Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Raduj się ciszą [tymczasowo zamknięta z powodu braku odpisów graczy]

Recommended Posts

Słońce stało już wysoko na niebie, oświetlając zielone łąki w okolicy małego miasteczka. Ciemny las Everfree nie wydawał się aż tak ponury, jak zazwyczaj, a pegazy z samego rana sprzątnęły wszystkie chmury z błękitnego nieba. Pogoda aż zachęcała do uśmiechu i wiele mieszkańców Ponyville poddawało się tej pokusie. Szczęśliwe, kolorowe kucyki chodziły po ulicach spokojnego miasta.

 

Biały ogier leżał w łóżku, spał dzisiaj dobrze, bardzo dobrze. Powoli otwierał oczy, czuł przypływ sił związany z jasnymi promieniami słońca, padającymi na jego twarz, przez nie do końca zasłonięte zasłony. Przetarł delikatnie twarz kopytem i ułożył lekko poczochraną szaro-czerwoną grzywę. Rozejrzał się po pokoju, zapowiadał się na prawdę wspaniały poranek. 

 

Ogier umył się i zjadł z apetytem śniadanie. Wczoraj prowadził ciężką i męczącą operację ,która się powiodła. Derpy znów złamała sobie skrzydło, tym razem w trzydziestu miejscach. Problemem była przecięta tętnica, w miejscu poprzednich zszyć. Ciężko pracował, by nie doszło do wykrwawienia i ta interesująca, trochę dziwaczna, ale przyjazna klacz dalej mogła dostarczać pocztę.

 

Właśnie zastanawiał się nad tym, żując ostatni kęs kanapki, gdy usłyszał uderzenie o drzwi, ciche "ałć", po czym zauważył list wsuwający się przez dziurę w drzwiach. Wstał i skierował się powolnym krokiem ku przesyłce. Po chwili siedział już przy stole i wyjął kartkę z ładnie oprawionej w kwieciste wzory koperty.

 

Pierwszy rzut oka ujawnił przepiękne pismo kaligraficzne, zdobione również motywami roślinnymi. Biały ogier zaczął czytać...

 

 

   Witaj

Zbierałam się do tej wiadomości przez długi czas, nie wiedziałam do końca co mam napisać, a też przeszkadzały mi w tym moje obowiązki. Teraz nadarzyła się okazja, więc wreszcie powiem Ci to, co zamierzałam.

Chciałam Cię przeprosić, za naszą ostatnią rozmowę. Poniosło mnie wtedy, nie wiem, czy żartowałeś, czy kpiłeś sobie ze mnie, mówiąc, iż nie pamiętasz Nuta, ale przebaczyłam Ci to. Przecież to ja wtedy dzwoniłam, aby się pogodzić, a wyszło na to, że znów nakrzyczałam na Ciebie. Na prawdę bardzo przepraszam. Mam nadzieję, że zechcesz mi wybaczyć. Mówię tu takze o przebaczeniu, moich ciężkich słów tamtego dnia w szpitalu, ja na prawdę nie chciałam, nie dałam sobie po prostu rady z emocjami i wyżyłam się na Tobie. 

W ramach przeprosin, które mam nadzieję, że przyjmiesz chciałabym Cię zaprosić do Stalliongradu na pewien pokaz. Będę coś prezentowała i chcę, abyś wziął w tym udział, jest to robione na cześć Nuta, dlatego sądzę, że byłby Ci bardzo wdzięczny, gdybyś przyjechał. Jeśli będziesz miał problem z zakwaterowaniem możesz się zatrzymać u mnie. Prosiłabym także o możliwie szybkie zjawienie się, gdyż po prezentacji mogę nie mieć czasu, a na prawdę chciałabym z Tobą porozmawiać, w końcu mamy tyle do nadrobienia. Przepraszam raz jeszcze i mam nadzieję, że zaszczycisz mnie swoją obecnością, a nasza przyjaźń się odbuduje. 

Pozdrawiam Cherry

 

Do listu dołączona była kartka z oficjalnym zaproszeniem na uroczystość, wraz z datą i dokładnym miejscem. Grass przyjrzał się kartce i z lekkim zakłopotaniem stwierdził, że pokaz odbędzie się za dwa dni. Jeśli chciał spełnić życzenie klaczy, musiał pożegnać się z odpoczywaniem dzisiaj w fotelu.   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zmarszczyłem brwi i pochyliłem się nad listem, by przeczytać go raz jeszcze. O ile osobę Cherry kojarzyłem z dawnych lat, to nikt o imieniu Nut nie przychodził mi do głowy. Biegałem myślami od znajomego do znajomego, zarówno z pracy, ze studiów jak i ze szkoły. Moimi koledzy nosili różne imiona, czasem jedno dziwniejsze od drugiego, ale nie kojarzyłem kuca, o którym było wspomniane w liście.

Dlaczego Cherry chciała się ze mną tak pilnie zobaczyć? Co mamy do nadrobienia? Nigdy nie byliśmy ze sobą w bliższych stosunkach, znaliśmy się z widzenia, czasem wymienialiśmy uprzejmości, ale nic poza tym. Kiedy wyjechałem ze Stalliongradu, chcąc znaleźć sobie bardziej ambitną pracę niż nastawianie złamanych kości robotników, nasz kontakt urwał się zupełnie. Wydało mi się dosyć dziwne, że nagle do mnie pisze, a treść listu wskazuje na to, jakoby byliśmy dobrymi przyjaciółmi.

Przypomniałem sobie naszą ostatnią rozmowę telefoniczną. Przepraszała mnie za coś, czego nie pamiętałem, żeby robiła. Po kilku minutach tłumaczenia jej, że nie wiem o czym mówi, zaczęła krzyczeć i histerycznie płakać, aż w końcu się rozłączyła.

 

"...Mówię tu takze o przebaczeniu, moich ciężkich słów tamtego dnia w szpitalu"

 

Zatrzymałem się chwilę przy tym zdaniu. Tak, wiele lat temu wylądowałem w szpitalu na dłużej, przez, jak to zwykłem nazywać, "wypadek przy pracy", w którym pewna misterna konstrukcja wybuchła mi w twarz powodując wiele uszkodzeń. Mimo to byłem pewien, że Cherry tam nie było.

Bo niby dlaczego miałaby być?

 

Zapraszała mnie na coś, co widać było dla niej bardzo ważne, tak jak rozmowa ze mną. Podróż do Stalliongradu wymagała albo wypchanego portfela, by podróżować szybko, albo całego dnia tłuczenia się innym środkiem transportu niż podniebny powóz. Byłem wypoczęty, ale mimo to nie miałam nic do dnia wolnego. Nawet dwóch dni wolnych. 

 Ciekawość jednak nie dawała mi spokoju. Nie miałam nic do stracenia, w najlepszym wypadku zaspokoję po prostu to nurtujące uczucie, może nawet zrozumiem do końca treść listu klaczy i wreszcie cel jej dokonanego kilka lat temu telefonu.

Edited by Bellamina

Share this post


Link to post
Share on other sites

Grass ciężko wstał z fotela. Nie odpoczął jeszcze wystarczająco po operacji Derpy, a miał nadzieję na dzień spokoju. No cóż, los lubi płatać figle. Ciekawość przeważyła nad znużeniem i ogier powlókł się do drzwi. Pociągnął za klamkę i po chwili zalało go światło słońca, zmrużył oczy, gdyż wzrok w jego ciemnym, mieszkaniu nie przyzwyczaił się do blasku. Świeże powietrze poranka wypełniło powoli cały pokój, pobudzając ogiera. Wiał lekki miły i ciepły wietrzyk, targający grzywę. 

 

Decyzja o postawieniu kopyta poza progiem miłego i ciepłego mieszkania, była jedną z najtrudniejszych tego ranka, ale ogier przemógł ostatnie przejawy lenistwa i ruszył. Szedł powoli, witając się z niektórymi, bardziej lubianymi kucykami. Większość jego znajomych było swego czasu po prostu pacjentami doktora Whisperera, toteż pytał, jak się czują i czy dana dolegliwość im zbytnio nie doskwiera. W pewnym momencie Grass dostrzegł nawet znajomą  różową klacz, która przemierzała ulicę w wesołych podskokach, śpiewając coś pod nosem. Zawsze ją lubił, wyprawiła przyjęcie powitalne na jego cześć, gdy zjawił się w Ponyville, co więcej odgadła jego duszę, gdyż impreza była kameralna - tylko on i ona. Grass nie był zbyt towarzyski, ale wtedy nie czuł się skrępowany. Zawsze zastanawiał się skąd ta klacz bierze tyle energii, ale rozwikłanie zagadki było poza jego zasięgiem. Pinkie Pie ciągnęła za sobą Twilight Sparkle, pewnego fioletowego jednorożca, który zaliczał się do elity umysłowej Ponyville, a także podobno, jak można było wywnioskować z tytułu najwierniejszej uczennicy księżniczki Celestii, może i całej Equestrii. Twilight była przyklejona kawałkami tęczowej gumy do żucia do ogona różowej klaczy, która chyba nie zdawała sobie sprawy iż miota swą przyjaciółką na prawo i lewo. Twilight krzyczała i wierciła się, ale Pinkie nie reagowała śpiewając głośno piosenkę.

 

Zapowiadał się kolejny normalny dzień w tym spokojnym, choć czasami dziwacznym mieście. Grass zbliżył się do rynku. Wszystkie środki komunikacji  jak na złość musiały znajdować się na drugim końcu miasta, więc zanim ogier dotarł ze swojego mieszkania na dworzec, musiał iść dobre 15 minut. Rozejrzał się dookoła. Nie wiedzieć czemu lubił patrzeć na ratusz. Teraz grupa kucy pracowała nad odbudową. To przypomniało mu o wczorajszej pacjentce, która złamała skrzydło właśnie na jednej z belek konstrukcyjnych, zawalając dach i dwie ściany. Na szczęście od strony, z której patrzył ogier ratusz wyglądał tak samo jak dawniej, no może poza jego dachem... Wzrok Grassa skierował się w dół i dostrzegł coś, co wywołało uśmiech na jego twarzy. 

 

Na rynku stał balon. Kasa była otwarta, jak zawsze, ale zwykle trzeba było czekać parę godzin zanim to latające ustrojstwo wróci, a teraz Grass mógł wykupić bilet i od razu polecieć, zwłaszcza że nie było kolejki. Na ładnie wymalowanym stojaku obok kasy widniał napis "Promocja, Stalliongradzkie Dni Maszyn i Technologi, lot do miasta tylko 25 monet!" Grass widząc zachęcającą ofertę ucieszył się jeszcze bardziej, wczoraj dostał wypłatę, a w jego portfelu pobrzękiwało 150 tych złotych krążków.

 

Wzrok ogiera przykuł też inny widok. Jakiś mały błękitny kucyk ciągną swoją mamę za spódnice, wołając głośno. Grass zmartwił się, czy aby nic się nie dzieje, ale następne słowa malca rozwiały jego obawy.

- Szybciej mamo, bo się spóźnimy, obiecałaś, że zobaczymy jak EE przejedzie przez Ponyville!- Mówił błagalnie źrebak. Jego matka, wyglądająca na kogoś w wieku Grassa i podobnie zmęczonego ciężką pracą, popatrzyła tylko i powiedziała:

- Nie martw się mamy jeszcze całe 10 minut, wejdę tylko szybko do sklepu i kupię materiał na to zamówienie z Watterburga.- po czym skierowała się w stronę stoiska sprzedawcy tkanin. 

 

EE... Grass już kiedyś słyszał tę nazwę, w sumie to musiało być niedawno. Ogier w pewnym momencie widowiskowo przyłożył sobie kopytem w twarz. Rzeczywiście ostatnio każdy  w Ponyville mówił tylko o tym. EE był to po prostu Ekspres Equestriański. Podobno firma Steam and Wheeles wymyśliła nowy rodzaj parowozu  wspomagany magiczną energią, nikt go do tej pory nie widział, ale pogłoski mówiły o zawrotnych prędkościach osiąganych przez to cudo. Miał być po raz pierwszy pokazany na Stalliongradzkich Dniach Maszyn i Technologii. Oczywiście nikt nie będzie teleportował czegoś, co ma służyć do transportu, więc wytyczono trasę z Modernburga, gdzie mieści się główny warsztat S&W, do Stalliongradu. Podobno każdy mógł wsiąść do tego ekspresu, na dowolnej stacji, przez którą wytyczono trasę. Ponyville dostąpiło tego zaszczytu, a zgodnie z tym co mówiła tamta klacz EE przyjeżdżał za 10 minut. Jeśli Grass by się pośpieszył, to zdążyłby na stację na czas. Bilety podobno miały być darmowe, co również dodawało atrakcyjności możliwości przejechania się EE.                   

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zatrzymałem się i zastanowiłem. Miałem do wyboru dwie opcje, pociąg lub lot balonem. Ten drugi był sprawdzony, w dodatku nie był za drogi. Chciałem dotrzeć do rodzinnego miasta jak najszybciej. Nie wiedziałem, jak szybko porusza się ten cały EE. Jak zawsze zależało mi na czasie. Do stacji miałem 10 minut spacerem, nie było to za dużo, ale mimo to balon kusił mnie bardziej. 

Zainteresowania z młodych lat widać dalej we mnie tkwiły, bo postanowiłem, że gdy będę w Stalliongradzie zerknę na ekspres. Może uda mi się spotkać kogoś, kto przy nim pracował. Na targach kręcą się różne kuce, raz fascynaci, innym razem konstruktorzy we własnej osobie.

Podszedłem do sprzedawcy biletów na balon. 

- Dzień dobry, mogę prosić bilet na lot do Stalliongradu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Oczywiście, to będzie 25 monet - odpowiedział sprzedawca. Aktualnie właśnie wyjmował coś z szuflady na dole biurka i nie zauważył swojego rozmówcy.  Kucyk stojący przy kasie był dość zwariowany. Nazywał się Hot Air i od dawna zajmował się wytwarzaniem balonów. Kilka lat temu postanowił wreszcie zacząć na tym zarabiać i choć nikt nie chciał kupować jego wyrobów, to radził sobie całkiem dobrze. Po prostu założył firmę transportową. Grass spotkał go już kilka razy w szpitalu, raz odwiedzał swoją chorą babcię, a raz to on spadł i rozbił się w lesie Everfree. Na szczęście wypadek dostrzegła Fluttershy, która mimo swego strachu przed mrokami puszczy pośpieszyła Hotowi na pomoc i przyniosła go nieprzytomnego do szpitala. Grass przypomniał sobie, że wtedy niebieski kucyk doznał poważnego złamania kręgosłupa, ale na szczęście jakimś cudem rdzeń kręgowy nie przerwał się. Grass użył wszystkich swych zdolności medycznych, by uratować Hota.Niebieski kuc podniósł głowę i spostrzegł z kim ma przyjemność rozmawiać.

- A, to Pan, witam serdecznie- powiedział, zmieszał się lekko, po czym odchrząknął.

- Tak więc poproszę 10 monet.- Grass oczywiście zauważył zmianę ceny, ale wiedział, iż Hot cały czas chce się mu odwdzięczyć za uratowanie życia, więc biały ogier udał roztargnienie i dał lotnikowi tyle,o ile poprosił.

- Zapraszam do mego balonu, już lecimy.

Grass popatrzył na nowe dzieło konstruktora. Balon wyglądał na prawdę solidnie. W ładnej drewnianej gondoli, stylizowanej na królewski powóz z lekkimi, falistymi liniami znajdował się stół i parę krzeseł. Każde z nich wyłożone materiałem wypchanym miękkimi piórami. Drewno pomalowano na ciemny błękit, a wykończenia na złoto. Balon na boku miał namalowaną nazwę. Każda litera zrobiona delikatnymi pociągnięciami pędzla, ozdobiona zawijasami, przypominającymi krzewy układała się w napis: " Jutrzenka poranka". Nad gondolą unosił się solidny balon, wykonany z niebieskiej tkaniny. Od przodu namalowane zostało słońce, a po przeciwnej stronie księżyc. Całość zachęcała do wejścia na pokład i wydawała się na prawdę ładna. Grass przez chwilę się przyglądał, po czym odsunął małe drewniane drzwiczki, wchodząc do gondoli.

 

Hot dołączył po chwili, odwiązał liny i zapalił palnik. Była to wysmukła złota rura, ukształtowana tak, aby przypominała drzewo, lotnik pokręcił chwilę pokrętłami i pociągnął za dźwignię. Rozległ się lekki trzask i po chwili buchnął płomień, podgrzewając powietrze. Balon zaczął się unosić zostawiając w dole coraz to mniejsze miasteczko. Grass rozejrzał się, niedaleko majaczyły potężne góry, na których grzbietach wybudowano wspaniałą stolicę Equestrii. Nawet z takiej odległości budziła respekt i zadziwiała ilością złotych kopuł, które wieńczyły każdą wierzę. Słońce wznosiło się co raz wyżej, oświetlając bujne zielone łąki i odbijając się od kryształów górskich. Krajobraz był malowniczy i uspokajający. Grass pomyślał, że może jednak zdoła wypocząć tego dnia. Rozsiadł się wygodnie w miękkim fotelu i pozostawił kierowanie maszyną Hotowi.

 

Siedział tak trochę czasu podziwiając widoki, aż w końcu jego wzrok  skierował się w okolicę stołu. Było na nim trochę marchewek, ale ogier nie zgłodniał jeszcze od czasu śniadania, natomiast zauważył gazety leżące pod blatem. Akurat ta, którą wziął do ręki była najświeższym wydaniem "Stalliongradzkiego informatora", który w całości był poświęcony najbliższym dniom Maszyn i Technologii. Począł wertować strony z zaciekawieniem. Był tam artykuł o historii, że te dni to tak na prawdę kontynuacja targów, odbywających się w tym mieście od dawnych czasów, jeszcze gdy było ono nazywane "kuźnią Equestrii". Wtedy to znamienici płatnerze wystawili swe wyroby, a także prezentowali nowe metody obróbki magicznych kruszców. Teraz przekształciło się to w serię aukcji ,na których potężne koncerny skupują dobre i pożyteczne pomysły tamtejszych wynalazców. Na następnych stronach zamieszczono kilka przykładowych i odkrywczych maszyn, wśród których godne miejsce zajmował EE. Niestety brakowało zdjęcia tajemniczego pociągu, a cała notka była bardzo ogólna i Grass nie dowiedział się praktycznie niczego. Część gazety zajmowały reklamy i wywiady z rozmaitymi urzędnikami, ale w pewnym momencie Grass natrafił na dziwny artykuł:

 

Zaginą Destiny Horn

W środę po południu zniknął prezes firmy Magic and Machine- Destiny Horn. Przyjechał do Stalliongradu na Dni Maszyn i Technologii, gdyż jego koncern wybudował nowatorski silnik do nowego pociągu koncernu Steam and Wheeles. Miał przedstawić publiczności szczegóły dotyczące tego projektu na konferencji. Wielokrotnie pytany wcześniej oznajmiał, iż jest to tajemnica, którą wyjawi dopiero za kilka dni. Świadkowie twierdzą, że widzieli go wychodzącego z jednej ze Stalliongradzkich restauracji około godziny 23:20. Od tamtej pory nie ma wieści o prezesie. Policja stara się dojść prawdy, lecz podobno nie znalazła jeszcze obiecujących śladów. Komisarz miasta prosi o pilny kontakt każdego, kto mógłby pomóc w tej sprawie.

 

Następne zdania nie miały większego znaczenia, gdyż były to spekulacje o możliwym porwaniu dla okupu, czy inne tego rodzaju bezsensowne plotki, które maja zaciekawić czytelnika. Grass znał Destiny Horn'a. Był to stary przyjaciel rodziny. Gdy Grass bawił się jeszcze i konstruował mechanizmy z części znalezionych na wysypisku, Destyny przychodził do ich domu i pomagał finansowo, jak potrafił. Starszy ogier też był konstruktorem, który na początku borykał się z wieloma problemami, ale w końcu udało mu się osiągnąć sukces. Grass już nawet nie pamiętał co dokładnie tamten ogier zrobił, ale to między innymi jego czyny i szybkie zdobycie fortuny, skłoniły źrebaka do próby stworzenia maszyny, aby zarobić na studia medyczne. Gdy Destiny osiągną sukces, stwierdził, że przeniesie firmę do Canterlotu. Dalej przesyłał pieniądze, ale po jakimś czasie listy przestały przychodzić, a kontakt się załamał. Rodzina Grassa jednak wątpiła, żeby Destiny zapomniał o nich. Rzeczywiście, gdy biały ogier studiował medycynę w stolicy, spotkał starego przyjaciela rodziny i okazało się, że ten polecił wysyłać pieniądze swemu sekretarzowi, który wszystkie monety zabierał dla siebie. Podobno Pan Horn odkrył to i zwolnił oszusta, a nawet wysłał list z przeprosinami do domu Grassa. Tamtego dnia, gdy się spotkali porozmawiali ze sobą. Destiny opowiedział, że ostatnio poczuł się zmęczony i zaczął studiować zaklęcia oraz magię. Miał dość tworzenia maszyn, a jego dotychczasowe dzieła zapewniały mu możliwość odejścia z pracy i zajęcie się tym, na co miał ochotę. . Od tamtego czasu Grass nie widział  starego ogiera, ale zapamiętał go bardzo miło. Wieść o jego zaginięciu była wstrząsem. Grass pogrążył się w myślach o tym co mogło się stać, a jednocześnie wspominał dawne czasy.

 

Gdy ogier rozmyślał i czytał gazetę, czas mijał spokojnie. Nagle Grass poczuł lekkie szturchnięcie w ramię, odwrócił głowę i zobaczył Hota. 

- Już jesteśmy Panie Whisperer- powiedział tamten. Rzeczywiście lekarz rozejrzał się i ze zdumieniem zorientował się, iż musi być już sporo po 15:00, a otoczenie diametralnie się zmieniło. Cały horyzont zajmowało potężne pasmo górskie, balon wylądował na sporym pagórku, a w odległości ok 500m znajdował się Stalliongrad. Miasto na prawdę robiło wrażenie. Potężne mury, pozostałe jeszcze z dawnych czasów, zakrywały przed wzrokiem przybyszów wspaniałości metropoli wynalazców. Grass zdał sobie sprawę, że od pewnego czasu słyszał nawet stukanie i klekotanie różnych urządzeń. Nad miastem unosiły się słupy pary z maszyn, a gwar rozmów i przechadzających się kucyków, był dość głośny. Targi się jeszcze nie zaczęły, a już do Stalliongradu przybyły istne tłumy kucy. Przed wielkimi, pozłacanymi murami rozłożyło się miasteczko namiotowe, tych z nich, dla których nie wystarczyło miejsc w hotelach. Właśnie na obrzeżach tego obszaru wylądował Hot.

- Udało się, szczęśliwie dotarliśmy proszę Pana, czy mogę jeszcze jakoś pomóc?- spytał grzecznie lotnik.             

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanowiłem się przez chwilę. Nie było potrzeby pytać o drogę, była przejrzysta jak tafla wody, lub raczej zakurzona i zaludniona przez tłumy zmierzające do centrum. Do wieczora będzie ich o połowę mniej, byłem gotowy się założyć, że znaczna część przyszła tylko, aby zobaczyć EE. Potem wrócą do domów, nasyceni widokiem nowych technologii. Evvive la postęp technologiczny, pomyślałem.

Chociaż nie jestem tu po to. Ot, może rzucę okiem, w ramach zaspokojenia nostalgii. Przede wszystkim muszę odszukać w tym zatrzęsieniu kucykow Cherry, bo to z przez jej prośbę zrezygnowałem z jednego dnia wolnego (albo i dwóch). Czy warto było odbywać tę podróż, okaże się za jakiś czas.

- Mógłbym zatrzymać tą gazetę? - spytałem, wciąż patrząc na wzmiankę o zaginionym ogierze. Mrugnąlem i przeniosłem wzrok na Hot Air'a, który przypatrywał mi się uważnie. - Oczywiście zapłacę, jeśli ma pan takie życzenie - tak naprawdę nie potrzebowałem całej gazety, tylko tej zajmującej niecałe pół strony kolumny. Poczułem nagłą, przemożną chęć wyjaśnienia, po co mi ona, choć i tak powiedziałbym, że jest tam program całej imprezy. Nie, że odznaczający się wielką hojnością stary znajomy zaginął. Nie było to nic osobistego, mimo to wolałem ten fakt zachować dla siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hot Air spojrzał dość mętnie na Grassa

- A tę gazetę chce pan wziąć? Tak, tak proszę bardzo niech się pani nie krępuje. Za darmo. Miłego pobytu życzę i do widzenia.

Kuc zaczął odlatywać, po tym jak dał gazetę ogierowi. Przed Grassem stanął otworem Stalliongrad. Miasto Słońce majestatycznie odbijało się od matowo złotych murów, oświetlając miasteczko namiotowe. Główną drogą jechały większe i mniejsze automobile, napędzane najróżniejszym paliwem, tak rzadko spotykane w pozostałych regionach Equestrii. Kuce kręciły się nieustannie na polu namiotowym już przedsiębiorczy inwestorzy rozstawili stoiska z tanim, ciepłym jedzeniem. Tłumy kucy stały przy małych stolikach, jedząc kiełbaski, albo pijąc różne trunki. Stukanie z miasta nasilało się, a opary z licznych kominów zdawały się nie mieć końca. Do Grassa podeszła jakaś lekko pijana klacz. Była młoda, miała jasno zieloną sierść i zawiniętą w kilka spiral czarną grzywę. Jej ciemnoniebieskie oczy omiotły ogiera. Klacz powiedziała dość niewyraźnie:

- Orrrrrange Juicccce? To ty? Zzzzmieniłeśśśś się... O jaką grzywę sobie ułożyłeś, choć wyglądas terazz starzej... Chodźććć urządzamy potańcówkę na obrzerzach miasteczka, załatwiliśmy już wszystko, a ciebie jeszcze nie ma tam. Kazali mi cię przyprowadziććć. Cccheszzzz moze trochęę sydru?   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jednorożec zmierzył klacz szybkim spojrzeniem, wkładając wszystkie siły w to, by nie parsknąć. Rzecz jasna na tak wielkim wydarzeniu alkohol miał praow się pojawić, a dzisiejsze drinki były serwowane na lewo i prawo, od cydru po nieco mocniejsze trunki, których nie każdy chciał sobie poskąpić. Grass uśmiechnął się lekko zakłopotany.

- Musiała mnie pani z kimś pomylić, a za cydr dziękuję, ale chcę dojść do celu w linii prostej.- to powiedziawszy, skierował się w stronę najbardziej zatłoczonego placu, które zdawało się być centrum wydarzenia. Zrobił spory błąd, nie umawiając się z Cherry w konkretnym miejscu. Pozostało mieć nadzieję, że jakoś na siebie wpadną.

Edited by tuni

Share this post


Link to post
Share on other sites

Grass obszedł całe miasteczko namiotowe i zaobserwował, że jest to coś w rodzaju tanich hoteli dla gości i masowej jadłodajni. Kuce z całej Equestrii rozbijały się tam i tańczyły do muzyki granej przez rozliczne zespoły. Cydr lał się strumieniami, pijackie piosenki brzmiały dźwięcznie wokoło. Kontrastowało to z częścią bardziej dostojnego towarzystwa. Niektóre kuce ubrane w stroje wyjściowe zręcznie przeciskały się przez ignorancką ciżbę.  Lekarz usłyszał, że ta część społeczności wraca z miasta z pokazów, ale należy do tych biedniejszych i woli nie wydawać fortuny na jedzenie w restauracjach. Z ich rozmów dało się wywnioskować, że pokazy są oszałamiające, choć nawet jeszcze się na dobre nie zaczęły. Ich oficjalne otwarcie miało nastąpić za dwa dni. 

 

Ogier udał się do miasta. Bramy stały otworem, a wszędzie unosił się swąd dymu. W ciasnych uliczkach było o kilka stopni cieplej i znacznie duszniej niż poza miastem. Przechadzały się tamtędy kuce różnego pokroju. Były ubrane w czarne fraki i cylindry ogiery z wyższych sfer, wracające z obchodu swych fabryk. Ich obstawa, zwykle rosłe pegazy z długimi czarnymi płaszczami i kapeluszami z szerokim rondem. Następnie do mozaik można było włączyć luźne towarzystwo rozbijające się po mieście w celach towarzyskich, robotników pracujących we wszechobecnych fabrykach, oprócz tego jakieś kuce spod ciemnej gwiazdy. W poszarpanych ubraniach z nieogolonymi brodami i poczerwieniałymi oczami. W ciemnych zaułkach stało jeszcze mroczniejsze towarzystwo. Często opierające się o ścianę ogiery ze schowanymi do brudnych płaszczy kopytami, z protezami oczu, które niespokojnie i mechanicznie kręciły się nienaturalnie. Obrazu dopełniały co jakiś czas stojące i uśmiechające się zagadkowo klacze o krótkich, choć falbanowych sukniach w niegdyś jaskrawych, teraz zasmolonych kolorach oraz przechadzające się patrole policji w niebieskich, wyczyszczonych mundurach.

 

Gdy Grass wyszedł z dzielnic przemysłowych napotkał na blokadę policyjną. Służby ustawiły wręcz barykadę i w kordonie rewidowały wchodzących dalej. Gdy ogier podszedł jeden z policjantów spojrzał na niego. Wzrok powędrował od kopyt, aż do twarzy. Surowa mina i wyciągnięte kopyto sugerowało,że oczekuje on na jakiś papier. Gras miał jedynie zaproszenie od Cherry, więc je pokazał. Na szczęście policjant ukłonił się i przepuścił lekarza. Za barykadą mieściła się olbrzymia szara kotara w kształcie półkuli, wchodzącej w ziemię. Przy samym podłożu zamontowana była gigantyczna metalowa obręcz, której tylko część Grass był w stanie dostrzec. Obok ustawione wielkie machiny z monotonnym hukiem wykonywały potężne, choć powolne ruchy brązowymi miechami. Kolejne przejście było śluzą. Po przebyciu dwóch metalowych drzwi ogier wszedł do zupełnie nowej rzeczywistości. Kotara od wewnątrz była pomalowana na wzór ogrodu. W środku rosła trawa, a powietrze było rześkie jak w Ponyville.

 

Stąd dopiero Grass uświadomił sobie rozmiary kopuły. Zasłaniała ona całe centrum miasta. Pod nią mieściły się rozmaite lokale, sama śmietanka towarzyska rozmawiała i spożywała wykwintne posiłki. Słychać było konwersacje tak o kulturze, jak i o biznesie, no i oczywiście o nauce. Ta emanowała z tego miejsca wręcz niczym latarnia wiedzy. Poza budynkami usługowymi bowiem miejsce zajmowały wystawy. Wiele z nich było jeszcze puste, ale pozostałe wypełniały rozmaite urządzenia. Ku zadziwieniu Grassa wszystkie były zasłonięte błękitnymi kotarami, tak aby nikt nie mógł ich zobaczyć. Dodatkowi policjanci specjalnie pilnowali, aby nikt nie zaglądał tam ,gdzie nie wolno. Przed swymi skrytymi dziełami stały ogiery i klacze. Wyglądali na twórców tych wynalazków. Odpowiadali na pytania i rozdawali krótkie notki na kartkach. W dalszej części kopuły wyglądały wysokie wieżowce, wychodzące poza sklepienie półkuli. Tam były najprawdopodobniej pomieszczenia mieszkalne. Trzeba było jednak przyznać, że panowała tu wybitnie unikalna atmosfera. Łącząca w sobie zarówno spokój, jak i gwar zaciekawionych rozmów, naturę i świeżość, z technologią i parą, dystyngowane towarzystwo i prawie dziecięcą, nieposkromioną ciekawość. Grass rozejrzał się, naiwnie wierząc, że może zauważy Cherry, ale niestety nigdzie nie dostrzegł klaczy.        

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...