Zegarmistrz

Moderator
  • Zawartość

    1187
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Zegarmistrz

  1. Z tymi 10 % to co prawda już dawno obalili, ale tak mnie coś naszło. A co jeśli idzie tutaj o aktywne używanie tych 100%? Znaczy się, mam pełną swobodę(a przynajmniej w granicach anatomii i gimnastyki) ruchu, mogę patrzeć gdzie chcę, obracać kończynami jak chcę itp. Ale nie mam kompletnie żadnej kontroli nad tym, czy zapamiętam coś lepiej niż coś innego. Nie mam kontroli nad tym czy mój żołądek będzie coś trawił czy też nie. Jest sporo takich funkcji, na które człowiek nie ma wpływu bez czynników zewnętrznych(postanów że przestaną ci rosnąć paznokcie albo włosy, wyłącz i włącz którykolwiek z podstawowych zmysłów). Wiele tych rzeczy dzieje się bez naszej bezpośredniej pomocy, zatem pytanie, czy mózg mógłby nimi sterować. To trochę jak umiejętności aktywne i pasywne w grach xD Te aktywne(choćby mruganie) działają, bo ty chcesz żeby działały. Te pasywne działają czy tego chcesz czy nie. A jeśli mózg mógłby kontrolować aktywacje i dezaktywacje tych pasywnych umiejętności? Czy wtedy ludzie jako organizmy byliby lepsi? A tak już trochę poważniej - nasz mózg wykorzystuje 100% każdej komórki którą posiada. Nie znaczy to niestety, że my świadomie robimy to samo. Masz odruchy których nie kontrolujesz a które twój układ nerwowy czasami ci podrzuci do wykonania. I samo to daje ci już wynik poniżej 100%, choćby w postaci 99.9(9)%
  2. Rasp To dobry obrót sytuacji. Pozwolił żeby czarny pies znowu ucichł w tyle jego głowy, wyczekując na kolejny atak. Tak, zdecydowanie wolał być widziany jako ostateczność, aniżeli tylko możliwość. I zamierzał to wykorzystać do cna. Choćby grając potwora jeszcze przez te kilka minut. - Zatem wybrałaś. Czy dobrze, czy źle, o tym dowiesz się w odpowiednim czasie, zapewniam. Lecz miej na uwadze, nic nie robię za darmo. Śmierć odbiera życie - wypowiedział te słowa powoli, by kuc mógł zebrać oddech, by miał chwile na pojęcie jak bardzo jest źle i jak bardzo potrzebował pomocy - zatem składasz owe w moich łapach. Nie zapomnij o tym. Sięgnął do pasa, wsuwając w łapę dwa z ostrzy do rzucania, zaś drugą sięgnął po przybory alchemiczne. Miał tam jeszcze trochę składników na trucizny, ale kilka z nich nadawało się na maść, która mogła zatamować pomniejsze krwawienia, resztę będzie musiał wygoić siłowo. Nie będzie to przyjemne, ani dla niego, ani dla kuca, ale lepsze to niż umieranie z zimna i wykrwawianie się na jakimś leśnym pustkowiu. Wciąż niepokoiła go ta żądza mordu, którą odczuł wcześniej. Wytężył zmysły raz jeszcze, gotów zaatakować na jakikolwiek znak nieprzyjaciela, pod, na i nad ziemią. A na swoje szczęście, miał też tutaj odpowiednią przynętę. - Podejdź, zajmę się twoimi ranami. W tym stanie nie dasz rady opuścić lasu, a tego byśmy nie chcieli, prawda?
  3. Rasp Zwolnił trochę bowiem poczucie strachu w połączeniu z jego doświadczeniem oznaczało żądze krwi. W tym lesie polowało coś o wiele bardziej zabójczego niż on sam. Coś, co widziało psa tylko jako przekąskę, którą być może chwilowo nie warto było się zajmować. Ale tym Rasp będzie się martwił za chwilę. Na razie musiał zająć się kucem, którego widział przed sobą. Samo podejście do niego mogło wywołać jeszcze większą panikę, a co za tym idzie, liczniejsze rany. Więc trzeba było podejść do tego inaczej. Poprawił kaptur na głowie upewniając się że niewiele pyska z niego wystaje. - Hej, wierzysz w potwory? Poczekał aż te słowa dotrą do kuca. Potrzebował choć trochę jego uwagi. - Wykrwawiasz się i niedługo umrzesz. Wolisz śmierć, czy pomoc od potwora? Najpewniej przesadzał z tym wykrwawianiem się, przynajmniej do czasu aż nie sprawdzi dokładniej jego ran. Ale chciał zmusić kopytnego do uznania go za jedyną deskę ratunku. Jak mawiają, tonący brzytwy się chwyta, więc kto wie, może ten zaryzykuje postawienie wszystkiego na potwora?
  4. Rasp Na chwilę zastygł gdy jego uszy wychwyciły kapanie krwi, lecz tylko na chwilę, gdyż chwila ta została przerwana przez oddalające się kroki. Nie planował niczego ponad przejście przez krzaki, lecz teraz uznał iż świadek zdarzenia mógłby być dobrą opcją. Jego ojciec powiedział kiedyś, że w polowaniu przychodzi moment, gdy łowca musi wyjść z cienia. I zdecydowanie teraz była to pora. Diamentowe psy mogły chodzić tak samo dobrze jak minotaury, wyprostowane, lecz dopiero na wszystkich łapach można było poznać ich skuteczność w polu. Wykorzystał wszystkie zmysły do zlokalizowania oddalającej się istoty. Węch, wzrok, słuch, to jego atuty. A teraz postanowił wykazać się ich możliwościami. Poprawił swój ekwipunek, po czym przedarł się przez zarośla z całą siłą, padając na cztery łapy. Metal w ciele zebrał się teraz w jego pazurach, zapewniając sporą przyczepność mimo zamrożonego podłoża. - Uchwyć podłoże, Uchwyć Equestrię, Uchwyć Świat. Ziemia była domeną psów. Czy to na niej czy pod nią, ciężko było znaleźć sprawniejszą istotę jeśli liczyć kontakt z podłożem. Wystarczyło wyczuć drgania, zrozumieć twardość gleby. Wiedzieć kiedy odbić łapę by zachować jak najwięcej energii. By utrzymać optymalną prędkość. I to postanowił zrobić, gdy pierwszym szarpnięciem o podłożę wyrwał kawałek zamarzniętej skały, wpadając w pościg za zbiegłą zwierzyną.
  5. Rasp Strach. Głód. Zimno. Panika. Śmierć. Pole bitwy, choć niewielkie, dawało więcej, aniżeli tysiące opisów. Każde zadrapanie, każdy ślad, to wszystko informacje, które można było odczytać, jeśli wiedziało się jak to zrobić. A Rasp wiedział. I czytał. Waga przeciętnego gryfa, waga ich pancerzy, siła która może takim rzucić lub takiego przygnieść. Wbrew pozorom, gryfy nie są niepokonane, choć kiedy widzisz takiego w zbroi, to wydaje ci się inaczej. Nie miał zbyt wiele czasu, ale zdążył tu i tam odgryźć kawał metalu. Wszak szykował się na najgorsze. Pozwolił by metal płynął w nim. By wzmacniał jego ciało, wypełnił futro, pazury i kły. Metal dawał poczucie bezpieczeństwa. A teraz była to luksusowa potrzeba. Nie sprawdzał ekwipunku zabitych, choć zanotował sobie to miejsce w pamięci gdyby zdarzyło mu się wrócić. Następnie skierował swoje kroki w kierunku łkania. Ostre jak brzytwy szpony mogły bez problemu rozerwać krzewy, ale też to co chowało się w nich, lub za nimi. Dlatego zdecydował się na bezpieczniejsze podejście, ostrożnie wycinając sobie ścieżkę w kierunku nieznanego.
  6. Rasp Mógł sobie odmówić przygody, ale wtedy na co była by ta cała wędrówka? Nie, nie był jakimś samozwańczym obrońcą uciśnionych czy też naprawiaczem tego złego świata. Ale był za to cholernie ciekawski. Poprawił płaszcz po czym najlepiej jak umiał, z wyczuciem osoby wychowanej częściowo w lesie, zaczął się skradać wykorzystując każdy cień, każdy zakamarek na swojej drodze. Cel miał jasny - dostać się tam, gdzie gryfy zataszczyły ofiarę. Być może zostały z niej już obgryzione kości, ale to samo w sobie nie przeszkadza zapolować na większą zwierzynę. Po drodze upewnił się że na broni podręcznej była odpowiednio rozsmarowana trucizna. Sól w jej składzie powinna skutecznie zatrzymać proces zamarzania, nie wspominając że ta sama sol po dostaniu się do rany była naprawdę nieprzyjemną niespodzianką. Pomijając oczywiście inne równie nieprzyjemne efekty.
  7. Oto temat do potrzeb znajdywania tego, czego jeszcze nie wiecie że szukacie. Tutaj każdy MG może wrzucić ogłoszenie z tytułu - szukam X graczy na sesję w klimatach Y. Tutaj też Gracz może wrzucić prośbę o mg który poprowadzi mu postać Z w klimatach Y. Przykład MG: MG szuka 3 Graczy na sesję w klimatach dark fantasy. postacie można tworzyć własne lub wedle ustalonego wcześniej kanonu. Przykład gracza: Szukam MG który poprowadzi sesję w klimatach cyberpunku mojemu barbarzyńcy. Takie prośby mogą leżeć w dziale 21 dni, potem będą usuwane jako niewykorzystane. Z kolei Graczy/MG którzy przyjmą prośbę, niech cytują ją w swoim poście w celu łatwiejszego znalezienia przez zainteresowanego. Na każdą z nich może odpowiedzieć więcej niż jeden MG/Gracz, w ten sposób zarówno MG jak i Gracz będą mieli jakąś pulę wyboru.
  8. Rasp Błogosławione futro albowiem bez niego już dawno został by w jego miejscu diamentowy sopel. Rasp nie był przeciętnym podróżnikiem. Ale też fakt ten nie czynił z niego kogoś nadzwyczajnego. Ot kolejny włóczykij szukający ścieżki w świat. A tym razem przyszło mu przedzierać się przez zaśnieżone wzgórza i pagórki, przez zmrożone rzeki i zdradzieckie zbocza. Dzień jak co dzień. Nic, grunt żeby dotrzeć w końcu do jakiejś gospody. Trochę ciepła jeszcze nikomu nie zaszkodziło, no chyba że bałwanowi. Gościniec nie wydawał się nadmiernie przyjazny, ale sama myśl o czymkolwiek w szczęce, co nie jest suchym prowiantem, napełniała go nowymi siłami. Nie pamiętał dokładnie jaka wieś była w tej okolicy, ale liczył na to że znajdzie się w niej choć jedna wolna obora, może nawet kawałek stajni, nie żeby wybrzydzał. Koniec końców musiał się gdzieś zatrzymać, a z dwojga złego wieś nie była aż tak beznadziejną opcją. Spojrzał raz jeszcze na drogę, po czym obrał drogę przez las. Nie lubił otwartych terenów, zdecydowanie bardziej odpowiadały mu powykręcane czasem drzewa w poniekąd magicznym lesie. Wiele o tym miejscu słyszał z opowieści ojca, znał też kilka punktów które mogły bez problemu służyć do nawigacji w tymże. Ale nawyki nawykami, nadstawił uszu, bo lepiej z wyprzedzeniem wiedzieć, czy coś się nie zbliża. Wszak jak mawiał jego ojciec: W Śpiącym Lesie łowca może stać się łowionym.
  9. Chopaki! A nie łatwiej o chowańca? No wisz, taki magiczny czasem latający chomik czy inne dziadostwo. Jakiś tam link telepatyczny do 15 metrów powinien załatwić sprawę w kwestii audio/video A tak swoją drogą - pytanie dnia - czy kuce to jedyna możliwość? Dział NLR mi światkiem że granie niekucami wychodzi mi dobrze, a nawet nie OP
  10. Odkryj przede mną serca pragnienie, drżące jak płomień świeczki na wietrze. Marzeniem odwiecznym napełnij tę czarę, do mocy magicznej miłosną gonitwę, wszak dzisiaj okiełznam ten błękitny płomień, by magii twej źródło bez kresu powstało. Prawo Magii.
  11. Witam - pragnę żebyście zamieszczali tutaj ulubioną broń. JEDNĄ ulubioną broń. Nie kilka, nie kilkanaście, nie dwie, trzy, cztery. Jedną. Powiedzcie za co ją uwielbiacie, czemu akurat ta jest tą jedną jedyną. Pokażcie jej zdjęcie, powiedzcie coś o niej. Znawcom proponuje też zamieścić dane techniczne. Broń starożytna, Nowoczesna, krótka i długa. Co tylko chcecie. Zacznę. Kusarigama (jap. 鎖鎌 kusari-gama, dosł.: łańcuch i sierp) - jest to kama (rodzaj sierpa) z łańcuchem, na końcu którego znajduje się obciążnik, który sam w sobie może być zastosowany do ogłuszenia przeciwnika, natomiast dzięki łańcuchowi można ofiarę złapać za szyję lub kończynę i przewrócić. Całość stosowana jest też jako lina z hakiem do wspinaczki. Dzięki niewielkim rozmiarom kusarigama jest stosunkowo łatwa do ukrycia. Są różne wariacje Kusarigam, dwa sierpy połączone łańcuchem, sierp i obciążnik, sierp i młot. Wbrew budowie prostej jak cep, umiejętność posługiwania się kusarigamą należy do cięższych w opanowaniu, a mistrzów w jej używaniu jest bardzo mało. Jedni walczą nią używając Sierpa z bliska a obciążnika na średni dystans, są też tacy którzy zmniejszają długość łańcucha i korzysta z niej jak z nunchaku. Można spotkać się też z odmianami bardzo krótkimi - połączenie motyki z drugą częścią z małym wysuwanym ostrzem jest tak samo zabójcze jak użycie długiego ostrza i długiego łańcucha. W przypadku przewagi liczebnej np 2vs1 lub 3vs2 użytkownik Kusarigamy miał za zadanie unieruchomić przeciwnika by kompan mógł go swobodnie atakować. Mimo że broń ta wyszła dawno z użytku a jej zalety bojowe nie były największe - dla mnie będzie ona bronią pierwszego wyboru. Daje szerokie pole manewru, pozwala atakować i bronić się jednocześnie, zaś jej kształt i budowa pozwalają na spory wachlarz maskowania takowej. Ciekawostka: Kama najczęściej utożsamiana jest z Ninja - czy to za sprawą filmów gdzie każdy ninja nosił przy sobie łańcuch do wspinaczki z kulą, czy też za sprawą gier, takich jak Ninja Gaiden. Dość popularnym w środowisku gier stał się Axe Low - fikcyjna postać z uniwersum GuiltyGear - który posługuje się dwoma kamami w dość widowiskowy sposób. Tyle ode mnie - śmiało, teraz wy
  12. Zaklęcie czasu? Brzmi jak coś dla mnie. Niechaj Czas się ugnie gdy w dłonie go chwytam. Pragnę ogromnie by świat skuty piaskiem zatrzymać na wieki klepsydry obrotem. Tajemną tę moc więc wzywam przez wieki, by swe marzenia na zawsze utopić! Łamacz Kronosa!
  13. Rufus McGrub Krasnolud już nabierał powietrza żeby odpowiedzieć ojcu co o tym myśli ale jeden rzut oka na twarz seniora i cały animusz uszedł z Rufusa niczym krew z zarzynanej świni. Jego ojciec nie często patrzył na coś w taki sposób jak teraz. A oznaczało to "jeszcze słowo, a zrozumiesz dlaczego większość krasnoludów ma złamany nos". Chcieć nie chcieć rzucił jeszcze jeden raz okiem na wejście do kopalni po czym udał się na bok by wykonać polecenie tatula. Pomógł ile umiał i ile mógł, następnie zaś skierował swoje kroki w kierunku ratuszowej hali. Miał nadzieję że z tego całego zamieszania nie wyniknie coś gorszego, ale złe przeczucia, jak to z nimi bywa, nie zamierzały skazywać krasnoluda na chorobliwie nadmierny optymizm, prawda?
  14. No dobra, zawsze nurtuje mnie takie pytanie - po kij zakładasz nowe konto i piszesz że miałeś konto, skoro nie miałeś a masz - i zamiast zalogować się na nie tworzysz multi które jest karalne blokadą obu kont. Po co?
  15. Rufus McGrub Rufus patrzył z niekłamanym podziwem jak smoczysko ryje potężnym pazurem w litej skale. Krasnoludy musiały używać specjalnie wzmocnionych narzędzi żeby dokonać podobnych czynów, a i to nie szło aż tak szybko jak zrobił to jego nowy gadzi znajomy. Ale już słysząc jego słowa podziw ów stosownie zmalał. - O, to trzeba było tak od razu, wszak tutaj, słowo krasnoluda, akurat każdy dokument jest traktowany z najwyższą powagą. Tylko, eee, czy waszmości stać na to? Znaczy się, rozumiem chęć posiadania, kto nie chciałby mieć takiego wspaniałego miejsca jak to, ale złożenie podpisu na ścianie przeznaczonej do podpisów tymczasowego wynajmu obiektu łączy się z natychmiastową opłatą pierwszego miesiąca, zaznaczam iż przyjmowaną tylko w złocie, za dany obiekt która na dzień dzisiejszy wynosi, o ile pamięć mnie nie myli, 50 tysięcy monet ćwierć funtowych w złocie. Ale kogo ja o to pytam. Przecież ktoś tak wspaniały jak pan nie składał by pustych obietnic a tym bardziej pustych podpisów. Proszę o wybaczenie tej chwili zwątpienia, krasnoludzka krew, naprawdę, czasami daje się we znaki - Rufus wciąż powoli wycofywał się w kierunku wyjścia - a skoro to mamy już za sobą, to zaraz zawołam woźnice, wszak taką górę monet to jednak samemu zataszczyć nie zataszczę i życzę miłego dnia i pobytu w naszych skromnych progach. Za chwilkę też przyniosę wszystkie inne stosowne papiery. Cóż, smok znał się na biurokracji, zatem Rufus mógł spokojnie wyciągnąć najcięższe działa. Wszak przygotowanie papieru który potwierdzał jego słowa wymagało dosłownie sekund, zdobycie pod nim wiążących podpisów minutę. Kopalnia należała do wszystkich krasnoludów z jego klanu, w tym też, technicznie ujmując, do niego samego, zatem stosowny papier mógł ozdobić i własnym koślawcem, a tak daleko jak sięgała wiedza smoka, mógł być i najwyższym Królem Góry.
  16. Rufus McGrub Oh, więc to tak? Bezprawne zawłaszczenie terenu? No tak się bawić nie będziemy. Krasnolud zrobił najsmutniejszą minę jaką potrafił, wstał i obróciwszy się na pięcie skierował swoje kroki do wyjścia. - Kto by pomyślał, tyle wiedzy, tyle traktatów o mądrości, o wielkości smoczej rasy. A tymczasem nie tylko okazuje się, że jeden z najwspanialszych przedstawicieli to, o zgrozo, włamywacz, to jeszcze zachowuje się jak zwykły rozbójnik. Zniszczenie mienia, przywłaszczenie terenu który od tysiącleci doglądany przez uczciwie pracujący klan wart był swojej ceny w złocie i srebrze. Nie, to zwyczajnie okrutne, żeby dobre imię smoków tak po prostu... - pozwolił by głos teatralnie mu się załamał. Tak, był młody, ale spędził ponad 15 lat czytając wszelakie traktaty dyplomatyczne, zarówno te z królami jak i zwykłymi przydrożnymi bandytami. Jeśli posiadasz rozum, posiadasz też emocje. A jeśli posiadasz emocje, to rzeczy takie jak duma czy chciwość też nie są ci obce. I Rufus uznał, że jedynym jego sposobem wyjścia z tego będzie zwyczajny blef. Krasnolud miał słabe karty, ale uznał, że to nie dłoń jest ważna a umiejętności krupiera. - I żeby to jeszcze padło z ust byle rabusia, ale od tak wspaniałego przedstawiciela smoczego rodu? I to jeszcze zanim się przedstawił? Wiem, że my malutcy nie zasługujemy na wiele, o ile na cokolwiek. Ale brak manier? Wielkich poznasz po tym, jak traktują małych, mówili. Nie wierz w bajki o wspaniałości smoków, mówili. Nie wierzyłem, nie chciałem wierzyć w to co mówili. A tu takie rozczarowanie... Krasnolud przecierał rękawem prawie nieistniejące łzy w oczach powoli acz miarowo kierując się ku wejściu, albowiem smoczysko mogło poczuć zarówno ukłucie winy, jak i chęć pozbycia się natręta. Wiadomo, nie każdy preferuje siłę argumentu, wybierając argument siły.
  17. Rufus McGrub Eony, na klejnoty jego przodków, jakież to bydle wielkie było. Rufus nie mógł się nadziwić, choć niejeden magiczny cud już widział w swoim jeszcze krótkim życiu. Ale pierwsze wrażenie powoli ustępowało czemuś innemu. Krasnolud nie rozumiał tego co odczuwał. Swoista mieszanina strachu powoli zastępowana była podziwem i, co musiał przyznać ze zdziwieniem, chęcią zbliżenia się do stwora. Podania które kiedyś czytał traktowały o smokach jak o półboskich bestiach, czasami rozumnych, czasami nie, lecz zawsze potężnymi. I zawsze, co też nie podobało się krasnoludowi, obraz tych bestii przyćmiewał jakiś klecha tudzież zakuty łeb zgrywający rolę rycerza na lśniącym koniu. Zawsze kiedy Rufus o tym mówił ojcu ten kiwał głową i mówił - taka kolej losu, smoki przegrywają by tworzyć bohaterów. Cóż, lepszego planu nie miał, technicznie nawet nie wiedział po co się tu pakował, jak pies goniący za powozem, kiedy już go dogonił, nie wiedział co z tym zrobić. - Um, przepraszam, witam - zawołał jak najprzyjaźniej umiał starając też nie podchodzić zbyt blisko. Ba, nawet nie miał żadnej gwarancji że smok go rozumie. Postanowił rozegrać to na spokojnie, co oczywiście skrzydlaty odpowiednik apokalipsy mógł totalnie zignorować. Usiadł na podłodze, powoli, czekając na reakcję. Nie wiedział po prawdzie co mu to da, ale był pewny że jakiekolwiek próby ucieczki skończą się pieczystym. Naturalnie, krasnoludzkim.
  18. Rufus McGrub Krasnolud słuchał swoich braci z coraz bardziej rosnącą mieszanką ciekawości i strachu. Smoki były legendami. Owszem, istniały kiedyś, świadczą o tym kości które kiedyś odkopali pewni poszukiwacze, ale ostatniego widziano, no, nigdy. Na brody przodków, jeśli w kopalni naprawdę był smok, to jego wartość mogła by być większa aniżeli całego kruszcu który miesięcznie wydobywali. Ale też straty jakie ten mógł teoretycznie wywołać puszczały takowe zarobki z dymem. Trzeba było coś z tym zrobić, ale Rufus wiedział, że jak tylko zacznie przepychać się przez tłum, to dostanie w nos. Był młody, zbyt młody żeby starsi traktowali go poważnie. Chyba że... Sprawdził szybko kieszenie. Miał brzydki nawyk trzymania kilku piór do pisania w kieszeniach, bo zwyczajnie nie chciało mu się co chwila wstawać do szafeczki z przyborami kiedy pogrążał się w księgach z rachunkami. A że dzisiejsze sprawunki przerwano mu w połowie i nie czyścił kieszeni, istniała szansa, że nie wszystkie pióra mu się zużyły. A plan miał prosty, jeśli takowe pióro znajdzie, to uniesie je wysoko nad głowę i zrobi najrozsądniejszą, ba, nawet szanowaną rzecz pośród swych braci. - Przejście dla protokolanta, przejście proszę, trzeba oszacować straty i spisać potrzeby! Przejście proszę! Plan może niedoskonały, ale to zawsze jakiś plan.
  19. Rufus McGrub Księgi, księgi, więcej ksiąg. Lubił je, szanował je, bowiem dzięki nim naprawdę rozumiał jak wiele jego klan ma do zaoferowania. I jego zadaniem było uporządkowanie ich możliwości. Podzielić je na kolumny, liczny, przydzielić odpowiednim partnerom, wypisać poszczególne kontrakty. Ba, raz nawet ojciec pozwolił mu zastąpić stałego protokolanta na ważnym spotkaniu, co było dla Rufusa wielkim zaszczytem. Życie w górach było przyjemne. Pełne pracy, wyzwań, pełne dobrze spełnionego obowiązku. Sprawdzał ostatnie rachunki dla jednego z zarządców w kopalni, kiedy usłyszał przeraźliwy huk. Pierwszą myślą było, jak to u krasnoludów, że któryś ze starszych chodników poddał się naporowi czasu. Ale nie dalej jak kilka dni temu, o ile pamięć go nie myliła, powinna się odbyć ogólna inspekcja. Nie bez powodu ich kopalnie stoją nienaruszone, bowiem jeśli dbasz o skalę, to skała dba o ciebie. Drugą, o wiele bardziej przeraźliwą wizją dla krasnoluda, była możliwość, że ktoś dokopał się tam, gdzie nie powinien. Owszem, prawdziwe miasta buduje się w dół, zaś pobratymcy Rufusa wiedzą jak rozpoznać dobrą i zła skałę, ale już nie takie rzeczy się zdarzały. I zasady klanu McGrub były w tej kwestii jasne. Rufus odłożył kałamarz i księgę, podszedł szybkim(jak na krasnoluda) krokiem do szafy stojącej obok drzwi i zarzucił na siebie kaftan, po czym przepasał się liną z kotwiczką. Wyszedł z mieszkania, po czym oceniwszy gdzie podążają większe ilości jego braci, wmieszał się w tłum. Jeśli naprawdę był to zawał, to każda para rąk przyda się do pomocy. I prędzej elfy zaczną budować lepsze kopalnie niż jakiś McGrub odmówi pomocy.
  20. Przypominam o poprawnym tagowaniu tematów w dziale. Brak odpowiednich tagów zakończy się ostrzeżeniem procentowym z tytułu łamania wewnętrznego regulaminu działu. Czas na poprawę - 3 dni.
  21. Z dobrych tytułów mogę polecić Katanagatari - nie za długie a za to ciekawe i łączące kilka ciekawych elementów. Chrono Crusade to też ciekawy tytuł, choć to akurat dla większych wyjadaczy.
  22. Dawno nie widziałem czegoś, co ciężej nazwać aniżeli "katopropaganda". Ale spoko, damy radę. Miałeś już warna za obrażanie innych, dalej to robisz, widocznie księżyc wydaje ci się wspaniałym miejscem skoro aż tak produktywnie starasz się na niego dostać. Ale jakaż była by w tym zabawa, prawda? Nie, lepiej utopić cię w, jak to nazwałeś? A, Liberalizmie i prohomoseksualizmie(swoją drogą niezła myśl). Bo zwyczajnie albo nie słuchasz albo nie rozumiesz tego co się do ciebie mówi. Jeśli to drugie, zgoda, zdarza się, ale też można coś na to zaradzić. Jeśli to pierwsze - oj kruszyno, szykuj się na jazdę. Zacznijmy od pierwszego punktu, zgoda? Dział prowadzisz dla userni, nie dla siebie. Fajnie jeśli sprawia ci to przyjemność i jeszcze lepiej jeśli wiesz jak to robić. Ale twoim zasmarkanym obowiązkiem jest, jako członka Ekipy, przynajmniej postarać się zadbać o wszystkich userów, a nie o tych których TY uznasz za adekwatnych do twoich poglądów. Nie jest mi nawet przykro że akurat ja cię muszę uświadomić, ale nasi userzy to mieszanka wszystkiego. Homo, hetero, bi, katolicy, muzułmanin, żydzi ba, nawet jakiś neopoganin się trafił. I oni wszyscy, czy ci się to podoba czy nie, są twoją docelową widownią. I jeśli wydaje ci się że możesz sobie uznać którzy z nich to ci dobrzy a którzy nie i pod tych pierwszych tylko robić dział, to puknij się w głowę i idź w cholerę, bo tylko siejesz ferment. Definiowanie religii serialu dla dzieci. Każdy kto powtórzy to na głos więcej niż raz zrozumie że tutaj nawet nie ma o czym argumentować. Doszukujesz się uniwersalnych rzeczy w serialu dla dzieci każdej narodowości i wyznania i uznajesz, że akurat tylko twoje ma na to wyłączność? Z drugiej strony to akurat idealny przykład fanatyka religijnego - "mój niewidzialny koleś jest prawdziwy, twój nie, więc od dzisiaj albo wierzysz w mojego albo idziesz do piekła". To było by jeszcze bardziej śmieszne gdyby nie fakt, że większość religii można sprowadzić do poziomu - wymyśliłem to po to, żeby mieć na kogo zwalić winę za swoje błędy... Biorąc tą robotę wiedziałeś na co się piszesz. I co robisz? Wprowadzasz mi tutaj cenzurę wedle własnego widzimisię? Słonko nie za bardzo dogrzało? Może ci się wydaje że jak zaczniesz cenzurować ludziom posty bo ci się nie podobają to nikt nie mrugnie okiem? Albo zasłonisz się osobami która jak to powiedziałeś? Zgłosiły ci dane arty jako niepoprawne? No popatrz, okazało się że ktoś wpadł na to samo i zgłosił że opiekun działu nie dopełnia swoich obowiązków. Że wylewa swoje poglądy na prawo i lewo. Że nie umie zachować rzeczy zwyczajnie głupich dla siebie samego. Czytałem te twoje źródła. Fanatyczne wypociny kompletnych idiotów - bo jak nazwać człowieka który wierzy(o ironio) w czarownice i wróżbitów, a jednocześnie uważa że jeśli nie jesteś proimigrancki to praktycznie jesteś SS-manem? Mógłbym zmarnować wszystkim tutaj czas i przerzucić kilka cytatów - ale ten dział już tobą został odpowiednio ukarany, nie ma potrzeby zalewać go rzygowinom jeszcze bardziej. Masz dwa wyjścia teraz, oba jeszcze z zachowaniem twarzy. 1. Zacząć prowadzić dział dla wszystkich użytkowników, a nie tych którzy ci odpowiadają i zrozumieć, że to nie jest miejsce na wylewanie poglądów, nastawień i przekonań. Albo(i nie żebym ci sugerował): 2. Odejść z Ekipy. Możesz to zrobić trzaskając drzwiami, rzucają wyzwiskami, możesz też po cichu z podniesioną głową, przekonany o własnej i niepodważalnej racji. Oczywiście możesz też wyjąć głowę z własnego tyłka i zrozumieć co sam sobie wysmażyłeś. Ale akurat na tą część nie liczę, Czas pokazał, że ludzie twojego pokroju mają gdzieś racje innych, lecz kiedy ktoś tak samo potraktuje ich własne, to zaczyna się wielka drama. Co dalej Administracja z tobą zrobi niewiele mnie obchodzi. Dobitnie pokazałeś że nie tylko masz gdzieś ostrzeżenia, ale też nie reagujesz na bezpośrednie zwracanie ci uwagi. Mi pozostanie stare, dobre i kompletnie świeckie, zbieranie drewna na stos.
  23. Pomysł ciekawy, ale jako Lunarny robię to z poniekąd ciężkim sercem(lub tym co mam zamiast niego). Poniższy tekst to przerobiona i delikatnie sponifikowana wersja piosenki autorstwa Dan'a Bull'a o tytule Dishonored Rap. Z racji na kilka drastycznych scen nie dam linku do YT, ale łatwo znaleźć - Dan Bull - Dishonored Rap. Polecam. They shoul left you in that Lunar cell, This is Nightmare hell. But i've never been a pony to just sleep and dwell, On how they set you up, Sad joke that you the empress! That will for vengeance Somewhat similar to your skills: like end but just less. Distill the tension, Build momentum, 'til the thrill's tremendous, I'm going to bring a world of pain to you That's real relentless. You feel horrendous in this final living seconds, A cold breath on your crown as true Night beckons. And shows them in this most fleeting of moments That there's no dream Your remains are feeding the parasprites rodents. Now those close to you are grieving and broken, I leave the bereaved with my deepest condolence. That's one more completed atonement Closer to the Nightmare Moon My silliest opponent She’s a treasonous Caesarless Brutus Jesus, she's the evilest elitist Judas She is leaving us here dreamless I don't believe it's Lupus. These streets are heaving with Batponies Who are really ruthless. The old pony' club in an all-pony school That control all our Visions The Shadowbolts rule? I'm after princess Luna That smells like tin can tuna You need your nappy changing, filly My rapping made you silly. Dedication From a blend of dread and veneration Of an assassinating clockwork devastation. A declaration Of a pony Destination: desolation Defamation of your stupid delegation Desecration Desperation A dedication To the deprivating Deformating Depredation of your lunation Detonation! My reputation precedes me Like I was in a demonstration at Everfree You couldn't easily beat me For i will give you no choice Believe me, I'm beastly I'll even break your puny voice. Tonight I'm bringing my rhyme to life As I diss you head on Through walls of light You heard the king As the urchins sing My rap solves everything. No, to tyle, ja dzisiaj spać nie idę xD
  24. Da się załatwić, o ile nie będziesz mi cyrylicą wałkował...
  25. To tyś jeszcze nic nie słyszał panocku Ale technicznie - nie wszyscy z nich muszą być przemienieni przez Celestię i elementy harmonii. Przykład - Elementami oberwała Luna i kamieniem nie jest także twój pomysł że to Elementy Harmonii(tak, to się pisze przez 2 i na końcu) stoją jakkolwiek za zamianą w kamień jest well cytuję "najdenniejszą teorią spiskową o Equestrii jaką słyszałem" Wiemy z odcinka z nasionkami, że magia Discorda potrafi wytrzymać bez niego, zatem kto wie, może w ogrodzie stoją jego "poddani" czytaj - ofiary jego magii. I to też mogło by tłumaczyć ich pozy - nie oszukujmy się Discord gdyby cię chciał zamienić w kamień raczej nie wysyłał by listu z powiadomieniem o tym. Choć kto wie, w końcu to Discord... Zastanawiasz się co by było, gdyby postać dalej gromadziła magię ale nie wylądowała w innym świecie. Cóż, wylądowała i widziałeś co się stało jak zebrała magię - w planach miała powrót i podbój Equestrii. Zmianę w jej zachowaniu wywołały dopiero Elementy Harmonii - zatem można śmiało uznać, że gdyby pozostała w Equestrii to sprawy potoczyły by się identycznie. No może trochę szybciej, bo po tej stronie ma dostęp do magii. Bo jedyną rzeczą która stopowała jej zapędy był fakt, że po drugiej stronie lustra nie ma dość magii żeby zrobić z miejsca taką rewoltę, jak po zdobyciu Elementu Magii. Przykro mi, nie zamierzam mówić i pisać rzeczy które akurat tobie się będą musiały podobać. Już w komiksie masz opisane że Sunset chciała zostać księżniczką a Celestia jej tego odmówiła. Ba, wyrzuciła ją nawet z Canterlotu za paranie się ciemną magią za jej plecami[Celestii]. Na co nasza młoda gniewna zapewniła eskorcie kacowy ból głowy i zwiała do lustra. A teraz co by było gdyby lustra nie było? Tu można się rozwodzić na 2 drogi - lustra nie ma i nie było. Albo lustro nie jest portalem. Pierwszy przypadek daje więcej do przemyśleń - Sunset przeniosła by swoją obsesję na inny obiekt aniżeli lustro(które było pierwotną przyczyną dla której zaczęła się parać złą magią) w tym przypadku najpewniejszym celem były by Elementy Harmonii jako że wtedy w Equestrii nie było raczej nic bardziej wartego uwagi. A jako że Elementów nikt nie widział od dawna, kto wie, może próbowała by stworzyć własne? Tu masz swoje gdybanie. W drugim przypadku lustro nie jest portalem ale wciąż jest pełne magii - no to punkt wyjścia - studiujemy, robimy Słońcozadkowi awanturę a po wykopaniu z zamku próbujemy przejąć magię lustra dla siebie(pomyśl o tym jak o wielkiej baterii). Tutaj można by się zastanawiać co by Celestia zrobiła. I czy Sunset nie była by ewentualnie przygotowana na odpowiedź Celestii. Najgorsza opcja to Sunset udaje się dorwać do lustra, bierze z niego magię i obala Celestię, bo Elementy Harmonii dalej są zagubione(Sunset jest uczennicą Celestii na sporo zanim Twilight dołącza do grona studentów - inaczej Twilight by wiedziała kim jest Sunset). Jak widzisz, moje 3 punkty upraszczają sprawę, bo choć możemy się sto lat nad tym rozwodzić to parafrazując twórcę Marvel Universe - postać zawsze zrobi to, co jej twórca zechce żeby zrobiła. I tego nijak nie przeskoczysz słońce.