Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Ostatnia godzina
  2. Bajeczne to jest MLP Światło
  3. Mezopotamia
  4. Ogólnie uwielbiam pierogi nieważne z czym. Lubisz cydr?
  5. Maczeta Miecz europejski czy japoński?
  6. Podoba mi się sformułowanie "dla Ciebie"
  7. Fotografia. Bajeczność
  8. Orgazm
  9. Tak. Lubisz pierogi z jagodami?
  10. Kusza. Idealna do naparzania harpii, gdy się żegluje na morzach Skellige Nunchaku czy maczeta?
  11. Procy. Łuk czy kusza?
  12. Nie. Lubisz frytki?
  13. Tak, jest to dosyć odprężające zajęcie. Miałeś/aś kiedyś spirytus w oku?
  14. Dezintegracja Hobby
  15. Ufo
  16. A ja jeżdżę po świecie i cykam foty zwierzątek Barany Jeden był ciemniejszy, skurczybyk. Taki piesek się do mnie przypałętał, gdy byłem nieopodal w górach Przyjazny był 3 km od mojego domu i piękna zagroda z pięknym koniem, ślicznie umaszczony z bujną grzywą. Niestety bliżej nie dało się podejść, bo miałbym sprawę o wtargnięcie na cudzy teren
  17. Dzisiaj
  18. Ćwok
  19. Trudno mi stwierdzić dlaczego w ogóle wziąłem się za lekturę, choć muszę tu zaznaczyć, że absolutnie nie można za to winić ani tekstu ani autora – o jednym i drugim nasłuchałem się sporo dobrego i nie miałem żadnych podstaw by się z takimi opiniami nie zgadzać. Problem tkwił raczej w mojej, nazwijmy to kulturalnie, niechęci do „Kryształowego Oblężenia”, miernej znajomości historii drugiej wojny światowej oraz wciąż nieodpartym przekonaniu, że mimo wszystko są rzeczy, których łączyć się ze sobą nie powinno. To wszystko, a także tag [Political] budziły we mnie nieliche wątpliwości ale też przeczucie, że nie daje autorowi szansy nie mając ku temu właściwie żadnego powodu. Zacząłem więc czytać, a to to co rzuciło się w oczy jako pierwsze to imponujący, jeśli można by to tak nazwać, research. Pewnych rzeczy o zainteresowaniach Verlaxa domyśliłem się już wcześniej głównie na podstawie tematyki publikowanych przez niego opowiadań i z tych bardzo nielicznych słów, jakie zdarzyło nam się zamienić na Discordzie. „Twarzą ku Słońcu” od pierwszych słów ukazuje jak bardzo autor interesuje się polityką, ile wie o historii, jak łatwo przychodzi mu nadawanie sensu wątkom, które w „Kryształowym Oblężeniu” wypadły tak blado. W tak ukazanej transformacji Equestrii jest logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, a opisano go w sposób rzeczywiście przywodzący na myśl styl dziennikarski – nie jest to może gazeta, ale swoista kronika już chyba tak. Opowiadanie czyta się szybko. Pióro autor ma lekkie, język dość prosty, ale nie banalny. Całość okraszona jest niewielką ilością dialogów, a te które są także nie odbiegają od reszty tekstu i zamiast poznaniu osób mówiących, bardziej służą opisom krainy zmierzającej ku wojnie. Powiedziałbym nawet, że to właśnie Equestria jest tu głównym, a może nawet jedynym, bohaterem. Bo cóż można powiedzieć o postaciach przewijających się przez karty opowiadania? Ot, są wspomniane ich imiona, czasami szczypta słów o wyglądzie, ale jest to tylko ilość symboliczna, czego jednak nie należy uznawać jako wady. Zagłębianie się w postaci i bardziej szczegółowe ich przedstawianie tylko zaszkodziłoby opowiadaniu jako całości. To co o niektórych postaciach można się dowiedzieć wystarczy w zupełności aby zbudować sobie obraz najważniejszych z nich, obraz kuców zahartowanych bądź złamanych przez trudne czasy, który absolutnie nie wywołuje, jak to się czasami w takich sytuacjach zdarza, zażenowania, a wręcz autentyczną w wiarę. „Oni istnieli!” można by pomyśleć, ale tylko przez chwilę bo dużo częściej myśli się: „To się wydarzyło!” Bo autor, słowami anonimowego, gryfiego narratora, opisuje tutaj samą krainę kucyków, całą resztę odsuwając jakby na bok i to wychodzi znakomicie. Opowiadanie to jakby umiejętnie połączone kilka historii – polityczne zmiany, pierwsze starcie, chaos, narodziny bohatera narodowego, a wszystko, powtórzę to bo to ważne, ma sens. Nie mogę jednakowoż oprzeć się wrażeniu, że bijąca od takich opisów przygnębiająca atmosfera kłóci się z kolorowym światem MLP w zbyt dużym stopniu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że takie a nie inne jest założenie całego uniwersum, ale znowu, moim zdaniem pewne rzeczy zwyczajnie do siebie nie pasują. Z drugiej strony, właśnie dzięki opowiadaniu Verlaxa spojrzałem na istotę wojny od wcześniej nieznanej mi strony i to w olbrzymim stopniu wynagradza mi niechęć jaką darzę całe uniwersum KO. Co jednak niezwykle istotne, przedstawiona tutaj transformacja Equestrii rzeczywiście boli. Nie wywołuje, tak jak w „Kryształowym Oblężeniu”, siarczystego facepalma. Jest logiczna w sposób iście brutalny, szczegółowy, sensowny i przerażający. Czytelnik podobnie jak narrator, zadaje sobie pytanie „Gdzie się podziała tamta kraina?” U mnie na przykład, opowiadanie wywołało jeszcze większe poczucie odrazy do świata polityki. Czytając, nie potrafiłem się zgodzić z tym co się dzieje, nie umiałem w pełni zrozumieć decyzji, jakie podejmowali poniektórzy z bohaterów. A może raczej rozumiałem je choć bardzo tego nie chciałem i sam nie potrafiłbym takich decyzji podjąć? Sam nie wiem… Fakt faktem, choć gryfi narrator, jak na dziennikarza przystało, przedstawia prawdę i to co za prawdę sam uznaje, niemal całkowicie pozbawiając ją osobistych odczuć, to jednak nie sposób czytać jego relacji nie odczuwając współczucia – zarówno do niego jak i to wielu przewijających się przez opowiadanie postaci. Paradoks tkwi w tym, że opisy, rzecz jasna w naprawdę bardzo wielkim uproszczeniu, mówią „zabił” a nie „zabił, zgwałcił, posiekał, zjadł”. Okrucieństwo wojna nie jest tu ubarwiane na siłę. Nie ma tu groteskowych wręcz potworności, a jedynie zło takim jakie jest. Bo wojna jest tutaj złem – po prostu, tylko tyle i aż tyle i ta specyficzna, zimna wręcz, prostota chyba jeszcze bardziej potęguje bijącą z opowiadania atmosferę przygnębienia. Będąc całkiem szczerym, nie podobało mi się to uczucie, ale bądźmy fair – to także nie jest wada opowiadania, a wręcz zaleta, że autor potrafi w tak przekonywujący sposób oddać klimat wojny. Niestety, dostrzegam też w opowiadaniu pewną wadę… nie, to złe słowo… Oj, trudno będzie mi się tu wyrazić precyzyjnie. Otóż, obok poczucia przytłaczającego przygnębienia pojawiło się u mnie jeszcze jedno uczucie i od razu mówię, że nie oskarżam autora o nic niegodziwego, jednakże scena jawnie inspirowana „Ostatnim Samurajem” wywołała u mnie uczucie nieprzyjemne w innym znaczeniu. Scena owa jest wręcz żywcem przekopiowana i to moim zdaniem jest przesada, której najmniejszą bolączką jest brak u czytelnika odpowiednich emocji – w tak klimatycznej przecież scenie pojawia się tylko rozczarowujące nieco uczucie, że gdzieś to już widziałem i doskonale wiem jak to się dalej potoczy. Wraz z tym wrażeniem poczułem też jakby impuls by zacząć się zastanawiać ile z przedstawionych w fiku wydarzeń to odbicie wydarzeń autentycznych. Zastanawia mnie jak dużo z przebiegu prawdziwych wydarzeń autor zaczerpnął z historii a jak dużo zaprojektował sam. Oczywiście, laik, taki jak ja w ogóle się w tej kwestii nie zorientuje. Jest też bardzo prawdopodobnym, że moje wątpliwości są bezpodstawne, ale nie ukrywam, że byłbym rozczarowany gdyby okazało się, iż Verlax w swoim opowiadaniu tylko umiejętnie połączył motywy „nieswojego autorstwa”. Rzecz jasna, pewne nawiązania do historii i innych dzieł są jak najbardziej wskazane i mile widziane, ale, przynajmniej we wspomnianej, żywcem przekopiowanej scenie, moim zdaniem autor pozwolił sobie na zbyt wiele. Ja osobiście nie tak wyobrażam sobie dobre nawiązanie i mam naprawdę wielką nadzieję, że jest to tylko jedna, jedyna wpadka tego typu w całym opowiadaniu. Bo jeśli jest ich więcej, a ja w swojej niewiedzy po prostu ich nie dostrzegam, opowiadanie dużo straciłoby w moich oczach. Autor dużo bardziej imponowałby mi swoją umiejętnością tworzenia sytuacji politycznej niż samą wiedzą jak połączyć ze sobą puzzle historii w coś, co prawda odmiennego od oryginału, ale jednak bardzo, bardzo dobrze znanego. Podkreślam jednak, to nie jest oskarżenie, a jedynie wyrażenie pewnych wątpliwości. Jedyne za co mogę się do autora w tym względzie z czystym sumieniem przyczepić to skopiowanie zbyt jednak powszechnie kojarzonego motywu. Bo mimo, że pasuje, został ładnie wpleciony i wyjaśniony to osobiście nie potrafiłem pozbyć się odczucia, że to pewne pójcie na łatwiznę. Ale to tylko jedna, naciągana chyba zresztą bolączka, jakiej się dopatrzyłem. Opowiadanie zdecydowanie warto przeczytać, ale absolutnie nie dla samej przyjemności czytania. Verlax nie prezentuje tu ani czytadła ani opowiadania historycznego w ścisłym tego słowa znaczeniu. „Twarzą ku Słońcu” to trudna do sklasyfikowania opowieść, która potrafi zmienić sposób patrzenia na niektóre rzeczy. Nie powiedziałbym, że posiada coś tak banalnego jak morał. Uświadamia raczej czytelnika co do spraw z których niekoniecznie musi sobie zdawać sprawę. Zostawia go z masą pytań, na które sam musi sobie odpowiedzieć. „Twarzą ku Słońcu” to jedno z najlepszych opowiadań, jakie czytałem. Z pewnością wrócę do niego nie jeden raz i zachęcam każdego by także poświęcił mu chwilę uwagi ale też żeby przygotował się nie na chwilę rozrywki ale na coś co trudno mi konkretnie nazwać – może to starcie ze smutną ale jednak rzeczywistością, które w jakiś sposób wpływa na światopogląd. Oddaje głos na [Epic] bo tym opowiadaniem Verlax zasłużył sobie na niego bez dwóch zdań.
  1. Załaduj więcej aktywności
×