KreeoLe

Brony
  • Zawartość

    678
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

39 Dobra

O KreeoLe

  • Ranga
    Oh, really?

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    46725148

Informacje profilowe

  • Płeć
    Klacz

Ostatnio na profilu byli

4143 wyświetleń profilu
  1. Hej, żyję, jakby ktoś się kiedyś zastanawiał.

  2. Co u was, misiaczki? Jak się żyje?

    1. Dayan

      Dayan

      Koko Jambo i do przodu.

    2. Sajback Gray

      Sajback Gray

      Fajnie. Hej Kreeo ^^

    3. Tisosek

      Tisosek

      #jestmoc, kolejówka uczy i rozpija.

      Nie no, nie rozpija. To nie tak, że to zła szkoła jest.

  3. W tym czasie szczur był pięć metrów od ciebie. Nagle z jego tyłka wysunął się... Ogon, długi i pokryty małymi igiełkami. Co to kurwa, jakaś tajna broń?! Nieważne, musiałeś uważać. Nagle jedna z kul drasnęła go w grube podbrzusze, a szczur pisnął i aż podskoczył z bólu. A więc to był słaby punkt - ale i trudno dostępny! Musiałeś atakować zanim zamachnie się tym ogonem i zabije cię, tyle że tym razem naprawdę, a nie w jakiejś wizji...
  4. Stwór nie wydał żadnego konkretnego dźwięku - było to coś między piskiem a charczeniem. Z jego głowy trysła krew. Oderwałeś mu uszy kulami, ale nic poza tym. Dziwnym slalomem zbliżył się do ciebie, niezbyt szybko. Czyżby Szani nie powiedziała ci o pancernej skórze? Ups, jaka szkoda. Musiałeś znaleźć.jego słaby punkt zanim się niebezpiecznie do ciebie zbliży.
  5. — Ano podpowiem trochę. Nie jest bardzo silny, ale dla nowego na pustyni może być to kłopot. Musisz uważać na ogon i zęby, pazury nic ci nie zrobią. Zamilkła. — No, dalej! Rozgryź go i pokonaj tak, żebym nie musiała cię ratować. Znów przybrała szelmowski wyraz twarzy i podparła boki rękoma. Miałeś broń, a więc trzeba było ruszać i zabić to gówno.
  6. *uczyniła Widzę, że masz plany. xD Mówiłam, chcesz to modyfikuj, chyba, że 16 jest przeszkodą...
  7. Sratatata, przywiązanie do kucyka... Przedstawiam ci, wam, moją najukochańszą, dosłownie miłowaną przeze mnie OC, Corrie. Wpycham ją do każdego fanfika i jestem do niej niezmiernie przywiązana, taada! Ale nie będę pasować. Dręcz, tnij, molestuj psychicznie, rób co chcesz. Uwielbiam gdy moje dzieło, moje ukochane OC występuje w jakimkolwiek dobrym fiku. A czy jest tam psychopatą, czy kretynką, dręczoną, czy wesołą to już nie ma znaczenia. Żeby tylko fanfik był dobry. A to brzmi zachęcająco. OC nie umiera od jednego fika, no heloł! Chyba, że ktoś nie lubi czytać jak ktoś dręczy jego postać, no to może. Może, może. Może na coś moja Corrie się przyda, możesz modyfikować niektóre elementy i robić co chcesz. Tyle informacji powinno wystarczyć: http://mlppolska.pl/watek/4707-corrie-carver/ BTW, pisane dość dawno i mogą być błędy, mój stary głupi styl i te inne. Jakby się nie podobało, mogę napisać od nowa i jaśniej. ; )
  8. Chcę więcej o tym fiku, bo na razie prawie nic nie wiemy. Piszecie razem, czy któraś z was jest znającym się na tym korektorem? xd Znaczy, OC (ha, znów moja Corrie! xD) i tak daję. Też link, powinno wystarczyć. http://mlppolska.pl/watek/4707-corrie-carver/
  9. Ja tam czekam na fragment, który SPIDI obiecywał tydzień temu. Będzie dziś/jutro? : P
  10. Ja też raczej nie będę obecna przez jakiś czas. Problemy z komputerem i internetem. Postaram się odpisywać w sesjach i zrobić coś w dziale z telefonu, ale nie obiecuje.
  11. Wyjęcie czipa wyglądało na możliwe, ale rozsądniej było zrobić to później, gdy rozstawicie obóz. Powoli się ściemniało, chociaż mogłoby się zdawać, że dopiero co było południe. Być może tak to działało w tym świecie. W milczeniu szliście dość szybkim krokiem, wiedząc, że macie przed sobą jeszcze kilka dni wędrówki. Szani co jakiś czas mamrotała cicho pod nosem sama do siebie i zdawała się o tobie chwilami zapominać. Jakieś pół godziny później ujrzeliście kilkadziesiąt metrów dalej jakiegoś wielkiego potwora. Szani wydawała się tym bardzo nie przejmować, ale po chwili lekko się zmartwiła — zapewne chodziło jej o magię, której teraz nie mogła używać. Gdy wytężyłeś wzrok zobaczyłeś szczura, który był wielkości kucyka. Był szaro-brązowy, miał wielkie, poskręcane pazury. Z jego pyska wystawały gigantyczne, żółte zęby. Nie miał ogona. Zapewne był efektem promieniowania. Szaniqua zatrzymała się na chwilę. — Sprawdźmy cię — mruknęła cicho, po czym wyszczerzyła zęby. — Jakieś pomysły na zmiecenie tego giganta z ziemi, czy może na początku trochę ci o nim opowiem?
  12. Ogier zamyślił się na chwilę. — Tak, to chyba ona. — Powiedział tylko i zamilkł. Przerwała mu pielęgniarka, która przyszła z jedzeniem. Szybko ten czas minął, choć trudno stwierdzić czy tak do końca dobrze. Tym razem klacz nie wygoniła go, a tylko kazała przesunąć się. Postawiła na specjalnej, wysuwanej tacy, blacie miskę z jakąś zieloną papką — tym razem nie wyglądała jednak tak źle. Zaproponowała, żebyś sama spróbowała zjeść i spróbować sprawności swoich kopyt. Dla kucyków ziemskich trzymanie łyżki czy widelca nigdy nie było fajną sprawą, a w dodatku kazała ci to robić w takim stanie. Pielęgniarka wyglądała jednak jakby była ci skora od razu pomóc w razie potrzeby, więc martwić się o zjedzenie tej obrzydliwej papki nie ma co.
  13. Ogier spojrzał na ciebie zdziwiony. Po chwili parsknął śmiechem i odezwał się: — Kolego... Ja tej panny nawet nie znam. Zawracała mi głowę i się targować jeszcze próbowała, a ja z cen nie zchodzę — a więc był to handlarz. — Szczerze, to myślałem, że to twoja dziewczyna gdy tak przybiegłeś. Ale jak widać tak nie jest. Podrapał się kopytem po karku i wymamrotał coś pod nosem. Dopiero po chwili dokończył: — Rób se pan z nią co chcesz. To jakaś młoda jest i nie wiem czy może z domu nie uciekła — wzruszył ramionami. — Możesz ją nawet zostawić, a jakby co to ja jej nie znam i nic nie wiem. Rzucił ci krótkie spojrzenie i oddalił się do straży. A więc wcale jej nie znał. Aria podtrzymała klacz i pomagała jej stać; wyglądała na zmartwioną i trochę zatroskaną. Rzeczywiście, wyglądała ona na młodszą od was o kilka lat. Kuśtykała i niezbyt dawała sobie radę, ale... Skąd ona niby się wzięła i kim jest?
  14. — Myślę, że już zostało to zgłoszone — powiedziała niepewnie klacz. — Chyba... Spróbuję pójść kilka kroków... Mówiąc pierwsze zdanie wskazała na dwóch strażników miejskich pilnujących porządku idących tu razem z granatowym ogierem. Po drugim zdaniu wyprostowała się i przeszła kilka kroków. Pisnęła, przednie kopyto zgięło się i prawie upadła. Straż weszła do budynku. Aria skinęła do ciebie głową, zastanawiając się nad czymś. Podtrzymała jednorożkę i westchnęła. — To co teraz, Ren? — Spytała półszeptem.
  15. Kucyki wokół już od dłuższej chwili widziały całe zdarzenie, ale dopiero po twoim krzyku odsunęły się dalej. Klacz uśmiechnęła się lekko i wstała. Granatowy, masywny ogier chwycił twoje kopyto i dźwignął się z ziemi. — Zajmij się nią, ja sprawdzę co się dzieje. — Powiedział do ciebie krótko, po czym odszedł. Limonkowy jednorożec otrzepał się z brudu i spojrzał na ciebie niepewnie. — Tylko trochę boli mnie kopyto, ale jest w porządku. Dzięki. Poza tym myślę, że lepiej odejść stąd jak najdalej. — Powiedziała cicho. Już po chwili na ziemię spadł kolejny grad odłamków szkła z szyb, które rozlatywały się wciąż z niewiadomego powodu. Chyba każdy był bezpieczny, razem z klaczą odeszłeś kawałek dalej. Po chwili dobiegła do was zdezorientowana Aria. — Co się dzieje? — spytała, po czym zwróciła się do klaczy. — Nic pani nie jest?