Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

MisterGonzo

Brony
  • Content Count

    106
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

4 Neutral

2 Followers

About MisterGonzo

  • Rank
    Grafoman
  • Birthday October 2

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Kino, muzyka, szermierka, pisanie amatorskich opowiadań, MLP (standardowo).
  • Ulubiona postać
    Applejack of course :3

Recent Profile Visitors

1,448 profile views
  1. Hey! Mr. Tambourine Man, play a song for me.

  2. Prawie upadł, mocno naruszone tylne kończyny bolały, ale udało mu się utrzymać. Wyprowadził kolejną serię krótkich ciosów. Tors, przód, głowa, prawe nogi i... dzwony. Koniec walki. Rzucił swoją broń na piasek i usiadł. Rozejrzał się po arenie. Kamienne posągi znowu stały wyprostowane, ich rogi nie świeciły się, miecze miały uniesione w górze. Wszędzie było pełno krwi, płaszcz przeciwnika ciągle łopotał na wietrze, zwisał na figurze jednorożca. Zbroja Delafontaine'a leżała porozrzucana w losowych miejscach. Słońce powoli chowało się za horyzontem. Pozostało im już tylko czekać na Mistrza Turnieju.
  3. Kolejny atak - kolejne rany. Dwa cięcia w żebra, krew spływała w dużych ilościach. Uderzenie w tors sprawiło, że ciemne plamy zamigotały mu przed oczami. Wola walki Delafontaine'a zdecydowanie osłabła, ale utrzymywała go przy siłach wizja rychłego końca walki. Podbiegł do przeciwnika i zadał cios w głowę, następnie poruszając się dalej uderzył w prawy bok i tylne kończyny. Wycofał się, zamachnął się starając wytrącić broń Arashelowi i zaatakował szyję. Odsunął się, czekał na odpowiedź. Nie zostało już dużo czasu.
  4. Płaszcz przeciwnika opadł mu na głowę. Był zdezorientowany, szarpał się. Nie widział nic, poczuł ból w lewej stronie torsu. Wreszcie udało mu się zrzucić z siebie uciążliwy materiał. Arashel stał za nim, przez lewy bok biegła długa rana cięta. Spojrzał na niebo, sądząc po pozycji słońca minęły jakieś dwie godziny walki. Za chwilę zapewne usłyszą dźwięk dzwonów, a lud podejmie decyzje, który z nich przeżyje i weźmie udział w następnym pojedynku. Delafontaine miał jeszcze trochę czasu, żeby zwiększyć swoje szanse. Zaatakował przeciwnika, błyskawicznie znalazł się za jego plecami, uderzył w tylne kończyny, poszedł dalej biorąc zamach na tors, schylił się i zadał cios w brzuch. Odsunął się. Pozostała jeszcze tylko jedna rzecz. Ciemna poświata zajaśniała na płaszczu, który uniósł się i zawisnął na mieczu jednej z kamiennych figur.
  5. MisterGonzo

    N: Trochę się zmienił Jak to się wymawia, "Dżair"? A: Wygląda jak Keanu Reeves w "Constantine" i "Adwokacie Diabła", ale głowy sobie uciąć nie dam. S: Lubię ogórki kiszone, ale do skiszonego teamu nie dołączę. U: Inteligentny użytkownik, lubi ogórki, mieszka w Bytomiu i nie poznaje Alfreda Hitchcocka w moim avatarze xD
  6. MisterGonzo

    A coś więcej? Limit słów, użytych znaków, stron?
  7. Powróciło uczucie otępienia. Nogi uginały się, wzrok rozmywał. Przeciwnik turlał się. Delafontaine instynktownie odsunął się, kręciło mu się w głowie. Miecz nie sięgnął torsu, ale ciął boczne kończyny. Z trudem uchronił się przed kolejnym upadkiem. Podszedł do Arashela, z każdym krokiem zostawiał krwawe ślady. Dwoiło mu się w oczach, ale zaatakował. Podwójny zamach na głowę i na tors. Nie wiedział, czy trafił. Zaczął spychać oponenta w stronę ścian areny.
  8. MisterGonzo

    N: Bez zmian. Ciągle kaczor A: Świetnie się prezentuje, najlepiej z dotychczasowych. S: Koniec gry. Trudno mi się o tym wypowiedzieć... Czarny humor? U: Avatare Cadance, przyjazny użytkownik.
  9. Kolejny atak przeciwnika. Żebro pękło z trzaskiem, Delafontaine upadł na ziemię. Złamanie, na szczęście nie otwarte. Na torsie lekka rana kłuta zadana sztyletem, nie była niebezpieczna. Przeturlał się zostawiając za sobą krwawy ślad, ból w prawych częściach ciała był nie do zniesienia. Podniósł swoją broń i wstał. Ciosy Arashela były coraz groźniejsze, nie miał już na sobie zbroi. Uderzył. Zamach na lewy bok oponenta, ponowienie próby na lewą kończynę, prawy bok, górna część torsu i głowa. Ślamazarna seria ataków na krótki czas dała mu przewagę. Osłabł, ale adrenalina pozwalała mu walczyć dalej.
  10. Nie miał na sobie zbroi - zarówno ta z kończyn, jak i z torsu została zniszczona. Pozostał mu tylko hełm. Gdy zobaczył zbliżające się w jego kierunku miecze odskoczył. Poczuł ból w tylnych nogach, ale zignorował go. Przeciwnik chybił, udał mu się unik. Wyprowadził prosty cios na lewą, przednią kończynę Arashela. Miał nadzieję, że uda mu się go osłabić, ich szanse wyrównałyby się.
  11. MisterGonzo

    Napisz jeszcze, że Władca Pierścieni był przeładowany sztucznym patosem. Napisanie, że muzyka Zimmera to nic specjalnego... Boże ty widzisz i nie grzmisz. Liczyłeś na pierdzący soundtrack rodem z Battlefielda? Bo sam nie wiem na co. Pasował idealnie. Rozumiem, że opinia jest jak De..., każdy ma swoją, ale to co przeczytałem zdziwiło mnie. I to bardzo. Nie twierdzę, żebyś wynosił film pod niebiosa, ale 6/10? "Lekka" przesada. Jak dla mnie Gladiator to świetny film, w którym bohater Wystawienie Gladiatorowi 6/10 to dla mnie po prostu głupota. A ten tekst o muzyce Zimmera zwalił mnie z nóg. No, ale to Twoja opinia. A tu jeden z utworów ukazujący jak "zły" jest OST. Na YT można znaleźć wszystkie utwory. http://www.youtube.com/watch?v=oHHPRMiyIKk Ocenianie muzyki Zimmera to akurat ciężki przypadek, bo to wszystko u niego już było... Jego twórczość od "Króla Lwa" (tutaj soundtrack był świetny, jak chce to potrafi) to praktycznie ciągle to samo z jednym/dwoma wyróżniającymi się utworami na film. Tutaj było to słynne "Now We Are Free" i "Honor Him". OST nie jest zły, nigdzie tego nie powiedziałem, po prostu nie ma w nim nic wspaniałego i sprawiającego, że jest lepszy niż inne. Joaquin Phoenix - wyraźnie nie podołał swojej roli. Widać to zwłaszcza w scenach, w których występuje z Crowe'm. Aktorka grająca jego siostrę wypada niewiele lepiej. Dobry, choć krótki występ miał też Richard Harris. Przewidywalność - owszem, jest to najczęściej stosowany argument. Ja go nie nadużywam, ale czasami po prostu nie da się nazwać tego inaczej. "Gladiator" to po prostu bajka. Mamy nieskazitelnego, umęczonego głównego bohatera oraz jego złego i bezwzględnego przeciwnika. Od początku wiemy, jak to się skończy.
  12. MisterGonzo

    http://www.opensubtitles.org/pl/subtitles/5056286/my-little-pony-equestria-girls-pl Napisy stworzone przez Mystherię. Powinny pasować do większości dostępnych wersji filmu.
  13. MisterGonzo

    Mhm. Po nieudanej próbie naprawy stołu Fluttershy.
  14. MisterGonzo

    "Za mało akcji"? To właśnie jej nadmiar psuje większość filmów wojennych. Nie o akcję w tym gatunku chodzi. Utwór przyjemny w słuchaniu, świetny instrumentalnie. Trochę monotonny, ale krótki, więc nie jest to tak bardzo odczuwalne. 7+/10, nie wiem, jak się komponuje, bo miniserialu nie widziałem. Genialny film Chaplina z genialną muzyką, ale to wciąż nie poziom "The Great Dictator".
  15. Pancerz pękł i upadł na piach z charakterystycznym metalicznym trzaskiem. Delafontaine w porę odsunął się unikając groźnego ciosu na tors, jednak nie udało mu się uciec przed drugim ostrzem. Krew rozprysnęła się trafiając go w twarz. Od kolana do kopyta ciągnęła się długa rana cięta. Posoka spływała na ziemię tworząc bordowe, zaschnięte plamy. Rycerz zatoczył się i niemal przewrócił, gdy został trafiony. Tylne kończyny były mocno naruszone. Pozdzierana skóra, krew i brudny piach obklejający rany - ból był nie do zniesienia. Wodził morgensternem przed twarzą przeciwnika, starał się zwiększyć odległość między nimi. Bliskie spotkanie było niebezpieczne. Uderzył, gdy Arashel się tego nie spodziewał - wziął zamach, ale zamiast kolejnej próby odgonienia swojego wroga podniósł broń wyżej i uderzył w górną część torsu.
×
×
  • Create New...