Zegarmistrz

Moderator
  • Zawartość

    1187
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

521 Legenda Forum

O Zegarmistrz

  • Ranga
    The Lonely God

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    11793470

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Coś o sobie
    Demons run when a good man goes to war
    Night will fall and drown the sun
    When a good man goes to war

Ostatnio na profilu byli

11793 wyświetleń profilu
  1. Rasp Mógł sobie odmówić przygody, ale wtedy na co była by ta cała wędrówka? Nie, nie był jakimś samozwańczym obrońcą uciśnionych czy też naprawiaczem tego złego świata. Ale był za to cholernie ciekawski. Poprawił płaszcz po czym najlepiej jak umiał, z wyczuciem osoby wychowanej częściowo w lesie, zaczął się skradać wykorzystując każdy cień, każdy zakamarek na swojej drodze. Cel miał jasny - dostać się tam, gdzie gryfy zataszczyły ofiarę. Być może zostały z niej już obgryzione kości, ale to samo w sobie nie przeszkadza zapolować na większą zwierzynę. Po drodze upewnił się że na broni podręcznej była odpowiednio rozsmarowana trucizna. Sól w jej składzie powinna skutecznie zatrzymać proces zamarzania, nie wspominając że ta sama sol po dostaniu się do rany była naprawdę nieprzyjemną niespodzianką. Pomijając oczywiście inne równie nieprzyjemne efekty.
  2. Rasp Błogosławione futro albowiem bez niego już dawno został by w jego miejscu diamentowy sopel. Rasp nie był przeciętnym podróżnikiem. Ale też fakt ten nie czynił z niego kogoś nadzwyczajnego. Ot kolejny włóczykij szukający ścieżki w świat. A tym razem przyszło mu przedzierać się przez zaśnieżone wzgórza i pagórki, przez zmrożone rzeki i zdradzieckie zbocza. Dzień jak co dzień. Nic, grunt żeby dotrzeć w końcu do jakiejś gospody. Trochę ciepła jeszcze nikomu nie zaszkodziło, no chyba że bałwanowi. Gościniec nie wydawał się nadmiernie przyjazny, ale sama myśl o czymkolwiek w szczęce, co nie jest suchym prowiantem, napełniała go nowymi siłami. Nie pamiętał dokładnie jaka wieś była w tej okolicy, ale liczył na to że znajdzie się w niej choć jedna wolna obora, może nawet kawałek stajni, nie żeby wybrzydzał. Koniec końców musiał się gdzieś zatrzymać, a z dwojga złego wieś nie była aż tak beznadziejną opcją. Spojrzał raz jeszcze na drogę, po czym obrał drogę przez las. Nie lubił otwartych terenów, zdecydowanie bardziej odpowiadały mu powykręcane czasem drzewa w poniekąd magicznym lesie. Wiele o tym miejscu słyszał z opowieści ojca, znał też kilka punktów które mogły bez problemu służyć do nawigacji w tymże. Ale nawyki nawykami, nadstawił uszu, bo lepiej z wyprzedzeniem wiedzieć, czy coś się nie zbliża. Wszak jak mawiał jego ojciec: W Śpiącym Lesie łowca może stać się łowionym.
  3. Chopaki! A nie łatwiej o chowańca? No wisz, taki magiczny czasem latający chomik czy inne dziadostwo. Jakiś tam link telepatyczny do 15 metrów powinien załatwić sprawę w kwestii audio/video A tak swoją drogą - pytanie dnia - czy kuce to jedyna możliwość? Dział NLR mi światkiem że granie niekucami wychodzi mi dobrze, a nawet nie OP
  4. Odkryj przede mną serca pragnienie, drżące jak płomień świeczki na wietrze. Marzeniem odwiecznym napełnij tę czarę, do mocy magicznej miłosną gonitwę, wszak dzisiaj okiełznam ten błękitny płomień, by magii twej źródło bez kresu powstało. Prawo Magii.
  5. Zaklęcie czasu? Brzmi jak coś dla mnie. Niechaj Czas się ugnie gdy w dłonie go chwytam. Pragnę ogromnie by świat skuty piaskiem zatrzymać na wieki klepsydry obrotem. Tajemną tę moc więc wzywam przez wieki, by swe marzenia na zawsze utopić! Łamacz Kronosa!
  6. Rufus McGrub Krasnolud już nabierał powietrza żeby odpowiedzieć ojcu co o tym myśli ale jeden rzut oka na twarz seniora i cały animusz uszedł z Rufusa niczym krew z zarzynanej świni. Jego ojciec nie często patrzył na coś w taki sposób jak teraz. A oznaczało to "jeszcze słowo, a zrozumiesz dlaczego większość krasnoludów ma złamany nos". Chcieć nie chcieć rzucił jeszcze jeden raz okiem na wejście do kopalni po czym udał się na bok by wykonać polecenie tatula. Pomógł ile umiał i ile mógł, następnie zaś skierował swoje kroki w kierunku ratuszowej hali. Miał nadzieję że z tego całego zamieszania nie wyniknie coś gorszego, ale złe przeczucia, jak to z nimi bywa, nie zamierzały skazywać krasnoluda na chorobliwie nadmierny optymizm, prawda?
  7. No dobra, zawsze nurtuje mnie takie pytanie - po kij zakładasz nowe konto i piszesz że miałeś konto, skoro nie miałeś a masz - i zamiast zalogować się na nie tworzysz multi które jest karalne blokadą obu kont. Po co?
  8. Rufus McGrub Rufus patrzył z niekłamanym podziwem jak smoczysko ryje potężnym pazurem w litej skale. Krasnoludy musiały używać specjalnie wzmocnionych narzędzi żeby dokonać podobnych czynów, a i to nie szło aż tak szybko jak zrobił to jego nowy gadzi znajomy. Ale już słysząc jego słowa podziw ów stosownie zmalał. - O, to trzeba było tak od razu, wszak tutaj, słowo krasnoluda, akurat każdy dokument jest traktowany z najwyższą powagą. Tylko, eee, czy waszmości stać na to? Znaczy się, rozumiem chęć posiadania, kto nie chciałby mieć takiego wspaniałego miejsca jak to, ale złożenie podpisu na ścianie przeznaczonej do podpisów tymczasowego wynajmu obiektu łączy się z natychmiastową opłatą pierwszego miesiąca, zaznaczam iż przyjmowaną tylko w złocie, za dany obiekt która na dzień dzisiejszy wynosi, o ile pamięć mnie nie myli, 50 tysięcy monet ćwierć funtowych w złocie. Ale kogo ja o to pytam. Przecież ktoś tak wspaniały jak pan nie składał by pustych obietnic a tym bardziej pustych podpisów. Proszę o wybaczenie tej chwili zwątpienia, krasnoludzka krew, naprawdę, czasami daje się we znaki - Rufus wciąż powoli wycofywał się w kierunku wyjścia - a skoro to mamy już za sobą, to zaraz zawołam woźnice, wszak taką górę monet to jednak samemu zataszczyć nie zataszczę i życzę miłego dnia i pobytu w naszych skromnych progach. Za chwilkę też przyniosę wszystkie inne stosowne papiery. Cóż, smok znał się na biurokracji, zatem Rufus mógł spokojnie wyciągnąć najcięższe działa. Wszak przygotowanie papieru który potwierdzał jego słowa wymagało dosłownie sekund, zdobycie pod nim wiążących podpisów minutę. Kopalnia należała do wszystkich krasnoludów z jego klanu, w tym też, technicznie ujmując, do niego samego, zatem stosowny papier mógł ozdobić i własnym koślawcem, a tak daleko jak sięgała wiedza smoka, mógł być i najwyższym Królem Góry.
  9. Rufus McGrub Oh, więc to tak? Bezprawne zawłaszczenie terenu? No tak się bawić nie będziemy. Krasnolud zrobił najsmutniejszą minę jaką potrafił, wstał i obróciwszy się na pięcie skierował swoje kroki do wyjścia. - Kto by pomyślał, tyle wiedzy, tyle traktatów o mądrości, o wielkości smoczej rasy. A tymczasem nie tylko okazuje się, że jeden z najwspanialszych przedstawicieli to, o zgrozo, włamywacz, to jeszcze zachowuje się jak zwykły rozbójnik. Zniszczenie mienia, przywłaszczenie terenu który od tysiącleci doglądany przez uczciwie pracujący klan wart był swojej ceny w złocie i srebrze. Nie, to zwyczajnie okrutne, żeby dobre imię smoków tak po prostu... - pozwolił by głos teatralnie mu się załamał. Tak, był młody, ale spędził ponad 15 lat czytając wszelakie traktaty dyplomatyczne, zarówno te z królami jak i zwykłymi przydrożnymi bandytami. Jeśli posiadasz rozum, posiadasz też emocje. A jeśli posiadasz emocje, to rzeczy takie jak duma czy chciwość też nie są ci obce. I Rufus uznał, że jedynym jego sposobem wyjścia z tego będzie zwyczajny blef. Krasnolud miał słabe karty, ale uznał, że to nie dłoń jest ważna a umiejętności krupiera. - I żeby to jeszcze padło z ust byle rabusia, ale od tak wspaniałego przedstawiciela smoczego rodu? I to jeszcze zanim się przedstawił? Wiem, że my malutcy nie zasługujemy na wiele, o ile na cokolwiek. Ale brak manier? Wielkich poznasz po tym, jak traktują małych, mówili. Nie wierz w bajki o wspaniałości smoków, mówili. Nie wierzyłem, nie chciałem wierzyć w to co mówili. A tu takie rozczarowanie... Krasnolud przecierał rękawem prawie nieistniejące łzy w oczach powoli acz miarowo kierując się ku wejściu, albowiem smoczysko mogło poczuć zarówno ukłucie winy, jak i chęć pozbycia się natręta. Wiadomo, nie każdy preferuje siłę argumentu, wybierając argument siły.
  10. Rufus McGrub Eony, na klejnoty jego przodków, jakież to bydle wielkie było. Rufus nie mógł się nadziwić, choć niejeden magiczny cud już widział w swoim jeszcze krótkim życiu. Ale pierwsze wrażenie powoli ustępowało czemuś innemu. Krasnolud nie rozumiał tego co odczuwał. Swoista mieszanina strachu powoli zastępowana była podziwem i, co musiał przyznać ze zdziwieniem, chęcią zbliżenia się do stwora. Podania które kiedyś czytał traktowały o smokach jak o półboskich bestiach, czasami rozumnych, czasami nie, lecz zawsze potężnymi. I zawsze, co też nie podobało się krasnoludowi, obraz tych bestii przyćmiewał jakiś klecha tudzież zakuty łeb zgrywający rolę rycerza na lśniącym koniu. Zawsze kiedy Rufus o tym mówił ojcu ten kiwał głową i mówił - taka kolej losu, smoki przegrywają by tworzyć bohaterów. Cóż, lepszego planu nie miał, technicznie nawet nie wiedział po co się tu pakował, jak pies goniący za powozem, kiedy już go dogonił, nie wiedział co z tym zrobić. - Um, przepraszam, witam - zawołał jak najprzyjaźniej umiał starając też nie podchodzić zbyt blisko. Ba, nawet nie miał żadnej gwarancji że smok go rozumie. Postanowił rozegrać to na spokojnie, co oczywiście skrzydlaty odpowiednik apokalipsy mógł totalnie zignorować. Usiadł na podłodze, powoli, czekając na reakcję. Nie wiedział po prawdzie co mu to da, ale był pewny że jakiekolwiek próby ucieczki skończą się pieczystym. Naturalnie, krasnoludzkim.
  11. Rufus McGrub Krasnolud słuchał swoich braci z coraz bardziej rosnącą mieszanką ciekawości i strachu. Smoki były legendami. Owszem, istniały kiedyś, świadczą o tym kości które kiedyś odkopali pewni poszukiwacze, ale ostatniego widziano, no, nigdy. Na brody przodków, jeśli w kopalni naprawdę był smok, to jego wartość mogła by być większa aniżeli całego kruszcu który miesięcznie wydobywali. Ale też straty jakie ten mógł teoretycznie wywołać puszczały takowe zarobki z dymem. Trzeba było coś z tym zrobić, ale Rufus wiedział, że jak tylko zacznie przepychać się przez tłum, to dostanie w nos. Był młody, zbyt młody żeby starsi traktowali go poważnie. Chyba że... Sprawdził szybko kieszenie. Miał brzydki nawyk trzymania kilku piór do pisania w kieszeniach, bo zwyczajnie nie chciało mu się co chwila wstawać do szafeczki z przyborami kiedy pogrążał się w księgach z rachunkami. A że dzisiejsze sprawunki przerwano mu w połowie i nie czyścił kieszeni, istniała szansa, że nie wszystkie pióra mu się zużyły. A plan miał prosty, jeśli takowe pióro znajdzie, to uniesie je wysoko nad głowę i zrobi najrozsądniejszą, ba, nawet szanowaną rzecz pośród swych braci. - Przejście dla protokolanta, przejście proszę, trzeba oszacować straty i spisać potrzeby! Przejście proszę! Plan może niedoskonały, ale to zawsze jakiś plan.
  12. Rufus McGrub Księgi, księgi, więcej ksiąg. Lubił je, szanował je, bowiem dzięki nim naprawdę rozumiał jak wiele jego klan ma do zaoferowania. I jego zadaniem było uporządkowanie ich możliwości. Podzielić je na kolumny, liczny, przydzielić odpowiednim partnerom, wypisać poszczególne kontrakty. Ba, raz nawet ojciec pozwolił mu zastąpić stałego protokolanta na ważnym spotkaniu, co było dla Rufusa wielkim zaszczytem. Życie w górach było przyjemne. Pełne pracy, wyzwań, pełne dobrze spełnionego obowiązku. Sprawdzał ostatnie rachunki dla jednego z zarządców w kopalni, kiedy usłyszał przeraźliwy huk. Pierwszą myślą było, jak to u krasnoludów, że któryś ze starszych chodników poddał się naporowi czasu. Ale nie dalej jak kilka dni temu, o ile pamięć go nie myliła, powinna się odbyć ogólna inspekcja. Nie bez powodu ich kopalnie stoją nienaruszone, bowiem jeśli dbasz o skalę, to skała dba o ciebie. Drugą, o wiele bardziej przeraźliwą wizją dla krasnoluda, była możliwość, że ktoś dokopał się tam, gdzie nie powinien. Owszem, prawdziwe miasta buduje się w dół, zaś pobratymcy Rufusa wiedzą jak rozpoznać dobrą i zła skałę, ale już nie takie rzeczy się zdarzały. I zasady klanu McGrub były w tej kwestii jasne. Rufus odłożył kałamarz i księgę, podszedł szybkim(jak na krasnoluda) krokiem do szafy stojącej obok drzwi i zarzucił na siebie kaftan, po czym przepasał się liną z kotwiczką. Wyszedł z mieszkania, po czym oceniwszy gdzie podążają większe ilości jego braci, wmieszał się w tłum. Jeśli naprawdę był to zawał, to każda para rąk przyda się do pomocy. I prędzej elfy zaczną budować lepsze kopalnie niż jakiś McGrub odmówi pomocy.
  13. Przypominam o poprawnym tagowaniu tematów w dziale. Brak odpowiednich tagów zakończy się ostrzeżeniem procentowym z tytułu łamania wewnętrznego regulaminu działu. Czas na poprawę - 3 dni.
  14. Z dobrych tytułów mogę polecić Katanagatari - nie za długie a za to ciekawe i łączące kilka ciekawych elementów. Chrono Crusade to też ciekawy tytuł, choć to akurat dla większych wyjadaczy.
  15. Dawno nie widziałem czegoś, co ciężej nazwać aniżeli "katopropaganda". Ale spoko, damy radę. Miałeś już warna za obrażanie innych, dalej to robisz, widocznie księżyc wydaje ci się wspaniałym miejscem skoro aż tak produktywnie starasz się na niego dostać. Ale jakaż była by w tym zabawa, prawda? Nie, lepiej utopić cię w, jak to nazwałeś? A, Liberalizmie i prohomoseksualizmie(swoją drogą niezła myśl). Bo zwyczajnie albo nie słuchasz albo nie rozumiesz tego co się do ciebie mówi. Jeśli to drugie, zgoda, zdarza się, ale też można coś na to zaradzić. Jeśli to pierwsze - oj kruszyno, szykuj się na jazdę. Zacznijmy od pierwszego punktu, zgoda? Dział prowadzisz dla userni, nie dla siebie. Fajnie jeśli sprawia ci to przyjemność i jeszcze lepiej jeśli wiesz jak to robić. Ale twoim zasmarkanym obowiązkiem jest, jako członka Ekipy, przynajmniej postarać się zadbać o wszystkich userów, a nie o tych których TY uznasz za adekwatnych do twoich poglądów. Nie jest mi nawet przykro że akurat ja cię muszę uświadomić, ale nasi userzy to mieszanka wszystkiego. Homo, hetero, bi, katolicy, muzułmanin, żydzi ba, nawet jakiś neopoganin się trafił. I oni wszyscy, czy ci się to podoba czy nie, są twoją docelową widownią. I jeśli wydaje ci się że możesz sobie uznać którzy z nich to ci dobrzy a którzy nie i pod tych pierwszych tylko robić dział, to puknij się w głowę i idź w cholerę, bo tylko siejesz ferment. Definiowanie religii serialu dla dzieci. Każdy kto powtórzy to na głos więcej niż raz zrozumie że tutaj nawet nie ma o czym argumentować. Doszukujesz się uniwersalnych rzeczy w serialu dla dzieci każdej narodowości i wyznania i uznajesz, że akurat tylko twoje ma na to wyłączność? Z drugiej strony to akurat idealny przykład fanatyka religijnego - "mój niewidzialny koleś jest prawdziwy, twój nie, więc od dzisiaj albo wierzysz w mojego albo idziesz do piekła". To było by jeszcze bardziej śmieszne gdyby nie fakt, że większość religii można sprowadzić do poziomu - wymyśliłem to po to, żeby mieć na kogo zwalić winę za swoje błędy... Biorąc tą robotę wiedziałeś na co się piszesz. I co robisz? Wprowadzasz mi tutaj cenzurę wedle własnego widzimisię? Słonko nie za bardzo dogrzało? Może ci się wydaje że jak zaczniesz cenzurować ludziom posty bo ci się nie podobają to nikt nie mrugnie okiem? Albo zasłonisz się osobami która jak to powiedziałeś? Zgłosiły ci dane arty jako niepoprawne? No popatrz, okazało się że ktoś wpadł na to samo i zgłosił że opiekun działu nie dopełnia swoich obowiązków. Że wylewa swoje poglądy na prawo i lewo. Że nie umie zachować rzeczy zwyczajnie głupich dla siebie samego. Czytałem te twoje źródła. Fanatyczne wypociny kompletnych idiotów - bo jak nazwać człowieka który wierzy(o ironio) w czarownice i wróżbitów, a jednocześnie uważa że jeśli nie jesteś proimigrancki to praktycznie jesteś SS-manem? Mógłbym zmarnować wszystkim tutaj czas i przerzucić kilka cytatów - ale ten dział już tobą został odpowiednio ukarany, nie ma potrzeby zalewać go rzygowinom jeszcze bardziej. Masz dwa wyjścia teraz, oba jeszcze z zachowaniem twarzy. 1. Zacząć prowadzić dział dla wszystkich użytkowników, a nie tych którzy ci odpowiadają i zrozumieć, że to nie jest miejsce na wylewanie poglądów, nastawień i przekonań. Albo(i nie żebym ci sugerował): 2. Odejść z Ekipy. Możesz to zrobić trzaskając drzwiami, rzucają wyzwiskami, możesz też po cichu z podniesioną głową, przekonany o własnej i niepodważalnej racji. Oczywiście możesz też wyjąć głowę z własnego tyłka i zrozumieć co sam sobie wysmażyłeś. Ale akurat na tą część nie liczę, Czas pokazał, że ludzie twojego pokroju mają gdzieś racje innych, lecz kiedy ktoś tak samo potraktuje ich własne, to zaczyna się wielka drama. Co dalej Administracja z tobą zrobi niewiele mnie obchodzi. Dobitnie pokazałeś że nie tylko masz gdzieś ostrzeżenia, ale też nie reagujesz na bezpośrednie zwracanie ci uwagi. Mi pozostanie stare, dobre i kompletnie świeckie, zbieranie drewna na stos.