Zegarmistrz

Administrator Wspierający
  • Content count

    1280
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Zegarmistrz

  1. Już miał wystrzelić kolejną salwę, kiedy między nim a celem wyrosła cholerna ściana. Widział, że przeciwnik ma dobry refleks, mało znał bowiem magów, którzy mogli uniknąć czegoś tak szybkiego jak błyskawica. I być może był też dobrym taktykiem. Nie potrzebował widzieć co jeszcze Zegarmistrz mógł wymyślić, miast tego postawił najlepszą odpowiedź na Strzelca. Godne podziwu. Choć możliwe do obejścia. - Dobycie. Szybciej aniżeli rejestruje oko, Strzelec wyrwał pistolet z kabury i oddał w ścianę 3 strzały. Pierwszy odbił się od niej i został zneutralizowany przez drugi, lecący zaraz za nim. Trzeci zaś zrykoszetował i wbił się w podłoże areny, nie wywołując żadnego efektu. To mówiło wiele o ścianach które go otaczały. W normalnych okolicznościach wyskoczył by ponad nie, ale z pewnością przeciwnik pomyślał o czymś tak prostym jak zabezpieczenie sufitu. Zatem nie tędy droga. Ale trzeba było przetestować coś jeszcze. - Dobycie. Kolejne trzy kule, tym razem wszystkie wbiły się w ścianę. Kolejna wiedza. Kolejna możliwość, z tym tylko, że czasochłonna a na to nie miał zamiaru pozwolić. - Zmiana kul. Wyciągnął spod płaszcza dwa rewolwery 6 strzałowe. Otworzył wszystkie, pozwalając by z obu komór wyleciały naboje, w powietrzu rozbijające się niczym kruche szkło. Kiedy opróżnił magazynki, umieścił w środku po 6 specjalnych kul. Rozumiał już jakie wady i jakie zalety posiadała otaczająca go pułapka. Drzewa rozciągają swe ramiona, Rosnąc wzwyż ku wielkiemu niebu. Liście kwitnące pochłaniają światło, dodając cienie do leśnego mroku. Łowca nie widzi, ni wzroku ni szponów, bestii ukrytej w obecnej ciemności. Dziś bowiem jest noc, gdy Łowca staje się Ofiarą. Oto jest Śpiący Las. Oba rewolwery zalśniły głęboką zielenią. Kiedy blask stał się niemal oślepiający, Strzelec wycelował obie lufy w przeciwległe ściany. Ci którzy tropią, Ci co tropieni. Strzeżcie się mroku, w nim moich kłów. Lecz niechaj blask nie będzie wam wybawieniem. Bowiem i tam, mój gniew was dosięgnie! Zemsta Apollo! Zaczął ostrzał. Najpierw dwie kule, które uderzyły w przeciwległe ściany. Zaklęcie na nich umieszczone nadawało im specjalne właściwości. Jedną z takowych była bardzo duża absorpcja kinetyczna. Drugą, umiejętność nie wytracania tejże w locie. Trzecią i ostatnią, chłodna kalkulacja strzelca, możliwość rykoszetowania od każdej uderzonej powierzchni. Tak więc najpierw w korytarze wystrzelono dwie kule, które zaczęły odbijać się jak szalone. Potem zaś następne, które, uderzając same w siebie, rozpoczęły podbój labiryntu. Zmiana pozycji, ruch nadgarstka, skręt tułowia, poruszenie ramienia - wyglądało to jak taniec, a w rzeczywistości było celowaniem, finezyjnym, w kolejne kule, zarówno te które już odbijały się od ścian, jak i te, które wracały w jego kierunku. W ten sposób wypełni miarowo cały labirynt odbijającymi się pociskami. Same kule, choć zaklęte, wykonane były z wolframu, żeby zaklęcia rozpraszające magię zwyczajnie ich nie znikły. A zważywszy na ich rosnącą prędkość, prędzej niż później dojdą do jego przeciwnika.
  2. AHTUNG! Tacoma za darmo na humblu do 24.03
  3. Skupienie nigdy nie przychodziło łatwo. To nie była kwestia praktyki czy doświadczenia. Nie. Zwyczajnie czasami cel skupienia był zbyt duży, by dało się go osiągnąć. Lecz był już tam, nawet kilkukrotnie. Potrafił skruszyć skały samą myślą. Potrafił stworzyć życie jak i je zakończyć. Rozumiał podstawy istnienia, jak i fundamenty ich końca. A mimo to nie mógł się skupić. Więc stał w szatni, czekając aż narrator pojedynku wezwie go na arenę. A przynajmniej tak mogło się zdawać, bowiem nawet Zegarmistrz miał problemy by być w kilku miejscach na raz. Ale z drugiej strony, gdzie była by w tym zabawa gdyby było to łatwe? Rozbłysk światła i już stało ich dwóch. Przyjrzeli się sobie, poprawili płaszcz niczym w lustrzanym odbiciu. - Wiesz? - Wiem. A ty? - Ta, ale zastanawiam się co z tego wyniknie. - Przekonamy się potem. To jak? - Bez problemu. Strzelec, tak? - Ta, reszta niezbyt nadaje się do walki, przynajmniej chwilowo. - Prawda. Przypomnij nam po wszystkim żeby odpocząć. - Dobra, poza tym, wiesz że Marionetkarz się nie patyczkuje. - Ano. Dobra, pora na nas, ruchy. Dwa identyczne Zegarmistrze opuściły szatnie. Dwaj identyczni wojownicy udali się w przeciwległe korytarze, kierując kroki do należytych aren. TO był dobry dzień na walkę. Słońce świeciło jasno. Powietrze zdawało się stać w miejscu, przynosząc czasami znajomy zapach potu i krwi. To był jego dom. Jego królestwo warte największych z poświęceń. Zakrył się dokładniej płaszczem czekając aż narrator skończy przedstawiać widowni walczących. Nie wiedział kompletnie nic o swoim przeciwniku, ba, nawet nie wiedział jak się nazywa do chwili aż nie ogłoszono jego imienia. Co było stosunkową nowością, gdyż zwykle informacje o oponencie miał z pierwszej ręki. Ale nic, wszystko wyjdzie w praniu, jak mawiają. Żelazo bliźniąt, krew niewinnych Ogień i metal, wojną złączeni Dłonie me bez srebra czy złota Serce me puste, honor splamiony. Nawet z daleka można było spostrzec blask wydobywający się spod płaszcza Zegarmistrza. Mógł czekać na to, aż Sosna wykona pierwszy atak. Lecz nie planował być aż tak szczodry. Niech ma co robić. Spod płaszcza wydobył dwa pistolety klasy Cerberus - ciężkie pistolety kalibru 15mm zdolne do pomieszczenia 11 pocisków każdy. Uchwyt Żelaza, Argument Ognia Uchwyt Żelaza, Argument Błyskawicy Między nim a przeciwnikiem w powietrzu zalśniły dwa kręgi, jeden czerwony niczym wschodzące słońce, drugi zaś w kolorze topionego złota. Wycelował wtedy obie szczęki w swego oponenta i pociągnął za spust. Huk wystrzału był donośny. W końcu kaliber robił swoje. Lecz wybuch po drugiej stronie areny był efektem który chciał osiągnąć. Pierwsza była błyskawica. Kula która dotknęła żółtego kręgu zamieniła się w literalny grom z jasnego nieba. Druga zaś stała się językiem pożogi, która przez dłuższą chwilę traktowała arenę ognistym podmuchem. Zakręcił młynka uzbrojeniem i zaczął się miarowo przesuwać po okręgu swego wroga posyłając w niego coraz więcej kul. Kiedy opróżnił magazynki obu, wyrzucił bronie za plecy, pozwalając rozpaść się im niczym pękniętemu lustru, wyciągając spod płaszcza kolejne dwa.
  4. Witaj. Widzę w tobie ciekawość Twilight. Zatem odpowiem na twe pytania, zgodnie z ich naturą i twą ciekawością. Jako Opiekunka Snów, Ta Która Tka, mam nieskrępowany dostęp do snów wszystkich istot w zasięgu naszego królestwa. Niezależnie od tego, jak daleko się znajdziesz, mogę wniknąć w twoje sny. Zasada ta niestety nie obejmuje innych wymiarów/światów itp. Pamiętam wszystko.Wszystkie te okropne słowa którymi obwiniałam Siostrę...wszystkie złe rzeczy. To ważne by pamiętać takie rzeczy. NA dobre i na złe. Nie spałam. Zaklęcie które wygnało mnie na księżyc i zamknęło w jego wnętrzu, zrobiło dokładnie to, do czego zostało stworzone. Nie usypiało, bo inaczej miała bym dostęp do snów innych. Zatem pierwsza część twojego pytania jest niestety bardziej bliska prawdy.
  5. Chyba wypadało by coś skrobnąć. Niech no ja spojrzę. Rzymianin. Znowu. Można by rzec, takie moje szczęście, nie? Ale co mi tam. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Droga przed siebie prowadzi mnie prosta, Z tobą u boku nie czeka mnie chłosta. Z rana do walki przyjdzie nam pora, Lęki więc swoje schowam do wora. Bo z Rzymianinem przed bitwą tu stanę, Choć by i umrzeć było mi dane. Lecz nie upadam, nie ważna ma ranga, Chwycony pod ramię z okrzykiem - falanga! Plecy do pleców, tarcza przy tarczy, Furia żołnierza mych wrogów obarczy, Gdy dym opadnie, a ogień dogaśnie, Rzymianin zwycięski spokojnie zaśnie.
  6. Zakurzone księgi. Półki pokryte pajęczynami. Komnata wyglądała, jakby nie była odwiedzana od wieków. Albo od tysiąca lat. - Nie powinieneś zaglądać do naszej prywatnej biblioteki bez pozwolenia. - Spokojnie, przecież nic mnie nie zje. - Oto byśmy się nie zakładały. - ... Witajcie drodzy Nocarze i Nocarki. Nie raz zdarzyło się wam słyszeć jakąś straszną historię, prawda? Pełną niewytłumaczalnego i niezbadanego. Taką, która potrafi włosy postawić na baczność. Taką, która sprawia, że ściany zaczynają się zbliżać. W internecie łatwo na takie opowiadania trafić. Jedne lepiej inne zdecydowanie gorzej skomponowane. Tutaj zaś będziecie mogli się podzielić tymi, które sami znacie. Ja znam taką jedną, jeszcze za czasów szkolnych sobie opowiadaliśmy. A szło to tak. Moja szkoła została zbudowana w 1964. Stare czasy i stare dzieje. Ale jak to było wtedy, robota miała być wykonana na glanc, bo przecież będzie o tym w gazetach a i wnukom będzie można opowiadać co się budowało. Wszystko szło dobrze, aż do wypadku z jednym robotnikiem. Nasza szkoła nie ma żadnych piwnic. Były w planach, ale okazało się, że ziemia pod fundamentem nie jest najlepszą, dlatego też wpadli na pomysł wkopania kilku betonowych rur, takich jakby kominów, które wypełnione betonem będą podtrzymywać kilka miejsc. Jak twierdził jeden z naszych najstarszych nauczycieli na zakładzie(64 l.) był przy tym. kiedy wylewali beton do cylindrów, jeden z robotników poślizgnął się i wpadł do środka. Komin miał ze 4 metry, a zanim ogarnęli i wyłączyli maszynę, to nieszczęśnik był już pod grubą warstwą betonu. Było o tym nawet w jakiejś zapomnianej już przez czas gazecie lokalnej. Mówi się, że ciała nie wydobyli z racji kosztów rozkopu. A na domiar wszystkiego, mężczyzna był kawalerem bez żadnej bliskiej już rodziny. Kiedy tylko skończyli budynek, zauważono, że w miejsce wypadku, na podłodze, jedna z grubych kamiennych płyt pękła trochę na powierzchni. Nie było to grube, więc szybko je zamaskowano betonem. Ale pęknięcie, jak na złość, kilka dni później znowu się pojawiło. I tak za każdym razem. Czasami na przerwach w miejscu gdzie się znajdowało można było odczuć znaczący spadek temperatury. Innym razem po zamknięciu szkoły czujki wychwyciły w tamtym miejscu ruch, uruchamiając alarm choć kamera nie zarejestrowała niczego niezwykłego. Żadnych przesuwanych przedmiotów, żadnych wybitych szyb, nic z tych rzeczy. Zwyczajnie, jakby coś przeszło koło czujki. Raz nawet jedna ze sprzątaczek popołudniowej zmiany zadzwoniła na policję, bo widziała kogoś w oknie. Ponownie kamera nie pokazała niczego odbiegającego od normy. Do dzisiaj w górniku, bo tak nazywamy szkolę założoną do szkolenia górników i elektryków, czujka potrafi złapać coś dziwnego. Czy to zwyczajnie wada sprzętu czy też coś bardziej złowieszczego? A jakie są wasze historie? I najważniejsze. Czy boicie się ciemności?
  7. Kiedy posłaniec przybył z listem, nie zwrócił nawet na niego większej uwagi. Nie żeby chciał być złośliwy, zwyczajnie uznał, że to kolejna strata Czasu, który z biegiem ostatnich wydarzeń i pojedynków stał się niezwykle dla niego cenny. Więc rzucił kopertę na stolik obok łóżka i wrócił do kalibrowania kończyn. Jakby nie było, odrobinę przesadził w walkach które odbywał, zatem przyszło mu teraz za to srogo płacić. Kiedy skończył, wrócił do wiadomości którą mu dostarczono. Kolejna walka, tym razem z kimś nowym. Nie znał swojej przeciwniczki, płci żeńskiej sądząc po imieniu, więc kto wie, może nie będzie to całkowita strata Czasu? Przygotował się najlepiej jak mógł. Alchemik i Złodziej wciąż byli w strzępach. Kowal wymagał uzupełnienia, zaś Rycerz i Strzelec mieli swoje własne zadania. Spojrzał na półkę z amuletami. Wychodziło by na to, że do wyboru miał Króla i Marionetkarza. Bez większego zastanowienia sięgnął po odpowiedni amulet, szykując się do wyjścia. Szatnia była mu znajomym miejscem. Drugi dom, jak niektórzy czasami żartowali. To tutaj dopinał na ostatni guzik swoje przygotowania. Czasami zajmowało to dłużej, czasami krócej, ale nigdy mniej niż trzeba. Jak powiedział kiedyś wielki czarodziej - czarodziej nigdy się nie spóźnia, ni przybywa zbyt wcześnie. Jest wtedy, kiedy być musi.Poczekał aż jeden ze strażników zapuka uprzejmie w drzwi. Wiedzieli żeby mu nie przerywać. Wiedzieli jak silny był, nawet, kiedy wyglądał jak kompletny kaleka, wyciągnięty z areny przez grupę medyków. A teraz stał pośrodku pomieszczenia w pełnej okazałości. - Panie, już czas. - Zatem pora wystawić kolejne przedstawienie. Trzymaj - powiedział podając strażnikowi małą sakiewkę - dzisiaj ja stawiam wam kolejkę. Ekscytacja. Euforia. Ogień w jego krwi i metal w jego kościach. Ilekroć przechodził przez wrota, tylekroć potrafili go zaskoczyć. Tym razem jego oczom ukazała się raczej zwykłą arena, ale co tam, klasyka też jest w modzie. A poza tym, raz na jakiś czas trzeba było stoczyć pojedynek na utartej ziemi. Co prawdę jego uwagę przykuł dziwny piasek, ale na razie postanowił się nim nie przejmować. Poczekał aż Narrator zrobi swoje, aż podbuduje publikę, ciągnąc ich ciekawość do granic które Zegarmistrz planował przekroczyć. Nawet kiedy zobaczył przed sobą dziecko w zbyt dużej zbroi, nie okazał zdziwienia. W końcu był gospodarzem, był tym, który wie i tym który przewiduje. I oto jego moment, rozpoczęcie walki, sygnał startu od którego magia wybuchła pod jego stopami, tworząc w przeciągu kilku oddechów solidny tropikalny las między nim a jego przeciwniczką. Ha, to zapowiadało się ciekawie. Zegarmistrz patrzył z rozbawieniem jak kolejne drzewa zasłoniły niebo ponad jego głową. Poczekał aż zawirowania magiczne się uspokoją, nie chciał bowiem ryzykować, że jego własne zmieszają się z obecnymi. Przynajmniej jeszcze nie. Sięgnął pod płaszcz i wydobył z niego niewielki sztylet z czarnego metalu. Od zwykłych noży odróżniało go kolista garda szerokości palca wskazującego. Zakręcił nim kilka młynków pogwizdując wesołą piosenkę. Jednym płynnym ruchem wbił sztylet w podłoże, rozpoczynając inkantację: - O śmierci, O śmierci, na twym tronie siadam. O śmierci, O śmierci, twe jarzmo dźwigam. Jam jest Władca Marionetek. Jam jest Marionetkarz! Z podłoża z głuchym łomotem kruszonych skał i pękającego drewna wysunął się kamienny tron. Zegarmistrz rozsiadł się wygodnie na konstrukcji mającej całe dwa metry wysokości. To spory tron, nawet jak na jego rozmiar. Ale wiedział, że to odpowiedni krok, specjalnie że planował ponownie użyć wielkich pokładów energii. Z oparcia wysunęły się metalowe żyłki, które wbijając się w jego protezy, przekazywały niezbędną mu teraz moc. Tak przygotowany mógł zacząć walkę. Me kości żelazem, Me serce otchłanią oznaczam cierpieniem, oznaczam strachem Iluzja rozmytą, Iluzją konieczną Rozrywam tą ciągłość, Rozgniatam wasz opór. Edyktem najwyższym, Śpiewam wam Pieśń przodków moich. Z jego siedziska wystrzeliły 4 kryształy, każdy w inny kraniec areny. W ten sposób miał w zasięgu całe pole bitwy. Nie wiedział gdzie jest jego przeciwniczka, ale w tym momencie nie robiło mu to żadnej różnicy. Żelazna dziewica, o Lufo ze stali, Błogosławiona patronko nas umierających, Daję ci mą siłę, wesprzyj mnie w potrzebie. Krew moja ogniem, serce me szklane. O deszczu żelazny, grzmij! Wyciągnął spod płaszcza małą kuszę naręczną. Wycelował w drzewa pond swoją głową po czym pociągnął za spust. Jedna samotna igła wystrzelona w powietrze. Przejęta i przemielona przez zaklęcie które uruchomił. A finalnie wypluta w milionach na całą arenę. Hagarem Ame. Stalowy deszcz. Przebijający liście, odcinający gałęzie, wbijający się tysiącami we wszystkie drzewa na całej arenie. Wierzył, że to urozmaici pobyt dziewczynie z którą przyszło mu się zmierzyć. Ale czym byłby deszcz bez grzmotów, prawda? Grzmij ponad Niebiosami, Prowadź zgubionych. Światłości strudzonych, ryku sprawiedliwych. Jam stworzył ci drogę, tyś zaś moim gniewem! Stalowy Grom! Piorun który uderzył w pierwszą igłę zaczął przeskakiwać na kolejne, powodując miniaturowe eksplozje tu i tam. Szukając wszelakich odgromników które postawił Zegarmistrz. I jednego, który miała na sobie Antilia.
  8. Już poprawiłem - źle spojrzałem na literki xD
  9. Ponownie ty(patrzy z zaskoczeniem na słodycze i kwiaty). Nie uważasz, że lepiej było by przyjść z czymś, co jakkolwiek pasowało by do nas, a nie do naszej drogiej siostry? A co do twoich pytań: 1. Technicznie stworzyło je Drzewo Harmonii. Drzewo stworzyły zaś Filary Equestrii. 6 kucyków o ponadprzeciętnych umiejętnościach. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się od Twilight, ale też od Sunbursta możesz sporo na ten temat wyciągnąć. O ile znajdzie odpowiednią książkę. 2. O ile się nie mylimy, co Wigilię Serdeczności jest wystawiany z tego powodu spektakl. Dobra sztuka, jeśli możemy ją tak osądzić. Opowiada o czasach sprzed powstania Equestrii, jak to trzy rasy - kucyki ziemskie, pegazy i jednorożce musiały nauczyć się współpracować w obliczu nadchodzącej zagłady. Nic, czego nie można puścić dzieciom, na dobranoc. 3. Nic. Nie zrozum nas źle - jeśli ten człowiek postanowi zrobić coś naprawdę nierozważnego, wtedy stosownie dostosujemy wielkość gwiazdy jaką zechcemy mu zrzucić na głowę. Ale do tego czasu zostawimy politykę między-wymiarową kucom, które się na niej znają lepiej niż my.
  10. Senniki zostały zaktualizowane
  11. http://www.caissa.com/chess-tools/pgn-editor.php To się może przydać - jakby nie patrzeć, przydatna stronka I łatwa w obsłudze. Możecie sobie szybko wprowadzić konkretne ruchy i łatwiej się to to czyta wtedy. B2-B4
  12. No dobra, ale zaznaczam, że komplementy to akurat nie jest moja dziedzina...
  13. A co mi tam. Jak umrę to zginę.
  14. Equestria chwilowo jest spokojna. Miła rzecz, spokój. Pozwala ci spojrzeć na pewne rzeczy z dystansem. 1. Jest wspaniałe. Potężne, lecz jednocześnie delikatne. Powstało by chronić Equestrię, lecz w zamian Equestria musi chronić je. Jak dotąd ta współpraca działa. 2. Uhhh. Jest uciążliwy, kłamliwy, bezczel...khm...znaczy się, mamy swoje prywatne sprawy z nim, wolimy żeby pozostały prywatnymi. 3. To ciężki temat. Tartar to straszne miejsce. Ale kara jest adekwatna do przewinienia. Nawet Discord nie doprowadził Equestrii do takiego stanu. A mówimy to o osobniku który jest uosobieniem chaosu. Uważamy że nasze pozdrowienia dla Siostry są zbyteczne - o wiele bardziej ucieszy ją, jeśli zrobisz to osobiście.
  15. No dobrze dzieci, mam gorączkę i nie zamierzam się powtarzać. Albo się żalicie, albo pocieszacie żalących. Kąśliwe komentarze odnośnie tego, która rada jest dobra a która "idiotyczna" zostawcie sobie na PW. Inaczej będę bił. A co do powyższych porad - kilka z nich ma sens, kilka z nich jest rzeczywiście żałosnych i/lub idiotycznych. Jestem w związku 10 lat z okładem, kilka związków pomogłem zbudować, kilku pomogłem się rozpaść zanim stały się niezgrabnie toksyczne dla ich właścicieli, zatem mogę powiedzieć szczerze - najpierw popracuj nad sobą. Stań się osobą, z którą chciałbyś przebywać, potem znajdź sobie znajomych z którymi polubisz przebywać, a najlepiej takich, którzy polubią też przebywanie z tobą. A dopiero na końcu zacznij się rozglądać za związkiem. Inaczej będziesz się babrał w 1-4 miesięcznych przygodach, które być może zniszczą ci całkowicie opinię o płci przeciwnej(byłem tam, widziałem to, nie polecam, nie pozdrawiam). Pamiętaj. Doświadczenie to ważna rzecz i nie można go zdobyć na skróty - nie ważne ile porad przy tym wykorzystasz, to nie gra RPG.
  16. Pytanie strategiczne - czy można się ponownie zapisać jeśli było się uczestnikiem poprzedniej edycji?
  17. No to może ja coś wrzucę od siebie. Skyrim - jeden z NPCów po otrzymaniu, dla odmiany, sztyletu w kolano, stał się mocno wierzący
  18. Zaktualizowano całą listę - jest nas coraz więcej ludziki
  19. Hahaha...dziecko, czy rozumiesz wagę swej decyzji? Czy przemyślałaś ją? Przeżułaś tą kość pomysłu aż do szpiku koncepcji? Oh, dawno nie polowałem. Dawno nie dawałem o sobie znać. Teraz przyjdzie mi to wszystko nadrobić. Szanuję twą twórczość, osobowość, niegasnącą wolę bycia. Zatem zgoda. To będzie wspaniałe. Żadnych odwrotów, żadnych kapitulacji. Ja, Shen Zegarmistrz Long, strażnik Strażnicy Cieni, brudny anioł, samozwańczy demonolog i złodziej, obiecuję, że nie zachowam nic. Niczego nie wstrzymam, dam z siebie wszystko. Bez ograniczeń i bez żalu. W końcu pole bitwy warte mnie. W końcu wojna zdolna pochłonąć żywoty wszystkich kruków tego świata! Zatem widzimy się na polu zmagań. Poczekam - wszak czymże jest czekanie w obliczu nieskończoności?
  20. Dawno mnie tu nie było. Oj dawno. A tyle niewysłowionej mocy tylko czeka by ją uwolnić. Tyle pomysłów drży by przelać je na słowa. Chyba najwyższa pora, żeby przypomniał niektórym, jak wspaniała potrafi być magia. Pora pokazać, że jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Excelsior przyjaciele, bo powróciłem. Ja Shen Zegarmistrz Long szukam przeciwnika. Lecz nie byle kogo. Niezależnie od tego, czyś słaby, czy młody, stary a potężny. Ktokolwiek stanie na przeciw mnie niech ma wiedzę tą - nie zamierzam się ograniczać. Zatem przeciw potworowi stanąć musisz. Przeciwko bezdennej otchłani pomysłu, przeciw samemu Czasu wskazówce. Wszak jam jest Hermes, co skrzydła swe pożerając, oswojon został. I przeto teraz szukam ofiary. Lecz nie zrażaj się - wszak czy to nie ludzka rzecz, czuć strach? Czy to nie ludzka rzecz, czuć zwątpienie? A mimo to, czy nie ludzką rzeczą jest pokonywanie potworów?
  21. Come little children, I'll take thee away into a land of enchantment. Come little children the time's come to play, here in my garden of shadows. Follow sweet children, I'll show thee the way through all the pain and the sorrows. Weep not poor children for life is this way murdering beauty and passion. Podsumowanie. Heh, ciekawe słowo. Długo się zastanawiałem co tutaj umieścić. I to zanim jeszcze event wystartował. Czy zamieścić suche fakty? Czy wyróżnić kogoś z tłumu, a może wręcz przeciwnie, powiedzieć komu nie szło najlepiej. Cała paleta możliwości, wspaniała Noc i dzbanuszek herbatki - zatem lecimy. Na początek chciałbym powiedzieć słowo o samym evencie. Uważam że nie był zły. Mógł być lepszy, przynajmniej tak mi się wydaje, bowiem wiele rzeczy było zostawione przypadkowi, a jak wiadomo, w zegarze zębatki nie mogą być przypadkowe. Ale mimo tego, że wiele akcji wychodziło spontanicznie, a jeszcze kilka innych mogło wprawionego Mistrza Gry przyprawić o zawał, całość wyszła o wiele lepiej, niżbym się tego spodziewał. Chciałbym w przyszłości zrobić kolejny taki event, w którym gracze będą mogli bawić się na równi w Ekipą. Nie jako podzielne grupy, lecz jako jedna wspólna paczka użytkowników. Co do uczestników. Na początek wiedźmy - niezależnie od tego, kto jak odgrywał swoje postacie, jestem rad, że mogłem wam przydzielić te role. Wybrałem was losowo, zrzucając wybór na kości którym ufam. I tym razem mnie one nie zawiodły, dając wam możliwość odegrania czegoś wspaniałego. Lektura ta urozmaiciła mi niejedną Noc. Dziękuję. Opiekunowie którzy odgrywali postacie w tawernach. Gratulacje, daliście z siebie tyle, że dział RPG chyli wam czoła. Nie powiem, były pewne zgrzyty. Ale pęknięcia te na skórze fabuły wypełnialiście złotem słowa. To dzięki wam gracze mieli gdzie i co ważniejsze, kogo pytać i podejrzewać. Spisaliście się na medal. Gracze - ostatni na liście ale nie mniej ważni. To dla was był ten event. To z myślą o was, o tym ile człowiek umie oszukiwać, kombinować i przede wszystkim, współpracować z innymi. Swoją role odegraliście dobrze. Czytało się was świetnie, a mimo, że wasze akcje nie przyniosły wam zwycięstwa, jestem dumny, że mogłem wam zaprezentować to wszystko. Wszyscy popełniali jakieś błędy. Opiekunowie tworzyli fabularne dziury, podkopując się wzajemnie, wiedźmy czasami nie potrafiły się ukryć, zaś gracze nie byli w stanie dobrze wykorzystać wskazówki. Ale i to tylko ozdobiło całość kolejnymi wątkami. Być może wyniknie z tego jakaś nauka na przyszłość, kto wie? Podziękowania należą się też Cahan - to ona była muzą Wzgórza Ognia. Nawet moje opisy wpierw musiały przejść przez jej czujne oko, by nabrały więcej polotu i mocy. To dzięki niej klimat mógł być tak ciężki i okrutny, jak to tylko możliwe. Bo czasami na końcu opowieści, bohater umiera. Napawa mnie dumą fakt, że całość wyszła nam jak wyszła. Że znalazły się osoby chętne brać udział, osoby chcące dopomóc, odegrać swoją rolę. Stworzyliśmy wspólnie coś niezwykłego i być może niepowtarzalnego. Jako Mistrz Gry powiem tyle - gracze mogli swoje przemyślenia wrzucać na forum. Ne tylko mogło by to dopomóc opiekunom którzy nie byli wiedźmami na podpowiedzenie czegoś, ale też dało by ciekawą fabularnie poczytankę dla wielu innych osób. Dodatkowo, mimo że wasze wybory były przemyślane, nikt nie zadał sobie trudu by zapytać, czemu po 2 paleniach z tytułu "kogo dacie, my spalimy, zero pytań" nagle padła sakramentalne "dlaczego?". Do tego niektóre wskazówki nie zostały dobrze wykorzystane, a inne wręcz zignorowane. Patrzenie na to z boku czasami gdzieś tam kłuło. Ale to wasza historia, mi pozostawało tylko pociągać za kolejne sznurki przeznaczenia. Idzie z tego nauka - nie zawsze wszystko jest tym, czym się na pierwszy rzut oka wydaje. A wiedza, niezależnie od tego jak drobna, potrafi pomóc w najmniej oczekiwanym momencie. Niech to będzie dla was lekcja, która wzbogaci waszą grę. A co do postaci odgrywanych - wspaniałe. Każda z nich, każdy z łowców był niezwykle ciekawym indywiduum. Jako Mistrz Gry, z ponad 16 letnim doświadczeniem mówię wprost - dobra robota! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się powtórzyć taki wyczyn. A do tego czasu sio do działu RPG - udowodniliście, że potraficie się rozkręcić, to czemu się powstrzymywać?
  22. Schody o kamiennych stopniach prowadziły w ciemność. Cienie zdawały się poruszać w rytm kroków przybyszów. Lecz tylko przez chwilę, bowiem pochodnie na ścianach, rozświetlone nagłym błyskiem, odkryły parę ciężkich metalowych drzwi. Dwie kołatki, po jednej na skrzydło, zdobione były nietoperzami. Nie widząc innego sposobu, trzeba było ich użyć. *Puk, puk, puk* załomotało niczym serce dzwonu. Z ponurym skrzypieniem jedne z ramion bramy zostało otworzone przez stojącego za nimi minotaura. Ruchem dłoni wskazał ci wnętrze, z którego dała się słyszeć delikatna muzyka. Korytarz nie był zbyt długi, zakończony granatową kotarą. Kiedy tylko ta została odsłonięta, ukazało się główne pomieszczenie. Prostokątną piwnice na pół przedzielał dywan, ciągnący się od kotary aż po szynkwas, za którym stał kucoperz przecierający kufle ściereczką. Po lewej stronie sali znajdowały się stoły przyozdobione małymi magicznymi światłami, które dawały światło tylko w obrębie danego stołu, przez co każdy mógł sobie samemu ustalić jak bardzo chciał mieć jasno. Po prawej z kolei, cała masa kotar, skrywająca poduchy dla tych, którzy wolą posłuchać muzyki miast siedzieć przy stołach. Muzyka dochodziła zza parawanu, rozstawionego we wnęce koło baru. Światło było ustawione tam tak, że tylko cienie zespołu, złożonego z 2 kucy i gryfa, były widoczne. Z drugiej strony baru zamiast wnęki był korytarz, ciągnący się aż do pomieszczeń prywatnych. Tam można było się przespać za drobną opłatą, lub też zaprosić kogoś na bardziej intymną rozmowę. Pomieszczenie główne ozdobione było całą masą granatowych wstęg, magicznie odpornych na ogień, wśród nich skrywała się istna armia nietoperzy, zdolna wyrzucić każdego natręta, na polecenie barmana, z obiektu. O ile Minotaur przy drzwiach takowych od razu nie odstraszy. Zatem witaj wędrowcze - w czym możemy ci pomóc? Opis eventu - czyli z czym to się je i o co tu biega.
  23. Po głębszym namyśleniu postanowiła odpowiedzieć na zadane pytania. - Czy wpłynie, nie wiem. Najpewniej wywoła wszystkie niedogodności nagłej utraty magii - zawroty głowy, osłabienie, odrętwienie. Nie znam sposobu żeby z tym pomóc, w tej kwestii prędzej liczyła bym na Zecore. Zamknęła na chwilę oczy, starając się sobie coś przypomnieć. - Ile kuców ma kolor magii w odcieniu tej książki? Bo niestety magia śledząca to skomplikowane i wielodniowe rzucanie zaklęć, a nie mamy wielu dni żeby szukać podejrzanego. Już nie. I nie wiadomo ile takich książek pułapek teraz lata po biblioteczkach, i tych większych i prywatnych. Luna na chwilę przerwała, żeby dopić herbatę kiedy padło pytanie, którego się nie spodziewała. - Nie wiemy. Od chwili wykrycia pierwszego rytuału nie ma z nim żadnego kontaktu. Nikt go nie widział, nikt nic nie wie. Być może Fluttershy by coś wiedziała, ale niestety.
  24. Luna nalała przybyłej herbaty z dzbanka który wciąż stał na stoliku. Po wysłuchaniu zakręconego trochę wyjaśnienia, postanowiła sprawdzić w czym rzecz. - Zatem coś z tej księgi przeniosło się na kucyka. Nie jestem specjalistką od uroków i klątw. Trochę lepiej wychodzi mi magia oblężnicza. Zresztą, mogliście to ostatnio zobaczyć. Delikatnie odchyliła płaszcz i przyjrzała się kryształowi. Śmierdział złą magią. Taką, której lepiej nie dotykać. Kryształ zdawał się blokować większość tego, co było w nim zamknięte, ale Luna widziała, jak zawartość powoli wyżera się ze swojego więzienia. Kilka godzin, góra dzień. Potem, cokolwiek zostało tu zamknięte, wylezie na zewnątrz. - Interesujące. Proste, ale interesujące. Róg alicorna zalśnił granatem, by pokryć cały kryształ. Zaczęła się dogłębna analiza. Luna musiała tak operować zaklęciem, by to nie zareagowało. W przeciwnym wypadku zawartość przyniesiona przez jej gościa wybuchnie na wszystko wokół. Nie trwało to długo, mimo delikatnego szukania na ślepo, znalazła co potrzebowała. I wiedziała z czym się mierzy. - No dobrze, po kolei. Klątwa nie jest zabójcza. Nie czyni większej krzywdy aniżeli żywienie się magią i rozsiewanie wysypki, prawdopodobnie zielonej, na ofiary które dotkną księgę bezpośrednio. Znam ten rodzaj magii, bowiem - tu Luna przełknęła ślinę dość głośno - pochodzi ona od koszmaru. Zatem ktokolwiek zaczarował tą księgę, musiał być wiedźmą.