Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cipher 618

Ostatni Lot [Oneshot][Slice of Life][Sad]

Recommended Posts

Ostatni Lot [slice of Life][sad]

Przedstawiam Wam moje konkursowe opowiadanie "Ostatni Lot". Limit 1000 słów dał mi się we znaki. Wycinałem pojedyncze wyrazy, jedne zdania zmieniałem, z innych rezygnowałem. Ze względu na te wszystkie "zabiegi" tu i tam mogą być błędy.

 

Fabuła - krótka historia o tym jak to jest być księżniczką.

Powstaje już dłuższa wersja - "taka jaka miała być". A póki co, za zgodą Dolara:

Ostatni Lot PDF
 
Ostatni Lot docx
 

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opowiadanie warte przeczytania, od siebie polecam i gratuluję wygranej.

Oby tak dalej :TWcU3:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fajne ziomki czytają w 2015 :spike:

Polecono mi tego fica i wiadomo się nie zawiodłem. Krótkie. Piękne. Wzruszające. Poruszające tematykę która tak mi często siedzi w głowie odnośnie świata kucy.

Nie wiem czemu komentuję 2 lata później hehs. Ale dobra robota Triste. :'( 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo piękne. Dawno nie czytałam fanfika i cieszę się ogromnie, że zdecydowałam się  przeczytać to. Wzruszające. Proste. Krótkie. 

Ciekawe czy w serialowym świecie kuców Twillight i Spike'owi pisany jest podobny koniec. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

:Illuminati: 2 posty w ciągu kilkunastu godzin po 2 latach? :Illuminati:

Gdyby taki koniec miał być to ja bym się czuł spełniony. Ale Twi nie jest nieśmietelna tak samo Cadance czyż nie? Wciąż świetny wątek do rozwinięcia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

:Illuminati: 2 posty w ciągu kilkunastu godzin po 2 latach? :Illuminati:

Gdyby taki koniec miał być to ja bym się czuł spełniony. Ale Twi nie jest nieśmietelna tak samo Cadance czyż nie? Wciąż świetny wątek do rozwinięcia.

Rzeczywiście ten fanfik został napisany 2 lata temu :rainderp: Już wiecie kto nie patrzy jaka jest data powstania wątków. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No nie, trafił mi się kolejny, smutny fik w tak krótkim czasie. Ja już nie chcę… 

 

SPOJLERY

 

Ostatni odcinek sezonu 9. wydaje się być jak najbardziej optymistyczny i radosny, a do tego pełen sentymentu, z piosenką na końcu, która łapie za serca. Mnie też trochę złapała. No dobra… rzeczywiście czułem taką pustkę, gdy MLP się oficjalnie skończyło. W sumie zawsze tak mam, jak się kończy jakaś fajna seria. Nigdy przez to nie płakałem! Jasne?! Jednak  ostatni odcinek pokazuje nam coś jeszcze… Całe mane 6 (6, bo wliczamy Starlight, a wywalamy Twilight) się zestarzało, niektóre klacze dorobiły się bachorów, swoich partnerów życiowych i chyba spoczęły na emeryturze, przekazując ratowanie Equestrii kolejnemu pokoleniu. Trochę to… przerażające. No bo Twilight rzeczywiście zostanie wkrótce sama, jeżeli nic się nie zmieni.

 

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ osamotnienie Twilight po śmierci przyjaciółek jest głównym motywem fanfika. Wszystko zaczyna się od krótkiego wpisu do pamiętnika. Dowiadujemy się, że minęło parę lat od koronacji, lecz Twi już teraz przeczuwa, z czym będzie musiała się zmierzyć. Mijają kolejne lata. Księżniczka Przyjaźni tłucze ramkę z zdjęciem Mane 6, kiedy wszystkie były jeszcze młode. Jednak spod tego zdjęcia wyłania się jeszcze jedno, bardziej aktualne, na który z kolei przyjaciółki Twi są już babciami. W ten sposób fanfik daje nam do zrozumienia, że władczyni Equestrii stara się zapomnieć o przytłaczającej rzeczywistości.

 

Następnie jesteśmy świadkami spotkania Spike’a oraz jego przyszywanej matki. Okazuje się, że wszystkie Mane 6, poza Fluttershy, już zdążyły umrzeć.To krótka scenka. Ale powiem szczerze, że zabrakło mi interakcji w tym fiku. Jeszcze będę później o tym wspominać, jednak dlaczego nie dostaliśmy żadnej sceny rozmowy Twilight z jej przyjaciółkami? Twilight wydaje się być tak wycofana, że w ogóle nie odwiedza ich na starość. Wiem, że chce odpędzić od siebie te mroczne myśli, jednak od księżniczki Przyjaźni można by wymagać poświęcenia, aby wesprzeć je w ostatniej godzinie ich życia. Poza tym fanfik mógłby dużo zyskać na takiej scence. A tak to dowiadujemy się od Spike’a, że Rarity właśnie umarła. Twilight przy tym nie było. Dlaczego? Natomiast gdyby następną sceną były odwiedziny Twilight u konającej Fluttershy, to mogłoby to być ciekawsze i bardziej wzruszające. 

 

Tak się nie dzieje. Mija tysiąc lat. Spike przylatuje i obwieszcza, że to już jego koniec. Po tylu latach zestarzał się i jest już ogromny smokiem, którego czeka tradycja Ostatniego Lotu. Chodzi w tym o to, że gdy smok czuje zbliżającą się śmierć, według smoczego kodeksu musi wzlecieć w niebo i szybować aż opadnie z sił. Twilight rozpacza i nie może się z tym pogodzić. Ostatecznie wsiada na grzbiet swojego dawnego pupila i startuje wysoko w chmury. Jednak Twilight ma w tym ukryty cel. W pewnym momencie rzuca się w otchłań, aby zginąć od upadku. Trochę to samolubne, przyznam, ponieważ Twilight nie chce być świadkiem czegoś, na co skazuje Spike’a. Nie chce być świadkiem wymierania osób bliskich. Poza tym przecież jest księżniczką, która włada Equestrią. Czy oprócz przyjaciółek, nie ma żadnych innych zobowiązań? Dla księżniczki Celestii każdy obywatel był ważny (mniej lub bardziej) ale jednak. Jasne, można zrozumieć uczucia Twi, jednak… Wciąż. Nie pasuje mi to.

 

Jak się to kończy? Twilight spada w objęcia śmierci. Spike pikuje, aby ją chwycić i ochronić przed twardym lądowaniem, lecz oboje giną. Na ich cześć powstaje pomnik z epitafium, który Celestia drąży w kamiennej tabliczce. Ano właśnie, co z tą Celestią? Mi też jej zabrakło w tymi fiku. Przydałoby się więcej monologów i dialogów. Akurat do tego typu smutnego opowiadania nieco wolniejsze tempo, pełne zadumy, sprawdziłoby się. Spokojnie można był napisać wersję rozszerzoną. To zlikwidowałoby te problemy. Przede wszystkim, jak już wspomniałem, historia nie pędziłaby tak szybko, moglibyśmy lepiej wczuć się w sytuację Twilight i dostalibyśmy co najmniej jeszcze dwie dodatkowe sceny; rozmowę z Fluttershy oraz z księżniczką Celestią. Ta druga byłby nawet ważniejsza. Twilight mogłaby się zwrócić do swojej mentorki o pomoc, pocieszenie. A tak to ona wydaje się być strasznie odizolowana od wszystkich, co jakoś mi nie pasuje. Twilight nie szukałaby rady u Celestii, która ma już doświadczenie w tych sprawach?

 

Nie mogę powiedzieć, że fanfik jest zły. Jest ciekawy i klimatyczny, choć wydaje się być niepełny. Te problemy można łatwo naprawić, więc tak źle nie jest. Stronach techniczna; działa i jest bez zarzutów. Poza dialogami od dywizów. Ale tak to nie mogę się do niczego przyczepić.

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje mi się, że kojarzę to opowiadanie. Chyba. A dlaczego? No bo kojarzę pierwsze edycje konkursu literackiego ;) Zanim zdecydowałem się startować, zaglądałem też do poszczególnych dzieł, obserwując przebieg rywalizacji. Strzelam, że „Ostatni Lot” pochodzi z IV Edycji, a może wcześniejszej – nie jestem pewien. W każdym razie, o ile podoba mi się pomysł, o tyle jest to moim zdaniem przykład opowiadania, które zostało mocno uszkodzone przez limit słów i po prostu nie otrzymało okazji w pełni rozwinąć skrzydeł. Ale czy to znaczy, że sobie nie radzi? Nie, nie powiedziałbym. Jest duży niedosyt po lekturze, po prostu człowiek przytuliłby rozszerzenie fanfika, zwłaszcza ekstra opisy, których BARDZO tutaj brakuje.

 

O ile na początku mamy jeszcze całkiem niezłe, nawet satysfakcjonujące opisy, a nagłówki urozmaicają formę i z łatwością robią dobre pierwsze wrażenie, o tyle im dalej, tym bardziej dialogi zaczynają dominować, a potem nawet i one wydają się skrócone, przez co tempo akcji nagle zaczyna lecieć na łeb, na szyję, a koniec następuje o wiele za szybko, klimat gdzieś ucieka, ale na szczęście końcówka ratuje nieco sytuację. Mimo to, trudno się wczuć, warstwa emocjonalna bardzo na tym cierpi, ale opowiadanie i tak próbuje wywrzeć na swoim czytelniku reakcję. I chwała mu za to :)

 

Wprowadzenie okazuje się całkiem dobre i klimatyczne. Od razu przypomniały mi się stare dobre czasy, acz muszę przyznać, że początkowe zdania wcale nie zestarzały się źle i do dzisiaj wszystko brzmi w porządku. Rozpoczynamy od wpisu w pamiętniku Twilight, skąd dowiadujemy się gdzie należy umieścić opowiadanie w chronologii, co się wydarzyło i do czego ono nawiązuje. Pamiętna koronacja, no i pierwszy możliwy finał serialu. OK, budzi nostalgię. Jednocześnie dowiadujemy się, że młoda księżniczka ma pewne wątpliwości, nurtuje ją przyszłość. Wszystko, czego trzeba, by zaciekawić czytelnika. Potem obserwujemy przemijanie w praktyce, a co Twilight pomału zaczyna docierać, że nie dane jej będzie odejść wraz z przyjaciółkami. O ile początkowo bywa tak, jak za „starych czasów” (co budzi nostalgię), o tyle odpowiednio szybko oglądamy Twilight ścierającą się ze smutną rzeczywistością.

 

No i to jest pierwszy moment, w którym ograniczenia konkursowe dają się we znaki. Scena, która powinna być emocjonalna, nie wywiera na czytelniku szczególnych wrażeń, informacje po prostu są nam podawane, stąd np.

 

Cytat

„-Pinkie Pie, Rainbow, Applejack... -wymieniała – Nienawidzę siebie, tego życia – powiedziała szlochając - Co z Fluttershy?”

 

Takie momenty i wyznania po prostu się przewijają, a wręcz wybrzmiewają dość typowo, a przecież wiem po innych opowiadaniach, chętnie podejmujących motyw alikorniej formy Twilight oraz jej długowieczności, że da się znane rzeczy napisać inaczej, nie tracąc po drodze nastroju, a wręcz go wzmacniając. Tak jak wspominałem, winowajcą jest limit słów, gdyż nie mam wątpliwości, że gdyby ilość znaków nie była ograniczona, Triste porwałby się na extra opisy, sceny, być może rozwijając długość opowiadania do 8-10 stron.

 

Nie mija wiele czasu, zanim otrzymujemy kolejny timeskip, tym razem aż o 1000 lat od koronacji, o czym informuje nas – dla kontrastu – ostatni wpis w pamiętniku Twilight. Od tego momentu akcja gwałtownie przyspiesza, a na obszerniejsze opisy zaczekamy sobie aż do zakończenia. Jednocześnie, jest to punkt kulminacyjny, w którym nie tylko dowiemy się co oznacza tytuł, ale także obejrzymy jeszcze jedno gorzkie pożegnanie. Pożegnanie trudniejsze do przełknięcia, gdy zdamy sobie sprawę po jakim czasie musiało nastąpić. Nie zabraknie małego zwrotu akcji. Autor pozwolił sobie na wiele rzeczy i w sumie jestem zadowolony, że końcówka przynajmniej próbowała stanąć na wysokości zadania i wypełnić swoją misję w pełni, co... prawie się udało. Prawie ;) Ale ogólnie wyszło naprawdę nieźle, koniec z powrotem tchnął w fanfik odpowiedni klimat. Szczególnie spodobała mi się inskrypcja:

 

Cytat

„Nie wszystkie smoki umierają w samotności.”

 

Było w tym coś optymistycznego, pocieszającego. Sam nie wiem, czasem prostota potrafi wywrzeć aż takie wrażenie, a może po prostu w jakiś przedziwny sposób pomogły wcześniejsze braki – czekałem i czekałem, no i doczekałem się czegoś, co na mnie podziałało :D Ale naprawdę, podoba mi się to jak „staroszkolnie” brzmi to opowiadanie. Zresztą... czy należało się spodziewać czegokolwiek innego? ;) Nie ma to jak sentymentalna podróż do lepszych czasów, cieszę się, że to opowiadanie wciąż jest dostępne i że mogłem je sobie znów przeczytać. 

 

Z całą pewnością jest to niewykorzystany potencjał, ale także smak minionych konkursów literackich, gdzie uczestnicy nierzadko porywali się na naprawdę trudny kompromis, byle móc wystawić swoje opowiadania,umożliwić świeżym pomysłom rywalizację. Niemniej, na tyle, na ile udało się koncept zrealizować, również w kontekście czasów, w których powstawało opowiadanie... jest ok. Można rzucić okiem, można przeczytać i przekonać się, jak to kiedyś było, a także złapać zajawkę. Bo tekst, koncepcyjnie, podejmuje znaną, ale aktualną tematykę i chociaż próbował w wyznaczonym limicie słów przekazać jak najwięcej, wprawdzie nie udało mu się w pełni rozwinąć potencjału emocjonalnego (wyobrażam sobie dość mocne, przejmujące opisy, czy interakcje, a także szerszy kontekst), należy dostrzec próby zróżnicowania formy (elementy napisane w stylu pamiętnika, przeskoki czasowe, nagłówki) oraz to, co udało się wykonać, pomimo ograniczonej formy. moim zdaniem Triste swego czasu wystawił nie tylko solidnego rywala, ale przy okazji stworzył fanfik, który nawet po latach daje sobie radę.

 

Wydaje mi się, że gdyby nie limity, gdyby nie niesprzyjające okoliczności, mogłoby z tego wyjść znacznie dłuższe opowiadanie i nasz własny, swoisty klasyk z 2013 roku. Nie żartuję. Niemniej, mamy niezłą próbę możliwości autora, stworzoną w ramach jednego z klasycznych konkursów literackich, podejmującą wyzwanie, ukazującą nam te stare, „zamierzchłe” czasy, co samo w sobie potrafi wzbudzić nostalgię. Czy warto zajrzeć? Pewnie, że warto. Wiele rzeczy brakuje, potencjał był przeogromny, ale to, co już jest, zapada w pamięć, no i zawsze jest to podróż do przeszłości, czyli koniec końców... tekst nadal może zainspirować ;)

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Hoffman napisał:

Wydaje mi się, że kojarzę to opowiadanie...

 

Dziękuję za szczerą i rozbudowaną opinię :) Muszę przyznać, że wiele razy chciałem rozbudować tekst, ale jakoś mi to nie wychodziło. Pomysły były... Ba, są nawet dziś, ale chęci brak. Serial mi się przejadł i najzwyczajniej w świecie znudził. Jakby się tak zastanowić, to chyba wypadł z mojego Top 10 :twilight3: Po obejrzeniu finału nie obejrzałem nawet pojedynczej sceny na YT, a co dopiero całego odcinka. Swoją drogą, to niesamowite, że od czasu publikacji minęło prawie osiem lat. Ależ ten czas leci. 

Edited by Triste Cordis

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...