Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Ostatnia godzina
  2. No czeeeeeeeeść....znaczy witaj na forum :D, furry też zacząłem lubić, ale więcej byśmy jednak o modelarstwie pogadali.
  3. Nie wiem dlaczego, ale mam słabość do francuskiego. Bardzo ładnie dla mnie brzmi.
  4. Faktycznie wygląda trochę jak malowanka Ogólnie jest ok, ale jeśli to faktycznie przerysowanie, to nie wysyłałbym tego na konkurs.
  5. W sumie odcinek bardzo spoko, choć trochę dziwnie mi się go oglądało przez olbrzymią wręcz liczbę wpakowanych w niego gagów itd. Ogólnie jest to, moim zdaniem, największa wada tego serialu: odcinki są strasznie nierówne, bo w jednych gagi wylewają się z monitora, w innych fajne dialogi i relację miedzy postaciami, w innych wałkowany jest główny wątek; ale bardzo rzadko jakiś odcinek zawiera kilka tych cech na raz. A odwrotnie proporcjonalna do tego jest liczba odcinków, które nie mają w sobie żadnej z tych cech. No ale wracając, powiem szczerze, że było dosyć śmiesznie, dosyć ciekawie i w ogóle podobało mi się. Trochę za dużo było jednak tych dziwacznych zachowań i przedziwnych min, jakby mieli w całym sezonie określoną ilość ich wstawić i dopiero przy tym odcinku się ocknęli z tym. Tak czy tak, 7,5/10 bo było milo i przyjemnie. btw. to jest srogie w uj:
  6. Sorki, ale muszę o to spytać, w tytule to zabieg celowy czy przypadkowa literówka xD? Jak był celowy to zaciekawił do wejścia, a jak nie, cóż, możesz poprawić
  7. Ano siedzę trochę w rysunkach i muszę się zgodzić z Cahan. I rzeczywiście, przerysowywanie nie jest niczym złym - póki po zrobieniu tego chowasz to do biurka, a nie podpisujesz, że to Twoja praca. Warto zaznaczyć, że przerysowanie =/= kopia. Ale tutaj macie małą lekturkę
  8. Yo! Still alive! here have another Dashie. and also PearButter, cuz it's my fav ship Don't wanna spam too much, so more stuff is still here, as always xD https://dbleki.deviantart.com/gallery/
  9. - Mów co się stało, albo nie zawracaj mi czasu! - krzykną nieco podenerwowany tym wszystkim co się stało Czarny Pan.
  10. Thomas Chłopak powoli podniósł się z ziemi nadal będąc wściekłym na twarzy. Nic jednak nie powiedział tylko lekko się otrzepał i ruszył na swoje dawne miejsce. Widział jednak uśmiechy Ravera i jego dwóch przygłupów. Naprawdę miał wielką ochotę zrobić z nim porządek. Gdy tylko nadarzy się okazja i będzie sam na sam z tym cherlakiem to chyba skręci mu kark nie patrząc na konsekwencje. Z drugiej jednak strony mógł już teraz zetrzeć mu ten przeklęty uśmieszek z twarzy. Wystarczyło tylko dokończyć to zadanie jak należy a mógł to zrobić. Mimo wszystko jednak nie chciał i sam nie potrafił zrozumieć, dlaczego to zrobił. Wiedział, że ma to jakiś związek z Elvirą jednak, jaki tego nie wiedział. Musiał jednak uważać z jednej strony i tak dobrze, że ona nie będzie zbyt nisko zapewne, dzięki czemu nadal będzie mogła rywalizować z tamtym błaznem. Z drugiej jednak przez takie ruchy i zajmując gorsze miejsca może skończyć jak mogryf a tego na pewno nie chciał. Zaraz jednak zaczął spoglądać na niezdarne próby Hadriona, który próbował zapanować nad wywerną. Na chwilę jednak jego wzrok powędrował gdzie indziej a była to, nigdziarka który cały czas zaprzątała jego myśli. Spostrzegł również, że i ona się mu przyglądała nim nie odwróciła głowy. Czy mogła coś podejrzewać? Pomyślał lekko przełykając ślinę. Wiedział, że jako nigdziarz nie mógł się tak zachowywać i komuś pomagać w jakikolwiek sposób a dbać tylko o siebie. Zaraz jednak i on odwrócił głowę by podziwiać występy innych nigdziarzy i spróbować o niej nie myśleć, choć chwilę. Widząc jednak ich bezowocne próby zaczynał mieć wrażenie, że może nie zajmie tak marnego miejsca jak myślał. Chociażby Hadrion chyba wypadł znacznie gorzej niż on. Alaric natomiast radził sobie całkiem nieźle i Thomas zaczynał mieć nawet wrażenie, że mu się uda. Jednak i ten zaraz spadł. Kolejna była wiedźma, która często była koło Elviry i ta też początek miała całkiem dobry, ale ostatecznie skończyło się to jak zawsze. Miała jednak szczęście, że Kreel nie pozwolił jej zaatakować stworzenia. Co nieco mógł już powiedzieć o tym stworzeniu i domyślał się jak wściekła by była ta jaszczurka po takim ataku. W końcu jednak, choć jedna osoba zdołała dolecieć, co ucieszyło Thomasa, bo zaczynał się obawiać, że Raver zacznie się chełpić tym jak tylko mu się to udało. No i wtedy nadeszła kolej czytelniczki. Chłopak jednak nie śmiał się z niej gdyż nie czerpał przyjemności z dręczenia słabszych samemu pamiętając, że i on kiedyś płakał. Jak musiał sam znaleźć siłę, która pomoże mu przetrwać. Tak i ta dziewczyna musiała ją znaleźć by teraz samej przetrwać. Poza tym perspektywa z kopania leżącego nigdy nie była w jego odczuciu dobra. Mimo wszystko trochę się zdziwił, że ta przerażona dziewczyna dosiadła wywerne i zaczęła na niej lecieć. Był przekonany, że jednak się wycofa i schowa gdzieś w kącie. Niestety jednak wynik był podobny jak u innych.
  11. Today
  12. - A, to ty, Spearhead. - do sali wszedł omamiony władca Gorlachów.
  13. Ja na początku też, ale wyobrażenie się zmieniło podczas rysowania. Każdy wyobraża sobie wszystko inaczej ^^
  14. Miłego wieczoru moi drodzy:fshug: 

    Mam takie pytanie. Macie jakiś pomysł co moge dać przyjacprzyjacielowi na urodzinki? Lubi klimaty postapo i noże. Z góry dziękuje za sugestie:celgiggle:

    1. Pokaż poprzednie komentarze  [3 więcej]
    2. Mycha

      Mycha

      Moge powiedzieć tyle że książek ma mało ale gry wszystkie już przerobił heh

       

    3. PervKapitan

      PervKapitan

      Sama książek dużo nie czytam, ale coś z uniwersum Metra może?

    4. Triste Cordis

      Triste Cordis

      Może coś z uniwersum Metro? Na pewno nie ma wszystkiego :) A jeśli możesz wydać ok. 150zł to możesz kupić grę planszową Monopoly Fallout

      Link

      Za 60zł (+przesyłka) coś mniej użytecznego - figurka Pip Boy

      Trzecia opcja - jakiś gadżet (kubek, koszulka). 

  15. Nagle jego rozmyślania zostały przerwane przez dźwięk otwierających się drzwi.
  16. Dobry odcinek, fajnie, że pojawiła się Zecora. Fluttershy przeszła niezłą ewolucję, popieram. Twilight natomiast wreszcie doceniła potrzebę snu xD
  17. Akademia Zła Żaden z uczniów nie zareagował specjalnie na występ Thomasa. Większość nigdziarzy kręciła się niewygodnie w miejscu, czekając na swoją kolej, tylko ci, którzy sami już zmierzyli się z wywerną, obserwowali innych ze znużeniem, najwyraźniej nie mogąc doczekać się oceniania. Na tej lekcji wcale nie było ono takie oczywiste, w każdym razie nie licząc Ravera, który jak do tej pory jedyny doleciał do końca i najprawdopodobniej nauczyciel przydzieli mu pierwsze miejsce. Skoro już mowa o chłopaku z Kruczego Boru, stał on nieco w tyle wraz z Polluxem i Gilbertem i z wyraźną przyjemnością patrzył, jak gargulec bezceremonialnie rzuca Thomasa na twardą podłogę dzwonnicy. Jak każdego wcześniej, poza nim. Uśmieszek na jego ustach pogłębił się, przeradzając w niezdrową, okrutną satysfakcję. - CO JEST Z WAMI! - ryknął Kastor, który najwyraźniej zaczynał już tracić cierpliwość. - Co chwilę trafiają się nigdziarze, którym idzie naprawdę dobrze, ale jako że są kompletnymi półgłówkami, muszą ostatecznie spartaczyć przez jakąś pierdołę! - prychnął gniewnie i machnął agresywnie łapą na Hadriona. Chłopak na początku przełknął niepewnie ślinę, ale kiedy już ruszył się z miejsca, zrobił wszystko by przybrać jak najgroźniejszy wyraz twarzy i imponująco napiąć mięśnie. Na wywernie nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia. Większość uczniów skupiła się teraz na Hadrionie i jego próbie zapanowania nad stworzeniem, jednakże Elvira patrzyła w innym kierunku. Obserwowała w ciszy Thomasa, który dopiero co pozbierał się z ziemi i wycofał z powrotem w tłum. Nie wiedziała dlaczego, ale nie była w stanie oderwać od niego wzroku, nie mogła przestać zastanawiać się co myślał, kiedy leciał na wywernie, widząc przed sobą wspaniałą panoramę Puszczy. Dopiero kiedy Walburga szturchnęła ją w ramię, odwróciła się i nieco nieprzytomnie spojrzała na wieżę Występek. Hadrionowi poszło tragicznie. Najwyraźniej wola pozostania na bezpiecznym gruncie była w nim tak silna, że wywerna nie zamierzała być mu posłuszna już od samego początku. Zła passa uczniów ciągnęła się jeszcze dłuższą chwilę i chociaż Kastor powiedział im wcześniej, że nie spodziewa się, aby wielu z nich doleciało do końca, to i tak wyglądał na coraz bardziej zirytowanego. W pewnym momencie zaczął ich nawet otwarcie obrażać, nazywając matołami i małpoludami. Nigdziarze, którzy stali najbliżej niego, odsuwali się do tyłu, ponieważ w przypływach wściekłości potrafił tak mocno machnąć łapą, że uderzał ich w ramiona, jeszcze bardziej niszcząc i tak poszarpane tuniki. Adelia pociągnęła nosem. Do tej pory chowała się za innymi uczniami, ale w pewnym momencie wystąpiła niepewnie do przodu, żeby pokazać się nauczycielowi. To nie tak, że nie była absolutnie przerażona. Po prostu stres i oczekiwanie było jeszcze okropniejsze i wolałaby mieć to już za sobą, a potem jak najszybciej opuścić dzwonnicę. Jej stawy były już skostniałe z zimna, czarny mundurek nie dawał żadnej ochrony, a do tego od nieustannie wiejącego wiatru zaczynały boleć ją uszy. Przynajmniej wszystkie łzy, które pojawiały się od czasu w kącikach jej oczu były natychmiast wysuszane. Nie chciała dać kolejnej wiedźmie albo potworowi pretekstu do tego, żeby złapał ją na korytarzu i pobił. Coraz wyraźniej czuła, że na jej policzku tworzy się rozległy siniak. To oczywiste, miała w końcu skórę znacznie delikatniejszą od innych, a już szczególnie w tym strasznym zamku. W międzyczasie uczniowie wciąż przystępowali do zadania i wkrótce tych, którzy już je wykonali, było więcej od tych, który nadal trzęśli się w niepewności. Alaric wykorzystał swoją ogromną siłę do wymuszenia na wywernie posłuszeństwa, ponieważ pomysł latania nie podobał mu się na tyle, że wątpił, by był w stanie zdziałać to mocą woli. Nie udało mu się jednak poskromić jej na długo, zrzuciła go z siebie jeszcze zanim doleciał do wieży Występek. Walburga wyglądała na niezwykle pewną siebie, kiedy pochodziła do stworzenia, które obserwowało ją z uwagą. Na początku wydawało się, że wywerna naprawdę jej słucha, bo leciała prosto od samego początku, więc na ustach młodej wiedźmy pojawił się zadowolony uśmieszek. Kiedy jednak dziewczyna poczuła się na tyle pewnie, by skupić bardziej na podziwianiu widoków, niż pilnowaniu swojego kapryśnego środka transportu, stworzenie zaskrzeczało głośno i z niespodziewaną prędkością poszybowało w stronę muru wieży Występek, najwyraźniej nie zamierzając się zatrzymywać. Walburga wydała z siebie okrzyk oburzenia, wymieszanego ze strachem, ale wywerna przed samą ścianą nagle poleciała prostopadle do góry, w efekcie zrzucając dziewczynę ze swojego grzbietu. Walburdze trzeba było przyznać to, że w dzwonnicy bardzo szybko się pozbierała. Cała czerwona z wściekłości zamierzała chyba kopnąć wywernę, ale na szczęście Kreel zdążył odciągnąć ją do tyłu i nie dopuścić do tego, by kolejny uczeń został wysłany do dziekan Crystal. Następną wybraną przez Kastora była Margo. Dziewczyna odgarnęła do tyłu zniszczone, rude loki i podeszła do stworzenia, nie zwracając uwagi, na Judith, która ścisnęła jej ramię, jakby w geście pokrzepienia, którego wiedźma przecież zdecydowanie nie potrzebowała. Jej brwi nadal były gniewnie zmarszczone, tak jak zawsze, był to grymas, który chyba nigdy nie opuszczał jej twarzy, jednakże teraz doszły do niego niepewność... i zaciekawienie. Na lekcji talentów dowiedziała się, że potrafi rozwścieczać i obracać przeciwko innym zwierzęta, co wciąż było dla niej niezłym szokiem. Czy będzie w takim razie potrafiła też jakoś je kontrolować? Chociaż trochę? Z drugiej strony... - pomyślała, patrząc w pionowe źrenice stworzenia i jego złośliwie zmarszczony pysk - ...wywerna chyba nie jest takim sobie zwykłym zwierzęciem. Szybko okazało się, że istotnie, nie jest w stanie w żaden sposób kontrolować tego stworzenia, w każdym razie nie za pomocą swojego talentu, ale wcale nie poszło jej też tak najgorzej. Nie bała się wysokości ani wywerny samej w sobie i była naprawdę zdeterminowana, żeby dolecieć do końca. Co prawda w jej przypadku było to o wiele mniej zgrabne i proste niż u Ravera. Przerośnięta jaszczurka jakby wyczuwała gniewną naturę swojej chwilowej właścicielki i dostosowywała się do niej, co chwilę wierzgając, skrzecząc lub zlatując z głównego toru lotu. Margo miała jednakże na uwadze błędy innych uczniów i tylko zaciskała zęby, powstrzymując się od rozwiązania siłowego. Ostatecznie, mimo wszystkich trudności, wywerna zrobiła ten cholerny zakręt a potem niechętnie odstawiła ją z powrotem do dzwonnicy. Pewnie specjalnie w ostatnim momencie, kiedy dziewczyna jedną nogą stała już na podłodze, machnęła gwałtownie ogonem, prawie posyłając ją na ziemię. Kastor nic nie powiedział, jedynie skinął z aprobatą głową. Biorąc pod uwagę, że od ostatnich paru minut ciskał tylko obelgami, było to zdecydowanie coś, z czego należało być dumnym. Wróciła, by stanąć obok Judith, ignorując jej intensywne, ciemnobrązowe oczy, śledzące każdy jej ruch oraz niewielki uśmieszek, który uformował się na jej ustach. Margo wiedziała, że poszło jej dobrze i była z siebie zadowolona. Wskazywało na to przede wszystkim to, że nie fuknęła na Adelię, która przypadkiem szturchnęła ją łokciem, gdy z zaciśniętym gardłem wychodziła jeszcze bardziej do przodu. Chociaż Margo rzeczywiście udało się poprawić na chwilę humor Kastora, szybko został on zepsuty przez następną uczennicę, którą okazała się być Labrenda. Czarnoskóra, straszna dziewczyna z Krainy Oz radziła sobie całkiem nieźle, bo wydawała się naprawdę pewna własnych możliwości. Lecąc tak na wywernie, kiedy jej piaskowożółte włosy oświetlały nieliczne promyki słońca, sprawiała wrażenie groźnej wojowniczki, szykującej się do morderczego ataku z powietrza. I chociaż zdecydowanie nie brakowało jej siły i odwagi, była ona nigdziarką wysoką i umięśnioną, a wywerna wciąż była dość młoda i niezbyt duża, co sprawiło, że na zakręcie Labrenda straciła równowagę i ześlizgnęła się z jej grzbietu. Na pewno wiele winy było także w tym, że jako typowa uczennica Akademii Zła, dziewczyna nie odznaczała się szczególną gracją, jej ruchy były raczej toporne i zbyt gwałtowne. Kiedy gargulec sprowadził ją do dzwonnicy, wyglądała na wściekłą, jej pięści były mocno zaciśnięte, a obelga Kastora wcale nie pomogła w załagodzeniu jej nerwów. Nauczyciel całkiem to jednak zignorował i, znowu wkurzony, machnął łapą na kolejną osobę. Adelia w pierwszym momencie nie była pewna, czy na pewno dobrze to odebrała. Chwilę później zauważyła jednak gniewne, czerwone, wręcz parzące jej skórę spojrzenie Kastora i przełknęła głośno ślinę, zbliżając się powoli do syczącej cicho wywerny, najwyraźniej już dość znudzonej. To chyba nie wróżyło dobrze, prawda? Pociągnęła nosem, mrużąc oczy od wiatru, który wzmógł się, gdy podeszła do stworzenia. W pewnym momencie złapała ją ogromna chęć, aby zrezygnować. Chociaż wcześniej myślała tylko o tym, by mieć to już za sobą, to kiedy stanęła bezpośrednio przy wielkiej jaszczurce, perspektywa usiadnięcia na niej i pozwolenia by wyleciała z nią na grzbiecie poza bezpieczne barierki wydała się totalną abstrakcją. Nie, nie ma mowy. Po prostu powie Kastorowi, że nie da rady. I tak nie dostanie już ostatniego miejsca, ponieważ przydzielił je tamtemu chłopakowi, prawda? Chyba nie mógł zmienić teraz zdania? Odwróciła się na sekundkę, prawie natychmiast wzdrygając z powodu zniecierpliwionego warknięcia nauczyciela. A może jednak mógł? Usłyszała w tłumie uczniów ciche chichoty pełne satysfakcji. Nigdziarze czerpali przyjemność z obserwowania strachu Czytelniczki. Adelia musiała zamrugać gwałtownie kilka razy, bo chyba nawet wiatr nie dałby rady powstrzymać cisnących się jej teraz do oczu łez. Za każdym razem obserwowali loty innych z napięciem, ale teraz będą się śmiać i z radością czekać na to aż spadnie, tak? Jej ręce i kolana drżały, kiedy zbliżyła się jeszcze bardziej do wywerny. Stworzenie skrzeknęło gniewnie, widząc jej bladą z napięcia twarz, ale Adelia tym razem się nie cofnęła. Nie miała pojęcia skąd nagle w jej gardle to piekące uczucie. To nie był strach, ani stres, ani nawet smutek. Coś bardziej intensywnego, bardziej toksycznego... nienawiść. Nie myśląc zbyt wiele, objęła szybko szyję stworzenia, starając się zignorować nieprzyjemne odczucie, jakie dawały chłodne, twarde łuski. Chwilę później była już w powietrzu. Z jej ust wyrwał się stłumiony krzyk, jednak silny wiatr natychmiast wepchnął jej go z powrotem do gardła. Takie przynajmniej miała wrażenie. Jak ktokolwiek dawał radę utrzymać się na tym potworze tak długo? Jej chude ramiona już ześlizgiwały się jego szyi. Nie słyszała nic poza głośnym szumem wiatru, a grzywka zaczęła wchodzić jej do oczu. Być może to i lepiej, że przez chwilę była zbyt oszołomiona, by myśleć, bo kiedy odzyskała jasność umysłu zauważyła jak okropnie wysoko była i jak bardzo wywerna wierzgała, aby ją zrzucić. Dobrze, zdawała sobie sprawę, że każdego spadającego złapie gargulec, ale to wcale nie umniejszało jej przerażenia. Kamienne stwory wcale nie wyglądały na delikatne, kiedy bezceremonialnie wrzucały nigdziarzy do dzwonnicy, a przecież Adelia była tak bardzo krucha. Mogły nawet ją połamać, tego była pewna. Przełknęła ślinę i z całej siły przylgnęła do wciąż rzucającej się wywerny. Nie widziała, gdzie stworzenie leci. W sumie nie interesowało jej to. Nie miała pojęcia co ma zrobić, więc po prostu trwała w tej chwili jak z najgorszego koszmaru, niczym zawieszona w czasie. Dla niej ciągnęło się to godzinami, choć tak naprawdę nie mogło trwać dłużej niż pół minuty. Chwilę później już spadała, z zamkniętymi, nieco wilgotnymi oczami. Otworzyła je z trudem i zobaczyła nad sobą zachmurzone niebo, zawracającego gada i coraz bardziej oddalającą się dzwonnicę. Przypomniała sobie te wszystkie sny z dzieciństwa. Sny w których spadała przez niewyobrażalną ilość czasu, aż w końcu budziła się gwałtownie w momencie w którym teoretycznie miałaby się właśnie rozbić o ziemię, podłogę, czy jakikolwiek inny rodzaj podłoża. Być może teraz też się obudzi. Być może to jednak naprawdę był sen. To przecież zbyt nierealne, by naprawdę spadała z bezwładnie wyciągniętymi ramionami, widząc u góry mroczne wieże, słabe promyki słońca prześwitujące przez chmury i... smoka? Nagle z jej ust wyrwało się bolesne stęknięcie, kiedy za ramiona złapały ją twarde, bezlitosne, przypominające szpony łapy. Nie zdążyła nawet uformować jednej logicznej myśli, a już uderzyła całym ciałem w twardą podłogę, obijając sobie chyba wszystko, od kolan, po łokcie, brodę i bok. Upadek był zdecydowanie zbyt mocny jak na jej słabe ciało, a emocje zbyt silne. Jeśli dodać do tego niespokojny sen i bardzo mało jedzenia przez ostatni dzień oraz niewyobrażalną ilość wylanych łez, to co się stało nie powinno nikogo dziwić. Wizja Adelii najpierw się rozmyła, a potem stała całkowicie czarna.
  18. Poszukuję korektora/prereadera/kogokolwiek do tłumaczenia niemieckiego oneshota.
  19. @Król Etirenus - wątpię. To jest jednocześnie przerysowane zbyt dobrze i zbyt źle. W sensie - kucyk bardzo serialowy, ale kreska strasznie poszarpana, a kolorowanie jest słabiutkie. Osoba o takich umiejętnościach by idealnie się wzorować na obrazku z komputera nie popełniłaby takich podstawowych błędów.
  20. Tymczasem Mroczny pan (Jakoś nazwać go trza) siedział w swej kryjówce. Czemu dopuścił do śmierci Celestii? Czy zemsta na dawnej żonie była tego warta? Jaki Ojciec by tak postąpił.
  21. Nieźle. Chociaż muszę przyznać że gdy wymyślałem wygląd wyobrażałem go sobie inaczej.
  22. Teoretycznie istnieje możliwość, iż rysunek mógł zostać narysowany metodą podglądową. Nie jest to negatywne zjawisko, ponieważ w tym przypadku autor może mieć przed sobą inny rysunek np w laptopie. Obserwując go może wzorować swój styl rysowania, ale w to może być trudne do udowodnienia.
  23. - W zaistniałej sytuacji propozycja Fluttershy wydaje się być dobrym pomysłem.
  1. Załaduj więcej aktywności