Jump to content

D.E.F.S

Opiekun Działu
  • Posts

    573
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    22

Posts posted by D.E.F.S

  1. Witajcie moi drodzy.

    Pięć lat temu zorganizowałem serię konkursów o wdzięcznej nazwie Cztery Pory Roku.

    Seria kończyła się właśnie Konkursem Koszmarnym.

    W tym roku chciałbym ponowić serię.

    Zapraszam was na...

     

    picsart_22_10_05_10_15_00_638_by_firesky

     

    Tematem przewodnim są koszmary i zabobony

    związane z Halloween i Nocą Koszmarnej Luny.

    Chciałbym, abyście napisali opowiadanie,

    zawierające straszliwą przygodę waszego ulubionego bohatera.

    Niech poniesie was wyobraźnia.

    Jedyne co was powinno ograniczać, to nasz regulamin.

    Ważne, aby był zachowany straszny klimat.

    A teraz kilka zasad, które warto przeczytać:

     

     

    1. Limit słów - minimum 1000

    2. Termin oddawania prac - 23:59:59 10.11.2022

    3. Opowiadania muszą być w klimacie MLP

    4. Formatem obowiązującym jest wysyłanie linków do google docs, w których będą prace. 1 link = 1 fanfik. Przypominam, że po opublikowaniu opowiadania nie można dokonywać w nim żadnych zmian, dlatego proszę o wyłączenie opcji komentowania/edycji aż do ogłoszenia wyników. Jednocześnie prace można publikować w dziale po zakończeniu terminu ich wysyłania, ale nie przed ogłoszeniem wyników.

    5. Tagi - dowolne, zarówno w liczbie jak i w rodzaju (z wyłączeniem gore/clop). Przypominam, iż tu w konkursie, nie trzeba umieszczać tagów obowiązkowych - one wchodzą dopiero przy normalnej publikacji. Aczkolwiek jakiekolwiek tagi są wymagane, byśmy mogli na ich podstawie poprawnie ocenić opowiadanie.

    6. Możemy oddać jedno opowiadane.

    7. Główna bohaterka/bohater musi należeć do kanonu serialowego lub filmowego G4/EqG/G5 . Także multum postaci do wyboru.

    8. Prace, które nie  przekroczą limitu słów, będą zawierać elementy gore/clop, zostaną poddane korekcie przez osoby trzecie lub zostaną wysłane po terminie podlegają natychmiastowej i nieodwołalnej dyskwalifikacji.

    9. Trzy najlepsze opowiadania zostaną nagrodzone upominkami MLP.

    10. Skład Sędziowski : Cahan Straszliwa, Upiorna Rarity, Potworny Darth Evill

    11. Przystępując do konkursu uczestnicy w całości akceptują powyższe postanowienia.

     

     

    A więc na co czekasz....

    • Upvote 1
    • Like 1
  2. Przed wami szyderczy skrót Obsidianowej serii, a właściwie odcinka specjalnego, ale najpierw poznajmy historię kota, co runami miota. Zaczynajmy

     

    A tak bardziej poważnie Rozdział 8,5 przypadł mi do gustu bardziej niż osiem pozostałych. Może dlatego, że jest to mała odskocznia od głównej bohaterki jaką jest Obisidian, a może dlatego, że Rarity w końcu pogoniła autora za zbyt wolne tempo akcji. Kto wie? Przejdźmy zatem do super skróconej wersji wydarzeń

     

    Pocharatana Applejack przybywa do Twilight I zdaję jej raport z udanego polowania na Kota. Tyle w temacie.

    Podoba mi się forma, z jaką się tu spotkałem. Mianowicie przeplatanie się rozmowy dwóch alikornic i historia pojmania sługusa Sombry. Jest to bardzo dobre rozwiązanie i hołduje złotej zasadzie "Nie opisuj, pokaż!" To zdecydowanie na plus. Rarity musi dopilnować, aby autor czasem nie popadł w samozachwyt, gdyż to często gęsto kończy się spadkiem jakości w kolejnych odsłonach. Iść w tym kierunku, a grzechy poprzednich rozdziałów będą mniej raziły w oczy. Fabularnie też jest niczego sobie, mamy tu osadę na zmrożonym wypizdowie, która zdaje się być pozbawiona życia, a jednak życie jest w tawernie gdzie Kot przetrzymuje swoich zakładników. Jeśli zaś chodzi o runy to bardziej pasowały by na kulturę nordycką. Tu zaś mamy nawiązanie do bliskiego wchodu, a samo ich użycie przeciwko malamutom przyniosło mi na myśl walkę Oogwaya z Tajlungiem. Malamuty zostały dobrze opisane. Wyobraziłem sobie te wszystkie furry arty krążące po internecie. Autor chyba chciał przedstawić je jako kozaki, ale niestety w forumowym multiversum jest miejsce dla jednego giga chada i myślę, że nawet nie trzeba wymieniać jego imienia. Użycie run jest całkiem spoko, rysujesz runę i umacniasz magią, proste i przejrzyste. Nie pasowało mi zaś to, że ostatniej runy nie napełniono magią zła, bo magia miłości jest silniejsza. Za bardzo harrypotterowe klimaty. Zaraz potem, gdy dochodziłem już do końca rozdziału, do głowy wpadło mi jeszcze jedno pytanie. Co z pazurami? Ucieszyłem się, że za chwilę Twi zadała to samo pytanie, jednak odpowiedź nie usatysfakcjonowała mnie w stu procentach. A I najważniejsze, cieszy mordka, gdy nawiązałeś do Catriny, złodupca z czasów kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Taka łezka sentymentu. To był strzał w dziesiątkę.

    Ghator robi postępy, fik nabiera tempa i robi się ciekawie. Aż chce się czytać
    Mocne 2/10.

    Ps. Pisz Gamoniu! :)

    • Upvote 1
    • Confused 1
  3. Pora nasmarować tu komentarz. Skupię się na rozdziałach 1-5 gdyż później fik zmienia kierunek i zasługuje na osobny komentarz 6-8 który pojawi się w niedalekiej przyszłości.

     

    A więc zaczynamy.

     

    Fik został mi polecony przez samą autorkę i jestem zadowolony z lektury. To klimaty jakie lubię. Mój wcześniejszy head canon opierał się na podobnych schematach, co daje taką nutkę nostalgii.

     

    A więc mamy tu opowieść o młodej księżniczcee, która według prawa powinna zostać następcą tronu jako pierworodna. Niestety następcą zostaje jej młodszy brat. Night Shadow zmierza uciec z domu, nim zostanie przedmiotem służącym międzynarodowym interesom. Klaczka jest Alicornem i rozmiarem przypomina klacz pozostałych ras, co jest dla mnie nowością,  W fikach jakie czytałem wcześniej młodziutkie alikorny były o wiele mniejsze. Nighty jest też bardziej rozwinięta mentalnie. Podoba mi się jej specjalna moc mirażu. Bardzo przydatne zaklęcie i robi robotę podczas jej podróży.

     

     Co się tyczy podróży. Każdy kolejny etap wędrówki to zupełnie inne środowisko. Dzięki czemu czytelnik jest bardziej zainteresowany i ciekawy tego, jaki będzie następny etap i jakie kłody los rzuci pod nogi.

     

    Pierwsza próba ucieczki zakończyła się fiaskiem. Shadow uciekła do miasta opodal domu. Dostaliśmy szczegółowy opis i nie, nie było tu cukierkowania a prawdziwy surowy klimat "Jesieni Średniowiecza" Przechadzając się uliczkami miasta można było doświadczyć nieoczekiwanego przysznica z gówna i pomyj. Wszędzie brud, smród i ubóstwo.  Mała chciała zarobić trochę pieniędzy, co nie spodobało się lokalnym żebrakom. Całe te tałatajstwo zaatakowały Księżniczkę z zamiarem jej zabicia. Z odsieczą przybywa gwardia z wujkiem "Siekierą" na czele i transportują małą na zamek. Bardzo żywy i bardzo brutalny obraz, który można sobie wyobrazić w postaci filmu. Drugi etap to zamek i relacje z rodziną, a szczególnie z nieogarniętym bratem. Oglądałem ostatnio serial o Obi Wanie Kenobi i występuje tam mała Leia Organa. Zachowanie Lei jest niemal takie same jak Night Shadow. zarówno Leia i Nighty sprawiają wrażenie dorosłych, zamkniętych w ciele dziecka. Shadow musi się wykurować po ostatniej batalii, jednocześnie planując kolejną ucieczkę korzystając z pomocy brata. W końcu udaje się uciec ponownie, lecz tym razem postanawia uciec do innego kraju. Dostajemy zatem opis obszernej wędrówki przez puszcze. Poznajemy uroki i strachy lasu, który przypomina Everfree w każdym calu. Podoba mi się spotkanie z tajemniczą istotą i towarzystwo małej mantykory. Ta ostatnia to istny słodziak. Mam nadzieję, że jeszcze się pojawi. Opisy tego etapu są bardzo bogate i przyjemne w odbiorze. Nie wiem jak wyglądała poprzednia wersja gdyż nie czytałem Cienia Nocy przed poprawkami. Etap piękna przyrody kończy się wraz ze spotkaniem jakiegoś Randoma :) 

     

    Kolejne podobieństwo z serialową Leią to szybka reakcja ukrycia swojej tożsamości i ułożeniu fałszywej historii. Uważam, że Nighty jest silną i niezależną postacią kobiecą pokroju Lei Organy czy też Sierżant Ripley. Czuć w niej moc mimo tak młodego wieku

     

    Okazuje się, że Random (Podający się za łowcę) zabiera małą do Gildii Najemników i tam ją więzi.  Poznajemy kilku typów z pod ciemnej gwiazdy, którzy chętnie oddali by księżniczkę za okup. Tymczasem Merlin z Camelotu jednorożec imieniem Spell poddaje Nighty magicznym próbom i przekonuje pozostałych by przyłączyć więzioną klacz do swojej wesołej komanii co dochodzi do skutku i wkrótce ma odbyć się wyprawa do Kaliningradu przeklętego miasta, kolebki alicornów.

     

    Odczucia jak najbardziej pozytywne. Czasem nawet był  bardzo szeroki uśmiech z powodu wykreowanych imion kolejnych postaci. Styl jest dobry, tempo odpowiednie i świat przedstawiony jest realny do bólu piękny wizualnie. Aż chciało by się wyjść na spacer po takiej puszczy lub na żywo zobaczyć średniowieczne miasto. Będę czytał dalej i wypatrywał kolejnych update'ów

     

    Ocena Końcowa: 2/10 Majstersztyk

    • Like 1
  4. Willensvolk

     

    Zdawać by się mogło, że to kolejna rutynowa misja. Wieśniaki płaczą, że ktoś im kradnie trzodę. Winnym czynu ma być smok który przetrwał wojny w Ursuracie. Dzielny zakon rusza na poszukiwanie bestii, zdając sobie sprawę, że to bezcelowe. A jednak...

     

    Rycerze doskonale wiedzą, iż znów nie natrafią na ślad bytności smoka. Misję zaliczają jako bezpieczną i zabierają ze sobą nastoletniego ogiera, a jakże  Irę rodu Auranti. Bardzo podoba mi się próżność rycerzy i wpadanie w rutynę. To świetnie odwzorowuje nasze społeczeństwo, zwłaszcza w ostatnich latach. Bezmyślnie biegniemy przez schematy i utarte ścieżki, zamiast pomyśleć nad właściwym rozwiązaniem. Tym razem jednak w tej szarej rutynie pojawia się  zupełnie nowy element, a mianowicie gryf, który wie gdzie smoka można znaleźć. Zanim jednak przejdę dalej, chciałbym wyrazić swój zachwyt wspomnieniem Iry. Teraz już wiemy, dlaczego w "Władcy Wiatru" jest taką anomalią. Wspomnienie jest bardzo dobrze napisane i przede wszystkim przemyślane. Wątek, iż młokos próbuje dokonać czegoś niemożliwego dla kuca ziemnego jest bardzo inspirujący. można wręcz przytoczyć znane polskie porzekadło "Dla chcącego nie ma nic trudnego" 

     

    Wracająć do fabuły. Okazuje się, że Gryf też poluje na smoka i zna jego lokacje. Prowadzi ich do jaskini, po czym połowa drużyny rusza do jej wnętrza. Pozostali rycerze osaczają Gryfa, upewniając się, że nie blefował i przygotował zasadzki. W tym czasie owy gryf wyraźnie zauważył potencjał młodego Iry i rozwiązuje się między nimi motywująca rozmowa, traktująca o zależnośći umiejętności i wiary. i wtedy własnie. Pojawia się drużyna z jaskini, a zaraz potem smok który urządził niezłą jadkę zabijająć wszystkim z wyjątkiem Iry i jeszcze jednego kuca. Obaj kopytni próbują uciec przed gadem, jednak ten depcze im po piętach. Dopiero na polanie pojawia się gryf. 

     

    Kolejne nawiązanie do "Grzechu Supernacji" i kolejne elementy mitologiczne gryfów. Genialne zrobiona scena pojedynku. Gryf używający swoistego rodzaju magii piorunów moim zdanioem nawołuje tu do wierzeń indian obu ameryk, a zwłaszcza do ptaków. bardzo dobrze jest też napisana fascynacja młodego Iry, który postanawia zostać uczniem gryfa i razem z nim wyrusza w poszukiwaniu samego siebie.

     

    Kolejne opowiadanie wykraczające po za skalę świetności. Skoro stworzyłeś lore, gdzie pamiętasz wszelkie zależności, rody, daty nazwy krain i ogólnie całą przedstawioną historię, to jedyne co mogę zrobić to ściągnąć czapkę i ukłonić się nisko. Sam nigdy nie byłem dobry z historii i połowa nazw z całego "Koła Historii" wypadła mi z głowy, ale historia i mitologia gryfów wryła mi się mocno, bardzo mocno.

     

    KH jest świetną serią i polecam każdemu.

     

    Ps: Verlax, pisz "Ostatni Argument" bo jak nie, to ja napiszę "Kruchość Irydianki" ;)

    • Upvote 2
  5. Nadszedł czas na rozrachunek Koła Historii

     

    Władcy Wiatru od pierwszej do ostatniej sceny jest istnym majstersztykiem. Mimo, iż jest integralną częścią serii, z powodzeniem da sobie radę jako tekst samodzielny. Zwycięzca konkursu "Czarna Śmierć 2020" Zaznaczę tylko, że w tym samym konkursie, mój najlepszy tekst "Czerwona Wstęga" wylądował na drugim miejscu z kolosalną 9 punktową różnicą.


     

    Standardowo zaczniemy od skróconej fabuły. Drużyna kuców zmierza do ówczesnej stolicy Equestrii, Everfree. W drodze zostaje napadnięta przez zbójców. Na pomoc przychodzi tajemniczy kuc w masce. Po pojedynku, z drużyny ostał się tylko jeden kuc, który postanawia ruszyć dalej wraz z nowym towarzyszem. Reszty nie spoileruje, przeczytajcie sami. Naprawdę warto.


     

    A teraz spojlery i przemyślenia.

     

    Gdy drużyna Barona Luco została zaatakowana i niemal doszczętnie wybita przez wrogów, pojawiła się scena, gdzie przy dobrym akompaniamencie muzycznym, nie jeden widz narobiłby w nachy. Wrogowie zabiją kuce jeden po drugim podczas mroku nocy, gdy do ich nozdrzy dolatuje zapach zgnilizny, a uszy wypełnia dźwięk dzwoneczka. Wkrótce widzimy jednorożca w masce, odzianego w szmaty z wyciągniętym mieczem, który dokonuje masakry na oprawcach. Serio, ta jedna scena jest zarazem piękna i mroczna. Motyw ten pasowałby do najmroczniejszych horrorów psychologicznych. Film z taką sceną na pewno zyskałby jakąś nagrodę.


     

    Okazuje się, że Baron Luco przeżył i został uratowany przez tajemniczego kuca, który później przedstawił się imieniem Lazar (Ciekawe nawiązanie do Biblijnej opowieści o Łazarzu ;)) Luco był pokiereszowany i nie był w stanie stanąć w szranki w Turnieju Rycerskim. Na sekundanta nie miał co liczyć,  gdyż ten poległ w walce ze zbójami. Baron miał za to łeb do kombinatorki i zaproponował Lazarowi udział w turnieju. Ten zgodził się, ale jest jeden szczegół, Lazar jest w zaawansowanym stadium choroby jaką jest trąd. Już w początkowych scenach możemy zobaczyć z jakim obrzydzeniem traktują go mieszkańcy wsi i jaki ból sprawia choroba. Razem ruszają do miasta Everfree, gdzie nie było jeszcze zamku dwóch Sióstr. Wszak to czasy zamierzchłe. Gdy docierają do bram miasta Luco udaje się do swojego ziomka (mówimy tu o czasach gdy to słowo jest powszechne i adekwatne) zostawiając Lazara w rynsztoku poza murami miasta. What the hay? 

    Baron odwiedził Amasadora Ligurii imieniem Ugo, ale zamiast niego w drzwiach pojawiła się Pinkie Pie z krwi i kości... A w zasadzie wesoła klaczka, która jest jest kalką 1:1. Mogę tylko wnioskować, że ta klaczka imieniem Rosa Torto jest pra przodkinią Pinkie Pie. Baron i kupiec kombinują jak przemycić trędowatego na turniej (niby mówią franczyzną, ale czuć polskie kombinatorstwo ;)), w tym samym czasie Rosa upewnia się, że Lazar posili się przed turniejem. W końcu nastał dzień Turnieju. Na trybunach pojawiła się arystokracja z różnych części Dominium Nieśmiertelnych (Więcej o tym w rozdziałach l-VIII) w tym sama Księżniczka Celestia. Lazar w przebraniu i po odpowiednich środkach maskujących, wygrywa potyczkę otwierającą turniej. Wraz z kolejnymi wygranymi ( Polecam te opisy. Dosłownie można je zobaczyć przed oczami) powstaje coraz więcej plotek o tajemniczym Lazarze. Przed samym ćwierćfinałem widownia wytypowała już trzech potencjalnych zwycięzców, Japeza Platinium(z tych Platinium od Rarity?), Vanię i Irę Auranti, który każdego ze swoich przeciwników powalał w pierwszej lub drugiej minucie walki. Ten ostatni jest tematem następnego wątku. 

     

    Zacznijmy od tego, iż społeczność Discorowa robi maślane oczy, gdy tylko temat dotyczy Iry. Ira na wspomnianym komunikatorze jest wspominany tak często gęsto, iż jedyny temat, który występuje częściej to biczowanie Ghatora za Obsydiankę. Ale wracając do fika...


     

    Gdy nadszedł czas ćwierćfinału, Lazar stanął w szranki z gigantycznym kucem ziemnym, który dysponuje magią Irą Auranti. Walka była zaciekła i kolejne miecze zamieniały się w drzazgi. Wtedy walka została przerwana. Adiutant zauważył krew wyciekającą z nosa kuca ziemnego. Wszak panowała zasada, iż  krew nie może zbrukać areny. Adiutant postanowił sprawdzić też noś Lazara. Po krótkiej rozmowie przerażony Adiutant oznajmia Celestii, że Lazar jest trędowaty. Wśród niebiesko krwistej arystokracja wybuchła panika i oburzenie. Wszak przyprowadzenie Trędowatego na tak szczytną ceremonię, mogło wywołać pandemię na całym Dominium Dwóch Sióstr, a nawet dalej. Baron Luco oznajmił, iż wiedział i chorobie swojego sekundanta i wyjawił też jego prawdziwe imię i pochodzenie. Trędowaty wojownik nazywał się Lazur Platinium i był bliźniaczym bratem zawodnika Japeza Platinium. Podczas gdy na trybunach zgiełk się zagęszczać, Ira, niczym wnerwiona Luna,  przywołał wszystkich (z Celestią włącznie) przywołał do porządku, wygłaszając mowę, iż każdy, kto jest w stanie stanąć w szranki z Irą, jest godny Turnieju. Celestia zdecydowała, iż Lazur może kontynuować walkę i bitwa została wznowiona. Lazur wygrał męczący pojedynek tylko dlatego, że Ira popełnił błąd, łamiąc ostatnie ostrze. Bardzo mi się podoba okrzyk wojenny Iry, rodem wyciągnięty z finałowej bitwy pierwszego Kung Fu Pandy :) Pasuje tu idealnie.

     

    Kolejny pojedynek Lazara zapewnił nam rozstrzygnięcie sporu między terytorium Ligurii (pod tym sztandarem walczył Lazur) a terytorium Altiny. Zaś ostatni pojedynek i zarazem walka finałowa to starcie dwóch braci Platinum. Obaj padli, lecz zwycięstwo przypisali Japezowi i tu kolejne zaskoczenie. Japez też cierpi z powodu trądu, ale w znacznie mniejszym stopniu. No właśnie...

     

    Turniej to nie wszystko. Podczas walk, doświadczamy też wylewu żółci seniora Platinum i szczegółowo poznajemy historię jego synów. Okazuje się, że Lazur był prawowitym dziedzicem Platinum, lecz z powodu choroby został odesłany do umieralni i stał się martwy dla świata. Okazuje się, że w ucieczce pomógł mu Japez (czy to połączenie słów Jaspis i Topaz?) Lazur powraca do świata żywych za sprawą Barona Lugurii. Tu też konkluzja co do imienia Lazar(Łazarz po naszemu) 

     

    Verlax doskonale poruszył tu wątek choroby i wpływu zachowań kuców na jej przebieg Lazar odrzucany przez społeczeństwo był chodzącym trupem, podczas gdy Japez ukrywał chorobę i otrzymywał pełną pomoc medyczną od Gryfa. W tym drugim przypadku choroba doskwiera o wiele łagodniej. Niestety w naszym świecie dzieje się tak samo. Ludzie chorzy często są odrzucani przez społeczeństwo i ich stan się pogarsza, a oni marzą o spotkaniu ze śmiercią.  A powinniśmy dbać o takich ludzi i dać im szansę na  życie na łonie społeczeństwa. Świat będzie wtedy trochę mniej ponury.


     

    Kreacja Postaci.

     

    Zacznę od Rosy Toret. Fakt, iż wyglądem I zachowaniem przypomina Pinkie Pie nie jest przypadkowy. Pozwala to na dodanie wątku komediowego i daję odrobinę radości na tle szarego społeczeństwa.

     

    Baron Luca. Tutaj widać ewolucję postaci. Zaczynamy od gościa, który za wszelką cenę chce pokonać reprezenta Altiny. W miarę upływu czasu coraz bardziej przekonuje się do Lazara i w końcu mimo jego choroby nie wstydzi się go przytulić.

     

    Senior Rodu Platinum. Nie mogę o nim powiedzieć dobrego słowa. Kłamliwa gnida i tyle. Wszędzie widzi spiski przeciwko sobie i każe synowi grać nieczysto. Dowiadujemy się, że nakazał Japezowi zabicie Lazara w finałowej walce, ten jednak odmówił.

     

    Japez i Lazur. Bliźnięta, którzy zostali rozdzieleni, lecz mimo to nie zapomnieli o sobie nawzajem i mimo rozłąki łączyła ich pewna niewytłumaczalna więź emocjonalna. 

     

    Celestia. Generalnie nie wtrącała się do walk, gdyż nie chciała bezpośrednio wpływać na ich przebieg. Ale na miłość boską, wykryła, że Japez użył zakazanych technik i mimo to nie zdyskwalifikowała go. Z tego samego powodu nie zdyskwalifikowała Lazara. Cieszy fakt, że odpowiednio ukarała seniora Platinium za nieczystą grę i ukrywanie choroby Japeza.

    Czyżby Celestia nie zacytowała czasem Aslana z książki Pana Lewisa?

     

    Ira Auranti. Wszystko, co o nim słyszałem przed lekturą okazało się prawdą. Chad nad chady z honorową postawą.

     

    Błędy, jeśli nawet jakieś były, człowiek tak skupia się na historii, że nawet nie jest w stanie ich dostrzec.

     

    Ogólnie opowiadanie czyta się z zapartym tchem. Można wręcz zobaczyć sceny przed własnymi oczyma i można usłyszeć treści wypowiadane przez bohaterów. Można zatopić się w licznych intrygach i sporach. Jest to jednoczesne odwzorowanie zachowań ludzkich, jakie możemy spotkać w naszym świecie Można też odnaleźć morał w tej historii. Nie należy odrzucać nikogo, gdyż każdy z nas jest częścią Wielkiego Planu. Dla mnie jest to najlepsze polskie opowiadanie fandomowe jakie tylko miałem okazję przeczytać. Emocje jakie wywołała lektura, towarzyszą mi po dziś dzień. Fakt, iż mogę napisać Spin off do tego dzieła, jest dla mnie zaszczytem.

     

    Ogólna ocena Zacne/10 :)

    • Upvote 2
  6. A więc bierzemy kromkę chleba, nóż i zaczynamy smarowanie. Dziś na warsztat idzie "Kruchość Obsydianu". Sam fanfik zaciekawił mnie, po tym jak społeczność discordowa zachęcała autora do dalszego pisania. Wszedłem, przeczytałem i co? Właśnie, zaczniemy najpierw od skróconej fabuły. Uwaga Spoilery!!!

     

    Trzy dekady po ponownym pojawieniu się Kryształowego Imperium, złodupce Sombry budzą się z hibernacji i nie mogą pogodzić się ze stanem rzeczy. Jednym z przebudzonych jest Obsydian (btw męskie imię dla klaczki!?) Nastoletnia córka Króla Sombry. Twilight Sparkle bierze ją pod swoje skrzydła i próbuje przywrócić jej jasną stronę mocy. Tak w dużym skrócie .

     

    Podoba mi się kreacja świata po trzech dekadach po fabule serialu. Mane6 zostały alicornami, tak jak w niektórych teoriach spiskowych o zakończeniu serialu. Pojawiło się nowe pokolenie. Poznaliśmy potomków Pinkie, Applejack, Fluttershy i Rainbow. Dziwi mnie fakt, iż Rarity, która lgnęła do ogierów jak pokręcona, nie doczekała się latorośli. Twilight Sparkle też jest bezdzietna. Bohaterowie starzeją się i mają coraz bardziej wywalone na to co dzieje się w Equestrii (tak, chodzi o Shininga).  Byle tylko było wygodnie w pałacowych pieleszach. 

     

    Druga sprawa, podoba mi się nowy zamek Twilight i jego mieszkańcy. Płatny zabójca w roli kucharza to wyśmienity wybór, rój changelingów uznających Twilight za swoją Królową matkę i ogólny pałacowy klimat. Jest to opisane bardzo dobrze. Kreacja samej Starlight G. jest wręcz wyśmienita. Widać, że dojrzała i stała się typową mentorką. 

     

    Obsidian. Główna postać wykreowana jest dobrze. Możemy poznać jej historię i typowe dla nastolatek "widzimisię". Dowiadujemy się, że jest córką Króla Sombry i przyszła na świat przed dziesięcioma wiekami. Wraz ze zniknięciem Kryształowego Królestwa, zapadła w letarg, przebudzając się 30 lat po jego powrocie. Wydaję mi się, że imię pasuje bardziej do ogiera. Smuci fakt, że klaczka nie jest dość przejęta zmianami jakie zaszły w Equestrii, a biorąc pod uwagę, że minęło 1000 lat, powinna być w niemałym szoku przez co najmniej dwa tygodnie. Dopiero wtedy powinno odbyć się jej szkolenie. Tymczasem Obsi ma wywalone. Uczy się od Twilight i pomniejszych nauczycieli, żeby mieć święty spokój. Sekretnie używa czarnej magii by wyczyścić umysł, lecz zostaje przyłapana na gorącym uczynku. 

     

    Wątek poboczny traktuje o Mane6 i poszukiwaniu przebudzonych. Mamy zapowiedź powrotu króla w formie mrocznych kryształów pojawiających się tu i ówdzie. Czyżby Sombra przetrwał drugi zamach na swoje życie i może zregenerować się z samego rogu jak Wolverine czy inny Deadpool? Wszak wiemy iż Obsydia (wolę tą formę imienia) słyszy w głowie głos swego ojca i to, iż nie wiemy czy są to wspomnienia, czy po prostu umysł Sombry się uchował i zamierza powrócić. A może Obsydia ma być nowym ciałem Sombry? To mi coś przypomina… 

     

    Może to i moje wypaczenia, ale widzę tu mocne nawiązania do Gwiezdnych Wojen. Pierwszym z nich jest rada alicornów. 12 klaczy spotyka się w jednym miejscu w formie hologramu, by omówić ważne państwowe sprawy zupełnie jak rada jedi. Starlight Glimmer zachowaniem przypomina starego Obi Wana i staje się autorytetem dla Obsydii i wreszcie wcześniej wspomniany przeze mnie domniemany wątek Obsydii jako nowego ciała Sombry. Czy tak będzie? Zobaczymy w dalszych rozdziałach.

     

    Forma. Justowanie jest, błędów nie ma, aczkolwiek fabuła wlecze się jak flaki z olejem.  Dotychczasowe osiem rozdziałów skompresował bym do sześciu i sama akcją nabrała by werwy. Tymczasem mamy tu sztuczne rozciąganie tekstu. Co mi nie leży, to wątek książki kucharskiej z czasów dzieciństwa Obsydii. Mamy napięcie, mamy piękne budowanie wątku i... No właśnie i co dalej? Wątek po prostu został urwany jakby nic się nie stało. Nie mamy nawet potwierdzenia czy miała wywalone na jedzenie z jej czasów, ani nawet komentarza Twi w tej sprawie. Wątek po prostu się urywa i zaczyna nowy, zupełnie nie powiązany z tematem.  

     

    Ghator i Rarity odwalili kawał dobrej roboty, lecz przed nimi jeszcze sporo pracy, by zakryć fabularnej dziury czy nieco przyspieszyć akcję. 6/10.

     

    Ghator pisz dalej, bo jak nie, to wypuszczę moją wersję Obsydianki..

    • Upvote 1
  7.  

    Ja cię kręcę. Co tu się odjaniepawla? "Pora na czas" w crossoverze ze "Strasznym Filmem" i to w reżyserii Stevena Spielberga? Nie, to Foley i jego szalona przygoda o dwóch klaczach

     

    W skrócie. Pinkie I Twilight  knują niecny plan zdobycia władzy w Equestrii i z treści wynika, że to to nie pierwsza próba. Obie klacze zawsze działają nocą. Tej nocy postanawiają zdobyć próbki DNA "Wielkiej Szóstki" w celu uzyskania kopii "Elementów Harmonii". Jak zwykle w takich historyjkach, coś poszło nie tak.


     

    Uśmiałem się, aż miło Jest to porządny kawałek komedii i o dziwo postacie są tak samo rozpisane jak w serialu, przynajmniej w pierwszych sezonach. Twilight Sparkle jak zwykle jest gnuśna, a Pinkie Pie łamie czwartą ścianę i świetnie udaje swoją głupotę. Właśnie, udaje ale o tym za moment. Bardzo rozbawił mnie system zabezpieczeń domku Fluttershy. Jakie mroczne sekrety kryją się w tej chatce i czemu Fluttershy nie pozwala nikomu wejść do środka? Czyżby autor sugerował się  znanym "Shed.mov"? Przynajmniej ja widzę tu nawiązanie. Czytając to opowiadanie, miałem przed oczami odcinek "Pora Na Czas". Tam Twilight była tak samo wnerwiająca, a Pinkie również ignorowała prawa fizyki i logiki. 

     

    Widać, że inspiracją jest serial o myszach w reżyserii Stevena Spielberga (ten pan od dinozaurów i kosmitów). Pozwólcie, że przytoczę fragment piosenki intra.

    "To Pinky jest i Mózg

    To Pinky jest i Mózg

    Jeden To geniusz

    Ten drugi, no cóż.."

     

    Teraz nasuwa się pytanie, która mysz... znaczy tego.. klacz jest tu geniuszem. Odpowiedź jest prosta. Geniuszem jest Pinkie, która udaje ostatniego debila, by odwrócić uwagę psychopatycznej Twilight i pokrzyżować jej plany.


     

    Od strony technicznej jest całkiem nieźle. Tekst wyjustowany, odpowiednie tempo, odpowiednie odstępy. Czasem brakuje jednak znaków interpunkcyjnych w dialogach. Jestem zadowolony z lektury. Dobrze spędzone pół godzinki. Polecam każdemu.

    • Upvote 1
  8.  

    “Czy tylko sobie to wyobrażała?

    Nie. Nie, oczywiście, że nie. 

    Można to było dostrzec w sposobie, 

    w jaki na siebie nawzajem patrzyły..." 

     

    W głowie rozbrzmiewa głos Miśka 200m, opowiadanie swoim tłumaczeniem przybliżył nam Airlick, zaś oryginalnym twórcą jest Absolute Anonymous.

     

    A więc mamy tu do czynienia z fanfikiem z prastarych czasów. Frywolna komedyjka, gdzie realia mieszają się z fikcją. Czy aby napewno? 

     

    Zacznijmy może od strony fabularnej. Pinkie i Dash zamieniły kuchnię Cake'ów w poligon, gdzie naparzają się bitą śmietaną a.k.a "białą substancją". Temu zjawisku przygląda się Twi (Jeszcze nie lot), Fluttershy oraz Rarity. Tak, to właśnie o Rarity jest cały ambaras. Do głupotek różowej i niebieskiej klaczy dopisuje w swojej głowie scenariusze, które od niesławnej zasady 34 odziela jedynie cienka linia. Biała jednorożec nadinterpretuje obserwowane zdarzenia, sugerując iż wyżej wymienione są w sobie zakochane. Mimo iż sceny dzieją się w jej głowie, to mowa jej ciała I ekcytacja zmyślonymi wydarzeniami daje znak Twilight I Fluttershy, że coś jest nie tak. Przyjaciółki próbują sprowadzić Rarcię na ziemię, jednak bezskutecznie.

     

    Komedyjka prosta i zabawna. Bardzo pokrywa się z kanonem pierwszego sezonu. Kreacja postaci jest niemal taka sama jak w serialu. Gnuśna Twilight, przestraszona Flutterka, Pinkie i Dash śmieszkują dookoła. Zachowanie Rarity mogę porównać do serialowych scen, gdzie podnieca się na myśl o Canterlocie i jak sama planuje swoje życie z Blue Bloodem. Samo opowiadanie mogłoby spokojnie być scenariuszem serialowym. Może za wyjątkiem ostatniej sceny, która stanowi niemały mindfuck. Nie wiemy, lecz możemy tylko snuć domysły, czy ostatnia scena, mająca miejsce nocą, jest tylko wyobrażeniem Rari, czy też potwierdzeniem, że podejrzenia białej jednorożec są słuszne.

     

    Uważam też, że w całej treści jest ukryty głębszy sens. Wszak każdy z nas pisarzy nadinterpretuje zachowanie bohaterek serialu i opisuje swoje widzimisie w swoich headcanonach i uniwersach. Rarity jest więc alegorią fandomowego pisarza, przynajmniej moim zdaniem.

     

    Porównałem wersję pl z oryginałem i śmiem twierdzić, że tłumaczenie jest bardzo dobre, mimo jednego zgrzytu, którego nie szło przetłumaczyć tak, by miało pierwotny sens. Forma zaś zawiera kilka błędów. Przede wszystkim pytam, gdzie był Tabulator podczas pisania polskiej wersji? Uciekł podglądać Dash I Pie w ostatniej scenie? Przydałyby się wcięcia w akapicie i większe przerwy pomiędzy akapitami (może to nawet wina tego, iż czytam za pośrednictwem telefonu). I chyba widziałem podwójne spacje. Więcej grzechów nie znalazłem.

     

    Przyznam, ìż czytałem to opowiadanie po raz pierwszy w moim życiu, mimo iż znam je doskonale niemal słowo w słowo już od 2012 roku. Wtedy to Misiek200m uraczył nas polską wersją fanfika w formacie audio. Jest to pierwsze opowiadanie fandomowe na jakie natrafiłem, dlatego darzę je wielką sympatią. Być może to opowiadanie ugruntowało moje postrzeganie przedstawionych postaci. Pamiętam, że chciałem napisać sequel, ale dałem sobie z tym spokój*, a z tego co zostało, napisałem swoje pierwsze fandomowe "dzieło".  To dzięki Rarity I jej fanaberiom zawdzięczam moją pisarską karierą. Zastanawia mnie fakt, dlaczego tego jeszcze nie skomentowałem, skoro ta opowiastka była dla mnie swojego rodzaju kamieniem milowym. Cóż, muszę  stwierdzić, iż Airlick odwalił kawał dobrej roboty.  Daję mocne 2/10 :)

     

     

     

    *Może jeszcze kiedyś wrócę do pisania "Shipping Goggles 2: Tajemnica Róży"

  9. I w końcu nadszedł ten dzień. Postanowiłem kontynuować losy Azumi, dając jej drugą szansę.

    Drugą serię rozpoczynamy od historii nastoletniej Zecory.

    Kroniki Azumi 2: Wężowe Ziele. Zapraszam do lektury

     

    A teraz bardzo chiałbym podziękować @Hoffman za tak obszerny komentarz całej serii. Dało mi to naprawdę porządnego kopa i wręcz ruszyło niebo i ziemię. fakt, iż cały czas powielam te same błędy jest dla mnie mocno zastanawiający. Muszę nad tym poważnie podumać, jeśli chcę kontynuować drugą (A może nawet trzecią i czwartą) serię. Gdy znajdę odrobinę wolnego czasu, postaram się przeanalizować wszelakie komentarze i dać szczegółowy komentarz w tej sprawie. Na chwilę obecną mogę potwierdzić dwa nadciągające spinoffy dla pierwszej serii i jeden spinoff niespodziankę. W każdym bądź razie bardzo ci dziękuję. To dla mnie wiele, wiele znaczy. Pozdrawiam serdecznie. - Darth Evill

    • Upvote 1
  10.  

    PicsArt_06-07-10.50.46.jpg

     

    Hej @Rapony :)

    Witaj cukiereczku. Widzę, że jesteś nowy na forum. Na pewno znajdziesz tu wiele interesujących rzeczy.  A teraz nie przedłużając przechodzimy do pytań i odpowiedzi.

     

    1. Gdzie spędziłaś pierwszą noc w świecie ludzi?

     

     

    Pierwsze trzy noce spędziłam w szpitalu. Kiedy przeszłam przez portal, nie bardzo wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam w zupełnie innym ciele. Pierwsze co zrobiłam, to eksploracja okolicy. Pech chciał, że wpadłam pod samochód. Na szczęście skończyło się na paru połamanych żebrach. Potem zajęli się mną rodzice tamtej drugiej Sunset, myśląc, że jestem ich córką. Może uda mi się namówić Dartha do napisania opowiadania o moim początku w świecie ludzi. Sam komiks o tym wydarzeniu pokazał bardzo dużo, ale nie wszystko. Historia jest nieco bardziej zawiła...

     

     

    2. Czy denerwuje cię Pinkie Pie? 

     

     

    W zasadzie to nie. Owszem, jest szalona i czasem na siłę pragnie kogoś uszczęśliwić, ale musimy akceptować przyjaciół, takimi, jacy są. Tylko wtedy możemy mówić o prawdziwej przyjaźni. Poza tym, bez niej było by strasznie ponuro. Każda z nas jest elementem układanki i razem tworzymy całość. A skoro mowa o Elementach, przechodzimy do pytania numer 3.

     

     

    3. Czy wiesz, że reprezentujesz Element Empatii?

     

     

    Wielokrotnie słyszałam to od przyjaciółek. Nie uważam, że to słuszne stwierdzenie. Wszak życie nie polega na wypięciu piersi do przodu i oznajmienie z dumą "Tak! Jestem Elementem Empatii!" Każdy z nas może nim być. Wielu myśli, że empatia to wysłuchanie drugiej istoty i postawienie  się w jej sytuacji. Rzecz wygląda nieco inaczej, mianowicie należy zrozumieć drugiego/ą człowieka/Kucyka/Istotę i pomóc w znalezieniu źródła problemu, czy innej rozterki. Wtedy rozwiązanie wielu spraw samo się ujawnia.

     

     

    Serdecznie Dziękuję ci za zestaw pytań 

     

    Pozdrawiam i całuję ~ Sunset Shimmer

×
×
  • Create New...