Jump to content

Do You Really Want To Know? [PL][Oneshot][Komedia]


Recommended Posts

A fuj, jak dziwnie tworzy się tematy na nowym silniku. 

 

No, nieważne. Niniejszym chcę podzielić się z wami nowo-starym tłumaczeniem króciutkiego fica, które dzisiaj odkopałem na Guglodysku i postanowiłem dokończyć. Na razie rozdział pierwszy, drugi i zarazem ostatni zapewne pojawi się niedługo po tym.

 

 

A w ficu owym Twi i Celestyna wymieniają się korespondencją.

 

Tłumaczenie

 

Oryginał: http://www.fimfiction.net/story/39652/do-you-really-want-to-know

Edited by Dolar84
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Silnika nie przeceniłeś, ale nie doceniłeś mojego wysoce konserwatywnego podejścia do tematu. Poza tym z całym szacunkiem dla możliwości dodawania tagów, te wypisany przy tytule są zdecydowanie bardziej czytelne.

Link to comment
Share on other sites

  • 7 years later...

Bardzo przyjemna komedia stworzona w bardzo nietypowy sposób. Bo zamiast normalnego opisu, czy rozmowy, mamy tu do czynienia z wymianą korespondencji. Bardzo ciekawy pomysł, który widzę po raz pierwszy. Ma to swoje plusy, bo nie trzeba pisać przemyśleń swoich bohaterów, czy opisywać pomieszczeń (wygoda dla autora). Czytelnik ma za to spore pole do popisu, jeśli chodzi o domyślanie się, jaką minę ma kuc, który to czyta, a także może się zastanawiać, czy dana część listu jest na przykład sarkastyczna, czy może raczej szczera? Można też na przykład rozważać, czy Twilight czytajaca słowa Celestii parska w kubek z herbatą, a może się czerwieni? Mówiąc krótko, sporo jest pozostawione czytelnikowi do domysłu. Z drugiej jednak strony, są tez drobne wady tego rozwiązania. Mamy dość ograniczoną ilość bohaterów (przy większej liczbie niż trzech, może czterech już się może zacząć robić chaos). No i jesteśmy tez ograniczeni rozmiarem samego fika, bo na dłuższą metę, wymiana listów może nużyć czytelnika. Ogranicza też temat, bo ile można do siebie o czymś pisać?

Spoiler

Dobra, widzę jeden wyjątek, w postaci listów miłosnych dwóch kucyków, lecz to dalej stanowi wyjątek i raczej byłoby ciekawostką. choc mogę się mylić.

 

Tu na całe szczęście udało się wykorzystać tylko zalety z pominięciem wad. 

 

Cały ten fik, to właśnie wymiana listów miedzy Celestią i Twilight. Dotyczy ona pewnej notatki ze szkicami, dołączonej do jednego z raportów lawendowej klaczy. Księżniczka odpowiada an to, że Twilight wcale nie musi się dzielić ,,wszystkimi" szczegółami swych doświadczeń z przyjaciółkami. I tu zaczyna się zabawa, bo wszakże list nie ma tylu ,,dodatków" (mimika, ton głosu, jakies gesty wykonywane podczas mówienia, szybkość mówienia) co mowa i odbiorca może chociażby wziąć żart na poważnie, albo uznać powagę za żart. Co też właśnie się tu dzieje. 

I tak wymiana listówprowadzi do stwierdzenia, że skoro zadna z nich nie żartuje, to obie padły ofiarami jakiegoś żartownisia.

W tym momencie, moja pierwsza myśl powędrowała do pamiętnego odcinka, w którym to Rainbow wycinała kucykom żarty.  W tymże odcinku, rzucała ona Spike'owi dodatkowe zwoje, a ten myślał, ze ich nie wysłał i wysyłał kolejne. Jeden z nich mógł zdecydowanie zawierać to, co wywołało całą tą konwersację. co więcej, mógł pochodzić z prywatnych zapasów Twilight.

Mimo, że jest to logiczne (moim zdaniem), autor zaserwował nam tu inne, lecz bardzo ciekawe rozwiązanie,w  postaci kartki, która ,,przypadkiem" wypadła z pamietnika Fluttershy, który to pamiętnik ,,przypadkiem" znalazł się w bibliotece. A czemu Fluttershy miała takie rzeczy w pamietniku? Cóż, obie korespondentki stwierdzają, że nie chcą wiedzieć. 

Spoiler

Aczkolwiek Luna chce. Bardzo chce

A cóż takiego jest na tej małej karteczce, która stała się motywem, wokół którego kręci się to niewątpliwie dobre i warte przeczytania dzieło? 

Spoiler

Opis niewątpliwie lubieżnych zachowań w stodole Applejack. Opatrzony szkicami. 


Przez to wszystko fik jest naprawdę zabawny i sprawia, że człowiek conajmniej się uśmiecha, próbujac wejść w skórę postaci. Zas jego zwieńczenie, chociaż moze nie odkrywcze, jest naprawde cudowne i świetnie finalizuje to dzieło. 

 

Jeszcze słowo o stronie technicznej. Ta jest bardzo dobra. Wprawdzie w dwóch miejscach zabrakło tabulatora, ale można to przeżyć. MAm tylko jedną wątpliwość względem tłumaczenia 

Spoiler
Cytat

 (w tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że nie prędzej opisałabym detale moich ‘intymnych schadzek’ Tobie, niż moim własnym rodzicom),

Mam wrażenie, że tam czegoś brakuje. 

 

Tak więc mamy tu świetną komedię w bardzo ciekawej formie. zdecydowanie warto poświęcić jej kilka minut. 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

Do you really want to know?

 

Luna:

 

 

SPOJLERY

 

Jeżeli pani z polskiego kiedyś was zapyta, czym jest powieść epistolarna, to śmiało powiedzcie jej o tym fiku. No dobra… może jednak nie, bo to byłoby dziwne, aczkolwiek właśnie z tym mamy tutaj do czynienia; z opowieścią w formie wymiany listów i ta forma jak najbardziej pasuje do tego, co tu się dzieje. Zostało to dobrze dobrane i rozpisane. Bazuje na motywie z serialu oraz daje nam okazję do prześledzenia całkiem zabawnej historyjki.

 

Pierwszym listem jest ten od Celestii do Twilight. Dowiadujemy się, że księżniczka bardzo się cieszy z postępów swojej ulubienicy, jednak jest nieco zaniepokojona frywolnością lawendowej jednorożec; otóż do listu dołączone były jakieś… szkice i opisy sypialnianych zabaw? Oczywiście Celestii nie przyszło do głowy to, że po prostu mogło dojść do pomyłki, że dane treści mogły się tam wysłać przez przypadek (i w tym fiku tak jest). Tak naprawdę całe to nieporozumienie można by było rozwiązać przy pomocy dwóch listów, no ale musimy grać w kotka i myszkę, bo inaczej żart by nie wypalił.

 

Co my tam mamy dalej? Twilight odpisuje. Oczywiście wypiera się tego, że wysyłała erotyczne treści do Celestii. No i ponownie; trochę to jest out of character. Dlaczego Pani Dnia założyła, że Twilight chciałaby jej to wysłać? Nie uważała ją za głupią oraz nietaktowną w samym serialu. Sama Twi również nie powodu podejrzewać białej alicorn o wkręt. No ale jednorożka dochodzi do wniosku, że to mógł być Spike, bo trzeba jeszcze na tego dzieciaka zwalić więcej zła. W dalszych listach Celestia zarzuca Twilight cały czas to samo; że powinna zachować umiar w formalnych listach i nie okazywać przesadnie swojej wyzwolonej natury. Przestrzega ją również przed tym, aby jej wychowanek, Spike, aby przypadkiem nie dorwał się do tych szkiców. Zakładam, że przedstawiają sam akt, a nie są jedynie rysunkiem i tak nagich kucyków. Ech… No świetnie, nie ma to jak chodzić z tymi pracami wszędzie, gdzie się da, prawda Fluttershy? A nie… to jeszcze nie teraz.

 

“[...] pod żadnym pozorem nie dopuściłabym do tego Spike’a. Wystarczy już, że bez przerwy gapi się na uda Rarity…”

 

Ten Spike rośnie na jakiegoś milf-huntera, co w tym przypadku jest o tyle niesmaczne (a nawet bym powiedział, że popier**lone), że to jest KU**A dziecko, mające nie więcej niż 10 lat. Serio, Hasbro strasznie mnie wymęczyło tym wątkiem prowadzącym donikąd. Po co to było? Ani to śmiesznie, a tylko pozostawia grymas na twarzy. No pedodanger! O tyle dobrze, że w ostatnim sezonie wreszcie zamknęli mordy tym degeneratom, którzy autentycznie chcieli, aby te postacie były ze sobą razem. Dobrze że Spike nareszcie dorósł i przestał się gapić na… phe, hehe “uda” Rarity. Dodam tylko, że to strata czasu, bo nie ma się czym zachwycać. 

 

No i co się ostatecznie okazuje pod koniec fika? To, że kucyki są głupie, czyli nic nowego, a do tego ślepe. Parę tygodni wcześniej Fluttershy przybyła do biblioteki, aby wypożyczyć jakąś książkę. Zgubiła wtedy swój dziennik, więc wróciła się po niego, znalazła, lecz niestety wypadła jej jedna strona, która przemieszczała się z resztą notatek Twilight. W jaki sposób ktoś tak zorganizowany jak ta klacz przeoczył tamtą kartkę? Nie mam zielonego pojęcia. Tym bardziej, że ponoć znajdowało się na niej jakieś hardkorowe porno; rysunki, tekst, opisujący orgie w stodole Applejack… Twilight sprawia wrażenie, jakby wiedziała o tym znacznie więcej niż powinna, więc pewnie ten opis fikcyjnych przygód nie był wcale taki fikcyjny. Już pod samiutki koniec Celestia deklaruje, że nie chce mieć z tym nic wspólnego (wreszcie jakaś dobra decyzja) i lepiej, żeby Twilight trzymała swoje łóżkowe sprawy z dala od niej. Natomiast Luna jest odmiennego zdania, bo to jej list kończy całego fika;

 

“Droga Twilight,

 

JA CHCĘ! 

 

Luna

 

Teraz już wiecie, dlaczego użyłem Jotaro z JoJo’s Bizarre Adventure na samym początku. No więc… co mogę powiedzieć o tym fiku? Pomimo nielogiczności i typowej dla takich tworów komedii pomyłek, czytało się nieźle. Wystarczy się wyłączyć i śledzić tekst. Dzięki temu nie będzie problemów… choć w sumie to można powiedzieć o każdym fiku, ale już dobra. Interakcje uczennicy z mentorką zostały oddane naprawdę świetnie, to jest tak naprawdę najmocniejsza strona tego opowiadania. Wzajemnie przekomarzanie się wypadło doskonale. Ma również szczyptę erotyzmu wraz z tymi szkicami. Fajnie by było poznać więcej szczegółów; to znaczy, gdyby autor zdecydował się zagrać nieco odważniej, być może dostalibyśmy więcej gagów (O SEKSIE), więc bardzo mi smutno, że tego nie było, choć tak naprawdę to dobrze, że się tak nie stało. Sama Luna pod koniec również wypada absurdalnie zabawnie. To była taka wisienka na torcie. To był jednocześnie jedyny moment, po którym zaśmiałem się na głos pod nosem. Forma listowna była naprawdę dobrym pomysłem. Wprawdzie nie dostaliśmy epickich opisów, a tak naprawdę sam dialog, lecz no… to nie było potrzebne tej historii. Tłumaczenie również nie ma żadnej skazy. Dobra robota. Ogólnie mogę polecić ten fik każdemu, ponieważ humor i erotyzm w tym przypadku nie są nachalne i utrzymane w granicach dobrego smaku. No, przynajmniej dla większości społeczeństwa. Nie będę mówić za wszystkich.

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam! 

Link to comment
Share on other sites

Kolejny ficzek, który przeczytałam przy okazji eventu komentarzowego. Co o nim mogę powiedzieć? Tłumaczenie jest na wysokim poziomie, zaś samo opowiadanie to klasyczna komedia pomyłek. Nie ma w nim nic szczególnego, ale jest lekkie, przyjemne i dobrze się to czytało. W sumie nawet zastanawiałam się, co tam się odwaliło i myślałam, że Celestia nadinterpretuje słowa Twilight (albo ta walnęła parę literówek) lub powinna trafić do horny jail. W sumie mi ulżyło, że to żadna z tych rzeczy, zaś samo zakończenie pozostawia po sobie pewien niedosyt.

 

W sumie czuć, że to stary fik, z czasów pierwszych sezonów kucyków. I to chyba też sprawiło, że spodobał mi się bardziej niż powinien, bo przypomniał mi o moich początkach w fandomie.

 

A co do tych ud Rarity... Podejrzewam, że Twilight użyła hiperboli, a Spike przejawia zwykłe smarkate zauroczenie.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Fanfiki epistolarne są prawdziwą rzadkością. Znam tylko jedną opowieść wykonaną w tymże stylu – jest to „Yours Truly” przy którego przekładzie miałem sposobność pomagać – toteż kolejny tego typu tytuł przyjąłem z zaciekawieniem, acz tagi oraz gabaryty ostudziły nieco mój entuzjazm. Ostatnio korespondencja była pisana na poważnie, nie brakowało smutniejszych, bardziej refleksyjnych akcentów – co wpisało się w mój gust bardzo dobrze, choć nie wszystko wyglądało tak różowo – tym razem jest to czysta rozrywka, która prosi nas o jedynie parę minut uwagi, tak szybko się to czyta. Muszę przyznać, że nie miałem wrażenia niedosytu i jak na obraną tematykę, taka długość opowiadania okazała się idealna. Ale po kolei.

 

Jak możemy się dowiedzieć z posta otwierającego niniejszy wątek, jest to wymiana korespondencji między księżniczką Celestią, a Twinkle Sprinkle Twilight Sparkle, jak mniemam osadzony w czasach, w których ta wciąż była w swojej oryginalnej formie. To znaczy, bez skrzydeł ;) Jakby to nie wystarczyło, w fanfiku przewinie się klasyczna biblioteka, w której zamieszkała bohaterka, w ogóle, od razu czuć starszy klimat, przypominający o początkach fandomu, co starego wyjadacza od razu chwyta za serce. Miło :D

 

Opowiadanie nie bawi się w przydługawe introdukcje i od razu rzuca nas na głębokie wody. Może nie „na bombę”, ale jednak. To, co tylko z pozoru wydaje się kolejnym, zwyczajnym listem Celestii, jakich zapewne zdążyła wysłać do swojej uczennicy wiele, szybko przedstawia nam zagadkę, która – a jakże – pod koniec zostanie rozwikłana, co jednak da więcej pytań, niż odpowiedzi, co jednocześnie staje się pretekstem do całkiem zgrabnie wykonanego title placementu. Nienachalny, zaserwowany już po tym, jak jedna sprawa się wyjaśniła, z małym twistem na końcu. Fajne.

 

Spoiler

Swoją drogą, matko, jak tę Lunę nosi po tysiącu lat księżycowego celibatu :rainderp:

 

Jeśli chodzi o humor, to tutaj nie powinno być zaskoczenia – stare, klasyczne dowcipkowanie fantazjach erotycznych kolorowych postaci z bajki dla dzieci, odnośnie czego... miałem trochę mieszane odczucia, bo z jednej strony jak jest dobrze wykonane, to dlaczego nie, z drugiej tak czy inaczej jest to coś, co wszyscy widzieli, ale na szczęście opowiadanie stara się to nam przedstawić w dostatecznie ciekawy sposób, coby uniknąć wrażenia odgrzewanego kotleta. Odbywa się to na dwa sposoby – poprzez pozostawienie większości rzeczy wyobraźni czytelnika przy jednoczesnym zachowywaniu dynamiki między obiema protagonistkami, co jak na formę epistolarną potrafi być imponujące. Jest zabawnie o tyle, że w pewnym momencie jedna podejrzewa drugą o to, że ta ją wkręca, po czym okazuje się, że Celestia mówi zupełnie poważnie, jednocześnie wyrażając zaniepokojenie, czy treści, które w jakiś sposób dostały się do zaadresowanego do niej zwoju nie wpadną w oko Spike'owi, który na tego typu rzeczy jest o wiele za młody. Wyjaśnienie skąd się wzięły te dziwne szkice i opisy, no i jak trafiły przed oblicze Pani Dnia, jest dosyć proste, ale wiarygodne. Mogło tak być.

 

Spoiler

Zaskakuje troszkę, że treści dozwolone od lat osiemnastu z odjapnie wykonanymi szkicami w ramach suplementu wypłynęły od Fluttershy. Ale chyba jest to jakieś odzwierciedlenie stanu ówczesnego fandomu. Zresztą ona taka nieśmiała, kto by się spodziewał? Tylko czemu mieszać w to biedną stodołę Applejack? Jakiś dziwaczny fetysz? :twilight3:

 

Mimo formy epistolarnej, miałem rażenie pędzącej naprzód akcji. Opowiadanie cały czas stara się uraczyć czytelnika jakimś dodatkowym nieporozumieniem, czymś zabawnym, działającym na wyobraźnię, nie zapominając o tym, że jest winne w miarę wyczerpujące wyjaśnienie. Nie mam zarzutów co do kreacji postaci, wyszło naprawdę sympatycznie i autentycznie, jeśli oceniać to pod kątem relacji nauczycielka-uczennica. Widać, że one się znają, ufają sobie nawzajem i dzielą się wszystkim :D Tekst w dużej mierze pisany jest niuansami, jak np. troska Celestii o dziecięcą niewinność Spike'a (chociaż ten notorycznie gapi się na uda jednej z głównej szóstki, ta klacz wie, o kogo chodzi xD), o której już wspominałem, ale z opowiadania dowiemy się, że Twilight, jeżeli już zechce komukolwiek zwierzyć się ze swoich intymnych przygód, to w pierwszej kolejności będą to jej rodzice, w tle przewija się też Luna, która nie wiedzieć czemu szaleje jak nakręcona, raz po raz mamy przebłyski odnośnie tego, co tam jest (w tym dodatku nadzwyczajnym do listu) naszkicowane i tak dalej, i tak dalej. Opowiadanie nie nudzi, w dobrym stylu utrzymuje treść w świeżości, no i zakończenie spełnia swoje zadanie na piątkę. Zakończenia „urywane” trudno wykonać tak, by uniknąć wrażenia niedosytu, ale tutaj się to udało.

 

Pod kątem formy znalazłem kilka rzeczy, które bym poprawił, głównie chodzi o interpunkcję, ze szczególnym wskazaniem na przecinki. Niekiedy leżą sobie tam, gdzie nie powinno ich być.

 

Cytat

„Cieszę się, że Pinkie Pie odebrała ważną lekcję na temat zaufania wobec przyjaciół, i mam nadzieję, że Ty i reszta Twoich przyjaciółek będziecie (...)”

 

Skąd ten przecinek przed „i”?

 

Cytat

„A skoro o doniesieniach mowa, wiem, że zachęcałam Cię do dzielenia się ze mną swoimi najgłębszymi przemyśleniami i uczuciami, ale myślałam, że domyślisz się, że nie musisz mówić mi o wszystkim.”

 

Powtórzenie. Przemyślenia-myśli-domyślić się, zdanie przeczytane na głos nie brzmi zbyt dobrze. Niby nie jest totalnie źle, ale słychać, że coś tam nie gra.

 

Cytat

„Ona kocha dobre żarty, i z pewnością pomoże mi się odegrać...”

 

Znów przecinek przed „i”, jest to jednocześnie korespondencja, w której zabrakło jednego akapitu.

 

Cytat

„Pracuj dalej nad magią przyjaźni, i udawajmy, że to nigdy nie miało miejsca.”

 

Kolejny przecinek przed jedynym „i” w zdaniu.

 

Ale poza tym, przekład okazał się naprawdę dobry. Wartko się czytało, no i w trakcie tłumaczenia tekst nic a nic nie stracił w materii nastroju, tak jak wspominałem, powiało początkami fandomu. Zresztą, to opowiadanie ma swoje lata, więc chyba byłoby dziwnie, gdyby jednak niczym takim nie wiało, czyż nie? :rdblink: Jednakże mam na myśli również to, że test zestarzał się bardzo dobrze i również dzisiaj jest dla niego miejsce pośród oryginalnej fanfikcji i przekładów dzieł zagranicznych. Jest to krótka, ale treściwa, sprawnie zrealizowana komedia, której warto poświęcić kilka chwil, cieszy, że prócz walorów merytorycznych oferuje nostalgiczną podróż w czasie i w sumie zapada w pamięci. Nie jest to nic wielkiego, ale potrafi rozśmieszyć, no i otwarte zakończenie nie pozwala wyobraźni spać spokojnie. Miła rzecz, warto przeczytać.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...