Verlax

Brony
  • Zawartość

    621
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

348 Wzorowa

O Verlax

  • Ranga
    Szerzej Nieznany
  • Urodziny 20.08.1996

Kontakt

  • Skype
    Verlax
  • Gadu-Gadu
    23392892

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    ---
  • Zainteresowania
    My Little Pony
    Warhammer 40.000
    Literatura
    Historia
    Polityka
  • Ulubiona postać
    Rainbow Dash jest postacią która w środowisku pisarskim na FimFiction jest najprawdopodobniej najlepiej opisywana. Nigdy nie zapomnę "Where Loyalties Lie", epickiego cyklu "Auesteorah", czy chociażby "Rainbow Typhoon".

    Tóż za Rainbow Dash plasuję się Princess Luna oraz Scootaloo.

Ostatnio na profilu byli

1832 wyświetleń profilu
  1. Jestem po zakończeniu lektury w postaci czterech rozdziałów tego opowiadania i wypadało bym się podzielił wrażeniami. Zaczynając od rzeczy, które mogę powiedzieć bez większego strachu o spoilery, to to, że jest to opowiadania bardzo solidne. Powiedziałbym, że wręcz "wspaniałe" gdyby nie to jak małą próbkę jego otrzymaliśmy. Efekt ten (he he) jest uzyskany dzięki magii jaką ma Poulsen pisząc czy to opisy czy standardowe dialogi. Czyta się to bardzo dobrze i nie nudzi. Nie tylko sam styl jest dobry, ale korekta stoi na najwyższym poziomie (pewnie dlatego, że fanfik odwiedził sławny korektor "Czemu-Ten-Boss-W-Kancolle-Jeszcze-Żyje" Gandzia). Podobnie jak przy innych dziełach spisał się on bardzo dobrze i nie znalazłem żadnych błędów w opowiadaniu (acz warto podkreślić, że nie jestem pod tym względem cienki). Jedną z bardzo unikatowych rzeczy o tym cross-overze jest fakt, że nie trzeba znać materiału źródłowego by się nim cieszyć. Sam jestem po całej serii Mass Effect (bez Andromedy), ale "wyłączając" swoją wiedzę z cyklu z wielką przyjemnością odkryłem, że detaliczne opisy, dobry world-building oraz umiejętnie prowadzona fabuła sprawiła, że nawet laik w tym uniwersum powinien dać sobie radę. W cross-overach jest to wielka zaleta, a nie zawsze to się zdarza. Należą się duże pochwały Poulsenowi za to, że napisał to w taki sposób, że jest przystępne to dla każdego. Kolejną rzeczą, która mnie bardzo zaskoczyła (pozytywnie) jest world-bulding, a konkretnie "co konkretnie jest cross-overem". Pomysł by był doskonały. Pozwolił on uniknąć pułapki w postaci durnej kopiuj-wklejki z oryginalnego, "cross-overowanego" uniwersum. To co Poulsen zrobił np. z konceptem Rady, Trzech Plemion jest naprawdę piękne. Daje to dobre wrażenie o autorze. Jako czytelnik jestem przekonany w takim wypadku, że gdyby pisał on normalne sci-fi, a nie cross-over też dałby radę. Ciekawy, niekonwencjonalny wybór również dokonano przy wyborze głównego bohatera naszej opowieści. Otóż: Jest to wybór bardzo nietypowy, ale działa. Jest to kolejny powód dla którego czyta się Efekt Magii jak świeżynkę. Wszystkie wymienione wcześniej elementy jak i ten powodują, że nie ma się większego poczucia "deja vu" przy czytaniu jeśli znało się serię Mass Effect. Powiem więcej, gdyby ktoś napisał czysto Mass Effectowego fanfika, który opisywałby tę samą przygodę, ale z perspektywy innego członka drużyny (Garrusa, Wrexa) to czytałbym jak diabli. Nawet główny wątek fabularny, chociaż w swej osi taki sam jak w ME1, to jest prowadzony inaczej... chociaż zaliczono przy tym też wpadkę, ale o niej później. Warto przypomnieć, że samego opowiadania jest bardzo mało. Jest to koło trzydzieści-czterdzieści stron. Główny wątek znamy, znamy głównych bohaterów, ale brak póki co większej rozbudowy postaci pobocznych. Pewne elementy lore też dobrze byłoby uzupełnić. Brak bądź też czy nie pewnych elementów z lore oryginalnego Mass Effecta też zastanawiają, stąd ciekawi mnie jak Poulsen to rozwinie. Natomiast przy pisaniu Poulsen zaliczył, moim zdaniem, fabularnie potężną wpadkę. Podsumowując, Efekt Magii to bardzo dobre opowiadanie, które można bezpiecznie polecić każdemu, w tym również osobom nie znającym uniwersum ME. Jest to po prostu kawał dobrej literatury sci-fi pisany naprawdę przemyślanym stylem Poulsena. Normalnie jakość opowiadania by sprawiła, że dałbym głos na Epic, ale nie mogę tego zrobić z dwóch powodów. Po pierwsze, opowiadanie jest za krótkie i muszę być pewien, że autor utrzyma swą jakość, a po drugie - autor jest leniwą bułą i nie pisze go dalej. Stąd też rozważę postawienie definitywnego głosu dopiero po publikacji kolejnego rozdziału. Pozdrawiam - Verlax
  2. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  3. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  4. Ten post nie może zostać wyświetlony, ponieważ znajduje się w forum, które jest chronione hasłem. Podaj hasło
  5. 1. Wstęp Dobry, Jako, że dziś jest dyskusja w Klubie Konesera Polskiego Fanfika na temat tejże serii zdecydowałem się z nią zaznajomić. Zanim przejdę do właściwego tematu, chciałem tylko zaznaczyć, że byłem jednym z czołowych promotorów tego by właśnie coś z Foleya do dyskusji wziąć. Jednym z powodów był fakt, że mogłem się w rezultacie zmotywować by wreszcie coś autorstwa jakże zasłużonego pisarza na MLPPolska przeczytać, to że wybrałem akurat D&D wyszło trochę na chybił trafił. O opowiadaniach drogiego autora słyszałem trochę opinii, zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Biorąc pod uwagę fakt, że rzeczywiście napisał ich dużo (Pisiont!), to miałem relatywnie spore oczekiwania. Muszę przyznać, że nie do końca tego się spodziewałem. Zaznaczam, że nie będę recenzował każdego fanfika osobno, gdyż w swej budowie są bardzo podobne i mijałoby się to z celem. 2. Zalety Jestem jedną z osób, która ma paskudnie duże problemy z zauważaniem dosyć oczywistych błędów jeśli chodzi o język czy formę. Nawet jeśli jednak, to wydaję mi się, że generalnie w tych kategoriach jest naprawdę okej. Spostrzegłem kilkukrotnie brakujące Entery, znak albo tego, że autor kopiował opowiadanie z Worda i zrobił to niedokładnie albo jest leniwą bułą i gdzieś mu się te Entery zgubiły. Nie będę w to wnikał. Być może ktoś bardziej spostrzegawczy znajdzie takich błędów więcej. Prawdopodobnie największą zaletą fanfików o której będę trochę mówił też w późniejszych sekcjach tej recenzji to fakt, jak łatwo i przyjemnie się je czyta. Wynika to z faktu, że autor pomija albo opisuje bardzo krótko zarówno wprowadzenie jak i zawiązanie akcji. Efektem jest to, że jak to jak krótkie są te opowiadania (max. 3500 słów) fabuła jest naprawdę błyskawiczna. Niezależnie od sekcji “Wady”, fanfiki tej serii to dosyć przyjemne czytadła. Jako takie więc sprawują się wyśmienicie. Jeśli chodzi o kwestie militarne i podobne, nie mam żadnych zastrzeżeń co do właściwie użytkowanego sprzętu. Mam trochę innego rodzaju zastrzeżenia do czegoś co mógłbym nazwać “konceptem świata”, ale o tym później. To co jednak żołnierze (czy właściwie nasze tytułowe D&D) robią brzmi okej w kwestii realizmu (opisy poszczególnych akcji, strzelania, przeładowywania, you name it). Zależnie od fanfika, występują porcje komedii. Niektóre z nich zrobione są lepiej i w tym sensie kwalifikują się na zalety, a w innych jest może nie kiepski, ale nijaki. Ponieważ uznaję opowiadania z tej serii za czytadła, “kiepski humor, ale jednak jakiś humor” nie jest dla mnie wielkim problemem. 3. Wady Oceniając poszczególne opowiadania tej serii nie w sposób nie zauważyć, że są to fanfiki pisane na konkursy. Gdybym więc oceniał je w ramach konkursu gdzie rzeczywiście ustawiłem limit słów “1500”, to na pewno oceniłbym je wyżej. Powiem więcej - gdyby nie to, że nie oceniam tego jak fanfiki konkursowe, sekcja “Wady” prawdopodobnie w ogóle by nie istniała. W końcu zmieszczenie się w ciasnym limicie słownym to duże wyzwanie dla autora, często dużo większe niż “nabicie” odpowiednio wielkiej ilości. Niestety drogi Foleyu, ja nie oceniam tego jako fanfiki konkursowe, tylko jako fanfiki. I w tej kategorii opowiadania D&D kompletnie sobie nie radzą. Są stanowczo za krótkie, pozbawione opisów, ekspozycji, fabuły, wyjaśnień, budowy postaci, relacji… mógłbym pisać tak dłużej. To co spokojnie przeszłoby na konkursie “bo limit”, jako osobno publikowany fanfik po prostu nie działa. Najbardziej brutalnym przykładem jest zresztą pierwszy fanfik tej serii, w której nie ma nawet wyjaśnienia o jaki artefakt toczy się cała gra. Naprawdę ciężko mi kupić “super tajną misję, obóz pełny żołnierzy i super powagę” kiedy nie mam bladego pojęcia jaki przedmiot mógłby być warty czegoś takiego. Tym bardziej, że sam autor niespecjalnie kontynuował ten wątek i raczej go wrzucił tylko po to by mieć powód do “misji skradankowej”. Niestety, próbowałem, ale nie znalazłem jakiejś ambitniejszej próby budowy postaci, przedstawienia sensownie ich charakteru czy relacji. Chronologicznie jeśli chodzi o wydarzenia w serii pierwszy fanfik czyli “CSAR” był najbliżej przedstawienie tego “no jak to się w ogóle stało, że RD i DD znaleźli się w wojsku, jakie są relacje między nimi”, ale wypadło to blado. Powody do znalezienie w wojsku zostały dosłownie wypalone w błyskawicznym, mało ambitnym dialogu. Przypominam, że to jest najlepszy fanfik w tej kategorii, to można się domyśleć, że w pozostałych jest jeszcze gorzej. Coś próbuje z tym zrobić fanfik Hoofcoa, który był ot takim krótkim, relatywnie przyjemnym Slice of Life. Jednak po raz kolejny uderza problem taki, że po prostu wszystkie te fanfiki są brutalnie krótkie, a akcja w nich pędzi na złamanie karku. Tak samo też, mamy wyjątkowo mało powiedzianie w ogóle o świecie w którym fanfik ten ma miejsce. Dlaczego w ogóle gryfy są wrogiem? Skąd ten wspomniany już artefakt? Często przedstawiany w literaturze “briefing” przed misją w tej serii jakoś nie spełnia swej funkcji. Wreszcie mamy wyjątkowo istotną wadę, to jest to, że naprawdę ciężko odczuć napięcie w tym fanfiku. Powody tego stanu rzeczy są dwa: pierwszy to to, że po prostu fanfiki tej serii są brutalnie krótkie i autor po prostu nie ma czasu rzeczywiście tego napięcia zbudować. Drugi to ogólnie konstrukcja świata przedstawionego (o czym rozwodzę się w punkcie 4). Jest to wyjątkowo nieprzyjemne, bo w końcu czytam o bardzo specyficznej misji militarnej, a nie odczuwam by nasze bohaterki w ogóle były w stanie jakiegokolwiek zagrożenia. Jeszcze jedna wada, która jest taką wadą, że wręcz zaletą - czyli jakie są najlepsze dowcipy w tych opowiadaniach. Są to jak się okazuje, ponyfikacje nazw własnych: I teraz następuje pytanie filozoficzne, czy skoro te nazwy własne są tak śmieszne, to jest to zaleta, bo dobry dowcip, czy jednak wada, bo jak bardzo musi być ten humor kiepski, że to akurat nazwy własne wypadły najśmieszniej? Jeszcze na koniec rzucę małym rakiem: 4. Konstrukcja Świata Ta sekcja recenzji będzie dosyć specyficzna, bo tyczy się kwestii bardzo subiektywnych, osobistych odczuć autora do świata jaki ten stworzył w tej serii. Jest to coś co jedni czytelnicy będą lubili a drudzy nie, i akurat się trafiło, że jestem w tej drugiej kategorii. Mam konkretnie dwa problemy z całą tą wizją. Pierwszy z nich tyczy się samej idei fanfika, jego kręgosłupa, czyli militarnych akcji. Jestem w stanie postawić tezę, że seria ta bardziej w kwestiach militarnych inspirowała się grami komputerowymi i “Hollywoodzkim” przedstawieniem wojskowości, który ma z rzeczywistością wyjątkowo mało wspólnego. Są oczywiście fani takiego rozwiązania - w końcu to widowiskowe, dobrze się czyta i tak dalej. Ja ten argument rozumiem, tak samo jak rozumiem ludzi będących fanem serii Szybcy i Wściekli. Na tych filmach nie myślisz, tylko delektujesz się akcją. Ale będąc szczery, po serii D&D spodziewałem się czegoś troszkę innego. Btw. jestem pewien, że “Bez śladu” było pisane pod mocną inspiracją MGS. Problemami z tym związanymi jest syndrom “One (a właściwie Two) Pony Army”, coś czego wyjątkowo nie kupuję. Po cholerę po odbicie cennego artefaktu wysyłać tylko dwa kucyki, jak można wysłać oddział, dać wsparcie lotnicze, UAV. Jeśli drogi autor inspirował się tu amerykańską armią i jej służbami specjalnymi w akcji, to powinien też zauważyć, że z zasady amerykańscy żołnierze mają tak mocne wsparcie wywiadowcze, lotnicze, siły ognia i inne, że właściwie nigdy nie można mówić o walce w sposób indywidualny. Podobnie - dlaczego po odbicie prototypu wyjątkowo cennej rakiety wysłać tylko dwa kucyki? W tym ostatnim wypadku to prawie kupiłem, bo to w końcu komedia. Ale jakiś niesmak został. Generalnie też ciężko powiedzieć, że fanfik jest konsekwentny w tym co robi. Czasami połączenie komedii i super poważnej wojskowości się sprawuje, ale nie tutaj. Paragraf 22 był jednocześnie doskonałym i pełnym humoru opowiadaniem, ciekawym opisem żołnierskiego życia oraz dużą ilością też tragedii wojennej. Tutaj nie ma ani tego ani tego. Komedia jest, ale nie wybitnych lotów, a jednocześnie czasem wygląda jakby autor bardzo próbował bardzo sprawić byśmy poczuli powagę sytuacji. Jakoś to nie działa. 5. Porady Nie jestem pewien jakie autor ma plany co do kontynuowania serii. Optymistycznie założę, że zamierza pisać dalej. Jeśli miałbym zasugerować co konkretnie można byłoby poprawić, to: - Pisać je jako znacznie dłuższe dzieła. Przy takich długościach po prostu wyjątkowo trudno zbudować napięcie, relacje czy sensowną fabułę. Wystarczy nie publikować fanfików od razu goło po konkursie literackim w Serii, tylko najpierw je dostosować - Zastanowić się w co konkretnie celuje - czy komedię o wojskowości, czy jednak coś poważnego i realistycznego i trzymać się tego konsekwentnie. - Poświęcić więcej czasu na Slice of Life. Muszę powiedzieć, że ostatecznie chyba elementy Slice of Life podobały mi się bardziej niż militarna akcja w fanfikach tej serii. Jak chce mieć dużo głupowatego bucha bucha, strzelania i tak dalej to odpalam przeciętnego FPSa. 6. Podsumowanie Powiem szczerze, ciężko mi serię rekomendować jako wyjątkowo warty czytania. Gdybym zresztą miał go traktować w ten sposób pewnie oceniłbym je jeszcze gorzej. Natomiast jako “czytadło”, coś do czytania w tramwaju czy autobusie opowiadania serii spełniają swą rolę. To dobre zabijacze czasu. Zwykle oceny od 0 do 10 uznaję za krzywdzące, więc takiej nie udzielam. Życzę autorowi powodzenia w dalszym pisaniu.
  6. A ja nie jestem do końca zadowolony, pomimo, że dalej Zimne Słońce jest niewątpliwie fanfikiem dobrym. Zacznijmy od rzeczy bardzo, ale to bardzo dobrych. Bester w Części 2 (części? nie lepiej rozdziały?) dał ładny popis i przedstawił nam masę świetnych opisów. Podróż i czynności Twilight Sparkle w różnych miastach w Equestrii były opisane wyborowo. Podróż zaś aeroplanem nasunęła mi od razu miły flashback ze starych filmów z Indiana Jones'em. Sama nasza główna bohaterka jest opisana świetnie z jej maniakalnym i zdeterminowanym podejściem do odkrywania prawdy. Jej wątpliwości czy zawrócić czytało się absolutnie świetnie. Generalnie chociaż nie ma tego w tagach, to elementy slice-of-life są napisane doskonale. Generalnie, rozdział więc oceniam na plus. Natomiast patrząc na to z nieco szerszej perspektywy, nie jestem zadowolony. Dlaczego - napisałem w spoilerze. Przypominam, że jest to ocena dosyć subiektywna i podejrzewam, że sporo osób może się z nią nie zgadzać. Generalnie, liczę że autor jakoś z tego wyjdzie i jednak jakoś kreatywnie mnie zaskoczy, bo ten rozdział pod tym względem nie był specjalnie dobry. Życzę powodzenia w dalszym pisaniu. Pozdrawiam
  7. 21 sierpnia, 2312 roku Gdzieś w Bieszczadach Grupa archeologów kopiąc po wzgórzach szukając legendarnych pozostałości kultury wielko-lechickiej natrafiła na nieoczekiwane odkrycie. Uderzenie łopaty z czystego złota nagle zamiast z łatwością przejść przez miękką ziemię trafiło na coś twardego. Natychmiast zaczęto szukać cóż takiego mogło być. Odkrycie przerosło ich największe oczekiwania: - To legendarne opko Kredkego! – powiedział profesor. – Wieczna Wojna! - WEEEEEEEEEEEEEEE! – zawyli praktykanci. Jako, że stan zachowanego egzemplarza był doskonały, natychmiast otworzono legendarną, podejrzanie jednak cienką księgę. - Tylko osiemnaście rozdziałów? – powiedział jeden ze studentów z rozczarowaniem. - Pod koniec swego życia Kredke pisał jeden rozdział na dekadę. Potem to i tak spadło i ród Kredkowy pisał w tempie rozdział na pokolenie – wyjaśnił bardzo mądry profesor. – Ta cholerna leniwa buła... Studenci mruknęli ze zrozumieniem. - Obowiązkowy cytat na początku komentarza. Tylko troszkę bardziej żenujący od „Zgiń w chwale”. ***** 1. Wstęp Z Wieczną Wojną miałem okazje się zapoznać znacząco dłuższy czas po jego publikacji, to jest gdy wszystkie póki co obecnie trzynaście rozdziałów było opublikowane. Jako, że fanfik był mi polecany przez przeróżne osoby, miał wyjątkowo pochlebne komentarze oraz wreszcie – otrzymał jakże zaszczytną nagrodę w postaci Oskara – spodziewałem się czegoś naprawdę, ale to naprawdę dobrego. Czy się więc udało? W sumie tak, ale nie do końca. Jak na „najlepsze opowiadanie nieukończone w fandomie” poprzeczka była ustawiona skrajnie wysoko. Wysokie oczekiwanie w końcu ciężko spełnić. Stąd też choć mam do powiedzenia wiele dobrego o tym fanfiku, będę też oczywiście zmuszony wypunktować w nim wady i niedociągnięcia. Recenzja ta będzie podzielona na część bez-spoilerową od punktów 1. do 3., potem przejdziemy do pełnej spoilerów części czwartej i jakoś to podsumujemy w punkcie 5. Zaczynajmy więc. 2. Zalety Zacznijmy od tego, że jestem człowiekiem którego kręcą sentymenty. Tak drodzy państwo, opowiadanie Kredkego jest stare jak niedojedzone ciasteczka, które zostawiłem na dnie szafki i nie widziałem ich przez pięć lat. Wiek może być zaletą i wadą, w tej sekcji skupię się na zaletach. W czym Wieczna Wojna odniosła sukces, to w tym, że przypomniała mi stare czasy kiedy jeszcze w fandomie polskim mnie nie było i czytałem bardzo różne, stare opowiadania fantastyczne z fimfiction.net. Oczywiście większość z tych opowiadań się zestarzała jak diabli, ale sentyment wciąż pozostał. Nie umiem określić dlaczego, ale rozróżnienie „starego” od „nowego” jest wbrew pozorom dosyć proste i wystarczy przeczytać pierwsze rozdziały by mieć flashbacki ze StarychDobrychCzasów TM. Kiedy mówię, że oczywiście mam ataki sentymentów to dlatego, że Wieczna Wojna robi to co kiedyś fanfiki fantastyczne w tym uniwersum robiły znacznie częściej – tworzyły nowe fantastyczne postacie, były bardzo kreatywne, postacie kanoniczne otrzymywały moce których oryginalnie nie miały. Niektóre opowiadania robią to lepiej i gorzej – Wieczna Wojna jest w tej pierwszej kategorii. Niewątpliwie wielką zaletą opowiadania jest to, że jest ono permanentnie ciekawe i angażujące czytelnika od pierwszego do ostatnio opublikowanego rozdziału. Autor czyni to na wiele sposób. Oczywiście pojawiają się tradycyjne już „cliff-hangery”, ale też Kredke bardzo ciekawie buduje świat w ten sposób, że zarzuca nas informacjami, jednak pozostawia w nich kluczowe luki, które trzeba sobie uzupełnić. Ponieważ zwykle nie jest oczywiste co w tych lukach powinno być, zachęca w ten sposób czytelnika do czytania dalej. Ma to też swoje minusy, ale o tym później. Co ważne, autor pamięta, że generalnie nawet pisząc SuperPoważneOpowiadanieWojenne TM wypada od czasu do czasu nieco poluzować klimat i dać czytelnikowi odpocząć. Powiem tak – elementów komediowych jest w Wiecznej Wojnie na lekarstwo, ale jeśli już się pojawiają to naprawdę potrafią rozśmieszyć. Co do fabuły właściwej, mogę bez spoilerów jeszcze powiedzieć, że rzeczywiście autor potrafi zaskoczyć. I mowa tu nie tylko o tym, że Kredke potrafi czasem rąbnąć bardzo klimatycznym opisem czy zaskoczyć czymś w world-buildingu, ale też czasem potrafi uśmiercić postać z zaskoczenia czy wprowadzić nagle zupełnie nowy motyw w taki sposób, nie by mierził. Chyba najważniejszym miernikiem tego czy opowiadanie jest dobre jednak było to jak się czułem w trakcie czytania. I powiem, że było to uczucie bardzo dobre. Trzynaście rozdziałów zniknęło bardzo szybko i czytało się to dzieło niesamowicie dobrze. Wieczna Wojna była samą przyjemnością. Opowiadanie ma też, co do zasady, bardzo dobrą korektę. Znalazłem bardzo niewiele błędów i zwykle były to drobnostki, w postaci np. zapomnianej dużej litery. Natomiast nie jestem ekspertem od kwestii językowych i jest możliwe, że ktoś bardziej kompetentny ode mnie znajdzie znacząco więcej błędów. 3. Wady Chciałbym zacząć od tego, że nie czytałem „Malazańskiej Księgi Poległych” S. Eriksona. Ponieważ opowiadanie nie ma tagu cross-over, nie widzę też potrzeby bym musiał to znać. Nie wiem czy jest to po prostu zrobione więc lepiej w „Malazańskiej Księdze Poległych” czy po prostu jest to cecha charakterystyczna tej powieści jak i tego fanfika, ale potężny chaos panujący w pierwszych rozdziałach jest wadą i nie kupuję tłumaczenia, „potem się wszystko wyjaśnia” czy „to było zaplanowane”. Bo żeby nie było – w późniejszych rozdziałach te wyjaśnienia są i wszystko się jakby zazębia. Problem polega na tym, że szkody uczynione pierwszym rozdziałom są nie do naprawy i lepsza jakość późniejszych tego nie ratuje. Najbardziej oczywistym „symptomem” tego chaosu jest fakt, że pierwsze rozdziały mają paskudnie krótkie i ubogie sceny, nawet takie które logicznie powinny być rozbudowane bo widać, że pomysłem autora było „w tym miejscu czytelnik powinien poczuć emocje”. No ale nie mogę poczuć emocji jak strona trwa dosłownie jedną stronę, jest uboga, pozbawiona opisów, paskudnie krótka po której następuje kolejna scena w tym samym stylu. A skoro o tym mowa... Najbardziej oczywistą i chyba najbardziej bolesną wadą fanfika jest tempo. W rozdziałach mniej więcej od pierwszego do siódmego tempo akcji, scen i prezentowania kolejnych zupełnie nowych elementów świata jest absurdalnie szybkie. I jak wspomniałem w poprzednim akapicie, to nie jest kwestia tego, że „fabuła przez to jest niezrozumiała” i „hurr, durr, czytaj dokładniej”. Chodzi o to, że po prostu jakość pierwszych rozdziałów jest słaba. Tyle i aż tyle. Wspomniałem już, że ze względu na to, że Wieczna Wojna jest fanfikiem starym budzi ona we mnie bardzo pozytywny sentyment do starych dobrych czasów. Niestety równocześnie właśnie Wieczna Wojna jest jednym z brutalnych przykładów na to, że jeśli pisze się jednak dosyć krótki wielorozdziałowiec przez tak absurdalnie długo czasu, to różnica między starszymi a nowymi rozdziałami jest naprawdę poważna. Chyba najlepszym dowodem na to, że coś z pierwszymi rozdziałami nie gra jest to jak wyglądają rozdziały późniejsze. Otóż ostatnie rozdziały są napisane wręcz perfekcyjnie. Mają znacznie dłuższe, rozbudowane sceny. Są opisy, dialogi mają więcej życia. Stały się znacząco dłuższe co w tym wypadku jest jak najbardziej zaletą. Widać po prostu, że warsztat pisarski Kredkego znacząco się rozwinął – czy to od pisania dzieła, czy to od czytania masy innych powieści. W rezultacie gdy porównuje się pierwsze, a ostatnie rozdziały Wiecznej Wojny to widzimy tylko przepaść. Ostatnią rzeczą o której chciałem wspomnieć to jest coś co nazywam „szatą graficzną” fanfika. Niestety, w momencie którym zacząłem czytać Wieczną Wojnę zostałem zaskoczony przez liczne wady, które sprawiały, że tekst (a zwłaszcza początki rozdziałów) wyglądały paskudnie. Najczęściej się to objawiało przez zapomnienie dodatkowego entera, błędne formatowanie, inną czcionkę czy niekonsekwentne przejścia od sceny do sceny. Ponieważ Kredkemu marudziłem o tym na bieżąco, w rezultacie autor poprawił znaczącą część tych błędów, jednak jeszcze nie tego nie skończył. Natomiast oczywiście sam fakt, że Kredke decyduje się jednak te rzeczy poprawić zasługuje na uznanie. 4. Uwagi Spoilerowe W tym dziale omówię kilka rzeczy, w których znajdują się poważne spoilery i tym, którzy nie czytali fanfika absolutnie odradzam spoglądanie tutaj – zamiast tego proszę o przejście od razu do punktu 5. W tej sekcji będę mówił zarówno o zaletach jak i wadach, tylko takich już bardziej subiektywnych, przy których podejrzewam może być nieco kontrowersji i niezgody. a) Notki o Kreacji Postaci b) Notki o Mane Six c) Notki o Istotnym Umieraniu 5. Podsumowanie Cóż mogę powiedzieć. Gdybym czytał w fandomie polskim większą ilość dzieł mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że jest to jeden z najlepszych polskich fanfików. Ponieważ takiego doświadczenia nie mam, stwierdzę tylko – że Wieczna Wojna jest na pewno dziełem bardzo dobrym, nad którym widać, że autor poświęcił szmat czasu i wysiłku by była to powieść prawdziwie angażująca. Autor zaskakuje swoją kreatywnością na bardzo liczne sposoby, a niedopowiedzenia (gdy zrobione dobrze) autentycznie pobudzają ciekawość czytelnika. Niewątpliwie Kredke stworzył dzieło naprawdę, ale to naprawdę wspaniałe. Czy pozbawione wad? Niestety nie. Różnica między pierwszymi a ostatnimi rozdziałami to wielka przepaść bez dna. Jak widać po tym co pisałem wcześniej, do wielu rzeczy mam uwagi. Piszę o nich, bo liczę, że pomogą one Kredke w dalszym pisaniu fanfika i uczynienie go naprawdę wspaniałym. Ze względu na wszelkie wymienione zalety, których liczne wady wciąż nie przysłaniają – niniejszym oddaję głos na Epi... <TRZASK PĘKAJĄCEGO SZKŁA> TAKIEGO! Ty leniwa buło! Otrzymasz głos na Epic jak udowodnisz, że Wieczna Wojna wciąż żyje i ma się dobrze, że kolejny rozdziały się piszą i dalej nad tym opowiadaniem pracujesz. Rekomenduję ten fanfik wszystkim do przeczytania bo naprawdę warto – jest to dzieło zaprawdę dobre. Ale za głos na Epic ten post proszę uznać dopiero gdy pojawi się kolejny rozdział. Może trochę motywacji ci pomoże. Jako, że skoro już wygrzebałem złotą łopatą to opowiadanie z wykopaliska, to również sugeruję by kibicować Kredkemu w pracy nad tym, bo rzeczywiście - Wieczna Wojna urasta na prawdziwe arcydzieło. Pozdrawiam Verlax
  8. Ah, jeszcze mała porada, a właściwie przydatne narzędzie jakbyś był zainteresowany. W wypadku bardzo kiepskiego pisma (jakie było w tym fanfiku), halucynacji, gadania w głowie, pisania bazgrołów czy innych ciekawych rzeczy, polecam zastosowanie Zalgo: Dostępny pod stroną www.eeemo.net . Uważam za całkiem przydatne narzędzie do czynienia podobnych rzeczy i już stosowałem je z moim zdaniem dobrym skutkiem. Acz taki Dolar np. klnął jak diabli gdy musiał się przebijać przez taki tekst.
  9. Dzień dobry. Zacznę od tego, że fanfik zainteresował mnie już od chwili publikacji i nie mogłem się doczekać by się za niego zabrać. Tagi "mystery", "alternate universe" i "adventure", bardzo ciekawy opis z ekspedycją górską wręcz śmierdziało "Górami Szaleństwa" Lovecrafta. Opis odkrywania tajemniczego tunelu choć mógł być bardziej rozbudowany, to działał na wyobraźnię. Tak więc gdy nadchodzi chwila odkrycia cóż takiego kryje się w zapomnianej przez wszystkich komorze podziemią, to... Jednak oczywiście nie znaczy to, że opowiadanie jest złe! Po prostu troszeczkę czegoś innego się spodziewałem. Ale już pomijając moje oczekiwania, przychodzę do rzeczy. Zimne Słońce póki co świetnie spełniają swoją rolę. Jest intryga, jest dużo niedopowiedzeń, czytelnik jest tym zainteresowany. Motyw "odkrywania rzeczy z dawnej historii Equestrii" jest bardzo dobry i też chyba mogę stwierdzić, że niezużyty. Fabuła wygląda na dosyć oryginalną i ciekawą, a to chyba najważniejsze. Niewiele mogę powiedzieć o postaciach, bo póki co fanfik bardzo niewiele nam o nich powiedział. W pamięci zachowały mi się tylko Twilight Sparkle, która po prostu jest Twilight Sparkle (może jest trochę bardziej racjonalna niż oryginalnie) oraz pewien ekspert od bicia skrzyń z ciekawym akcentem. Z drugiej strony - nawet gdyby postacie byłyby kiepskie nie zwróciłbym na to wielkiej uwagi, ponieważ najważniejsza jest Intryga przez duże I. A ta jest zrobiona bardzo dobrze. Oczywiście, ponieważ póki co nie doszliśmy nawet do 6000 słów fanfika, to ciężko się domyślać, jak fabuła potoczy się dalej oraz co będzie główną "osią". Jedna rzecz mnie martwi i o niej w spoilerze: Co do kwestii technicznej, niestety ja często nie zauważam dosyć oczywistych błędów, ale i tak byłem w stanie zauważyć w Rozdziale I kilka miejsc gdzie chyba coś mocno nie grało. Zaznaczyłem to w komentarzach. Generalnie, opowiadanie jak najbardziej polecam do przeczytania i liczę, że autor drogi będzie trzymał jakość przez cały czas jego pisania. Pozdrawiam
  10. Ponieważ nie mam czasu specjalnie się rozpisywać (mam ciekawsze rzeczy do roboty), może tylko napiszę, że wydaję mi się, że wiele "zaskoczeń co do formy dyskusji", można byłoby uniknąć gdyby wiadomo było jaki był jej format przed nią samą. Bo rzeczywiście sam się nie spodziewałem na początku, że będzie taka wolna amerykanka. Podobnie kwestia z przeczytaniem fanfika który jest tematem dyskusji. Znaczy się tak - dla mnie jest skrajnie oczywiste, że powinno się znać fanfik o którym się dyskutuje choćby z tego samego powodu dlaczego na lekcjach języka polskiego omawia się lektury które się przeczytało (albo chociaż ich streszczenia bądź fragmenty). Jak widać jednak nie dla wszystkich było to "skrajnie oczywiste" i wydaję mi się, że tego problemu również dałoby się uniknąć gdyby po prostu administracja to wyraźniej zaznaczyła. Warto jeszcze dodać, że akurat administracja wyraźnie wcześniej zaznaczyła jaki fanfik jest tematem dyskusji, dała odpowiedni czas na przeczytanie, a kilka osób, które właśnie czytało ten fanfik do dyskusji w samym wątku z fanfikiem dało swoje rekomendacje by się nim zainteresować. Wciąż jednak - dało się to zrobić lepiej. Na końcu tylko dodam, że nikt nie obiecywał jednak, że dyskusja będzie: a) bardzo poważna b) przeprowadzona profesjonalnie c) poprzedzona wyjaśniającym wstępem d) ściśle moderowana Osobiście uważam, że jak na pierwszą dyskusję, która była mocno eksperymentalna i tak było bardzo dobrze (gdyż wyobrażam sobie sytuację, w której mogłoby być jeszcze gorzej). Ale cóż, to tylko moja opinia. Sam liczę, że następna dyskusja, która znając błędy z poprzedniej zostanie przygotowana nieco lepiej. Pozdrawiam
  11. Jako, że fanfik "Ścieżki Donikąd" ma być pierwszym tematem dyskusji w Klubie Konesera Polskiego Fanfika, zdecydowałem się przeczytać do dzieło by do tejże dyskusji być gotowym (i do czego zachęcam też innych). Dodatkowo przeczytałem wiele pochlebnych opinii na temat tego opowiadania, tak więc chyba nie powinno być źle, prawda? Zacznę od tego, że opowiadanie jest fatalnie otagowane. Nie wiem jakim musiałeś pójść tokiem rozumowania by oznaczyć to jako [Adventure] i [Violence], a nie dać tagu [Slice of Life]. Gdybym miał oceniać to opowiadanie jako opowiadanie przygodowe, to musiałbym ostro opieprzyć ten fanfik, gdyż przygody ni diabła tu nie ma, a jej okruszki czy symptomy są budowane tak bardzo powoli, że za swego żywota chyba do właściwej przygody nie przeżyję. Skoro opieprzyłem, to teraz pochwalę. Nie czytam dużo polskiej fanfikcji, ale wydaję mi się, że mogę bezpiecznie stwierdzić, że Ścieżki Donikąd posiadają najpiękniejsze opisy i styl jaki dotychczas widziałem. Nie mam dużego materiału porównawczego, ale dbałość o piękno stosowanego języka jest niesamowita. Jest do naprawdę warte odnotowania i chwalenia - w rezultacie Ścieżki Donikąd ewidentnie się wyróżniają wśród dziesiątek innych fanfików. Niestety, grzech perfekcji oznacza, że nawet najmniejsza rysa na diamencie jest brutalnie widoczna. Kilka razy przyłapałem autora na tym, że potrafił napisać piękny, długi, klimatyczny opis czy dialog tylko po to by rozpieprzyć klimat jednym słowem. Gdy Lazy Cannabis rzucił zupełnie znikąd w trakcie dialogu określenie "wywiad-rzeka" głęboko westchnąłem ze smutku, bo poza tą wrzutką, rozmowa była 10/10. W żadnym innym fanfiku nie zwróciłbym na to uwagę, ale niestety gdy większość fanfika jest pisana tak perfekcyjnym językiem, te "średnie elementy" czasem walą w mordę. Kreacja postaci jest bezbłędna. Będąc szczerym, nie jestem czytelnikiem, który lubi się rozpływać nad opisami mimiki, emocji każdego bohatera i generalnie czytania tej wielkiej ściany tekstu, ale no nie mogę nie powiedzieć, że bohaterowie fanfika prezentują się naprawdę dobrze. Nie zamierzam tutaj jakoś specjalnie się rozpisywać ani opowiadać o swoich odczuciach do każdej postaci - wystarczy powiedzieć, że autor naprawdę spisał się wspaniale. Podobnie stoi sprawa ze światem przedstawionym, który jest i klimatyczny i naprawdę realistyczny. A skoro mowa o ścianie tekstu. Autor bardzo lubi stosować manewr polegający na tym, że zamiast jasno przenieść akcję ze sceny do sceny, to buduje ciekawy opis i zmienia scenerię niejako płynnie. O ile oczywiście jakość tekstu na tym bardzo zyskuje, to ja mam ochotę sobie wydłubać oczy. Ścieżki Donikąd czyta się bowiem fatalnie - jest to ściana tekstu, aż do 16 tys. słów, bez łatwych oznaczeń gdzie się zaczyna, a gdzie kończy kolejna scena (brak standardowych trzechgwiazdkowców - ***). W rezultacie próba potem znalezienia jakiejś starszej sceny i jej doczytania by lepiej rozumieć główny wątek to absolutny koszmar. Jest jeszcze jedna rzecz do omówienia, która wyjątkowo będzie w spoilerze. Teraz przejdę może do punktu, który może być najbardziej kontrowersyjny, czyli fabuły i generalnie konstrukcji fanfika. Spokojnie, będzie bez spoilerów. "Ścieżki Donikąd" w moim odczuciu są typowym przykładem opowiadania napisanego absolutnie pięknie, lecz nie podbudowanego żadną twardą treścią. Podsumujmy - fanfik w obecnej chwili mniej więcej trochę powyżej 40 tysięcy słów. Czy od Prologu do Rozdziału 3 naprawdę coś się w fabule posunęło do przodu? Odpowiedź brzmi - nie. Mamy przepiękne przedstawienie postaci, świetnie zarysowany świat, jakieś rzeczywiście raczkujące wątki... i tyle. Opowiadanie zostało tu porównane do twórczości Verne'a. Generalnie się zgadzam, że opisy są piękne, ale warto zwrócić uwagę, że w tę samą ilość słów Verne jednocześnie pisał piękne opisy i dialogi i przesuwał fabułę do przodu. W 15 tysięcy słów bohaterowie Verne'a znaleźli się zagubieni wewnątrz Nautilusa, do 25 tysięcy mamy świetne przedstawienie kapitana Nemo, do 40 tysięcy zaś "20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi" są już mocno do przodu w przebiegu zdarzeń i fabule. No i Verne dialogi pisał jednak krótko: Piękne, detaliczne opisy nad którymi autor się starał zawsze są zaletą - ale naprawdę nie jestem w stanie móc cenić tego opowiadania wysoko, gdy w sumie Ścieżki Donikąd są galerią dobrych opisów. Gdybym rzeczywiście miał je oceniać, stawiałbym 10/10 bez dwóch zdań. Ale ja nie oceniam opisy, tylko fanfik. Tutaj warto zwrócić uwagę, że to co opisałem tu powyżej nie musi być wadą. Można zawsze powiedzieć, że autor pisząc tak przydługie wprowadzenia dla postaci naszych bohaterów powoli i nieuchronnie zmierza do akcji, która (dzięki poprzedniemu wprowadzeniu) będzie naprawdę wartka, pełna zaskoczeń, zwrotów akcji, pięknych opisów (a jakże) i generalnie - będzie tłumaczyła skąd u diabła wziął się tu tag [Adventure]. Ale tutaj chciałbym zadać jak najbardziej poważne twórcy Ścieżek - naprawdę stać cię na to by właśnie tak prowadzić fabułę? Skoro 40 tysięcy zajęło samo wprowadzenie postaci, to jak zamierzasz wreszcie rozkręcić akcję i pchnąć fabułę do przodu? Czy stać cię wytrzymałościowo by pisać fanfik definitywnie przydługi przez tyle rozdziałów? Wreszcie, to pytanie najbardziej bolesne - jak wiele z tych pięknych opisów, dialogów czy scen jest naprawdę istotna dla fabuły, a ile z tego to "tworzenie klimatu", "rozbudowanie portretów postaci", "wprowadzanie postaci pobocznej"? Generalnie skoro się pisze niejako "recenzje" fanfika to się powinno wystawić ocenę. Wydaję mi się jednak, że jakkolwiek bym podsumował byłoby to niesprawiedliwe. Niewątpliwie - autor poświęcił masę czasu by napisać coś, co naprawdę bije jakością jeśli chodzi o styl. Niewątpliwie też, być może na moje sceptyczne podejście do fanfika wpływa moja własna preferencja. Stąd też wydaję mi się, że choć jasnej oceny wydać nie mogę, to na pewno mogę rekomendować to opowiadanie każdemu, choćby po to by doświadczyć tego unikatowego, pięknego stylu pisania. Naprawdę warto. Pozdrawiam - Verlax
  12. Prawda boli, co @Accurate Accu Memory? Łatwiej oskarżyć o wybiórczość i uprzedzenie niż przyznać, że niezależnie od tego jak spojrzeć, jest źle. Takie książki jak "Mistrz", "Gra o Ferrin" czy "Rok w Poziomce" Michalak (czy z bardziej znanych "Achaja" Ziemiańskiego) podobno też mają jakiś fanów i nawet pozytywne recenzje, ale ktokolwiek spojrzy na to z choć kapką rozumu i godności człowieka przyzna, że są to dzieła tak złe, że są kompletnie nie do obrony. Są rzeczy subiektywne przy ocenianiu. Jednym z takich najtrudniejszych do oceny jest humor, który różni recenzenci mogą oceniać kompletnie inaczej. Ten sam żart może być kompletnie inaczej odbierany przez dwie różne osoby, dlatego też komedie mają tendencję do bycia ocenianymi bardzo różnie. Tych rzeczy "subiektywnych" w ocenie trochę jest. Są jednak też pewne elementy opowiadań, które można ocenić w sposób obiektywny. Do nich zalicza się: a) Research (przez który rozumiemy nie tylko poprawność historyczną, ale również przez zwrócenie na pewne realia epoki czy wewnętrzną logikę opisów). b) Forma c) Korekta d) Logika (czy postępujące wydarzenia w opowiadaniu rzeczywiście wynikają z logicznych przesłanek) I tak się składa, że pewne opowiadanie o którym piszesz ma problem z wszystkimi czterema, nie wspominając o wszelkich przesłankach subiektywnych. --- Ach, i skoro już jesteśmy przy temacie. Ja bardzo szanuję próbę obrony fanfika i jego częste wspominanie przy każdej możliwej okazji, ale generalnie, osobiście uważam, że to autor powinien bronić swego dzieła, a nie jego banda lizusów.
  13. Tylko, że ja mam na myśli osoby, które po prostu zaglądają do dokumentów (a nie takie które komentują na bieżąco, to inna kategoria). Google.docx nie pozwala na dobre śledzenie ile, kto wchodzi do dokumentu i na jaki czas, więc czasem po publikacji rozdziału po prostu obserwuję co jakiś czas status czytelników bezpośrednio w pliku. Wychodzi zwykle, że w 48 godzin od publikacji są trzy osoby, które zajrzały do ostatniego rozdziału (w tym jeden z nich to korektor). To nie jest dalej dobry wynik. Lepsze pod tym względem były statystyki czytelnictwa z FimFiction gdzie było ewidentnie widać, że np. pierwszy rozdział mógł mieć 28 czytelników, a ostatni 3. Pokazywało to ile tak naprawdę dedykowanych czytelników fanfik posiadał. MLPPolska ma trochę bardziej ograniczone opcje.
  14. Nie wiem o co chodzi z tym "strachem przed wielką krytyką". Ja mam problem z otrzymywaniem jakichkolwiek komentarzy, a co dopiero krytyki. Stałych czytelników, którzy są na bieżąco z wychodzącymi rozdziałami mam między 3 a 5, w tym jeden z nich to jest sam korektor. Naprawdę chciałbym mieć takie problemy jak wy. A szkoda, bo jak się potem okazuje jak już otrzymuję jakiś konkretniejszy feedback, to zwykle jest on sensowny i mam co poprawiać w swoim fanfiku. Ale rzeczywiście coś w tym chyba jest, że słabsze opowiadania ściągają z jakiegoś powodu znacznie większą bazę czytelników. No cóż. Podsumuję to tak:
  15. Spokojnie, tylko sprawdzam puls czy pacjent inicjatywa z klubem jeszcze żyje. Coś idzie do przodu?