Verlax

Brony
  • Zawartość

    650
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

368 Wzorowa

O Verlax

  • Ranga
    Szerzej Nieznany
  • Urodziny 08/20/1996

Kontakt

  • Skype
    Verlax
  • Gadu-Gadu
    23392892

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miasto
    ---
  • Zainteresowania
    My Little Pony
    Warhammer 40.000
    Literatura
    Historia
    Polityka
  • Ulubiona postać
    Rainbow Dash jest postacią która w środowisku pisarskim na FimFiction jest najprawdopodobniej najlepiej opisywana. Nigdy nie zapomnę "Where Loyalties Lie", epickiego cyklu "Auesteorah", czy chociażby "Rainbow Typhoon".

    Tóż za Rainbow Dash plasuję się Princess Luna oraz Scootaloo.

Ostatnio na profilu byli

2234 wyświetleń profilu
  1. Musisz mi wybaczyć @Johnny za tak późną odpowiedź, ale ostatnimi czasy byłem bardzo zajęty w związku ze studiami, a nie chciałem też odpisać w sposób bardzo uproszczony i na odwal się, gdyż wskazana przez ciebie wątpliwość jest bardzo ciekawa. Wada wskazana przez ciebie która może nie otrzymała od ciebie precyzyjnej nazwy, a ja ją skrócę do “uczucia, że trochę zbytnio jednak widać inspirację wydarzeniami historycznymi z naszego świata” - dla mnie osobiście nie jest wielką wadą, ale pozwolę sobie rozwinąć czemu to wygląda w Twarzą ku Słońcu tak jak wygląda. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka: 1. Wymaganie spin-offowe: Konkurs był na “spin-off” do KO, co znaczyło, że chciałem pozostać w uniwersum KO w relatywnej zgodzie, nawet jeśli uważam, że uniwersum KO w aspekcie world-buildingu jest zbudowane źle. Byłem w tym konsekwentny i pomimo mojego braku sympatii trzymałem się oryginału, w tym próbowałem wyjaśniać problemy oryginału na tyle dobrze na ile potrafiłem. Niestety, nawet pomijając moje próby - dalej to co zostało opisane w TkSie nie jest realistyczne, a tylko brzmi bardziej realistycznie w stosunku do tego co było w KO. Po prostu pewne aspekty jak transformacje społeczne, reformy wojskowe, tradycje wojskowe, esprit de corps, kadry, nowoczesna administracja, uprzemysłowienie - wszystkie te rzeczy zajmują dużo więcej czasu i moja próba ogarnięcia tego była z góry skazana na porażkę. Innymi słowy - gdybym nie pisał tego jako spin-off do konkursu, opowiadanie wyglądałoby zupełnie inaczej - i to mówię o każdej pojedyńczej scenie, opisie czy bohaterze. To, że trzymam się tak usilnie nawiązań do historii naszego świata z międzywojnia XX wieku jest zwyczajnym utrzymywaniem konwencji jaką ustawiło KO jako dzieło do którego spin-off pisałem. 2. O powtarzającej się historii: Generalnie, nie do końca rozumiem akurat uczepienia się tego, ale z mojej perspektywy, niezależnie od tego jak spojrzeć na historię naszego świata oraz historię światów przeróżnych fikcji, to wszystko się powtarza, nawet jeśli sam autor nie zdaje sobie z tego sprawy. Czytałem różne rzeczy i w większości przypadków byłem w stanie zauważyć alegorię do czegoś co już się wydarzyło, do pewnego państwo co dawniej istniało, do kultury czy języka wciąż obecnego. Jest to zrozumiałe, bo takie wydarzenia jak powstanie komunizmu i faszyzmu, industrializacja, nacjonalizm, liberalizm, rewolucje - wszystkie te rzeczy jesteśmy w stanie sobie uzasadnić na podstawie obiektywnych przesłanek i nie posiłkując się argumentem “bo tak się wydarzyło”. Przykładowo: jeśli rozumiemy powody popularyzacji komunizmu wśród mas i z jakiegoś powodu w dziele fikcji wystąpią te powody, to autor dzieła nie tylko może, ale wręcz powinien jakoś do tego nawiązać. Ruch ten może się nazywać inaczej, ktoś inny może go stworzyć, w innym kraju, w innej rzeczywistości - ale historia wyjdzie właściwie taka jak w naszym świecie. Odpowiadając na pytanie - w Twarzą ku Słońcu nawiązań jest cała masa, ponad kilkadziesiąt mniejszych i większych. A jednocześnie - tutaj się trochę przechwalając - uważam, że w znaczącej większości przypadków wszystko jest - jak sam zresztą spostrzegłeś - “obrzydliwie logiczne”. Stanowią one integralną, a nie doczepioną na siłę część opowiadania będąc jeszcze smaczkiem dla tych osób co je rozpoznają. 3. Uproszczenia historyczne czyli dlaczego każdy na świecie autor fikcji to leń, wliczając mnie: Tworzenie autorskiego świata to tytaniczne zadanie, a jest w nim tylko jedno ułatwienie - przeciętny czytelnik będac leniem nawet nie pomyśli, że pewne aspekty opowiadania nie są “oczywiste”, co przyzwala na lenistwo autora. Kilka oczywistych drobnych rzeczy: - Język - jakkolwiek byś próbował - nie uciekniesz od tego, nie wymyślisz języka do pisania w nim opowiadania (chyba, że jesteś Tolkieniem). Prowadzi to do masy ogromnej ilości problemów. Największy jest z łaciną i dziedzictwem łacińskim - przykładowo mnóstwo nazw związków chemicznych nie ma żadnego sensu bez łaciny i bez implikacji istnienia jakiegoś rodzaju Imperium wcale-nie Rzymskiego. Dlatego osobiście, w każdym swoim fanfiku implikuję, że kiedyś takie państwo było (które u mnie sie zwie Cirra, a język “staro-cirrański”). Ułatwia mi to życie. Związki chemiczne to oczywistość oczywistości, ale jak się naprawdę wgłębnisz, to mnóstwo słów w języku ma sens tylko jeśli przyjmiemy implikację w świecie fikcji na istnienie czegoś. Angielskie słowo “spruce” (świerk) pochodzi od określenia “Z Prus”, bo stamtąd pochodziło mnóstwo drzew wywożonych na handel do Anglii. Czyli co, jeśli w opowiadaniu fantastycznym po angielsku użyjemy słowa “spruce” to implikujemy, że w tym konkretnym uniwersum fantasy w którym nawet smoki latają istnieje kraina geograficzna o nazwie Prusy? I te problemy się ciągną i ciągną... - Gesty, zwyczaje, obyczajowość, slang - taki banalny zwyczaj jak salutowanie przez dotknięcie głowy/czapki pochodzi z średniowiecza i czasów rycerstwa. Ale jeśli w naszym opowiadaniu fikcji nie było okresu średniowiecza i rycerstwa jako takiego to co? Podobnie: środkowy palec jako obelżywy gest (też z średniowiecza, kara dla walijskich łuczników z wojny 100 letniej jak dali się złapać Francuzom, więc Anglicy używali go do wkurzania przeciwników). - Wreszcie, chyba najważniejsze - w większości przypadków autor nie ma czasu, ani miejsca by wyjaśniać rzeczy, też nie chce zanudzić czytelnika na śmierć. W teoretycznym fanfiku autor X mógłby wyjaśniać genezę ideologii Y na swój autorski sposób przez 7 stron by miało to sens, ale może też zrobić nawiązanie do historii rzeczywistej i zrobi to w trzy akapity. Mogę ci też zagwarantować, że dla czytelnika bardziej strawna będzie ta druga wersja. Podsumowując - przede wszystkim dla dobra czytelnika nie próbuję aż tak mocno wgłębiać się w world-building, bo przeciętny czytelnik zwariuje. Podobieństwa historyczne i liczne nawiązania są naturalne, ponieważ a) powody ich występowania są tożsame zarówno dla naszej historii jak i tutaj przedstawionej fikcji, b) bardzo ułatwiają i przyśpieszają przyswojenie opowiadania, c) stanowią smaczek dla osób, które są w stanie je rozpoznać i docenić. Gdyby cię jednak interesowało, mogę polecić “Koło Historii” - opowiadanie historyczne i niemalże kronikarskie, zaczynające się nie we współczesności, a w odpowiedniku wczesnego średniowiecza - w rezultacie mam dużo większą swobodę w kreacji świata i nie używaniu współczesnej historii jako wspomagacza. Wykorzystuję w nim również do pełna potencjał różnych ras oraz elementy magii i nieśmiertelnych bóstw, w porównaniu do TkSa. Pracę następują powoli, ale wydaję mi się, że może ci to bardziej przypaść do gustu. Cieszy mnie jednak, że Twarzą ku Słońcu się podobało pomimo pewnych wad i bardzo dziękuję za głos na “Epic”.
  2. Jako członek jury również dziękuje wszystkim uczestnikom za swoje starania. Chciałbym przy okazji jeszcze raz dodać i podkreślić w przypadku opowiadania "Zaginięcia Cwałowa" Niklasa. Pomimo niskiej oceny jaką sam też dałem, osobiście uważam, że było tu najwięcej potencjału. Oczekuję @Niklas , że spróbujesz zrobić coś z tego więcej bo naprawdę był miód, póki nie odkryliśmy rozczarowania na koniec. Nie bierz wiec do serca tego trzeciego miejsca - edycja rozszerzona mogłaby być prawdziwym arcydziełem. Jeszcze raz podziękowania dla uczestników jak i moich współtowarzyszy w jury.
  3. Moje komentarze w tym wątku coraz częściej przybierają formę ścian. Napisanie tego konkretnego posta było dosyć męczące dlatego tym razem tylko krótko odpowiem na twój poprzedni @Hoffman. Gdybym nie wyczerpał materiału albo czegoś nie podjął, możesz mnie złapać na Discordzie i w szczególikach przeróżnych możemy to przedyskutować bardziej dokładnie. Co do postaci Alberta, dalej niespecjalnie mnie przekonałeś. Jeśli: Problem z tą obroną tej postaci jest taki, że akurat te argumenty są celne, tylko szczerze - ja nie czuję by to było tak mocno zaznaczone w samym opowiadaniu, jeśli w ogóle. Nie kojarzę by jakakolwiek postać poza może Henriettą miała jakikolwiek dłuższy fragment poświęcony temu “co ja właściwie sądzę o Albercie” co pozwalałoby zrozumieć ich punkt widzenia (i przez dłuższy fragment mam na myśli porządne kilka akapitów myśli postaci w których próbuje pogodzić i dojść do wniosku jak właściwie rozumie postać Alberta). Więc o ile w tym cytacie co tu dałem oraz również w części akapitów poniżej dajesz dobre argumenty, ja nie jestem do końca pewny czy w samym opowiadaniu te wątki są rzeczywiście tak zarysowane jakbyś chciał. W takim razie moje czepialstwo w tej sprawie jest trochę bezcelowe. Jednak nie mogę też nie powiedzieć, że nadal opowiadanie było do bólu przewidywalne i było mocno “meh”. W każdym razie, rozumiem czemu takie podejście. Generalnie, koncept niższości jest świetnym argumentem z twojej strony (podobnie jak to, że Fenrir jest trochę głupi), tylko mam podobną wątpliwość jak miałem wyżej - czy na pewno ten koncept niższości był tam tak mocno zarysowany? Bo ja pamiętam tylko, że nie cierpiał, że nie dostawał normalnych zleceń od gildii no i można było coś wyczuć, że ma zazdrość o niektóre elementy szkolenia walki. Ale właśnie - nie miałem wrażenia, że ten kompleks niższości tutaj pomagał tu tłumaczyć to mordobicie, możliwe że dlatego że sam wątek nie został popchnięty mocniej. Generalnie to dosyć spory problem i sam się na tym łapałem, że między innymi przy naszej dyskusji pod KSem, że miałem niby świetne i dobre argumenty tłumaczące czemu coś jest w opowiadaniu tak, a nie inaczej, ale potem miałem drugie myśli - “czy aby na pewno to co powiedziałem w argumencie w ogóle było tak podkreślone w opowiadaniu by dało się to spostrzec i odnotować?”. Mam podobną myśl tutaj jak czytam Kresy. ---------------------------- Przechodzimy do dwóch kolejnych opowiadań: “Shhh! To sekret!” oraz “Tajemnica Białego Bazyliszka”. Zacznę prosto z mostu - obydwa opowiadania mi się bardzo podobały i poczułem ogromny skok jakości jeśli chodzi o prowadzenie fabuły. Po raz pierwszy będę miał naprawdę problem z wyznaczeniem jakichkolwiek wad. Zacznijmy od “...To sekret!”. Wszystkie zalety jakie wymieniałem w pierwszym poście dalej są obecne, ale tym razem chciałbym podkreślić coś innego. W tym one-shocie mamy kluczową dawkę world-buildingu, która bardzo poprawiła odbiór Cevalonii. Pierwsze strony tego opowiadania bardzo rozbudowały tę krainę i zrobiły to w bardzo dobry sposób. W sumie to jest zabawne, bo te opisy nie miały potem większego przełożenia na to co właściwie w opowiadaniu się działo jak i na jego główny wątek, a mimo tak była to chyba moja ulubiona część fanfika. Po dłuższym zastanowieniu, nie byłem w stanie niczego określić czego mógłbym się sensownie przyczepić i stąd też - nie mam nic do dodania. Gratuluję - naprawdę ci to wyszło. “Tajemnica Białego Bazyliszka” również moim osobistym zdaniem była na poziomie wyżej niż poprzednie opowiadania z tej serii. Klasyczne zalety dalej są, a sama przemiana Fenrira, polowanie na bazyliszka jak i generalnie cały koncept opowiadania wypadły naprawdę dobrze. Natomiast mam dwa… hmm… “spostrzeżenia”. Nie są to wady w żadnym stopniu, tylko coś co pobudziło mnie do przemyśleń. Jak wspomniałem, to bardziej spostrzeżenie niż wady. Nie odebrały mi one przyjemności z czytania i ostatecznie po przeczytaniu jestem bardzo zadowolony. Te dwa opowiadania zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie i po przerwie będę się brał za kolejne z serii. Pozdrawiam
  4. Od autora Krwawego Słońca, Twarzą ku Słońcu i wiele innych opowiadań. Korektowane przez Gandzię, pre-readerowane przez Ghatorra. Koło Historii [Political] [Alternate Universe] [Seria] Opis Opowiadania: Dzieje tych ziem to niekończący się cykl pokoju i wojny, powstających na nowo imperiów oraz ich spektakularnych upadków. Kolejne generacje rodziły się i umierały, a świat pozostawał taki jak zawsze - okrutny i bezlitosny dla jego mieszkańców. Wieleset lat temu spośród mroków starożytności wyłoniło się potężne Cesarstwo Cirrańskie, które na krótko wydawało się zjednoczyć cały znany świat tylko po to by rozpaść się tak jak każde inne. Koło historii potoczyło się znowu. Saoshyant. Rimstuar. Kairos. Celestia. Luna. Trzysta lat po upadku Cesarstwa Cirrańskiego na gruzach imperium powstają nowe potęgi. Na ich czele stoją nie zwykli, słabi śmiertelnicy lecz Nieśmiertelni, właściwie nieskończenie potężne istoty, które Zstąpiły do naszego świata z Mandatu Niebios. Ich celem zaś jest ustanowienie nowego ładu, w którym wszelkie zło zostanie zniszczone, rozumne rasy zjednoczone, a szkodliwy postęp stanie w miejscu. Koło historii miało zostać ostatecznie zatrzymane. Nieśmiertelnym przypisuje się wiele zalet. Są między innymi niezwyciężeni, dostojni, przenikliwi, nieskończenie mądrzy, niewrażliwi na ból, choroby i śmierć, znają przeszłość i przyszłość. Można by pomyśleć, że ład jaki zapanował tutaj utrzymywany przez tak potężne istoty jest niemożliwy do ruszenia. Ale spośród tysiąca zalet Nieśmiertelnym brakuje jednej. Nieomylności. Prolog Koło Historii [Political] [Wojenny] Część I - Era Nieśmiertelnych Wraz z bitwą pod Elis cały kontynent znalazł się pod władzą Nieśmiertelnych. Ich podporządkowanie naszego świata jest tematem wielu dzieł historycznych, opisujących wydarzenie po wydarzeniu, w jaki sposób bóstwa przejęły władzę. Kronikarze tamtej epoki, choć mogli obserwować te wydarzenia na żywo, nie mogli zadać jednego, wyjątkowo ważnego pytania. Te postawili dopiero współcześni historycy. Czy było to nieuniknione? Rozdział I - Saoshyant Rozdział II - Rimstuar Rozdział III - Kairos Rozdział IV - Celestia Rozdział V - Luna Struktura Opowiadania: “Koło Historii” to seria, w której przedstawiona zostanie historia przejęcia władzy nad znanym światem przez panteon Nieśmiertelnych w późnej starożytności oraz ponad tysiąc lat ich rządów od 0 AD, nie ograniczając się jednak tylko do ograniczonej kasty postaci czy perspektywy, lecz patrząc na świat jako całość - uwzględniając losy i dzieje wszystkich rozumnych ras, narodów, państw, wierzeń i władców tego świata. Największą inspiracją pozostaje klasyczne alternate history - “Look to the West” oraz ciekawe alternate take dla serii Mass Effect - “Renegede Reinterpretations”. Jeśli chcecie dokładny odpowiednik historyczny w stosunku do naszego świata, to będzie to od późnej starożytności do początku Oświecenia. Seria ta składa się z “Rozdziałów” oraz opowiadań. Różnica pomiędzy nimi jest taka, że opowiadania są prezentowane z perspektywy konkretnych postaci historycznych na przestrzeni epoki, podczas gdy “Rozdziały” są napisane w całości w sposób narracyjny - przy pomocy materiałów historycznych, fragmentów książek, wykładów, wycieczek archeologicznych, wywiadów w radiu i tak dalej. Rozdziały będą się tyczyły bardzo różnych rzeczy z zakresu historii religii, różnych ras kuco-versum, polityki, wojskowości, gospodarki i handlu, demografii i tak dalej. Znaczy to perspektywistycznie, że zwłaszcza w późniejszych rozdziałach o ile niektóre z nich mogą być bardzo istotne dla narracji całej serii, o tyle niektóre mogą mieć charakter tylko ciekawostkowy i można je pominąć jeśli to kogoś nie interesuje. Te właśnie “nie-esencjalne” dla głównej narracji będę oznaczał tagiem [*]. Właściwe opowiadania to będą one-shoty, które mogą mieć różne tagi, od [Slice of Life], przez [Wojenny], [Adventure], aż po [Political]. Co jest opisywane w one-shotach, się bezwzględnie wydarzyło… a przynajmniej tak się wydaje postaciom, które w tych wydarzeniach uczestniczą. Co jest opisywane w rozdziałach mogło się wydarzyć… albo nie musi. Same rozdziały składają się w znaczącej większości z materiałów historycznych, nagrań i wycieczek archeologicznych - a wszystkie post factum. Oznacza to, że wydarzenia opisywane w rozdziałach mogły się wydarzyć, mogły się wydarzyć, ale szczegóły były inne, bądź też prawda może być zupełnie inna. Z tego też powodu będziecie mogli zauważyć, że z różnych przyczyn opowiadania oraz rozdziały nie są za specjalnie zgodne same ze sobą, a często mogą być wewnętrznie sprzeczne. Jak się przekonacie - powody tego stanu rzeczy mogą być bardzo ciekawe. Nota o tagu [Alternate History]: W opowiadaniu tag ten nie oznacza, że będę radykalnie zmieniał coś co było jasno określone w serialu (jak przykładowo: Celestia jest ogierem i jest od księżyca). Mam trzy powody użycia tego tagu. - Po pierwsze, chociaż mam określony cały łańcuch przyczynowo-skutkowy od początku do końca opowiadania, to chcę zachować pewien stopień nieprzewidywalności. Tag ten zostawiam jako groźbę - wydarzenia opisywane w fanfiku na wiele setek lat przed wydarzeniami serialu mogą sprawić, że świat będzie wyglądał jak kanoniczny… ale nie musi. Chociaż może się pojawić oczekiwanie, że pewne postacie się pojawią albo pewne wydarzenia się wydarzą, to nie powinniście mieć żadnej pewności czy na pewno będzie to w takiej formie jakiej przewidzieliście. - Po drugie, osobiście jako osoba, która przetrawiła za dużo czasu na pastelowe taborety nie jestem na bieżąco z serialem… w stopniu dosyć ekstremalnym. Będę czerpał chętnie z motywów serialowych, ale tych co sam znam - więc nie męczcie mnie o coś co wydarzyło się w sezonie którego nawet nie oglądałem. Podobnie też - ilość OCków w tym uniwersum, w tym Nieśmiertelnych będzie spora więc też trzymanie się kanoniczności tutaj będzie dosyć trudne. - Po trzecie… istnieje jeden sekretny powód dla którego muszę użyć tego tagu. Jaki? A to niespodzianka. Zostawiam to waszej spekulacji jaki to musi być wyjątkowo specyficzny powód. Od autora: Kończąc "Krwawe Słońce" myślałem, że będzie to moje ostatnie opowiadanie w całym fandomie i realnie odpuszczę sobie pisanie w uniwersach pastelowych taboretów na dobre. Nie jestem pewien czy po prostu się nakręciłem, przyzwyczaiłem czy też pisanina zwykłych opowiadań autorskich okazała się aż taką porażką, ale zamiast poprzestać na moim najdłuższym opowiadaniu popełniłem jeszcze Twarzą ku Słońcu. Generalnie, problem polega na tym, że mam jeszcze wiele dziesiątek opowieści do napisania i opowiedzenia mam, czerpię z tego autentynczną radość jednak życie studenckie oraz realia naprawdę odbierają mu smak. Realnie czasu żeby zajmować się pisaniem fanfikcji mam znacznie, znacznie mniej. Ta seria pozwala jednym kamieniem zbić dwa gołębie z płotu. Po pierwsze, ta konkretna forma serii pozwala mi opowiedzieć możliwie najwięcej z tych pomysłów i historii w jednocześnie relatywnie krótkiej i zwięzłej formie. Po drugie, forma serii pozwala mi nie podchodzić do niej z taką dyscypliną jaką miałem przy długim wielorozdziałowcu z jasno określoną i wytyczoną linią fabularną (nie mam presji by szybko oddawać rozdziały). Prawdopodobnie więc, moja dalsza "kariera pisarska" w tym fandomie skończy się na tej serii i liczę w tym sensie, że ta seria naprawdę dostarczy wam wiele radości. Prolog będący opowiadaniem konkursowym oraz Rozdział I zostały opublikowane. Życzę wam przyjemnej lektury. - Verlax
  5. Najpierw odpowiadając na twój komentarz: Już w sumie o tym pisałem: Nie wiem czy w sumie chce ci się w to bawić. Dla mnie Albert jako całość jest postacią niekonsekwentną do bólu, którego relacje społeczne są niewiarygodne i to w jaki sposób zostaje przedstawiony jest dla mnie niezrozumiałe. Perspektywistycznie, “hersztowanie” to tylko nazwa, gdy problemy są z tą postacią są dużo większe. Może wyrażę się precyzyjniej: Albert to absolutne moralne dno. Po tym co odwalił w pierwszym opowiadaniu jest oczywiste, że jest to postać bez jakiejkolwiek empatii, psychopata, bardzo zły kucyk. Niestety, autor w każdym kolejnym opowiadaniu wracał do tego Alberta i próbuje wciskać, że ma jakieś dobre cechy i że jego rodzina mimo, że ledwo z nim żyje, to dostrzega, że się stara. No i to kompletnie nie działa, z powodów które wymieniłem w poprzednim poście. Właśnie jedyną pozytywną cechą, o której mogę powiedzieć cokolwiek dobrego w związku z Albertem to właśnie ta pracowitość, charakterystyczna dla protestackiej etyki pracy. To co przedstawiasz w opowiadaniu, to notabene jest protestancka etyka pracy, ponieważ rodzaj myślenia “praca dla samej pracy, zarabianie dla samego aktu zarabiania” to podstawa doktrynerska tego właśnie myślenia. Przed protestantyzmem i jego odłamami w chrześcijaństwie dominował nurt, w którym życie doczesne nie miało znaczenia, czy byłeś biedny, czy bogaty - miałeś być dobrym człowiekiem. Bogactwo wręcz było uznawane za bardzo przeszkadzające w osiągnięciu zbawienia. Logicznym wynikiem takiego myślenia jest to, że pracuje się tylko tyle by żyć, a nie tyle by żyć i coś zarobić, bo na cholerę ci zarobek? Zdarzały się w czasach przeszłych sytuacje, w której ludzie byli pracowici i chciwi pieniędzy, ale zwykle było to związane z hedonizmem, konsumpcją i doczesnymi zabawami i żadnej z tych rzeczy u Alberta nie ma. Natomiast rodzaj myślenia jaki ma Albert jest właśnie klasyczny dla protestanckiej myśli - praca dla pracy, zarobek dla samego faktu zarobku. Jest to jedyna, dosłownie jedyna cecha pozytywna którą mógłbym określić u Alberta i która pozwalałaby mi zrozumieć czemu w późniejszych opowiadaniach na Alberta czasem patrzy się ze strony pozytywów. I to kompletnie nie działa, czemu - to napisałem w poprzednim poście. Właśnie te dyrdymały o pracowitości w ustach Alberta brzmią jak hipokryzja, brakuje im kompletnie charyzmy jak i siły przekonywania. Dlatego ta postać moim zdaniem w swej słabej charakterystyce psuje zarówno światotworzenie, jak i inne postacie. Wreszcie, w stosunku do mojej krytyki światotworzenia, podczas gdy “opowiadanie nie jest o tym, tylko o postaciach”. Moja dłuższa krytyka postaci Alberta z perspektywy również światotworzenia wynika dokładnie z tego, że relacje społeczne Alberta z pozostałą częścią rodziny jak i miasta nie mają sensu. Nie rozumiem na jakiej podstawie ktokolwiek miałby szanować Alberta, który postradał rozum. Jeśli postać jest źle napisana, to często cierpi na tym nie tylko ta konkretna postać, ale również wszystkie inne z którymi interaktuje. A tak na złość się składa, że do tego felernego Alberta różne postacie wracają przemyśleniami nawet gdy nie ma go w pobliżu. Przy okazji, nie wiem czy zauważyłeś, ale w mojej krytyce światotworzenia kompletnie pominąłem technologię. Gdybym chciał, mógłbym się przyczepić, że nie jest to specjalnie konsekwentne i raczej przy stadium technologii X, Y nie wyglądałoby tak jak wygląda. Ale prawda jest taka, że w szerszej perspektywie tutaj nie miało to znaczenia i gdybym naprawdę chciał nad tym przysiąść to wyszedłbym na jeden z tych rodzajów krytyków jak z Everything Wrong with…, którzy czepiają się rzeczy, które nie mają żadnego lub prawie żadnego znaczenia dla odbioru dzieła. Natomiast to, że Albert był źle napisany - to już było istotne i dlatego to podniosłem.. Możesz usunąć bohaterów ze świata, zostaną zastąpieni przez innych. Jak usuniesz świat, to bohaterowie będą co najwyżej dryfowali w kosmicznej przestrzeni. Akurat w kontekście opowiadania, o ile w Equestrii wierzę, że gdyby nagle usunąć bohaterów się tam znajdujących to świat dalej żyłby własnym życiem, to nie mam bladego pojęcia jak miałaby wyglądać Cevalonia bez Alberta. Można raczej odnieść wrażenie, że w tym mieście to nic się nie dzieje poza tą główną rodziną i jej “hersztem”. Wynika to z tego, że absurdalnie - Equestria ze strony światotworzenia została napisana lepiej niż Cevalonia i naprawdę łatwiej mi uwierzyć w wielką equestriańską bandyterkę i rozbójnictwo niż w to, że system społeczny w mieście Neighford to utrzymuje się na podstawie herszta i… w sumie nie wiadomo czego. Ale będąc szczery, temat ten jest na tyle wielki, że kontynuować tego tutaj moim zdaniem nie ma sensu. Ja jestem supremacystą narracji nad postaciami, ponieważ zbytnie skupienie się na postaciach nieuchronnie prowadzi do wielu problemów w konstrukcji opowiadania, ale to jest tylko moja opinia. Jeśli chcesz o tym podyskutować, od tego mamy Stowarzyszenie Żyjących Pisarzy na forum, albo Klub Konesera Polskiego Fanfika na Discordzie. --------------------- Teraz może coś powiem o trzech innych opowiadaniach, które przeczytałem, to jest: “Na głębokich wodach”, “Altruistka” oraz “Piątek trzynastego”. Klasyczny też disclaimer na początek: jeśli coś krytykę, to robię to w większości przypadków dlatego, że dzieło jest tej krytyki warte. Zacząłbym od “Na głębokich wodach” oraz “Piątku trzynastego” bo niejako są one połączone tym samym bohaterem oraz jego “arc’iem”, to jest historia Fenrira i jego zagłębienia się w niezbyt ciekawy świat klasycznej bandyterki. Wszystkie zalety o których pisałem na początku w pierwszym poście dalej mają tu odniesienie. Szczerze, obydwa te opowiadania mi się spodobały, ale sama postać Fenrira nie budzi we mnie większych emocji i szczerze - kompletnie mi nie przypadła do gustu. Właśnie z postacią Fenrira wiąże mi się też jedyna poważna wada jaka mi gdzieś z tyłu głowy zaczęła świtać. Natomiast wszystko inne, czyli: opisy tej bandyckiej Equestrii, światotworzenie, liczne postacie poboczne, dialogi, forma czasami humor… wszystko to było wykonane dobrze. Samo światotworzenie podobało mi się notabene dużo bardziej niż w Cevalonii. Ostatecznie więc podsumowując - te dwa opowiadania mi się autentycznie podobały, były ciekawe na swój sposób i pomysł fabularny jak to poprowadzić był okej. Moje odczucia po zakończeniu lektury były jak najbardziej pozytywne. Teraz, Altruistka. Przy większości opowiadań z Kresów miałem uczucie tzw. “dobrej, rzemieślniczej roboty”. Określenie to może być interpretowane jako wada bądź zaleta, zależnie od oczekiwań. Żadne opowiadanie póki co w Kresach nie zrobiło na mnie wrażenia, że jest “wybitne” przez duże W w swej postaci. Altruistka miała szansę, ale… niestety, im dłużej myślę nad tym opowiadaniem tym bardziej umacniam się w przekonaniu, że to póki co moje największe rozczarowanie z serii. Zacząłbym od tego, że prawie wszystkie zalety z pierwszego opowiadania dalej mają tu miejsce, takie jak forma, przejrzystość, relatywnie okej dialogi… ale to w sumie tyle. Zacząłbym od samego pomysłu fabularnego, który ma niestety ogromny problem. No i kolejny problem. Szczerze, zacząłem już zwracać na to uwagę w pierwszym opowiadaniu “O szyby deszcz dzwoni”, ale wtedy to przy komentowaniu pominąłem, bo wydawało mi się to mało istotne. Teraz jednak przeczytałem kolejne opowiadanie w którym znowu mamy to samo. Tak więc przechodząc do rzeczy: Ehh. Muszę przyznać, że po przeczytaniu tego opowiadania poczułem się bardzo zmęczony. Nawet nie wiem jak tu sensownie zarekomendować coś na przyszłe fanfiki. Może spróbować nie pisać tak przerysowanie złych antagonistów, że nie da się w ich wierzyć? Może warto spróbować pisać kłótnie rzadziej, a tak by naprawdę miały uderzenie? Może spróbować w ogóle nie robić kłótni, a tworzyć konflikt nie przez durne wrzeszczenie, a przez zwyczajne toksyczne docinki lub bezpośredni, a nie pośredni konflikt interesów? “””Porządny””” rodzic potrafi sprawić by dziecko zaczęło płakać bez podnoszenia głosu. W tych opowiadaniach jednak bez dodatkowych decybeli nie dają rady. Ostatecznie podsumowując, o ile obydwa opowiadania o Fenrirze ostatecznie mi się spodobały, pomimo że miałem pewne wątpliwości. Nie żałuję przeczytania ich i miałem z tego przyjemność. Po Altruistce nie czułem kompletnie nic, a miałem wręcz uczucie straconego czasu, jakbym czytał właśnie streszczenie z TVTropes połączone z kiepskimi cechami poprzedniego “O szyby deszcz dzwoni”. Osobiście, dla mnie to było rozczarowanie. EDIT. Zapomniałem dopisać, ale powtórzę się: na pewno przeczytanie powyższych utworów mnie nie zniechęciło i pozostałe opowiadania z serii Kresów też przeczytam i też zamierzam je skomentować. Klasycznie też, jak w poprzednim komentarzu, życzę ci Hoffman by ci się powodziło przy pisaniu tego opowiadania.
  6. Ostatnim czasem miałem możliwość zaznajomienia się z tym opowiadaniem (a właściwie to dwoma). Powiem szczerze, jestem naprawdę zaskoczony, że autor nie kontynuuje tej serii. Spodziewałem się “dobrej, rzemieślniczej roboty”. I generalnie ją otrzymałem, ale i tak jakościowo było to dla mnie sama przyjemność i im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że jest to jednak coś lepszego. Zalet obydwa opowiadania mają masę, ale można skrócić to do: - Akcja - świetne tempo, dobrze prowadzona, interesująca, nierżnąca ze Star Warsów aż tak bardzo (ekwipunek taki sam, ale same scenariusze już nie). To generalnie problem dużej ilości cross-overów, że mają tendencje do kopiowania nie tylko uniwersum jako takiego, ale też scenariuszy (słyszałem podobną krytykę przy Wiedźmie Zodiaka). - Humor - świetne dialogi, dobre żarty i docinki, generalnie - sama przyjemność. Podejrzewam, że wiele z nich polubiłyby osoby, co Star Warsów nie oglądały, a to wielka zaleta. - Postacie - ponownie, nasz tytułowy “Diamentowy Pies” czyli Rex Terrier jest naprawdę przyjemną postacią do śledzenia losu. Pozostałe postacie nie wypadają też specjalnie gorzej - interesujące jest szczególnie użycie postaci kanonicznych (Twilight Sparkle, księżniczki). Acz nie powiem, że sam doskonały generał Big Gun mógł jednak nie umrzeć tak łatwo. Jak na najlepszego generała Solarnego Imperium to łatwo padł. - Światotworzenie - nie jest ono aż tak inwazyjne, ale samo w sobie jest dosyć interesujące i kompletnie wystarcza dla fabuły opowiadań. Jestem naprawdę zainteresowany w jaki sposób zostanie to dalej rozwinięte. Nie jestem w stanie ocenić poziomu korekty, bo jestem kompletnie ślepy i niereformowalny w tej kwestii, ale ufam, że jest dobry. Natomiast mogę ocenić przejrzystość tekstu i w tym sensie wszystko jest jak najbardziej w porządku. Patrząc na wady, to poza oczywistą, że nie powstają kolejne części i autor jest leniwą bułą, to dosyć zastanawiające jest, że pomimo tak ogromnej ilości nawiązań do Star Wars… brakuje tagu Cross-Over. Jest to dla mnie co najmniej zastanawiające i wydaję mi się, że warto byłoby dodać (NLR vs SE chyba nie rozwiązuje do końca tego problemu). Podsumowując, po przeczytaniu obydwu fanfików z serii jestem bardzo, ale to bardzo zadowolony i chciałbym pogratulować autorowi bo naprawdę mu to wyszło. To jest ten moment w którym jako komentator mam tylko jeden dylemat. Czy powinienem dać głos na Epic by zachęcić autora by wreszcie się wziął i coś napisał, czy może na odwrót - na złość mu nie dać by wreszcie coś zrobił i po kolejnej publikacji mu dać jak przy Wiecznej Wojnie Kredke? Biorąc pod uwagę obecnie małą liczbę czytających, komentarzy i brak jakichkolwiek głosów na Epic ostatecznie zdecydowałem się na pierwszy wariant i niniejszym pierwszy głos tym komentarzem oddaję. Liczę, że kiedyś się przemożesz i będziesz w stanie pisać dalej i jeszcze raz gratuluję naprawdę dobrego dzieła.
  7. 1. Wstęp Perspektywistycznie, zajęcie się tą serią zajęło mi za dużo czasu. Obiecałem sobie wcześniej, że wezmę się za nią z rok temu. Jak widać po dacie tego komentarza, niezbyt to wyszło. Sama idea takiej serii Slice of Life skupionej na losie jednej rodzinie w dosyć ciekawym okresie historycznym naprawdę mnie skusiła i narobiła smaka. Póki co przeczytałem dwa opowiadania z serii - “O szyby deszcz dzwoni” oraz “Poznając nowy świat”. Generalnie była to przyjemna lektura i nie zostałem rozczarowany, pomimo że swoje oczekiwania miałem. Nie powiem jednak, że byłem w “pełni zadowolony” jeśli chodzi o to co przeczytałem. Zanim jednak do tego przejdziemy, pozwolę sobie zacząć do tego co w obydwu opowiadaniach, które póki co przeczytałem jest dobre. 2. Zalety Jeśli chodzi o styl, muszę powiedzieć, że opowiadania czyta się bardzo dobrze. Jest on dosyć precyzyjny, czyta się przyjemnie. Niestety jako pisarz jedną z moich największych wad jest to, że nie potrafię wyczuć błędów w formie ani też nie widzę klasycznych błędów korektorskich. Nie czuję się więc wystarczająco kompetentny by ocenić akurat ten aspekt serii. Natomiast co mogę ocenić i co bardzo lubię oceniać jest to czy opowiadanie jest przejrzyste - rozstaw akapitów, poprawna czcionka, czy sekcje tekstu nie są za długie, czy zapis dialogowy nie budzi we mnie demona. W tym względzie Kresy naprawdę radzą sobie doskonale. Co do zasady, wszystkie postacie jakie póki co się pojawiły były dosyć przekonujące. Nie mówię, że wszystkie były świetne, część była dosyć łatwa do zapomnienia. Ich motywacje są zrozumiałe, relacje między nimi sensowne, dialogi też napisane bardzo poprawnie. Skazą na tym wszystkich jest dokładnie jedna postać… ale nie uprzedzajmy póki co faktów. Podobnie kwestia ma się z światotworzeniem, a przynajmniej “częściami” światotworzenia. Generalnie, kiedy przychodzi do tworzenia ładnych, kreatywnych opisów, szczególnie w “Poznając nowy świat”, świat autora nabiera ogromnych kolorów. Podobnie też idzie mu świetnie jeśli chodzi o opisywanie dosyć prostych rzeczy, jak pokoi, sielskich scen, opisów pracy, opisów miasta i tak dalej. Z inną częścią światotworzenia idzie gorzej… ale nie uprzedzajmy póki co faktów. Jeszcze jest jedna kwestia, którą chciałbym podnieść. Od [Slice of Life] by nie było nudne zwykle się oczekuje jakiś emocji, skoro akcji typowej dla Adventure nie ma. I rzeczywiście, zwłaszcza pierwsze opowiadanie je budzi. 3. Wady (a właściwie to jedna, duża) Niestety, moją przyjemność z opowiadania zakłóciła poważnie jedna rzecz. Esej w spoilerze, acz zanim do niego przejdziemy, chciałem podkreślić, że jeśli piszę o wadach opowiadania, to zwykle robię to dlatego, że opowiadanie jest w ogóle warte krytyki i tego by było lepsze - moje odczucia z obydwu opowiadań są generalnie pozytywne. Skoro mamy ten wstępik za sobą, przejdźmy do “problemu”. 4. Podsumowanie Jak już wspomniałem wcześniej, moje generalne odczucia z tego opowiadania są jak najbardziej pozytywne. Podoba mi się forma, styl, przejrzystość oraz postacie. Podoba mi się pomysł w ogóle na całą serię, czyli “one-shoty w jednej rodzinie”. Koncept Cevalonii jako kraju też mi przypadł do gustu, mimo, że gdybym się odpowiednio postarał to pewnie znalazłbym powody by się doczepić. Jedno z kluczowych pytań - czy po przeczytaniu tych dwóch pierwszych opowiadań poczułem się zachęcony by czytać dalej? Po pierwszym szczerze mówiąc nie, ale po drugim już bardziej. Z tego co przeczytałem mam uczucie takiej “dobrze wykonanej, solidnej rzemieślniczej roboty”. Przymiotnik “rzemieślnicza” jest jednak bardzo specyficzny, kryje się w nim i pochwała i przywara. Bo chociaż osobiście uważam, że fanfik jest naprawdę dobry, to nie jest wybitny. A będąc szczery - tego drugiego się spodziewałem. W recenzji mogłem pominąć kilka zalet jak i kilka wad, ale ta ściana tekstu robi się już za długa, więc sobie darowałem. Ostatecznie, raczej będę kontynuował czytanie serii i zobaczę co tam jeszcze spłodziłeś. Ciekawi mnie w jakim kierunku to pójdzie i nie powiem, że losy niektórych bohaterów chętnie bym prześledził. Może w kolejnych opowiadaniach robi się ciekawiej, pojawia się jakaś sensowna intryga, a światotworzenie nabiera lepszych rumieńców? Gdybym tak było, rozważyłbym poważnie głos na Epic. Póki co się z tym wstrzymam. Życzę więc powodzenia w dalszym pisaniu tej serii - liczę, że będzie ci to szło jak najlepiej.
  8. Nie mam zbytniej wiary w to opowiadanie. Jakkolwiek się starałem, zwyczajnie słabo widzę własne błędy i coś czuję, że forma mnie zabije. Pomimo tego zamieszczam moją małą próbę. Już po konkursie zamierzam rozwinąć to w trochę dłuższą serię... acz czas pokaże. Życzę miłej lektury. Koło Historii Tagi: [Political] [Alternate Universe] "Bóstwa naszej ziemi określa wiele cech. Są między innymi nieśmiertelni, niezwyciężeni, dostojni, przenikliwi, nieskończenie mądrzy, znają przeszłość i przyszłość. Ale spośród tych wszystkich cech brakuje im jednej. Nie są nieomylni." Link
  9. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!! :hug4:

    Z okazji 22 urodzin, a także 5 rocznicy na MLPPolska, chciałbym złożyć ci najserdeczniejsze życzenia! Zdrowia, szczęścia, pomyślności, dużo kucy i czego tam sobie jeszcze zażyczysz! 

    Miłego dnia! ~Ano

  10. Wszystkiego najlepszego i brawa za 5 lat na MLPPolska ^^

  11. Sesja jeszcze mi się nie skończyła, ale udało mi się przebrnąć przez pierwsze dwanaście rozdziałów, które razem tworzą część I tego opowiadania. Wypadałoby w takim wypadku bym jakoś to skomentował, pomimo, że całe opowiadanie jeszcze nawet nie zbliża się do zakończenia. Najpierw wypadałoby mi określić dlaczego zrezygnowałem z komentowania rozdział po rozdziale jak robiłem wcześniej, a decyduję się komentować całą część. Otóż przy tak krótkich rozdziałach naprawdę ciężko mi to jakoś skomentować ambitnie, ale co też niestety ważne - rozdziały mają charakter komplementarny - ocenianie ich samoistnie wydaję mi się bez sensu. Często w rozdziale dzieje się po prostu za mało by cokolwiek sensownego napisać. Wynika to z samej idei na pisanie tego opowiadania, konkretnie modelu z Austraeoh polegającego na pisaniu jednego krótkiego rozdziału dziennie. Niestety, przynajmniej w tym opowiadaniu takie podejście raczej boli. Dlaczego tak się dzieje? Otóż autor postawił sobie cholernie ambitne zadanie by opowiadanie i w porównaniu do Austraeoh mamy nie jedną, a sześć postaci od pierwszego rozdziału. Sam pomysł oczywiście jest naprawdę dobry, ale w wykonaniu już boli. W I części Sześcioro bowiem bardzo trudno tutaj mówić o tym by te postacie naprawdę dostały odpowiednią charakteryzację przy tak krótkich rozdziałach. W esencji, część I to przede wszystkim dialogi, a charakteryzacja przez dialogi choć jest oczywiście dobra, to powinna być nie jedyną formą przedstawienia postaci. Tą otrzymujemy dopiero pod sam koniec w ostatnich rozdziałach... i również nie jest jakaś spektakularnie wybitna, ale już działa dużo lepiej. Natomiast warte jest podkreślenia, że pomimo naprawdę zdawkowej formy, to cała szóstka postaci przypadła mi do gustu, niektóre mniej, niektóre bardziej, ale wszystkie mi się spodobały. Widzę w nich niezły potencjał i liczę, że w kolejnej części z przedstawieniem ich charakterów będzie lepiej. Dodać należy również, że między innymi przez bardzo zdawkowe opisy, światotworzenie w tym opowiadaniu właściwie nie istnieje. Powiem szczerze, jeśli już miałbym wybierać "brak worldbuildingu" a "fatalny worldbuilding", to wolę to pierwsze, ale w tym opowiadaniu kreacja świata przedstawionego boli jak diabli i zabiera wiele dobrego z opowiadania. Najbardziej to chyba boli w ostatnim rozdziale: Boli też brak geografii, opisów przyrody (mamy że jest to step - no fajnie, coś jeszcze? - bo stepy są bardzo różne), generalnie bieda. Świat nie to, że został przedstawiony źle, tylko po prostu nie został przedstawiony. Jak podałem przykład w spoilerze, naprawdę zabiera to opowiadaniu dodatkowe punkty. Ciężko mi jednocześnie jednak naprawdę mocniej skrytykować to opowiadanie, bo pomimo wszystkiego co wymieniłem powyżej "Sześcioro" czytało mi się naprawdę dobrze. Osobiście uważam, że nasza tytułowa szóstka chociaż nie miała jeszcze czego pokazać, to ich charaktery są ciekawe i ich losy w tym sensie są intrygujące. Brak światotworzenia w porównaniu do słabego światotworzenia ma taką zaletę, że to światotworzenie może pojawić się później i zniwelować tę wadę w dalszej części opowiadania. Innymi słowy - "Sześcioro" w pierwszej części choć nie pokazało jeszcze niczego spektakularnie dobrego, to jednocześnie nie pokazało też prawie nic naprawdę złego, a to daje możliwość, że w II części opowiadanie zrobi się znacząco bardziej interesujące i bogate. Nie czytałem jeszcze II części, ale na pewno się za nią zabiorę w swoim czasie. W międzyczasie nie pozostaje mi nic innego jak życzyć autorowi powodzenia w pisaniu. Pozdrawiam - Verlax
  12. Jak zawsze, chciałbym bardzo podziękować Hoffman za jakże wielki komentarz. Trochę długo się zabierałem do odpowiedzi na niego, ale studia mnie mocno przycisnęły i nie dały nawet trochę czasu by się sensownie zabrać za to. Pozwolę sobie skomentować tylko co niektóre rzeczy, z różnej kolejności: Raczej trudno mi się zgodzić. Nie takie było założenie i nie jestem pewien czy taka interpretacja ma sens. Warto zwrócić uwagę, że tak naprawdę nasz bohater to to nic nie wie - to on się ciągle dowiaduje nowych rzeczy i inne kucyki/gryf mu pewne rzeczy wyjaśniają. Jeśli więc czujesz jakąś projekcję, to raczej to wszystkie postacie poza głównym bohaterem bardziej odwzorowują autora, niż sam anonimowy gryf. Pisząc tę postać w taki sposób, specjalnie pozbawiając ją imienia, wyglądu i większej ilości informacji tworzyłem właśnie postać, która była tak pusta zawartościowo, że czytelnik mógł lepiej w nią wejść i patrzeć przez ten świat jej oczyma. Dlatego też nasz anonimowy bohater nie ma jasno sprecyzowanych poglądów aż do ostatniej strony - wcześniej jedyne co robi to zadaje pytania. Z tego samego powodu też zastosowano narrację pierwszo-osobową, bo zadaniem tak skonstruowanego głównego bohatera było bycie kamerą dla czytelnika. Chciałbym podkreślić Hoffman, że ja jako pisarz wierzę w supremację opowiadania (fabuły) nad postaciami. Znaczy to tyle, że jeśli dla dobra fabuły, narracji czy wydarzeń w opowiadaniu lepiej nie rozbudowywać bohaterów, nie dodawać wydłużających scen nadających charakterystykę czy też po prostu ubić postać, którą czytelnicy lubili - zawsze stawiam fabułę pierwszą, a postacie jako drugie. Z tego samego powodu notabene w Krwawym Słońcu jeśli uznawałem, że rozbudowanie postaci i nadanie jej więcej charakteru by bardziej psuło, niż naprawiało opowiadanie, to tego nie robiłem. Z tego samego też powodu niespecjalnie mnie martwi twoja krytyka, że nie ma tutaj specjalnie dużo ciekawych, dobrych postaci poza Iron Clawem i Twilight Sparkle, bo w Twarzą ku Słońcu postacie naprawdę nie mają znaczenia, a liczy się narracja i wielki opis toczącej się historii. To, że akurat Iron Claw tak ci się przypodobał oczywiście mnie cieszy, ale też cóż - nawet nie było to planowane. <wzrusza ramionami> Muszę przyznać, że nie wiem do końca jak doszedłeś do tego wniosku. Opowiadanie jest jak najbardziej “mroczne”, choć grimdarku w nim nie ma. Jak sam zaznaczyłeś, poszukiwałeś “intensywniejszych” fragmentów, ale po prawdzie, tego też do końca nie rozumiem, bo intensywne fragmenty też były. Sama forumowa definicja darka mówi, że potrzebny jest ciężko, mroczny klimat (już niekoniecznie przemoc jako taka). Moim osobistym zdaniem Twarzą ku Słońcu jest jak najbardziej pełnoprawnym “darkiem” z trzech przyczyn, które ukryłem za spoilerami: To chyba tyle z mojej strony, mógłbym opowiedzieć coś więcej, ale chyba tyle będzie w porządku. Jeszcze raz bardzo dziękuję za komentarz Hoffman, takie rzeczy nikt tu inny nie pisze i liczę, że jeśli (to jest mocne jeśli) kiedyś coś jeszcze uda mi się popełnić to też wpadniesz. Pozdrawiam - Verlax
  13. Po rozdziale czwartym. Na pewno jest to ciekawa odmiana w tym sensie, że w porównaniu do pierwszych trzech mamy w tym dużo więcej dialogu i charakteryzacji postaci, głównie naszego paladyna i kapłanki. Póki co wiele więcej nie można powiedzieć o niektórych postaciach (taką Shallow Grave póki co najbardziej charakteryzuje nóż, ale nic poza tym - niewiele też z tego wynika póki co). Wydaję mi się, że póki co jednym z większych problemów opowiadania jest fakt, że te 6 OC mamy wrzucone od pierwszych rozdziałów przez co zżycie się z nimi jest trudne. W formie "Sześcioro" nawiązuje do Austareoh w tym sensie, że mamy masy krótkich rozdziałów. Problem polega na tym, że w Austraeoh przynajmniej na początku mamy tylko jedną postać (która jeszcze jest kanoniczna), więc tutaj jest dużo łatwiej, z tytułową Szóstką jest póki co gorzej. Szczęśliwie, wydaje mi się, że z kolejnymi rozdziałami będzie można lepiej się zaznajomić z postaciami i o tym problemie wraz z dalszym czytaniem wspominać nie będę. Pozdrawiam
  14. Po rozdziale trzecim. Ciężko w sumie mi coś powiedzieć o tym rozdziale, dowiadujemy się trochę więcej o Timie, mamy jakiś szerszy wątek ze złymi demonami z Tartaru (jakoś nie jest to póki co zbyt pasjonujące). Muszę przyznać, że ciężko mi na razie stwierdzić czy taka forma działa na plus czy na minus dla opowiadania. Jest oczywiste, że autorowi pisze się w ten sposób łatwiej, szybciej i jakoś łatwiej mu się zmobilizować, natomiast zastanawiam się czy miało to jakieś istotne przełożenie na samo opowiadanie. Czytając rozdział trzeci (i w sumie drugi) miałem czasami takie wrażenie, że czasami wystarczyło dodać słownie jedno zdanie do opisu, bo rozdziały wydawały się za krótkie, zdawkowe i bardzo uproszczone. Przy poprzednim rozdziale zwracałem uwagę, że naprawdę mało wiemy o tym gdzie właściwie dzieje się akcja i ten zarzut po części się dalej utrzymuje, dodatkowo mamy przypadek dialogu w którym nie wiadomo co kto mówi (bo nie wiadomo kogo tyczy się epitet "kuglarka"). Być może przeminie to kiedy lepiej się zapoznamy z postaciami. Niezależnie od tego, autor utrzymuje moje zainteresowanie opowiadaniem. Pozdrawiam
  15. Rozdział drugi za mną i doszliśmy już do czegoś co można nazwać konkretną fabułą. O ile rozdział pierwszy ze swym prologiem był tylko swoistym przedstawieniem bohaterów, tak tym razem mamy jakiś konkretny wątek oraz wprowadzenie postaci Tima. Ciężko powiedzieć jeszcze w co się to przerodzi (śledztwo w poszukiwaniu sprawców rzezi?), ale sama idea jest miodna. Muszę przyznać jednak, że co jest dla mnie nieco niecodzienne to fakt, że jest dosyć mało szczegółów tyczących się właściwie otoczenia naszych bohaterów. Wiemy, że jest step, wiemy, że jest mgła, ale mimo wszystko chciałoby się wiedzieć coś więcej. Czy jakieś małe drzewa od czasu do czasu psują monotonię? Czy wiatr trzęsie długą dziką trawą? Czy idą jakąś drogą, wydeptaną ścieżką, czy przez dziką ziemię? Jeden z bohaterów nazywa w myślach tę krainę "monotonną" i niespecjalnie wiem dlaczego tak to zrobił. Z drugiej strony, muszę powiedzieć, że pomimo braku póki co większej akcji to już kreacja bohaterów mi się relatywnie podoba, a mocno przerysowany wojowniczy jak wzbudził we mnie śmiech. No nic, czekamy z niecierpliwością na kolejne części. Pozdrawiam - Verlax