Zegarmistrz

Moderator
  • Zawartość

    1207
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Zegarmistrz

  1. Czy Noc nie jest wspaniała? Teraz gdy otaczająca nas cisza nie rozprasza wzroku, podziwiającego nieboskłon ponad naszymi głowami? A o nieboskłonie chcielibyśmy z wami pogadać. A właściwie o jego lśniących owocach - gwiazdach. Wszyscy znamy niektóre gwiazdy, choćby Słońce czy też Gwiazdę Polarną którą prawie każdy jest w stanie wskazać tam w górze. Stąd moje pytanie do was - czy macie ulubioną gwiazdę? A może całą konstelację. - A może najpierw sam byś coś powiedział, tak na zachętę? Ano racja, to ma akurat sens. Zatem ja pragnę wam przedstawić moją ulubioną gwiazdę. A właściwie gwiazdy, bowiem są one częścią najpopularniejszej konstelacji znanej ludziom - Wielkiej Niedźwiedzicy, albo jak kto woli Ursa Major Pytanie - ile gwiazd wchodzi w skład Wielkiego Wozu? Odpowiedź która najczęściej pada to 7 - 4 tworzy wóz, 3 kolejne są jego "ogonem". I tu być może niektórych zaskoczę ale nie - nasz postrach Trixie składa się z 8 gwiazd - 4 to wóz a 4 ogon. Z trym tylko, że jedna z nich jest podwójna i trzeba czasami dobrego wzroku żeby ją dostrzec. Mowa o ζ UMa - układzie planetarnym w skład którego wchodzi więcej niż 1 gwiazda. Odkąd pamiętam nazywałem je bliźniętami, co śmieszne, wielu dorosłych twierdziło, że obecność 8 gwiazdy w tejże konstelacji to moje prywatne przewidzenia. Jakaż była moja radość, gdy w pewnym wieku potwierdziłem moje "przewidzenia" zdjęciami z różnych teleskopów. Szkoda tylko, że wiele osób, którym chciałem to udowodnić, nie ma już ze mną. Jak to się mawia - jałowe zwycięstwo? W każdym razie, moje pytanie do was jest proste - czy lubicie gwiazdy? Czy macie ulubioną, szczęśliwą gwiazdę? A może urodziliście się pod znakiem Tamrielskiej Wieży?
  2. Ha, Łabędź! @Cygnusbyłby wdzięczny. Cała masa gwiazd, mgławic, istna latarnia pośród ciemności kosmosu. Do spóły z Orłem, gdyż ten też posiada swoje cuda a widy
  3. Dobre pytanie. Zasadniczo wygląda to tak - same nazwy wiele mówią, Wielki Wóz jest większy aniżeli Mały Wóz. Ale jak namierzyć ten mały? Spójrz na obrazek który dałem wyżej: Widzisz ogonek i widzisz "gniazdo" wozu. Teraz patrzysz na dwie gwiazdy "gniazda", te po prawej stronie, jedna nad drugą. To ona pokażą ci Mały Wóz, bowiem wskazują one(choć nie dokładnie) Gwiazdę Polarną. Wyobraź sobie linię, która zaczyna się w dolnej gwieździe i przebija górną a następnie leci przed siebie. A jak już namierzysz Polarną, to łatwizna, bo jest ona ostatnią gwiazdą w ogonie Małego Wozu
  4. Każdy kto trzymał to miejsce w opiece zostawił tutaj kawałek siebie. Czy to nie wspaniałe? - Ale co konkretnie? No, to miejsce. Te ściany. Te smugi cieni, w których zatrzymał się Czas. - A to. Dla nas nie jest to nic nadzwyczajnego. A widzisz, dla mnie, to materiał. I zamierzam go wykorzystać. Oczywiście z twoją pomocą. Opiekowanie się kucykami w Nocy to wymagająca praca. Lecz masz do pomocy ich własną wyobraźnię. To na niej bazujesz ich sny, a czasem też koszmary. A tutaj, w tym miejscu, postanowimy wykuć te naprawdę wspaniałe. Będzie to forma zabawy, bowiem to wy, drodzy Nocarze, będziecie moim materiałem. Nie od dzisiaj wiadomo, że Słowo może wiele zmienić. Słowo może tworzyć. Wystarczy tylko rzucić je na podatny grunt. Na przykład ludzki umysł, dziecięcą wyobraźnię. I to wasze Słowa będą tutaj zmieniać rzeczywistość Snu. A jak, zapytacie. Oto zasady. 1. Wybieracie jedną osobę z naszych użytkowników. 2. Pod nią dopisujecie 3 Słowa, które będą elementem Snu. 3. My zaś wykujemy ten Sen by stał się Śmiało, chcecie komuś sprezentować wspaniały majak? Czy "wynagrodzić" kogoś okrutnym koszmarem?
  5. Szaleństwo i gniew. Paliwo zdolne przesunąć światy. - Nie uważasz, że powinieneś przystopować? Siedzisz tutaj już dobry tydzień. Wiem co robię. Zresztą, ty doskonale wiesz, tak jak i ja, że to się samo nie zrobi. - Owszem, ale nierozsądnie jest robić to w ten sposób. Spokojnie, dam radę. Bo kto inny jak nie ja? Łap, tylko uważaj na krawędzie. Ostry jest skurczybyk, w środku przygotowałem małą niespodziankę dla @Szonszczyk A dzień zapowiadał się tak pięknie. Wezwanie do pałacu, przemowa o ważnym zadaniu, o twojej nie zastępowalności. A finalnie okazało się, że Celestia wkręciła cię w pilnowanie kredensowego malucha. Niby nic wielkiego, ale pociecha co chwilę gdzieś ci znikała, a gdyby nie fakt, że wyposażono cię w detektor magii, już kilka razy by ci zwiała. Tym razem siedziała w ogrodzie. Nieruchomo, najwyraźniej coś wcinała. Zakradłeś się powoli od tyłu, starając się nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi, mimo, że detektor coraz mocniej zaczynał pikać. Ku twoim niewątpliwie dokładnym obserwacją, wcinała trawę. Zwykła, ogrodową trawę, mimo, że obok stał tort. A przynajmniej do chwili aż nie zauważyłeś rozsypanej na tej trawie kawy. Być może ktoś wcześniej urządził sobie tutaj piknik, bo obok kawy stały dzbanki na herbatę i kilka filiżanek. Teraz zaczynało do ciebie docierać, dlaczego ten cholerny detektor pikał coraz bardziej. Nie tylko pozwalał on namierzyć obiekty magiczne. Potrafił rozczytać ich surową energię. Zwłaszcza jej ilość. Ouch. Zdążyłeś rzucić okiem na ekran na którym liczne słowa "ALERT" zdążyły uświadomić cię w nieuniknionym. Przed tobą na trawie wybuchła supernova. Pobudka! Uważaj, ten jest jeszcze gorący! Tylko spokojnie, mocniejszy wstrząs i wybuchnie. Wiem czym pachnie, nie musisz mi tłumaczyć. To maleństwo specjalnie przygotowane dla @Decaded Słyszałeś jak krople uderzają o zewnętrzny właz. Ile to już dni siedzieliście na tyłkach, bez możliwości poruszenia się dalej aniżeli metr? Przeciwnik miał was tam, gdzie chciał. W samym środku cmentarzyska. Pamiętasz ten słoneczny dzień. Dobre ustawienie, 3 czołgi na szpicy, po 3 na każdym skrzydle, ty i jeszcze jeden ciężki pancerniak stanowiliście trzon, za wami dwa zaopatrzeniowce. Pierwszy pocisk skasował twojego kompana. Wymierzony był w ciebie, lecz Boris jak zwykle chciał ci pokazać, jak powinno się prowadzić czołg. W ostatniej chwili przyśpieszył i pocisk którym miałeś oberwać ty i twoja załoga rozerwał kompletnie jego bok. Z przodu rozległy się kolejne wybuchy - pole przez które jechaliście było odsunięte daleko od linii frontu, a mimo to ktoś pokrył je minami które porozrywały gąsienice większości przodu. Rozległo się piekło. Kolejne jednostki szlag trafiał, kiedy w panice próbowały manewrować między uszkodzonymi lub zniszczonymi kompanami. Dalej było tylko gorzej. Jakiś pilot postanowił odegrać kamikaze, wbijając się w zaopatrzeniowiec. Wystarczyło że cała zebrana w nim amunicja rozerwała go, samolot i uszkodziła drugi pojazd. Ledwo wydałeś polecenia, kiedy jeden z pocisków uderzył was w bok. Na szczęście, poszedł po pancerzu, ale sama siłą zadzwoniła ci zębami, zaś jeden z odłamków rozciął ci czoło, przez co jucha zalała ci widok. Zanurkowałeś do wnętrza czołgu, zamykając za sobą właz. Ze zniszczeń które widziałeś na zewnątrz, oceniłeś pozycję strzelca. - Dozór pierwszy, w prawo 15, czołg w okopie, 1600, odłamkowym, ładuj. Twoi ludzie to byli zawodowcy. Ivan bez mrugnięcia okiem przygotował pocisk i załadował go do działa. Leon szybko obrócił wieżę wedle twoich rozkazów, oczekując tylko pozwolenia na strzał. - Ognia. Huk i zapach ognia. Pocisk trafił centralnie we wroga. Mimo tego, ostrzał nie ustawał. W końcu nastała chwila ciszy. Za każdym razem jak próbowaliście poruszyć się do przodu, przeciwnik ostrzeliwał waszą pozycję. Raz za razem. Zastanawialiście się czasami, jakim cudem przeżyliście pierwszy pocisk. Zarządziłeś dłuższy postój, bo zaczynała wam się kończyć amunicja, że o paliwie nie wspomnieć. Na zewnątrz rozpętała się burza. Każdy myślał o czymś innym. Ivan o końcu wojny. Leon o ludziach którzy nie wyjdą z tego cało. Ty o pizzy, która spłonęła z zaopatrzeniowcem. W końcu ciszę przerwał Bazyli. - Rascwietali jablani i gruszy,Papłyli tumany nad riekoj. Po chwili dołączył do niego Ivan, nie trzeba było dłużej czekać na Leona, a i tobie jakoś nuta podeszła. Wiedzieliście że nikt po was nie przybędzie. Ale to nie ważne. Bo wiedzieliście co trzeba zrobić. I żądnego z was nie obchodziło jak to się skończy. Poprawiłeś opatrunek na czole, wiedząc skąd skubaniec strzelał, po licznych bruzdach które były wokół was. - Jazda! Ruszyliście tak szybko, jak tylko silnik pozwolił. Nie wiedziałeś, jakim cudem żadna z min jeszcze nie rozerwała wam gąsienic, gdy rozległy się kolejne wybuchy. Wiedziałeś za to jak to się skończy. - Ivan, penetrującym ładuj, strzelać na rozkaz, mamy tylko jedną szansę. Kolejny pocisk zrykoszetował po pancerzu, po nim uderzyła was kaskada mniejszych, najpewniej z karabinka. Chciałeś mieć pewność, że jeśli pójdziecie do wszystkich diabłów, to na pewno nie sami. Nagle pocisk rozerwał wam gąsienice, kolejny przebił się do środka, ale na szczęście nie wybuch. Zatrzymaliście się, czułeś jak krew znowu zalewa ci oczy. W środku było nienaturalnie cicho. Przetarłeś czapką oczy, byle by coś widzieć, ale wiedziałeś co znaczyła cisza. Pocisk który przebił pancerz załatwił Leona i Ivana. Bazyli zdawał się być nieprzytomny, choć ściana obok niego była usmarowana czerwienią. Spojrzałeś przez celownik, a twoim oczom ukazał się niemiecki Maus, metalowy potwór kalibru 150mm. A wy celowaliście mu prosto w armatę. Ledwo dotarłeś do spustu. Spojrzałeś jeszcze raz na ludzi z którymi tyle lat służyłeś, po czym pociągnąłeś za wajchę. Pocisk który wystrzeliłeś wbił się wprost do lufy przeciwnika, rozrywając molocha od środka. Patrzyłeś przez wizjer jak stanął w płomieniach. To była twoja nagroda, kiedy osunąłeś się w ciemność. Pobudka... Na razie tyle, następne są już w produkcji, ale potrzebuję je przemyśleć a gorączka nie pomaga. Zatem, do zobaczenia.
  6. Z chęcią przygarnę o ile jeszcze jest do przygarnięcia.
  7. Pomysł Draft Redline Od siebie dodam jeszcze jeden warunek. Każdy pomysł zabrany z tego tematu powinien dostać reputację od osoby która go przygarnie - to takie swoiste coś za coś dla tych, którzy chcą tworzyć coś dla innych.
  8. Oto temat do potrzeb znajdywania tego, czego jeszcze nie wiecie że szukacie. Tutaj każdy MG może wrzucić ogłoszenie z tytułu - szukam X graczy na sesję w klimatach Y. Tutaj też Gracz może wrzucić prośbę o mg który poprowadzi mu postać Z w klimatach Y. Przykład MG: MG szuka 3 Graczy na sesję w klimatach dark fantasy. postacie można tworzyć własne lub wedle ustalonego wcześniej kanonu. Przykład gracza: Szukam MG który poprowadzi sesję w klimatach cyberpunku mojemu barbarzyńcy. Takie prośby mogą leżeć w dziale 21 dni, potem będą usuwane jako niewykorzystane. Z kolei Graczy/MG którzy przyjmą prośbę, niech cytują ją w swoim poście w celu łatwiejszego znalezienia przez zainteresowanego. Na każdą z nich może odpowiedzieć więcej niż jeden MG/Gracz, w ten sposób zarówno MG jak i Gracz będą mieli jakąś pulę wyboru.
  9. Tyle materiału. Dobrze, bardzo dobrze, akurat zebrałem z mojej drobnej wyprawy stosowne klejnoty. To będzie dobra Noc, czuję to w kościach.
  10. Założenie fajne, wykonanie trochę mniej. Żeby taki serwer miał sens potrzebujesz stabilnej ilości graczy nonstop. W przeciwnym wypadku co chwilę ktoś się będzie nudził, albo co gorsza, będą się ludzie mijali i nikt nie rozegra żadnej areny... Powinieneś pomyśleć bardziej o serwerze freebuild z siedzibą klasy spawn w której byłby ewentualnie teleport do areny.
  11. Papeć - przecież ci Dec wytłumaczył, że nie co se chce, tylko na co dostał pozwolenie. Przenoszę temat do mojego działu, a nuż któryś z graczy podłapie i będzie chętny zagrać.
  12. 1. Dobre pytanie. Widzisz, niektóre tak, innych już nie. Ale to chyba każdy kucyk tak ma. Te z jabłkami jednak smakują mi najbardziej. 2. Twilight opowiadała mi o tym incydencie po drugiej stronie lustra. Sunset przekazała jej wszystko na bieżąco przez ich księgę. Technicznie, jej róg i skrzydła były tworem magicznym, ale poniekąd czy to właśnie nie jest definicja alikorna? Jeśli masz w sobie aż tyle magicznej energii, żeby stworzyć skrzydła i róg w jednym subiekcie, to nie różni się to zbytnio od zaklęcia którym obdarzyliśmy z siostrą Twilight. A Sunset udowodniła, że umie taką mocą odpowiednio dysponować. Odpowiednio i co ważniejsze, odpowiedzialnie.
  13. @Stealthief Loot Może spróbował byś się w dziale Luźnych Gier najpierw? Masz małą ogólną aktywność na forum, jak sam zauważyłeś niewiele się w dziale ogólnie dzieje, więc nie ma sensu tworzyć kolejnego poddziału, w którym nic nie będzie się działo. Rozegraj kilka gier w Luźnych, jako MG, jako Gracz, posprawdzaj jak ci będzie szło, potem ewentualnie porozmawiamy na ten temat ponownie.
  14. Nawyki, nawyki, nawyki. Jak wspomniałam wcześniej, sny składają się z emocji. Nie ważne co oglądasz. Jeśli emocje które posiadasz, odczuwasz, są negatywne, to nie spodziewaj się dobrych snów. Zasypianie z uśmiechem nie gwarantuje przespanej Nocy. Dziwne pytanie ale sporo już padło. 1. Moja mama i mój tata, a kto inny miałby być? Państwo Cake? 2. Nie stało się. Brzmisz jakby to był przypadek albo co najmniej niespodziewana rzecz. Pierwszy kucyk zrobił coś, w czym był, lub była, wyjątkowo dobry, lub dobra. Wtedy pojawił się na jego, lub jej, boku znaczek. I nie był to jednostkowy przypadek, bowiem inne kuce szybko znalazły swoje wyjątkowe talenty. Jeśli potrzebujesz więcej informacji, jestem pewna, że Cheerilee na swoich lekcjach może powiedzieć ci o tym znacznie więcej. 3. Hmmm....to, to, tamto też. A właśnie, te chyba wypada też policzyć.Mogę się mylić o kilka sztuk, ale gdzieś 152.
  15. U mnie kablówkę w 90 tak do końcówki miała babina, w domu była satelita, wiec były Digimony, Detektyw Conan, Inuyasha i tym podobne tytuły w wersji, a jakże, niemieckojęzycznej. No może poza Digimonami, te były po hiszpańsku xD Ale skoro ktoś tu lubi wspominki tego typu, to może ja uderzę, co? Motomyszy z Marsa, Savage Dragon, Robocop, Yattaman, Gumisie, Muminki, ExoSquad, Grom w Raju(to akurat mało kto pamięta xD), Nieustraszony, Sliders - Piąty Wymiar, cholender, dużo tego było I mimo braku internetu wciąż coś się działo
  16. Kolega powiadasz? To przekaż koledze, że najlepszym sposobem, żeby radzić sobie z koszmarami, to nie spać. Widzisz, koszmary różnią się, od osoby do osoby. Nie ma uniwersalnego sposobu żeby się ich pozbyć. możesz na nie wpłynąć, na przykład odpowiednio szykując się do snu, albo sortując sobie dzień. Stres, gniew, smutek, nawet lekkie zdenerwowanie może wywołać koszmar. Nawet my nie możemy rozpędzić każdego koszmaru, a jesteśmy w tym najlepsze. Jeśli chcesz pomóc koledze, znajdź mu kogoś, komu będzie mógł się wygadać z negatywnych emocji i kto podniesie go na duchu. W tej kwestii odsyłam do Twilight, w końcu od czego są przyjaciele, prawda?
  17. Raz za razem i jeszcze raz! Tyle materiału, tyle wspaniałych możliwości! Rzucił w Kuźnię kolejny kryształ, chwytając za unoszącą się w powietrzu magię. - Widzę, że dobrze się bawisz. - Oczywiście! Kto nie bawił by się dobrze, mając dostęp do takich wspaniałości? - Ale planujesz skończyć dzisiaj? - Przynajmniej kilka. Z twoją metodą jest o wiele łatwiej. A właśnie, te pierwsze są już tam na stole. Karteczkami oznaczyłem czyje jest czyje. Od lewej masz @Myhell , @Sun , @Triste Cordis i @Kruczek Let the carnival begin! Otworzyłeś oczy w ciemnym korytarzu. Gdzieś w połowie z sufitu sterczała stara żarówka, która co jakiś czas lekko migała. Nie wiedziałeś gdzie jesteś, ale coś ci mówiło, że lepiej się z tą wynieść. Ruszyłeś w kierunku światłą, a po liku metrach zobaczyłeś wyjście z korytarza w postaci otwartych drzwi. Przeszedłeś przez nie a twoim oczom ukazał się sporych rozmiarów stół. Na stole była makieta jakiegoś budynku. Z opisu na metalowej blaszce rozczytałeś "школа". Widziałeś jak po makiecie poruszają się jakieś pionki. Niektóre z nich były ludzkie, inne przedstawiały kuce, jeszcze kilka innych było dziwnych, poskręcanych niczym potwory z koszmarów. Wszystkie w ruchu, bez czyjejkolwiek ingerencji. Obok stołu ktoś umieścił mniejszy blat, na którym leżała para kości. Obie miały po dziesięć ścianek. Jedna z kości miała oznaczenia 0-9 druga z kolei 00-90. Chwyciłeś za nie, lecz w chwili kiedy zaciskałeś dłoń, poczułeś silny ból. Puściłeś kości a te upadły na stolik, razem z kilkoma kroplami twojej krwi z dłoni. Wtedy zauważyłeś małe kolce, które powolutku schowały się w ściankach kostek. Te zaś teraz wskazywały 5 i 30, co odczytałeś jaki 35. Blat rozświetlił się niebieskim kolorem, potem zaś tym samym kolorem zaświeciła jedna z figurek potwora na makiecie, wykonując kilka podskoków w sobie tylko wiadomym kierunku. Nie potrzebowałeś geniusza żeby zrozumieć, że ty byłeś odpowiedzialny za ruch niektórych figurek. Tutaj byłeś Alfą i Omegą, decydując o losie figurek, mając ich ruchy w swoich dłoniach. Chwyciłeś kości raz jeszcze, lecz tym razem nie było bólu, bowiem te rozpoznał się jako swojego. Jako Mistrza. Zalało cię potężne białe światło gdy szykowałeś się do kolejnego rzutu. - No, powolutku. Otwieramy oczy. Proszę się nie przejmować zawrotem głowy, to zwykła rzecz po narkozie. Następna wizyta za 2 tygodnie, do tego czasu proszę systematycznie szczotkować i nie zapominamy o nitkowaniu. Pobudka! Skradałeś się bardzo powoli. Od kolumny do kolumny, od korytarza do korytarza. A wszystko, byle by tylko uniknąć gniewu, który na siebie ściągnąłeś. A kto mógł wiedzieć, że ten cholerny tort miał immunitet? Teraz musiałeś stąd zwiewać, Celestia chodziła od pomieszczenia do pomieszczenia, literalnie wypalając magią zawartość tychże. A w którymś z nich mogłeś niestety być ty. Więc przyśpieszyłeś, byle by nikt cię nie widział. Jeśli któryś strażnik podniesie alarm...wolałeś nie wiedzieć. Zatem nie pozostało ci nic innego jak zwiać stąd, i to jak najszybciej. Problem tylko, że nie wiedziałeś gdzie jest wyjście. A szukanie na chybił trafił przynosiło coraz dziwniejsze rezultaty. W końcu usłyszałeś pogoń zaraz za sobą. Bez słowa wszedłeś do jedynych drzwi w tym korytarzu, ale poniszczenie to nie tylko nie miało innego wyjścia, nie miało też żadnych okien. Spiżarnia. Kiedy odgłos kopyt zza drzwi stał się głośniejszy, postanowiłeś wykonać manewr unikowy numer cztery. Schowałeś się w szafie. Przez szparę mogłeś obserwować pomieszczenie, oraz kolejne kuce które wchodziły do środka. - Przeszukać każde miejsce, chcę żeby ten złodziej odpowiedział przed Księżniczką jeszcze dzisiaj!. - Tak jest Sir! Na twoje szczęście szafa stała z tyłu pomieszczenia, a fakt, że była zagracona tylko działał na twoją korzyść. Strażnicy powoli wybierali się do wyjścia kiedy zdałeś sobie sprawę z bardzo niebezpiecznej rzeczy. Na twoim nosie usiadła pszczoła. Mimowolnie jęknąłeś zanim odleciała, ale to wystarczyło. Do pomieszczenia akurat weszła Celestia, a twój jęk najwyraźniej ją zaalarmował, bowiem spojrzała prosto na ciebie, jakby między wami nie było żadnej szafy. - Kapitanie, czy w tym pomieszczeniu powinien ktokolwiek przebywać o tej porze? - Nie, wasza wysokość. To graciarnia, żaden z twoich subiektów nie przebywa tutaj. - To dobrze. Opuśćcie pomieszczenie. Jak tylko strażnicy wyszli, zobaczyłeś jak Celestia zaczyna emanować światłem. Wyczułeś w powietrzu duże ilości magii, zdolne przemienić to miejsce w kupkę popiołu. I oto ujrzałeś blask, mocniejszy aniżeli jasność tysiąca słońc. Pobudka! To był długi dzień. Najpierw okazało się, że w warsztacie zabrakło światła, potem, że niektóre materiały zamokły a na końcu, że macie na obiekcie mrówki. A reszta dnia zapowiadała się tak dobrze. Starałeś się jak mogłeś, ale składanie i czyszczenie Mannlichera przy świecach nie było twoją ulubioną metodą. Światło migotało, przez co mogłeś pominąć jakiś szczegół, a to z kolei mogło wpłynąć na cały proces czyszczenia. Z ulgą odłożyłeś karabin na stojak, sięgając przy tym po tackę z obiadem. Tackę, na której były mrówki. No tego było za wiele, chwyciłeś za pierwszą rzecz jaką miałeś pod ręką i uderzyłeś z całej siły. Pech chciał, że był to młotek, więc twoje pożywienie szlag trafił. A potem strzeliły ci nerwy. Zaczęło się polowanie. Miarowo wynajdywałeś mrówki a potem traktowałeś je młotkiem. Jedną drugą, trzydziestą. W końcu zacząłeś skreślać kredą ilość ubitych. Ale mrówek nie ubywało, wręcz przeciwnie, miałeś wrażenie że robiło ich się coraz więcej. Lecz nie przeszkadzało ci to w ubijaniu ich w setkach. I o dziwo, w którymś momencie ich zabrakło. Ani jednej mrówki. Zadowolony z siebie usiadłeś ponownie do stołu, sięgając po wcześniej odłożony karabin, kiedy z góry spadła na niego pojedyncza mrówka. Zaskoczony spojrzałeś w górę... Nad twoją głową nie było już sufitu, gdyż ilość mrówek zwyczajnie go zasłaniała. Nie zdążyłeś nawet krzyknąć gdy całe to mrowie spadło na ciebie niczym czarny deszcz zemsty. Pobudka! Mijał powoli trzeci dzień od kiedy znalazłeś go zakopanego w śniegu. Normalnie nikt normalny nie przebijał by się przez śnieg o tej porze roku, ale kimże byłeś by oceniać? Trzymałeś go w zapasowym łóżku, bo wolałeś żeby nikt go nie widział poza tobą. Nawet ułożyłeś go wygodniej, byle tylko wszystko było tam gdzie powinno. Długo zajęło ci przyszykowanie wszystkiego, ale teraz byłeś gotowy. Ba, nawet wiedziałeś że nazywa się Pawlex, z metki na jego bieliźnie. Wszedłeś do pomieszczenia gdzie spał, powoli stawiając kroki. Nie chciałeś go budzić, jeszcze. Wpatrywałeś się w śpiącą twarz, teraz o wiele mniej bladą niż wtedy, kiedy znalazłeś go w śniegu. No ale patrzenie patrzeniem, a trzeba było robić swoje. Jakby się zastanowić, byłeś dumny z siebie i tego co posiadałeś. Może nie każdy mógł pochwalić się takimi osiągami, ale w twoim przypadku nikt nigdy nie narzekał. Oczywiście znaleźli się tacy, co narzekali, ale faktem było że nie umieli przyjąć niektórych rzeczy po męsku. Pochyliłeś się nad nim i palcami delikatnie rozchyliłeś jego wargi. Mimowolnie się uśmiechnąłeś, bo kolejna część zawsze przynosiła ci wiele przyjemności. Bez ociągania wsadziłeś mu do ust najlepsze co miałeś. Chwilę zajęło, ale zaczął przybierać rumianych kolorów, a twoje serce przeszyła niepohamowana radość. Widziałeś jak zaciska zęby i z rozpędem wyskakuje z łóżka, ziejąc ogniem po pomieszczeniu. - Na krew i pożogę, wody! Tak, zdecydowanie, twoja potrawka z chili nawet umarłego postawiła by na nogi. I tym razem też nie zawiodła. Zadowolony wróciłeś do kuchni. To był dobry dzień. Pobudka! No, to te część załatwiona, teraz tylko reszta składu Specjalnie, że mam fajny pomysł na jeden specjalny sen. Carpe Noctem, Noc!
  18. Gwiazdo na nieboskłonie, nie czytasz uważnie zasad. Ale powolutku, to da się wszystko zrozumieć. Najpierw piszesz dla kogo ma być Sen. Możesz osobę przy okazji oznaczyć używając funkcji "@Nickosobyktórejdajeszsen". Potem dopiero wybierasz 3 słowa które chcesz żeby w tymże Śnie były. Idąc tym rozumowaniem, chcesz żeby Sen(lub też koszmar, czemu nie) otrzymał nasz kolorowy żuczek, ale dajesz mi tylko 2 słowa żeby uklepać Sen. A ja niestety potrzebuję ich 3. A do całej reszty. Wow, jestem pod wrażeniem aktywności Oczywiście wasze Sny zostaną odpowiednio sporządzone i wysłane gdzie trzeba, z tym tylko ze w tygodniu. Weekendy to dla mnie niestety okres ciężkiej pracy.
  19. Nie wybrzydzam i nie oceniam. Moim zadaniem jest wykuć Sen, korzystając z dostępnych materiałów. Jesteś pewny że akurat takie chcesz mi dać materiały? Bo jeśli tak, to niestety, ale będę zmuszony je odrzucić. Netykieta - używanie caps locka to podnoszenie głosu. Dodaj do tego wykrzykniki, brak interpunkcji jako takiej i wychodzi ci nieprzyjemny koktajl do którego nikt rozsądny wolał by się nie zbliżać. Specjalnie jeśli ktoś do ciebie o tym krzyczy. Zatem masz okazję, możesz coś jeszcze zmienić zanim podejmę decyzję.
  20. Pytasz co jest nie tak z tym światem. Widzisz, uniwersalną odpowiedzią na to pytanie jest - ludzie. Tak, wiem, są dobrzy i są źli. Są ci, którym chciałbyś za wszelką cenę pomóc i ci, których najchętniej widział byś w płomieniach. I nie oszukujmy się, że nagle każdy jest święty, że ludzkie życie ma jakąś wartość. Jaką wartość ma życie dzieciaka który umiera z głosu w jakimś zapomnianym i nienazwanym przez bogów miejscu? A z drugiej strony kogo to obchodzi? Masz własną rodzinę, własne cele i ambicje, dlaczego miałbyś jakkolwiek przejmować się kimś, gdzieś tam? Ludzie są zarazą. Wirusem, który dostosowuje się do organizmu na którym życie, jednocześnie niszcząc ów organizm wedle własnych potrzeb. Ile jeszcze lat minie zanim wykorzystamy surowce nieodnawialne tej planety? Ile kolejnych zanim zbyt duża populacja ludzka wywoła kolejną globalną wojnę? Tak, wiem, pesymistyczny pogląd paranoika. Ale prawda jest taka, że to ludzie niszczą ten świat. Tego świata nie niszczą kojoty, gołębie czy pingwiny(choć tych ostatnich to jednak bym podejrzewał). Jedyny gatunek który uważa się za sam szczyt łańcucha pokarmowego. Za najlepszy ze wszystkich. Ukojony uczuciem kontroli. Człowiek zawsze musi coś kontrolować. Czy to zwierzęta, innych ludzi czy nawet pojazdy. A potem już tylko więcej i więcej. Mieć, chcieć, używać i zużywać. Pożerając wszystko co świat ma do zaoferowania. Ale nie wyzbywajmy się empatii. To dobrze, że komuś pomagasz. To dobrze że rzuciłeś tą monetę potrzebującemu. Ale w dużym obrazku - czy to cokolwiek zmieni? Ziarnko piasku na nienazwanej plaży. I najśmieszniejsze jest to, że nic w tej kwestii nie da się zrobić. O rzeczach wielkich decydują ci, którzy mają realną władzę. Ci, którzy teoretycznie reprezentują wszystkich pomniejszych, a prawdą jest, że robią to, co oni uznają za słuszne. Dla waszego bezpieczeństwa. I żebyście sobie tym głowy nie zaprzątali. Co najwyżej raz na jakiś czas rzuci się jakiś temat, dzięki któremu człowiek pomyśli, że coś może. BO to przecież łatwiejsze. Edit. Buhuhu, biedaczek Pawc nie może pogodzić się z otaczającą rzeczywistością, jakieś to smutne. Zapominasz kolego, że niezależnie od tego jaką mi wstawisz reputację, faktów nie zmienisz. Z drugiej strony bycie dziecinnym jest zabawne tylko do pewnego wieku, potem staje się naiwne
  21. - Dobrze, oba są gotowe. - Który jest który? - Ten po lewej, w ametyście jest dla @Gangsta Dash a tamten w kobalcie dla @Bertram Quist. - Dobrze. Ty w tym czasie może odpocznij? Zaczynasz wyglądać gorzej niż cienie które zdobią te sale. Teren szkoły po zamknięciu to nie było twoje ulubione miejsce. Po otwarciu zresztą też nie, dla tego tym bardziej irytował cię fakt, że zostawiłeś w szafce nową grę komputerową od kolegi. No nic, wiedziałeś które z okien się nie domyka, więc dostanie się do środka było łatwizną. Przyciemnione korytarze zdawały się cicho oddychać, skrzypieniem dając znać iż na ich terenie znalazł się jakiś intruz. Pech chciał, że okno było na jednym końcu szkoły, gdy klasa do której chciałeś się dostać na drugim. Powoli acz sukcesywnie przemieszczałeś się od korytarza do korytarza, uważając, by nie spotkać nocnego stróża. Nikt nigdy go nie widział, ale wiadomo było, że ktoś w nocy pilnuje budynku. Nie wiedziałeś kiedy temperatura spadła, lecz w którymś momencie odnotowałeś, że z ust wydobywa ci się para. Dotarł też do ciebie dźwięk kapiącej wody, który zdawał się być nierealny, zwłaszcza że na tym piętrze nie było toalet. W dalekiej części budynku rozległ się potężny trzask, jakby ktoś załomotał z całej siły w drzwi. Skuliłeś się instynktownie za jedną z stojących w korytarzu ław. W samą porę, gdy drzwi niedaleko ciebie otworzyły się, zaś z klasy ktoś wyszedł. Nie widziałeś kto to, ale dźwięk kapiącej wody nasilił się, a powietrze wypełnił słodki zapach zgnilizny i mokrej ziemi. Ktokolwiek to był, stawiał kroki powoli, oddalając się od twojej kryjówki. Nie czekałeś długo, powoli acz cicho zacząłeś przesuwać się w kierunku drzwi. Kimkolwiek był ten stróż, oddalił się wystarczająco by nie było słychać kapania. Teraz pytanie czy gra była tam gdzie trzeba. Szybko dostałeś się do swojej szafki i otworzyłeś ją. Twoim oczom ukazał się banknot 20 złotowy powieszony na sznurku w środku szafki. Na banknocie ktoś nabazgrał dwa słowa. "Za tobą". Poczułeś nagły chwyt za ramię połączony z nieprzyjemnym bulgotaniem wody. Pobudka. Ta lekcja zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Gdyby jeszcze nie była aż tak nudna. - Z kolei obliczenie kolejnego pola daje nam.... Nie wiedziałeś co dawało, bo zwyczajnie przestałeś słuchać. Czy ta lekcja nie mogła ciągnąć się dłużej? Każda minuta zdawała się być godziną. Twoją uwagę zaczęły przykuwać obrazy za oknem. Duże boisko na którym jakaś klasa ćwiczyła, tor z przeszkodami po którym obecnie biegły dziewczyny z klubu sportowego. Nagła cisza w klasie spowodowała że oderwałeś wzrok ok okna. Byłeś sam w pustej klasie. Spojrzałeś z zaskoczeniem na zegarek, ale ten wskazywał środek lekcji, tak jak to robił minutę temu. Podniosłeś wzrok na tablicę, ale wszystko było tak jak powinno. Nauczyciel tłumaczył jakiś wzór a wszyscy byli tam gdzie ich miejsce. Zamrugałeś ze dziwieniem, obwiniając zmęczenie. - Z kolei obliczenie kolejnego pola daje nam.... Ktoś przebiegł koło drzwi. Nie wiedziałeś kto, ale twój wzrok przykuł kolor lawendy pomieszany z jagodą i akwamarynem. Wstałeś z krzesła chcąc sprawdzić co to było gdy wszyscy spojrzeli na ciebie. - Coś się stało? Nauczyciel na chwilę odłożył kredę by spojrzeć uważniej na ciebie. Pokręciłeś w milczeniu głową i usiadłeś na miejsce wbijając wzrok w ławkę. - Z kolei obliczenie kolejnego pola daje nam.... Coś było nie tak. Spojrzałeś na zegarek, ale wskazówka ponownie przesuwała się tak jak powinna. Z tym tylko, że byłeś pewny, że minęła już chwila, a zegar wciąż pokazywał tą samą godzinę. Tym razem wstałeś nie zważając na nagła ciszę i podszedłeś do drzwi. Złapałeś za klamkę i z rozpędu wybiegłeś sprintem z klasy. Przebiegłeś cały korytarz, na końcu uderzając w kogoś przez nieuwagę. Siła uderzenia posłała cię na cztery litery, ale gdy otworzyłeś oczy, żeby spojrzeć na kogo wpadłeś... - Z kolei obliczenie kolejnego pola daje nam.... Pobudka. - Teraz pozostaje nam czekać na kolejnych chętnych. - Śmiało, komu chcielibyście podarować Sen? - Tylko starajcie się wybierać kogoś, kogo jeszcze tu nie było. - Wiecie, nie chcemy układać wszystkich snów dla jednej osoby. To było by nudne.
  22. Zakurzone księgi. Półki pokryte pajęczynami. Komnata wyglądała, jakby nie była odwiedzana od wieków. Albo od tysiąca lat. - Nie powinieneś zaglądać do naszej prywatnej biblioteki bez pozwolenia. - Spokojnie, przecież nic mnie nie zje. - Oto byśmy się nie zakładały. - ... Witajcie drodzy Nocarze i Nocarki. Nie raz zdarzyło się wam słyszeć jakąś straszną historię, prawda? Pełną niewytłumaczalnego i niezbadanego. Taką, która potrafi włosy postawić na baczność. Taką, która sprawia, że ściany zaczynają się zbliżać. W internecie łatwo na takie opowiadania trafić. Jedne lepiej inne zdecydowanie gorzej skomponowane. Tutaj zaś będziecie mogli się podzielić tymi, które sami znacie. Ja znam taką jedną, jeszcze za czasów szkolnych sobie opowiadaliśmy. A szło to tak. Moja szkoła została zbudowana w 1964. Stare czasy i stare dzieje. Ale jak to było wtedy, robota miała być wykonana na glanc, bo przecież będzie o tym w gazetach a i wnukom będzie można opowiadać co się budowało. Wszystko szło dobrze, aż do wypadku z jednym robotnikiem. Nasza szkoła nie ma żadnych piwnic. Były w planach, ale okazało się, że ziemia pod fundamentem nie jest najlepszą, dlatego też wpadli na pomysł wkopania kilku betonowych rur, takich jakby kominów, które wypełnione betonem będą podtrzymywać kilka miejsc. Jak twierdził jeden z naszych najstarszych nauczycieli na zakładzie(64 l.) był przy tym. kiedy wylewali beton do cylindrów, jeden z robotników poślizgnął się i wpadł do środka. Komin miał ze 4 metry, a zanim ogarnęli i wyłączyli maszynę, to nieszczęśnik był już pod grubą warstwą betonu. Było o tym nawet w jakiejś zapomnianej już przez czas gazecie lokalnej. Mówi się, że ciała nie wydobyli z racji kosztów rozkopu. A na domiar wszystkiego, mężczyzna był kawalerem bez żadnej bliskiej już rodziny. Kiedy tylko skończyli budynek, zauważono, że w miejsce wypadku, na podłodze, jedna z grubych kamiennych płyt pękła trochę na powierzchni. Nie było to grube, więc szybko je zamaskowano betonem. Ale pęknięcie, jak na złość, kilka dni później znowu się pojawiło. I tak za każdym razem. Czasami na przerwach w miejscu gdzie się znajdowało można było odczuć znaczący spadek temperatury. Innym razem po zamknięciu szkoły czujki wychwyciły w tamtym miejscu ruch, uruchamiając alarm choć kamera nie zarejestrowała niczego niezwykłego. Żadnych przesuwanych przedmiotów, żadnych wybitych szyb, nic z tych rzeczy. Zwyczajnie, jakby coś przeszło koło czujki. Raz nawet jedna ze sprzątaczek popołudniowej zmiany zadzwoniła na policję, bo widziała kogoś w oknie. Ponownie kamera nie pokazała niczego odbiegającego od normy. Do dzisiaj w górniku, bo tak nazywamy szkolę założoną do szkolenia górników i elektryków, czujka potrafi złapać coś dziwnego. Czy to zwyczajnie wada sprzętu czy też coś bardziej złowieszczego? A jakie są wasze historie? I najważniejsze. Czy boicie się ciemności?
  23. @Cahan Jeśli lubisz smoki w literaturze, to polecam alternatywę dla ekipy z Pern(choć to akurat moi ulubieńce są). http://lubimyczytac.pl/ksiazka/53440/zguba-elfow Dobra i niezbyt długa, w sam raz na deszczowe popołudnie Akurat smoki z Heroes of MIght & Magic zawsze były fajne. Majestatyczne na swój sposób. Już sam ich widok napawał gracza lękiem i ekscytacją. Fajne są też smoki w grze Lufia na GBA. Zabawnie wyglądają niektóre, inne z kolei budzą grozę, także też polecam
  24. Nawet umniejszając, wychodzi na to że imć Ancalagon to kawał bydlaka A co do czerwonych z Lodoss, tutaj proszę ja ciebie rozmiar pisklęcia(chwila po wykluciu z jajka) a w tle przelatuje nastolatek
  25. Smoki, istoty bez których żaden szanujący się świat miecza i magii nie mógłby istnieć. Istnieją ich setki rodzajów, zależne od świata i od twórców. Że nie wspomnę o całej ich rodzinie - smokowcach, smokokrwistych, żmijach, wiwernach. Zwykle mają podobne zdolności - latanie, ziejący oddech(magiczny bądź też nie), odporność na magię a nawet czasami umiejętność zamiany w humanoida. Moimi ulubieńcami jeśli idzie o smoki są czerwone gady z uniwersum Wolny na Lodos. Porównując, smok w wieku "młodocianym" jest wielkości Smauga z Hobbita. Mama smok w formie dojrzałej jest tak duża, że Smaug może jej robić na oko To chyba największe przedstawienie smoka w fantasy jakie znam. Swoją drogą wato nadmienić iż każda część smoka jest niezwykle cenna w alchemii. Łuska daje odporność na żywioły, oczy, pazury i krew mogą służyć do zaklinania przedmiotów. Same kości jak i skóra mogą być przerabiane na broń i pancerze. Ale najbardziej poszukiwanym składnikiem jest smocze serce. To w nim kumuluje się zbierana przez lata energia smoka. Każdy mag, który położy na tym łapki może stać się dosłownie niepokonanym.