawowym tego znaczenia sensie miałem prawo to oceniać? Ideały, odwieczna bolączka wszystkich filozofów…  Ale czy ideały nie były czymś niezmiennym i ponadczasowym, a wszelkie przeinaczenia nie wynikały z naszej ludzkiej słabości? Z tego, że nie potrafimy za nimi podążać? Z naszych żałosnych słabości, których nie potrafimy przezwyciężyć, sięgając po prostsze i wygodniejsze rozwiązania mające na celu ułatwić życie nam samym, zapominając o reszcie świata? “


(...)


       Minęła pierwsza sekunda…


(...)


       “Kimże jestem, żeby oceniać innych w świetle tego wszystkiego? Cóż, przede wszystkim jestem kimś, kto o tych wartościach nie zapomniał i stara się całym swoim istnieniem wprowadzać je w życie. Pokazywać innym, że można inaczej. Dlatego też tak, mam prawo oceniać tych, którzy o tym zapomnieli i przypominać im o tym.


       Ci sami ludzie chcą, bym przyniósł im źródło potężnej energii, które dobrze zagospodarowane i w odpowiednich rękach mogłoby pomóc w odbudowie tego upadającego świata. Czy jednak powierzenie tego osobom, które zapomniały o podstawowych wartościach nie wywoła więcej nieszczęścia? Czy nie wykorzystajątego w swojej kolejnej broni, by zystać przewagę zbrojeniową nad swoimi przeciwnikami “z góry”? Obecnie nie technologia była im potrzebna, a zrozumienie pewnego prostego faktu. Nie ma “my” i “oni”, nigdy nie było. To jednak od zawsze był stopień nie do przeskoczenia dla mas. Powód wszelkich kłótni i wojen. Brak najprostszego choćby aktu altruizmu, przekonanie, że trawa po drugiej stronie płotu jest zawsze zieleńsza, oraz chęć zabrania jej komuś i przywłaszczenia sobie.


       Postaram się dowiedzieć o tej sprawie jak najwięcej i na miejscu ocenić co zrobić ze znalezionym wzorem. Czy zachować go i odnaleźć godnych go ludzi, czy też może zniszczyć na miejscu? Ten płotek jednak przeskoczymy, jak do niego dojdziemy.”


(...)


       Minęło pięć kolejnych, a Zero skończyła swoją wypowiedź.


(...)


       Muzyk uśmiechnął się do swojej rozmówczyni. Aktualnie czuł mdłości patrząc na nią. Ambasadorkę pokoju przybywającą od włądcy z którego ust sączył się jad. Musiał jednak odmówić towarzystwa w sposób uprzejmy. Bycie wulgarnym w stosunku do kobiety było bowiem w jego kodeksie moralnym przewinieniem znajdującym się zaraz nad publicznym spluwaniem, oraz kilka pozycji pod kopaniem bogu ducha winnego szczeniaka.


       - Rzeczywiście muszę przemyśleć kilka spraw na spokojnie. Cóż, mimo kuszącego brzmienia propozycji towarzystwa muszę jednak chwilowo postawić obowiązki ponad rozrywkami. Udam się więc teraz na spoczynek. Jestem jednak przekonany, że jeszcze będziemy mieli okazję by na spokojnie porozmawiać przy filiżance herbaty. Choćby i po moim powrocie, nie zamierzam bowiem ginąć w jakiejś dziczy. Musisz moja droga wiedzieć, że najbliższą żywemu ideałowi rzeczą jest bard, przydrożny grajek poruszający serca innych. A jak powszechnie wiadomo, ideały są nieśmiertelne. Dobranoc “lepsza” siostro. - Po czym odwrócił się na pięcie i...


       - Ach, zanim następnym razem skarcisz swoją siostrę, przypomnij sobie kto pozwolił jej stać się tym kim jest obecnie. Kto ją wychował. Nie kłopocz się też odprowadzaniem mnie, zapamiętałem drogę do pokoi. Miłej nocy, czy też tego co z niej zostało. - Powiedział animalus, po czym sprężystym krokiem kontynuował zostawianie wilgotnych śladów na tutejszej posadzce. Mokrym odgłosom jego kroków towarzyszyła spokojna melodia, którą nucił pod nosem. Jego najnowsze dzieło, które nie miało jeszcze nawet tytułu i dopiero rodziło się w jego umyśle.

Edytowano przez Fisk Adored

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Temat jest zablokowany i nie można w nim pisać.

×