Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
black_scroll

Podążaj za nabojami - Gary Sue (PiekielneCiastko)

Recommended Posts

Imię Gary Sue

Wiek 23 lata

Pochodzenie Urodził się i wychował w bractwie stali, gdzie miał zostać paladynem. 

Funkcja w społeczeństwie Wojownik

Wygląd Młody, silnie zbudowany mężczyzna. Nie goli się zbyt często, przez co ciągle ma zarost. Włosy średniej długości.

Charakter Bractwo Stali- chroni artefakty sprzed wojny oraz pilnuje sprawiedliwości

Historia

Urodził się jako dziecko paladyna i kobiety-rycerza w siedzibie bractwa stali. Od dziecka był szkolony na paladyna, choć przejawiał wysokie zainteresowanie technologią. Treningi były ciężkie, lecz z racji na predyspozycje szło mu dość dobrze. Ćwiczenia z używania broni szły za to wiele gorzej. Broń poniżej 4 kilogramów była dla niego za lekka, a powyżej 7 za ciężka.

W wieku 18 lat, za prośbą rodziców, pierwszy raz udał się na powierzchnię na dłuższy czas. Jego rodzice wmówili, że jest to część jego treningu, a tak naprawdę miała być to wycieczka. Niestety, zostali zaatakowani przez bandytów. Wywiązała się długa walka. Choć bandyci mieli wielokrotną przewagę, Gary wraz z rodziną mieli wiele lepszą broń. Ostatecznie Gary zabił ostatniego bandytę, choć został przy tym trafiony w jamę brzuszną, a jego rodzice zostali ciężko ranni. Niestety, nie posiadali przy sobie stimpacków. Wszystkie zużyli podczas walki jego rodzice. Opatrzył się. Mógł chodzić. Pozbierał nieuszkodzone wyposażenie, to znaczy swoją strzelbę bojową, karabin plazmowy ojca oraz karabin snajperski matki. Zostało mu dość amunicji, by nie bać się kilku małych potyczek. Udało mu się także skompletować całą zbroję bojową z części swojej i matki. Z części od swojej matki musiał oderwać kieszenie przyszyte od wewnątrz. Tylko dzięki temu zdołał ją założyć-uspokajał swoje sumienie, że nie ma na sobie krwi swojej matki, bo cała wsiąkła w materiał. Po pozbieraniu ekwipunku skierował się w stronę siedziby bractwa. Po kilku kilometrach szybkiego chodu zemdlał.

Obudził się na jakiejś farmie. Miał przy sobie swój ekwipunek. Od gospodarza dowiedział się, że zemdlał tuż przy jego farmie. Gospodarz, wdzięczny za pomoc, którą okazało mu bractwo rozprawiając się z bandytami, zabrał go i podleczył. Jeszcze przez jakiś czas kurował się, po czym udał się w domniemaną stronę siedziby. Niestety, nie miał szczęścia. Po kilkunastu dniach błąkania się po pustyni znalazła go karawana. Dotarł z nią do Cienistych Piasków. Pobył w nich trochę, pracując dla różnych osób. Jego praca polegała głównie na bronieniu przed lub atakowaniu bandytów. W Piaskach nie było jej zbyt wiele, więc jakiś czas popracował także w Złomowie. Po uzbieraniu odpowiedniej kwoty zapłacił za medykamenty, które wziął od karawany, która go znalazła, nakupował sobie medykamentów i amunicji, po czym poszedł wraz z karawaną do Hubu. Dotarł do niego bez problemów. Po odczekaniu kilkunastu dni wraz z karawaną udał się do siedziby bractwa stali, w której nie było go już od dłuższego czasu. Po naprawie dokumentacji, w której wpisano, że umarł wraz z rodzicami, urządzono mu ciężki trening życia na zewnątrz i wysłano go na pustkowia w celu poszukiwania nowoczesnej technologii. Stało się to przez to, że nieumyślnie powtórzył w bazie plotkę o Zbrojeniowcach, którą usłyszał jeszcze w Hubie.

Ekwipunek Pancerze Bojowy Bractwa Stali, przemalowany na barwy normalnego; karabin plazmowy; strzelba bojowa; rozpruwacz; amunicja; medykamenty; instrukcje naprawy swoich broni wraz z częściami zamiennymi i narzędziami; worek z kapslami.

Broń prócz rozpruwacza posiada niewielkie przeróbki dokonane przez jego matkę, więc nosi ją całą przy sobie, choć wiele osób, które spotkał, śmiało się, że nosi przy sobie małą zbrojownię. 

Cel Znaleźć Zbrojeniowców.

Statystyki

Posiada dużą siłę, wytrzymałość, percepcję i inteligencję, podwyższone przez wszczepy z wysokiego poziomu. Charyzma jest na normalnym, może trochę poniżej normalnym poziomie. Nie wiadomo jakie ma szczęście, ponieważ choć jego rodzice zginęli, często udawało mu się zrobić coś na farta. Zwinność ma normalną, trochę podwyższoną przez wszczepy, dokonane w celu lepszego przygotowania go do misji.

Choć szkolony od dziecka na paladyna, odpoczywał ucząc się o technologii. Spowodowało to, że umie zrobić wiele rzeczy przy rozmaitych urządzeniach. Zna się na pierwszej pomocy. Dość słaby w rzucaniu. Poznał teorię sztuki przetrwania oraz zakładania pułapek. Umie się ukryć, lecz nie za bardzo wychodzi mu skradanie. Nie interesuje go hazard. Podczas rozmów stara się przemyśleć, co powinien powiedzieć do danej osoby. Jeśli chodzi o otwieranie zamków, to ma dwie lewe ręce. Jedynym sposobem, jaki umie, jest rzucenie z całej siły zamkniętym pojemnikiem. Nie umie korzystać z pistoletów ani broni ciężkiej.

 

Zbrojmistrzowie.jpg

Ambient

 

 

Bractwo Stali - jedna z najpotężniejszych, jeśli nie najpotężniejsza frakcja na Pustkowiach. Ostatni bastion sprawiedliwości w post-nuklearnej Ameryce. Twoi rodzice należeli do tej elitarnej grupy, tak samo jak ty. Urodziłeś się wśród paladynów, trenując najlepiej zachowaną bronią, mając do dyspozycji najbardziej zaawansowaną technologię dostępną w tych ponurych czasach.

Podczas swojej pierwszej dłużej wycieczki po Pustkowiach, straciłeś rodziców.

Uratowany, błądząc po prochach dawnego świata, ratowałeś niewinnych, zabijałeś łotrów. Chodź nie bezpośrednio na służbie, w pewien sposób cały czas byłeś paladynem.

Po odbyciu swojej tułaczki w końcu wróciłeś do Bractwa.  Miałeś nadzieję, że twoja służba na powierzchni wystarczy, żebyś w końcu mógł wrócić do cichego laboratorium technologicznego.

Widać byłeś w błędzie.

Dowództwo uznało, że tak długi pobyt na powierzchni zahartował cię i lepiej przysłużysz się Bractwu, jeśli wyruszysz na poszukiwania zaginionej technologii.

- Zawsze ciekawiła cię technologia - wspominasz słowa skryby Malachusa. - Do tego dowiodłeś, że jesteś sobie w stanie poradzić na powierzchni. Wiem, że gdzieś tam, na Pustkowiach, są jeszcze nieodkryte skarby, które pozwoliłyby nam usprawnić nasz sprzęt. Dlatego jesteś potrzebny nam na zewnątrz. Żeby wspierać rozwój Bractwa.

Dostałeś zwyczajny pancerz wspomagany, bez emblematów Bractwa, cały swój arsenał, razem z amunicją, planami i paroma częściami zamiennymi, podstawowy zestaw medyczny (5 stimpaków, 3 Antyrady, 3 Rad-Xy). Resztkę swoich kapsli zgarnąłeś do worka, wyekwipowałeś się jak trzeba i windą wyjechałeś na poziom 0. Gdy drzwi tylko się otworzyły, ostre słońce na chwilę cię oślepiło, prawie tak jak 5 lat temu, kiedy wyruszałeś z rodzicami na swoją pierwszą wyprawę. Piach zachrzęścił, kiedy postawiłeś pierwszy krok poza bazę Bractwa Stali.

 

Teraz byłeś zdany tylko na siebie. 

Edited by black_scroll

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiadomość, że ponownie znalazłem się w tej sytuacji, powoli zaczęła do mnie docierać. Przez kilka chwil przypomniałem sobie wszystko, co wcześniej przeżyłem na pustkowiach. Po tym czasie zrobiłem pierwszą produktywną czynność na mojej misji- sprawdziłem, w którym kierunku mam Hub. Z tego co wiedziałem, było to największe miasto na całym zachodnim wybrzeżu. 

Mój Pipboy 2000 B.E. wskazywał, że powinienem kierować się na południowy wschód. Zrobiłem tak, jak mi poradził.

Znałem niebezpieczeństwa pustkowi. Byłem przygotowany złapać za strzelbę albo rozpruwacz, gotów zrobić z nich użytek w razie niebezpieczeństwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pipboy wskazywał, że droga do Hubu zajmie ci, co najmniej, kilka dni. Suchego prowiantu dostałeś aż nadto.

Pustkowia są niebezpieczne, ale jest jedna rzecz, która wydłuża podróż w nieskończoność - nuda. Post-nuklearny krajobraz w większości jest tak monotonny, że nawet nie ma jak "podziwiać" widoków. Na równinach mocno wiał wiatr. Pył uderzał o pancerz, niektóre ostrzejsze ziarenka piasku powoli zarysowują jego powierzchnię. Po kilku godzinach teren zrobił się robić wyżynny. Tempo twojej podróży nieznacznie spadło, kiedy wspinałeś się po coraz to bardziej stromych zboczach. Pod wieczór, kiedy słońce już do połowy schowało się za horyzontem, zauważyłeś w oddali parę wozów zaprzęgniętych przez braminy. Grupa ludzi, nie więcej niż dwudziestka, odpoczywała po całodziennej wędrówce. Jeszcze nie dostrzegli samotnego wędrowca z Bractwa Stali.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko karawaniarze podróżują z wozami, przynajmniej tak sądziłem. Ale miałem inny problem-miałem na sobie pancerz wspomagany. Nie wiedziałem, jak zareagują na jego widok. Poprzednio miałem na sobie zwykły pancerz bojowy. Jedyne co musiałem zrobić, to zmazać z niego wszystkie oznaczenia. Lecz teraz nie było tak łatwo. Musiałem improwizować.

Po ułożeniu "legendy" zacząłem schodzić po zboczu. Specjalnie robiłem to nieuważnie, tak jakbym nie umiał korzystać z tego, co noszę na sobie. Liczyłem, że wędrowcy to zauważą.

Lecz nadal byłem przygotowany do dobycia broni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatni promyk słońca zniknął za horyzontem. Było jeszcze widno, ale nie na długo. Miałeś nadzieję, że twój chód wygląda bardziej niezdarnie i mało niebezpiecznie, niż jakbyś nieudolnie próbował się podkraść. Przy wozach zostało rozpalone ognisko przy którym rozsiedli się ludzie. Wozy były ustawione w okrąg, dookoła ogniska. Kiedy byłeś oddalony od nich około 100 metrów, wreszcie cię dostrzegli. Piątka najemników podniosła się z ziemi i wyszła poza krąg wozów z przygotowanymi broniami. Jeszcze nie celowali w ciebie, mimo wszystko byłeś sam, a ich pięciu, każdy z karabinem, jeden chyba nawet miał karabin laserowy w dłoniach. W końcu się dowlekasz się na odległość paru metrów.

- Witamy w Morskiej Karawanie, przybyszu. Potrzebujesz czegoś? - stojący po środku mężczyzna w pancerzu bojowym widocznie był kapitanem oddziału chroniącego karawanę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze zanim kapitan się odezwał, ja już oceniłem przeciwników. Znałem prawie legendarną wytrzymałość T-51b, dzięki której był on nazywany chodzącym czołgiem. A 10 mikronowa warstwa srebra na pewno obiłaby promień lasera.

Ale ich pierwsza reakcja wskazała, że na pewno nie na nich miała przejść chrzest bojowy ta zbroja. Zdjąłem hełm.

-Czy mogę z wami odpocząć-mówiłem, jakbym był zmęczony- Już drugi dzień niosę na sobie tą zbroję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kapitan wyszczerzył zęby kiedy ściągnąłeś hełm.

- Skąd masz taką lśniącą zbroję? Pewnie wydałeś na nią cały majątek u Bractwa.

Gestem wskazał ci ognisko.

- Siądź przy ognisku, a odpocznij sobie. Na pustkowiach bezpieczniej jest być razem, niż osobno. Może dogadasz się z kupcami i wymienisz resztkę kapsli na jakieś pożyteczne graty.

Znużeni strażnicy wrócili do poprzednich zajęć, skupiając się na kolacji i graniu w karty. Tylko jeden został poza kręgiem wozów, widocznie miał za zadanie jako pierwszy stać na straży.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-No cóż, ten pancerz znalazłem zakopany w pustyni- ta odpowiedź nie pokazywała mojego pochodzenia, a jednocześnie powinna uchronić mnie od dalszych, trudniejszych pytań, skąd go mam- Niby świetna rzecz, ale ciężko opanować tą jego siłę.

Spojrzałem na ognisko. Zrobiłem to raczej pod publikę, niż z prawdziwej potrzeby.

-Dokąd podróżujecie?- zapytałem się go patrząc nadal na ognisko. Ponownie spojrzałem na niego- Bo mądrze mówisz. "Na pustkowiach bezpieczniej jest być razem, niż osobno".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kapitan spojrzał na zbroję. Chyba nie uwierzył w twoją bajeczkę na temat znalezienia takiego pancerza w piachu, ale postanowił nie ciągnąć tematu.

- Jestem Bozar - wyciągnął rękę w twoją stronę. Patrząc na niego zauważyłeś, że ten krótko ostrzyżony człowiek był już całkiem siwy. Do tego twarz o surowym, lecz nawet sympatycznym wyglądzie, pokryta była bliznami i zmarszczkami. - Wracamy z karawaną z wybrzeża do Złomowa. Jest tam małe miasteczko rybackie, które zaopatruje Złomowo w pożywienie, a w zamian dostają wszelakie medykamenty i inne potrzebne rzeczy - powiedział patrząc na handlarzy. - Zajmuje to prawie dwa tygodnie w jedną stronę, ale handlarze dobrze płacą za ochronę. Ostatnio jeszcze więcej, gdyż w okolicach kręcą się bandyci z bardzo porządnym uzbrojeniem - zerknął na twoje pukawki. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zauważyłem, że przy mówieniu o bandytach spojrzał się na moje uzbrojenie.

-Nie martw się-próbowałem go uspokoić- To było w zestawie z tą zbroją. Ja się nazywam Gary Sue.

Musiałem wymyślić coś, by zapytać się go o to uzbrojenie.

-Widzę, że tylko nie ja miałem szczęście znaleźć przedwojenny bunkier. Szkoda, że ich był większy i znaleźli go nieodpowiedni ludzie- jeśli coś wiedział, to pewnie mnie zaraz poprawi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pokręcił przecząco głową.

- Gdyby tak było, co chwilę potykalibyśmy się o przedwojenny bunkier. Ostatnimi czasy, za dużo gangów, ma zbyt dużo broni. Nie, to co innego - usiedliście niedaleko ogniska. Ktoś podał kapitanowi podsmażaną iguanę na patyku. - Chcesz, młody? - spytał Bozar, podając ci swoją kolację. - W końcu nie codzień spotyka się człowieka, który obrabował bunkier.

Wskazał najemnikowi, żeby jemu przyniósł jeszcze jedną porcję.

- To opowiedz mi, jakie cuda kryje taki bunkier. Sam w życiu takiego nie widziałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Dziękuję-odebrałem iguanę, którą ostrożnie ugryzłem, uważając, by się nie oparzyć-Jakie cuda się pytasz?-wymyśl coś! Za chwilę pogubisz się!- Weszliśmy w trójkę, lecz tylko ja przeżyłem- relacjonowałem urojoną wizytę w bunkrze- Za drzwiami wejściowymi była jakaś broń automatyczna. Wiem tylko tyle, że pierwsza salwa podziurawiła Sida. A to były tylko dwa działka! Drzwi były zamknięte-zauważyłem, że powoli zaczynam się gubić- A my obaj ukryci za skrzyniami, w które strzelały te rzeczy. W końcu Ed wyskoczył, obrzucając granatami te działka. Dopiero po chwili go zastrzeliły, lecz zdążył je mocno uszkodzić. Nie mogły się ruszać-starałem się wpleść uczucia w moją wypowiedź- Ostrzelałem je z strzelby- delikatnie wskazałem na strzelbę bojową- W końcu wybuchły. A okazało się, że w całym bunkrze był sprawny tylko ten pancerz i ten karabin oraz masa amunicji-wskazałem na karabin plazmowy-,choć sądzę, że z uszkodzonej broni można było wyciągnąć części na całą skrzynię uzbrojenia. Ale nie warto wchodzić bez planu. My weszliśmy, ale wyszedłem tylko ja. No cóż, ale teraz nic nie kryje. Wychodząc przez przypadek włączyłem jego zniszczenie. Tylko dzięki temu pancerzowi zdołałem wyciągnąć ciało Eda. Waży chyba tonę, lecz daje w ręce taką siłę, że można bez problemu podnieść człowieka-spochmurniałem. Na szczęście trening, który przeszedłem, zakładał podstawy aktorstwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy Bozar dostał do ręki patyk z iguaną, pomachał nim trochę, aby mięso odrobinę ostygło. Następnie wziął duży kęs, cały czas cię słuchając. Odezwał się dopiero kiedy skończyłeś.

- No młody, historii to ty opowiadać nie umiesz - wyszczerzył zęby. Nie bardzo wiadome ci było, czy mówi o zmyślanych historiach, czy o opowiadaniu czegokolwiek. - Powiem ci tyle, zawsze chciałem spróbować przedwojennych konserw. Mój kolega próbował kukurydzy, podobno najlepsza jaką w życiu jadł - rozmarzył się. - Chyba o to nie pytałem. Dokąd ty zmierzasz, młody?

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Niestety, nigdy nie miałem takiej okazji-Takie proste rozwiązanie z tą iguaną, a ja o nim nie pomyślałem. Skarciłem siebie w myślach- Próbuję się dostać do Hubu. Mogę się do was dołączyć?-powiedziałem prosto z mostu- Mamy trochę po drodze, więc nie widzę powodu, dla którego miałbym tą część drogi podróżować sam.

Sądziłem, że to dobra propozycja. Ja otrzymywałem możliwe źródło najnowszych informacji i więcej bezpieczeństwa, a oni czynnik psychologiczny w postaci mojej zbroi.Raczej każdy lekko uzbrojony bandyta zastanowi się przed próbą przestrzelenia tak grubej zbroi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzał na ciebie parę razy, aż w końcu odwrócił się w stronę kupców i krzyknął:

- Amarak, podejdź tu no na chwilę! - Wrócił wzrokiem do ciebie. - Wiesz, że nie dostaniesz kapsli za ochronę i jedzenie zapewniasz sobie we własnym zakresie, ewentualnie ze zniżką kupujesz sobie od kupców.

Dołączył do was chudy człowiek, który wyglądał jakby był tyle samo starszy od ciebie, co młodszy od Bozara.

- Wołałeś mnie Bozarze? - jego głos pod pozornym spokojem, krył obawy. Może nie lubił towarzystwa wzgórz? Faktem było, że spojrzał na ciebie podejrzanym wzrokiem.

- Ten tutaj - odezwał się kapitan - to Gary Sue. Wydaje się przyjemnym, młodym człowiekiem w pancerzu wspomaganym. Prosi o wspólną podróż do Złomowa. Nie żąda ani kapsla, za tę przyjemność.

- Ta zbroja mi się nie podoba - patrzył na ciebie, ale mówił bardziej do Bozara. - Skąd wiemy, że nie jest bandytą, albo szpiegiem? Taki pancerz u kogoś tak młodego? Pewnie ukradł go, albo kupił u tych przeklętych Zbrojeniowców za własną matkę i teraz szuka gangu, który by go przyjął!

Edited by black_scroll

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiedziałem, co mu nie pasuje. Mógł otrzymać ochronę wyszkolonego paladyna Bractwa Stali, choć tego nie wiedział, za darmo. Ale i tak miałem na sobie pancerz wspomagany, który często był tak samo silną defensywą jak bronią psychologiczną. A on i tak szukał problemu. Westchnąłem.

-Niestety, nie udowodnię, że nie należę do żadnego gangu-powiedziałem do Amaraka- Musi mi pan uwierzyć na słowo, że podróżuję przez pustkowia i chcę tylko towarzystwa by się nie nudzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Do towarzystwa mogłeś sobie wziąć psa! - prawie krzyknął oburzony Amarak. Zwracał na siebie uwagę jak mało kto. Naszła cię myśl, że z takim nastawieniem musiał mieć kupę szczęścia, że nie dosięgnęła go jakaś zabłąkana kula. Pewnie jak tylko rozpoczyna się strzelanina, jako pierwszy chowa się pod wóz. - Facet w pełnej zbroi idzie z karawaną? To oznacza jedno, wieziemy coś cennego, czyli warto nas napaść, a my mamy tylko żywność...

- Amarak, uspokój się - znudzenie Bozara wskazywało, że to nie pierwszy atak złości karawaniarza. - Za dużo wypiłeś. Jak młody coś buchnie, albo spróbuje czegoś głupiego - popatrzył na ciebie ostrzegawczo - zwrócę ci wszystkie swoje kapsle za ochronę w obie strony.

Amarak zrobił wielkie oczy.

- Zgoda - powiedział szybko, jakby bał się, że Bozar zmieni zdanie. Po czym odwrócił się na pięcie i wrócił do swoich.

- To młody, był mój szef. Najważniejszy karawaniarz w Morskiej Karawanie. I to był jego dobry humor - zaśmiał się krótko. - Mam nadzieję, że dobrze robię, że ci ufam. - łypnął na ciebie wzrokiem, po czym znowu się wyszczerzył. - No, napijesz się czegoś? - chwycił w swoje wielkie łapy butelkę złotawego płynu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uznałem, że nie warto psuć mu dobrego humoru. Postarałem się wymyślić coś śmiesznego.

-Nie, dziękuję. Źle na mnie działa alkohol- uśmiechnąłem się- Po za tym ciężej będzie mi w nocy uciekać z łupem- zaśmiałem się- Nie, obiecuję, że zrobię wszystko, by uznał pan, że dobrze zrobił broniąc mnie. A jeśli trzeba, to mogę coś nałożyć na ten pancerz. Jakiś kawałek materiału czy coś w tym stylu. Może bandyci uznają, że po prostu jestem dobrze zbudowany?-zaśmiałem się lekko-Bo twój szef dobrze zauważył. Mój pancerz może być także zachętą do zaatakowania nas- Szlag, nie pomyślałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Rano znajdziemy ci jakiś wór, to się okryjesz i nie będziesz świecił na odległość parę mil - stwierdził Bozar. - Poza tym, wątpię, że złodzieje zobaczywszy takiego byka, chcieli wracać po wyrzutnię rakiet, żeby cię zabić. Bo co innego przebije takie cudo? - spojrzał na pancerz wspomagany. - Może granaty - dodał ciszej, jakby do siebie.

Siedzieliście przez chwilę cicho. Rozmów było coraz mniej, karawaniarze kładli się powoli spać, najemnicy też. Wystawiono kilka wart.

- Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko, śpiąc pod czujnym okiem moich chłopaków - uśmiechnął się Bozar, gdy jeden z najemników stanął niedaleko was i wpatrywał się w ciebie. - To taki zabieg ubezpieczający Amaraka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nie mam nic przeciwko- uśmiechnąłem się- To miło być najbardziej chronioną osobą w karawanie- zaśmiałem się lekko- No to co? Spać tam, gdzie się położę na ziemi?

 Czułem, że tej nocy się nie wyśpię. Zawsze gdy starałem się spać czujnym snem nie wysypiałem się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mimo niewygody leżenia w pancerzu, do tego na wyboistej ziemi, wkrótce zmorzył cię sen.

 

Widziałeś zielone drzewa. Każde było takie same i wyglądało jak wycięte z filmu, który kiedyś widziałeś w Bractwie. Stoją w gęstej kupie i choć pachną, to ich zapach ci ulatuje. Gdzieś w drzewach widzisz małego siebie, z garścią naboi. Widząc ciebie upuszcza nabój i kieruje się w przeciwną stronę, po paru krokach znów upuszcza nabój. Tworzy ci ścieżkę, żebyś szedł za nim.

 

- Pobudka! - dostałeś lekkiego kopniaka w blachę. Otwierając oczy zobaczyłeś oddalającego się Amaraka. Tak jak przewidywałeś, czujny sen sprawił, że byłeś niewyspany. Oczy kleiły się niemiłosiernie i błagały o jeszcze 5 minut drzemki. Jednak przemogłeś się i wstałeś. Karawaniarze zebrali tobołki i wrzucili je na wozy, które w końcu ruszyły na wschód, do Złomowa.

Układ karawany na czas podróży był prosty -  6 karawaniarzy na 6-ciu wozach, drugich sześciu szło w środku, zmieniając się co dwie godziny. Na zewnątrz wozów maszerowała piętnastka najemników. Jako, że kapitana dane ci było najlepiej poznać, szedłeś razem z nim na przedzie, nawet przed dwugłowymi braminami.

- Młody, a masz jeszcze jakieś historie, czy w swoim życiu tylko obrabowałeś przedwojenny bunkier? - spytał Bozar, rozglądając się na boki. Weszliście w mały kanion, idealne miejsce na zasadzkę. Oceniłeś, że na zboczach było wiele miejsca do ukrycia się i możliwości ostrzału z góry.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Kilka mam, ale mogą się spodobać tylko farmerom, którzy całe życie pracowali przy roślinach. Sądzę, że ty przeżyłeś wiele ciekawszych rzeczy- ręka mi drgała w ciągłej gotowości do nagłego złapania za broń. Jak tylko mogłem starałem się to ukryć- No, jedna może być ciekawsza. Spotkałem diabła!- kojarzyłem, że tak nazywano szpony śmierci. Wolałem unikać nazwy stosowanej w bractwie stali, a nie wiedziałem dokładnie, z jakiej korzystali weterani pustkowi- Było to jeszcze zanim spotkałem- na niezauważalną chwilę zaciąłem się. Szybko przypomniałem sobie imiona moich wymyślonych towarzyszy- Eda i Sida. Kiedy pracowałem jeszcze jako chłopiec na posyłki. Miał on ładniej jak dwa metry wysokości, rogi, a jego szpony były dłuższe od mojej dłoni. I sądzę, że mógłby mnie nimi posiekać na kawałki. Jedynie cud w postaci wąskiej szczeliny mnie ocalił. Ale niewiele brakowało, a by mnie pochlastał. Po godzinie odszedł, ale ja przesiedziałem w dziurze cały dzień- wymusiłem śmiech- A ty byłeś kiedyś w sytuacji, w której tylko cud cię ocalił?

To nie było całkowite kłamstwo. Prawdę mówiąc, pominąłem tylko to, że miałem przy sobie małą zbrojownie i mój pancerz, który wielokrotnie mnie ratował nawet przed pociskami z karabinów, a i tak prawie zrobiłem pod siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No proszę, jaki z młodego ciekawy człowiek - powiedział rozglądając się ostrożnie po kanionie. - Przeżyłeś spotkanie z Diabłem, potem znalazłeś przedwojenny bunkier i znalazłeś w nim pancerz wspomagany i karabin plazmowy. Szkoda, że twoi towarzysze mają tego szczęścia dużo mniej niż ty. Osobiście, poza potyczkami z bandytami, parę razy spotkałem gości z Bractwa Stali. Dziwni ludzie, niedaleko stąd mają bazę wypadową. Może kojarzysz? Dziwni ludzie. Ale tylko ich widziałem w takich pancerzach jak twój. Och, no i raz widziałem rozbitą ciężarówkę z Nuka-Colą. To był dobry dzień - uśmiechnął się. - Pewnego dnia także...

Pierwszy strzał trafił w któregoś karawaniarza.

Drugi i trzeci przeleciały obok was, czwarty zranił, bądź zabił, kogoś z tyłu. Bozar ściągnął z paska M-16 i zaczął strzelać do chowających się za skałami bandytów.

Edited by black_scroll

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szybko złapałem za strzelbę bojową. Do walki w takim na taką odległość nie nadawała się za dobrze, ale zawsze powinna przestraszyć bandytów. Jeszcze przed kolejnymi wystrzałami wycelowałem w miejsce, z którego doleciał pierwszy pocisk, po czym posłałem w tamtą stronę serię pocisków i szybko złapałem oraz założyłem hełm. Nie chciałem, by być choć odrobinę odsłoniętym. A w wirze walki nie liczyło się, czy pokazuję tę zbroję, czy nie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wpadłeś między dwa wozy, używając ich jako osłony przed pociskami. Hełm już miałeś na sobie. Gdzieś za tobą, mignął ci Bozar, ale w ferworze walki, jego życie było mniej ważne niż twoje. Twoja seria posłana we wzgórze rozsiekała jednego bandytę. Nagle dwa pociski uderzyły cię w twarz, a raczej poczułeś na twarzy ich uderzenie. Ta zbroja była wytrzymała jak mało co, ale i tak jest szansa, że zostaną ci siniaki. Posłałeś garść ołowiu w dwóch następnych bandytów, jednemu dziurawiąc brzuch, drugiemu wysadzając głowę. Gdy obróciłeś się w prawo, okazało się, że Bozar wykrakał RPGa. Próbowałeś zastrzelić drania dzierżącego bazookę, ale magazynek okazał się pusty.

Gdy trafił on w ostatni wóz po prawej, wybuch przerósł twoje oczekiwania. Mimo twojego ciężaru, podmuch popchnął cię i wywrócił na ziemię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...