Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Dobre rady w mrocznym świecie

Recommended Posts

Krok za krokiem, niestrudzony wędrowiec zbliżał się do celu swej podróży. Od pewnego czasu na tle zachmurzonego nieba majaczyła bryła miasta Waterground. Jego zbutwiała palisada oddawała dobrze klimat obecnych czasów. Każdy się bał i odgradzał się od świata, ale także nie było sposobu na zatrzymanie magii. Umocnienia szły więc w rozsypkę, bo nikt nie chciał ich utrzymywać. Odkąd jednorożce opanowały tą mroczną sztukę posługiwania się wszelkimi rodzajami magii, nic już nie miało sensu. Cała rasa została zniewolona przez tą mroczną siłę. Kucyki ze zdolnościami magicznymi zaczęły wykorzystywać swą przewagę i zmuszać innych do wykonywania ich zachcianek. Wtedy to zostały stoczone wielkie bitwy. Zwolennicy starej Equestrii, przepełnionej miłością i dobrem stanęli pod przywództwem księżniczek przeciw jednorożcom, dowodzonym przez Black Lightninga. Walka pokazała tylko jedno - powszechną śmierć. Wojownicy ginęli od magicznych pocisków, czy nawet kontroli umysłu, zanim dobyli miecza. Tylko Alikorny trzymały Starą Equestrię w całości. Jednak księżniczki przytłoczone stratami i cierpieniem, postanowiły się wycofać. Zabrały ze sobą każdego, kto chciał  i mógł z nimi pójść. Niestety nie wszystkim było to dane. Wielkie rzesze kucy odeszły z Equestrii. Nie wiadomo co się z nimi stało. 

 

Jednorożce twierdzą, że wszyscy zginęli od krwiożerczych bestii, które rozmnożyły się na świecie po manifestacji magicznej jednorożców. Niektóre kucyki, które mimo przeciwności mają jeszcze nadzieję, na dobro wierzą jednak, że gdzieś daleko powstała Stara Equestria, gdzie panuje dobro i miłość. Jednak co raz częstsze napady bestii, pojawianie się duchów, upiorów, huraganów i niedoli zdają się temu przeczyć. Często przeszło miesiąc nie widać słońca. Tak jest i tego miesiąca.

 

Jednorożce wygrały i korzystając z magii stały się rasą panującą. Zniewoliły gryfy, i inne kuce. Changelingi w większości powymierały z braku miłości. Próbowały kiedyś zdobyć Equestrię siłą, jednak potężna mroczna magia zmiotła ich armię z powierzchni ziemi. Jednorożce, choć tak potężne nie potrafiły jednak ochronić swoich umysłów. Zaślepione potęgą sięgały po co raz gorsze rytuały magiczne, za każdym razem tracąc kontakt z rzeczywistością. W końcu zaczęły traktować jak rzeczy nawet siebie nawzajem, nie mówiąc o innych rasach, które przybrały rolę niewolników. Dla czarnoksiężników liczyła się tylko chwilowa przyjemność, lub większa potęga. Częstokroć moralność jednorożców jest tak zbrukana, że ich rogi wykrzywiają się, niczym ciernie, a oczy stają się czarne. Świat znany kucykom trwa w takim porządku już przeszło cztery stulecia. Zniewolone kuce przestają już nawet wierzyć w legendę o księżniczkach przytłoczone ciężką rzeczywistością. Powrócił podział sprzed założenia Equestrii. Każda rasa dba tylko o siebie. Różnicą jest tylko niekwestionowany prym jednorożców. Każdy wie, że nie może się narazić jednemu z nich, bo ten po prostu go zabije. 

 

Everest przekroczył uchyloną bramę Waterground. Przywitał go rozmyty napis uczyniony szarą farbą na czarnym drewnie "opłata 2 monety". Miasto było już puste o tej porze. Każdy dom zamknięty, na ulicach żadnego światła. Samotny wędrowiec nawet nie uiścił wpłaty na konto miasta, bo żaden strażnik nie pilnował kosza z pieniędzmi. Nawet jeśli Everest okazałby na tyle dobrej woli, lub jak niekiedy mówią inni - głupoty i wrzuciłby monetę, to następny przybysz po prostu by ją zabrał. O słomiane, przeciekające dachy miasteczka stukał deszcz. Drogi, niegdyś brukowane, teraz zerwane i zabłocone były śliskie. Kuc zatrzymał się przed zabitą dechami karczmą, a raczej ruderą. Nie dochodził z niej żaden dźwięk. Deszcz powoli przemakał przez płaszcz wędrowca. Jednak to tu wyznaczył mu miejsce na spotkanie zakon. To tu miał doświadczyć zaszczytu przejścia z pracy w terenie pod skrzydła nauczyciela. Nie był to jednak zwykły nauczyciel, jak taki na szkoleniu. To miał być Mentor. Oznaczało to, że Everest wykazał się na tyle, aby zostać wyróżnionym spośród wielu młodych kucy i awansować na wyższe poziomy w zakonie. To oznaczało lepszy dobrobyt, a także bardziej ekscytujące zlecenia.

 

  Everest stał tak w deszczu, czekając już dobre dwie godziny. Świat zrobił się jeszcze ciemniejszy, a deszcz kapał i kapał. Nie była to ulewa ani siąpanie, kapał jakby chciał a nie mógł, jakby chciał pogrążyć świat w monotonii. Nagle z zauwka nieopodal wyłoniła się tajemnicza postać. Istota nosiła czarny płaszcz i kaptur, po którym spływała woda. Widać było lekki uśmiech na tle ciemnej zieleni sierści i czarnego, kilkudniowego zarostu. Jednak reszta twarzy skryta była w cieniu kaptura. Jedynie bystre, czarne oczy oglądały z daleka postać Everesta. W miarę jak drugi kuc się zbliżał, czerwony jednorożec widział co raz więcej szczegółów. Płaszcz tamtego był zrobiony z jakiejś ciężkiej skóry, być może leśnego smoka, albo innej bestii. Wyglądał na absolutnie nieprzemakalny. Z podobnego materiału została wykonana reszta stroju. Dość obcisłe elementy pasowały do siebie idealnie. Gdzieniegdzie wpleciony był błyszczący kawałek czarnego metalu. Na ramieniu błyszczała odznaka czarnego orła w srebrnej obwódce. Był to znak mentorstwa w zakonie. Płaszcz skrywał skrzydła, zielonego pegaza. Mentor zatrzymał się 15 metrów od Everesta i powiedział cichym, spokojnym głosem:               

- Czemu nie wszedłeś pod dach? Lubisz moknąć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Waterground miasto jak każde inne w tych czasach i okolicy, było celem jednorożca.

Zbutwiałe palisady, brak strażników, a do tego napis "opłata 2 monety" przywitały Everesta w tej ruderze, znanej mieszkańcom pod mianem domu. Z Mentorem miał się spotkać pod karczmą. Kapanie deszczu nie przeszkadzało jednorożcowi przemierzać coraz to bardziej zabłoconej drogi, nie przeszkadzał także denerwujący dźwięk uderzania kropli o słomiany dach. Powolnym krokiem zmierzał w kierunku karczmy, która to majaczyła mu się na horyzoncie. Everest stanął przed wejściem, chwile nasłuchiwał, ale nie zdziwił się gdyż żadnych dźwięków z wewnątrz nie usłyszał.

Płaszcz przemókł mu prawie całkowicie, ale to mu nie przeszkadzało. Stał tak dalej patrząc na karczmę, nasłuchują i myśląc, o tym jakim cudem to on został wybrany w tak młodym wieku. Kiedy tak myślał z zaułka usłyszał dźwięk kroków. Wyszła z niego postać. W momencie zbliżania się Everest przyjrzał mu się dostatecznie aby wiedzieć kto to jest. Mentor zatrzymał się kilka metrów od niego.

- W Zakonie trzymali nas tylko i wyłącznie w budynkach nawet bez okien, a jak już wychodziliśmy to w nocy po suszy, więc proszę się nie dziwić że uwielbiam stać na deszczu, który choć odrobinę pozwala mi myśleć że świat jest inny - odpowiedział - zapraszam do środka, ja stawiam - powiedział po czym ruszył w kierunku karczmy, tak aby mógł zostać zatrzymanym albo wyprzedzonym, przed przekroczeniem progu.

Edited by UMBRA

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarne oczy zabłysły w ciemności i mentor ruszył powolnym krokiem za Everestem. Weszli wspólnie do karczmy. Drzwi skrzypnęły, a na podłogę pociekły strugi wody. Budynek był prawie pusty. Jakaś klacz spała za ladą, jej twarz była zmęczona, miała podkrążone oczy, choć była młoda. Jej dawniej seledynowa sierść poszarzała i nosiła ślady błota, zaś średniej długości, fioletowa grzywa, opadała faliście na brudne deski lady. Mentor wyprzedził czerwonego ogiera i usiadł przy stole. Tajemniczy ogier spuścił kaptur, z którego zleciała woda. Ujawniła się kanciasta twarz, przez którą biegło kilka czarnych szram po cięciach. Czarne oczy znów wlepiły się w Everesta. Suche usta otworzyły się i chropowatym szeptem wymówiły:  

- Cóż za dużo sobie nie popijemy, dama śpi. Choć fakt, że pomysł miałeś dobry. No to teraz opowiedz mi o sobie i określ czego ode mnie chcesz.   

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwsze co rzuciło się ogierowi w oczy to gorzka prawda o śpiącej klaczy za ladą. ”No to z trunku nici” pomyślał z goryczą i usiadł wraz z mentorem do stolika. Everest rozglądał się po całej karczmie szukając jakiegoś niebezpieczeństwa. Zobaczył twarz mentora, wydała mu się bardzo znana, choć nie wiedział skąd. Z zadumy wyrwało go pytanie.

- Jestem Everest. Zabójca potworów. Moja historia składa się na wyrzucenie do śmieci w dzieciństwie i morderczy trening w Zakonie. Nic ciekawego.

Spojrzał jeszcze raz jeszcze na ladę i klacz za nią.

- Czego od ciebie chcę. Dwóch rzeczy – powiedział stanowczo i odwrócił się w kierunku mentora – Po pierwsze chcę wiedzieć dlaczego ja? Oraz chciałbym stać się kimś więcej niż tylko zwykłym zabójcą potworów, którym gardzi nawet zwykły rabuś ze slumsów. Mam cel w życiu ale nie osiągnę go bez tej pomocy – Everest spojrzał na sufit i zastygł tak. Sam nie wiedział czy czeka na odpowiedź czy coś innego

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mentor nie spuszczał oka ze swego nowego ucznia, pogładził się kopytem po brodzie po czym rzekł:

- Może coś z ciebie będzie... Dlaczego ty? Powód est banalny i powszechnie znany. W zakonie panują proste reguły jeśli jesteś słaby - giniesz, jeśli jesteś dobry - stoisz w miejscu, jeśli jesteś lepszy - awansujesz i warto w ciebie inwestować. Ty znalazłeś się w tej trzeciej, niewielkiej grupie. Po, jak go nazwałeś morderczym treningu, przychodzi czas na działanie w polu. Tam przyglądamy się jak kto sobie radzi. Sprawdzamy odruchy, wysyłamy do co raz trudniejszych zadań. Nie wiem, czy kiedyś zastanawiałeś się, czemu towarzysze, których znosiliście rannych z pola bitwy, nigdy do was nie powracali... zabrzmiało makabrycznie, ale to nie to, co myślisz. Są po prostu przydzielani po takiej porażce do zbiorowej drużyny. Tam wszyscy uczą si polegać na sobie i współpracować. Jednak to nie jest ideał zabójcy. Każdy mistrz musi umieć działać sam i poradzić sobie ze wszystkim. Tylko w niektórych sytuacjach mistrzowie działają wspólnie. Ty wykazałeś zdolności do walki, zostałeś zauważony przez przełożonych i wysłany do mnie. Ja mam zrobić z ciebie mistrza, bo masz zadatki. Nie myśl sobie jednak ,że samo dostanie się u mnie na termin czyni z ciebie kogoś lepszego. Teraz dopiero zobaczysz ile jesteś w stanie zrobić i ile jesteś wart. A to czy spełnisz swe marzenie zależy już od ciebie.

 

Ogier pogładził się po głowie, a w jego bujnej, czarnej czupryny przez chwile wystawał z głowy jakiś kikut, przypominający róg. Zdziwiło to Everesta, gdyż widział u tego ogiera skrzydła.     

Share this post


Link to post
Share on other sites

Everest szybko opuścił głowę, gdy tylko usłyszał głos mentora, miał szacunek dla kogoś ważniejszego w zakonie. Wsłuchiwał się uważnie w całą wypowiedź ogiera. Jego słowa dały mu promyk nadziei, że kiedyś będzie mógł wreszcie stanąć twarzą w twarz z kimś kto kiedyś był mu bardzo bliski.

Po całej wypowiedzi Everestowi do oczu rzuciło się coś w czuprynie mentora. Przez chwilę gryzł się z myślą że mógł to być róg, choć została ona ostatecznie odrzucona, gdyż wyraźnie widział skrzydła.

-Wiele dla mnie znaczy to abyś mnie szkolił i cieszę się że mogę mieć taką możliwość – spojrzał jeszcze raz na głowę mentora, lecz starał aby nie było tego widać – Mamy coś jeszcze do omówienia czy raczej obudzimy tę klacz, żeby nas zakwaterowała, bo spanie w deszczu niezbyt zachęca.

Kolejny raz rzucił wzrokiem na głowę mentora. Nie chciał pytać, choć powinien. Ostatecznie postanowił, że zapyta rano.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam wznawiam teraz działania wielu sesji. Ponieważ w tej ostatni wpis widnieje od Ciebie, toteż zapytuję: czy po tej przerwie chcesz kontynuować sesję? Jeśli tak napisz mi na PW :pinkie3: to wznowimy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciemnozielony pegaz uśmiechnął się z aprobatą.

- Masz całkiem dobre pomysły i nie jesteś nieśmiały, dobrze. Zajmij się naszymi kwaterami, dziś wypocznijmy po podróży, nabierz sił, bo jutro chcę zobaczyć Twoje umiejętności. Zapolujemy na bestię, z czym chcesz walczyć, aby pokazać mi co umiesz? Zastanów się i do jutra rana daj mi odpowiedź, a teraz obódź tą uroczą damę i poproś o jakieś dobre pokoje. 

 

Klacz spała mocno i delikatnie, wdzięcznie chrapała. Everest podszedł do niej i chrząknął znacząco. Ponieważ to nie pomogło, spróbował głośniej. Młoda klacz otworzyła nieśmiało swoje ciemno niebieskie oczy, zakryte czarnymi rzęsami. Spojrzała na kuca i w pierwszej chwili wydała się wystraszona, lecz szybko się opamiętała i lekko zarumieniła. Po chwili odezwała się głosem lekko zdartym, choć przyjaznym.

- Witam szanownego Pana, przepraszam najmocniej, że zasnęłam, ale nie spodziewałam się nikogo tak późno. Czym mogę służyć?

Mówiąc to ruszyła do frontowych drzwi i zaczęła je zamykać na kilka zamków. Pod rodzę ukłoniła się również pegazowi przy stole, choć cały czas spoglądała swymi pięknymi, choć zmęczonymi oczyma na Everesta, jakby wyczekując odpowiedzi.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

– Nic się nie stało – odpowiedział z prędka, nie chciał wyjść na chama.

Zerkał na klacz, gdy ta zamykała drzwi, wolał zaczekać aż wykona jedną robotę, a później dać jej kolejną.

– Chciał bym prosić o dwa pokoje dla mnie i mojego przyjaciela na czas bliżej nie określony, a także o jakąś wodę do pokoi.

Everest wyciągnął kilka moment z sakwy i położył je na ladzie.

– To napiwek, za nocleg zapłacę jak zobaczę pokoje ­– powiedział i ukłonił się do klaczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Informacja dotycząca wszystkich sesji - zaczęły mi się wakacje, niestety nie będę miał tyle czasu ile przewidywałem - szczegóły zapraszam na PW, ale niemniej planuję jednak trochę poodpisywać w sesjach. Osoby dalej zainteresowane wspólną zabawą proszę o kontakt na PW i potwierdzenie, żebym nie odpisywał w zakończonych sesjach :pinkie3:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...