Zegarmistrz

Administrator Wspierający
  • Zawartość

    1265
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Zegarmistrz

  1. Pytanie strategiczne - czy można się ponownie zapisać jeśli było się uczestnikiem poprzedniej edycji?
  2. No to może ja coś wrzucę od siebie. Skyrim - jeden z NPCów po otrzymaniu, dla odmiany, sztyletu w kolano, stał się mocno wierzący
  3. Zaktualizowano całą listę - jest nas coraz więcej ludziki
  4. Hahaha...dziecko, czy rozumiesz wagę swej decyzji? Czy przemyślałaś ją? Przeżułaś tą kość pomysłu aż do szpiku koncepcji? Oh, dawno nie polowałem. Dawno nie dawałem o sobie znać. Teraz przyjdzie mi to wszystko nadrobić. Szanuję twą twórczość, osobowość, niegasnącą wolę bycia. Zatem zgoda. To będzie wspaniałe. Żadnych odwrotów, żadnych kapitulacji. Ja, Shen Zegarmistrz Long, strażnik Strażnicy Cieni, brudny anioł, samozwańczy demonolog i złodziej, obiecuję, że nie zachowam nic. Niczego nie wstrzymam, dam z siebie wszystko. Bez ograniczeń i bez żalu. W końcu pole bitwy warte mnie. W końcu wojna zdolna pochłonąć żywoty wszystkich kruków tego świata! Zatem widzimy się na polu zmagań. Poczekam - wszak czymże jest czekanie w obliczu nieskończoności?
  5. Dawno mnie tu nie było. Oj dawno. A tyle niewysłowionej mocy tylko czeka by ją uwolnić. Tyle pomysłów drży by przelać je na słowa. Chyba najwyższa pora, żeby przypomniał niektórym, jak wspaniała potrafi być magia. Pora pokazać, że jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Excelsior przyjaciele, bo powróciłem. Ja Shen Zegarmistrz Long szukam przeciwnika. Lecz nie byle kogo. Niezależnie od tego, czyś słaby, czy młody, stary a potężny. Ktokolwiek stanie na przeciw mnie niech ma wiedzę tą - nie zamierzam się ograniczać. Zatem przeciw potworowi stanąć musisz. Przeciwko bezdennej otchłani pomysłu, przeciw samemu Czasu wskazówce. Wszak jam jest Hermes, co skrzydła swe pożerając, oswojon został. I przeto teraz szukam ofiary. Lecz nie zrażaj się - wszak czy to nie ludzka rzecz, czuć strach? Czy to nie ludzka rzecz, czuć zwątpienie? A mimo to, czy nie ludzką rzeczą jest pokonywanie potworów?
  6. Come little children, I'll take thee away into a land of enchantment. Come little children the time's come to play, here in my garden of shadows. Follow sweet children, I'll show thee the way through all the pain and the sorrows. Weep not poor children for life is this way murdering beauty and passion. Podsumowanie. Heh, ciekawe słowo. Długo się zastanawiałem co tutaj umieścić. I to zanim jeszcze event wystartował. Czy zamieścić suche fakty? Czy wyróżnić kogoś z tłumu, a może wręcz przeciwnie, powiedzieć komu nie szło najlepiej. Cała paleta możliwości, wspaniała Noc i dzbanuszek herbatki - zatem lecimy. Na początek chciałbym powiedzieć słowo o samym evencie. Uważam że nie był zły. Mógł być lepszy, przynajmniej tak mi się wydaje, bowiem wiele rzeczy było zostawione przypadkowi, a jak wiadomo, w zegarze zębatki nie mogą być przypadkowe. Ale mimo tego, że wiele akcji wychodziło spontanicznie, a jeszcze kilka innych mogło wprawionego Mistrza Gry przyprawić o zawał, całość wyszła o wiele lepiej, niżbym się tego spodziewał. Chciałbym w przyszłości zrobić kolejny taki event, w którym gracze będą mogli bawić się na równi w Ekipą. Nie jako podzielne grupy, lecz jako jedna wspólna paczka użytkowników. Co do uczestników. Na początek wiedźmy - niezależnie od tego, kto jak odgrywał swoje postacie, jestem rad, że mogłem wam przydzielić te role. Wybrałem was losowo, zrzucając wybór na kości którym ufam. I tym razem mnie one nie zawiodły, dając wam możliwość odegrania czegoś wspaniałego. Lektura ta urozmaiciła mi niejedną Noc. Dziękuję. Opiekunowie którzy odgrywali postacie w tawernach. Gratulacje, daliście z siebie tyle, że dział RPG chyli wam czoła. Nie powiem, były pewne zgrzyty. Ale pęknięcia te na skórze fabuły wypełnialiście złotem słowa. To dzięki wam gracze mieli gdzie i co ważniejsze, kogo pytać i podejrzewać. Spisaliście się na medal. Gracze - ostatni na liście ale nie mniej ważni. To dla was był ten event. To z myślą o was, o tym ile człowiek umie oszukiwać, kombinować i przede wszystkim, współpracować z innymi. Swoją role odegraliście dobrze. Czytało się was świetnie, a mimo, że wasze akcje nie przyniosły wam zwycięstwa, jestem dumny, że mogłem wam zaprezentować to wszystko. Wszyscy popełniali jakieś błędy. Opiekunowie tworzyli fabularne dziury, podkopując się wzajemnie, wiedźmy czasami nie potrafiły się ukryć, zaś gracze nie byli w stanie dobrze wykorzystać wskazówki. Ale i to tylko ozdobiło całość kolejnymi wątkami. Być może wyniknie z tego jakaś nauka na przyszłość, kto wie? Podziękowania należą się też Cahan - to ona była muzą Wzgórza Ognia. Nawet moje opisy wpierw musiały przejść przez jej czujne oko, by nabrały więcej polotu i mocy. To dzięki niej klimat mógł być tak ciężki i okrutny, jak to tylko możliwe. Bo czasami na końcu opowieści, bohater umiera. Napawa mnie dumą fakt, że całość wyszła nam jak wyszła. Że znalazły się osoby chętne brać udział, osoby chcące dopomóc, odegrać swoją rolę. Stworzyliśmy wspólnie coś niezwykłego i być może niepowtarzalnego. Jako Mistrz Gry powiem tyle - gracze mogli swoje przemyślenia wrzucać na forum. Ne tylko mogło by to dopomóc opiekunom którzy nie byli wiedźmami na podpowiedzenie czegoś, ale też dało by ciekawą fabularnie poczytankę dla wielu innych osób. Dodatkowo, mimo że wasze wybory były przemyślane, nikt nie zadał sobie trudu by zapytać, czemu po 2 paleniach z tytułu "kogo dacie, my spalimy, zero pytań" nagle padła sakramentalne "dlaczego?". Do tego niektóre wskazówki nie zostały dobrze wykorzystane, a inne wręcz zignorowane. Patrzenie na to z boku czasami gdzieś tam kłuło. Ale to wasza historia, mi pozostawało tylko pociągać za kolejne sznurki przeznaczenia. Idzie z tego nauka - nie zawsze wszystko jest tym, czym się na pierwszy rzut oka wydaje. A wiedza, niezależnie od tego jak drobna, potrafi pomóc w najmniej oczekiwanym momencie. Niech to będzie dla was lekcja, która wzbogaci waszą grę. A co do postaci odgrywanych - wspaniałe. Każda z nich, każdy z łowców był niezwykle ciekawym indywiduum. Jako Mistrz Gry, z ponad 16 letnim doświadczeniem mówię wprost - dobra robota! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się powtórzyć taki wyczyn. A do tego czasu sio do działu RPG - udowodniliście, że potraficie się rozkręcić, to czemu się powstrzymywać?
  7. Schody o kamiennych stopniach prowadziły w ciemność. Cienie zdawały się poruszać w rytm kroków przybyszów. Lecz tylko przez chwilę, bowiem pochodnie na ścianach, rozświetlone nagłym błyskiem, odkryły parę ciężkich metalowych drzwi. Dwie kołatki, po jednej na skrzydło, zdobione były nietoperzami. Nie widząc innego sposobu, trzeba było ich użyć. *Puk, puk, puk* załomotało niczym serce dzwonu. Z ponurym skrzypieniem jedne z ramion bramy zostało otworzone przez stojącego za nimi minotaura. Ruchem dłoni wskazał ci wnętrze, z którego dała się słyszeć delikatna muzyka. Korytarz nie był zbyt długi, zakończony granatową kotarą. Kiedy tylko ta została odsłonięta, ukazało się główne pomieszczenie. Prostokątną piwnice na pół przedzielał dywan, ciągnący się od kotary aż po szynkwas, za którym stał kucoperz przecierający kufle ściereczką. Po lewej stronie sali znajdowały się stoły przyozdobione małymi magicznymi światłami, które dawały światło tylko w obrębie danego stołu, przez co każdy mógł sobie samemu ustalić jak bardzo chciał mieć jasno. Po prawej z kolei, cała masa kotar, skrywająca poduchy dla tych, którzy wolą posłuchać muzyki miast siedzieć przy stołach. Muzyka dochodziła zza parawanu, rozstawionego we wnęce koło baru. Światło było ustawione tam tak, że tylko cienie zespołu, złożonego z 2 kucy i gryfa, były widoczne. Z drugiej strony baru zamiast wnęki był korytarz, ciągnący się aż do pomieszczeń prywatnych. Tam można było się przespać za drobną opłatą, lub też zaprosić kogoś na bardziej intymną rozmowę. Pomieszczenie główne ozdobione było całą masą granatowych wstęg, magicznie odpornych na ogień, wśród nich skrywała się istna armia nietoperzy, zdolna wyrzucić każdego natręta, na polecenie barmana, z obiektu. O ile Minotaur przy drzwiach takowych od razu nie odstraszy. Zatem witaj wędrowcze - w czym możemy ci pomóc? Opis eventu - czyli z czym to się je i o co tu biega.
  8. Po głębszym namyśleniu postanowiła odpowiedzieć na zadane pytania. - Czy wpłynie, nie wiem. Najpewniej wywoła wszystkie niedogodności nagłej utraty magii - zawroty głowy, osłabienie, odrętwienie. Nie znam sposobu żeby z tym pomóc, w tej kwestii prędzej liczyła bym na Zecore. Zamknęła na chwilę oczy, starając się sobie coś przypomnieć. - Ile kuców ma kolor magii w odcieniu tej książki? Bo niestety magia śledząca to skomplikowane i wielodniowe rzucanie zaklęć, a nie mamy wielu dni żeby szukać podejrzanego. Już nie. I nie wiadomo ile takich książek pułapek teraz lata po biblioteczkach, i tych większych i prywatnych. Luna na chwilę przerwała, żeby dopić herbatę kiedy padło pytanie, którego się nie spodziewała. - Nie wiemy. Od chwili wykrycia pierwszego rytuału nie ma z nim żadnego kontaktu. Nikt go nie widział, nikt nic nie wie. Być może Fluttershy by coś wiedziała, ale niestety.
  9. Luna nalała przybyłej herbaty z dzbanka który wciąż stał na stoliku. Po wysłuchaniu zakręconego trochę wyjaśnienia, postanowiła sprawdzić w czym rzecz. - Zatem coś z tej księgi przeniosło się na kucyka. Nie jestem specjalistką od uroków i klątw. Trochę lepiej wychodzi mi magia oblężnicza. Zresztą, mogliście to ostatnio zobaczyć. Delikatnie odchyliła płaszcz i przyjrzała się kryształowi. Śmierdział złą magią. Taką, której lepiej nie dotykać. Kryształ zdawał się blokować większość tego, co było w nim zamknięte, ale Luna widziała, jak zawartość powoli wyżera się ze swojego więzienia. Kilka godzin, góra dzień. Potem, cokolwiek zostało tu zamknięte, wylezie na zewnątrz. - Interesujące. Proste, ale interesujące. Róg alicorna zalśnił granatem, by pokryć cały kryształ. Zaczęła się dogłębna analiza. Luna musiała tak operować zaklęciem, by to nie zareagowało. W przeciwnym wypadku zawartość przyniesiona przez jej gościa wybuchnie na wszystko wokół. Nie trwało to długo, mimo delikatnego szukania na ślepo, znalazła co potrzebowała. I wiedziała z czym się mierzy. - No dobrze, po kolei. Klątwa nie jest zabójcza. Nie czyni większej krzywdy aniżeli żywienie się magią i rozsiewanie wysypki, prawdopodobnie zielonej, na ofiary które dotkną księgę bezpośrednio. Znam ten rodzaj magii, bowiem - tu Luna przełknęła ślinę dość głośno - pochodzi ona od koszmaru. Zatem ktokolwiek zaczarował tą księgę, musiał być wiedźmą.
  10. Luna patrzyła jak batpony kieruje się ku wyjściu. - Czasami instynkt jest bardziej niezawodny aniżeli rozum. A czasami prawda podana na talerzu bywa zbyt bolesna. Wiem coś o tym.
  11. Barman podał obu klaczom tależyki na których znajdowało się ciasto jagodowe. - Z prywatnych zapasów Pani. Wiem że to niewiele. I wiem że nie moim miejscem jest się wypowiadać, ale powinnaś Pani myśleć większym obrazkiem. Nadchodzą ciężkie czasy, a poddani będą potrzebować silnego przywódcy. A raczej przywódczyni. Mówiąc rozkładał odpowiednie sztućce na stoliku, razem z ciastem i dzbankiem aromatycznej herbaty. - Trzeba będzie opłakać zmarłych. Zapalić lampy i świeczki. Lecz dopiero po tym, jak walka się skończy. A ty - obrócił się do kucoperza - ty powinnaś nauczyć się jak być taktowna. Nawet jeśli pewne sprawy cię nie dotyczą. Kuc wrócił na swoje stanowisko, literalnie znikając za barem. Luna spróbowała przyniesionego ciasta, rozważając słowa swego sługi. - Widzisz, zachowujesz się dziwnie. Z jednej strony na wzgórzu chciałaś głosować bezmyślnie, tak jak krzyknęła większość. Z drugiej natomiast, miałaś swojego własnego kandydata, a sądząc po twojej reakcji, uważasz Lyrę za kogoś specjalnego. Odstawiła filiżankę, wpatrując się w towarzyszkę rozmowy intensywnie. - Boisz się, że Lyra uzna cię teraz za zdrajcę? Może nawet była w tłumie, kiedy rzuciłaś na nią oskarżenia. Zatem pytanie, skoro zebrałaś na nią tyle dowodów, to czemu nie wytłumaczyłaś ich innym?
  12. Dobra, czemu by nie, bo przecież co złego może się stać, nie?
  13. Luna spojrzała na kucoperza jakby ten co najmniej zaczął paradować w koronie Celestii. - Wiele rytuałów magicznych wykorzystuje żywioły jako wspomagacze, swoiste medium, by osiągnąć to, co normalnie może być poza zasięgiem kuca parającego się magią. W przypadku tej misy, najprawdopodobniej potrzebna była w rytuale zwykła woda, żeby wzmocnić efekt. Tyle. Czegóż więcej oczekujesz zaś po Zecorze? Że wyzna ci skąd pochodziła woda? Można by i zwykłej deszczówki użyć, efekt będzie ten sam. Luna spojrzała za jednym z odchodzących. - Wydaje ci się, że nie dość koszmarów mamy teraz? Znajdź choćby jednego mieszkańca, który teraz dobrze sypia.
  14. Kolejne kuce i nie kuce przychodziły po radę. Radę, której teraz bała się udzielić. Ale ten podmieniec miał rację. To co zaczęte, trzeba było skończyć. - Witajcie. Przed nami ostatni już raz. Od niego będzie zależało wiele. Ale zacznijmy od początku. Pamiętacie pierwszy z moich snów? Luna wyprostowała się bardziej na poduchach, chcąc by wszyscy zebrani słyszeli ją dokładnie. - Ciemność kompletna, mara złowroga. Niebo pokryte chmurami, w których kłębi się burza. Ptaki spadające z nieba, ich ciała zniszczone głodem. Na końcu zaś za chmur, wyjrzało zaćmienie. Sięgnęła po butelkę wody goździkowej, którą barman rozsądnie postawił w zasięgu skrzydeł. - Starałam się wejść głębiej z każdą nocą, lecz ktokolwiek śnił ten sen, teraz nie śni wcale. Kuce śpią, jak powinny, lecz ich sny są dla mnie nieodgadnione. Większość przezywa w śnie koszmar ostatnich stosów. Odwróciła od nich oczy. - Do niektórych boję sama się zaglądać... Barman w międzyczasie pouzupełniał kufle przybyłych, gdy Luna zbierała się w sobie na kontynuowanie przemowy. - Widzicie, ten pierwszy sen był najczystszy. Najmocniej Wypaczony. To w nim ukryte były wszystkie 4 wiedźmy. A teraz znalazły sposób, żeby się ukryć nawet przede mną. Spojrzała na dziadka. - Wykluczone jest byście mieli oficjalną pozycję. Po cały polowaniu chce, żebyście opuścili to miejsce, na jakiś czas. Wszyscy mamy przyjaciół, wszyscy mamy też wrogów. A przyjaciele spalonych mogą okazać się waszymi wrogami. Nie pozwolę żeby łatwiej was było rozpoznać. Jestem wam wdzięczna za wytrwałość w tym całym szaleństwie. Ale tak będzie lepiej. Potem spojrzenie przeniosła na podmieńca. - Przynieście mi wskazówki od Zecory, a powiem wam co o nich myślę. Kto wie, może wtedy będę mogła wam powiedzieć coś więcej.,
  15. Tym razem Księżniczka do tawerny przybyła razem z ochroną. Nie żeby jej potrzebowała, wręcz przeciwnie, gwardziści mieli pilnować, by nikt zanadto nie zawracał jej głowy, bowiem jej nastrój można było wyczuć na odległość rzutu młotem. Wchodząc spojrzała na miejsce, które zwykle przyszło jej zajmować. Od razu spostrzegła, że ktoś na nią czekał, bowiem nie wierzyła w przypadki. Już nie. Usiadła zatem na przeciw kuca, zajmując należne sobie miejsce. - Cóż cię sprowadza? Czegóż szukasz. W głosie jej dała się słyszeć pustka kosmosu. Niczym szum bezkresu, wywołujący ciarki na grzbiecie. Jej spojrzenie, choć skierowane było na kuca, patrzyło jakby przez niego, jak gdyby księżniczka postanowiła zobaczyć co znajduje się bezpośrednio za nim. Pół państwa dalej.
  16. Barman spojrzał na starszego kuca, wskazując puste siedzisko luny kopytem. - Pani na razie zajęta jest sprawami państwa. Przybędzie dopiero w Nocy. Zatem radzę ci szukać na razie wsparcia i słowa gdzie indziej, tutaj wróć dopiero po północy.
  17. Zecora zrobiła krok do przodu, lecz Luna zasłoniła ją skrzydłem. - Odpocznij. To moje brzemię. Róg Pani Nocy zalśnił i wokół drewnianego słupa zmaterializowały się łańcuchy, które, niczym ożywione węże, wystrzeliły w tłum, szukając ofiary, gotowe zawlec ją na stos. - Przemówiliście. Minuette, czy raczej Koszmarze, zostajesz skazana za czarostwo i knucie przeciwko Equestrii. Obyś znalazła oczyszczenie w płomieniach. Okowy znalazły cel, wpijając się w ciało niespodziewającej się tego niebieskiej klaczy. Oplotły ją dokładnie, łamiąc przy tym róg i nie dając nawet czasu na krzyknięcie. Powoli zaczęły ciągnąć obezwładnioną ofiarę w kierunku miejsca kaźni. - Nawet gwiazdy, w swej nieskończoności, nie zdołają mi wybaczyć... - szepnęła Luna. Pośrodku placu łańcuchy przykuły kuca do ziemi. Buchnęły płomienie od razu wzbijając się wysoko ku górze. Iskry rozświetliły nocne niebo niczym gwiazdy, po czym zgasły, tak jak i życie płonącego kucyka. Tym razem Lunarna Księżniczka nie chciała ryzykować, że ktoś wbiegnie w ogień, dlatego przykazała straży otoczyć miejsce egzekucji. Patrząc w płomienie, zastanawiała się. Ile jeszcze mogą znieść? A ile zniosą?
  18. Na wzgórzu zaczynało pojawiać się więcej kucy. I nie tylko. Ale niektórych gości Luna wolała nie widzieć wśród zebranych. A widząc coraz to narastającą kłótnie zaczynała rozumieć, że być może zbyt wiele od nich wymagali. Ale wszystko po kolei. - Twilight. Powinnaś wypoczywać. Jesteś osłabiona, nie musisz być światkiem tego... - przerwała nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa. W tym czasie jeden z łowczych wyraził swoją opinię o jedno głośności. - I pozwolić na kolejny bezmyślny lincz? Głos Luny sączył się niczym lodowata rzeka. - Jeśli jeszcze nie zrozumiałaś sytuacji, to pozwól że ci ją wyjaśnię. Nie można uratować wiedźm. Można je tylko powstrzymać. Moja straż pilnuje by nikt nie opuścił Ponyvile. Moje zaklęcia zatrzymają każdego jednorożca i pegaza chcącego wymknąć się. W jej głosie powoli zaczynały górować coraz głośniejsze noty. Zaś jej kopyta otoczył delikatny granatowy płomień. - Każde palenie przybliża nas do reszty mieszkańców. Każde palenie musi być trafione. W przeciwnym wypadku wszystkim grozi zagłada. A jeśli bez przemyślenia, jak jeden głupiec, wybierzecie kogoś niewinnego, ŚMIERĆ WSZYSTKICH BĘDZIE POŚWIĘCENIEM NA PRÓŻNO. Machnęła skrzydłami, zlatując z powrotem na ziemię. Nawet nie zauważyła gdy w trakcie tyrady, uniosła się w powietrze, używając Królewskiego Głosu. Nie oskarżała ich o złe wybory. Ale bała się, że tak naprawdę nikogo nie uratuje. - Hkm, dlatego, jak poprosiła Zecora, skupcie się na wyborze, a nie na kłótni między sobą.
  19. Luna raz jeszcze obrzuciła wszystkich wzrokiem. Spojrzała wysoko w niebo, jakby to miało zawierać wszystkie odpowiedzi tego świata. Ale najwyraźniej nie zawierało, bowiem spuściła głowę z oczami wyrażającymi mieszankę smutku i gniewu. A nawet nutą rozczarowania. - Nie chodzi o to kogo chcecie spalić, bowiem to wy byliście w stanie dowiedzieć się o wiele więcej, aniżeli my byśmy mogły prosić. Powoli, kolejne gwiazdy na niebie zaczęły gasnąć, pogłębiając otaczającą ich ciemność. - Nie mów nam dziecko o tym, czy wybór jest prosty czy też nie. Ci którzy stali bliżej, mogli zobaczyć oczy zwężające się do rozmiarów szpilki. - W całym tym przekleństwie cena staje się coraz wyższa. Powierniczka Elementu Hamronii, Władczyni Equestrii, czy ich życia są warte więcej czy mniej niż innych? A mimo to dopuściliśmy do tego co się stało. W ciemności która zapadła, tylko pochodnie dawały jakieś światło, a i to było teraz wątłe. - Jesteśmy gotowe zapłacić każdą cenę, byle by ten koszmar dobiegł końca. Nawet, jeśli ceną będzie mój własny żywot. Więc miast tylko imienia, dajcie mi też powód.
  20. Luna zrobiła krok przed resztę. - Jak wiecie, jesteśmy coraz bliżej końca. Jakiego, czas pokaże. Lecz biorąc pod uwagę jak ciężki jest to wybór, wszak waży się tu teraz czyjeś życie, chcę, byście dokładnie przemyśleli swój wybór. Spojrzała na stojącą obok Zecore, potem na zgromadzonych. - Chcemy usłyszeć wasze "ponieważ".
  21. To ja poproszę.
  22. Spojrzała za wychodzącym chcąc jeszcze coś dodać, ale zamilkła. Przesunęła magią materiał na wejściu, by skrył jej oblicze. Maska bezsilności i gniewu, oczy zwężone do rozmiarów szpilki. Walczyła, oh walczyła. Jak tylko mogła. Ale wiedziała, że jeśli wejdzie teraz do koszmaru, który na nią czekał, to wszyscy przegrają walkę. Dlatego musiała czekać. I liczyć na to, że pozostałe kuce dadzą sobie radę.
  23. Lekkie drgnięcie skrzydeł mogło dać znać, że pytanie nie było tym, co Luna chciała usłyszeć. - Chwilowo - odwróciła głowę by nie patrzeć kucowi w oczy - wolimy nie wchodzić w sny. Nawet własne - dodała cicho.
  24. Luna spojrzała na dziadka ze zdziwieniem. - Nie, nie wiemy gdzie mogło by być jego ciało. Niestety, nasz, khm, pobyt na księżycu trochę zakurzył tą wiedzę. Ale z pewnością nasza siostra by wiedziała. W końcu to jej podlegały wszystkie straże w tamtym okresie.
  25. Luna wzdrygnęła się na samo brzmienie okrutnego imienia. - Potwór. Opętany rządzą potęgi szaleniec. Wielki Czarny Mag, oby nigdy więcej się taki nie zjawił, który wyrywał dusze kucom. Żywił się nimi, zyskując coraz większą moc. Wiesz kiedy dusza kuca jest najsilniejsza? Przerwała żeby przełknąć gulę w gardle. Popiła niesmak wodą stojącą nieopodal jej poduchy. - Kiedy umierający kuc walczy o życie. Morul torturował swoje ofiary. Robił rzecz tak okrutne, że sama śmierć odmówiła zabrania go ze sobą. W końcu odrzucił śmiertelną powłokę, stał się upiorem. Razem z siostrą przepędziłyśmy go z tego planu istnienia. Ale jego ciała nie znaleziono. Przez chwilę zastanawiała się czy powiedzieć resztę. Ale w tej chwili, kto wie, mogło to zaważyć na wielu rzeczach. - Ciała potężnych istnień są tak przesiąknięte magią, że nawet po ich śmierci, mogą być artefaktami o wielkiej mocy. Dlatego niektórych rzeczy nie warto odkopywać. Dla bezpieczeństwa wszystkich.