Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Panda Hippis

[Grimdark] Palenie zabija (KreeoLe)

Recommended Posts

(Jako iż nie napisałaś dokładnego miejsca zamieszkania, to ja podam miasto :P Najwyżej mnie poprawisz)

Detroit. Właśnie nastawał ranek. Słońce powoli i ospale wznosiło się ponad horyzont, a Księżyc w pełni chował się za wysokimi budynkami, by chwilę później zniknąć i oddać Złotej Gwieździe całe niebo.

Ty jeszcze leżałaś w swoim wielkim łożu. Jeszcze spałaś. Gdy jednak pierwsze promienie Słoneczka wdarły się do pokoju, oświetlając Twoją twarz - obudziłaś się. Spojrzałaś na zegarek. Była dopiero 7:38. Wstałaś więc wolno i ociężale, po czym pofatygowałaś się do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Oczywiście nie zapomniałaś zapalić! Wyciągnęłaś z lodówki piwko i po podgrzaniu ostatniego kawałka pizzy z wczoraj, usiadłaś na kanapie i włączyłaś telewizor, delektując się smakiem ciepłego kawałka ciasta i zimnego alkoholu.

Nie zdążyłaś wysłuchać pierwszych słów pogodynki z telewizji, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi...

Share this post


Link to post
Share on other sites

     – No kurwa... – Zaklęłam, z trudem dźwigając się z fotela.

 

   Po drodze odstawiłam piwo i kawałek ugryzionej, wczorajszej zresztą, pizzy na stoliku przy wejściu. Papieros nadal tkwił między moimi zębami, z ust wypuściłam obłok szarego dymu. Po cholerę ktoś miałby do mnie przychodzić takim rankiem? Pojebało chyba ich wszystkich, mogliby spokojnie siedzieć w domu i nie zawracać głowy. To chyba popsuło mi cały dzień, bo miałam zamiar siedzieć przez kilka godzin w miejscu grzejąc dupskiem fotel. Obowiązkowo z dużym zapasem papierochów, piwa i resztek jedzenia sprzed kilku dni. Poprzeklinałam jeszcze chwilę pod nosem, przekręcając klucz w drzwiach. Szybkim ruchem otworzyłam je, patrząc ponurym wzrokiem, lekko zgarbiona.

 

     – Czego? – Burknęłam.

Edited by KreeoLe

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wstając by otworzyć drzwi, przypadkowo potrąciłaś popielniczkę i cała zawartość, jak i samo naczynie spadło na ziemię, brudząc przy tym dywanik.

Gdy już otworzyłaś drzwi, ujrzałaś przed nimi małą postać. Ubrana była w stare, poszarpane i dziurawe jeansy i starą, oliwkową koszulę. Natomiast osoba ta miała zarzucony na siebie bardzo długi, brązowy płaszcz, prawdopodobnie nowy. Nie mogłaś w tym momencie jednoznacznie stwierdzić jakiej płci jest dany osobnik, ale postura sugerowała, że jest to chłopczyk.

- Dzień dobry... Dałaby mi pani kilka groszy na jedzenie? - w tym momencie nie miałaś już wątpliwości, że to chłopak. Młody wyciągnął ręce na znak, że czeka na gotówkę i czekał na Twoją reakcję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

   Westchnęłam, gdy popielniczka spadła na ziemię. I tak pewnie znając życie nie posprzątam tego. Dywanik czysty bardzo też nie był... Przed drzwiami stał mały chłopczyk. Wysłuchałam go, spokojnie dymając papierosa. Gdy skończył zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu i parsknęłam:

 

     – Wypad stąd, dzieciaku – warknęłam, strącając trochę gorącego popiołu z papierosa na jego wystawione ręce; patrzyłam na niego z góry. – Nie życzę sobie, żeby jakieś biedne, małe żule wyłudzały ode mnie kasę. Idź zbierać puszki i nie zawracaj uczciwym ludziom głowy, gówniarzu.

 

   Kończąc swoją jakże uprzejmą odpowiedź zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, trzaskając nimi. Nie będzie mi tu jakiś dzieciak prosił o... o cokolwiek. Co mnie on obchodzi? Przez niego musiałam wstać z mojego fotela, w dodatku strąciłam tą pieprzoną popielniczkę. Taki to potrafi spierdolić cały dzień - "na jedzenie", jasne. Widziałam ten jego płaszcz, nowiutki. Pewnie komuś ukradł, mały złodziej pieprzony. Niech kradnie sobie żarcie. Gdzie indziej, byle nie tu i byleby nie zawracał mi głowy swoją zasraną osobą. Nienawidzę dzieci.

   Wlokąc za sobą nogi poszłam powoli w stronę fotela, po drodze łapiąc piwo i kawałek pizzy, w który ponownie się wgryzłam. Rozsiadłam się w fotelu, mając nadzieję, że nikt już nie będzie zawracał mi głowy i w spokoju będę mogła dokończyć palenie papierosa. A potem zapewne zapalę następnego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy zamknęłaś drzwi, usłyszałaś tylko cichy szloch i oddalające się echo... Chłopiec zwiał. 

Ty zaś wkurzona wróciłaś do przerwanych wcześniej czynności. Rozsiadłaś się wygodnie w fotelu i zaczęłaś oglądać telewizję. Akurat było włączone na wiadomościach. Prezenterka mówiła o pogodzie.

Wiatr, który zaczął wiać od wczoraj wieczorem na wschodnim wybrzeżu, przybrał na sile i osiągnął prędkość 190km/h. Miasta, w które uderzyła wichura, ogłosiły stan wyjątkowy. Na szczęście do tej pory nikomu nic się nie stało.

Uwaga! Pilna wiadomość! Policja w Detroit kazała przekazać, że dziś rano, o godzinie 6.44, zaginął Jim Morrison. 15-latek zniknął nagle ze szkoły. Prawdopodobnie mógł go porwać "Jigsaw", czyli niejaki Pan Puzzel. Gdyby ktoś widział chłopca, ma natychmiast da znać policji!

Po tej jakże tragicznej dla reszty społeczeństwa wiadomości, zostało pokazane zdjęcie nastolatka. Pryszczaty dzieciak z krótkimi brązowymi włosami i piwnymi oczami. Gęste czarne brwi, które prawie łączyły się ze sobą. Nie wiadomo, dlaczego ktoś miały akurat porywać takiego brzydala! 

Wzięłaś kolejnego gryza pizzy i słyszałaś co chwilę syreny radiowozów, które co chwila przejeżdżały pod Twoim mieszkaniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wypaliłam peta do końca i cisnęłam go na dywan, przygniatając nogą. Powiedzieli o pogodzie i w tym samym momencie wsłuchałam się w dźwięk syren dobiegający z pojazdu przejeżdżającego obok domu. Chwilę potem pokazali zdjęcie jakiegoś... Pryszczatego bachora z krzaczastymi brwiami. Kto by takiego chciał porywać, brzydki jak mało kto. Zresztą, co mnie to obchodzi, w dupie miałam co się mu stało.

Już bardziej interesował mnie owy Jigsaw - jakiś tajemniczy porywacz? Co to za popieprzony Puzel? Wohoho, straszne, już się boję. Policja na tym zadupiu nie potrafi złapać jakiegoś frajera, który w jakimś celu porywa nastolatków? Dobre sobie. Zresztą, niech sobie porywa i morduje. Ja na razie delektowałam się gumiastą pizzą. Wzięłam dwa porządne łyki piwa i przełączyłam na losowy kanał, szukając czegoś ciekawego. Gdy skończyłam jeść, wyciągnęłam kolejnego papierosa i zapalniczkę. Tak, to poprawia dzień, który rozpoczął się beznadziejnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy słuchałaś wiadomości o Panu Puzzlu, przypomniałaś sobie znów tego żebraka. A dokładniej jego ręce... Były całe w piegach i pryszczach, co było dosyć dziwne. Miał chyba na nich rude włoski... To mógł być ten dzieciak co go porwali!

Wzięłaś kolejny gryz pizzy i przełączyłaś na inny kanał. Akurat włączyłaś kanał z bajkami dla dzieci. Leciało coś od Disney'a... Nie patrzyłaś na to jednak za długo, gdy kolejny raz ktoś zadzwonił do drzwi. Znów ktoś Ci spieprzy dzień...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten dzieciak... Żebrak, ten gnój...? Piegi, jakby podobny w sumie... Czyżby to on zwiał z domu i żebrał? Bez sensu, bezrozumne dziecko. Potwór, gnida mała, nie dziecko.

A mojego nastroju zdecydowanie kurwa nie polepszył drugi dziś dzwonek do drzwi. Spieprzyć dzień, chamstwo. Zaklęłam głośno i tupiąc nogami poszłam do drzwi. Po drodze nadepnęłam na popielniczkę, rozgniatając ją już doszczętnie swoim ciężarem. Szarpnęłam drzwiami z całej siły - następnym razem już nikomu nie otwieram. Nie będą mi gnidy psuć dnia, kimkolwiek by byli. Moja twarz zrobiła się czerwona.

- Czego znowu, do pieprzonej cholery?! - Krzyknęłam, nie patrząc wcześniej, kto to.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przed drzwiami stało dwóch umundurowanych policjantów. Nie byli zadowoleni ze zwrotu, którego użyłaś w swoim "powitaniu". Spojrzeli na Ciebie groźnym wzrokiem.

- Dobry... - zaczął jeden z nich. - Jesteśmy tu w sprawie zaginięcia 15-letniego Jima Morrisona. Nieliczni świadkowie powiedzieli nam, że był w tym bloku, właśnie na tej klatce dziś rano. W związku z tym chcielibyśmy zadać pani kilka pytań, czy możemy? - zakończył i wykonał gest, który oznaczał chęć wejścia do środka, po czym szturchnął swojego partnera w ramię, który natychmiastowo wyciągnął notes i długopis. Natomiast on, przytrzymał drzwi, by móc wejść do mieszkania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

     – Eee... cholera... Taa, tak, proszę bardzo. Zapraszam do środka. – Powiedziałam z krztą ironii, początkowo trochę speszona.

 

   W moim domu był burdel. Nie, to było coś gorszego. Panował tu niemiłosierny bród i syf, który miał chyba mało kto w okolicy. Nie miałam pojęcia, kto niby widział tego małego gnoja przed moją klatką. Cóż... i tak miałam zamiar powiedzieć im prawdę. A co ja takiego zrobiłam, do cholery? Spróbowałam ochłonąć. Nadal się garbiłam, z ust nie wyjmowałam peta. Gestem dłoni zaprosiłam ich do środka i zamknęłam za nimi drzwi. Oparłam się o fotel, na którym to tak uwielbiałam przesiadywać cały dzień. W telewizji nadal leciała jakaś bajka Disney'a, której nie zdążyłam wyłączyć.

   Spojrzałam na nich znużonym wzrokiem, czekając na pytania, które mieli mi zadać. Wszystko przez tego Jima Morrisona...

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Piszę teraz szybko i chaotycznie, bo nie mam zbytnio czasu. Musisz mi wybaczyć....)

 

Obydwaj policjanci szybko weszli do środka. Rozejrzeli się po mieszkaniu i widząc otaczający ich syf, zrobili miny, które miały wyrażać obrzydzenie oraz pomachali ręką przed twarzą, sygnalizując niemiłosierny smród. Bo w rzeczywistości tak właśnie tam było.. 

Panowie usiedli w salonie na kanapie i spojrzeli na Ciebie podejrzliwie.

- No, panno... Szeniq... Szariq... Panno Hathaway. Co pani robiła jakieś dziesięć minut temu? Z zeznań sąsiadów wiemy, że wtedy do Waszej klatki wszedł poszukiwany chłopak. Proszę mówić szczerze... W najgorszym wypadku oskarżymy panią o współudział w porwaniu... - gliniarze uśmiechnęli się szeroko i zaczęli śmiać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałam na nich z zażenowaniem. Żałosne.

Ano był tu jakiś gówniarz dziś. Prosił o jedzenie, czy tam, jakieś pieniądze. No odmówiłam, powiedziałam żeby spadał — mówiłam z obojętnością. — Nie przepadam za dziećmi i biedakami, panowie. Dopiero potem wiadomości obejrzałam i mi się tak skojarzyło, że podobny. Ale cóż miałam poradzić, toż ja nie poznałam tego chłopaka. Twarzy nie było widać, miał na sobie nowy płaszcz.

Wzruszyłam ramionami, ukazując, że nic więcej nie wiem i to nie moja wina. Bo tak było i winna się zdecydowanie nie czułam. Patrzyłam na nich, jakby ironicznie, czekając na dalsze pytania miłych panów z policji...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nowy płaszcz, hmm? - spytał retorycznie jeden z gliniarzy. - Podejrzewamy, że ten płaszcz mógł skraść. Musimy jednak zabrać panią na komisariat. Pobierzemy pani krew oraz odciski palców na przyszłość, gdyby miało się stać najgorsze - poinformował z cichą, niezauważalną satysfakcją w głosie.  

Drugi policjant odpiął ze swojego paska kajdanki, po czym szybkim ruchem zakuł Cię w nie, rękami do przodu. Widocznie sprawiało mu to radość, bo uśmiechał się szeroko w Twoją stronę i czochrał po głowie.

- Może jeszcze dziś pani wyjdzie z naszej budy - wyszeptał Ci do ucha, po czym wywlókł z mieszkania.

Pierwszy pies szedł za Wami, a gdy tylko przekroczyliście próg domu, dał Ci solidnego klapsa w tyłek, jak w rasowych pornolach. Trafiłaś na ukochanych w świecie fetyszystów. Naprawdę miałaś dzisiaj pecha. Gdy już zeszliście na sam dół, mili panowie wepchnęli Cię do samochodu. Oczywiście jak na zboczeńców przystało, jeden wpakował się na tylne siedzenia razem z Tobą. Był to ten brzydszy. Gruby, w okularach, na szczęście blondyn. Ruszyliście z piskiem opon, a wtedy... Wtedy Twój adorator zaczął się do Ciebie dobierać. Najpierw pieścił Twoje włosy, a jego druga ręka powoli zjeżdżała od szyi w dół...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez cały czas milczałam. Wychodząc z mieszkania zabrałam klucze i zamknęłam dom. Jeszcze tego by brakowało, żeby mnie okradli. Szłam szybko, kajdanki jak na złość uwierały i znów powtórzyłam sobie o zjebanym dniu, bo na taki właśnie trafiłam.
I gdy miałam nadzieję, że to koniec i gorzej być nie może, poczułam klapsa na swoim tyłku. Cholera, na chwilę zabrakło mi tchu z zaskoczenia. Tym razem nie odezwałam się. Jakby wrócił mi zdrowy rozsądek — to nic, a przecież nie warto robić sobie więcej kłopotów. Te psy mają władzę i mogą zrobić co będą chcieli, nie warto się kłócić. Krew, odciski palców i z powrotem na fotel.
Zawrzało we mnie dopiero gdy po wejściu do radiowozu ten okropny skurwiel zaczął się do mnie dobierać. Milczałam przez kilka minut, ale potem nawet nie hamowałam się — odepchnęłam brutalnie jego dłoń i krzyknęłam:
Nawet nie próbuj mnie tknąć, cholerny zboczeńcu, bo pożałujesz! — Pogroziłam mu palcem, odsuwając się w bok i robiąc się lekko czerwona na twarzy.

Edited by KreeoLe

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ojj... Widzę, że nie ktoś tu nie lubi jak się go dotyka - powiedział z uśmiechem grubas do swojego kolegi. - Chyba trzeba ją nauczyć, że NAM się nie odmawia...

- Masz rację, Billy - odpowiedział drugi gliniarz, po czym skręcił w ślepą, ciemną uliczkę, tuż przed komisariatem. Gruby otworzył drzwi, po czym wywlókł Cię pod najbliższe drzewo. Chudszy zgasił silnik i szybko do Was podbiegł. Billy odpiął Ci kajdanki, a jego przyjaciel przytrzymywał bardzo mocno i brutalnie Twoje ręce. Spasiony policjant szybko ściągnął z Ciebie spódnicę, ukazując Twoje żółte majteczki w różowe serduszka. Oczywiście te również próbował zdjąć...

Tymczasem drugi z gliniarzy trzymał mocno Twoje rączki i starał Cię obcałowywać po twarzy i szyi, by jeszcze bardziej Cię zdenerwować. Nikt niestety nie widział co robi Ci tych dwoje skurwieli, więc jedyne co Ci pozostało, to krzyk...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Milczałam, gdy drugi glina odpowiedział owemu Billy'emu. Powoli ogarniał mnie strach, gdy radiowóz skręcił w wąską uliczkę. Odsunęłam się w jak najciemniejszy kąt samochodu, lekko drżąc. Bałam się i to cholernie. Można powiedzieć, że strach mnie paraliżował.

Wtedy siłą wyciągnęli mnie z auta i poczułam, że moja jasna skóra bladnie jeszcze bardziej. Wysiadłam na nogach jak z galarety. Uścisk trzymając moje ręce był bardzo mocny, wcale nie lepszy niż kajdanki. Gdy grubas zdjął mi spódnicę, zaczęłam się szarpać.

— P-puść mnie! — Warknęłam niepewnie, jękliwie.

Z całej siły zacisnęłam nogi i miotałam się na wszystkie strony. Chudy, który trzymał mnie, zaczął całować moją szyję i twarz. Jęknęłam, zdenerwowana i przerażona.

Dopiero po chwili zaczęłam krzyczeć. Drzeć się na całe gardło, ryzykując bardzo mocne zdarcie strun głosowych. Wyrywałam się i starałam kopać, próbując przeszkodzić grubasowi przed całkowitym rozebraniem mnie.

— POMOOOCY! — Wydarłam się w pustą ulicę z nadzieją, że ktoś usłyszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krzyczałaś i krzyczałaś... Z początku nic to nie dawało. Policjanci rozebrali Cię do naga. Gruby misio właśnie wyciągał swojego małego koleżkę, a chudszy wciąż Cię całował i macał cycuszki (<3). Wreszcie w pewnym momencie zza cienia wyłoniła się postać. Postać kobiety. Wychudzona, w podartych ubraniach. Miała krótkie, mocno czarne włosy. Trzymała w ręku prawie pustą strzykawkę. Słysząc Twoje krzyki, podbiegła do Was, po czym wbiła igiełkę w ramię Billy'ego, który oszołomiony upadł na ziemię. Jego przyjaciel puścił wreszcie Twoje ręce i rzucił się w kierunku narkomanki. Ta szybko wyciągnęła strzykawkę z ramienia grubaska i starała się wbić w serce gliniarza. Było widać, że w otwartej walce osłabiona dziewczyna nie ma wielkich szans... Z każdą sekundą mundurowy zdobywał przewagę i był bliski zabrania jej igły z narkotykiem i wstrzyknąć jej całą zawartość, tym samym, pozbawiając życia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cała naga stałam tam, molestowana przez dwóch zjebanych gliniarzy, krzycząc i szarpiąc się. Co wiele nie dawało. Było mi... niedobrze i źle. Czułam się upokorzona i bezsilna, i było mi cholernie zimno.

Wtedy zobaczyłam dziewczynę, której barwa włosów była podobna do moich. Te jednak były krótsze, kobieta ubrana była w podarte spodnie. Wszystko działo się bardzo szybko, po chwili owy Billy padł na ziemię. Chudy puścił mnie, rzucając się na moją "wybawicielkę". Oszołomiona stałam tam przez chwilę patrząc, jak glina chce odebrać jej strzykawkę.

Postanowiłam zareagować. Pomóc tej narkomance. Wtedy nawet nie myślałam mojej nagości. Rozpędziłam się i zaszarżowałam na policjanta, próbując powalić go na ziemię moim ciałem, albo chociaż wyprowadzić z równowagi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...