Verlax

Brony
  • Dodanych treści

    613
  • Dołączono

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    5

Verlax last won the day on March 10 2014

Verlax had the most liked content!

Informacje o Verlax

  • Ranga
    Szerzej Nieznany
  • Data urodzenia 20.08.1996

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Okolice Łodzi.
  • Zainteresowania
    My Little Pony
    Warhammer 40.000
    Literatura
    Historia
    Polityka
  • Ulubiona postać
    Rainbow Dash jest postacią która w środowisku pisarskim na FimFiction jest najprawdopodobniej najlepiej opisywana. Nigdy nie zapomnę "Where Loyalties Lie", epickiego cyklu "Auesteorah", czy chociażby "Rainbow Typhoon".

    Tóż za Rainbow Dash plasuję się Princess Luna oraz Scootaloo.

Kontakt

  • Strona www
    http://www.fimfiction.net/user/Verlax
  • Skype
    Verlax
  • Gadu-Gadu
    23392892

Ostatnie wyświetlenia profilu

1387 wyświetleń profilu
  1. Ja osobiście uważam, że dla osób które czytają coś więcej, zarówno jeśli chodzi o fanfiki jak i publikowane książki decydującym czynnikiem jest autor. W sumie to jest oczywiste, że jeśli przeczytało się jedno dobre dzieło autora X, to każde jego nieprzeczytane dzieło będzie zachęcać tym, że może być ono równie dobre. Jeśli sięgam do półki i wyciągam Sandersona to mogę z łatwością stwierdzić, że jego powieść fantastyczna wgniata w glebę, a jeśli sięgnę przeciętnego polskiego twórcę fantazy wanna-be-Sapkowskiego, to żadnej takiej gwarancji nie mam. Zdaję mi się też, że jeśli chodzi o fanfiki kwestia ta również ma znaczenie i lubimy czytać coś co do czego raczej jesteśmy pewni, że będzie dobre, a najczęściej gwarancją tego jest właśnie autor (i korektor). Słynny nick w fandomie świetnie też promuje. Tutaj ciekawostka - najpopularniejszy przez większość kariery pisarskiej był fanfik, który nie był opublikowany pod moim nickiem. Był to oczywiście Downfall - tłumaczenie wykonane przez @Dolar84 mojego angielskiego fanfika. Jak teraz patrzę z perspektywy czasowej na to - w niczym na popularność nie zasługiwał poza nickiem publikującego. Poza tym - właściwie całkowicie się zgadzam z tym co napisał @Arkane Whisperale dodam jeszcze jedną rzecz. Generalnie błędem jest zbyt pochopne wstawianie opowiadań do działu MLN kiedy w twoim fanfiku dopiero mają się pojawić sceny 18+, ale jeszcze ich nie ma (albo piszesz sceny, które niby są brutalne, ale jeszcze nie podpadają pod 18+). Zauważyłem już, że na FimFiction publikowanie pod tagiem Mature to strzelanie sobie w stopę, bo ograniczasz swoją czytelnię. Oczywiście, opis, tagi i tytuł też swoje znaczenie mają, ale nie uważam by miało to tak gigantyczne znaczenie. Uważam osobiście, że tytułowanie rozdziałów jest jak najbardziej wskazane z przyczyny praktycznej jaką jest łatwiejsze zapamiętanie gdzie co było dla czytelnika, oraz by nadać mu ton, klimat i zaciekawić czytelnika.
  2. W ogóle trzeba aż tak dużo tych moderatorów? Serio jest tak wielka potrzeba? Tylko się pytam jak coś. Sam niespecjalnie przy swoich ilościach wolnego czasu mógłbym pełnić tę funkcję, acz na pewno serwer będę odwiedzał.
  3. Ciekawy pomysł. Gdy będę miał więcej czasu i skończy się sesja pomyślę o implementacji. Jako, że nigdy za specjalnie popularnym pisarzem nie byłem, zawsze pisałem przede wszystkim dla siebie. Stąd też nawet jeśli nikt z czytelników nie dostrzega błędów czy to w logice czy konstrukcji opowieści, to nie czyni to mojego fanfika nagle lepszym. Lubię od czasu do czasu przejrzeć starsze rozdziały i poirytować się, że jednak czegoś nie dopracowałem. Notuję to sobie cicho by zostawić to sobie na poprawienie później. To, że rzeczywiście wiedza na temat Chin w Polsce jest żałosna (i to również z perspektywy osób, które lubią wycierać sobie Chinami gębę) to już inna sprawa. Ja po dziś nie wiem czemu w programie nauczania historii dalej się znajduje historia Egiptu, a nawet skrótowo nie są opisywane Chiny czy Indie. Ja bym się bardzo cieszył gdyby Krwawe Słońce trochę rozbudziło zapał i zaciekawienie czytelników do tej jakże zapomnianej tematyki. Dlatego też zamierzam dbać o szczególiki, choćby po to by klimat fanfika osadzonego ściśle na Dalekim Wschodzie był wciąż utrzymywany. No i jeszcze dodając, poza J. Polit "Gorzki triumf. Wojna chińsko-japońska 1937-1945", mogę polecić jeszcze jako lekturę dodatkową do fanfika M. Jacoby "Chiny. Bez makijażu". Doskonała książka, wprawdzie bardziej o Chinach współczesnych niż początku XX wieku, ale polecam dla osób dopiero zagłębiających się w tematykę Państwa Środka.
  4. @psoras Chciałbym zacząć od tego, że jestem zaskoczony skalą komplementu. Jako, że czytałem Equestria: Total War w całości po angielsku i znam jego doskonałą reputację jako absolutnego arcydzieła jeśli chodzi o fanfiki wojenne, jestem bardzo dumny i nieco też zawstydzony faktem, że nastąpiło jego porównanie z Krwawym Słońcem w takiej skali. Bardzo za to dziękuję. Pozwolę oczywiście też trochę odpowiedzieć na niektóre uwagi: Generalnie, wydaję mi się, że odpowiedzi na te pytania zostały już zawarte w Rozdziałach IV, V, VI i VII. Pozwolę i tak się odnieść do kwestii zamieszczonej w nawiasie. Jest ciekawe, że jesteś pierwszą osobą, która zwróciła na to uwagę. Pozwolę się nieco wypowiedzieć na ten temat. Problem generalnie polega na tym, że język chiński ma niemiłą tendencję do bycia cholernie znaczeniowym. Czołowym przykładem jest "Pekin" i dlaczego polska "przeróbka" daje absolutnego raka. Ktoś kto nieco zna język i spojrzy na transkrypcję w pinynie - "Beijing" szybko odkryje, że to słowo znaczy nic innego jak "Północna Stolica" (bei - północ, jing - stolica). Tak samo Nanjing - "Południowa Stolica" jak i chińska nazwa Tokio, czyli Dongjing - "Wschodnia Stolica". Podobnie sprawy wyglądają przy innych miastach i ponyfikując albo tworząc nowe nazwy własne dla miejscowości w Chinach trzeba po pierwsze sprawić by to brzmiało dobrze i relatywnie podobnie do oryginału i jednocześnie się upewnić, że po chińsku nie znaczy to coś bardzo głupiego. Stąd też jeśli chodzi o ponyfikacje jestem cholernie dumny z tym co zrobiłem z Nankinem - czyli przemianowaniem go na "Makin". Ma po chińsku to nic innego jak koń, a łącznie daje to znaczenie - "Stolica Koni". Prawie perfekcyjne, bo niestety kucyk po chińsku to Xiaoma, a Xiaomakin już brzmi bardzo źle. "Wuhan" czyli połączenie aglomeracji Wuchang, Hankou oraz Hanyang przemianowałem na Sanshi co znaczy po chińsku - "Trzy Miasta". "Shanghai" zaś po "westernizacji i ponyfikacji" dostał nazwę "Far Port", która mniej więcej oddaje chińskie znaczenie ("na morzu, na najdalszym zasięgu morza). Właśnie z powodów trudności o których tu piszę, część nazw może się powtarzać albo być lekko głupawa. Nie jestem z tego zadowolony, uważam to za błąd i będę chciał to kiedyś naprawić. Podobnie jak nie jestem zadowolony z własnej niekonsekwencji oraz faktu, że przy chińskich nazwach zapominam wypisywać tony i w rezultacie wprowadza to w błąd. Będę chciał w jakiejś nieokreślonej przeszłości do tego wrócić i to ponaprawiać.
  5. @Ylthin Maruda Pierwsza kwestia - Prolog. Nie wiem czy istnieje jakaś boska instytucja, która kładzie straszliwym piorunem z niebios każdego pisarza co przesadzi z długością wstępu, ale nie widzę powodu dla którego miałby on nie być długi. Zwykle "Prolog" ma za zadanie wprowadzić czytelnika w akcję utworu i nie ma perspektywistycznie znaczenia czy jest to 100 słów czy 1000 słów opisu. Oczywiście, strach o to, że suchy opis jest złym pomysłem na przedstawienie świata jest po części uzasadniony. Ale powiem tak - wolałbym przydługawy, 1000 słów prolog napisany dobrze i ciekawie niż krótkie 100-200 słów, który jest przeciętny. Przechodząc jednak do drugiej części - warto pamiętać, że czytelnik nie musi wszystkiego znać (a nawet i nie powinien). Tworzenie bardzo detalicznych światów, w którym każdy element ma ściśle przedstawioną sens i logikę mija się z celem, bo często czytelnika to po prostu nie obchodzi. Zresztą, w ogóle tłumaczenie wszystkiego w swoich opowiadaniach jest błędem gdyż: 1. Odbiera się czytelnikowi przyjemność z dopowiadania sobie elementów opowieści. 2. Często czytelnika nie obchodzi tak naprawdę to wyjaśnienie, więc gdy je czyta tylko go to irytuje 3. Wytłumaczenie pewnych meandrów fabuły albo rozbudowany world-building powoduje, że opowiadanie ma mniej sensu niż przed wytłumaczeniem (casus KO). 4. To strata czasu, który mógłby być poświęcony na ciekawsze rzeczy - jak pisanie właściwej opowieści, a nie jej tłumaczenie. Oczywiście, ciężko mi mówić tutaj o gołej teorii, też nie podzieliłaś się wieloma informacjami. Jeśli chciałabyś moją nieco bardziej detaliczną opinię na przykładach w pisanym przez ciebie dziele to możesz mi podesłać to na PW, w wolnym czasie spróbuję zajrzeć. Pozdrawiam
  6. Tak jak się spodziewałem, pracę nad kolejnym rozdziałem nie idą za specjalnie do przodu. Poza drobnymi szkicami oraz małymi opisami zrobionymi w trakcie dosyć nudnego wykładu nic więcej nie ma. Podejrzewam więc, że kolejny rozdział pojawi się dopiero w drugiej połowie lutego. Tym osobom, które nie doczytały ostatnio wydanych kawałków rekomenduję zapoznanie się z nimi, warto. Tym którzy już wszystko przeczytali nie zostaję mi nic innego jak ich tylko przeprosić za opóźnienia. Możecie w międzyczasie zobaczyć jakieś dobre show jak LotGH - do którego również w tym fanfiku znajdziecie nawiązania. Ew. poczytać jakiegoś innego dobrego fanfika. Pozdrawiam
  7. Odpowiadając na pytanie @Coldwind, podejrzewam, że większość rzeczy z mojego starego Poradnika (do pisania angielskiego) się zdeaktualizowała, acz nie jestem w stanie stwierdzić do jakiego stopnia. Jeśli mogę coś ze swoim doświadczeniem powiedzieć o pisaniu po angielsku, to to, że niezależnie od starań, od ilości poświęconego czasu, researchu, wertowania słowników, korekty i innej pracy to co ostatecznie wyjdzie z twoich rąk w języku angielskim dalej będzie czymś na tyle poprawnym, co pisze przeciętny angielski licealista bez większego pomyślunku i w minimum czasu. Jest to praca paskudnie żmudna i niewdzięczna, bo to co ostatecznie tworzysz dalej jest gorsze od tego co ktoś inny pisze ot tak. Czujesz się trochę jak murzyn za apartheidu. Napisałem... no trochę rzeczy. We wszystkich z nich angielscy czytelnicy wskazywali mi błędy techniczne, ortograficzne, składniowe i interpunkcyjne pomimo czasem nawet dwóch warstw korekty. Moje próby publikacji do EQD między innymi o to się rozbijały, z tego co czytam Dolar też miał z tym problem. Oczywiście, można olać EQD i pisać do FimFiction. Ale tam walczysz o uznanie z absolutną masą czytającą i publikującą permanentnie, nie "lekko podśmierdującym trupem" działem. Jeśli na EQD czujesz się jak murzyn za apartheidu, to na FimFiction jesteś emigrantem z Europy w Ameryce późnego XX wieku i odkrywasz, że amerykański sen to mit, a przysłowiowy pucybut szansy by zostać milionerem już nie ma za specjalnie. To wciąż moim subiektywnym zdaniem lepsze niż "elitarne kółko EQD", ale wciąż - to tytaniczna praca napisać coś dobrego po angielsku i jeszcze to dobrze rozpropagować. Tak już żartobliwie, zastanawiam się czy jak brytyjskie wydawnictwo dostało oryginał "Heart of Darkness" niejakiego "Josepha Conrada" to też miało sobie ochotę wyłupać oczy i trzeba było wszystko pisać od nowa, bo cholerne Polaczki nie ogarniają gdzie się stawia "The". Z drugiej strony jak czytam już skorektowaną wersję - mogliby nie przesadzać z tym paskudnym przecinkiem oksfordzkim.
  8. (trochę spóźniony dołączam do dyskusji, ale trudno) Ja tylko dyskretnie zauważę, że technicznie rzecz ujmując - osób tych, które mogłyby pisać te "komentarze" nie jest spektakularnie wiele. Widzę tutaj zainteresowanie tematyką tego "no jak niby sprawić, żeby komentarze się pojawiały pod opowiadaniami by autor nie dostal szajby i nie zrezygnował". Ale z drugiej strony, jak dużo niby jest osób, które realnie czytają fanfiki dosyć dogłębnie i mają coś ciekawego do zaznaczenia w komentarzach pod nimi? Ja nie jestem pewien zwyczajnie w świecie czy po prostu czytelników jest wystarczająco dużo. Więcej - czy w ogóle jest dużo zainteresowanych fanfikami tak w nieco poważniejszym stopniu? W dyskusji pojawił się wątek Fanfikowych Oskarów, że te nieco pomogły z ożywieniem działu. Rzeczywiście, ale nie dlatego, że miały one rzeczywiście wiele wspólnego z fanfikami. Był to raczej ciekawy konkurs popularności. Ciekawym a mianowicie jest fakt, że było sporo ludzi, którzy nominowali fanfiki, ale potem jak obserwowałem popularność dokumentu "dlaczego który fanfik wygrał w której kategorii z detalicznymi opiniami jury", to cieszyło się to dosyć małą atencją (choć była to w sumie najważniejsza część Oskarów, czyż nie?). Innymi słowy, stało się to co przypuszczałem, czyli że z Oskarów zostanie zapamiętane tylko nominowanie wszelkiego szajsu, natomiast nie recenzje dokonane przez jury, którzy męczyli się jak diabli by to wszystko przygotować. Nie pomaga fakt, że pisanie fanfików ciekawych, unikatowych, niezwykłych często powoduje, że sami ograniczymy swój własny potencjał jeśli chodzi o czytelników. Kiedyś, przy pisaniu cross-overa do opowiadania Pilipiuka w języku angielskim jakim było 2986 Steps często lubiłem sobie klnąć pod nosem, że cholera publikuję kolejne rozdziały, wypruwam sobie żyły, wkurzam swojego proof-readera, który mi pomagał to opracować, a rezultat był dosyć... piorunujący. Zarówno na FimFiction.net jak i tutaj. Zresztą, możecie sami zajrzeć do wątku tutaj w dziale ENG i zobaczyć, że miałem naprawdę duży zasób czytelników. Ale no właśnie, kiedyś byłem wściekły. Teraz kiedy zmądrzałem doszedłem do wniosku - "a czego ja niby oczekiwałem?" Że osób, które lubią czytać angielskie fanfiki pisane przez Polaka na dosyć unikatowy temat będą popularne? Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jeśli autor pisze unikatowego fanfika i oczekuje jednocześnie miażdzącej popularności to jest zwyczajnie naiwny. I taki raczej byłem kiedy lubiłem pisać opowiadania które raczej w swej naturze nie mogły mieć dużo fanów, a jednocześnie oczekiwałem, że ktokolwiek raczy to skomentować. Dlatego osobiście uważam, że cokolwiek tutaj nie zostanie wymyślone to będzie jak zwykle. Owszem, można kombinować no jak tutaj zmusić ten "cholerny plebs" do zainteresowania się swoim fanfikiem. Ale wydaję mi się, że też jeśli mowa o "kończeniu" dzieła, to ważne jest zwyczajnie przyzwyczaić się do faktu, że komentarzy ni widu ni słychu i po prostu pisać, albo znajdywać inne powody by to robić. To czym się zajmuję teraz, czyli Krwawe Słońce zacząłem pisać, ponieważ pisałem pracę o polityce zagranicznej III Rzeszy w stosunku do Dalekiego Wschodu na zajęcia i pisanie fanfika wykorzystywałem jako casus do ponownego zajrzenia do źródeł historycznych, sięgnięcie po świetnego Polita oraz zajrzenia do starego notatnika z chińskiego lektoratu. Przyzwyczaiłem się do faktu, że po aktualizacji rozdziału mogę oczekiwać komentarzy tylko od 1-2 czytelników i to max tyle. Bo niby czego oczekiwałem, że coś w takiej tematyce będzie popularne? Tym autorom co nadal brak komentarzy doskwiera - łączę się w bólu i nadziei, ale tak poważnie, to czego oczekiwać? Proponuję zresztą wykonać taki eksperyment myślowy. Zastanówmy się ile realnie osób czyta fanfiki w tym dziale. Odejmijmy osoby, które po prostu nie komentują fanfików. Odejmijmy osoby, które po prostu nie lubią gatunku w którym piszesz (i tak kilka razy, za każdy tag w opowiadaniu). Odejmijmy osoby odrzucone przez generalną tematykę albo po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Odrzućmy następnie osoby, które już mają inne rzeczy do roboty (inne fanfiki do czytania chociażby). Wreszcie, odejmijmy masę osób które zwyczajnie nie zauważą fanfika bo jest na drugiej stronie/dawno nie miał komentarza/i tak dalej. Jest wysoce prawdopodobne, że przy takim szacowaniu wyjdzie, że w sumie liczba komentarzy jest pokrewna z liczbą osób, które mogłyby je dać. Podsumowując - cokolwiek nie zostanie wymyślone, będzie źle. Większa odpowiedzialność w obecnej sytuacji spoczywa na twórcach niż "komentatorach", którym nic innego tylko pisać mimo, że wiele chęci nie ma. Ja zwyczajnie przyzwyczaiłem się do myśli, że piszę Krwawe Słońce bardziej dla siebie niż dla czytelników i póki co mam chęć by tak kontynuować.
  9. Po kilku dniach pracy i dosyć bolesnym przejściu przez wiwisekcję chirurga-korektora Gandzii, druga część Rozdziału VII jest już gotowa. Zakończenie tego rozdziału jest dla mnie dosyć ważne, to swoisty kamień milowy. "Tiān" mi się strasznie rozwlekał, obydwie części mają łącznie 20.000 słów, więcej niż kilka poprzednich rozdziałów razem wzięte. Sam nie jestem do końca zadowolony z faktu jak bardzo mi się to wydłużyło - a wręcz część świadomości podpowiada mi, że jeszcze kilku scen zabrakło i przez to jakość spadła. Mimo tego liczę, że ostatecznie Rozdzial VII wam się spodoba. Rozdział VII - Tiān (Część 2) Ponieważ koniec tego rozdziału kończy również pewien dosyć istotny etap w tym opowiadaniu, chciałbym wykorzystać ten komentarz na odpowiedzenie na uwagi czytelników (pozwolę sobie zrobić to od końca): Zrzuć to na niewiarygodne szczęście. Sińczycy jak ich odpowiednicy są paskudnie przesądni. Może to był ich szczęśliwy dzień? Tak poważnie rzeczywiście uwaga celna i spróbuję się powstrzymywać przed sztucznym "podrasowywaniem" opisu by brzmiał bardziej epicko, bo efekt jest taki, że później nie brzmi to za specjalnie realistycznie albo gubię szczegóły. Czekam z niecierpliwością (uśmiech). Przypominam, że opowiadanie to nie jest opublikowane w PDFie i włączona jest opcja w dokumentach Google możliwość komentowania. Jeśli widzicie jakąś paskudną literówkę możecie mi to zaznaczyć komentarzem, a ja to poprawię. Będę za to bardzo wdzięczny, a jakość opowiadania się tym bardziej poprawi. --- Poza tym - bardzo dziękuję za oddany głos na Epic oraz inne komentarze oraz pochwały. Wprawdzie wątpię bym miał 10 czytelników, a co dopiero 10 chętnych by dać Epica, ale i tak cieszy mnie każda pochwała w tym zakresie. Kolejny rozdział, w którym... ... pojawi się znacznie później. Jak wspominałem, publikacja tego rozdziału to pewien krok milowy dla mnie i zamierzam teraz po pierwsze - nieco odpocząć by móc z świeżymi siłami zabrać się za dalsze pisanie, a po drugie bym mógł się skupić na nauce do sesji zimowej. Stąd też kontynuacja Krwawego Słońca pewnie nadejdzie dużo później. Pozdrawiam - Verlax
  10. Tak jak obiecywałem, oto i nowy rozdział. Oryginalnie miał być znacznie większy, jednak im dłużej go pisałem, dodawałem opisy, nowe POVy oraz generalnie wydłużałem go, to doszedłem do wniosku, że jednak nie chcę napisać rozdziału, który jest dłuższy od reszty fanfika. Dlatego też dosyć wyjątkowo będzie on podzielony na części. Tym razem będziemy mieli zaprawdę dużo akcji, którą liczę, że też docenicie. Dodatkowo - generalnie już zaznaczałem wcześniej, że jeśli wrzucam soundtrack do opowiadania to jest całkowicie opcjonalny, aczkolwiek w tym rozdziale bardzo sugeruje byście go jednak przysłuchali. Nie wybrałem go przypadkowo. Podobnie też niektórzy czytelnicy mogą dostrzec tonę fan-service'u (Ghattor, jak będziesz chciał pochwalić to w spoilerze, niestety nie wszyscy oglądali). Rozdział VII - Tiān (Część 1) Chciałbym się również pochwalić komiszem jaki dokonała Cahan, dla póki co chyba najczęściej pojawiającej się postaci w fanfiku - podporucznika Rising Storma, żołnierza Cesarstwa Wschodzącego Słońca. Niestety, mimo że kończę rozdział, jak sama nazwa wskazuje - mniej więcej w połowie, to prawdopodobnie na Część 2 możecie nieco poczekać. Liczę jednak, że ten kawałek opowiadania bardzo wam się spodoba. Nie zapomnijcie podzielić się komentarzem/repką/opinią/polecić innym/nominować do Oskarów (hue). Pozdrawiam i życzę miłego czytania. - Verlax
  11. Informuję, że po dłuższej przerwie ukończony został Rozdział VI. Nie dzieje się spektakularnie dużo, ale jest to tylko preludium do czegoś znacznie większego. Rozdział VII nad którym już pracuję i który jest już w dużym stopniu rozpisany powinien was powalić. Jeśli utrzymam dobre tempo pracy, można się spodziewać, że w następny weekend kolejna część Krwawego Słońca się pojawi. Rozdział VI - Gruzy Cesarstwa Życzę miłego czytania - nie zapomnijcie skomentować i podzielić się swoimi opiniami o opowiadaniu.
  12. To chyba najkrótsza przerwa między rozdziałami jaką kiedykolwiek zaliczyłem, ale jest już kolejna część Krwawego Słońca! Wprawdzie fabuła nie posuwa się spektakularnie do przodu, ale cóż, miałem wyjątkowo dobrą serię pisarskiej weny. Życzę miłego czytania i standardowo już polecam dodać komentarz po przeczytaniu. Rozdział V - Chryzantemowy Tron Pozdrawiam
  13. Fanfik nie umarł, po prostu odpoczywał snem (letnim?). Z dumą prezentuję kolejny rozdział Krwawego Słońca, tym razem koło 6 tysięcy słów. Liczę, że przy następnych rozdziałach pracować będę szybciej i nie będziecie musieli tyle czekać na kolejną część opowiadania. Życzę miłego czytania: Rozdział IV - Noc Nie zapomnijcie po przeczytaniu podzielić się komentarzami i opiniami, to koi dobre serduszko autora (uśmiech).
  14. Ten post nie może zostać wyświetlony ponieważ znajduje się na forum chronionym hasłem. Podaj hasło
  15. Generalnie bardzo szanuję Sun, że próbujesz bronić fanfika używając do tego całkiem niezłych argumentów, aczkolwiek wydaję mi się, że sam autor raczej powinien odnieść się do krytyki - nie tylko tej najnowszej, ale całkowicie olanej od początku Zodiaka, mnie, Johny'ego, Gandzii i innych osób, które komentowały wcześniej. To nie sią "gupie hejty" Pozwolę się odnieść do twoich argumentów. 1. Generalnie twoja obrona jest niezła, tylko, że defilada w 1945 nie miała już żadnego znaczenia - Niemcy i tak wojnę przegrywały, zdradzenie informacji o tym nic by nie zmieniało. Natomiast świetnym argumentem na obronę byłoby, że przecież pokazanie tylko wizji tych śmiercionośnych maszyn nic jeszcze by nie dało - nie dałoby się przecież ich skopiować dopóki nie uzyskałoby się wraku, a najlepiej nieuszkodzonego egzemplarza. Problem polega na tym, że Sombra nie mógł przewidzieć, że autor połamie logikę na ścianie i jakimś cudem Equestria się zmodernizuje z niczego. Biedny Sombra, też padł ofiarą tej twórczości. 3 No niestety błąd. "Szkolenie wojskowe" tutaj nic by nie dało. Zacznijmy od tego, że korpus oficerski nie istnieje, nie ma pełnoprawnych akademii wojskowych uczących nowoczesnych "II wojennych" taktyk, brak literatury, doświadczenia historycznego, poligonów oraz kadry nauczycielskiej. Nie ma w sumie niczego. Dobra, okej. Zobaczmy teraz jak ma się do "realiów". Nominacja oficerska w brytyjskiej szkole oficerskiej (zdobycie stopnia podporucznika) następuje po 1372 godzin wykładów i 245 godzin ćwiczeń pracy indywidualnej. Zakładając, że taka "Twilight" będzie każdego dnia 12 godzin dziennie poświęcała na wykłady w szkole wyrobie normy anglosaskiej zajmie jej 114 dni + 20 dni na ćwiczenia. Oficer z takiej szkoły do niczego w sumie się nie nadaje - nie ma żadnej wiedzy praktycznej. W brytyjskiej armii świeży podporucznik w ogóle nie był wysyłany do dowodzenia jednostką tylko się doszkalał u boku innego dowódcy. Nie mówiąc już o tym, że generalnie jakoś brytyjska armia lądowa nie była spektakularnie skuteczna, może więc dajmy jakiś inny przykład który pasuje do naszego super wspaniałego dowódcy Twilight Sparkle? Dobra, japońska akademia oficerska. Rygor zwiększony - 3382 godziny wykładów i 2765 godzin ćwiczeń co daje 512 dni bez przerwy po 12 godzin dziennie na ukończenie kursu. Tylko jest jedno ale. By otrzymać nominację trzeba też zaliczyć minimum 301 dni ćwiczeń polowych co daje łącznie 813 dni i powyżej dwóch lat absurdalnego kursu szkoleniowego. Przypominam, że to jest tylko po to by zdobyć nic nie znaczący stopień podporucznika przy założeniu, że w ogóle taka akademia wojskowa istnieje, ma korpus szkoleniowy, literaturę i środki by w ogóle prowadzić szkolenia! Żeby zrozumieć jak wielki to jest problem - republikańskie Chiny pomimo otrzymania gigantycznej pomocy od Niemiec i doskonałego doradcę wojskowego ich pełnoprawną Centralną Akademię Wojskową udało się założyć dopiero przed wojną, co spowodowało, że nadal większość sztabu było wychowankami Akademii Wojskowej Baoding, szkoły wyjątkowo, ale to wyjątkowo miernej. Tutaj nawet takiej pomocy nie ma. Ergo - jest nierealne by osoba mająca zero doświadczenia wojskowego mogła stać się w tak krótkim czasie kompetentnym dowódcą dywizji. Powiem więcej - jestem przekonany, że w tym czasie nie byłoby w ogóle dobrego korpusu oficerskiego, pal licho Mane Six. ---- Co do Luny, kwestia raczej się tyczy tego skąd ona niby może wiedzieć (gdzie, skąd ma wiedzę na ten temat?) który czołg jest najlepszy? Jeśli rzeczywiście wybierała po rozmiarze to pal licho, nawet zabawne wyjście - tylko w takim razie dlaczego za każdym razem to jest wybór dobry, podczas gdy "duże czołgi" mają duże tendencje do awaryjności, kłopotów technicznych i podobnych mankamentów, nie mówiąc już o tym, że ostatecznie wojnę wygrały czołgi średnie i lekkie, a nie ciężkie. ---- Co do reszty punktów to się generalnie zgadzam. Pozdrawiam