Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Zegarmistrz

Arena VI - Janet777 vs NimfadoraEnigma [zakończony]

Arena VI  

9 members have voted

  1. 1. Która z uczestniczek okazała się być lepsza?

    • Nimfadora Enigma
      9
    • Janet777
      0


Recommended Posts

Alexsuz spojrzał na tablicę i zamyślił się. Nie co dzień miał okazję zapowiadać widowiska na taką skale, a już na pewno nie kiedy miał TAKICH uczestników.

trixie_vs_twilight_wallpaper_by_deilan12

- Drodzy państwo, pora na kolejny duet w naszym turnieju. Tym razem z pewnością ucieszymy męską część widowni! Oto bowiem staną na przeciw sobie dwie przedstawicielki płci pięknej! Z jednej strony będzie to Janet777 - klacz o które tak naprawdę niewiele wiadomo. Zaś na przeciw niej stanie iście zagadkowa postać. Wręcz Enigmatyczna! Szanowna publiczności, pragnę przedstawić wam zawodniczkę przez duże N! Oto NimfadoraEnigma!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wchodzi pewnym krokiem na arene po czym zrzuca z głowy kaptur odsłaniając swoje długie lśniące niebieskie włosy oraz kamienną twarz czym bardziej zaciekawiła widownie. Zaczeła pojedynek strzelając do Nimfadory ognistymi kulami ale chybiła po czym zamieniła ją w niebieską pomarańcz.

Edited by JanetJ777

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wchodzę na arenę spokojnie. Nie śpiesząc się. Zachowując spokój. nie zamierzam dawać uciechy gawiedzi nie po to tutaj jestem. Cały czas zastanawiałam się jaka ona będzie. Moja przeciwniczka. Okazała się po prostu klaczką. Na początek zaczęła ciskać we mnie kulami ognia. Banalne. Myślę, nawet mnie nie drasnęła. Kolejnym czarem rzuconym na mnie też się zbytnio nie przejmuję. Czuję jak gwałtownie moja masa ciała się zmniejsza, a tkanki zaczynają zmieniać. Znam tan czar. Nic prostszego. Teraz to ja się skupiam, nawet nie próbuje się odczarować. Dzięki za pomysł Janet. Sama bym na to nie wpadła. Gdyby pomarańcze miały usta to uśmiechnęła bym się teraz, paskudnie i lekceważąco. Zamiast jednak uśmiechu, moja przeciwniczka widzi tylko jak pomarańcza się powiększa. Jak staje się wielka i duża, i jak najpierw powoli, potem coraz szybciej sunie w jej stronę. Sunę coraz szybciej, centralnie w nią. Niestety tylko przytrzasnęłam jej nogę, ale to i tak wystarczy. Po minięciu jej wracam do mojej prawdziwej postaci i odrzucam opadające mi na twarz włosy. Uśmiecham się paskudnie, czekając. No, co teraz wymyślisz? Przecież to twój ruch?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy ona na prawdę nie potrafi wymyslec nic innego? To się zaczyna robić nudne. Już widziałam to zaklęcie. Widziałam równiez jak je pokonać. Prostym zaklęciem odpowiem na jeszcze prostsze. nie pokarze jej jeszcze na ile mnie stać. Jeszcze nie teraz.  Nie robiąc sobie nic z otaczających mnie klaczy przewracam oczami, po czym teleportuje sie poza linię okręgu. Gdy juz tam jestem powtarzam w głowie wyuczoną formułkę. Przykładam dłonie do ziemi i koncentruje się. Dokładnie tak jak mnie wyuczono. Wiem żę najmniejszy błąd będzie mnie drogo kosztować, ale ja nie popełniam błędów. Nie poełniłam ich nigdy. I nie zamierzam. Wyobrażam sobię okrąg biegnący wzdłóż lini klaczek. Wyobrażam sobie płomienie sięgające kilku metrów. Widzę w umysle wszystkie ich szczegóły. Niemal czuje bijący od nich żar. W jednej chwili wyszystkie klacze zostaja otoczone płomieniem o wyskości trzech metrów który z każdą chwilą sie zwęża. Widzę jak cofają cie niepewnie. Jest zamnięte w klatce, i doskonale o tym wie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Zwracam uwagę uczestniczce Janet.

 

Wymagam, abyś BARDZIEJ zadbała o jakość swoich wypowiedzi, gdyż nie spełniają one standardów.

 

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy podbiegamy do mojej przeciwniczki ta nagle mnie i moje klony otacza ścianą ognia która podnosiła i tak już upalną temperature powietrza,nawet w pewnym momencie zrzuciłam całkowicie swój brązowy płaszcz odsłaniając swoją jasną karnacje oraz cutie mark:różdżke.

Słaba obrona...

Gasze ogień lodowym podmuchem powietrza po czym usuwam swoje kopie oraz z lekkim złośliwym uśmieszkiem wymawiam cicho Sectum Sempra. Nimfadora nagle robi się blada,opada na kolana i kaszle jasno zieloną świecącą w upalnym słońcu niczym naklejki odblaskowe krwią która leje się jej nawet z nosa i uszu. Część kilku letnich widzów zasłoniło sobie oczy gdyż widok był obżydliwy. Co teraz wymyślisz i kiedy w końcu zaczniesz atakować?

Edited by JanetJ777

Share this post


Link to post
Share on other sites

O cholera! Myślę zapluwając się ciemno zielona krwią. Niech ja ją.... Urywam myśl w połowie, ponieważ do głowy wpada mi inna. Znacznie bardziej niebezpieczna niż jaka kol wiek inna. Znacznie bardziej ryzykowna. Za bardzo ryzykowna. Nie, nie jestem wszechmocna. To zaklęcie było użyte bardzo dawno temu, i z fatalnymi skutkami. Ale jeśli udało by mi się zmieść ją tym z powierzchni wszechświata... Z kilku sekundowych rozmyślań wyrywa mnie gwałtowny wstrząs i kolejna porcja krwi na moich kolanach. Tego jeszcze nie widziałam. Gratulacje dla Janet, ale co ja mam teraz zrobić? Rzucam na siebie proste zaklęcie uleczające. Na szczęście podziałało. Przestaje pluć zielonkawą krwią i podnoszę

oczy na moją przeciwniczkę. Oczy, w których błyskają iskierki gniewu. ​No kochana, jeśli chciałaś mnie wkurzyć to ci się udało. Ale ja też mogę zagrać na twoich zasadach. Nadal nie wstając, mamroczę pod nosem zaklęcie. Gdy je kończę, błyskawicznie od mojej przeciwniczki zaczyna bić ciemno-granatowe światło, które po chwili zanika nie dając żadnych efektów. Na razie... Po chwili moje ręce zaczynają świecić, a ja wypowiadam zaklęcie. Po chwili przed Janet wykwita jej identyczny klon. Wygląda tak samo jak ona. Wręcz identycznie. Na dodatek, stoi w takiej samej pozycji, ma taki sam wyraz oczu, i taki sam uśmieszek na ustach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój klon robił dosłownie wszystko co ja,nawet nucił piosenkę którą ja zaczełam nucić... Zupełnie jakbym oglądała swoje odbicie w lustrze. Nagle przypomniałam sobie że magiczne klony nie czytają w myślach a jedynie małpują ruchy przeciwnika. Wypowiedziałam zaklęcie w myślach po którym klon zamienił się w obłok białego dymu a następnie rozwiał go lekki wschodni wiaterek. Ciekawe co powiesz na to muhahaha... Rzuciłam czar na Nimfadore po którym stała się starą trzęsącą się babinką podpartą laską oraz z ogromnym Alzheimerem,nie byłam nawet pewna czy ona wie gdzie jest gdyż miała zdziwioną mine. Co teraz wymyślisz?

Edited by JanetJ777

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo uwielbiam czary o opóźnionym działaniu. Nie zwróciła nawet na to uwagi. Tak czy inaczej, muszę przyznać że jest ciekawie. W pewnym momencie ciemno-granatowe światło, to samo które rzuciłam na Janet zaczyna od niej promieniować ze zdwojoną siłą. Po kilku sekundach jednak promieniowanie ustaje, a Janet stoi spokojnie. I nic poza tym. Po cichu odliczam w myślach 3, 2, 1... Gdy kończę odliczanie, Janet pada na ziemię i zaczyna trząść się konwulsyjnie. Daje mi to czas na odczarowanie się. Gdy jak gdyby od niechcenia macham ręką, konwulsje mojej przeciwniczki ustają, a ona sama podnosi się a w jej oczach widać bielmo przesłaniające tęczówki. Czyli wszystko zgodnie z planem. Myślę. Nie dość że teraz nie ma własnej woli, to jeszcze oślepła. Mam nadzieje że spróbuje rzucić na to czar uzdrawiający. Jaka będzie zabawa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy Nimfadora rzuciła czar na mnie poczułam nagle ostry ból oraz zaczełam trząść się a zaraz potem widziałam już tylko ciemność. Byłam wściekła ale nie okazywałam uczuć a kiedy w końcu konwulsje ustały uruchomiłam moje trzecie oko. Czas kończyć te zabawe... Myśląc to uśpiłam moją przeciwniczkę czarem,oczyściłam się z zaklęć,uzdrowiłam się i zabrałam magiczną moc Nimfadorze oraz osłabiłam ją tak żeby nie mogła bić się ze mną a następnie wybudziłam ją. Co teraz zrobisz?

Edited by JanetJ777

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciemność. I nic innego. Tylko ciemność. Widzę pokój. Wiem że nic nie oświetla ścian i podłogi, pomimo tego jednak widzę dokładnie każdy szczegół. Nie ma w nim okien ani mebli. Są tylko drzwi. Drzwi bez klamki. Nagle sobie przypominam. Jestem teraz na arenie. I walczę. Nie, nie mogę walczyć. Przecież jestem tutaj. To iluzja, albo... Sen. Tak, to bez wątpienia sen. Nagle, coś czuję. Ukłucie w okolicy klatki piersiowej. Nie, raczej nie ukłucie. Muśnięcie. Lekkie, i niemal nie wyczuwalne. Potem kolejne, tym razem mocniejsze.

- Co się cholera...  - Nie dokańczam. Przerywa mi kolejne ukłucie.

Odbiera mi moc! - Uświadamiam sobie. - Ta ekhm... odbiera mi moc! Cholera jasna! Mogłam się tego...

- Au! - Krzyczę i zginam się wpół. Kolejne, coraz liczniejsze ukłucia atakują moje ciało ze zdwojoną siłą. Chwytają i zmuszają do zaciskania ust żebym nie wydała z siebie dźwięku bólu. Zaczynam ciężko dyszeć. Zaciskam powieki, i upadam na ziemię a niewidzialne iskierki nie przestają zatapiać się we mnie i jak komary wysysać moją moc. Zaczynam panikować. Krzyczę i wrzeszczę. Macham rękoma i nogami chcąc odpędzić niewidzialnych przeciwników. W końcu opadam z sił. Moim ciałem zaczynając wstrząsać konwulsje. Po chwili pokój znika. Budzi mnie. Chce się rozkoszować swoim zwycięstwem. To błąd Janet. Powinnaś mnie tu zostawić. Ale ty chcesz się jeszcze bawić. Dobrze, pobawimy się. 

 

Gdy otwieram oczy, zostają natychmiast porażone zbyt wielką ilością światła. Nie zamykam ich jednak, Zamiast tego usiłuje się podnieść. Niepewnie staje na nogi. Jednak nie na długo. Po kilku sekundach stania, upadam jak długa. Słyszę salwę śmiechu przetaczającą się przez publiczność. Nie zwracam jednak na nią większej uwagi. Spokojnie Nimfadoro. Teraz masz się opanować.- Wydaje sobie bezsensowne polecenie. Muszę wygrać. Nie odpadnę na pierwszym etapie. Myśl Nim, myśl! Gorączkowo usiłuje sobie przypomnieć wszystkie zakurzone księgi i zwoje z twierdzy. Wszystkie zaklęci których kiedykolwiek się uczyłam buzują teraz w mojej głowie, a ja przeglądam je gorączkowo w poszukiwaniu odpowiedniego. Po chwili znajduje takie. Pamiętam jak je znalazłam. W starej, zakurzonej księdze na której wielkie czarne litery głosiły Psychologius. Tak, bez wątpienia było to odpowiednie zaklęcie. Tylko czy ja to wytrzymam? Waham się. Widząc jednak pogardliwy wyraz twarzy Janet, porzucam obawy. Nie puszczę komukolwiek żeby tak się ze mnie naśmiewał. A już na pewno nie jej.

 

Kładę dłoń na posadzce. Ostrożnie i powoli. Mam nadzieje że ma naprawdę paskudne wspomnienia. Po chwili z moich palców wystrzeliwują, małe ledwie dostrzegalne iskierki. Teraz już nie ma odwrotu.- Myślę patrząc na małe iskry. Zaczynam oddychać szybciej. Czuję jak wraz z iskierkami, wylatuje ze mnie energia. Chyba się przeliczyłam. Co jeśli nie starczy mi mocy. Wtedy będę musiała asymilować. Cholera jasna. Oby to ją wykończyło. Myślę po czym koncentruje się jeszcze mocniej. Czuję jak moje serce gwałtownie przyśpiesza, a po czole spływają mi kropelki potu. W końcu osiągam cel. Z moich palców, wypełzają ledwie widoczne, ciemno fioletowy smugi, i pełzną w kierunku Janet. Trzy z nich jednak, w pewnej chwili zmieniają kierunek i pełzną w moim. Dobrze, teraz spokojnie. Nie panikuj. Przykazuję sobie obserwując trzy smugi, przypominające mgłę które coraz bardziej zmniejszają odległość między nami. Pamiętasz co ci mówił Astral? Nie daj im się. Powtarzam sobie. nie panuję jednak nad sobą. Ręce zaczynają mi się trząść, wiem jednak że nie mogę oderwać ich od ziemi dopóki pozostałe smugi nie dopełzną do Janet. Kolejne krople potu spływają mi po czole. Nie jest to jednak pot zmęczenia. Jest to lodowaty pot strachu. Nie, nie wolno mi się bać. Nie wolno! I się nie boję! Przekonuje sama siebie nieskutecznie. Na chwilę odrywam wzrok od trzech macek i kieruję go na pozostałe, które już oblegają Janet. Jeszcze tylko chwilę. Jeszcze moment. - Powtarzam sobie widząc jak macki zaklęcia otaczają Janet, tworząc na około niej owalny kształt. Jednak trzy które pełzły w moją stronę gwałtownie przyśpieszają a ja nie mogę oderwać ręki od podłoża, bo połączenie się przerwie. Gdy koło złożone z macek znajdujących się na około Janet zaczyna świecić, gwałtownie odrywam rękę od posadzki i usiłuję biec ale już po kilku krokach przewalam się na twarz. Wiem że jest już za późno. Macki otaczają mnie i formują koło które zaczyna świecić. Nie chcę. Nie, nie, nie. Powtarzam w myślach życzenie. Odwracam głowę w kierunku Janet. Widzę przerażenie w jej oczach. Przerażenie i ból. A więc zaczęło się. Najgorsze wspomnienia. Gdybym tylko się ich nie bała. Gdybym miała nad nimi kontrolę to ona by cierpiała. W ogóle nie powinnam była używać tego zaklęcia. Wiem że zaraz ja będę wyglądała tak samo. Jeśli nie gorzej. - Myślę, po czym czuję tylko jak pustka bierze mnie w swe objęcia.

 

- To twoja wina! To przez ciebie ona nie jest taka jak inni!

- A jaka w tym moja wina!?!

- Mamusiu, co się...

- To twoja matka parała się czarami! Moja rodzina jest normalna! Trzeba było ją utopić kiedy jeszcze był na to czas!

- Utopił byś własne dziecko?!?!

- To nie moje dziecko!

- Jest tak samo moją córką jak i twoją! Wychodzisz!!! Pewnie chcesz się napić! A potem to ja będę musiał wlec cię do domu! I gówno cię obchodzi co ja mam na ten temat do powiedzenia!

- A żebyś wiedziała że tak!

Trzask drzwi. I cichy szloch.

- Mamusiu. Dlaczego płaczesz? Przecież byłam grzeczna. Mamusiu, dlaczego mnie odpychasz? Gdzie idziemy?

Przeraźliwy ziąb. I cichy skrzyp zamykanych drzwi.

- Mamo! Mamo wpuść mnie! Proszę! Będę już grzeczna. Mamo...

 

Mała dziewczynka stoi na środku pokoju. Ma na sobie piękną suknie, fioletowe włosy ma schowane pod siatką a na szyi połyskują jej korale. Płacze. Wielkie łzy spływają jej po policzkach znacząc przebytą drogę mokrymi, połyskującymi smugami. Obok niej stoi grupka dziewczynek. Dziewczynki się śmieją, wytykają palcami i rzucają śmieciami w małą osóbkę. Dziewczynka płacze.

 

 

Powołując się na punkt regulaminu: "W trakcie pojedynku nikogo nie obrażamy, nie stosujemy wulgaryzmów, dbamy o język." informuję, iż określenie "suka" kwalifikuje się do obraźliwych. Staramy się unikać takich słów. - Hoffman

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy ciemno fioletowe macki mkneły ku mnie potwarzałam sobie w myślach że to będzie tylko iluzją która zaraz minie i żeby nie bać się a po chwili już tylko widziałam mój koszmar sprzed lat.

 

Hahaha! Spóźniłaś się! - Powiedziała ciemna postać.

Nie... To nie może być prawda! Kłamiesz! - Odpowiedziałam płacząc.

Nie! Twój kochany mały braciszek nie żyje bo za mało interesował Ciebie! Muhaha! A teraz spójrz mu w oczy! - Powiedziała ciemna postać rzucając niedbalsko zakrwawione zwiotczałe ciało małego chłopca w moje ramiona i odchodząc w ciemną dal śmiejąc się.

Zapłacisz mi za to! - Krzyknełam płacząc mu na odchodne.

Lalala itak już nic nie słysze! - Odpowiedział.

 

Patrzyłam na martwą twarz Maćka bez oczu a zamiast nich z piłeczkami pinpongowymi z kropkami płacząc,gdybym wtedy miała jakomkolwiek broń... Ale na szczęście obraz urwał się i znów byłam na arenie,zdyszana czekałam aż w końcu Nimfadora bezwładnie cieżko oddychając opadnie z świecącego fioletowego jaja na ziemie by po chwili zamienić ją w zielono niebieską małą kostkę lodu która natychmiast rozpuściła się a następnie z kałuży po niej wyrosła dziwna kolorowa stokrotka którą doszczętnie(wraz z korzeniami) spaliłam kulą ognia. Po Nimfadorze została tylko osmalona ziemia oraz popiół który rozwiał na wszystkie strony świata lekki wiaterek a ja zakończyłam ten turniej tą samą bronią co go zaczełam. Podniosłam z ziemi mój stary brązowy płaszcz,skłoniłam się szalejącej widowni i poszłam zza kulisy czekać na oficjalne wyniki pojedynku, który jak się chwilę potem okazało wcale się nie skończył. Tamta kostka lodu, tamta stokrotka, to jak się okazało nie była prawdziwa NimfadoraEnigma. To był kolejny efekt uboczny zaklęć i wymieszanej energii magicznej której ogromne ilości zostały uwolnione przez obie uczestniczki turnieju. Janet odkryła, że wcale nie była za kulisami. Nadal stała na arenie, naprzeciwko Nimfadory. Trybuny szaleją... Gdyż wiedzą, że to jeszcze nie koniec.

 

 

Może to dość banalne, ale nie wymyśliłem nic lepszego. Jednocześnie chciałbym zacytować regulamin turniejów: "Zaklęcia zabijające rywala, bądź też uniemożliwiające mu działanie NIE SĄ dozwolone.", a więc nie możesz rozpuścić/ spalić/ zniszczyć swojej rywalki. Pojedynek wciąż trwa. Przestrzegaj wspomnianej zasady, a wszystko będzie ok. - Hoffman

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas minął. Trzeba wyłonić zwyciężczynię tego pojedynku a uda się to tylko dzięki Waszym głosom. Ankieta została już założona.

 

Nimfadora Enigma czy Janet777? Która z nich okazała się lepsza? Czekamy na Wasze głosy!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widziałem i czytałem różne rzeczy. Ale tutaj to iście "specyficzne" przyszło mi ocenić. Nie będę się rozpisywał, choć mógłbym, lecz mimo wszystko głos oddaję na Enigmę - wszak potrafiła mnie swymi wyczynami zaciekawić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Droga publiczności, słyszeliście ten gong? Nie? Cóż, ja też nie. Naprawimy te usterkę jak najszybciej a w międzyczasie spójrzmy na wyniki głosowania.

 

NimfadoraEnigma - 9

Janet777 - 0

 

NimfadoraEnigma z miażdżącą przewagą w głosach wygrywa pojedynek i przechodzi do drugiej rundy turnieju! Gratulacje! To starcie było bardzo wyczerpujące, a na zmagania w drugiej rundzie potrzeba będzie mnóstwo energii... Powodzenia!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...