Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Dolar84

That Awkward Moment When... [PL][Oneshot][Komedia]

Recommended Posts

W ramach krótkiego odpoczynku od tłumaczenia Winningverse (mózg musiał odsapnąć) i Progressio ex machina (blokada twórcza), postanowiłem dokonać tłumaczenia kilku one-shotów. Oto pierwszy z nich:

 

Krótki opis: AJ musi wypożyczyć książkę z biblioteki. Co złego może się stać?

 

"That Awkward Moment When..."

 

Życzę miłej lektury i zachęcam do komentowania, oraz przedstawiania konstruktywnej krytyki.

 

Link do wersji angielskiej: Oryginał

  • Upvote 3
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo podobny twist fabularny do tego z Atutu Spike'a autorstwa Gravisa xd Też tam polecam - lekki i przyjemny fic na kilka minut.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do fanfic'a: :lol: Uśmiałem się, był super

Co do tłumaczenia: Dolar, Twoją pracę dobrze oddaje fragment pewnej piosenki: "Nice work you did, you're gonna go far, kid". I takie jest też moje zdanie :D tylko "kid"na końcu nie pasuje.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

FF w sam raz na poprawę humoru. Reakcja Applejack i jej ostatnia wypowiedź - bezcenne. Niklas ma rację, zastosowanie tego samego chwytu, co w "Atucie" sprawdza się świetnie!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Świetny jednostrzałowiec.
Dzięki za tłumaczenie, coraz mniej tych fików z Applejack, a ten bardzo mi przypadł do gustu.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Dobre ^^ Nawet się przy tym uśmiałam xD Szczególnie ostatnie zdanie AJ mnie rozwaliło xD Plotki się szybko rozniosą w Ponyville xD

Share this post


Link to post
Share on other sites

I kolejne tłumaczenie od Dolara przeczytane. I jak zwykle była to przyjemność z lektury.

 

Ten niezręczny moment, to bardzo przyjemna, krótka komedia o tym, jak AJ idzie do biblioteki po książkę dla Pinkie. Zupełnie jakby ta nie mogła tego załatwić sama. A może po prostu ma bana na bibliotekę, za wkładanie pączka do książki o pączkach. Tak czy inaczej, AJ wchodzi do biblioteki i nie zastaje nikogo. Więc jak przystało na cywilizowanego i ogarniętego kucyka, zaczyna po niej myszkować, kierując się jednocześnie do sypialni Twilight. Bardzo rozsądne i uczciwe podejście. Znacznie lepsze niż uprzejme czekanie, czy zawołanie przyjaciółki. Tak czy inaczej, AJ wchodzi do sypialni i widzi Twilight i Rainbow w sytuacji niejednoznacznej. Cóż, sama sobie winna.

I tu następuje moja jedyna wątpliwość względem fika. Applejack w tym co widzi, widzi ,,zapasy" (specjalnie w cudzysłowie). I choć to budzi w niej mieszane uczucia to się do tego przyłącza. I kiedy do tego dochodzi, dzieją się zapasy (też specjalnie bez cudzysłowu), co powinno podważyć wątpliwości AJ (no chyba, że Twi i Dash to naprawdę świetne aktorki), ALBO dzieją się ,,zapasy" i wtedy dziwne, że Twilight nie protestuje, skoro to miały być tylko zwykłe zapasy. No chyba, że AJ ma rację i one wszystkie mają ciągoty w ta stronę.

Spoiler

Myślę, ze nie dowiemy się nigdy.

Myślę, że to można było rozpisać lepiej i nieco bardziej sugestywnie. Nie mogę jednak powiedzieć żeby ten drobny brak logiki był zły. Brak mu trochę do ideału, moim zdaniem, ale mimo tego jest w zasadzie uroczy i zabawny. 

Dalej mamy wyjście AJ, po którym Rainbow stwierdza, że ona i Twilight mogły zostać źle odebrane. No faktycznie. Bo co sobie można pomyśleć na widok dwóch klaczy, kotłujących się w łóżku

Tymczasem Applejack idzie do Pinkie i od słowa do słowa, przechodzi do cudownego i prześmiesznego zakończenia tego fika. Jedno zdanie, a tak wspaniałe zakończenie. Tu moje pełne gratulacje.

 

Poza oczywiście pomysłem, który sam w sobie bawi niezmiernie, są tez cudowne opisy przemyśleń Applejack. Setnie się uśmiałem, czytając o wspomnieniu Rarity flirtującej z własnym odbiciem, albo o tym, że odpowiadające na pytanie kamienie to dobry powód by wrócić do wyrka. A skoro i o nim mowa, to musze przyznać, że scena budzenia AJ jest bardzo fajnie opisana  i pomyślana. Można owszem pomarudzić na dość gadatliwego Big Maca, ale moim zdaniem nie ma to tu racji bytu. To po prostu jest tu konieczne by uczynić całą sytuację jeszcze zabawniejszą. 

 

Bohaterki oddane są bardzo spoko. Zapewne gdyby nie podtekst kryjący się w tym dziele, to możnaby do niego podejść, jak do shorta, albo sceny z serialu. 

 

I jeszcze słowo o stronie technicznej. Tutaj bez zarzutu. Jedyne co mi się nie podobało, to chwila kiedy Applejack zwraca się do Rainbow RD. Zwyczajnie nie podobają mi się takie skróty (poza AJ, która jest chyba kanoniczna i do tego dobrze brzmi). Aczkolwiek to pewnie pomysł autora, a nie tłumacza. O poprawności tłumaczenia jako całości nawet nie mam co mówić, bo Dolar to marka sama w sobie. 

 

Podsumowując to całkiem dobra komedia, w sam raz na jedno posiedzenie. I choć czytałem lepsze, to musze przyznać, ze ta i tak jest warta mocnego polecenia. 

 

 

 

  • Upvote 1
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli Dolar bierze się za tłumaczenie jakiegokolwiek fika, to można być pewnym dwóch rzeczy; po pierwsze będzie to fik co najmniej przyzwoity, a do drugie; samo tłumaczenie nie pozostawi na sobie skazy. I tym razem również tak się stało.

 

SPOJLERY

 

Mamy tutaj do czynienia z sugestywnym humerem, podpartym dwuznacznymi skojarzeniami oraz komedią pomyłek. Żarty o seksie… MOJE ULUBIONE! Historia rozpoczyna się od pobudki. Łóżko się trzęsie, Applejack na początku nie wie, co się dzieje, lecz okazuje się, że to jej brat postanawia przerwać słodki sen swojej siostry w ten właśnie sposób (bez skojarzeń, po prostu kopytami poruszał posłanie). Okazuje się, że Applejack ma za zadanie dostarczyć Pinkie Pie książkę o kumkwatach, ponieważ różowa nie jest w stanie sama sobie tego załatwić. AJ wstaje, idzie na śniadanie i wyrusza do biblioteki Twilight. Podczas podróży możemy posłuchać myśli głównej bohaterki, co było fajnym urozmaiceniem. Jednak AJ wreszcie widzi przed sobą słynne drzewo. Jej przemyślenia nadają całej historii elementu gore.

 

“No i proszę, wypełnijmy to drzewo pozostałościami innych drzew... “

 

To tak, jakby wypełnić rozprutego gościa flakami innych ofiar… Coś strasznego! AJ puka do drzwi. Nikt jej nie odpowiada, lecz drzwi stoją otwarte. Postanawia wkroczyć do środka, a tam ponownie cisza. Mistrz Sun ponownie mnie ubiegł, no ale zgadzam się z nim; powinna… no nie wiem? Jakoś zawołać Twilight, a nie szwędać się po czyimś domu? No cóż, ale wtedy nie byłoby całej fabuły i tych przyjemnych smaczków, które czekają na nas w pokoju lawendowej jednorożec. Otóż… AJ zastaje Twilight oraz Rainbow Dash w dość podejrzanej sytuacji. Wygląda to tak, jakby uprawiały… zapasy i bynajmniej nie na zimę, moi kochani! W każdym razie farmerka, aby jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, sprzedaje ściemę na samym początku; czyli po prostu pyta, dlaczego Twi nie powiedziała jej, że chce poćwiczyć zapasy. Na to pytanie, jednorożec odpowiada entuzjazmem i wkrótce cała trójka zaczyna ścierać się ze sobą w tej piękniej konkurencji. Po skończonym sparingu, AJ postanawia się wynieść czym prędzej z biblioteki, zapominając o biednej książce opisującej kumkwaty. Tuż pod koniec sceny mamy jeszcze krótki dialog pomiędzy Dash oraz Twi. Z niego wynika, że naprawdę się siłowały, ale AJ mogła to odebrać w nieco inny sposób. I raczej na pewno to robiły, bo dlaczego miałby rozmawiać między sobą w spiskowy sposób?

 

Tak czy siak pomarańczowa klacz nareszcie odwiedza Pinkie. Mówi jej, że nie zdobyła obiecanej książki, ponieważ Twilight nie była w stanie pomóc w poszukiwaniach danego tomu. Ostatni dialog ujawnia nam pewną, ciekawą rzeczy. Otóż:

 

“– Wiesz co, Pinkie? To mi o czymś przypomniało.

– Oooo, naprawdę!? A o czym? – entuzjazm powrócił błyskawicznie na twarz różowej klaczy.

– No więc… pamiętasz jak planowałaś urządzić Twilight przyjęcie niespodziankę, kiedy w końcu straci dziewictwo?”

 

No właśnie. Ta szalona imprezowiczka ma jednak coś za uszami. Nie, żebym jakoś to bardzo potępiał, ale… skoro Twilight nie ma na to ochoty, to raczej nie powinno jej się stawiać w tak niezręcznej sytuacji. Lepiej byłoby z nią… no nie wiem; po prostu porozmawiać, zamiast posyłać na pierwszy ogień ku dziesięciu ogierom i klaczom? No Pinkie jak zwykle wszystko zniszczyła… A raczej mogła. Ale abstrahując od tego, to jestem zadowolony z tego fika. Jest zabawny. Jest dobrze napisany, lekki oraz pozostawiający uśmiech na twarzy. Czyli wszystko się zgadza. Niczego więcej nie oczekiwałem od tego tekstu i to w tym wszystkim jest najważniejsze. Narracja również wtrąca dużo od siebie Jest ironiczna, momentami błyszczy nieco czarnym humorem i idealnie splata się z akcją. Fajny pomysł i porządne wykonanie. Jestem kontent. Oby więcej takich historii.

 

Tyle ode mnie,

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pora na coś luźniejszego. Generalnie, opowiadanie to wydało mi się dosyć... dziwne. Zaczyna się niepozornie, bo od sobotniej pobudki w iście serialowym stylu, no, może Bic Mac jest troszeczkę bardziej wylewny, niż zazwyczaj, ale to ok, zresztą, ja zawsze w niego wierzyłem i już w tamtych czasach pisałem dla niego pełnoprawne kwestie (serio) :D Fabuła okazuje się prosta – Applejack wzięła questa, który polega na tym, by udać się do bilbioteki, wypożyczyć pewną książkę i dostarczyć ją Pinkie Pie, która jest zbyt zajęta, by samodzielnie załatwić sprawę. Docierając na miejsce, farmerka zastaje dwuznaczną sytuację, która w porę zostaje jakoś wyjaśniona (w taki sposób, że sama strzela, o co chodzi i strzał okazuje się celny), lecz nie daje jej to spokoju, co prowadzi do nieporozumienia, a co z kolei prowadzi do konkluzji opowiadania, która – zgodzę się z przedmówcami – stanowi jego siłę.

 

Jednakże, mając to na uwadze, nie wszystko mi tu grało. Fanfik początkowo trudno rozgryźć, trudno odgadnąć ciąg dalszy, ale to jak najbardziej ok. Jest to krótka, ale wciągająca historyjka. No i dostatecznie barwna, by było nam miło podczas lektury. Rozczarowała mnie deczko ta dwuznaczna sytuacja, od której zapewne wziął się tytuł i na którym miało się oprzeć całe nieporozumienie. Nie wiem czemu, ale wydało mi się to strasznie na siłę (no pun intended), jakoś nie wypadło to naturalnie, natomiast tłumaczenie, jakoby to sama Celestia nakazała Twilight więcej ćwiczyć (Po co? Za gruba jest, czy co? :twihmpf:), a Rainbow akurat zdecydowała się na wrestling, wydało mi się naciągane. Na plus to, że w ogóle się tego nie spodziewałem, ale minus za rzeczy, o które wymieniłem. Chyba nie przepadam za wrestlingiem, wybaczcie. Takie tam, moje fanaberie :D Plusy i minusy znoszą się, ale że jest to fundament historii, powoduje to, że całość ostatecznie powoduje u mnie wrażenia mieszane. Nie zrozumcie mnie źle, opowiadanie wyszło fajnie, czytało się to nieźle, tłumaczenie dało radę (jak zwykle), ale po zakończeniu zabrakło czegoś szczególnego, a co mogłem wyróżnić przy okazji poprzednich tłumaczeń.

 

Ano właśnie, zakończenie. Przyznam, że uśmiechnąłem się pod nosem, no i trzeba przyznać, że końcówka robi dobrą robotę, gdyż czytelnik zastanawia się, co mogłoby być dalej, jak zareagowałaby Pinkie, w ogóle, wyobraża sobie jak prędko nowiny od Applejack rozprzestrzeniają się po Ponyville, co zapewne powoduje lawinę kolejnych plotek, dziwnych sytuacji oraz śmieszności. Przyznam, że taki hipotetyczny ciąg dalszy, o ile utrzymany w pośrednio-serialowych klimatach, wydaje mi się lepszym materiałem na komedię, niż „baza” w postaci niniejszego tłumaczenia. Co nie znaczy, że jest drętwe, bo nie jest – luźne, lekkie, miłe dla oka, tempo akcji sprawne, a sposób jej prowadzenia konsekwentny, nie ma tu żadnych zbędnych rzeczy, czegokolwiek, co można by ocenić jako „na doczepkę”. Po prostu mnie osobiście nieszczególnie rozbawiło, wyłączając z tego zakończenie, które spełniło swoje zadanie i znacząco podniosło wrażenia z lektury. Podobało mi się to, jak treść przeplatała się z myślami protagonistki. Zabieg, który choć prosty, urozmaicił tekst, co trzeba pochwalić. Zresztą, ile to już razy przekonywałem się, że niekiedy o efekcie potrafią zaważyć detale, drobne, proste rzeczy? :D

 

Tłumaczenie po raz kolejny spełniło oczekiwania, po polsku brzmiało to dobrze, solidnie, nie zabrakło klimatu, może w kilku miejscach poprawiłbym interpunkcję, ale nie jest to nic poważnego i generalnie, podczas zwyczajnej lektury nie rzuca się to w oczy. Widziałem chyba jedną dywizę zamiast półpauzy. W sumie, jak na tak krótkie opowiadanie, przewinęło się sporo postaci, co cieszy, bo każda kreacja wypadła wiernie, barwnie i po prostu dobrze się czyta poszczególne kwestie czy opisy. Mogę zrozumieć zastrzeżenia do gadatliwości Big Maca, ale ja osobiście nie widzę problemu, toteż tę kreację również zaliczam do mocnych punktów opowiadania. Słyszałem uszami wyobraźni znajome głosy, tak dobrze oddano te charaktery ;)

 

No i cóż, to chyba tyle – klasyczna, niedługa historia, dość urozmaicona, lekka, z humorkiem (który niekoniecznie musi dotrzeć do każdego, ale cóż...) oraz zabawnym, otwartym zakończeniem, które działa na wyobraźnię czytelnika, a to dosyć ważne, nie tylko w ramach [Comedy], ale fanfikcji, ogólnie. Polecam zajrzeć, acz nie uważam, by był to absolutny must-read ze stajni oneshotów, tłumaczonych przez Dolara84. Wiem, wiem, dopiero zacząłem maraton, nie czytałem jeszcze wszystkiego, ale póki co, takie właśnie mam odczucia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...