Jump to content

This War of Mine


Ghatorr
 Share

Recommended Posts

 

Dzień pierwszy - było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel! Na razie jest nas trzech, ja, Paweł, dawna gwiazda reprezentacji narodowej, oraz Robert, właściciel restauracji zburzonej dwa tygodnie temu przez artylerię.

Udało nam się usunąć gruzy z domu, zbudować łóżko i załatwić prowizoryczny piecyk. W nocy udaję się do zrujnowanego domu niedaleko, jest opuszczony. Udaje mi się załatwić sporo zapasów. W tym czasie Paweł śpi, a Robert pilnuje dobytku. Jak na razie wszystko idzie doskonale!

 

Dzień drugi - jakaś kobieta z córką przyszły prosić o pomoc w zabiciu ich okien deskami, by utrudnić bandytom dostęp. Paweł poszedł jej pomóc. W tym czasie razem z Robertem w niewielkim warsztacie zrobiliśmy nóż i łom, tym drugim otwierając wszystkie zamknięte szafy w naszym domu. Mamy nowe zapasy!

W nocy wróciłem tam gdzie byłem wczoraj, z łomem byłem w stanie splądrować kolejne dwa pokoje. W dawnym pokoju dziecięcym znalazłem ulotkę, "miasto jest strefą działań antyterrorystycznych, mieszkańców prosi się o jak najszybsze opuszczenie go. Wojsko jest tu, by wam pomóc!". Po tym, jak musiałem uciekać z szkoły gdy prowadziłem tam lekcje jest mi trudno w to uwierzyć... Gdy plądrowałem okolicę, ktoś próbował splądrować nas. Na szczęście Robert zdołał go wystraszyć.

 

Dzień trzeci - Paweł wrócił, twierdził że po pracy był taki zmęczony, że przenocował tam. Do tego ponoć panie go nakarmiły. Więcej zapasów zostanie na miejscu.

Udało nam się zrobić radio. Transmisja ze stolicy - "wieczory będą stawać się coraz chłodniejsze. To wymarzona pora, by usiąść w ciepłym domu z czymś ciepłym do picia i dobrą książką". Poczułem przemożną ochotę, by rozwalić to grające pudło, ale po prostu je wyłączyliśmy i poszliśmy do swoich spraw. Gdyby udało mi się w nocy znaleźć trochę części, moglibyśmy zbierać deszczówkę... wody wciąż brakuje.

W nocy zaryzykowałem i poszedłem do supermarketu. Zdawało mi się że coś słyszałem i nie myliłem się - w jednym z zamkniętych pokoi, gdzie zajrzałem przez dziurkę od klucza, było dwóch ludzi, kobieta i mężczyzna. Żołnierz. Chciał ją... skrzywdzić. Nie wytrzymałem, gdy miał spodnie opuszczone do kolan to po cichu otworzyłem drzwi i rzuciłem się na niego z nożem. Piętnaście minut później, kulejąc, pełzłem już w stronę naszego schronienia. Miałem karabin, trochę leków z jego munduru, i poczucie moralnej wyższości. Ach, i jeszcze kilka ran, bo skurczybyk miał nóż w kieszeni. Kobieta uciekła, nawet nie zobaczyłem jak wygląda....

 

Dzień czwarty - obandażowałem się i leżę cały dzień w łóżku, kurując się. Paweł i Robert byli pełni podziwu dla mojego dzielnego wyczynu, przynajmniej do momentu gdy zorientowaliśmy się, że kończy nam się jedzenie.

W nocy na szaber poszedł tym razem Paweł. Jest dużo słabszy ode mnie, obawiam się ile będzie w stanie unieść... co gorsza, znowu nas napadnięto. Robert zostawił karabin w sypialni, więc nie miał się czym bronić gdy go pobili i poszli dalej. Dopiero ja byłem w stanie ich powstrzymać, ale jeden z nich, myśląc że blefuję z tym karabinem, rzucił się mnie z nożem. Cholera, boli...!

 

Dzień piąty - leżę w łóżku. Bandaże się skończyły, czuję się źle, nie wiem co się dookoła dzieje. Paweł nakarmił mnie ostatnią racją żywnościową. Nie udało mu się wczoraj nic znaleźć - powiedział że w domu gdzie poszedł już ktoś był, i nie chciał go okradać. 

Chyba jeszcze trochę wytrzymam... boli!

 

Dzień szósty - Robert niknie w oczach. Ostatni raz coś jadł dwa dni temu, z tego co wiem. Albo trzy? W głowie mi się kręci... bez bandaży nie mam szans.

Co gorsza, ostatniej nocy Paweł kogoś zabił. Mówi, że to w samoobronie, ale nie wydaje się być przekonany. Co gorsza, nic nie znalazł. Nie mamy jedzenia, nie mamy bandaży....

 

Dzień siódmy - Robert, który dla odmiany poszedł szabrować, nie wrócił. Paweł wisi w pokoju obok, powiesił się. A ja leżę, bez jedzenia, bez wody, bez bandaży, bez leków...

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...