Jump to content

"Ku nowemu, innemu życiu" [Ares Prime i peros81]


PlagueOverlord
 Share

Recommended Posts

Wszyscy

Gdy wziąłeś dwójkę nielotów na twój grzbiet, powoli unosząc się od ziemi, wznosiłeś się w powietrze. Gdy po kilku minutach opuściliście barierę poczuliście straszliwy chód, przez niego wydawało wam się, że nie uda wam dotrzeć do miasta. Powoli opuszczały was siły i zamarzały ciała, zauważyliście jakąś jaskinię znajdującą się nieopodal gór. To była możliwie wasza jedyna nadzieja na przetrwanie w tych zabójczych warunkach.

Link to comment
Share on other sites

Przeleciałem tak jeszcze kilkanaście mil, ale podmieńce nie były stworzone do bycia w takim klimacie za długo. Musiałem wylądować, bo zimno dla mnie stawało się już nie do zniesienia. 

- Ja... nie dać rady lecieć... skrzydła... za zimno....nie czuję ich... - zadygotałem, ledwo mogąc poruszać skrzydłami. Mogę ponieść... tam jaskinia. 

Link to comment
Share on other sites

< Było zimno jak cholera. Szczękałem zębami od przeszywającego do szpiku kości mrozu. Kiedy Hardschell wylądował nieopodal jaskini, zszedłem z niego i ruszyłem w jej kierunku. Rozglądając się z nadzieją za czymkolwiek  co pomoże rozpalić ognisko i przetrwać noc.>

- Nieeee musiszzz nikogo nieść. <Zadygotałem z zimna otulając się jeszcze bardziej płaszczem.> Nie trać sił przez dodatkowy wysiłek.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

(Spring Love)

Było zimno jak cholera. Wyjście z portalu naprawdę mnie zmyliło. Tak czy siak sprawdzam czy wzięłam te olejki do pancerza. Jeden z nich dawał czasową odpornośc na mróz. Jeśli go mam, to mogła bym go dać Hardshellowi. Wtedy on by mógł nas zawieść do tamtego miasta nie obawiając się zimna. Szukam go.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

(Aresie, odpowiadając na twoje pytanie. To nie jestem ślepy, tylko czekaliśmy, aż peros odpisze (a jak zrobił przerwę, to nie moja wina)) (PS. wiem, że długo nie odpisałem, lecz musiałem dopilnować spraw na uczelni, aby siedzieć na 7 semestrze studiów. Poza tym nie miałem przez to żadnego pomysłu na odpis.)

 

Wszyscy

Próbowałaś poszukać w swojej torbie eliksiru, który mógł was ochronić przed zimnem, lecz przypomniałeś sobie, że przez przypadek nie spakowałaś go do torby przed wyruszeniem na wyprawę. Jednak wyciągając z torby wyciągnęłaś trzy szale, w kolorach (zielonym, czarnym i czerwonym).

 

Ostatnich siłach, które wam pozostały dolecieliście do wejścia jaskini. Gdy weszliście do środka upadliście z sił, lecz nie zasnęliście. Lecz wasz stan zdrowia był w poważnym stanie.

 

Szukając czegoś co mogło wam pomóc w przetrwaniu nocy oraz ogrzania waszych ciał znalazłeś kilka kamieni oraz (o dziwo) kilka suchych patyków. Przy takich warunkach powinno wam wystarczyć na kilka godzin przyjemnego ognia. Przypomniałeś sobie, że miałeś w torbie muffinki na trzy osoby oraz cydr.

 

(PS. W tym semestrze będę pisał pracę inżynierską, więc moje odpisy będą rzadziej się pojawiały niż było wcześniej (bez okresu nieobecności perosa oraz problemem z jednym wykładowcą))

Link to comment
Share on other sites

Viktor

 

< Nie tracąc cennego czasu, który w obecnej sytuacji był na wagę złota... Zabrałem się za rozpalanie ogniska i przygotowywanie rozgrzewającego eliksiru, przy pomocy magicznego płomienia, rozpalam zebrane gałęzie, które umieściłem w przygotowanym kręgu z kamieni. Następnie szukam w jukach, jakiegoś małego garnuszka, aby wlać do niego napoczęte wino w chatce tej dziwnej klaczy i podgrzać nad ogniskiem .Z lekkim uśmiechem na pysku, pilnuję podgrzewanej cieczy "Jak miło jest znaleźć dodatkową butelkę, zwłaszcza przy tej dwójce...">

 

- Panno Spring Love, mam w jukach muffinki. Była byś tak miła i je wyjęła póki ja szykuję dla nas coś na rozgrzanie.

 

<Po przygotowaniu grzańca, siadam obok podmieńca i za pomocą magii podsyłam mu naczynie z ciepłym winem.>

 

- Pij, a od razu zrobi Ci się lepiej na sercu i nie tylko.

Link to comment
Share on other sites

Brr... Podmieńce nie lubią zimna, a zwłaszcza takiego. Mogłem walczyć w bitwie, z demonami czy kucami, albo latać godzinami nawet z tą dwójką na grzbiecie, ale moja natura nie była odporna na aż taki ziąb. Mogłem uszkodzić swoje skrzydła, że nie wspomnę iż dla mojego rodzaju taki klimat bywa wręcz zabójczy. Ostrożnie powąchałem dziwny napój sporządzony przez Viktora. Pachniał słodko i przyjemnie... ale dziwnie strasznie gryzł w nozdrza.

 

- Co to być? - spytałem ostrożnie biorąc czarkę z napojem. - Pachnieć przyjemnie... ale nigdy czegoś takiego nie pić. 

Zaryzykowałem i poszedłem za jego radą, wypiłem owy specyfik. Był dobry, trochę owocowy w smaku i mocny. I naprawdę rozgrzewający od środka. I nagle w pewnym momencie zrobiło mi się tak jakoś dziwnie wesoło. 

- He..he...hheheh...he he... dobre to jest. Ciepliej jakoś od razzzu... A Szzzpring Loffve, coś jakoośś dziwnie wyglądaaa...

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Viktor

 

<Na pysku czarodzieja pojawił się lekki uśmiech widząc jak podmieniec szybko odpływa w błogi stan upojenia alkoholowego.>

 

- Haha ten Pan już nie pije. <Powiedział radośnie ogier, szykując kolejną porcję grzanego wina.>- Taki duży chłopiec a taka słaba głowa... oj trzeba będzie nad tym popracować, jeśli mamy razem współpracować.

 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Spring Love

CHolera... nie mam mimo iż chciałam pakować wszystko. A walić to. Usłyszawszy słowa ogiera wyjęłam te Muffiny i podałam je ogierowi po czym spojrzałam na Wino.

- Ja podziękuje, gdyż nie piję takich rzeczy - rzekłam po czym wyciągam z torby swój prowiant i zaczynam powoli go jeść. Ciekawe co się dzieje z Azure'm, mam nadzieje, że pilnuje naszej "przewodniczki". Tak czy siak trzeba ich szybko znaleźć nim stanie się coś czego potem pożałujemy.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

(Sorry, że tak długo, ale już jestem na magisterskich, więc jak obiecałem jest odpis. Na razie taki jaki jest, ale później po waszych będzie większy.)

 

Wszyscy

 

Spędzając wspólnie czas na rozmowach oraz przy alkoholu poznawaliście się bliżej. Po kilku godzinach spędzonych w tak towarzyskim gronie usłyszeliście, że na zewnątrz pogoda, która była wcześniej zabójcza dla was się uspokoiła umożliwiając wam wyjście ze jaskini. Temperatura, która tam panowała nie była tak niska jak wcześniej, lecz nadal odczuwaliście zimno z tej krainy. Przypomnieliście, że do najbliższego miasta było gdzieś na wasze oko dwie do trzech godzin drogi.

Link to comment
Share on other sites

Viktor

- Brrr... Zimno, że rób może odpaść.

<Jęknął pod nosem czarodziej, gdy ocknął się z osobistego letargu. Spoglądając w stronę podpitego podmieńca.>

- Jak się czujesz wielkokucu? Dasz radę iść? Bo wyglądasz, jakbyś miał mieć zaburzoną percepcję ruchowo poznawczą, a ja nie mam zamiaru cię dźwigać do miasta. Wiesz ... plecy już nie te co kiedyś.

 

 

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

[Spring Love]

- Znośnie - powiedziałam. Może mój zakon pochodził z innych terenów, ale jak mróz zaskoczył to już ostro. Biorę swój sprzęt i ruszamy. Zanim jednak wyszli usłyszałam pytanie kuca do Przyjaciela. Szkoda mi Hardshella. Sprawdzam czy mam jakieś mikstury na kaca. Choć pewnie nie ma, ale zobaczyć mogę.

- Skąd pochodzisz? - spytałam się kuca. 

Link to comment
Share on other sites

Hardshell

 

- Dziwne picie dobre. Tylko głowa potem boli... - mruknąłem zabierając się do drogi razem z innymi. Mróz nie służy moim skrzydłom, nie dam rady latać w takich warunkach. - Dam radę iść, ale nie lecieć. Za zimno. Podmieńce nie lubią zimna. Nawet takie twarde jak ja. Ha! Hardshhell myśleć że inne Podmieńce już dawno by tu zgineły. One słabe, miękkie. Silne tylko w kupie, w Roju. Hardshell sam w sobie jest silny. Hardshell nie potrzebować Roju. Mieć coś lepszego - rodzinę, przyjaciół.

 

 

Edited by Ares Prime
Link to comment
Share on other sites

- Pochodzę z Canterlot, panno Spring Love. 

<Spoglądam na podmieńca z delikatnym uśmiechem.>

- Dobrze, że masz rodzinę. Choć trudno w to uwierzyć. Wszak wyparłeś się swej matki. Czy jak to się na nią mówi. Zatem skoro nie rój, to kto jest twoją nową rodziną?

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
  • 1 month later...

(Jestem po sesji letniej, więc jak obiecałem odpisuję. Na razie krótko gdyż nie miałem pomysłu)

 

Wszyscy

 

Powoli wychodziliście ubrani w ciepłe stroje zimowe ze jaskini, która dawała wam schronienie podczas szalejącego zimna. Kierowaliście się w stronę miasta, według drogowskazu wskazującego kierunku południowo-wschodnim od waszej aktualnej pozycji. Aby przyśpieszyć czas spędzony na rozmowach między sobą. Nie więcej po dwóch godzinach, gdzie księżyc powoli pojawiał się z horyzontu dodarliście do małej wioski. Powoli wkraczając do niej zauważyliście kuce, które chodziły tak jak w Equestrii było lato.
 

.

Edited by PlaguePony
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Viktor

 

- Ech... Wreszcie miejsce gdzie będzie można się odrobinę ogrzać.

<Wymamrotał znudzony czarodziej brnąc przez śnieg.>

- Panno Spring Love. Czego dokładnie szukamy w tym miejscu i po co tego czegoś lub kogoś szukamy? To tu ma być ta klacz, którą nazwaliście Olivią?

<Czarodziej spojrzał w kierunku wioski i oglądał jej świąteczny wystrój, brodząc dalej.

-Albo jesteśmy w innym wymiarze czasowym, albo już minęło lato i straciliśmy gdzieś kilka miesięcy życia.

-Oj narzekasz... Przecież lubiłeś święta.

-Właśnie lubiłem...>

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Hardshell

 

Nigdy nie lubiłem miast. Za dużo tu kucy, za dużo oczu. Za dużo chętnych by dobbyć broń i użyć jej przeciwko nam. Tak zawsze było w Equestrii, zawsze wolałem towarzystwo innych bestii. Takich jak ja.

Prychnąłem gniewnie, z nozdrzy buchła mi para, rozejrzałem się po mieście.

- Nie lubię miast. Tu jest... dziwnie - mruknąłem niechętnie patrząc na ninne kuce. - Za wiele obcych... za dziwnie. Jest zimno, a tutejsi bez ubrań chodzą. To nie normalne przy takim zimnie. 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

(Jako prezent świąteczny daje wam oczekiwany odpis w sesji. Podczas okresu świątecznego mam trochę wolnego czasu, więc może się uda napisać trochę tych postów.)

 

Wszyscy

 

Przyglądając się wiosce zauważyliście plac. Na środku placu znajdował się posąg zrobiony z lodu przedstawiającego istotę humanoidalną posiadającą skrzydła płci żeńskiej. Wokół istoty znajdowały się kryształki lodu, które ją otaczały, ich widok. Wokół rynku zauważyliście różnorodne stoiska przy których gromadziły się kuce i nie tylko, bowiem zauważyliście również parę reniferów oraz kilka osobników z odmiany odmieńców (chodzi mi o ostatni odcinek tego sezonu). Po krótszej chwili przyglądania się temu widokowi, zobaczyliście budynek przypominający karczmę. 

Edited by PlaguePony
Link to comment
Share on other sites

[Spring Love]

Spoglądam na osadę, uważnie ją lustrując. Najdłużej się zatrzymałam na posągu tej istoty humanoidalnej. Przypomina mi trochę Olivie. Może to nawet ona. Nie wiem. Wiem tylko iż jest karczma w której możemy zatrzymać się na chwilę. Spojrzałam na członków drużyny i następnie rzekłam.

- Mamy Karczmę. Może będą w niej pokoje byśmy mogli odpocząć... wiecie po czym - rzekłam po czym szukam bezpiecznej drogi do wioski. Mimo wszystko najlepiej być przygotowanym,

- A i Hardshell. Nie wiem jakie tu mają zamiary co do twojego gatunku, zachowaj czujność i jeśli możesz to uważaj, dobrze? - spytałam się go. Całe moje życie polegało w większej połowie na zabijaniu podmieńców i zdążyłam już iście znienawidzić ten gatunek, to mimo wszystko ten tutaj to mój przyjaciel... a ja już w życiu straciłam za dużo przyjaciół.

Edited by KougatKnave3
Link to comment
Share on other sites

[Viktor]

 

-Hmm a myślałem, że spotkanie waszego duetu jest już dziwne...

<Wskazuję kopytem na miasteczko.>

-Jednak to chyba was przebija w swej nietypowości.

<Idę powoli za Hardschelem i Spring, wioska sama w sobie jest dziwna przez posąg, który się w niej znajduje, nie mówiąc już o mieszkańcach, dlatego zachowuję czujność, by w razie kłopotów uratować swoją skórę.>

Link to comment
Share on other sites

Hardshell

 

Zatrzymałem się na dłuższą chwilą spoglądając na te... odmieńce. Wyczuwałem niemal identycznie pokrewieństwo z nimi, ale one zdawały się być... oczyszczone, nieskażone, czyste. Jakby pozbawione tego co wcześniej czyniło je podmieńcami. Wpływ Plugawej Królowej... u nich zniknął całkowicie. To było możliwe? Jeśli tak to w jaki sposób?

- Dziwni są. Inni... jakby przestali być skażeni - stwierdziłem przyglądajac się jednemu z odmieńców, którzy widząc mnie, uciekali albo kryli się w domach. 

 

Link to comment
Share on other sites

Wszyscy

 

Szliście powoli do karczmy, gdy nagle podeszła do was młoda klacz tajemniczych kuców z niebieskimi włosami oraz granatową sierścią. Przypatrzyła się wam przez chwilę, po czym powiedziała.

- Witajcie przybysze, witam was w naszej skromnej wiosce Kilkamarze. Ale gdzie moje maniery, nazywam się Arctic Purpur. Dawno nie widziałam tak ciekawie wyglądającej grupy - dodatkowo mówiła różne rzeczy podskakując wokół was nie mogąc napatrzeć na waszą skromną grupkę. 

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...