Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Generalek

Wolni są tylko głupcy - peros81

Recommended Posts

Szliście nieutwardzoną drogą między polami. Czerwcowe słońce wisiało wysoko na nieboskłonie, grzejąc mocno powietrze. Na szczęście wiał lekki wiaterek, skutecznie ochładzający wasze spocone ciała. Piasek miło trzaskał pod krokami twoich nóg, odzianych w sandały prosto ze sklepu. Prezent od nowej właścicielki. Czegoś takiego się nie spodziewałeś. Przedmiotom przecież nie sprawiało się prezentów.

W powietrzu oprócz odgłosów waszych kroków rozlegał się jeszcze jeden dźwięk - metaliczny szczęk łańcucha. Ciągnął się od twoich skrępowanych rąk, a kończył oprawiony w mięciutką tkaninę w ustach różowawej klaczy idącej przed tobą. Nazywała się Magnolia, a jej Uroczym Znaczkiem był jakiś nieznany ci kwiat. Kupiła cię za niewiele bitów - nikt inny cię nie chciał. Sama nie potrzebowała usług niewolnika, ale miałeś pomagać jej kuzynce na farmie. Tylko tyle ci powiedziała.

- Spodoba ci się na farmie, zobaczysz - nagle rzuciła bez wyraźniejszego powodu. Łańcuch najwyraźniej nie przeszkadzał jej w mówieniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedzę cicho... jak zawszę bo do konia nie mam za wiele do powiedzenia, tak jak reszta moich braci, przez to kuce zaczęły sądzić że albo przestaliśmy umieć mówić, albo wiemy że jesteśmy "nie godni" przemawiania do nich. Jestem jej poniekąd wdzięczny, bo niechciani niewolnicy idą pod topór. Z drugiej jednak strony, ona należy do rasy która zniewoliła mój lud, po tym jak Ludzkie Królestwo zakończyło wojnę domową... gdzie te koniowate demony nam pomogły w pokonaniu Rebeliantów. Prezent mnie zdziwił, to fakt. Wiem że nie będę dobrze traktowany, mniej jak inni niewolnicy ponieważ jestem synem dwójki która dziesięć lat temu wzniosła Powstanie w którym było 12 przywódców nie licząc moich rodziców. Bitwa była zaciekła ale przegraliśmy, ale ważne... że umarli wolni. Co do tej farmy, to wiem że będzie tam niezła harówka. Idę dalej za tym Koniem bo wyboru nie mam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Niezbyt rozmowny z ciebie gość, hmm? - klacz bardziej stwierdziła obojętnie niż zapytała - Niech ci będzie.

Szarpnęła jednak łańcuchem i przyśpieszyła kroku, zmuszając cię do do tego samego. Chyba nie lubiła być ignorowana. Trzeba było jednak jej jedno przyznać - była koniem, więc przewyższała cię po względem zarówno pod względem wytrzymałościowym jak i prędkościowym.

Pięć minut później łapałeś ciężko oddech, po małej "przebieżce", jaką ci zafundowała klacz. Ona sama się nawet nie spociła. Przystanęła tylko dlatego, że dostrzegła coś na horyzoncie. Spojrzałeś w tamtym kierunku. Zza niewielkiego zagajnika wystawał duży, drewniany dom, wykonany z drewna brzozy. Mogłoby w nim mieszkać jakaś dwudziestka ludzi. Ściany zbudowano z położonych na siebie grubych, równo ociosanych desek. Rogi domu obłożono korą brzozową, zaś dach wykonano z prostych, glinianych dachówek. W okna wstawiano szkło. Od frontu budynek posiadał prostokątny taras, na którym stało parę mebli.

- Ach, nie ma to jak w domu - westchnęła cicho klacz, po czym ruszyła dalej, ciągnąc cię za sobą. Szła jednak tak wolno, byś mógł odsapnąć podczas marszu.

Edited by Generalek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrze na budynek gdzie spędzę kilka miesięcy swojego życia tu. Z tego co słyszałem o tej farmie, to że tylko jabłka się tu hoduje. Z takim dużym domem to mogą mieć sporo niewolników, więc nie spodziewam się miłej reakcji na moje przybycie. Długo tu nie posiedzę ponieważ, albo mnie porzucą albo umrą ze starości. Ludzie żyją dłużej od kucy, więc mam jeszcze czas na Zemstę za moich rodziców... i odbudowę królestwa. Więc... do dzieła z tym, pokazuj mi nowych właścicieli koniu zasrany.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ruszyliście dalej i dwie minuty później dotarliście przed dom. Z tej odległości widać było, że budynek był nieco stary, ale zadbany. Weszliście na werandę. Klacz podeszła do drzwi i zastukała w nie ozdobną kołatką. Otworzył wam... człowiek. Wysoki mężczyzna, na oko koło sześćdziesiątki, z długimi, czarnymi włosami związanymi w koński ogon (ha, ha). Przyciągał uwagę głównie przez swój ubiór - nie nosił, w przeciwieństwie do ciebie, łachmanów, lecz elegancki strój lokaja z Królestwa. Czarne spodnie i kamizelka, pod spodem nieskazitelnie biała koszula, na dłoniach rękawiczki o tym samym kolorze. Wyglądał na zadbanego i dobrze nakarmionego.

Lokaj spojrzał na was i od razu rozpoznał klacz, która cię prowadziła.

- Ach, panna Magnolia - ukłonił się nisko. Jednak, jak zauważyłeś, nie zrobił tego z jakimś przymusem. Może to wyćwiczył - Panny kuzynka jest aktualnie na zewnątrz, dopilnowuje prac - wyprostował się w trakcie mówienia, po czym odsunął się, robiąc wam przejście - Zaprowadzę pannę do niej. Myślę, że będzie chciała obejrzeć swoje nowego pracownika - tu przeszył cię wzrokiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hobociek... istota która zbratała się z demonami. Tacy jak ja, gardzimy takimi jak on, gdyż wszystko mówią swoim szefom. To właśnie zgubiło moich rodziców, Hobociek imieniem Joachim. Ten skurwiel wsypał moich rodziców, przez co ich strategia poszła w pizdu. Nie ufam im, i ten Lokajek powinien się tego domyślić. Jeśli są jeszcze jakieś komentarze na mój temat to wolałbym już iść do tej klaczy jabłkowej która to ma mną władać. Wszystkie demony i hobocki zapłacą za to... przyrzekam, kiedyś poprowadzę niewolników ku zwycięstwu... sam lub z pomocą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Weszliście do środka, klacz oczywiście przodem. Wnętrze było proste. Żadnych niepotrzebnych ozdóbek, krzesła, stoły, szafy i inne wymagane w domu meble. Wyjątek stanowił obraz na ścianie przedstawiający rodzinę, która posiadała tę farmę. Rozpoznałeś na nim jedynie Magnolię, wygląd reszty nic ci nie mówił. Przeszliście przez parę pokoi, po czym lokaj otworzył wam pewne drzwi i wyszliście po drugiej stronie domu.

Znajdował się tam duży sad. Pomiędzy drzewami chodziło jakiś kilkunastu ludzi, skąpo ubranych. Jednakże zauważyłeś małą kupkę ubrań pod jedną rośliną. Ci niewolnicy nie nosili tych ubrań z powodu gorąca...  Dyrygowała nimi klacz ziemna o lekko zielonkawym kolorze sierści. Jej cutie markiem były trzy... śliwki. Dopiero teraz dostrzegłeś, że tu się zbiera śliwki, nie jabłka.

- Jak widać, panna Sweet Plum pracuje - powiedział lokaj za twoimi plecami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli źle usłyszałem... tak czy siak nie zrezygnuje z próby ucieczki. Księżniczka Celestia zapłaci za swoje zbrodnie. Nie wiem czy też można ufać tym kucom które chcą dla nas wolności... równie dobrze to może być wabik na zbiegłych niewolników. Jak ucieknę to ważne bym dostał się do granicy, potem to już będzie łatwiej. Poza tym narodem łatwiej zorganizować opór. Ważne jednak bym wpierw udał się do ruin dawnej Stolicy Ludzi. Tam jest coś co napewno zmotywuje niewolników do powstania, i raz na zawsze pokażemy że Ludzie nie są rasą którą można łatwo pomiatać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po kilku chwilach klacz w końcu przestała dyrygować niewolnikami i odwróciła się nieco. Wtedy też dostrzegła kątem oka waszą trójkę. Machnęła kopytem w waszym kierunku, żebyście podeszli. Nawet jeśli tobie tam się nie śpieszyło, to nie miałeś wyjścia. Magnolia ruszyła, ciągnąc cię ze sobą. Właścicielka farma odrzuciła burzę fioletowych włosów z pyska i uśmiechnęła się do was. No, przynajmniej do kuzynki.

- Kopę lat, Magnolia. Dawno żeśmy się nie widziały - przyjaźnie rozpoczęła dialog, po czym spojrzała na ciebie badawczym wzrokiem - Sprawiłaś sobie pomagiera?

- Witaj, Sweet Plum - odpowiedziała żółtawa klacz, po czym również skierowała wzrok ku tobie - Nie... W zasadzie, jest dla ciebie.

- Dla mnie - zdziwiona farmerka potarła tył swojej głowy - Cóż, na farmie zawsze się przyda dodatkowa para rąk, ale... on niby z jakiej okazji?

- Pamiętasz moją ostatnią wizytę? Uznajmy to za podziękowanie... - Magnolia przygryzła lekko wargę, spoglądając na kuzynkę

- Ja... - Sweet Plum nieco się zarumieniła i zwróciła wzrok ku ziemi. Potarła kopyto o drugie, zakłopotana - Takie rzeczy to dla mnie żaden kłopot.

Po chwili klacz podniosła wzrok i znów spojrzała na ciebie badawczo.

- W każdym razie, dziękuję - zwróciła się do Magnolii, po czym zaczęła cię obchodzić dookoła - Dobrze zbudowany, ale niedożywiony, ubrania do wymiany - mruczała do siebie. W końcu stanęła i odwróciła się w kierunku sadu - Karolina!

Z pomiędzy drzew wychyliła się drobniutka postać. Miała długie, rude włosy i piegi. Wyglądała na dobrze zbudowaną oraz, co ciekawe, również dożywioną.

- Tak, panno Sweet Plum? - spytała cienkim głosikiem.

- Zabierz go do sypialń i daj mu nowe ubranie - farmerka machnęła w twoim kierunku kopytem - Lecz najpierw jedna rzecz... Jak ci na imię? - spojrzała na ciebie kątem oka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nic nie mówię... od czasu kiedy mi zabili rodziców nie odzywam się do tych stworów. A po co? Z mordercami nie gadam. Skierowałem wzrok na tego kuca... te istoty traktuje jak Demony gdyż nimi są, ta demonica która mnie sprowadziła powinna przekazać jej że jestem nie mową... przynajmniej tak handlarz jej powiedział. Gadam lecz tylko do niewolników którzy chcą tego samego co ja... wolności. Siedzę cicho... gdyż tym pokazuje że nade mną nie tak łatwo zapanować jak nad tym Hoboćkiem w gajerze. Nienawidzę ich gdyż mi rodziców odebrali.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po pytaniu klaczy zapadła niezręczna cisza, bo ty nie chciałeś za nic odpowiedzieć. Przerwał ją w końcu lokaj.

- To Kacper... - zawahał się, jakby próbował sobie przypomnieć nazwisko - Rączka - nie wiedziałeś, czy się pomylił... czy może cię krył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli krył to może do końca nie jest Hoboćkiem... tylko pół-hoboćkiem. Dla pewności przytkałem potwierdzająco żeby zrozumiała. Może nie jest źle, póki nie dowiedzą się o moim prawdziwym nazwisku to będę kryty... do czasu aż się dowiedzą oczywiście. Wtedy to mam przejebane na całej lini.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jedna z tych nie mów, co? - westchnęła Sweet Plum, po czym kiwnęła niewolnicy głową. Ta chwyciła cię za rękę i zaczęła za sobą prowadzić. Robiła to jednak delikatnie, jakby cię do niczego nie przymuszała. Daliście z powrotem w kierunku domu. Zauważyłeś, że z tej strony znajdują się schody prowadzące najprawdopodobniej na strych. To tam musiały się znajdować sypialnie niewolników.

- Ty jesteś Kacper Szyjka, prawda? Wiele słyszałam o twoich rodzicach - odezwała się nagle niewolnica.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zależy czy to są plotki Ludzi, czy demonów - rzekłem do niej spoglądając na nią. Z jakiegoś powodu niewolnicy widzą we mnie nadzieje... na lepsze jutro. Może to prawda, że pewnego dnia poprowadzę ludzi ku wolności? Może i prawda... lecz najpierw trzeba coś takiego zorganizować... a do tego potrzebne są zapasy, broń i coś co ostatnio u ludzi brak... nadzieja na wolność. Tak czy siak, jeśli byśmy mieli poprowadzić rewolucje... będzie potrzeba wielu niewolników i sprzętu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- I to, i to - niewolnica wzruszyła ramionami - Najważniejsze jest to, że przez ten bunt oberwało się innym - nie patrzyła już w twoją stronę. Po chwili wprowadziła cię na schody i kilka sekund później znaleźliście się na strychu.

Znajdowało się tutaj około dwudziestu łóżek, przy których stały drewniane kufry. Pokój nie był tak długi jak dom. Na jego końcu znajdowały się drzwi, aktualnie otwarte na oścież. Rozpoznałeś, że to łazienka. Z natryskami, muszlami klozetowymi i umywalkami. Wszystko nieco toporne, ale na pewno lepsze to niż nic. Karolina zaprowadziła cię do ostatniego łóżka w szeregu. Otworzył kufer obok i wyciągnęła z niego robocze, szarawe ubranie, składające się z zwiewnych spodni i koszulki z krótkim rękawkiem.

- Proszę - podała ci je - Przebierz się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biorę od niej ubrania i przebieram się...

- Dzięki, Karolino - powiedziałem do niej z uśmiechem już po ubraniu. Jak na niewolników dobrze ich traktują. U tamtej starej dziwki, musiałem spać w kojcu dla psa, a u handlarza na ziemi bez niczego. Przyglądam się jej, dobrze zbudowana, i ogólnie ładna... tak czy siak siadam na łóżku na chwilę. Muszę odpocząć po długiej stronie gdyż ta Magnosia... czy jak jej tam, wolała taki kawał na nogach iść niż pociąg wziąć. Spoglądam na nią.

- Widzę, że jako tako o was tutaj dbają. Jak długo tu jesteś?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jakieś pół roku - Karolina również usiadła na sąsiednim łóżku - A Sweet Plum jest w porządku. Jak na kuca. Traktuje nas trochę jak pracowników. Mimo wszystko różnica jest - stwierdziła, przypatrując ci się uważnie - Pobudka o szóstej trzydzieści, śniadanie o siódmej, obiad o trzynastej, a kolacja o dziewiętnastej. Potem zwykle mamy spokój - poinformowała cię - Kogo miałeś poprzednio za właściela? - zapytała z ciekawości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przez rok... byłem wolny. Wcześniej miałem handlarza z dużego miasta który mnie porzucił jak ta ksieżycowa dama przybyła i chwilę później ją powstrzymano. Jeszcze wcześniej to miałem starą babę która... wole o niej nie gadać. Za bardzo jej nie nawidzę i się cieszę, że skończyła jak skończyła - powiedziałem spuszczając głowę. Po chwili ją podniosłem.

- Ilu tutaj jeszcze jest "Pracowników"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Razem z tobą będzie dwudziestka. Do tego dochodzi jeszcze Jan, lokaj, ale on mieszka niżej. Nie będę ci wymieniać wszystkich imion, bo i tak nie zapamiętasz - dziewczyna odpowiedziała, kładąc nogę na nogę - Chcesz do toalety? Może się umyć? - zapytała, wskazując skinieniem głowy drzwi łazienki. Po chwili jednak wstała i podeszła powoli ku wyjściu - Ja już pójdę, inni ludzie tutaj nie lubią, gdy ktoś się obija.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oj ja nie zamierzam się obijać, dzięki - powiedziałem. Mama mi powiedziała kiedyś, że w ruinach jest coś co nam pomoże w wyzwoleniu ludzkości. JA zamierzam to zdobyć, nie ważne jaką za jaką cenę. Tak czy siak wstaję i podchodzę do łazienki by się odświeżyć. Przyda mi się to, bo ostatni szefowie tylko raz na miesiąc pozwalali się kąpać. Jak dorwę tego handlarza, to go oskóruje i zrobię sobie z niego poduszkę... za wszystkie cierpienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...