Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Past hour
  2. Królewskie Antyprzygody doczekały się własnego audiobooka. Każdy odcinek (lub kilka odcinków w jednym filmie jeśli odcinki będą za krótkie aby wypuszczać je pojedynczo) będzie pojawiał się co wtorek o godzinie 16. Posłuchajmy więc co tam słychać u księżniczek. Lista odcinków: Odcinki 1-5
  3. Today
  4. Fanuś

    Takie maleństwo dziś wjechało A imię jego Philips S5420/06. Sprzęt przetestowany. Działa wyśmienicie. Polecam każdemu serdecznie.
  5. Po prostu Tomek

    Grim zupełnie nie był świadom, jaką minę musiał zrobić po zasmakowaniu zdecydowanie zaskakującej i egzotycznej przekąski, jaką był orzech podarowany mu przez Kirinę. Jednak kiedy ten zaczął już musować i ogier mógł poczuć pełnię smaku na języku i podniebieniu, jego pyszczek rozpromienił szeroki i szczery uśmiech kucyka ziemskiego, dość rzadka i raczej niepowtarzalna rzecz widziana z reguły na obliczu surowego weterana. Przez krótką chwilę kapitan zamyślił się, rozkoszując się prezentem i nie patrzył za bardzo na to, co wyczynia Eris na stole. Wrócił jednak na tyle wcześnie by zobaczyć to, co stworzyła z naszykowanych przez Sulphura dań. Zdecydowanie było to coś, czego wcześniej nie widział, i jako bardziej konserwatywny smakosz chyba obawiałby się spróbować. Nie odzywał się jednak, bo i po co. Co kraj, to obyczaj. Kiedy ta zaczęła opowiadać o misji, jaka czekała ich niewielką, najprawdopodobniej dwukucykową drużynę, rdzawy ogier zaczął przysłuchiwać się jej słowom znacznie uważniej. Elementy Harmonii? Wszak Powierniczki pojmano już dawno temu, a same klejnoty, już wcześniej legendarne, najprawdopodobniej zaginęły, lub znalazły się w łapach lub kopytach podłego nieprzyjaciela. Jednak... taaak, odzyskanie czegoś tak ważnego na pewno nie tylko pomogłoby porwać do buntu cały okupowany kraj, ale też miałoby i bardziej wymierne zastosowanie. W Elementach drzemała magia, i choć Grim sam się czasem łapał na tym, że nie myśli o niej zbyt pochlebnie, bowiem ich wrogowie się nią otwarcie posługiwali, to wiedział, że gdyby Rebelia je zdobyła... Cóż. Wrogowie, czy to Podmieńce, czy Sombra, mieliby pozamiatane. Wtedy do ostatecznej rozprawy z nieprzyjacielem pozostałyby tylko skądinąd dobre w wojaczce gryfy, ale i ich Królestwo nie dałoby chyba stawić czoła magii Elementów, Księżniczkom - bo możnaby wtedy uwolnić je obie - oraz zjednoczonym siłom trzech equestriańskich plemion. Z całej wypowiedzi Eris kapitan Grim mógłby mieć tylko jedną uwagę. - Nigdy nie byłem zbyt mocny w kłamstwach - przyznał się szczerze, rozkładając kopyta w geście nieco udawanej bezradności. W oczach miał jednak lekko wesołe iskierki - Na całe szczęście nie jestem sam, a wywiad Rebelii składa się z całego mnóstwa znających się na rzeczy, gotowych na poświęcenia kucyków. Na pewno jest tam ktoś, kto potrafi dobrze łgać, i można to wykorzystać. Później przygotuję rozkazy i prośbę do wywiadu, by agenci w polu i ewentualni szpiedzy w szeregach wrogów rozprowadzali odpowiednie plotki, pogłoski. W takim chaosie na pewno będzie łatwiej i zdobyć informacje, i się poruszać. To może się udać. Dalej brodaty kuc zastanowił się chwilę, powstrzymując swą chęć by zarówno skosztować czegoś z niesamowitej ilości smacznego jedzenia wystawionego w tak wspaniały, twórczy sposób przez Sulphura na stół, jak i przytulić butelkę nalewki. Ucztować można potem, gdy pozna się więcej szczegółów, a przy stole można nakreślić jakiś głębszy plan. - A zatem to jest nasza główna misja. Elementy Harmonii. Z całą siłą, jaką reprezentujemy, nie będzie to łatwe. Nie jestem pewien nawet, czy wiemy gdzie mogą być. Lecz uważam, że spróbować trzeba, to może odwrócić zły los, jaki spotkał naszą krainę. Chętnie dołączę do wyprawy, tylko jedna sprawa. Pod moją nieobecność ktoś musiałby mnie zastąpić, bowiem w tak śliskiej sytuacji nierozważne byłoby odbieranie i przesyłanie jakichkolwiek listów. Mógłbym co najwyżej spotykać się z kurierami osobiście, nadając wiadomości słowne, ale i to jest ryzykowne. Grim uśmiechał się przyjaźnie, widząc jak Eris wykonuje charakterystyczny, zabawny gest niespodziewanego boopnięcia Sulphura w nos, jak i drobną niecierpliwość młodego ogiera. Ach, kapitan wiedział co żółty kuc mógł czuć, sam wszak był kiedyś podrostkiem i młodym ogierem. Ten zapał widoczny w oczach, oddanie sprawie, ciekawy efekt z falującą grzywą... Kto wie, może i Główny Pocztowy, jako osoba i tak już odpowiedzialna za tyle rzeczy, miał na tyle ognia w sobie, by podołać zadaniu. Z pyszczkiem rozdzielonym między namysł i uprzejmą wesołość ogier dosiadł się wreszcie do stołu, popijając herbatę, nalewając sobie nalewki i częstując się zarówno marchewkowym krokiecikiem, jak i burgerem do odgrzania. Cieszyła go ta atmosfera, jakże inna od poważnego nastroju wśród dowódców sztabowych lub przepełnionych zemstą i przemocą, choć już teraz dużo rzadszych akcji bojowych. - Jeżeli mam wyruszyć, by wspomagać i być może ochraniać naszego bardziej wtajemniczonego gościa, będę potrzebował zaufanego kuca, który pomagałby mi przekazywać wiadomości - kontynuował Grim w przerwie między posiłkami. - Zastępcy, czy też może adiutanta, prawdopodobnie obu. Sulphurze... czy byłbyś chętny przyjąć na siebie to brzemię? Zarządzanie moją komórką dzielnych kucyków, pośredniczenie w wiadomościach, pod moją nieobecność? Byłbym zaszczycony. Wyglądasz na porządnego ogiera. A co do samej wyprawy... czy są jakieś informacje, które by nam pomogły? Droga Eris? Być może ze względu na tajność, Księżniczka była dość oszczędna w słowach. Do czego Grim się głośno nie przyznał, a co dodatkowo zaprzątało jego uwagę, była jedna rzecz. Czy nosek Eris rzeczywiście wydaje dźwięk, jaki opisał żółty kuc.
  6. Przykro mi, że takie krótkie komentarze, ale. 13. Wolność, równość, Trixie Nawet zabawna, lekka komedyjka, o której jednak raczej szybko zapomnę. Podobał mi się motyw z dowcipami politycznymi. Daję okejkę, ale nic więcej. 14. Kevin sam w ulu KEVIN! Nie wiem, coś ty brał przy pisaniu tego, ale fedruj tego więcej. Pomysł, by z grupki podmieńców zrobić klasycznych, nawijających godką Ślązaków po prostu zrobił mi dzień. Chcę więcej. 11/10, polecam.
  7. Triste Cordis

    Armin po raz kolejny odwalił kawał dobrej roboty AvB - Turn The World Into A Dancefloor (ASOT 1000 Anthem)
  8. Pora na drugi i prawdopodobnie ostatni fanfik w tym temacie. Okazuje się, że konwencja baśni wybitnie mi nie leży - nie jestem w stanie utrzymać odpowiedniej stylizacji. Samo opowiadanie po przeczytaniu i nawet już w trakcie pisania wydawało mi się najzwyczajniej w świecie nudne. Mówiąc szczerze, gdyby nie fakt, iż obiecałem je skończyć to najpewniej bym je porzucił w stanie niedokończonym. No, to by było na tyle, nie zacznie się roast. Przed Wami: Ali-Ghatorr [Oneshot][Baśń/Bajka][Violence] Jak zwykle dziękuję korektorom, którzy uzdatnili tekst, wywalając z niego masę powtórzeń i innych wynalazków.
  9. Chip

    Synthoscope - The Reactor
  10. Yesterday
  11. Dorzucone dwie czterogodzinki napisane na ostatnie gradobicie. Dziękuję Rarity za korektę! 13. Wolność, równość, Trixie [Oneshot][Komedia] Historia pierwszego spotkania magicznej dyktatorki oraz zbyt ambitnej magiczki. 14. Kevin sam w ulu [oneshot][komedia][random] Po klęsce w Canterlot Chrysalis postanawia ewakuować wszystkie ule w Equestrii. Niestety, jeden z podmieńców żyjących obok Ponyville zostaje pominięty....
  12. 3 miesiące temu opublikowałam swój debiutowy fanfik będący prequelem do MLP:FiM, ale jednocześnie skupia się praktycznie tylko na moich OC. Dostałam propozycję czy też zachętę do poszukania korektora, bo choć fabuła nie boli aż tak, to przyda mu się kilka poprawek. Wstawiłam go tutaj i można go przeczytać w takiej wersji jakiej go pozostawiłam. Całość ma 25 części (prolog + 24 rozdziały) i jest pierwsza z mojej trylogii (jestem w trakcie pisania drugiego tomu). Jeśli jest ktoś zainteresowany to można do mnie napisać na discordzie (wiktoriaaalol#6749)
  13. Harmonogram 25.01-31.01 Poniedziałek |25.01| - Szklistość Euforia; autor: @Alcyone (r.7 str.8) Wtorek |26.01| - Kucyk zabawka i mydło w płynie (cz.5 str. 10); Autor: @Nicz Środa |27.01| - Kryształowe Oblężenie; autor: @SPIDIvonMARDER (Tom 3 r.1 str. 25) Czwartek |28.01| - Dzień, w którym Trixie powiedziała prawdę (rozdział 5 str.13); autor: @Hoffman Sobota |30.01| - Crisis: Equestria; autor: GanonFLCL; tłumaczenie: @aTOM (r.5) Niedziela |31.01| - Wolne czytanieOM
  14. Triste Cordis

    Trover Saves the Universe - bohater przestał reagować na polecenia. Musiałem zrestartować grę. Uwaga, wulgaryzmy
  15. Czyżby ktoś tu nadawał na tych samych falach co ja? SPOJLERY Tak, ten fik zostało mi polecony przez mistrza Suna, a on dobrze wie, co ja lubię. A raczej czego NIENAWIDZĘ, a NIENAWIDZĘ RD. Więc… z zainteresowaniem sięgnąłem po tego fika. Specjalnie go jeszcze nie przeczytałem, licząc na zapisanie moich emocji na gorąco, zresztą, czasem robiłem tak już wcześniej, dlatego to nic nowego. Fabuła, jak ona się rozpoczyna? RD leci tuż nad chmurami i wykonuje bajeczne akrobacje, które ostatecznie doprowadzają do długo wyczekiwanej przeze mnie kraksy. No bo Dash jest aż tak debilna, że wleciała w chmury, pędząc na łeb, na szyję. To trochę tak, jakby kierowca wjechał na pełnej prędkości prosto we mgłę. Ale dostała to, na co zasłużyła. Zderzyła się z ziemią. Następna scena, to opłakiwanie zmarłej przyjaciół przez mane 5, no oprócz Twilight, która stwierdza, że to w sumie dobrze się stało, bo teraz będzie miała okazję… wskrzesić Tęczkę. “- Nie żyje. - Uszy alikorna poderwały się w górę. - Rainbow nie żyje! To wspaniale! Mogę ją teraz uratować!” NIEE. BŁAGAM, TYLKO NIE TO. A BYŁO JUŻ TAK DOBRZE. NIE PSUJ TEGO… Chociaż w sumie, jeżeli ożywią ją po to, aby mogła umrzeć jeszcze raz… No, nie takie to głupie. Okej, niech więcej będzie. Tak więc Twi ostatnio natrafiła na pewną księgę, która opisuje pewien rytuał. Przygotowania zajmą parę dni, dlatego przez ten czas przyjaciółki postanowiły przechować ciało niebieskiej lotniczki. “- Przygotowanie rytuału zajmie mi kilka dni, więc do tego czasu musimy zająć się ciałem Rainbow. Ooch, już się nie mogę doczekać! - Rozejrzała się wokół. - Fluttershy, pomóż mi przenieść ją na tamtą chmurę. Możemy ją tam przechować przez ten czas.” Na chmurze? Masz na myśli ten niestabilny obiekt, który w każdej chwili może zmienić położenie lub całkiem się rozwiać? No super… Ktoś tu zapomniał o chaosie deterministycznym oraz Edwardzie Lorenzie. Ale… ciul z tym. Ciało Rainbow nie bardzo mnie obchodzi, więc niech robią, co chcą. I wiecie, co się dzieje? Zwłoki przelatują po chwili przez obłok i z powrotem uderzają o ziemię. Hehe… No trochę mnie to rozbawiło. W pierwszej chwili zdziwiłem się, ale to rzeczywiście ma sens. Co mam na myśli? A to, że pegazy potrafią chodzić po chmurach, JEDNAKŻE jest to spowodowane tym, że mają w sobie pegazią magię. Teraz, kiedy Dash już nie żyje, nie ma mowy o żadnej magii, a przyjaciółki postanawiają przenieść ciało na płachcie. Po jakimś tygodniu, wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Twi narysowała pentagram wpisany w koło, siedmioramienną gwiazdę na suficie i pozapalała świeczki. Applejack przytaszczyła zwłoki Rainbow w jakimś pudle, pewnie po psim żarciu, co Rarity komentuje z niesmakiem. Myślę, że po takim czasie, to z niesmakiem skomentuje stan, w jakim znajduje się Rainbow, o ile jej nie zakonserwowały. Tak więc czas przystąpić do rytuału. Twilight odczytuje inkantację, ognie piekielne buchają złowrogo, aż… ciało Tęczki wreszcie zaczyna się ruszać. Rainbow żyje… ale moja nadzieją też jeszcze jakoś się trzyma. “Odwróciła się, a jej głowa nagle przekrzywiła się na bok. Rainbow sięgnęła kopytem i ustawiła ją na swoim miejscu. - Ups. To mi się nigdy wcześniej nie przytrafiło. - Hmm. - Twilight uniosła brew. - W sumie w książce nic nie pisało o tym, że czar uleczy takie rzeczy jak złamany kark. Domyślam się, że prędzej czy później wszystko się samo naprawi. Pomyślę nad tym podczas obiadu.” Tak, tak, samo się zrośnie. Poboli, poboli i przestanie. Trzeba rozchodzić ten złamany kark. Ale muszę zadać to pytanie; czy one ją jakoś zakonserwowały? Bo po tygodniu, to już powinna gnić. Jestem pewien, że jelito grube już zaczęłoby się rozpuszczać pod wpływem drobnoustrojów; ono zawsze rozkłada się w pierwszej kolejności. No dobra, załóżmy, że jakoś ją zakonserwowały. Ach, no i Rainbow najwidoczniej nie jest już normalnym kucykiem, no bo gdyby była, to sam fakt wskrzeszenia nic by nie dał. Umarłaby od razu po ożywieniu, dzięki temu złamanemu karkowi. Czyżby stała się zombie albo innym nieumarłym? No ciekawe. I co się okazuje? Rainbow ma ochotę na Applejack! Całe szczęście nie w “tym” sensie, ale w takim, że po prostu chce ją zjeść. Trochę to niepokoi pozostałe klacze, ale jakoś to rozchodzi się po kościach. Na razie. Kolejna scena pokazuje nam Dash, która próbuje namówić Applejack do tego, aby oddała jej kawałek swojego mięsa. Farmerka oczywiście się nie zgadza, przez co wielce obrażona Rainbow odlatuje w pierony. Ech… w ogóle się nie zmieniła. W dodatku, w kolejnym fragmencie, dowiadujemy się, że zjadła Rarity. Twilight nakrywa ją na tej strasznej zbrodni, gdy leży w łóżku krawcowej i głośno beka po sytym posiłku. To bardzo denerwuje księżniczkę, jednak… nic straconego. Mają przecież zaklęcie, które pozwoli przywrócić dawną Rairty, a po ulepszeniu zaklęcia przywołującego, potrzebne są do tego jedynie szczątki kucyka. No i w ten sposób, po kolejnym tygodniu, Rarity zostaje ożywiona. Natychmiast wyjaśnia sobie z Teczką to, co wcześniej zaszło. Otóż Rainbow ogłuszyła białą jednorożkę maszyną do szycia i nabałaganiła w całym domu. Żadnej kultury! Już mogła chociaż sobie jakiś fartuszek założyć i zjeść w łazience. Ach i jeszcze jedno. Twi ulepszyła zaklęcie, dzięki czemu ożywione kucyki nie będą chciały jeść mięsa, więc Rarity nie stanowi problemu. Jedynym problemem jest tu teraz RD. Ale zanim znowu zginie, aby powstać jakoś wegetarianin, postanawia skosztować Pinkie Pie, bo uważa, że jej mięso będzie słodko smakować. Pinkie się zgadza, oczywiście, przez co idą do kuchni, aby… ją przyrządzić w jakieś polewie. Po paru tygodniach wszystko wraca… do normy? No niby tak. Przyjaciółki używają pamiętniczka, aby podzielić się z nami swoimi debilnymi przemyśleniami, które w sumie stoją na podobnym poziomie, jak te w serialu. Ale nie mogę się czepiać, bo to dla dzieci, jak pewnie bronies zapomnieli. No i tak to wszystko się kończy. Okej, fanfik jest naprawdę dobry. Może zacznę od formalność. Strona techniczna prezentuje się perfekcyjnie. Już dawno nie widziałem tak dopieszonego pod tym względem dzieła. Fakt, nie jest długi i czyta się go szybko, więc zadanie nie było aż tak trudne, aczkolwiek należy go pochwalić i oddać honory tłumaczowi. Nie mogę się przyczepić. Może tagi wypadałoby poprawić, bo oddzielnie zapisane [dark] i [comedy] sugeruje, że nie znajdziemy tam czarnego humoru, tylko komedię oraz mroczniejsze fragmenty. To duża różnica. Jeśli chodzi o fabułę, to też nie mogę wskazać tu nic, co by się gryzło. To bezpiecznie obrana droga, poprzez poleganie na absurdzie i sprowadzanie do żartu kwestii życia i śmierci. Czy to się udało? Jak najbardziej. Nie ma tutaj chamskiego, niedojrzałego, po prostu żałosnego i poku*wionego humoru jak w usuniętych scenach Frozen Rainbow, ale też nie uświadczymy drętwych gagów czy… moich ukochanych żarcików o seksie. Motyw z wskrzeszaniem połączony z reakcjami głównych postaci naprawdę dobrze się sprawdził. Właściwie to śmiało można by dodać tutaj tag [random], no bo jak inaczej traktować fik, w którym postacie są zabijane i co rusz przywracane do życia, z czego kompletnie nic sobie nie robią, a niektóre bohaterki aż kładą się na talerzu, by stać się czyimś obiadem? I to wszystko jest jeszcze przedstawione w taki lekki sposób. Dialogi są utrzymane w klimacie absurdu. Same postacie to karykatury tych oryginalnych, jednak wciąż czuć, że mają w sobie dawny charakter; jest on po prostu przedstawiony w krzywym zwierciadle. Nie uświadczymy zbyt wielu opisów, ale to akurat nie problem. Gorszy od braku opisów jest ich nadmiar i lanie wody, a w omawianym dziele akcja całkiem sprawnie przeskakuje od punktu do punktu, co nie pozwala się nudzić. Cóż, ogólnie rzecz ujmując, tekst czytało się z zaciekawieniem i uśmiechem na ustach. Jednak jeżeli ktoś ma ochotę poczytać coś bardziej ambitnego, to tu tego nie znajdzie. To tylko komedyjka, co oczywiście nie jest niczym złym, bo takie teksty są tak samo potrzebne. Tak naprawdę fika mogę polecić każdemu. Tylko niestety RD wciąż "żyje". O kurde... Tyle ode mnie. Pozdrawiam!
  16. Grento YTP

    Tytuł tego fanfika kojarzy mi się ze… strefą 51. Ciekawe dlaczego? SPOJLERY No, muszę przyznać, że ten fik jest zacny. Ciekawy, dobrze napisany i poprowadzony. Choć Starlight w tym wydaniu… jest niemożliwa. Ale zaraz się przekonacie, co mam na myśli. Fajne jest również to, że trafił mi wreszcie na jakiś fik, w którym pojawiają się postacie z, powiedzmy, drugiej fali MLP. Zobaczymy w akcji irytującą Starlight Glimmer oraz odmienioną, ale wciąż doprowadzając mnie do furii i wrzenia, Trixie. Jak fajnie… Któraś tam zasada wszechświata mówi, że jeśli w fanfiku nie ma Rainbow Dash, to trzeba wrzucić jakąś inną postać, która będzie doprowadzać mnie do gniewu. Więc… proszę bardzo. Oto Trixie Lulamoon, a do tego Starlight. Niestety również ten fik nie jest dokończony, więc… heh, no sprawdźmy, co dostaliśmy do tej pory, a nuż autor doprowadzi historię do końca. Rozdział pierwszy. Zaczynamy w szpitalu, do którego Trixie trafiła po swoim występie (i dobrze). Oczywiście narzeka na wszystko wokół, że sala szpitalna jest nudna i niejaka (zupełnie jak ona, więc nie powinna się skarżyć). No ja nie wiem, czego oczekiwała. Nie trafiła do zamku, tylko do placówki dla zwykłych zjadaczy siana. Starlight postanowiła ją odwiedzić i wysłuchiwać cierpliwie tych jęków. “Starlight rozejrzała się wokół. Znajdowała się w typowej, niczym się niewyróżniającej, szpitalnej sali. Pomieszczenie było niewielkie i do bólu nijakie. Umieszczono w nim dwa tanie łóżka, przy których stały niewielkich rozmiarów szafki, służące zapewne za schowek na rzeczy osobiste. W kącie sali Starlight dostrzegła paskudną umywalkę, na widok której Rarity zapłakałaby rzewnie. Obrazu bylejakości dopełniały pokryte białą farbą ściany. Jedyną rozrywką pacjentów w tej sali był widok za oknem, nawet jeśli przedstawiał tylko szpitalny dziedziniec.” Och, takie straszne, że wszystkim szwy pójdą! Poza tym… Szpitalne szafki służące do przechowywania rzeczy osobistych? Ależ nie! One istnieją tylko po to, aby pielęgniarka mogła się tam schować, by monitorować pacjentów i sprawdzać, czy grzecznie biorą leki i czy idą wcześnie spać. No i ten opis pokój… Skoro był nijaki, to po co przybliżać jakieś nieistotne szczegóły? No i oprócz tego, nie wiem czy wiecie, ale szpitale nie istnieją po to, aby być parkiem rozrywki, tylko po to, aby leczyć ludzi, no, kucyki w tym przypadku. Nie mają tam jakieś świetlicy, czy coś? Tam zawsze był telewizor i inne gadżety. U kucyków pewnie byłby rzutnik. Dobra. Ale dlaczego Trixie w ogóle wylądowała w tym przerażającym miejscu? Właśnie tego próbuje dowiedzieć się Starlight. Zaczyna wypytywać ją o to, co robiła tuż przed zemdleniem. Okazuje się, że iluzjonistka napiła się wody w trakcie występu. “– Pamiętasz, jak smakowała twoja woda? Może była dziwnie słodka czy słona? – zapytała w końcu po zebraniu do kupy całej tkwiącej w niej odwagi. – Czy tobie wydaje się, że zostałam otruta? Na mózg ci padło, Starlight! – zirytowała się iluzjonistka.” Ktoś postanowił wziąć sprawy we własne kopyta i dokonać bohaterskiego czynu, jakim byłoby otrucie tej pindy. Szkoda tylko, że ta osoba nie zdawała sobie sprawy z tego, że trucizna powinna być bezwonna, bezsmakowa i bezbarwna. Starlight chyba też nie zdaje sobie z tego sprawy, skoro zadaje takie pytania. No i nie wiem, jaki sens miałoby podtrucie iluzjonistki. Warto było ryzykować? A nie lepiej już całkiem ją zabić? No, myślę, że się tego dowiemy. Następne fragmenty obrazują nam to, przez to przechodziła Trixie po wygnaniu jej z Ponyville. Była wytykana kopytami, szydzono z niej. I wiecie co? Wcale mi jej nie żal. Zasłużyła sobie. Za pierwszym razem był zwykłą suką, a gdy powróciła, posiadając Amulet Alicornów, stała się tyranką, która zniewoliła całe miasto. Myślę, że za coś takiego spokojnie mogłaby zostać wygnana do Tartaru. Przecież posługiwała się czarną magią! Dlaczego nigdy nie dosięgła jej sprawiedliwość? W odróżnieniu od Cozy Glow, ona była dorosła. Wiem, że Cozy spowodowała większe zamieszanie, ale mimo wszystko była źrebakiem. Ech… No ale to już absurdy serialu. Trzeba to przełknąć. Wracamy. Najpewniej minęło parę godzin od ostatniej rozmowy przyjaciółek. Trixie, jak rasowa ku*wa, zamiast pogadać z kimś, kto cię odwiedził w potrzebie, postanawia czytać książkę, przez co siedząca obok Glim Glam okropnie się nudzi. Ale nie no, serio. CO TO MA BYĆ? Przychodzicie do kogoś leżącego w szpitalu, gadacie z nim chwilę, po czym chory bierze książkę, otwiera i zaczyna czytać PRZY WAS, kompletnie Was olewając. No straszne kutasiarstwo i brak jakiegokolwiek taktu, ale to Trixie, więc wcale się nie dziwię. Na szczęście tę męczarnię przerywa pielęgniarka, która ogłasza, że czas odwiedzi już się skończył. “– Czas odwiedzin minął, uprzejmie proszę wyjść – rzekła stojąca w przejściu pielęgniarka, choć ton jej głosu wcale uprzejmy nie był. Starlight uniosła brwi wysoko. Nie przypuszczała, że minął już cały dzień. Wydawało jej się, że wciąż było południe. Nie miała jednak żadnych podstaw, aby nie wierzyć słowom świdrującej ją wzrokiem pielęgniarki. Westchnęła głęboko, wstała i przeciągnęła się niczym kot.” Jak to nie miała żadnych podstaw, aby nie wierzyć pielęgniarce? Przecież wystarczy spojrzeć na zegarek albo wyjrzeć przez okno, aby sprawdzić, ile mniej więcej upłynęło czasu. Ech… Ale nie narzekam. Błagam, Glim Glam, wyjdźmy już z tego miejsca! Och, okej, jesteśmy na zewnątrz. Starlight idzie brukowanymi ulicami i zastanawia się, gdzie mogłaby spędzić noc. Teoretycznie w zamku, ale nie chce nadużywać gościnności królewskich sióstr. Dowiadujemy się, że akcja fika dzieje tuż po odcinku 10 siódmego sezonu, czyli tego, który opowiadał o kłótniach między Celestią a Luną. Czarodziejka znajduje wreszcie hotel i melduje się. Wchodzi do pokoju i od razu dostrzega jego skromny wystrój. To przypomina jej czasy, gdy mieszkała w swojej wiosce i była dyktatorką. Zaczyna wracać wspomnieniami do przeszłości. Otóż okazuje się, że Starlight miała realną szansę na to, aby podbić Equestrię, o czym postanowiła powiedzieć swoim towarzyszom. “Starlight przywołała magią niewielką drabinkę i weszła na najwyższy stopień. – Nadszedł nasz czas, pora ruszać na stolicę! – krzyknęła. – Mieszkańcy Canterlotu z pewnością nie są zacofani i wnet dołączą do naszej sprawy – uśmiechnęła się nieszczerze – lecz jeśli będziemy zmuszeni nieco rozjaśnić ich oślepione snobizmem umysły, z przyjemnością to uczynimy! Te słowa zostały powitane okrzykami radości i gromkimi brawami. Starlight nie musiała nic dodawać, wszyscy mieszkańcy wioski od wielu miesięcy czekali na rozpoczęcie rewolucji. Szpicle w państwie gryfów poinformowali ją, że skrzydlaci sąsiedzi Equestrii dzisiejszego poranka rozpoczęli długo oczekiwaną inwazję. Nie było lepszej okazji na sienie zamętu. Razem z gryfami zdobędzie Canterlot i podzieli się królestwem. Wszyscy zostaną obdarowani po równo... poza nią, oczywiście. “ Okej, to zbyt piękne, a raczej głupie, aby mogło być prawdziwie. Że niby Starlight, przywódczyni wiochy z dziesięcioma domami na krzyż, miałaby mieć cokolwiek do powiedzenia w obliczu gryfiej armii? No bez jaj. Niczego nie dostanie. NICZEGO. O ile nie ma jakiegoś superasa w kopycie, no to nie ma szans. Imperium gryfów, czy co oni tam mają, zgarnie wszystko dla siebie. Ale ten equestriański sen szybko się kończy, gdy Starlight się wybudza. “Z niechęcią rozchyliła powieki, mamrocząc przy tym kilka dziwnych słów. Słów takich jak “równość”, “towarzysze”, a nawet “dwójmyślenie”. Po kilku chwilach, gdy przypomniała sobie, o czym śniła, jej twarz oblał potężny rumieniec. Słodki sen z poprzedniej nocy na obaleniu wszystkich księżniczek i książąt w całej Equestrii się bowiem nie kończył.” Brakuje jeszcze cheekie breekie iv damke. No i ten fragment jest trochę dziwnie napisany. Kropka została wstawiona w złym miejscu, zły przyimek albo brak dopełnienia. Ale fik ogólnie jest dobrze napisany. Wracamy do Starlight. Orientuje się, że zaspała i dochodzi godzina jedenasta. Wcześniej obiecała Trixie, że ją odwiedzi z samego rana. Ja bym tam zbytnio się tym nie przejmował, zwłaszcza po tym co zrobiła wczoraj, no ale cóż. To jest jakieś toxic relationship. Glim Glam zakłada juki na siebie i pędzi do szpitala. Po drodze widzi jeszcze jakąś paradę wojskową, po czym dociera na miejsce. Rozdział kończy się w ten sposób, że w sumie nie wiadomo, czy zastała przyjaciółkę w szpitalnym łóżku. Zgaduję, że jej tam nie będzie, no bo przecież trzeba jakoś zawiązać akcję. “– Tak, miałam być z samego rana, przepraszam – rzekła klacz na powitanie. Odpowiedziała jej cisza. Wewnątrz nie było żywej duszy. “ Heh. Starlight przez chwilę jest zdezorientowana. Wydaje jej się, że pomyliła pomieszczenia, jednak tabliczka z numerem sali się zgadza. Czarodziejka zaczyna obawiać się o to, co się mogło stać. Ja tam osobiście się cieszę, ale to tylko ja. “Ze strachu zrobiło jej się słabo. Próbowała jednak myśleć trzeźwo, nie chciała, aby emocje wzięły nad nią górę. Może błękitna jednorożec po prostu przechodziła właśnie jakieś badania? Ale czy zabrano by ją wraz z łóżkiem? Tego Starlight nie wiedziała, sama nigdy nie była w szpitalu.” Tak, no właśnie tak, to jest najlogiczniejsze wytłumaczenie. Skoro zniknęła wraz z łóżkiem, to powinna być na badaniach, być może jakieś toksykologii czy coś. Nie wiem, nie znam się. Ale Starlight chyba trochę za bardzo panikuje. Z jej przyjaciółką ostatnim razem było wszystko w porządku. Nie była umierająca, a teraz najpewniej pojechała na badania. Oczywiście my wiemy, że nie, bo to fanfik, ale… z perspektywy Starlight wygląda to trochę inaczej. “Nie zarejestrowała nawet kilku obelżywych uwag, wykrzyczanych przez pacjentów, których potrąciła po drodze. Zamierzała zapytać o przyjaciółkę, po czym się z nią spotkać.” Zajebiście. Nie ma to jak jeszcze dołożyć tym chorym osobom, którzy i tak mają przewalone. Ach no i nie sądzę, aby personel medyczny dostarczył jej jakichkolwiek informacji, a to z racji tego, że nie jest spokrewniona z Trixie… No chyba są razem. BŁAGAM, ŻEBY NIE. JEŚLI TAK BĘDZIE, TO MOMENTALNIE PRZERYWAM PISANIE TEGO POSTA I WRZUCAM TO, CO JEST. Ale to raczej się nie spełni. Raczej nie… Raczej… No okej. Więc Starlight biegnie w stronę recepcji, lecz napotyka długą kolejkę. “Iluzja piękna oraz świetności rozwiewała się podczas wejścia do dowolnego pomieszczenia, jednako szarego i nudnego. Szpitalnemu parterowi nie sposób było jednak odmówić pewnej klasy.” O Boże, no kogo obchodzą ściany w szpitalu. Wszyscy liczą tylko na to, aby dojść do zdrowia. Szpital to nie hotel! Ech… Starlight postanawia się rozejrzeć. Widzi jakiś plakacik, który ją wku*wia, potem widzi jeszcze inne… Po co o tym wspominam? No nie wiem… Było w fiku, to i tutaj o tym wspomnę. Następnie mamy narzekanie na służbę zdrowia, biurokrację… Czy my jesteśmy w Polsce? Ale główna bohaterka wreszcie dociera do klaczy w rejestracji. Pyta o przyjaciółkę i okazuje się, że jej nie ma w rejestrze. “– Urgh, zapomniałam, że Trixie przedstawiła się jako "Wielka i Potężna". Proszę sprawdzić pod "W"! – pacnęła się w czoło.” Co? To można sobie podać jakąkolwiek tożsamość? Co za bzdura. Najpierw była mowa o tej całej zawszonej biurokracji, a teraz okazuje się, że to pic na wodę, bo nie ma żadnego porządku. Poza tym, gdyby ktokolwiek postanowił się tak przedstawić, to albo zostałby wyrzucony na zbity pysk, albo wylądowałby w psychiatryku. Obie opcje są kuszące, zwłaszcza jeśli chodzi o Trixie. No ale po krótkiej wymianie zdań, Starlight wreszcie bierze recepcjonistkę za fraki i przyciąga do siebie. Jej uwaga zostaje odwrócona, gdy spostrzega idącego spokojnie lekarza, który pchał wózek. Ten typ od razu wydaje się jej być podejrzany. Dlaczego? Ponieważ zignorował zamieszanie przy recepcji. O wow, no rzeczywiście podejrzane. Może po prostu nie chce mieć z tym nic wspólnego, bo i tak ma już coś innego do roboty. Lekarze nie są od bezpieczeństwa, tylko ochroniarze, którzy zresztą są tam na miejscu. No i mówiąc o ochroniarzach, to jeden z nich podchodzi do Starlight i zamierza wyprowadzić na zewnątrz. Glim Glam się jednak buntuje, w rezultacie czego, O DZIWO, dostaje bęcki. No… najpierw była w stanie na równi walczyć z Twilight, a teraz jakiś random ją pokonał. No pięknie. Ale Starlight ląduje na bruku. I dobrze. Ach, zapomniałem jeszcze o czymś wspomnieć. Wcześniej, gdy widzieliśmy ten wózek pchany przez lekarza, dostaliśmy pewną, ważną informację; otóż spod płachty narzuconej na całą konstrukcję wystawał fragment płaszczu z gwiazdkami. Oczywiście chodzi tu o ubiór Trixie. Czyżby iluzjonistka została poddana utylizacji lub przeprowadzają na niej nieetyczne eksperymenty? Oby tak! “Oczywiście nie zamierzała nikogo informować o żenującej sytuacji, która się jej przytrafiła. Twilight wraz z pozostałymi przyjaciółkami dosłownie rozwaliły kiedyś króla Sombrę na kawałki, a ją znokautował jakiś przypadkowy pegaz. Rainbow Dash wraz z Applejack nie dałyby jej żyć, gdyby się o tym dowiedziały. Już widziała ich roześmiane miny, już słyszała złośliwe docinki.” No właśnie. Choć ja bym osobiście się nie śmiał, no bo Starlight, pomimo swojej głupoty, chciała dobrze, więc… no przyjaciółki nie powinny się raczej z niej wyśmiewać. Szczególnie RD, która jest z nich wszystkich najdebilniejsza. Haha. “Coś jej mówiło, że nawet Fluttershy miałaby ubaw. Żółta pegaz słynęła z dobroci oraz spokojności, lecz w ostatnich dniach zrobiła się irytująco asertywna i śmiała.” Nie! Trzymajcie się z dala od Fluty! Nie psujcie jej! Ale najwidoczniej wirus dasholi zaczyna się rozprzestrzeniać. Starlight postanawia przejrzeć się w tafli wody okolicznej fontanny, na której stoi posąg skrzydlatej klaczy. Przy okazji dostrzega, że woda wpływa do wnętrza wyrzeźbionych oczu. Zapisuje tę informację w głowie i postanawia to zbadać przy następnej wizycie. “Starlight jak gdyby dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że piecze ją cała twarz. Pomyślała, że gburowaty ochroniarz jeszcze jej za to zapłaci. Obecnie, na głowie miała jednak ważniejsze sprawy, od paru zadrapań.” Sama jesteś sobie winna, Starlight. Wiesz o tym? To, co zrobiłaś, było naruszeniem nietykalności cielesnej, więc… no ochroniarz miał prawo cię wywalić na zbity pysk. Ale początkowo tego nie zrobił. Grzecznie poprosił, abyś udała się za nim, tuż po tym, jak ZŁAPAŁAŚ RECEPCJONISTKĘ ZA KITEL I ZACZĘŁAŚ GROZIĆ. A potem oberwałaś w twarz, gdy chciałaś rzucić jakieś zaklęcie. Skąd ochroniarz miał wiedzieć, czy nie próbujesz kogoś skrzywdzić? No właśnie. Rzucanie zaklęcia, to jak użycie broni. Ochroniarz i tak łagodnie ją potraktował, bo równie dobrze ktoś inny połamałby jej kończyny i przytrzymał do przyjazdu policji. Ja pie*dolę… Starlight robi się coraz gorsza. Ale to wina Trixie. Z kim przystajesz, taki się stajesz. Glim Glam postanawia użyć zaklęcia niewidzialności. Dzięki temu ponownie dostaje się do szpitala. “Poszukiwała wzrokiem swojego ulubionego, postawnego ogiera. Wypatrzyła go bardzo szybko. Nadgorliwy brutal stał w kącie, nieruchomo niczym posąg, jednak jego oczy czujnie świdrowały wszystkie przechodzące przez drzwi wejściowe istoty. Prawdopodobnie chciał się upewnić, że klacz nie będzie znów straszyć personelu oraz zakłócać spokoju pacjentów. Przemknęło jej przez głowę, aby ukarać pegaza za to, co jej uczynił, lub chociaż w jakiś sposób sobie z niego zadrwić.” “Nadgorliwego brutala”? Nosz ku*wa mać, już tłumaczyłem, że w tym przypadku, to Starlight jest winna. Boże, ale mnie wku*wia ta postać. I za co chcesz go ukarać, pindo? Za to, że pilnuje porządku? A co, jak ty coś chcesz, to wszyscy mają skakać w rytm twoich żądań? Ja je*ę… Starlight przekrada się do drzwi zabezpieczonych na zamek elektryczny oraz kod. “Takie zabezpieczenia wciąż były novum w Equestrii, jednak coraz częściej można było ujrzeć je w urzędach, fabrykach, czy właśnie szpitalach. Starlight uważała takie zamki za zbędną fanaberię. Czasami zastanawiało ją, w jakim celu kucyki zabezpieczają pomieszczenia, tajne skrytki, czy nawet biurkowe szufladki kodem, bądź jakimś skomplikowanym zamkiem, skoro odrobina magii pozwalała skruszyć nawet najbardziej wymyślne przeszkody.” No okej, ale jednak takie przejścia nie pozwalają wejść dwóm trzecim populacji całej Equestrii, nie mówiąc już o innych stworzenia i o słabszych jednorożcach. Ponadto, nawet Starlight nie zdołała po prostu się teleportować do wewnątrz, w obawie… no przed nieznanym. Nie wie, co tam się znajduje, więc postanowiła tego nie robić. Ale wystarczyłoby się tepnąć jakieś dwa metry przed siebie i byłoby wszystko w porządku. Nawet nie dwa metry, a półtora. No nie wiem, jak długie są te kuce, ale przez przesady. Więc co robi Starlight? Eee… nawala w przypadkowe cyferki, aż drzwi się otwierają. Genialne! Używając kombinatoryki, można obliczyć, jakie ma na to szanse. A więc… 10 razy 10 razy 10 razy 10 (bo zakładam, że to był PIN) to jakieś… 10000 kombinacji. Jej szanse na odgadnięcie, to jak jeden do dziesięciu tysięcy. Huh, a ile trwa wpisanie kodu? No załóżmy, że dwie sekundy. A więc… 2 razy 10000 to 20000 sekund. Teraz podzielmy to przez liczbę sekund w pełnej godzinie, a wynosi to 3600. 20000/3600 równa się… 6,666666666666667, w przybliżeniu 6,7. Ostatecznie sprawdzenie wszystkich kombinacji, zakładając, że ktoś nie robi nic innego, tylko nieustannie wpisuje kod, zajmie 6 godzin i 42 minuty. I NIECH MI KTOŚ TERAZ POWIE, ŻE POLONIŚCI NIE UMIEJĄ LICZYĆ. Choć to akurat było dziecinnie proste… Ale całe szczęście, żółty lekarz, którego widziała wcześniej, otworzył drzwi od wewnątrz i pozwolił Starlight wślizgnąć się do środka. I tak się kończy drugi rozdział. Dobrze, przyspieszmy to trochu. No więc czarodziejka odpoczywa chwilę, a po odzyskaniu sił idzie do prosektorium. Tam sprawdza, czy nie znajdzie ciała Trixie. Nie znajduje, lecz zaczyna słyszeć dziwne głosy w swojej głowie. W pewnym momencie ma wrażenie, że mówi do niej Trixie. Jednak to wszystko z czasem przemija, a Starlight znajduje jedynie ciało jakiegoś staruszka przykryte prześcieradłem. Wychodzi z kostnicy i rusza w drugą stronę. Wchodzi do magazynu tlenu medycznego. Tam odkrywa ogromnie pomieszczenie i setki półek. Zagląda do jednego z zakurzonych kartonów z napisem “Action Shot”. W środku dostrzega wiele różnych rupieci oraz zdjęć, a także gazetę. Najwidoczniej te wszystkie rzeczy należały kiedyś do Action Shot, czyli klaczy ze zdjęcia na znalezionym tabloidzie. Glim Glam odkrywał kolejne pudełko z napisem Lightning Dust. “Starlight nawet ją kojarzyła, gdyż nawalonej cydrem Rainbow Dash zdarzało się czasem bełkotać w towarzystwie przyjaciółek o “aroganckiej, lekkomyślnej klaczy, której bardzo chętnie skopie zad, gdy tylko ją znowu spotka". Wow, to brzmi zupełnie jak opis Rainbow Dash. Więc RD jest hipokrytką. A do tego alkoholiczką. Niech wreszcie spłonie w jakimś piekle! Ale Starlight znajduje rzeczy osobiste Dust, a po chwili natrafia na trzecie pudełko. Na całe szczęście, znajdują się w nim rzeczy osobiste iluzjonistki. Pod wpływem tego znaleziska, czarodziejkę ogarnia szał. Przypuszcza najgorszy, możliwy scenariusz. “Wszyscy musieli poczuć jej żałość i gniew, musieli poczuć jej ogromny ból. Nawet pacjenci. Rozgniewana klacz zamknęła oczy, z niezwykłym, jak na nią, trudem, skoncentrowała na zaklęciu i zniknęła w oślepiającym błysku, myśląc o księżniczkach. I zemście. “ Nawet ci boguduchawinni pacjenci, którzy tak samo jak Starlight mają własne rodziny, przyjaciół, marzenia i aspiracje? Ech… Ale tak to się kończy. Fik urywa się w najlepszym a jednocześnie najgorszym, możliwym momencie, jednak to, co dostaliśmy do tej pory, już daje do myślenia. Ogólnie mówiąc, to podobało mi się. Mamy jakąś tajemnicę, dziwne zaginięcia kucyków, jakieś spiski. Wydaje mi się, że to mógłby być jakiś projekt rządowy, bo z tym kojarzy mi się tytuł. Tylko księżniczki raczej nie pozwoliłbym na coś takiego. Możliwe, że ktoś to robi za ich zadem. Trudno jest wyrokować cokolwiek na tym etapie. Szpital z pewnością jest w to wszystko zamieszany, co sugeruje, że to mogą być eksperymenty medyczne bądź podpucha i mylenie tropów, aby trudniej było dojść do prawdy. Drażni mnie nieco zachowanie Starlight. Jest strasznie apodyktyczna, nie zna umiaru i dba jedynie o swoje pragnienia, a do tego kompletnie nie panuje nad sobą. Nie tak zapamiętałem tę postać. Jasne, potrafiła się wkurzyć, ale w uzasadnionych przypadkach, jak na przykład wtedy, gdy Discord, który denerwował ja już od dłuższego czasu, naraził jej uczniów na śmierć, przez co go wygnała ze szkoły przyjaźni. Tutaj nie ma powodów do tego, aby od razu panikować i martwić się o Trixie. No zniknęła sobie. Mogła pojechać na badania. Oczywiście później już wiemy, że jednak nie, ale reakcje tej postaci są przesadzone. Zachowuje się jak dupek, w ogóle nie zwracając uwagi na całe otoczenie. Ma pretensje do ochroniarza za to, że ją wyrzucił ze szpitala, po tym jak narobiła dymów i stawiała opór. Chce wyrżnąć cały szpital, pewnie wraz ze starcami i źrebakami. Jak wiem, że to pod wpływem emocji, ale przez przesady. Nie ma żadnych powodów, by kierunkować swój gniew na niewinne kucyki. Dziwi mnie również to, że nie skontaktowała się z Twilight bądź księżniczkami przed przystąpieniem do całej akcji. Każdy, normalny kuc zgłosiłby to na policję, to znaczy to zaginięcie. A samo włamanie się do zamkniętych pomieszczeń personelu medycznego też zostało napisane na pałę. Ot, Starlight fartem obchodzi kod drzwi, potem rozwala kolejny zamek za pomocą zaklęcia i tyle. Nie było w tym żadnego pomyślunku ani ciekawych rozwiązań. Wyszło dość naiwnie. Mamy też ten wątek przeszłości Starlight. Okej, nie mogę go ocenić, bo został dopiero poruszony. Nie wiem, jaki miałoby to wpływ na dalszą historię. Przez cały fanfik otrzymujemy wiele wtrąceń na temat tego, jak jednorożce korzystają z magii, jak Starlight studiowała, jak wyglądały jej chwile wraz z Trixie. Sama iluzjonistka pojawia się tylko na początku I DOBRZE. NIECH SPADA. Mam nadzieję, że zostanie przerobiona na nawóz. Osobiście, to nie czuję tego dramatyzmu, bo kompletnie nie obchodzi mnie Trixie. Ale przynajmniej lubię Starlight… no, w tym wydaniu trochę mniej. Strona techniczna jest bardzo dobra. Jasne, zdarzają się błędy, ale to akurat normalne, tego nie da się uniknąć bez ingerencji profesjonalnych korektorów. Autor ma również kształtujący się styl i tylko drobne potknięcia śmierdzą od czasu do czasu amatorszczyzną. Mogę polecić ten fik tym, którzy lubią trochę akcji i podążanie za tropem jakieś wielkiej afery oraz teorii spiskowej. Tyle ode mnie. Pozdrawiam!
  17. Fanuś

    Laszl
  18. Rytuał odbyty, pora wiec na relację z niego. Zacznę od tego, że nie jestem wielkim fanem TCB. Mimo, że sam napisałem kilka dzieł w tym uniwersum. Jednak zwyczajnie mnie ono nie kupiło. Nie wiem czy to kwestia założeń, czy pomysłów... ale to w sumie nieistotne. Istotny jest Rytuał, dziejący się jakoby jakiś czas po wydarzeniach z TCB. Ludzie i kuce tak się wyniszczyły, że muszą już współpracować, by móc dalej egzystować. Muszę na wstępie przyznać, że to ciekawy pomysł na konsekwencje wynikające z wojen i innych perturbacji. Bardziej mi się to podoba niż jakieś gułagi, czy kuce zaprzęgnięte do pługa. Więc była wojna, mamy organizację dzięki której kuce i ludzie współpracują i mamy ten tytułowy rytuał, który ma przywracać martwych do życia. To właśnie wokół niego kręci się cała fabuła tego, zdecydowanie zbyt krótkiego, oneshota. W pierwszej części spotykamy młodą klacz, która dostała list od kierownictwa, że jest zaproszona do tegoż rytuału. Jako bateria. Przybiega wiec do ludzkiego kolegi, bo ma wątpliwości, co do rytuału. I tu poznajemy, co to za rytuał, co nieco jak działa, oraz jaka jest jego historia. Niestety tego jest mało, a cała historia toczy się dość szybko. Brakuje mi trochę opisów, większej ilości rozmów na temat wątpliwości, przytoczenia może jakichś przypadków nieudanego rytuału, a nawet wspomnienia z czasów wojny. Dodatkowo, skoro człowiek jest inżynierem i zajmuje sie magią, to może mieć na stole jakiś, rozgrzebany projekt. A rozmowa o takim mogłaby budować postacie i sam świat. Następnym etapem jest przejście do kolejnego pomieszczenia, gdzie spotykamy się z klaczą, która usiłuje się na krzywy ryj wbić na rytuał i zostaje brutalnie zatrzymana. Fajny, wolniejszy przerywnik, aczkolwiek, jak już stwierdził mój poprzednik, warto by tam było wpleść rozmowę o niczym, która jednocześnie budowała by świat i być może pokazała też postacie z innej strony. Co więcej, gdyby poprzednia sekcja była dłuższa i bogatsza (boć może poprzez większe przypomnienie konfliktu), to ta byłaby przyjemną odskocznią dla czytelnika. Aczkolwiek sam pomysł kontroli, oraz próby jej minięcia jest jak najbardziej pomysłowy i przyjemny. Zdecydowanie pasuje tu i buduje klimat. Do tego, wpleciony jest całkiem umiejętnie. To była chyba najlepsza część tego fika. No i jest sam rytuał. Wielka, sala, pełna kucyków, z orkiestrą, z pacjentem. Magia aż iskrzy w powietrzu... Albo nie bardzo. To co już Bester powiedział, a z czym sie zgadzam, tego rytuału było za malo. Tu faktycznie było miejsce na fik w fanfiku. Na opisanie przygotowań, jakichś plotek i cichych rozmów szaszłyków (podoba mi sie to określenie), czy strojenie instrumentów. Potem można by opisać wjazd pacjenta, i to, jak nasi bohaterowie na niego patrzą, co myślą. Dalej, można by dać bogaty, kilkustronnicowy opis samego rytuału, prowadzonego do muzyki orkiestry. Swoją drogą, bardzo fajny pomysł, by skłonić jednorożce do jednomyślności, poprzez muzykę. Podoba mi się. Z kolei po samym rytuale dałoby się tu fajnie wstawić rozmowę bohaterów, oraz konfrontację lęków klaczy z tym, co się wydarzyło. Słowem, sam rytuał można by tak rozbudować, ze byłby dłuższy od całego tego fika i dalej by nie nużył. Dobra, tyle o treści, pora na formę. Tu muszę przyznać, że jest całkiem nieźle. Nie zauważyłem zbyt wielu literówek. Były za to powtórzenia, drobne błędy w zapisie dialogowym, oraz nienajbogatszy jezyk. Aczkolwiek dało sie to czytać, bez walenia głową w ścianę. Podsumowując, ten fik wygląda jak całkiem dobry debiut. Autor ma pomysły i dość dobrze potrafi je przelać na papier. Brak tu jedynie wprawy, którą nabiera się pisząc, pisząc i jeszcze raz pisząc.
  19. Dzięki za komentarz! Chciałbym odpowiedzieć, ale nie mam pomysłu jak. Za błędy wezmę się w najbliższym czasie, rady zapamiętam i w przyszłości na pewno z nich skorzystam. Nie wiem jak jeszcze odpowiedzieć, więc może po prostu "odebrałem".
  20. Last week
  21. Siemka! Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin :raritylick::fshug::scootaloo:

     

  22. Fanuś

  23. Shivers - Armina van Buurena wygrało plebiscyt na 1000 najlepszych utworów muzyki trance. Żeby nie było - to fajny kawałek, ale są dziesiątki o niebo lepszych. Zanim ktoś wypisze mi Maść Na Ból Dupy, to wyobraźcie sobie, że "Przez Twe Oczy Zielone" wygrało głosowanie na najlepszą polską piosenkę :burned:

     

    Spoiler

     

     

  24. ĄąĆćĘꣳŃńÓ󌜏źŻż

    Wypędzić czerwone licho za Bug i Odrę :)))
  25. Czytałem SA tak dawno, że nie pamiętam już gdzie skończyłem. Zaczynam więc od początku i tym razem z uporządkowanymi komentarzami. Przeczytany prolog i rozdział pierwszy. Beware the spoilers!!! Albo i nie Prolog - bardzo typowy, czyli dosłownie dwie strony wprowadzenia w świat opowiadania. Dowiadujemy się jak i dlaczego kuce zetknęły się z ludźmi, a także jak wielu krajów zareagowało na gadającą koninę. Wszystko opisane jest w nieco ironiczno-sarkastycznym stylu narratorki, który tutaj sprawdza się wyjątkowo dobrze. O samej historii, jaka ma się toczyć nie wiemy praktycznie nic, no ale od tego są kolejne rozdziały. Rozdział pierwszy - ten z kolei bardzo nietypowy. A przynajmniej tak się zaczyna. Standardowo spodziewałem się jakiejś interakcji z kucami, a tymczasem dostaję przemyślenia głównej bohaterki oraz jej starcie z familią Januszy. Mamy tu więc zarówno szanse lepszego poznania przyszłej zebry, jej charakteru, zdolności i podejścia do życia, jak również elementy humorystyczne, opierające się na czerpaniu garściami z realiów naszego paskudnego kraju. Ostatnia scena wprowadza sporo ożywienia - nie ma to jak atak terrorystyczny w krainie hałdoskoczków. Ale przynajmniej przeprowadzony profesjonalnie - zamiast ciskania w ludzi balonikami czy flaszeczkami, złe stworzenia walą na ostro z miotaczy. Zdecydowanie lubię to. W sumie dobrze, że zacząłem czytać go raz jeszcze, bo rzeczywiście gucio pamiętałem. A tak mogłem się dobrze bawić raz jeszcze. Podsumowując - na razie wiem niewiele, bo i niewiele zostało zdradzone. Tak na dobrą sprawę, poznałem wyłącznie główną bohaterkę. Dobre i to jak na sześć stron. W każdym razie początek Smaku Arbuza jest wielce zachęcający i nakłania do dalszego czytania. PS: Fajne xD. Pisz dalej.
  26. Wracając z zaświatów, z miejsca do którego nawet światło nie dociera i skontaktowaniu się przez mojego pośrednika z twórcą tego dzieła (czyli psorasem) i otrzymaniu pisemnej zgody, mogę ogłosić, że startuję z audiobookiem ,,Equetripa". Rozdziały będą pojawiać się w każdą sobotę o godzinie 16. Zakupcie bilety na ulubioną TLK'ę i weźcie ze sobą popcorn. NA GRUDZIĄDZ! Prolog
  1. Load more activity


  • Regulamin Forum
  • Ogłoszenia
  • Ekipa Forum
  • Złóż Podanie


  • For Glorious Equestria
  • Przyjaźń to Magia WIki
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Ponymemes
  • 6pony
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Sparkle Subs
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts


  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...