Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Dolar84

Her Brother Doesn't Talk Much [PL][Oneshot][Slice of Life]

Recommended Posts

Kolejny krótkie opowiadania autorstwa Alpha Scorpii wpadło mi w oko, więc postanowiłem je szybko przetłumaczyć. Tym razem mamy do czynienia z przemyśleniami/wypracowaniem pewnej młodej klaczki. Lekki i przyjemny Slice of Life (szkoda, że tego typu opowiadania nie cieszą się zbytnim wzięciem w polskim fandomie, bo są naprawdę dobre).

 

Dosyć wstępu, serdecznie zapraszam do lektury:

 

"Her Brother Doesn't Talk Much"

 

Wersję oryginalną możecie znaleść tutaj: Oryginał

 

Życzę Wam miłej lektury i zachęcam do komentowania.

 

 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ty to jednak potrafisz znaleźć perełkę :giggle: . A jeśli chodzi o slice of life to ja na przykład jestem od tego tagu prawie uzależniony. Dają one zazwyczaj najbardziej do myślenia, a tego szukam zazwyczaj w opowiadaniach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fanfik przyjemny w odbiorze i czytaniu a fabuła naprawde prosta opowiadające o kontaktach rodzinnych czyli po prostu Slince of Life.

A się zgodzę z ztwierdzeniem żę tego typu ficów w polskim fandomie jest mało.

Edited by GreySherman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bo wbrew pozorom, nie jest łatwo napisać takiego fica. Przynajmniej dla mnie pisanie o takim zwykłym życiu jest trudne i nieciekawe ;p Bo za mało się dzieje po prostu.

 

Ale to nie znaczy, że nie mogę docenić takiego fica. Fajny żeś dorwał. Krótki, ale treściwy. I mimo że nie padają żadne imiona, od razu wiadomo o kogo tutaj chodzi. Nice work.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie no... to nie fair. Otwieram Worda, chcę napisać opowiadanie na temat BigMaca a tu takie cudo. Aż chęci przeszły. A tekst genialny. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

I kolejny, krótki fanfik, przełożony przez Dolara. Tym razem nie jest to mniej lub bardziej złośliwa komedia, a SoL. Bardzo ciekawy i wyjątkowy SoL. 

Ale po kolei. 

 

Dobra, to było ciekawe. Może nie ciekawe fabularnie (choć nie mogę powiedzieć by było nieciekawe), lecz ciekawe z punktu widzenia konwencji dzieła. Po pierwsze, wszystko widzimy z oczu Apple Bloom. A w zasadzie, nie tyle z oczu, co bardziej ze wspomnień, albo przemyśleń. Ale nie przemyśleń przedstawianych czytelnikowi przez nią, lecz przez narratora. 

Dobra, chyba trochę namieszałem. Ten fik to narracyjne przedstawienie myśli Apple Bloom o bracie. Odniosłem jednak ważenie, ze to nie jest narrator, który stoi tuż obok niej, lecz taki, który kojarzy mi się z kimś kto stoi kawałek dalej i patrzy na to, jak na scenkę rodzajową. Albo o, jak narrator filmu przyrodniczego. 

Spoiler

Aczkolwiek nie radzę prób przywołania w głowie głosu Czubówny, do czytania tego fika. To trochę ryje beret.

Tak czy inaczej, ta narracja jest nieco inna niż klasyczna i to widać. Ale to w sumie dobrze, bo świetnie buduje klimat w tym dziele

Dodatkowo, w tym fiku nie ma w zasadzie żadnego dialogu. Nie ma nawet żadnej, dłuższej wypowiedzi postaci. W zasadzie, tylko pojedyncze słowa, rzucane przez Big Maca

Spoiler

Za wyjątkiem ostatniego zdania, które jest dłuższe, i które defacto jest zalążkiem bardzo długiej wypowiedzi (czyli czytania bajki). I choć tego nie widzimy, wiemy, że to nastąpiło.

To wszystko składa się na ciekawy i niecodzienny środek wyrazu. Taki, który mógłby się nie sprawdzić w dłuższym dziele (choć tu wiele zależy od tematu, pomysłu, sposobu pisania i masy innych czynników), ale świetnie się sprawdza w tym konkretnym przypadku. Czytało się go wprost jednym tchem, jednocześnie budując bardzo przyjemny i serialowy wygląd Big Maca. Przynajmniej tego z pierwszych sezonów, gdzie jak wypowiedział całe zdanie, to było święto lasu. 

 

Jeśli miałbym umiejscowić jakoś akcję tego fika, to rozgrywa się ona na przestrzeni jednego dnia (w zasadzie można by powiedzieć nawet, że na przestrzeni kilkunastu minut). Druga sekcja fika rozgrywa się teraz i jest opisywana na bieżąco. Z kolei pierwsza, choć w większości, w czasie przeszłym, to w zasadzie same wspomnienia i rozmyślania. Takie, które można snuć na przykład w fotelu przy kominku, patrząc na brata. 

 

Oczywiście pora też na słówko o głównym bohaterze. A w zasadzie, o dwójce głównych bohaterów. Bo o ile fanfik opowiada o Big Macu, to całość widzimy przez pryzmat Apple Bloom, którą poznajemy przy okazji (i to na różnych etapach jej dorastania). I to właśnie od niej zacznę. Apple Bloom wypada bardzo serialowo., choć nie aż tak bardzo, jak w pierwszych sezonach. Mam wrażenie, że autor dał jej silniejsze przywiązanie do rodziny. Niewiele silniejsze, ale zawsze. Nie uważa brata za dziwaka, w negatywnym znaczeniu, oraz jest gotowa go bronić kopytami, gdy jej koledzy z klasy się z niego naśmiewają. Poza tym, widzimy oczywiście jej wielką miłość do brata. Mimo, że nie padają w tym temacie żadne słowa. 

Z kolei Big Mac jawi się jako troskliwy i kochający brat, który szczególnie sobie upodobał Apple Bloom. 

Spoiler

Choć z drugiej strony, nie wiemy jaki miał stosunek do małej Applejack

Opiekuje się nią, pomaga, bawi się, a gdy przychodzi co do czego, staje w roli ojca i jest gotów ją zbesztać za bójkę (i jest też gotów wybaczyć). Co więcej, w ostatniej scenie widzimy, że on może nie jest taki małomówny. Czyta Apple Bloom bajkę, co pewnie skończyłoby się wypowiedzią dłuższą niż wszystkie jego wypowiedzi z całego tygodnia. To nie tylko serialowa kreacja, al. tez bardzo przyjemny dla czytelnika bohater. Chętnie zobaczyłbym go więcej w takiej formie, albo cały fik z jego perspektywy.

 

Co do strony technicznej, to tu niewiele jest do powiedzenia. Tekst ładny, schludny i pozbawiony jakichkolwiek błędów. O poziom samego tłumaczenia nie ma się co bać nawet przez sekundę, w końcu to tłumaczenie Dolara,. A to już mówi samo za siebie. 

 

Podsumowując... to było łał. To naprawdę świetnie napisany i świetnie przetłumaczony tekst, który wykorzystuje absolutnie każde słowo do budowy klimatu czy postaci w tej scence. Zdecydowanie nalezą się gratulacje dla autora, za takie cudo. Gorąco polecam, bo to naprawdę świetne dzieło. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Big Mac… Spokojnie, nie chodzi o kanapkę, tylko o pewnego małomównego kucyka i właśnie wspomniana przeze mnie cecha jest kluczem do fabuły fanfika.

 

SPOJLERY

 

Nigdy jakoś szczególnie nie przepadałem za Big Mackiem. Pomimo tego, że jest znany z dwóch, konkretnych wyrazów, które wypowiada, akcentując je na swój sposób, to już w czwartym odcinku MLP dostał bardziej rozbudowaną kwestię do wypowiedzenia. Na a to, co się działo w późniejszych sezonach, to wiadomo. Chłop dostał więcej światła i to o wiele. To tak jakby scenarzyści nagle zdali sobie sprawę z tego, że; “nie, nie, to nie może być postać z tła! Niech ma więcej czasu antenowego”. Zrobili jak zrobili i powiem, że wyszło to na korzyść całego uniwersum. Czerwony ogier wcześniej tak naprawdę nie miał głębszej osobowości, był wręcz chodzącym memem. Dopiero pokazanie jego relacji z Apple Bloom oraz Sugar Belle uczyniły tę postać ciekawszą. Choć jestem raczej fanem tego, aby skończył z Marble Pie, bo od samego początku jakoś mi do siebie pasowali, natomiast ten cały związek z Suger wziął się tak trochę znikąd, to i tak nie mogę narzekać. Wyszło w porządku.

 

Podobnie sprawa przedstawia się w tym fiku. Big Mac zachowuje swoją osobowość, lecz również odkrywa nieznane przed nami karty. Okazuje się być całkiem wygadany, kiedy przyjdzie co do czego. Wiadomo jaki na ogół jest ten ogier: jest bezwolnym golemem, który sumiennie wypełnia swoją misję. Jednak tutaj nie skąpi czułości i bratniej miłości względem młodszej siostry, gdy zajdzie taka potrzeba. Typek jest odpowiedzialny i potrafi postawić się na swoim, a nawet ochrzanić innych, jeśli robią coś złego. W dodatku czyta bajki na dobranoc, aby Apple Bloom mogła łatwiej zasnąć, sprawdza ciemne kąty i upewnia swoją siostrę w tym, że w mroku nie czają się żadne potwory. Big Mac tak naprawdę nie ma zbyt wiele do roboty w tym opowiadaniu. Prawdziwym bohaterem jest narrator.

 

Nie wiadomo tak naprawdę kim jest, no chyba że opowiada o sobie w trzeciej osobie. Nigdy nie wiadomo. Jednak to właśnie narracja sprawia, że ta z pozoru prosta, może nawet banalna fabuła pozbawiona zaskoczeń i napięcia, zyskuje swój własny, unikalny klimat. Brzmi to jak bajka dla dzieci. Jakiś czas temu natrafiłem na fragment książki, chyba już nieco zapomnianej przez ludzi w moim wieku; Dzieci z Bullerbyn. Wiem, to nie jest to samo, bo to książka z perspektywy pierwszoosobowej i bardziej dziecinna, ale tam również wyczułem… coś podobnego. No właśnie ten klimat, który ciężko mi zdefiniować. (Tak na marginesie… Zauważyliście, jak wiele książek dla dzieci zaczyna się w DOKŁADNIE W TEN SAM SPOSÓB? Czyli; “Cześć! Jestem Kamil. Mam 9 lat i właśnie zalałem mojego psa betonem... “ I tak dalej i tak dalej… Mamy przedstawienie postaci, co jest na ogół dobrym pomysłem, jednak momentami mnie to już bawi, bo w książkach dla “dorosłych” również występuje takie zjawisko). 

 

Tak więc wracając do fika. Tempo opowiadania płynie sobie niespiesznie. Nie ma tutaj żadnego napięcia i zachodzenia w głowę, co się zaraz stanie. Postać Apple Bloom wypada… tak sobie. Nie ma porównania do brata. To po prostu kolejny dzieciak, który boi się ciemności, uczestniczy w bójkach szkolnych, aby bronić honoru rodziny i tak dalej… Nie ma w tym nic złego, jednak odnoszę wrażenie, że pełni jedynie rolę służącą przedstawieniu Big Maca. Szkoda, że nie dostała więcej… akcentu. Pomimo tego historia wciąż opowiada o pięknej miłości brata i siostry (co pewnie Fandom zdołał zrozumieć nieco “inaczej”, dlatego powinien wreszcie zdechnąć). Big Mac występuje w roli troskliwego, starszego rodzeństwa, a Apple Bloom to… dziecko, które akceptuje odmienność czerwonego ogiera no i za ten akcent kolejne punkty wędrują na konto żółtej klaczki. Pokazuje nam to, że osoby odstające od większośc społeczeństwa również mogą być ciekawe, przyjemne i po prostu fajne, jeśli się je lepiej pozna i odrzuci wszelkie uprzedzenia. Wciąż uważam, że Big Mac jest jednak bardziej intrygujący w fanfiku.

 

Fabuły nie będę streszczać tak, jak to robię zazwyczaj, ponieważ jest to wszystko na tyle opisowe i nieskomplikowane, że zbytnie rozpływanie się nad detalami byłoby stratą czasu, aczkolwiek mogę wspomnieć o tym, iż na początku zostajemy wprowadzeni w całą sytuacją. Poznajemy rodzinę Apple, jej poszczególnych członków, śledzimy ich rutynę i niekończący się cykl zbierania jabłek. Postać Big Maca zostaje nam przybliżona, a zaraz po tym koncentrujemy się na Bloom oraz jej wpadkach, jak i fobiach (np przed ciemnością). W to wszystko wplątane są scenki rodzajowe, a fanfik kończy się tym, że czerwony ogier siada na fotelu przed łóżkiem młodszej siostry i zaczyna czytać jej bajkę.

 

I ten sposób to się kończy. Opowiadanko akurat na 5-10 minut (a jednak nie sądze, żeby ktokolwiek mógłby to czytać aż tak długo), przyjemne, choć raczej nie zapadnie w mojej pamięci. Trzeba jednak oddać honory autorowi tej historii, ponieważ opowiedział nam zgrabną opowieść, która ma swoją tożsamość i cechy charakterystyczne. Tłumaczenie jest bardzo dobre. Znalazłem tylko jeden błąd, który… no jest nieco kontrowersyjny, bo zależy od kontekstu. Słowo “księżyc” można zapisać z wielkiej bądź małej litery. Ma to znaczenie. Gdy mamy na myśli ciało niebieskie, w sensie…gdy jesteśmy w próżni a przed znajduje się nami księżyc albo piszemy notatkę o właściwościach naturalnego satelity, to rozpoczynamy wyraz od wielkiej litery. Opisując bladą kropkę na niebie, używamy małej litery. I to tyle. Całkiem przyjemne dziełko.

 

Tyle ode mnie,

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Całkiem ładna, niedługa i bardzo klimatyczna historia, no i w jakimś sensie wydaje mi się, że swego czasu uprawiała nie tyle kanon, co jasnowidztwo. Przypominam sobie odcinek bodajże „Brotherhooves Social” i jakby zestawić go z tą historyjką, wiele rzeczy nabiera... no, nie tyle sensu, do szerszego kontekstu. Tzn. dlaczego Big Mac tak się przejął, gdy Apple Bloom zaczęła bardziej idealizować Applejack od niego i skąd się wzięło u niego przeświadczenie, że już nie jest tym ulubionym, dużym bratem młodej. OK, może to nie do końca jasnowidztwo, faktycznie, ale motyw z fanfika w końcu został podjęty, choć w nieco inny sposób i to samo w sobie wydaje mi się ciekawe ;)

Tzn. wiem, że już w czasach powstawania fanfika relacja ta została podkreślona, ale chodzi mi o to, że motyw zachowuje aktualność i pasuje również do tego, co serial przedstawił nam później. Wygląda na to, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają...

 

Styl, o ile ogólnie mi się podoba, to jednak mam do niego kilka zastrzeżeń. Niewiele, domyślam się, że wynikło to z oryginału, bo przecież chodzi o to, by przełożyć tekst wiernie, nie zmieniając znaczenia, niczego nie dodając, nie odejmując itd. A jednak powtórzenia (głównie „jej” oraz „ją”) zwróciły moją uwagę, aczkolwiek w paru miejscach najpewniej były to celowe zabiegi stylistyczne z oryginału. Głównie wtedy, gdy przywoływane są różne sytuacje z przeszłości, które bohater podsumowuje „Taa” albo „Nie”. Jednocześnie, udziela się przy tym lekko nostalgiczny klimat. Raz przewinęła się podwójna spacja (między zdaniami), innym razem pojawił się niepotrzebny przecinek przed „i”.

 

W sumie, zastanawiam się, czy coś oznacza to, że pierwsza część tekstu została napisana w czasie przeszłym, natomiast druga w teraźniejszym. Zgaduję, że ta pierwsza partia tekstu, to są po prostu wspominki, a potem przeskakujemy do dnia dzisiejszego. Jak dla mnie kolejna rzecz, która wzmacnia nastrój towarzyszący podczas tej niedługiej lektury. W ogóle, jak na zaledwie cztery strony (aczkolwiek będę się upierał, że na dałoby się to zmieścić w 2,5-2,75 strony), to, że udało się stworzyć wyrazisty, serialowy klimat, jest godne pochwały i nie wydaje mi się, by fanfik stracił zbyt wiele na tym polu po przekładzie. Solidna robota :D

 

No i fajnie, że nie wszystko jest tutaj jasne, np. kto jest narratorem. Mój pierwszy strzał był taki, że to Winona i że cała historia jest opowiadana z jej perspektywy. Niby nie mam konkretnych, twardych dowodów ponadto, że kto inny miałby być przez cały czas przy rodzinie i wiedzieć to wszystko, no i że ogólny styl wypowiedzi wybrzmiewa nieco... naiwnie? Chyba tak. Mimo wszystko, więcej strzelać nie będę, gdyż... brakuje mi alternatywnych koncepcji. Ale rzeczywiście, kto inny miałby tak dobrze znać Maca, kto inny mógłby się wypowiedzieć o „innych młodzieńcach” (Znajomi wpadali na farmę i bawili się z psem?), kto inny miałby obserwować od początku rozwój Apple Bloom oraz rozwój jej relacji z bratem (znakomicie, wręcz uroczo przedstawionych, tak swoją drogą), no i kto inny mógłby wiedzieć o takich szczegółach, jak praca w sadzie, majsterkowanie, pomoc w kąpieli, wybudzanie się z koszmarów w środku nocy, wspólne rodzinne wieczory, no i czytanie bajek do poduszki? Nawet ta bójka, przy której pewnie Winona skakała i szczekała, ale nie była w stanie jej przerwać, dopiero Bic Mac coś zadziałał. Serio, kto inny miałby cały czas tam być i widzieć te rzeczy? :stare:

 

Domyślam się, że pewnie na FiM Fiction w komentarzach to już dawno zostało odkryte, ale nie zaglądałem tam (do komentarzy), wolałem sam troszkę pogłówkować. Pod tym względem, opowiadanie również daje radę i zapada w pamięci. W ogóle, jest takie rodzinne, serdeczne, aż się miło, ciepło robi od czytania :D Coś podobnego miałem przy „Serii Ciasteczkowej” od Madeleine, tylko, że tam udziela mi się więcej nostalgii i innych emocji, które łatwe nie są, ale lubię, gdy mnie nawiedzają. Nie wiem czemu.

 

OK, wydaje mi się, że wszystko, co istotne na temat tego tekstu już powiedziałem. Czy polecam to tłumaczenie? Jak najbardziej – pełny powiew old schoolu :) Czy mogłoby być lepsze? A skąd mam wiedzieć? Niczego w życiu nie tłumaczyłem od A do Z, tylko przy tym pomagałem, ale przypuszczam, że gdyby dostosować formę pod polskie standardy językowe, skończyłoby się to wycinaniem słów tudzież szukaniem zmienników, a może i przebudowywaniem zdań. A to zawsze ryzyko, że klimat po przekładzie straci, pytanie tylko w jakim stopniu, w jakim zakresie. Niedługa, ale bardzo przyjemna, klimatyczna, zwykła i wyjątkowa z perspektywy czasu historyjka, w sam raz na cichy, leniwy wieczór, czemu nie? Dla miłośników klasycznego [Slice of Life] jak znalazł. Polecam! :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...