Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Verlax

Brony
  • Content Count

    680
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Verlax last won the day on August 16

Verlax had the most liked content!

Community Reputation

405 Wzorowa

About Verlax

  • Rank
    Szerzej Nieznany
  • Birthday 08/20/1996

Kontakt

  • Skype
    Verlax
  • Gadu-Gadu
    23392892

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    ---
  • Zainteresowania
    My Little Pony
    Warhammer 40.000
    Literatura
    Historia
    Polityka
  • Ulubiona postać
    Rainbow Dash jest postacią która w środowisku pisarskim na FimFiction jest najprawdopodobniej najlepiej opisywana. Nigdy nie zapomnę "Where Loyalties Lie", epickiego cyklu "Auesteorah", czy chociażby "Rainbow Typhoon".

    Tóż za Rainbow Dash plasuję się Princess Luna oraz Scootaloo.

Recent Profile Visitors

3,071 profile views
  1. Chciałbym bardzo gorąco podziękować @Hoffman za komentarz i pozwolę na niego odpowiedzieć, mimo że niespecjalnie mogę chociaż trochę dorównać ci w długości i przenikliwości w komentarzu - chciałem konkretnie zwrócić uwagę tylko na dwie drobne kwestie: Te "nieszczęsne rozdziały". Zacząłbym od tego, że można nazywać ten zabieg różnie, ale na pewno nie są to rozdziały. Można to nazywać "sceny" (też nieprecyzyjnie) czy po prostu "fragmenty", ale na pewno nie rozdziały. Nie wziąłem to też znikąd - zainspirowałem się konkretnie tutaj Sapkowskim, który w taki sam sposób rozdziela swoje opowiadania: Dodatkowo jeśli chodzi o ten wątek, nie rozumiem komentarza o "losowych nagłówkach" - przejrzałem opowiadanie i jeszcze przed korektą wszystkie były poprawne jeśli chodzi o kolejność i numerację, od " I " do " XVI ". Jestem więc tym ociupinkę zdziwiony. Druga kwestia tyczy się wspomnienia, że Venia d'Oriago chociaż miał wielką rolę w prologu, to ostatecznie jego obecność w fabule była niewielka. Osobiście uważam, że nie jest to wada czy zaleta, tylko pytanie o autentyczną rolę postaci czy rolę "plot pointów". Główny wątek fabularny tyczy się przede wszystkim skomplikowanych relacji w ramach rodziny Platinum, a konflikt między Ligurią i Altiną choć jest, nie jest głównym wątkiem. Powodem tego stanu rzeczy jest po pierwsze "misdirection" (odwracanie uwagi czytelnika i zajmowanie go czymś innym by nie dostrzegł o co realnie toczy się gra by go zaskoczyć), a po drugie - zajmowanie czasu czytelnika póki "prawdziwa intryga" dopiero się rozwija i by on się nie nudził. Shaffrilas Productions zrobił swego czasu film o "twist villainach" w filmach animowanych i szczególnie poleciłbym ci fragment o tym jak robi to Pixar w Monster Inc. On sam wyjaśnia to dużo lepiej niż ja - ale w skrócie - póki nie jest ujawniony prawdziwy antagonista czy prawdziwe wyzwanie dla bohaterów, musi istnieć jakieś inne wyzwanie, inny antagonista by zajął czas oglądającego aż do "revealu". Gdy reveal już następuje - jego rola w fabule jest nieistotna. Dlatego też notabene Venia nie dostał opisu swojego pojedynku z Lazurem. Bo w praktyce z przyczyn fabularnych, nie miało to już znaczenia i w tym momencie opowiadania było już oczywiste, że głównym wątkiem Władców Wiatru jest skomplikowana relacja w ramach rodziny Platinum, a nie konflikt dwóch miast. Link do tego filmu W każdym razie - bardzo ci jeszcze raz dziękuję za przeczytanie i skomentowanie. A skoro o tym mowa, Władcy Wiatru w skorektowanej formie zawitają na forum lada chwila... I wreszcie, prezentuję wam: Zwycięzcę konkursu pisarskiego "Czarna Śmierć" Władcy Wiatru [Slice of Life] [Violence] [Political] Prolog Władcy Wiatru Epilog Opis Opowiadania: Do Everfree, stolicy Equestrii, przybywają rycerze dominium Królewskich Sióstr by wziąć udział w turnieju z okazji święta Dies Triumphi Solis Invicti. Baron Luco d’Sarisolla z Fralii reprezentujący miasto Ligurii zostaje jednak po drodze napadnięty przez bandytów i okaleczony. Od śmierci ratuje go interwencja tajemniczego nieznajomego. Nie będąc w stanie dalej walczyć - baron Luco prosi by ten go zastąpił. Choć nie może tego jeszcze wiedzieć, prośba ta zmieni Equestrię w sposób jaki nigdy nie mógłby sobie wyobrazić. Dla osób co czytały opowiadanie w wersji konkursowej bądź lektorskiej - co jest zmienione? Została dodana jedna drobna scena (słownie dwie strony) oraz dodano drobny szczegół do jednego opisu. Korektorem opowiadania był SoulsTornado za co mu bardzo dziękuję. Życzę przyjemności w trakcie lektury i skoro Władcy Wiatru wreszcie zostali opublikowani - ogłaszam, że za tydzień od teraz zamykam ankietę i na jej podstawie zdecyduję jakiego one-shota do serii pisać dalej. Możecie też osobno zasugerować czy macie ochotę bym zajął się jakimś konkretnym obszarem czy tematem w ramach świata. Jednocześnie też został ogłoszony konkurs na Gradobicie. Pomijając rezultaty ankiety, prawdopodobnie coś na to Gradobicie napiszę, acz nie mogę zdradzić szczegółów. Pozdrawiam
  2. Dobry, Władcy Wiatru *wciąż* są korektowani, niestety nic na to nie poradzę w obecnej chwili. Póki co zaś mogę wam nieco osłodzić ten brak - chciałbym zaprezentować wreszcie mapę tego uniwersum! Liczę, że pomoże ona nieznacznie w waszej orientacji po uniwersum Koła Historii i zwiększy przyjemność z lektury. Jak coś, ankietę co do kolejnego dzieła w tej serii zakończę tydzień po publikacji Władców Wiatru, których liczę, że rzeczywiście w najbliższym czasie uda mi się opublikować. Pozdrawiam
  3. Od dłuższego czasu nie było żadnego tekstu. Powód jest dosyć specyficzny - jak wspomniałem, zajęty byłem opowiadaniem "Władcy Wiatru", które było na konkurs pisarski "Czarna Śmierć" w dziale Cahan, który - co niezwykłe (bo Malvagio nie startował) wygrał. Niestety, korekta to potworna bestia, a tłumaczenie z verlaxowego na polski nieco zajmuje - w wypadku Władcy Wiatru wręcz korektę tę wygrałem z konkursem, ale efekt był taki, że przez bardzo długi czas nie mogłem niczego publikować, a zobowiązałem się, że kolejny etap Koła Historii (wybrany w ankiecie) będę pisać dopiero po opublikowaniu Władców Wiatru tutaj. Jako pisarz jednak kompletnie nie wytrzymałem i ignorując ten fakt, jak i obecne wyniki w ankiecie napisałem ten rozdział o gryfach. Jest to rozdział, na który miałem olbrzymią presję by napisać i z tego powodu - możecie go dzięki korekcie jakże wytrwałego Gandzii przeczytać już teraz. W rezultacie ankieta zostanie zmodyfikowana by mieć tylko dwie opcje, te co ostatnio - sequel do "O'n", bądź też one-shot o magii dziejący się nieco dalszej przyszłości. Przypominam, że za głosy ważne uznaję tylko głosy osób co minimum raz skomentowały to opowiadanie na tym dziale. Zanim wreszcie przedstawię wam kolejny rozdział, ostatnia mała niespodzianka. Dzięki Magfenowi, Koło Historii ma swój pierwszy art, powiązany właśnie z tym nowo opublikowanym rozdziałem: ..acz co on właściwie znaczy i jaki jest jego kontekst, to już opowieść na inny czas - acz ten Rozdział VII może wam w tym kontekście dać do myślenia: Rozdział VII - Grzech Supremacji Standardowo, życzę miłego czytania i jak największej przyjemności z lektury. Liczę, że w niedługim czasie będę w stanie opublikować tutaj też Władców Wiatru gdy dzieło to zostanie już skorektowane. Pozdrawiam
  4. Zostałem niezmiernie zaskoczony jak dobry jest to fanfik. Jest to dzieło bardzo bogate, posiadające świetne dialogi, niesamowite wręcz opisy otoczenia (zwłaszcza tego "ponurego szarego miasta"), intrygujące postacie ze szczególnie ciekawym głównym bohaterem - a jednocześnie - fabułą wartką, która wydaje się nie tracić nawet jednego zdania na rzeczy nieistotne. Aż brak mi słów - bo w nieco ponad 5 tysięcy słowach Malvagio opowiedział piękną, przejmującą i świetnie napisaną historię. Bardzo mi się też podobało, że same opisy tańca jak i generalnie klimat opowiadania był mocno "mistyczny i magiczny", mimo że bezpośrednie użycie tych sił bezpośrednio odczuć można dopiero w ostatnich stronach opowiadania - ale całe dzieło jest przeniknięte tym klimatem. Faktem jest, że jak Xelacient napisał - opowiadanie to w bardzo nikły sposób czuć, że jest "opowiadaniem o pastelowych taboretach". Ciężko byłoby mi określić czy opowiadanie to jest przepojone "klimatem MLP", jakkowiek by to określić. Wydaję mi się jednak generalnie, że nie ma to szczególnego znaczenia - "Magnum Opus" po prostu jest świetnym opowiadaniem i basta. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, opisy tańca były wyjątkowo bogate i mistyczne, były wręcz przepiękne, ale nieco mierziły mnie dwa aspekty - pierwszy taki, że podobnie bogato nie opisano muzyki towarzyszącej tańcowi, która jest ważnym elementem dla tego rodzaju sztuki. Drugi element jest dosyć specyficzny, ale pomijając ostatni, ten najważniejszy taniec (tytułowe Magnum Opus) były one mało kontekstowe - chociaż autor dał piękne opisy wykonywanych przez bohatera ruchów, to gorzej było z opisaniem "co właściwie było tańczone". Dużo dzieł opery chociażby traci olbrzymią część swojego bogactwa jeśli nie ma podanego kontekstu. Chociażby taka opera "Pierścień Nibelunga" Wagnera traci sporo ze swego bogactwa muzycznego jeśli nie wychwyci się samej opowiadanej opowieści ani się nie połączy faktu, że używane Leitmotify są tak pięknie transformowane w trakcie opery zgodnie z tym co się dzieje w samej historii. Tak samo też, nie jako mała dziura fabularna jawi mi się fakt, że chociaż Karamazow przedstawia bohaterowi swoje tytułowe Magnum Opus, to nie tłumaczy mu jego kontekstu (który jest nam ujawniany dopiero w plot twiście) ani nie próbuje nawet opisać co to jest (gdyby opisał, że taniec ten przedstawia historię X, ale w rzeczywistości przedstawia Y dla mnie problem byłby rozwiązany). Pomimo tego, opowiadanie to jest jak najbardziej warte przeczytania i bardzo gorąco je polecam. Czuję się też na tyle przekonany by dać temu opowiadaniu głos na Epic - choć tak trudno uzyskać tę rangę na tym forum i tak bardzo wydaję się to syzyfową pracą, tak wydaję mi się, że ten fanfik jak najbardziej zasługuje na wyróżnienie.
  5. Rozdział VI miałem możliwość pre-readować, po szybkim przypomnieniu go moje odczucia z lektury są bardzo... mieszane. Trudno to opisać. Warsztatowo i jeśli chodzi o poziom korekty, Kruchość Obsydianu prezentuje dalej bardzo dobry poziom (nie żebym był autorytetem jeśli chodzi o korektę). Indywidualnie, nadal uważam, że generalnie każdy z rozdziałów jeśli oceniałbym go jako "self-contained story", to każdy z nich oceniłbym jak najbardziej pozytywnie. Takie rzeczy jak "dialogi", "światotworzenie", "tempo" czy "generalną" kreację postaci oceniłbym też raczej pozytywnie. A jednak, gdy myślę o tym fanfiku jako całości i dokąd on wydaje się zmierzać, mam wrażenie zbierających się burzonych chmur. W normalnych warunkach, zwykle suma dobrych rzeczy powinna stworzyć coś co jest lepsze niż każdy element z osobna. Kruchość Obsydianu jednak mnie zaskoczyła w tym kontekście, że czytając ten fanfik czułem się na odwrót - gdybym oceniał tylko światotworzenie, tylko postacie i tak dalej - moja ocena byłaby lepsza niż gdybym oceniał opowiadanie jako całość. W dalszej części komentarza będą ciężkie spoilery. Zostaliście ostrzeżeni. Mam kilka różnych problemów z opowiadaniem i co charakterystyczne, żaden z tych problemów nie jest problemem "tego konkretnego rozdziału" czy nawet "tej konkretnej sceny", tylko jest to nie jako problem ogólno-fanfikowy, charakterystyczny dla tego dzieła jako całości. Dodatkowo, problemy te się zazębiają i razem bardziej mierzą. Pierwszym od którego bym zaczął jest generalny problem z światotworzeniem i syndromie Końca Historii (Fukuyamy). Opowiadanie dzieje się pewien czas po wydarzeniach z serialu i to w jaki sposób jest on prezentowany generuje wrażenie absolutnego triumfu oryginalnych bohaterek oraz Equestrii, kompletnego zwycięstwa Harmonii. Świat poszedł do przodu, bohaterki są alikornami, Equestria wydaje się bardzo potężna i nic jej realnie nie grozi - ani inne państwo ani inna katastrofa. Generalnie - to jest całkiem kreatywne i unikatowe podejście co zasługuje na uznanie, ale fabuła strasznie od tego cierpi. Bo gdy autor próbuje jednak stworzyć jakąś iluzję zagrożenia (jak ukryte niespodzianki pozostawione przez Sombrę), jako czytelnik absolutnie nie jestem w stanie uwierzyć, że ten zagrożenia są poważne. W ten sam sposób, nie jestem w stanie w żaden sposób uznać, że "powrót Sombry", nawet gdyby się wydarzył byłby jakimkolwiek realnym zagrożeniem. Sombra dostał straszne wciry gdy bohaterki nie były alicornami, zanim Equestria stała się potęgą oraz w sytuacji gdy Sombra już "był", a nie tylko "powracał". Dlaczego miałbym jakkolwiek jako czytelnik uznawać zabawki Sombry i sam powrót Sombry jako cokolwiek co mogłoby w ogóle drasnąć tę potężne filary equestriańskiego systemu? Notabene, w tym kontekście bardzo ciekawie wypadły sceny, w których Obsidian odkrywa jak bardzo jest słaba. Oryginalnie gdy je czytałem, miałem ochotę chwalić autora za to, że podszedł do tego kreatywnie. "Ukryty villain" odkrywa w tajemnicy, że przekonanie o jego mocach były nader optymistyczne. Była to nie jako "subwersja oczekiwań". Obsidian nawet nie jest blisko by móc realnie być zagrożeniem dla kogokolwiek. A potem gdy zacząłem o tym myśleć i czytać dalej, to chęć czytania po prostu rąbnęła o podłogę. Bo to tym bardziej wywaliło wszelkie napięcie z fabuły i tylko utrwaliło przekonanie, że opiekunkom Obsidian absolutnie nic złego nie może się stać. W opowiadaniu jest tak olbrzymia dysproporcja siły, że nie mogę kompletnie kupić jakichkolwiek prób wytworzenia napięcia. Scena, która kiedyś zrobiła na mnie wrażenie (czyli Obsidian pytająca się "czy są w zasięgu Ponytown", z subtelną groźbą) w tym kontekście przestaje mieć sens. W normalnych warunkach, to mogłoby nie być uznane za wadę. Czuję zbliżający się argument "ale przecież to slice of life, nie musi tu być napięcia". No dobra, ale czemu w takim razie autor ciągle próbuje to robić? To się strasznie kłóci, dlatego koncept światotworzenia oraz kreacji Obsidian generuje negatywną wartość dodaną. Autor próbuje wzbudzić napięcie i to kompletnie nie działa. (pominę, że Slice of Life wcale nie tracą na tym, że jest realna stawka i napięcie w konfliktach) Drugi "problem" nie byłby problemem gdyby nie był on połączony z pierwszym, jest to charakterystyka tych zazębiających się problemów. Otóż opowiadanie ma serialową czarno-białą moralność i Harmonia nieironicznie jest tym świetnym i dobrym system moralnym. To w żadnym stopniu nie byłaby wada (w końcu, fanfik mocno serialowy), gdyby właśnie u licha nie czuć byłoby wrażenia tego już absolutnego triumfu dobra w tym świecie i końca historii. Przeciwnicy i problemy jakie są stawiane przedstawicielom wszelkiego dobra i porządku są tak nikłe, tak żenująco łatwe, że nie czuję żadnego osobistego zaangażowania by ci "dobrzy" wygrywali. Siła "dobra" najlepiej się ujawnia w obliczu wielkich wyzwań, potężnego zła, wątpliwości. Tutaj tym wielkim gigantycznym wyzwaniem dla tych dobrych jest... no właśnie co? Wychowanie Obsidian, o której autor już nam powiedział, że jej magia nie jest wcale na tyle silna? That's it? I tu przechodzimy trochę do psa pogrzebanego - Obsidian oraz jej opiekunów. Zacząłbym od tego, że Obsidian "generalnie", już oceniając tylko jej writing, jest bardzo interesującą postacią. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w polskiej MLP fanfikcji jedną z najciekawszych, jeśli nie najciekawsza o której kiedykolwiek miałem okazję czytać. I tutaj objawia się dodatkowy element, prawie absurdalny. Dla porównania, jej opiekunowie (Twilight) są tak niekompetentni, zadufani w sobie, miałcy, że charakter Obsidian tym bardziej rośnie. Jeśli miałbym "kibicować", to absolutnie Obsidian - jej opiekunowie wypadają po prostu żenująco, szczególnie na tle światotworzeniowego "końca historii". Ale ponieważ właśnie opowiadanie ma biało-czarną moralność i silnie implikuje, że Harmonia jest tym nieironicznie perfekcyjnym i dobrym systemem moralnym, że to opiekunowie Twilight mają absolutną rację i że oni nieironicznie chcą tylko Obsidian "naprawić" i "ucywilizować", to aż metaforycznie nieco wymiotować się chce. Moje doświadczenia więc z lekturą, jeśli by jakoś to skrócić do jednego zdania, prezentowałyby się więc następująco: Opowiadanie jest absolutnie noszone na plecach i fabularnie ciągnięte przez Obsidian, chociaż w światotworzeniu i fabule autor usilnie implikuje, że powinienem kibicować jej antagonistom by zamienili Obsidian w tak samo nudną i miałką postać jak wszystkie inne. Notabene skoro jesteśmy już przy postaciach, często w swoich komentarzach rzucam, że postacie (w tym postacie tła) są "generalnie dobrze napisane". Tutaj też bym tak napisał, ale muszę jedną rzecz doprecyzować. Nie, te postacie tła "same w sobie" nie są w żaden sposób interesujące. Są one interesujące tylko dlatego, że mają ciekawe interakcje z Obsidian i ich utylitarność dla fabuły i przyjemności z lektury mierzy się tylko przez to czy realnie one pomogły Obsidian (z perspektywy narracji). Autor bombarduje tutaj przeróżnymi OCkami i im dłużej o tym myślę - gdyby Obsidian nie było, znacząca większość z nich nie byłaby ciekawa. W tym kontekście, gdyby nieironicznie celem autora byłoby reformowanie Obsidian i uczynienie z niej "wzorowego obywatela Equestrii" (jak chcą jej antagoniści z Twilight na czele), to opowiadanie w sposób nieunikniony stałoby się dużo, dużo gorsze. Jest jeszcze jeden, ostatni mały problem, który nie jest na tyle interesujący - bo nie zazębnia się w sposób bezpośredni z pozostałymi wymienionymi przeze mnie wadami. Trochę czuć, że fabuła idzie do przodu bardzo wolno - prawdopodobnie zbyt wolno. Szczególnie ostatnie rozdziały nie pchnęły specjalnie wydarzeń do przodu - w normalnych wypadkach nie uznałbym tego nawet za wadę. Jednak zdaję sobie sprawę, że autor będzie teraz więc potrzebował dużo więcej czasu i pisania by wreszcie "przejść do punktu", co może być bardzo trudne i autor może zawieść. W tym kontekście przykład "Ścieżek donikąd" Johny'ego nieco mi się nasuwa. Ostatnie rozdziały Kruchości Obsydianu zostawiły po sobie bardzo gorzki after-taste. Moje przyjemne uczucia z lektury bardzo poprawnego tekstu znikły niestety po tym gdy zacząłem rozważać implikacje tego gdzie realne fabuła prowadzi oraz co oznacza dla niego przedstawione światotworzenie. W tym kontekście, pewnie będę miał ochotę przekonać się w kolejnych rozdziałach co dzieje się dalej, ale będę to raczej robił z uczuciem grozy czy moje przewidywania o fabule i rozwoju postaci będą miały potwierdzenie.
  6. Nadgoniłem rozdział VI w wersji "zreworkowanej". Prawdopodobnie mój ulubiony rozdział Cienia Nocy do tej pory. Świetne światotworzenie (zarówno jeśli chodzi o Alikorngrad i historię tej rasy i konfliktów, jak i genezę Equestrii oraz Celestii i Luny), świetna kreacja postaci (Night Shadow i Bastard Spell) - obydwie te rzeczy świetnie przedstawione w jednym dialogu. Fabuła nie idzie jeszcze "specjalnie" do przodu, bo wciąż czekamy na to co się właściwie stanie w Alikorngrad - Rozdział VI ma taki nieco charakter przerywnika. Faktem też jest, że choć wątek Night Shadow jest najbardziej interesujący w opowiadaniu, to ciekawi mnie co się dzieje w Królestwie Nocy oraz czy czuć już implikacje tej ucieczki NS. Możliwe, że akurat kolejny rozdział o tym opowie? Jeśli miałbym na siłę, spróbować jakoś przyczepić się do czegokolwiek w tym rozdziale, to uważam, że póki co pokazana magia jest średnio kreatywna. Ot, "magiczna tarcza", "kula ognia" (brakuje tylko jeszcze "magiczne pociski"). Wieje nieco Dungeons&Dragons i choć technicznie "działa", to mam wrażenie, że skoro i tak autor tutaj pokazuje, że potrafi zrobić świetne światotworzenie, to może uczynić magię też bardziej interesującą. Możliwe, że to moja fiksacja na światotworzeniu i kreatywności po rozpoczęciu Koła Historii, ale wydaję mi się nadal, że można byłoby to zrobić bardziej ciekawie. Nadal, czekam na kontynuację reworka. Uważam też, że przynajmniej póki co, jakość nowego materiału (choć nie mam porównania ze starszym) jest na tyle dobra, że jeśli będzie kontynuowana jeszcze trochę to zagłosuję na Epic.
  7. A co to jest? Opowiadanie bez komentarza, i to takie dobre? Wstyd, wypada to naprawić. Instytut to względnie (?) stare opowiadanie z prastarego konkursu na spin-off do Krzyształowego Obleżenia i od razu mogę go szanować za to, że nie tyczy się on problemów bezpośredniego frontu oraz walki na tym froncie. Zamiast tego, otrzymujemy ciekawe spojrzenie na temat rzadziej podejmowany - wyścig po broń masowego rażenia, Wunderwaffe, jaką jest broń atomowa... atomowa? Nie spoilerując opowiadania, mogę zdradzić, że opowiadanie nie tyczy się, jak można byłoby się spodziewać, po prostu eksperymentalnych egzemplarzy uzbrojenia czy broni masowego rażenia, które Niemcy nie wprowadziły, albo wprowadziły i były porażkami albo wprowadziły i realnie miały jakieś znaczenie (V-2). Cieszy mnie, że autor wykorzystuje koncept magii by nadać broni tworzonej w Instytucie bardziej kreatywnego, a jednocześnie bardziej przerażającego charakteru. Oceniając tylko opowiadanie, musiałbym napisać, że nie kupuję generalnie konceptu, że Instytut miałby możliwość działania tak bardzo poza oczami Księżniczek jak i nie do końca kupuję koncept tak brutalnego i natychmiastowego ataku na Instytut bez negocjacji - zwłaszcza w kontekście, że rząd equestriański (księżniczek) się domyśla co w tym Instytucie może być produkowane i to, że w trakcie walk "coś bardzo złego może się stać" był właściwie oczywisty. Z drugiej strony, część problemów z światotworzeniem (jak właśnie felerna koncepcja konwencji o zakazie używania magii) jest częścią "fanfika-matki" jakim jest Kryształowe Oblężenie. Ciężko mi więc oskarżać opowiadanie o wady, które niejako wynikają z bazy. Skoro o tym mowa, spin-off ten raczej wymaga uprzedniej znajomości Kryształowego Oblężenia, bo pewne koncepty do których on nawiązuje (jak uparcie się Equestrii by walczyć wojnę "na czysto") stają się klarowne dopiero po zapoznaniu się z KO. Pomijając te elementy, poprawność gramatyczna, ortografia, klarowność tekstu - wszystkie kwestie techniczne w mojej mało wykwalifikowanej opinii stoją na wysokim poziomie. Wracając niejako do samej treści, mimo, że postacie dostały tak mało (względnie) czasu antenowego, to i tak kreacja większości postaci mi się jak najbardziej spodoba. Od razu mówię, że nie jestem też w stanie wyczuć różnic między wersją oryginalną (konkursową) a nową, ale mam wrażenie, że finalny dialog księżniczek jest bardzo sprytnie napisany, bo dalej generalnie czytelnik może stać przy opinii, że uparcie się na "walkę na czysto", jest idiotyczne, ale jednocześnie, księżniczki prezentują dobry argument dlaczego są mocno sceptyczne konkretnie w stosunku do tego właśnie sposobu prowadzenia wojny i konkretnie tego aspektu, tej konkretnej broni. Jeśli też dobrze pamiętam i dobrze odnotowuję, to dopiero w tej wersji poprawionej Instytut zawiera nawiązanie do jakże pięknego i interesującego cytatu... Podsumowując, jeśli znacie Kryształowe Oblężenie i niezależnie czy wam się podobało czy nie, polecam zajrzeć do tego opowiadania. Nie powiedziałbym, ze jest to opowiadanie na "Epic", ale jest bardzo solidne i aż się zastanawiam czy tego konceptu nie można byłoby pchnąć jakoś dalej.
  8. "W cenie jednego" przeczytane. Dużym, klasycznym problemem komentowania opowiadań, które są pozbawione wad jest to, że ciężko trochę o nich pisać. Jest to zwyczajnie przyjemny wycinek z życia najemnika, jest nieco przyjemnego humoru, jest nieco nawiązań, fabuła szybko się zawiązuje i rozwiązuje, jest to idealny mały tekst do czytania dla czystej przyjemności. Mógłbym niby narzekać, że Rex to ma za prosto i bardzo ciężko odczuć by kiedykolwiek, jakkolwiek coś mu realnie groziło przez co tension nieco leży - ale pomimo tego - i tak bawiłem się świetnie.
  9. Po długim czasie, wreszcie udało mi się zabrać z powrotem za Kresy. Tym razem - opowiadanie "Nikt nie jest doskonały". Po tak długiej przerwie oraz (z tego co słyszałem) reworku opowiadania, ciekawiło mnie jak Kresy się prezentują obecnie. Jak wyszło? W skrócie - jestem bardzo zadowolony. Fabularnie opowiadanie jest dosyć istotne w kontekście serii bo jest to niejako zawiązanie wątków Greipnira oraz Fenrira, jest to spotkanie dwóch postaci po wielu latach i jest ono satysfakcjonujące. Generalnie, opowiadanie prezentuje dobry poziom, zarówno jeśli chodzi o technikalia, jak i ogólnie dialogi i opisy. Dłuższy dialog "przy zupie" Grepnira i Fenrira tutaj szczególnie zapada pamięć i podoba mi się, że "reunion" odbyło się z licznymi zgrzytami, które wynikły z zupełnie odmiennej drogi jakie te postacie obrały przy swoim rozwoju. Jeśli miałbym powiedzieć do czego mam wątpliwości - nie jest tego dużo. Z mniejszych rzeczy - żadna szkoła, która toleruje tak bezczelną i jawną grupę łobuzów raczej nie może być dobra (jak powiedział Greipnir). Zjawisko bullyingu raczej pojawia się w szkołach nie z powodu patologicznych uczniów tam przybywających, tylko braku autorytetu i zaprowadzania dyscypliny ze strony nauczycieli. Z większych rzeczy, zastanawia mnie trochę kontrast między Greipnirem i Fenrirem oraz ocena tych charakterów. Fenrira opinia o Greipnirze (przedstawiona w monologu) brzmi kompletnie niewiarygodnie i jest dziwnym wyskoczeniem do przodu z logiką. Przechwalenie się "komu było gorzej" w dialogu tych dwóch postaci było bardzo żenujące - i takie w sumie powinno być (to akurat jest naturalne i kupuję czemu obydwie postacie w to wchodzą ). W ogóle, w tym dialogu pełno było opinii o przeciwnej postaci, które były kompletnie pozbawione sensu i argumentacji ich podpierającej, ale te opinie miały sens z perspektywy ich charakteru i ubogiej wiedzy o postaci po drugiej stronie. W efekcie - ciężko mi to nawet uznawać za wadę, bo nie jestem pewien gdzie przebiega granica między "postać gada kompletne bzdury, więc jest to wada", czy "postać gada kompletne bzdury, bo robi to na podstawie tego co wie i taki ma charakter, więc jest to zaleta". Jestem nieco skonfliktowany. Osobną kwestią jest to, że u Greipnira o ile łatwo wyczuć przemianę charakteru, bo mamy względnie precyzyjnie określone jaki czas mijał między poszczególnymi opowiadaniami o Greipnierze, tak przy Fenrirze jestem trochę skołowany - bardzo, bardzo trudno mi powiedzieć ile realnie czasu minęło od Tajemnicy Złotego Bazyliszka a tym opowiadaniem, bo charakterem Fenrir zmienił się mocniej niż bym przepuszczał, a to opowieści Fenrira sugerują, że jeszcze miał sporo innych przygód (przy których nie wiadomo co się stało). Sprawia to, że postać Fenrira z mojej strony, oceniając charakter - prezentuje się dziwnie. Nie mówię, że źle, ale ten przeskok był trochę mocny. Ogólnie jednak, "Nikt nie jest doskonały" czytało się dobrze i ciekawi mnie co będzie dalej się działo z tymi postaciami.
  10. Cieszy mnie, że się podoba Dolar84, pozwolę się odnieść do pewnych uwag. Pozwolę sobie zacząć od kwestii charakteru Celestii, gdyż fundamentalnie się tu nie zgadzam. Jak Dolar zwykł pisać : "Beware the spoilers!" Kiedy wszyscy Nieśmiertelni rzucają swoimi mocami i popisują się swoją wielką potęgą, Celestia jest tą, która zachowuje się najbardziej jak ziemski władca. Czy to jest wada? Niezależnie od tego czy jest się zwolennikiem humanitaryzmu czy nie (bo Celestia przejęła władzę w Equestrii bez rozlewu krwi), jest to na pewno rzecz unikatowa. To co jest też szczególnie charakterystyczne, jeśli szczególnie weźmie się pod uwagę prolog (tytułowe "Koło Historii") które jest pisane przede wszystkim z POV Celestii. Nie wiem czy podzielasz moje zdanie, ale jednak z prologu można wyczuć, że w Celestii są bardzo duże pokłady cynizmu oraz wyrachowania. Patrząc na to szeroko, z charakteru Celestia jest prawdopodobnie najbardziej podobna do... Kairosa. To co charakterystyczne jest dla obydwu to to, że są to postacie bardzo niebezpośrednie, które się nie zdradzają z tym co naprawdę mają na myśli oraz co planują. Różnią się tylko jak ukrywają swoje realne motywy - Kairosa dwie głowy i nieustanna pół-szalona gadanina ukrywa jego prawdziwy cel, podczas gdy u Celestii są to łagodne zdania, które kryją za sobą prawdziwą treść (prawdopodobnie kompletną odwrotnością jest Rimstuar, który jest absolutnie bezpośredni). Chociaż to nie przychodzi jako pierwsze na myśl, Celestia w Kole Historii jest bardziej intrygantną i dalekosiężną planistką - która swoje ruchy, decyzje polityczne planuje na przestrzeni wieków. Można też zwłaszcza z prologu wyczuć, że Celestia ma pewne bardzo konkretne plany dla Equestrii - plany, które polegają nie tylko na tym by "panować" (jak Saoshyant) ale by transformować Equestrię zgodnie z jej marzeniami (o których narazie dużo nie wiemy, ale wątek na pewno będzie rozwinięty). Podsumowując, chociaż nie będę próbował przekonywać na siłę, że Celestia ma "najlepszy i najciekawszy" charakter wśród Nieśmiertelnych, tak zwyczajnie nie mogę się zgodzić ze zdaniem, że jej charakter jest słaby, bądź że go nie ma. Co zaś do kultury zebr z opowiadania "O'n", od razu mówię, że jeśli chodzi o tradycję przekazywania imion to nie inspirowałem się żadną ziemską kulturą, choć pewnie gdybym mocniej researchował, to pewnie znalazłbym taką kulturę trybalistyczną, która taką tradycję miała. Jeśli chodzi zaś o "gnijące zęby", to nie - to nie wpływ Cahan, po prostu śmierć od zepsutego zęba była dosyć popularnym sposobem zejścia ze świata w prymitywnych kulturach oraz przy złym stanie medycyny.
  11. Cieszy mnie, że póki co jak najbardziej seria ci się podoba. Odpowiadając niejako na podniesioną kwestię, spróbuję jakoś na ten temat coś powiedzieć możliwie spoilerując nic, albo prawie nic. Związki między poszczególnymi elementami reprezentowanymi przez Nieśmiertelnych nie muszą implikować, że rasa która jest w tym elemencie automatycznie będzie go darzyć większą czcią. Z tego samego powodu jednorożce nie wyznają automatycznie Kairosa, Tego Który Widzi, bo pomijając to, że jego aspektem jest magia, to Kairos jest związany z elementami i wartościami, które przeciętny kucyk raczej nie chce wyznawać, a sam Kairos ze względu na legendy i podania o nim ma fatalną reputację. Modlenie się do Kairosa to oznaka desperacji, a respekt wobec Tego, Który Widzi jest bardziej pochodną strachu niż miłości. I tu wracając do pegazów, to że Rimstuar może zmieniać pogodę nie sprawia, że pegazy miałyby darzyć go szacunkiem i respektem. Należy też dodać, że spośród trzech głównych ras kucyków (kucyki ziemskie, jednorożce, pegazy), to właśnie pegazy mają niejako najbardziej stałe, kulturowe dziedzictwo wynikające ze stanowienia głównego filaru Cesarstwa Cirrańskiego (o czym w fanfiku póki co nie wspomniałem, ale to nie jest żaden spoiler - z samej nazwy stolicy i imperium to wynika). Cesarstwo Cirrańskie zaś nigdy nie sięgnęło Ursuatu i kulturowe dziedzictwo pegazów jest tam właściwie całkowicie nieobecne. Wreszcie, ostatnia kwestia to dostosowanie klimatyczne - pegazy co do zasady bardzo nie lubią mroźniejszych klimatów i preferują klimat suchy, śródziemnomorski, jako najbardziej komfortowy. Jest jeszcze pewien aspekt kulturowy pegazów, o którym wolę narazie nie wspominać, ale możesz sobie na spokojnie o nim doczytać i jeszcze później ten wątek pewnie rozwinę.
  12. Bardzo mi miło za komentarz i cieszy mnie @Dolar84 , że również zdecydowałeś się zajrzeć i zapoznać z Kołem Historii. Co już charakterystyczne dla KH, co czytelnik to nieco inna opinia i inne uwagi tyczące się światotworzenia. Najpierw nieco o kwestii bitew. Należy zwrócić uwagę tutaj na to, że są trzy ważne powody dla którego szczegółowe opisy bitew przynajmniej w rozdziale o początkach Saoshyanta i Dominium Ognia nie występują. Każdy z tych argumentów zresztą tyczy się nieco innej kategorii. Pierwszy tyczący się oszczędzenia autora tyczy się po prostu faktu, że jako autor niespecjalnie chcę sztucznie powiększać rozdział, który i tak już swoją wielkość ma o jeszcze bardziej detaliczne opisy. Z tej strony uważałem, że dodatkowe bardziej detaliczne opisy bitew nie są potrzebne, tym bardziej, że są pewne też "in-meta" powody takiego opisu o których niżej. Po drugie, z perspektywy tego czego konkretnie tyczą się fragmenty, poszczególne części Rozdziału I są pisane przez historyków starożytności, a nie historyków wojskowości i po tytułach ich prac można łatwo dostrzec, że rozważania o tym dlaczego konkretnie bitwa X zakończyła się tak a nie inaczej nie jest głównym celem autorów, tylko raczej ogólne przedstawienie panoramy dziejów. Po trzecie, z perspektywy ogólnej narracji oraz motywów tej serii, well... naprawdę nie ma szczególnego znaczenia opisywanie detalicznie militarnie tych starć, ponieważ perspektywistycznie, w tym skrajnie zdeterminowanym świecie z przepotężnymi Nieśmiertelnymi wynik jednej czy drugiej bitwy czy jak konkretnie zostały poprowadzone (ze szczegółami formacji oraz co się w bitwie działo) nie ma żadnego znaczenia. Co w samym rozdziale jest podkreślone, wojna czterystuletnia mogłaby się zakończyć w miesiąc gdyby Saoshyant zdecydował się pomóc. Zamiast tego sztucznie podtrzymał stan wojny, dopóki nie zdecydował "dosyć" i nie zakończył wojny jednym ruchem. Z perspektywy historyków w tym uniwersum już współczesnym w rezultacie opis detaliczny tych bitew przeciwko Nieśmiertelnym jest... well, średnio pożyteczny i raczej nudny, bo odpowiedź na każdą wygraną przeciw Nieśmiertelnym bitwę jest "Nieśmiertelni pozwolili na to" zaś na każdą przegraną bitwę przeciw Nieśmiertelnym "to było nieuniknione". Wchodzenie w szczegóły tych bitew z Czasów Restoracji więc jest raczej dziedziną hobbystyczną historyków wojskowości, niż historyków starożytności ogólnie (patrz punkt wyżej). Oczywiście, jak się możesz domyślać, stan ten nie będzie trwał wiecznie i to nie będzie tak, że po koniec świata Nieśmiertelni będą działać w taki sam sposób (patrz - komentarze Cahan i Xelacienta, że jednak z jakiegoś powodu historycy współcześni piszą o tych wydarzeniach względnie swobodnie. Dlaczego?). Możesz więc oczekiwać, że dużo bardziej detaliczne opisy bitew i wojen jak najbardziej się pojawią. Po prostu póki co jesteśmy na etapie rozstawiania przez Nieśmiertelnych wszystkich po kątach. Życzę powodzenia w dalszym czytaniu i liczę, że będzie dalej jak najbardziej się podobało.
  13. Władcy Wiatru Tagi: [Slice of Life] [Violence] [Political] Do Everfree, stolicy Equestrii, przybywają rycerze dominium Królewskich Sióstr by wziąć udział w turnieju z okazji święta Dies Triumphi Solis Invicti. Baron Luco d’Sarisolla z Fralii reprezentujący miasto Ligurii zostaje jednak po drodze napadnięty przez bandytów i okaleczony. Od śmierci ratuje go interwencja tajemniczego nieznajomego. Nie będąc w stanie dalej walczyć - baron Luco prosi by ten go zastąpił. Choć nie może tego jeszcze wiedzieć, prośba ta zmieni Equestrię w sposób jaki nigdy nie mógłby sobie wyobrazić. Opowiadanie dzieje się w uniwersum Koła Historii. Znajomość niewymagana, acz rekomendowana. Prolog Władcy Wiatru Epilog
  14. Bardzo dziękuję za nowe komentarze - dawno niczego nie było i czy małe i duże, zawsze mile widziane. Przy okazji też skoro mam okazję - chciałbym poinformować, że jutro o godzinie 20:00 (czwartek) odbędzie się czytanie Epilogu Krwawego Słońca na kanale discordowym BroniesCorner w Kąciku Lektorskim. Jest to też ostatni epizod tego lektoratu, po którym pewnie się rozwinie jakaś dyskusja. Jeśli ktoś jest zainteresowany posłuchaniem tej ostatniej części Krwawego Słońca w wykonaniu naprawdę bardzo dobrze radzącego sobie Kącika Lektorskiego i miałby ochotę pogadać o fanfiku - jutro jest do tego najlepsza okazja. Więcej informacji: tutaj
  15. Zajęło to sporo czasu, przede wszystkim z powodu pracy magisterskiej, ale wreszcie jest kolejny rozdział Koła Historii, taki jaki zażyczyliście sobie zgodnie z ankietą: Rozdział VI - Vae Victis Zostawiam też ankietę na kolejny rozdział, troszeczkę zmodyfikowana w stosunku do poprzedniej, ze względu na priorytety w światotworzeniu: Grzech Supremacji - o gryfach - powrócimy do krainy Alemanni by odkryć dlaczego gryfie społeczeństwo było w stanie w starożytności żelaznym pazurem trzymać władzę, poznamy etniczną religię gryfów w postaci erynizmu oraz transformację społeczną po podboju Alemanni przez Lunę. Będzie to klasyczny rozdział. C'tis - o jaszczurach - okiem Araha spojrzymy na największe miasto południa, ojczyznę prastarej cywilizacji jaszczurów w C'tis. Poznamy historię tej nacji, skomplikowane relacje rasowe i religijne oraz dowiemy się o dalszych losach już znanego nam bohatera i zebr mu towarzyszących. Opowiadanie to będzie sequelem do O'n. Mieć Imię - o magii - zajrzymy do akademii magicznych w Helvetii, poznamy podstawy działania magii w tym uniwersum oraz poznamy trochę smaczków z kultury cywilizacyjnej Equestrii pod panowaniem Celestii i Luny. Opowiadanie to będzie one-shotem. Niestety, nie będzie specjalnie chronologiczne do tego co obecnie jest w Kole Historii opisywane. Będzie to delikatny "skok do przyszłości". Natomiast nastała dosyć specyficzna sytuacja i pomimo powyższej ankiety, cokolwiek zostanie zadeklarowane - będzie to mój drugi priorytet. Najpierw zamierzam napisać opowiadanie na konkurs z działu Zecory - "Czarna Śmierć", którego główna tematyką mają być choroby zakaźne. Stąd też ankietę zostawiam - po prostu to co zostanie wybrane napiszę jako drugie już po konkursie. Życzę więc miłego czytania oraz przy okazji gorąco polecam wziąć udział w konkursie organizowanym przez Cahan. Edit: Przypominam, że liczą się głosy TYLKO osób, które opowiadanie choć raz skomentowały - tak jak poprzednio.
×
×
  • Create New...