Skocz do zawartości

Wiecznie zasępiony Vermik szuka odpowiedzi - Gra Vermiiiika


Kirara

Recommended Posts

Imię: Vermik

Rodzina: Laura (matka, kucyk naziemny), Henwind (ojciec, jednorożec)

Ksywa / Przydomek: Vermik nie lubi, gdy zwraca się do niego w jakikolwiek inny sposób niż po imieniu, jednak bliscy przyjaciele mogą na niego mówić Ver - krótko i wiadomo o co chodzi.

Gatunek: Jednorożec.

Wiek: 22

Wygląd: Szaro-niebieskie umaszczenie. Długa, błękitna grzywa spływa po bokach "głowy" Vermika, skrywając jego prawe ucho, jednak całkowicie odsłaniając jego oczy. Lewe ucho zaś jest poszarpane na samym czubku. Ogon, będący tego samego koloru co grzywa, jest niezadbany - co widać, gdyż od razu można zauważyć kilka odstających "włosów".

Dołączona grafika

Cutie Mark: Błękitna planeta i pierścień zlepiony ze złotych run wokół niej.

Talent, Unikatowa Zdolność: Zdolność logicznego myślenia, obserwacji i rozróżniania gwiazd oraz planet + oczywiście możliwość posługiwania się magią.

Charakter: Zimny, wyniosły, wręcz chamski. Niewiele go obchodzi krzywda, którą wyrządza innym kucom - wręcz przeciwnie, czasami wręcz bawi. Można po tym wywnioskować że dysponuje "czarnym" poczuciem humoru. W wolnym czasie albo czyta księgi i obserwuje niebo - na zmianę, albo rozmyśla na różne tematy związane z logiką i filozofią. Lubi towarzystwo, ale jedynie osób na podobnym poziomie intelektualnym - wyłącznie wśród nich potrafi pokazać resztki swojej towarzyskiej duszy. Nie ma nic przeciw samotności, gdyż pozwala mu ona na rozmyślanie w spokoju, bez zawracających głowę kucyków.

Krótka historia: Vermik zrodził się z dwóch odmiennych ras kucyków - jednorożca i zwykłego kuca lądowego. Jego dzeciństwo nie należało do najlepszych, rodzice niemal bez przerwy kazali mu czytać i si uczyć z nadzieją, że kiedyś będzie najlepszy. Właśnie wtedy w jego głowie pojawiły się pytania, na które nikt nie znał odpowiedzi.

Rodzice, gdy tylko osiągnął odpowiedni wiek, zapisali go do najlepszej dostępnej szkoły z internatem w Canterlot, z dala od domu. Lata tam spędzone były jednymi z najlepszych w jego życiu, wtedy też pojawił się jego cutie mark - planeta z krążącymi wokół niej złotymi runami. Oznaczało to jednocześnie jego chęć i talent do nauki, jak i znajdowania odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi nie znalazł żaden znany kuc.

Jednak czasy nauki minęły błyskawicznie, jego przyjaciele rozeszli się po świecie. Niedługo po tym otrzymał wiadomość, że otrzymał dom i doprawdy spory majątek znienawidzonych rodziców, którzy zniknęli w nikomu nie znanych okolicznościach. Vermikowi, bez przyjaciół i bliskich pozostało tylko czytać i rozmyślać, po ciemku, samotny, a jego kontakty z innymi kucykami ograniczyły się do kilku zdań podczas zakupów...

Cel postaci: Uzyskać odpowiedzi na dręczące go pytania, dowiedzieć się tyle, ile tylko może wytrzymać jego mózg oraz upewnić się, że dzięki swej mądrości zapisze się w księgach historii Equestrii.

Towarzysz: Brak.

Ponyville… Typowe miasteczko zamieszkałe przez kucyki w Equestrii. Kolorowe kamienice, malownicze sklepiki i mieszkańcy mieniący się wszystkimi barwami tęczy… I mnóstwo czystej sympatii i innych pozytywnych emocji – w tym mieście każdy kucyk był miły dla innych, zawsze pomocny i uśmiechnięty od ucha do ucha…

No… prawie każdy. Wyjątkiem byłeś… ty. Vermik. Jednorożec o wiecznie zasępionej minie, zapatrzony w swoje księgi… Mieszkający na uboczu, mający własne poglądy na świat, nie posiadający ani jednego przyjaciela – z własnego wyboru.

Nie przejmowałeś się absolutnie niczym – w końcu „pozbyłeś się” swoich rodziców, których nigdy nie darzyłeś sympatią (a w zasadzie, sami zniknęli – Dzięki Celestio!), odziedziczyłeś po nich cały majątek i mogłeś nadal tkwić w swojej samotni, starając się odpowiedzieć na wiecznie dręczące cię pytania…

Jakie one były i ile ich było? Trudno odpowiedzieć… Ciągle dochodziły nowe, a na stare nigdy nie zyskałeś odpowiedzi (no, może poza tym, co się dzieje z gwiazdą po wybuchu – bądź co bądź, kiedy mieszkałeś w Canterlot wyspecjalizowałeś się w astronomii – wiecznie przesiadywałeś w obserwatorium, a teleskop praktycznie przyrósł ci do oka).

Teraz, po powrocie do Ponyville nie miałeś już dostępu do wielkich teleskopów, wszystkich urządzeń i tamtejszych księgozbiorów – musiałeś radzić sobie sam.

A trzeba przyznać, że pomysły miałeś niezłe – wyciąłeś dziurę w dachu domu, przez którą wystawiłeś największy teleskop, jaki mogłeś sobie kupić – na strychu urządziłeś swoje własne obserwatorium i pracownię naukową… Wstawiłeś mnóstwo półek z księgami, codziennie dostarczałeś sobie kolejne zwoje pergaminu, a także zawsze dbałeś o to, żeby mieć zapas piór…

Dziś, kiedy słońce znów pojawiło się na niebie, miałeś podjąć decyzję co dalej zrobisz ze swoim życiem – czy nadal będziesz tkwił zamknięty w swojej samotni, czy… wyjdziesz na świat, do innych kucyków, by szukać odpowiedzi wśród nich…

----------------------------------------------------------------------

Witam na pokładzie kolejnego gracza - z góry też przepraszam za zwłokę - ale takie jest życie - praca, szkoła i jeszcze choroba - a teraz także widmo nadchodzącej sesji...

Tym nie mniej, mam nadzieję, że wstęp Ci się spodoba i... życzę miłej gry!

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam moją Mistrzynię Gry! Mam nadzieję, że gra potoczy się bez większych nieprzyjemności. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Ziewnąłem potężnie. Kolejna księga została przeczytana od deski do deski, nie oszczędziłem sobie żadnej literki. - Jakiś idiota uznał, że gwiazdy to duchy zmarłych kucyków - bzdura! Przecież wiadomo, że gwiazdy "umierają" poprzez wielki wybuch, jak można umrzeć drugi raz? Chociaż... Może i można... - rzekłem nerwowo. dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że mówię sam do siebie. Ale cóż poradzić? Gdybym tego nie robił, to przez tą samotność zatracił bym zdolność mówienia. Wszystkie okna byly przysłonięte grubą warstwą tkaniny, a czytanie umożliwiał mi jedynie maleńki płomień świecy. Skupiłem się i po chwili gruba księga poleciała na półkę, ciągnąc za sobą błękitną poświatę, a niemal całkowita ciemność została rozświetlona światłem mojego rogu. Oczy mi się same zamykały, nie miałem pojęcia, jak długo nie spałem. Ziewnąłem ponownie, po czym zabrałem się za pisanie notatki - muszę to zrobić teraz, w przeciwnym wypadku rano zapomnę najważniejsze szczegóły. Pióro uniosło się i skierowało w stronę... Gdzie jest kałamarz? Uderzyłem się kopytem w głowę... Przecież dwa dni temu wytraciłem resztkę tuszu, jak mogłem nie zapamiętać takiej banalnej rzeczy?! Po dochodzących z zewnątrz dźwiękach wywnioskowałem, że jest dzień, może nawet wczesny ranek. Sklepy z pewnością będą otwarte... Będzie trzeba zaopatrzyć się w duży zapas tuszu. Z leżącej na podłodze sakiewki wyleciało kilka monet i poszybowało za mną. Zszedłem po schodach i po chwili dotarłem do drzwi prowadzących na zewnątrz. Wyszedłem... Śłońce niemal mnie nie oślepiło! Przez kilkanaście sekund stałem w bezruchu czekając, aż moje oczy przyzwyczają się do światła, instynktownie zmuszając monety do przylgnięcia do mojego ciała. Gdy tylko uzyskałem taką możliwość, rozejrzałem się wokół - wszędzie wesołe, śmiejące się twarze, bawiące się dzieci... Powoli ruszyłem w stronę najbliższego sklepu, gdzie można dostać to, czego potrzebuje. Jeszcze tylko godzinka i wreszcie doczekam się upragnionego odpoczynku... Albo dwie...

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gość
Temat jest zablokowany i nie można w nim pisać.
×
×
  • Utwórz nowe...