Verlax

Brony
  • Dodanych treści

    624
  • Dołączono

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    5

Verlax last won the day on March 10 2014

Verlax had the most liked content!

Reputacja społeczności

285 Wzorowa

Informacje o Verlax

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Okolice Łodzi.
  • Zainteresowania
    My Little Pony
    Warhammer 40.000
    Literatura
    Historia
    Polityka
  • Ulubiona postać
    Rainbow Dash jest postacią która w środowisku pisarskim na FimFiction jest najprawdopodobniej najlepiej opisywana. Nigdy nie zapomnę "Where Loyalties Lie", epickiego cyklu "Auesteorah", czy chociażby "Rainbow Typhoon".

    Tóż za Rainbow Dash plasuję się Princess Luna oraz Scootaloo.

Kontakt

  • Strona www
    http://www.fimfiction.net/user/Verlax
  • Skype
    Verlax
  • Gadu-Gadu
    23392892

Ostatnie wyświetlenia profilu

1446 wyświetleń profilu
  1. Jako, że fanfik "Ścieżki Donikąd" ma być pierwszym tematem dyskusji w Klubie Konesera Polskiego Fanfika, zdecydowałem się przeczytać do dzieło by do tejże dyskusji być gotowym (i do czego zachęcam też innych). Dodatkowo przeczytałem wiele pochlebnych opinii na temat tego opowiadania, tak więc chyba nie powinno być źle, prawda? Zacznę od tego, że opowiadanie jest fatalnie otagowane. Nie wiem jakim musiałeś pójść tokiem rozumowania by oznaczyć to jako [Adventure] i [Violence], a nie dać tagu [Slice of Life]. Gdybym miał oceniać to opowiadanie jako opowiadanie przygodowe, to musiałbym ostro opieprzyć ten fanfik, gdyż przygody ni diabła tu nie ma, a jej okruszki czy symptomy są budowane tak bardzo powoli, że za swego żywota chyba do właściwej przygody nie przeżyję. Skoro opieprzyłem, to teraz pochwalę. Nie czytam dużo polskiej fanfikcji, ale wydaję mi się, że mogę bezpiecznie stwierdzić, że Ścieżki Donikąd posiadają najpiękniejsze opisy i styl jaki dotychczas widziałem. Nie mam dużego materiału porównawczego, ale dbałość o piękno stosowanego języka jest niesamowita. Jest do naprawdę warte odnotowania i chwalenia - w rezultacie Ścieżki Donikąd ewidentnie się wyróżniają wśród dziesiątek innych fanfików. Niestety, grzech perfekcji oznacza, że nawet najmniejsza rysa na diamencie jest brutalnie widoczna. Kilka razy przyłapałem autora na tym, że potrafił napisać piękny, długi, klimatyczny opis czy dialog tylko po to by rozpieprzyć klimat jednym słowem. Gdy Lazy Cannabis rzucił zupełnie znikąd w trakcie dialogu określenie "wywiad-rzeka" głęboko westchnąłem ze smutku, bo poza tą wrzutką, rozmowa była 10/10. W żadnym innym fanfiku nie zwróciłbym na to uwagę, ale niestety gdy większość fanfika jest pisana tak perfekcyjnym językiem, te "średnie elementy" czasem walą w mordę. Kreacja postaci jest bezbłędna. Będąc szczerym, nie jestem czytelnikiem, który lubi się rozpływać nad opisami mimiki, emocji każdego bohatera i generalnie czytania tej wielkiej ściany tekstu, ale no nie mogę nie powiedzieć, że bohaterowie fanfika prezentują się naprawdę dobrze. Nie zamierzam tutaj jakoś specjalnie się rozpisywać ani opowiadać o swoich odczuciach do każdej postaci - wystarczy powiedzieć, że autor naprawdę spisał się wspaniale. Podobnie stoi sprawa ze światem przedstawionym, który jest i klimatyczny i naprawdę realistyczny. A skoro mowa o ścianie tekstu. Autor bardzo lubi stosować manewr polegający na tym, że zamiast jasno przenieść akcję ze sceny do sceny, to buduje ciekawy opis i zmienia scenerię niejako płynnie. O ile oczywiście jakość tekstu na tym bardzo zyskuje, to ja mam ochotę sobie wydłubać oczy. Ścieżki Donikąd czyta się bowiem fatalnie - jest to ściana tekstu, aż do 16 tys. słów, bez łatwych oznaczeń gdzie się zaczyna, a gdzie kończy kolejna scena (brak standardowych trzechgwiazdkowców - ***). W rezultacie próba potem znalezienia jakiejś starszej sceny i jej doczytania by lepiej rozumieć główny wątek to absolutny koszmar. Jest jeszcze jedna rzecz do omówienia, która wyjątkowo będzie w spoilerze. Teraz przejdę może do punktu, który może być najbardziej kontrowersyjny, czyli fabuły i generalnie konstrukcji fanfika. Spokojnie, będzie bez spoilerów. "Ścieżki Donikąd" w moim odczuciu są typowym przykładem opowiadania napisanego absolutnie pięknie, lecz nie podbudowanego żadną twardą treścią. Podsumujmy - fanfik w obecnej chwili mniej więcej trochę powyżej 40 tysięcy słów. Czy od Prologu do Rozdziału 3 naprawdę coś się w fabule posunęło do przodu? Odpowiedź brzmi - nie. Mamy przepiękne przedstawienie postaci, świetnie zarysowany świat, jakieś rzeczywiście raczkujące wątki... i tyle. Opowiadanie zostało tu porównane do twórczości Verne'a. Generalnie się zgadzam, że opisy są piękne, ale warto zwrócić uwagę, że w tę samą ilość słów Verne jednocześnie pisał piękne opisy i dialogi i przesuwał fabułę do przodu. W 15 tysięcy słów bohaterowie Verne'a znaleźli się zagubieni wewnątrz Nautilusa, do 25 tysięcy mamy świetne przedstawienie kapitana Nemo, do 40 tysięcy zaś "20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi" są już mocno do przodu w przebiegu zdarzeń i fabule. No i Verne dialogi pisał jednak krótko: Piękne, detaliczne opisy nad którymi autor się starał zawsze są zaletą - ale naprawdę nie jestem w stanie móc cenić tego opowiadania wysoko, gdy w sumie Ścieżki Donikąd są galerią dobrych opisów. Gdybym rzeczywiście miał je oceniać, stawiałbym 10/10 bez dwóch zdań. Ale ja nie oceniam opisy, tylko fanfik. Tutaj warto zwrócić uwagę, że to co opisałem tu powyżej nie musi być wadą. Można zawsze powiedzieć, że autor pisząc tak przydługie wprowadzenia dla postaci naszych bohaterów powoli i nieuchronnie zmierza do akcji, która (dzięki poprzedniemu wprowadzeniu) będzie naprawdę wartka, pełna zaskoczeń, zwrotów akcji, pięknych opisów (a jakże) i generalnie - będzie tłumaczyła skąd u diabła wziął się tu tag [Adventure]. Ale tutaj chciałbym zadać jak najbardziej poważne twórcy Ścieżek - naprawdę stać cię na to by właśnie tak prowadzić fabułę? Skoro 40 tysięcy zajęło samo wprowadzenie postaci, to jak zamierzasz wreszcie rozkręcić akcję i pchnąć fabułę do przodu? Czy stać cię wytrzymałościowo by pisać fanfik definitywnie przydługi przez tyle rozdziałów? Wreszcie, to pytanie najbardziej bolesne - jak wiele z tych pięknych opisów, dialogów czy scen jest naprawdę istotna dla fabuły, a ile z tego to "tworzenie klimatu", "rozbudowanie portretów postaci", "wprowadzanie postaci pobocznej"? Generalnie skoro się pisze niejako "recenzje" fanfika to się powinno wystawić ocenę. Wydaję mi się jednak, że jakkolwiek bym podsumował byłoby to niesprawiedliwe. Niewątpliwie - autor poświęcił masę czasu by napisać coś, co naprawdę bije jakością jeśli chodzi o styl. Niewątpliwie też, być może na moje sceptyczne podejście do fanfika wpływa moja własna preferencja. Stąd też wydaję mi się, że choć jasnej oceny wydać nie mogę, to na pewno mogę rekomendować to opowiadanie każdemu, choćby po to by doświadczyć tego unikatowego, pięknego stylu pisania. Naprawdę warto. Pozdrawiam - Verlax
  2. Prawda boli, co @Accurate Accu Memory? Łatwiej oskarżyć o wybiórczość i uprzedzenie niż przyznać, że niezależnie od tego jak spojrzeć, jest źle. Takie książki jak "Mistrz", "Gra o Ferrin" czy "Rok w Poziomce" Michalak (czy z bardziej znanych "Achaja" Ziemiańskiego) podobno też mają jakiś fanów i nawet pozytywne recenzje, ale ktokolwiek spojrzy na to z choć kapką rozumu i godności człowieka przyzna, że są to dzieła tak złe, że są kompletnie nie do obrony. Są rzeczy subiektywne przy ocenianiu. Jednym z takich najtrudniejszych do oceny jest humor, który różni recenzenci mogą oceniać kompletnie inaczej. Ten sam żart może być kompletnie inaczej odbierany przez dwie różne osoby, dlatego też komedie mają tendencję do bycia ocenianymi bardzo różnie. Tych rzeczy "subiektywnych" w ocenie trochę jest. Są jednak też pewne elementy opowiadań, które można ocenić w sposób obiektywny. Do nich zalicza się: a) Research (przez który rozumiemy nie tylko poprawność historyczną, ale również przez zwrócenie na pewne realia epoki czy wewnętrzną logikę opisów). b) Forma c) Korekta d) Logika (czy postępujące wydarzenia w opowiadaniu rzeczywiście wynikają z logicznych przesłanek) I tak się składa, że pewne opowiadanie o którym piszesz ma problem z wszystkimi czterema, nie wspominając o wszelkich przesłankach subiektywnych. --- Ach, i skoro już jesteśmy przy temacie. Ja bardzo szanuję próbę obrony fanfika i jego częste wspominanie przy każdej możliwej okazji, ale generalnie, osobiście uważam, że to autor powinien bronić swego dzieła, a nie jego banda lizusów.
  3. Tylko, że ja mam na myśli osoby, które po prostu zaglądają do dokumentów (a nie takie które komentują na bieżąco, to inna kategoria). Google.docx nie pozwala na dobre śledzenie ile, kto wchodzi do dokumentu i na jaki czas, więc czasem po publikacji rozdziału po prostu obserwuję co jakiś czas status czytelników bezpośrednio w pliku. Wychodzi zwykle, że w 48 godzin od publikacji są trzy osoby, które zajrzały do ostatniego rozdziału (w tym jeden z nich to korektor). To nie jest dalej dobry wynik. Lepsze pod tym względem były statystyki czytelnictwa z FimFiction gdzie było ewidentnie widać, że np. pierwszy rozdział mógł mieć 28 czytelników, a ostatni 3. Pokazywało to ile tak naprawdę dedykowanych czytelników fanfik posiadał. MLPPolska ma trochę bardziej ograniczone opcje.
  4. Nie wiem o co chodzi z tym "strachem przed wielką krytyką". Ja mam problem z otrzymywaniem jakichkolwiek komentarzy, a co dopiero krytyki. Stałych czytelników, którzy są na bieżąco z wychodzącymi rozdziałami mam między 3 a 5, w tym jeden z nich to jest sam korektor. Naprawdę chciałbym mieć takie problemy jak wy. A szkoda, bo jak się potem okazuje jak już otrzymuję jakiś konkretniejszy feedback, to zwykle jest on sensowny i mam co poprawiać w swoim fanfiku. Ale rzeczywiście coś w tym chyba jest, że słabsze opowiadania ściągają z jakiegoś powodu znacznie większą bazę czytelników. No cóż. Podsumuję to tak:
  5. Spokojnie, tylko sprawdzam puls czy pacjent inicjatywa z klubem jeszcze żyje. Coś idzie do przodu?
  6. Miałem napisać jakiegoś sensownego, długiego posta popartego solidną argumentacją, ale nie chce mi się. Tak więc wrzucam 100% podsumowanie: I jakby nie było to oczywiste, Noblebright jest wyblakły i raczej nudny, a już na pewno w porównaniu do innych wyborów w tym spektrum.
  7. Ja osobiście uważam, że dla osób które czytają coś więcej, zarówno jeśli chodzi o fanfiki jak i publikowane książki decydującym czynnikiem jest autor. W sumie to jest oczywiste, że jeśli przeczytało się jedno dobre dzieło autora X, to każde jego nieprzeczytane dzieło będzie zachęcać tym, że może być ono równie dobre. Jeśli sięgam do półki i wyciągam Sandersona to mogę z łatwością stwierdzić, że jego powieść fantastyczna wgniata w glebę, a jeśli sięgnę przeciętnego polskiego twórcę fantazy wanna-be-Sapkowskiego, to żadnej takiej gwarancji nie mam. Zdaję mi się też, że jeśli chodzi o fanfiki kwestia ta również ma znaczenie i lubimy czytać coś co do czego raczej jesteśmy pewni, że będzie dobre, a najczęściej gwarancją tego jest właśnie autor (i korektor). Słynny nick w fandomie świetnie też promuje. Tutaj ciekawostka - najpopularniejszy przez większość kariery pisarskiej był fanfik, który nie był opublikowany pod moim nickiem. Był to oczywiście Downfall - tłumaczenie wykonane przez @Dolar84 mojego angielskiego fanfika. Jak teraz patrzę z perspektywy czasowej na to - w niczym na popularność nie zasługiwał poza nickiem publikującego. Poza tym - właściwie całkowicie się zgadzam z tym co napisał @Arkane Whisperale dodam jeszcze jedną rzecz. Generalnie błędem jest zbyt pochopne wstawianie opowiadań do działu MLN kiedy w twoim fanfiku dopiero mają się pojawić sceny 18+, ale jeszcze ich nie ma (albo piszesz sceny, które niby są brutalne, ale jeszcze nie podpadają pod 18+). Zauważyłem już, że na FimFiction publikowanie pod tagiem Mature to strzelanie sobie w stopę, bo ograniczasz swoją czytelnię. Oczywiście, opis, tagi i tytuł też swoje znaczenie mają, ale nie uważam by miało to tak gigantyczne znaczenie. Uważam osobiście, że tytułowanie rozdziałów jest jak najbardziej wskazane z przyczyny praktycznej jaką jest łatwiejsze zapamiętanie gdzie co było dla czytelnika, oraz by nadać mu ton, klimat i zaciekawić czytelnika.
  8. W ogóle trzeba aż tak dużo tych moderatorów? Serio jest tak wielka potrzeba? Tylko się pytam jak coś. Sam niespecjalnie przy swoich ilościach wolnego czasu mógłbym pełnić tę funkcję, acz na pewno serwer będę odwiedzał.
  9. @Ylthin Maruda Pierwsza kwestia - Prolog. Nie wiem czy istnieje jakaś boska instytucja, która kładzie straszliwym piorunem z niebios każdego pisarza co przesadzi z długością wstępu, ale nie widzę powodu dla którego miałby on nie być długi. Zwykle "Prolog" ma za zadanie wprowadzić czytelnika w akcję utworu i nie ma perspektywistycznie znaczenia czy jest to 100 słów czy 1000 słów opisu. Oczywiście, strach o to, że suchy opis jest złym pomysłem na przedstawienie świata jest po części uzasadniony. Ale powiem tak - wolałbym przydługawy, 1000 słów prolog napisany dobrze i ciekawie niż krótkie 100-200 słów, który jest przeciętny. Przechodząc jednak do drugiej części - warto pamiętać, że czytelnik nie musi wszystkiego znać (a nawet i nie powinien). Tworzenie bardzo detalicznych światów, w którym każdy element ma ściśle przedstawioną sens i logikę mija się z celem, bo często czytelnika to po prostu nie obchodzi. Zresztą, w ogóle tłumaczenie wszystkiego w swoich opowiadaniach jest błędem gdyż: 1. Odbiera się czytelnikowi przyjemność z dopowiadania sobie elementów opowieści. 2. Często czytelnika nie obchodzi tak naprawdę to wyjaśnienie, więc gdy je czyta tylko go to irytuje 3. Wytłumaczenie pewnych meandrów fabuły albo rozbudowany world-building powoduje, że opowiadanie ma mniej sensu niż przed wytłumaczeniem (casus KO). 4. To strata czasu, który mógłby być poświęcony na ciekawsze rzeczy - jak pisanie właściwej opowieści, a nie jej tłumaczenie. Oczywiście, ciężko mi mówić tutaj o gołej teorii, też nie podzieliłaś się wieloma informacjami. Jeśli chciałabyś moją nieco bardziej detaliczną opinię na przykładach w pisanym przez ciebie dziele to możesz mi podesłać to na PW, w wolnym czasie spróbuję zajrzeć. Pozdrawiam
  10. Odpowiadając na pytanie @Coldwind, podejrzewam, że większość rzeczy z mojego starego Poradnika (do pisania angielskiego) się zdeaktualizowała, acz nie jestem w stanie stwierdzić do jakiego stopnia. Jeśli mogę coś ze swoim doświadczeniem powiedzieć o pisaniu po angielsku, to to, że niezależnie od starań, od ilości poświęconego czasu, researchu, wertowania słowników, korekty i innej pracy to co ostatecznie wyjdzie z twoich rąk w języku angielskim dalej będzie czymś na tyle poprawnym, co pisze przeciętny angielski licealista bez większego pomyślunku i w minimum czasu. Jest to praca paskudnie żmudna i niewdzięczna, bo to co ostatecznie tworzysz dalej jest gorsze od tego co ktoś inny pisze ot tak. Czujesz się trochę jak murzyn za apartheidu. Napisałem... no trochę rzeczy. We wszystkich z nich angielscy czytelnicy wskazywali mi błędy techniczne, ortograficzne, składniowe i interpunkcyjne pomimo czasem nawet dwóch warstw korekty. Moje próby publikacji do EQD między innymi o to się rozbijały, z tego co czytam Dolar też miał z tym problem. Oczywiście, można olać EQD i pisać do FimFiction. Ale tam walczysz o uznanie z absolutną masą czytającą i publikującą permanentnie, nie "lekko podśmierdującym trupem" działem. Jeśli na EQD czujesz się jak murzyn za apartheidu, to na FimFiction jesteś emigrantem z Europy w Ameryce późnego XX wieku i odkrywasz, że amerykański sen to mit, a przysłowiowy pucybut szansy by zostać milionerem już nie ma za specjalnie. To wciąż moim subiektywnym zdaniem lepsze niż "elitarne kółko EQD", ale wciąż - to tytaniczna praca napisać coś dobrego po angielsku i jeszcze to dobrze rozpropagować. Tak już żartobliwie, zastanawiam się czy jak brytyjskie wydawnictwo dostało oryginał "Heart of Darkness" niejakiego "Josepha Conrada" to też miało sobie ochotę wyłupać oczy i trzeba było wszystko pisać od nowa, bo cholerne Polaczki nie ogarniają gdzie się stawia "The". Z drugiej strony jak czytam już skorektowaną wersję - mogliby nie przesadzać z tym paskudnym przecinkiem oksfordzkim.
  11. (trochę spóźniony dołączam do dyskusji, ale trudno) Ja tylko dyskretnie zauważę, że technicznie rzecz ujmując - osób tych, które mogłyby pisać te "komentarze" nie jest spektakularnie wiele. Widzę tutaj zainteresowanie tematyką tego "no jak niby sprawić, żeby komentarze się pojawiały pod opowiadaniami by autor nie dostal szajby i nie zrezygnował". Ale z drugiej strony, jak dużo niby jest osób, które realnie czytają fanfiki dosyć dogłębnie i mają coś ciekawego do zaznaczenia w komentarzach pod nimi? Ja nie jestem pewien zwyczajnie w świecie czy po prostu czytelników jest wystarczająco dużo. Więcej - czy w ogóle jest dużo zainteresowanych fanfikami tak w nieco poważniejszym stopniu? W dyskusji pojawił się wątek Fanfikowych Oskarów, że te nieco pomogły z ożywieniem działu. Rzeczywiście, ale nie dlatego, że miały one rzeczywiście wiele wspólnego z fanfikami. Był to raczej ciekawy konkurs popularności. Ciekawym a mianowicie jest fakt, że było sporo ludzi, którzy nominowali fanfiki, ale potem jak obserwowałem popularność dokumentu "dlaczego który fanfik wygrał w której kategorii z detalicznymi opiniami jury", to cieszyło się to dosyć małą atencją (choć była to w sumie najważniejsza część Oskarów, czyż nie?). Innymi słowy, stało się to co przypuszczałem, czyli że z Oskarów zostanie zapamiętane tylko nominowanie wszelkiego szajsu, natomiast nie recenzje dokonane przez jury, którzy męczyli się jak diabli by to wszystko przygotować. Nie pomaga fakt, że pisanie fanfików ciekawych, unikatowych, niezwykłych często powoduje, że sami ograniczymy swój własny potencjał jeśli chodzi o czytelników. Kiedyś, przy pisaniu cross-overa do opowiadania Pilipiuka w języku angielskim jakim było 2986 Steps często lubiłem sobie klnąć pod nosem, że cholera publikuję kolejne rozdziały, wypruwam sobie żyły, wkurzam swojego proof-readera, który mi pomagał to opracować, a rezultat był dosyć... piorunujący. Zarówno na FimFiction.net jak i tutaj. Zresztą, możecie sami zajrzeć do wątku tutaj w dziale ENG i zobaczyć, że miałem naprawdę duży zasób czytelników. Ale no właśnie, kiedyś byłem wściekły. Teraz kiedy zmądrzałem doszedłem do wniosku - "a czego ja niby oczekiwałem?" Że osób, które lubią czytać angielskie fanfiki pisane przez Polaka na dosyć unikatowy temat będą popularne? Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jeśli autor pisze unikatowego fanfika i oczekuje jednocześnie miażdzącej popularności to jest zwyczajnie naiwny. I taki raczej byłem kiedy lubiłem pisać opowiadania które raczej w swej naturze nie mogły mieć dużo fanów, a jednocześnie oczekiwałem, że ktokolwiek raczy to skomentować. Dlatego osobiście uważam, że cokolwiek tutaj nie zostanie wymyślone to będzie jak zwykle. Owszem, można kombinować no jak tutaj zmusić ten "cholerny plebs" do zainteresowania się swoim fanfikiem. Ale wydaję mi się, że też jeśli mowa o "kończeniu" dzieła, to ważne jest zwyczajnie przyzwyczaić się do faktu, że komentarzy ni widu ni słychu i po prostu pisać, albo znajdywać inne powody by to robić. To czym się zajmuję teraz, czyli Krwawe Słońce zacząłem pisać, ponieważ pisałem pracę o polityce zagranicznej III Rzeszy w stosunku do Dalekiego Wschodu na zajęcia i pisanie fanfika wykorzystywałem jako casus do ponownego zajrzenia do źródeł historycznych, sięgnięcie po świetnego Polita oraz zajrzenia do starego notatnika z chińskiego lektoratu. Przyzwyczaiłem się do faktu, że po aktualizacji rozdziału mogę oczekiwać komentarzy tylko od 1-2 czytelników i to max tyle. Bo niby czego oczekiwałem, że coś w takiej tematyce będzie popularne? Tym autorom co nadal brak komentarzy doskwiera - łączę się w bólu i nadziei, ale tak poważnie, to czego oczekiwać? Proponuję zresztą wykonać taki eksperyment myślowy. Zastanówmy się ile realnie osób czyta fanfiki w tym dziale. Odejmijmy osoby, które po prostu nie komentują fanfików. Odejmijmy osoby, które po prostu nie lubią gatunku w którym piszesz (i tak kilka razy, za każdy tag w opowiadaniu). Odejmijmy osoby odrzucone przez generalną tematykę albo po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Odrzućmy następnie osoby, które już mają inne rzeczy do roboty (inne fanfiki do czytania chociażby). Wreszcie, odejmijmy masę osób które zwyczajnie nie zauważą fanfika bo jest na drugiej stronie/dawno nie miał komentarza/i tak dalej. Jest wysoce prawdopodobne, że przy takim szacowaniu wyjdzie, że w sumie liczba komentarzy jest pokrewna z liczbą osób, które mogłyby je dać. Podsumowując - cokolwiek nie zostanie wymyślone, będzie źle. Większa odpowiedzialność w obecnej sytuacji spoczywa na twórcach niż "komentatorach", którym nic innego tylko pisać mimo, że wiele chęci nie ma. Ja zwyczajnie przyzwyczaiłem się do myśli, że piszę Krwawe Słońce bardziej dla siebie niż dla czytelników i póki co mam chęć by tak kontynuować.
  12. Ten post nie może zostać wyświetlony ponieważ znajduje się na forum chronionym hasłem. Podaj hasło
  13. Ten post nie może zostać wyświetlony ponieważ znajduje się na forum chronionym hasłem. Podaj hasło
  14. Jak uda się dobrze sesję zdać to jest to bardzo możliwe. Natomiast póki co zajmuje się i piszę rzeczy bardziej związane z moimi studiami. Stąd też jak ci brakuje moich wojennych opowieści polecam zajrzeć tutaj. Gwarantuję ci, że jest równie dobre jeśli nie lepszę niż Pierwszy i Jedyny. A teraz koniec offtopu bo Dolar się przyczepi. Z tego co też zauważyłem sporo fanfików (w tym również mój, i to bardzo) może mieć problem ze spełnieniem kryterii poprawności tagowej. Mam nadzieję, że nie będzie wiele dyskwalifikacji.
  15. Również dorzucam fanfika: Przed Wschodzącym Słońcem [Adventure] [Violence] [Far East] Liczba słów - google docx podaje, że 1453, ale nie wiem czy jest to precyzyjna liczba. Podobnie jak Foley, liczę na niezajęcie ostatniego miejsca. Limit słów niestety był morderczy.