Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Verlax

Brony
  • Content Count

    671
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

Verlax last won the day on June 16 2018

Verlax had the most liked content!

Community Reputation

393 Wzorowa

About Verlax

  • Rank
    Szerzej Nieznany
  • Birthday 08/20/1996

Kontakt

  • Skype
    Verlax
  • Gadu-Gadu
    23392892

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    ---
  • Zainteresowania
    My Little Pony
    Warhammer 40.000
    Literatura
    Historia
    Polityka
  • Ulubiona postać
    Rainbow Dash jest postacią która w środowisku pisarskim na FimFiction jest najprawdopodobniej najlepiej opisywana. Nigdy nie zapomnę "Where Loyalties Lie", epickiego cyklu "Auesteorah", czy chociażby "Rainbow Typhoon".

    Tóż za Rainbow Dash plasuję się Princess Luna oraz Scootaloo.

Recent Profile Visitors

2,936 profile views
  1. Cieszy mnie, że się podoba Dolar84, pozwolę się odnieść do pewnych uwag. Pozwolę sobie zacząć od kwestii charakteru Celestii, gdyż fundamentalnie się tu nie zgadzam. Jak Dolar zwykł pisać : "Beware the spoilers!" Kiedy wszyscy Nieśmiertelni rzucają swoimi mocami i popisują się swoją wielką potęgą, Celestia jest tą, która zachowuje się najbardziej jak ziemski władca. Czy to jest wada? Niezależnie od tego czy jest się zwolennikiem humanitaryzmu czy nie (bo Celestia przejęła władzę w Equestrii bez rozlewu krwi), jest to na pewno rzecz unikatowa. To co jest też szczególnie charakterystyczne, jeśli szczególnie weźmie się pod uwagę prolog (tytułowe "Koło Historii") które jest pisane przede wszystkim z POV Celestii. Nie wiem czy podzielasz moje zdanie, ale jednak z prologu można wyczuć, że w Celestii są bardzo duże pokłady cynizmu oraz wyrachowania. Patrząc na to szeroko, z charakteru Celestia jest prawdopodobnie najbardziej podobna do... Kairosa. To co charakterystyczne jest dla obydwu to to, że są to postacie bardzo niebezpośrednie, które się nie zdradzają z tym co naprawdę mają na myśli oraz co planują. Różnią się tylko jak ukrywają swoje realne motywy - Kairosa dwie głowy i nieustanna pół-szalona gadanina ukrywa jego prawdziwy cel, podczas gdy u Celestii są to łagodne zdania, które kryją za sobą prawdziwą treść (prawdopodobnie kompletną odwrotnością jest Rimstuar, który jest absolutnie bezpośredni). Chociaż to nie przychodzi jako pierwsze na myśl, Celestia w Kole Historii jest bardziej intrygantną i dalekosiężną planistką - która swoje ruchy, decyzje polityczne planuje na przestrzeni wieków. Można też zwłaszcza z prologu wyczuć, że Celestia ma pewne bardzo konkretne plany dla Equestrii - plany, które polegają nie tylko na tym by "panować" (jak Saoshyant) ale by transformować Equestrię zgodnie z jej marzeniami (o których narazie dużo nie wiemy, ale wątek na pewno będzie rozwinięty). Podsumowując, chociaż nie będę próbował przekonywać na siłę, że Celestia ma "najlepszy i najciekawszy" charakter wśród Nieśmiertelnych, tak zwyczajnie nie mogę się zgodzić ze zdaniem, że jej charakter jest słaby, bądź że go nie ma. Co zaś do kultury zebr z opowiadania "O'n", od razu mówię, że jeśli chodzi o tradycję przekazywania imion to nie inspirowałem się żadną ziemską kulturą, choć pewnie gdybym mocniej researchował, to pewnie znalazłbym taką kulturę trybalistyczną, która taką tradycję miała. Jeśli chodzi zaś o "gnijące zęby", to nie - to nie wpływ Cahan, po prostu śmierć od zepsutego zęba była dosyć popularnym sposobem zejścia ze świata w prymitywnych kulturach oraz przy złym stanie medycyny.
  2. Cieszy mnie, że póki co jak najbardziej seria ci się podoba. Odpowiadając niejako na podniesioną kwestię, spróbuję jakoś na ten temat coś powiedzieć możliwie spoilerując nic, albo prawie nic. Związki między poszczególnymi elementami reprezentowanymi przez Nieśmiertelnych nie muszą implikować, że rasa która jest w tym elemencie automatycznie będzie go darzyć większą czcią. Z tego samego powodu jednorożce nie wyznają automatycznie Kairosa, Tego Który Widzi, bo pomijając to, że jego aspektem jest magia, to Kairos jest związany z elementami i wartościami, które przeciętny kucyk raczej nie chce wyznawać, a sam Kairos ze względu na legendy i podania o nim ma fatalną reputację. Modlenie się do Kairosa to oznaka desperacji, a respekt wobec Tego, Który Widzi jest bardziej pochodną strachu niż miłości. I tu wracając do pegazów, to że Rimstuar może zmieniać pogodę nie sprawia, że pegazy miałyby darzyć go szacunkiem i respektem. Należy też dodać, że spośród trzech głównych ras kucyków (kucyki ziemskie, jednorożce, pegazy), to właśnie pegazy mają niejako najbardziej stałe, kulturowe dziedzictwo wynikające ze stanowienia głównego filaru Cesarstwa Cirrańskiego (o czym w fanfiku póki co nie wspomniałem, ale to nie jest żaden spoiler - z samej nazwy stolicy i imperium to wynika). Cesarstwo Cirrańskie zaś nigdy nie sięgnęło Ursuatu i kulturowe dziedzictwo pegazów jest tam właściwie całkowicie nieobecne. Wreszcie, ostatnia kwestia to dostosowanie klimatyczne - pegazy co do zasady bardzo nie lubią mroźniejszych klimatów i preferują klimat suchy, śródziemnomorski, jako najbardziej komfortowy. Jest jeszcze pewien aspekt kulturowy pegazów, o którym wolę narazie nie wspominać, ale możesz sobie na spokojnie o nim doczytać i jeszcze później ten wątek pewnie rozwinę.
  3. Bardzo mi miło za komentarz i cieszy mnie @Dolar84 , że również zdecydowałeś się zajrzeć i zapoznać z Kołem Historii. Co już charakterystyczne dla KH, co czytelnik to nieco inna opinia i inne uwagi tyczące się światotworzenia. Najpierw nieco o kwestii bitew. Należy zwrócić uwagę tutaj na to, że są trzy ważne powody dla którego szczegółowe opisy bitew przynajmniej w rozdziale o początkach Saoshyanta i Dominium Ognia nie występują. Każdy z tych argumentów zresztą tyczy się nieco innej kategorii. Pierwszy tyczący się oszczędzenia autora tyczy się po prostu faktu, że jako autor niespecjalnie chcę sztucznie powiększać rozdział, który i tak już swoją wielkość ma o jeszcze bardziej detaliczne opisy. Z tej strony uważałem, że dodatkowe bardziej detaliczne opisy bitew nie są potrzebne, tym bardziej, że są pewne też "in-meta" powody takiego opisu o których niżej. Po drugie, z perspektywy tego czego konkretnie tyczą się fragmenty, poszczególne części Rozdziału I są pisane przez historyków starożytności, a nie historyków wojskowości i po tytułach ich prac można łatwo dostrzec, że rozważania o tym dlaczego konkretnie bitwa X zakończyła się tak a nie inaczej nie jest głównym celem autorów, tylko raczej ogólne przedstawienie panoramy dziejów. Po trzecie, z perspektywy ogólnej narracji oraz motywów tej serii, well... naprawdę nie ma szczególnego znaczenia opisywanie detalicznie militarnie tych starć, ponieważ perspektywistycznie, w tym skrajnie zdeterminowanym świecie z przepotężnymi Nieśmiertelnymi wynik jednej czy drugiej bitwy czy jak konkretnie zostały poprowadzone (ze szczegółami formacji oraz co się w bitwie działo) nie ma żadnego znaczenia. Co w samym rozdziale jest podkreślone, wojna czterystuletnia mogłaby się zakończyć w miesiąc gdyby Saoshyant zdecydował się pomóc. Zamiast tego sztucznie podtrzymał stan wojny, dopóki nie zdecydował "dosyć" i nie zakończył wojny jednym ruchem. Z perspektywy historyków w tym uniwersum już współczesnym w rezultacie opis detaliczny tych bitew przeciwko Nieśmiertelnym jest... well, średnio pożyteczny i raczej nudny, bo odpowiedź na każdą wygraną przeciw Nieśmiertelnym bitwę jest "Nieśmiertelni pozwolili na to" zaś na każdą przegraną bitwę przeciw Nieśmiertelnym "to było nieuniknione". Wchodzenie w szczegóły tych bitew z Czasów Restoracji więc jest raczej dziedziną hobbystyczną historyków wojskowości, niż historyków starożytności ogólnie (patrz punkt wyżej). Oczywiście, jak się możesz domyślać, stan ten nie będzie trwał wiecznie i to nie będzie tak, że po koniec świata Nieśmiertelni będą działać w taki sam sposób (patrz - komentarze Cahan i Xelacienta, że jednak z jakiegoś powodu historycy współcześni piszą o tych wydarzeniach względnie swobodnie. Dlaczego?). Możesz więc oczekiwać, że dużo bardziej detaliczne opisy bitew i wojen jak najbardziej się pojawią. Po prostu póki co jesteśmy na etapie rozstawiania przez Nieśmiertelnych wszystkich po kątach. Życzę powodzenia w dalszym czytaniu i liczę, że będzie dalej jak najbardziej się podobało.
  4. Władcy Wiatru Tagi: [Slice of Life] [Violence] [Political] Do Everfree, stolicy Equestrii, przybywają rycerze dominium Królewskich Sióstr by wziąć udział w turnieju z okazji święta Dies Triumphi Solis Invicti. Baron Luco d’Sarisolla z Fralii reprezentujący miasto Ligurii zostaje jednak po drodze napadnięty przez bandytów i okaleczony. Od śmierci ratuje go interwencja tajemniczego nieznajomego. Nie będąc w stanie dalej walczyć - baron Luco prosi by ten go zastąpił. Choć nie może tego jeszcze wiedzieć, prośba ta zmieni Equestrię w sposób jaki nigdy nie mógłby sobie wyobrazić. Opowiadanie dzieje się w uniwersum Koła Historii. Znajomość niewymagana, acz rekomendowana. Prolog Władcy Wiatru Epilog
  5. Bardzo dziękuję za nowe komentarze - dawno niczego nie było i czy małe i duże, zawsze mile widziane. Przy okazji też skoro mam okazję - chciałbym poinformować, że jutro o godzinie 20:00 (czwartek) odbędzie się czytanie Epilogu Krwawego Słońca na kanale discordowym BroniesCorner w Kąciku Lektorskim. Jest to też ostatni epizod tego lektoratu, po którym pewnie się rozwinie jakaś dyskusja. Jeśli ktoś jest zainteresowany posłuchaniem tej ostatniej części Krwawego Słońca w wykonaniu naprawdę bardzo dobrze radzącego sobie Kącika Lektorskiego i miałby ochotę pogadać o fanfiku - jutro jest do tego najlepsza okazja. Więcej informacji: tutaj
  6. Zajęło to sporo czasu, przede wszystkim z powodu pracy magisterskiej, ale wreszcie jest kolejny rozdział Koła Historii, taki jaki zażyczyliście sobie zgodnie z ankietą: Rozdział VI - Vae Victis Zostawiam też ankietę na kolejny rozdział, troszeczkę zmodyfikowana w stosunku do poprzedniej, ze względu na priorytety w światotworzeniu: Grzech Supremacji - o gryfach - powrócimy do krainy Alemanni by odkryć dlaczego gryfie społeczeństwo było w stanie w starożytności żelaznym pazurem trzymać władzę, poznamy etniczną religię gryfów w postaci erynizmu oraz transformację społeczną po podboju Alemanni przez Lunę. Będzie to klasyczny rozdział. C'tis - o jaszczurach - okiem Araha spojrzymy na największe miasto południa, ojczyznę prastarej cywilizacji jaszczurów w C'tis. Poznamy historię tej nacji, skomplikowane relacje rasowe i religijne oraz dowiemy się o dalszych losach już znanego nam bohatera i zebr mu towarzyszących. Opowiadanie to będzie sequelem do O'n. Mieć Imię - o magii - zajrzymy do akademii magicznych w Helvetii, poznamy podstawy działania magii w tym uniwersum oraz poznamy trochę smaczków z kultury cywilizacyjnej Equestrii pod panowaniem Celestii i Luny. Opowiadanie to będzie one-shotem. Niestety, nie będzie specjalnie chronologiczne do tego co obecnie jest w Kole Historii opisywane. Będzie to delikatny "skok do przyszłości". Natomiast nastała dosyć specyficzna sytuacja i pomimo powyższej ankiety, cokolwiek zostanie zadeklarowane - będzie to mój drugi priorytet. Najpierw zamierzam napisać opowiadanie na konkurs z działu Zecory - "Czarna Śmierć", którego główna tematyką mają być choroby zakaźne. Stąd też ankietę zostawiam - po prostu to co zostanie wybrane napiszę jako drugie już po konkursie. Życzę więc miłego czytania oraz przy okazji gorąco polecam wziąć udział w konkursie organizowanym przez Cahan. Edit: Przypominam, że liczą się głosy TYLKO osób, które opowiadanie choć raz skomentowały - tak jak poprzednio.
  7. Nie pamiętam kiedy, a nawet czy w ogóle pisałem komentarze dla debiutantów, w ich debiutanckim opowiadaniu. Zwykle strach mi było o jakość, że po prostu zmarnuję czas. Zwyczajnie brak mi czasu, więc jeśli już mam coś czytać, chciałbym by było to dobre i nie miałbym poczucia zmarnowanego czasu. Ale patrząc widzę interesujące mnie tagi, temat i uniwersum, które znam (choć nie tak dogłębnie jak pewnie autor czy chociażby Xelacient). Ostatecznie zdecydowałem się przeczytać - i jakie były z tego wrażenia? W sumie, biorąc pod uwagę że to debiut - bardzo było warto. Zacznę może od technikaliów i poprawności. Jestem fatalnym recenzentem jeśli chodzi o poprawność gramatyczną i interpunkcyjną. Ale co generalnie bardzo szanuję, to czy tekst jest schludny, przyjemny w czytaniu i dobrze sformatowany. W tym sensie mogę tutaj udzielić pewnych zaleceń. Po pierwsze, absolutnie bezwzględnie - tekst powinien być wyjustowany. Po drugie, chociaż nie jest to bezwzględnie obowiązkowe, osobiście zalecałbym by wstawiać odstępy pomiędzy akapitami - poprawia to schludność tekstu. Po trzecie, zalecam by nie używać formy caps-lockowej (wszystko dużymi literami) w sytuacji gdy postacie wrzeszczą - wykrzykniki są wystarczająco silne, a przymiotniki przy opisie powinny pomóc opisać siłę z jaką postać to mówi. W skrajnym wypadku można tekst pogrubić (szczególnie w wypadku Luny, jak mamy w tym opowiadaniu) - ale pisanie wszystkiego dużymi literami w znaczącej większości wypadków po prostu źle wygląda. Po czwarte, to już naprawdę czepialstwo - ale warto w Google.docx dodać numery stron - pozwalają się czytelnikowi który chce coś przeczytać jeszcze raz, bądź kontynuować od pewnego miejsca szybciej znaleźć to czego szuka. Pomijając nieliczne literówki, znalazła się dosyć ciekawa rzecz - "Twilight" pisana przez dwa "l" (jako "Twillight"), za każdym razem (a winno być jedno). A same opowiadanie? Zaczyna z grubej rury i gna ostro do przodu. Jako czytelnik mam przewagę bo znam to uniwersum i ten mod do tej konkretnej gry. Wyobrażając sobie, że bym go nie znał - jak sobie to poradziło? Szczerze, zdumiewająco dobrze. Zostajemy rzuceni na głębokie wody otrzymując olbrzymie szokującą informację o śmierci kluczowej postaci wręcz z miejsca, a potem napięcie tylko rośnie. Nie znając tego uniwersum mnóstwo rzeczy nie jest oczywiste (szczególnie wielkość i znaczenie tych krain, dlaczego mamy przeskok z serialowej sielanki do takich okropności). Chociaż mamy rozdział I, to ten dalej ma bardziej charakter wprowadzenia i podejrzewam, że znacząca większość akcji jeszcze przed nami. Ciekawie zostały ujęte, hmm... fragmenty prasówkowe, bardzo dużo tego było w opowiadaniu. Normalnie mógłbym szkalować, że było tego za dużo, ale jednocześnie - w pewnym sensie te fragmenty pozwoliły trochę lepiej się oswoić ze światem, szczególnie w kalkulacji dla potencjalnego czytelnika nie znającego tego uniwersum. Uznaję ostatecznie, że były po prostu "ok". To co mnie najbardziej zdumiało, szczególnie że to Twój debiut, jak bardzo ludzkie (heh) czy po prostu wiarygodnie zbudowane zostały twoje postacie, możliwe że tylko z przejaskrawioną Luną. Szczególnie Twilight, ale też otoczenie Flurry Heart, opis uciekinierów wychodzących z pociągu - duża dbałość o detale i po prostu dobre wyczucie emocji, co bardzo szanuję. Ciężko mi naprawdę w tym momencie ocenić dokąd opowiadanie biegnie (opis opowiadania sugeruje dużo większą paronamę świata, podczas gdy póki co opowiadanie skupia się przede wszystkim na Twilight (i księżniczkach)). Nie jestem pewien też co planujesz na przyszłość do opowiadania, ale jeśli miałbym coś zasugerować, szczególnie w obliczu jak wielki jest świat oryginalnego uniwersum EaW, że skupienie się bardziej na wydarzeniach lokalnych, przede wszystkim w otoczeniu głównych bohaterek (a szczególnie Twilight) wyszłoby najlepiej. Tym bardziej, że powiem szczerze - jej prezentacja to zaskakujący brylant. Odpalając dokument się trochę bałem, szczególnie poziomem ambicji, ale zostałem miło zaskoczony - jak na debiut jest zdumiewająco dobrze (co nie znaczy, że "odpowiednio dobrze"). W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak kibicować i czekać na więcej - będę bardzo ochoczym świadkiem tego jak powoli wyrabiasz sobie warsztat - gdyż jestem przekonany, że z czasem będzie ci to wychodziło lepiej i lepiej. Pozdrawiam
  8. Jakkolwiek by nie powiedzieć, że ja lubię ten pomysł i tę kreację Celestii (jako istoty bardzo, bardzo... .... ... bardzo potężnej), to coś jednak mnie mierzi. Im dłużej nad tym myślałem, tym bardziej się przychylałem do opinii, że jakkolwiek pięknie jest czasem przeczytać krótki tekst power fantasy, w którym nasz bohater/bohaterka pstryknięciem rozwiązuje problemy i zachowuje się bardzo badassowo, to wydaję mi się, że mam trochę podobne odczucia do Rarity - ci przeciwnicy (minotaury) byli po prostu za słabi, tandetni i generalnie jako najeźdźcy, którzy wreszcie zmusili Celestię do użycia trochę więcej niż 2% swojej mocy nie działają. Wydaję mi się też, że jeśli w opisie opowiadania było wspomniane, że "jako pierwsze do rozwiązywania problemów jest wiadomo uczennica i jej przyjaciółki", to że coś będzie o nich wspomniane w fanfiku (w kontekście - dlaczego tym razem kompletnie nie wypaliły i dlaczego Celestia tym razem dla odmiany musi coś zrobić). Innymi słowy - zaleta jaką mogłaby być treściwość raczej tutaj nie występuje i opowiadanie więcej traci na tym, że jest tak krótkie niż zyskuje. "Najpotężniejsza" moim zdaniem zyskałoby bardzo dużo gdyby było bardziej rozbudowane, miało bardziej groźnych villainów i sama ich "inwazja" i "próba oporu przed interwencją Celesti" była lepiej rozrysowana. Biorąc jednak pod uwagę właśnie, że było to 5 stron szybkiego do pochłonięcia tekstu, nie widzę powodu by tekstu nie rekomendować - to nadal całkiem miła porcja tekstu na kilkanaście minut.
  9. Bardzo miłe opowiadanie. Wielką zaletą jest coś, co zwykle bym nie określił jako zaletę - krótkość, a właściwie treściwość. W tej skondensowanej, nieco ponad 3000 słów formie udało się idealnie przedstawić całą historię, wystrzelać się ze wszystkich najlepszych żartów i smaczką by zakończyć bardzo dobrą puentą. "Wspomnienia..." się nie dłużą i w tym kontekście, wydaję mi się, że można go zarekomendować każdemu do przeczytania - tak krótki, a tak swobodny i co tu dużo mówić śmieszny fanfik jest idealny choćby i na 20 minut autobusu. Co do treści, korektorem nie jestem, ale z moich doświadczeń z Gandzią mam pełne współczucie dla ich pracy. Co tu dużo mówić, to trudna robota, wymagająca po pierwsze dużego doświadczenia i wiedzy, a po drugie autentycznej dedykacji i determinacji. Szczególnie w sytuacji gdy (co się zdarza) opowiadanie korektor uważa za przeciętne, jeśli nie gorzej. Ostatecznie też dużo z tego w fandomie nie przychodzi - autor dostaje największe laury. To naprawdę niezwykłe, że to opowiadanie, chociaż przede wszystkim komedią mającą za celu rozśmieszenie mnie, daje też do myślenia. Podsumowując, "Wspomnienia Korektora" szczególnie polecam, niezależnie od preferencji gatunkowych.
  10. Doczytałem ostatnie rozdziały od ostatniego czasu, aż do rozdziału piątego i muszę przyznać, że jestem naprawdę zadowolony, do tego stopnia, że wyjątkowo kusi by zobaczyć co jest dalej mimo braku reworku dalszych części. Jak wspomniałem w pierwszym komentarzu, podoba mi się charakter Night Shadow, jej motywacja i co tu dużo mówić jej wady jak krótkowzroczność i lekkie oderwanie od rzeczywistości ma sens w kontekście jej wieku. Bardzo podoba mi się też jak dobrze world-building zostaje wbudowany w dialogi i krótkie, a nie rozwlekłe opisy otoczenia i przy rozmyśleniach. Zastanawia trochę na ile motyw, że banda najemników zgadza się przyjąć Night Shadow ma sens (pomysł jest, raczej - przynajmniej w obecnym kontekście, raczej wyjątkowo ryzykowny i nie przynoszący większego zysku dla grupy). Scena z głosowaniem trochę tę wątpliwości rozwiała (nie cała grupa jej chce), ale nadal zastanawia dlaczego przywódca najemników serio miał taki pomysł (mam nadzieję, że kolejne rozdziały o tym opowiedzą). Ciężko pisać dłuższy komentarz gdy tyle rzeczy zostało zrobione dobrze i nie ma naprawdę czego krytykować - pozostaje mi jedynie czekać z niecierpliwością na to co będzie dalej.
  11. No i witamy się ponownie, tym razem po przeczytaniu "Ołowianego Gleipnira". Trochę była to zmiana spora, bo znacząco dłuższe opowiadanie niż ostatnim razem. Cóż mogę powiedzieć? Warsztatowo moim zdaniem jest jak najbardziej bardzo dobre opowiadanie, acz nigdy ekspertem od gramatyki i poprawności wszelakiej nie byłem. Fabuła trzyma się kupy i mimo, że generalnie szczęka mi drżała od głupot popełnianych przez bohaterów (szczególnie w pierwszej części). Głupoty te były zrozumiane z perspektywy tych postaci, po prostu dla mnie się to ciężko czytało. Faktem jest też, że nie jestem wielkim fanem konkretnie tego gatunku. Natomiast samo opowiadanie ma ręce i nogi i konsekwentnie ciągnie od "nie mam dziewczyny" do "jest dziewczyna która mi się podoba" do "typowe wyzwania" , i tak dalej i tak dalej. Można by wysnuć zarzut, że rozwój tego romansu jest mocno schematyczny. Szczerze, w tym sensie to trochę prawda i rzeczywiście cały "Ołowiany..." jest dosyć przewidywalny. Natomiast nie wydaję mi się to był "ten" problem który sprawił, że ostatecznie po przeczytaniu Ołowianego nic specjalnie nie poczułem. To nie jest tak, że zawsze opowiadanie potrzebuje "villaina". W Slice of Life wręcz czasem trudno by tego oczekiwać. Można określać to różnymi kategoriami: "villain", "antagonista", "rywal", "wróg", "nemesis", "oponent", "przeszkoda". Ta ostatnia kategoria jest specyficzna bo tyczy się ona właśnie sytuacji gdy wrogiem jest coś co nie jest żywe, nie ma motywacji, jest to zjawisko przyrody czy po prostu coś co prostu istnieje. Moją krytyką jest fakt, że znacząca liczba nazwanych postaci w opowiadaniu, które przeszkadzały w rozwoju tego romansu (jak zazdrosne głupie koleżanki) wydawały się być bardziej przeszkodami, po prostu były puste zawartościowo i niemalże świeże, prosto zrzucone z taśmy z chińskiej fabryki. Jest to połączone z faktem, że to powoli dobijające do 100 stron opowiadanie kończy się kulminacją w postaci walki z osobą wcześniej nigdy nie wspomnianą w "Ołowianym...". Czuje się jakby zmarnowany potencjał. Dodam jeszcze, że generalnie bardzo podobały mi się sceny w laboratoriach i generalnie tam gdzie wchodził żargon "magiczny", moim zdaniem bardzo ładne światotworzenie i po prostu dobra robota. Ciężko mi też powiedzieć jasno, że opowiadanie mnie nudziło, ponieważ generalnie ten gatunek nie jest specjalnie moim preferowanym. Nie lubię się powtarzać, ale po raz kolejny mi na myśl przychodzi zwrot "dobra, rzemieślnicza robota", który ma konotacje zarówno pozytywne jak i negatywne, zależnie jak na to patrzeć. Faktem jest też, że Kresy są dla mnie dosyć istotną serią w tym sensie, że jest to gatunek, który średnio lubię - sprawdzam więc, czy opowiadania w takich klimatach mogę lubić. Póki co seria raz trafia, raz nie - póki co wydaję mi się, że jeszcze pewnie coś z niej przeczytam by się przekonać. Pozdrawiam
  12. Bardzo dziękuję za komentarz @Xelacient , cieszy mnie, że tak przypadło do gustu. Jednocześnie wyniki ankiety są oczywiste - i wybieram w takim wypadku do napisania "Vae Victis". Dziękuje za oddane głosy i liczę, że rozdział się spodoba.
  13. Zajęło to trochę czasu, ale wreszcie jestem w stanie wam zaprezentować opowiadanie, które oryginalnie się pojawiło na konkurs o historii zebr (organizowany i sędziowany przez Cahan). O'n [Slice of Life] Starsi nazywali kamień O’n, co znaczyło „Ten, Który Trwa”. Odkąd przodkowie ich przodków przybyli na te ziemie oddawali Mu cześć. Mając to już z głowy, przystępujemy do dalszego opisywania tego świata oraz jego historii. Ale tym razem, mamy lekki spin. W głowie całe to uniwersum ma już swoją mocną formę, brakuje jej tylko ubrania w słowa. Niektóre rzeczy z tego mogą być bardziej, niektóre mniej interesujące. Niektóre rasy i państwa, niektóre zagadnienia tego wersum mogą być bardziej pasjonujące. Stąd też daję wam możliwość zagłosowania co chcielibyście przeczytać w najbliższej kolejności. Do wyboru: Historia Trzech Plemion - o kucykach - przyjrzymy się dlaczego spośród rozumnych istot kucyki stały się najbardziej dominujące na świecie, czym się różnią społecznie, biologicznie i kulturowo poszczególne rasy i wreszcie jak się układały między nimi relacje w trakcie Długiego Pokoju. Grzech Supremacji - o gryfach - powrócimy do krainy Alemanni by odkryć dlaczego gryfie społeczeństwo było w stanie w starożytności żelaznym pazurem trzymać władzę, poznamy etniczną religię gryfów w postaci erynizmu oraz transformację społeczną po podboju Alemanni przez Lunę. Antyteza Cywilizacji - o smokach - poznamy historię smoczych migracji od starożytności, prześledzimy czy miały one wpływ na zagładę Imperium Cirrańskiego, przyjrzymy się unikatowemu casusowi smoczego księcia Vassy z Wisentii oraz wreszcie prześledzimy powstanie smokobójczych zakonów rycerskich w Starym Świecie - i co się z nimi stało gdy zagrożenie smocze przestało mieć znaczenie. Aitokratia - o instytucjonalizacji wiary - podbić świat to jedno, trzeba go jeszcze urządzić. Prześledzimy instytucjonalizację Kultu Harmonii, stworzenie trójstopniowej hierarchii duchownych, powstanie kanonu wiary oraz pojawienie się instytucji archontów i Sancte Principes. Vae victis - o “przegranych” - poznamy losy różnych kultów, wierzeń, ras czy plemion w epoce po bitwie pod Elis oraz politykę poszczególnych Nieśmiertelnych w stosunku do tolerancji… bądź jej kompletnym braku. Uwaga, za głos ważny uznaję głos tylko osoby, co chociaż raz opowiadanie skomentowała (żeby delikatnie zachęcić do wiadomej aktywności). Życzę miłego czytania i zachęcam do komentowania jak i oddania głosu co chcielibyście przeczytać jako kolejne!
  14. Minęła północ, w imieniu Gandzii informuję, że nie przyjmowane są kolejne fanfiki na konkurs. W możliwie prędkim czasie dokonamy oceny i podamy wyniki konkursu.
  15. Z góry przepraszam, że tak późno odpowiadam, ale ostatnio byłem dosyć zawalony problemami z uniwersytetem. A wypadałoby odpowiedzieć, bo rzeczywiście bardzo ciekawe komentarze spłynęły do wątku Najpierw chciałbym zwrócić na pewną szczególną kwestię tutaj podniesioną i która jest dosyć specyficzna – otóż @Cahan i @Hoffman, wydaję mi się, że o ile argumentacja co do tego, że fragmenty „ze studentami” wypadły lepiej niż radio mają w sobie trochę racji, a jednocześnie – słyszałem opinie dokładnie odwrotne, szczególnie @Kredke , że to radio działało w tekście dużo lepiej i naturalniej. Generalnie, w „Rozdziałach” piszę z punktu widzenia macro i niejako „na podstawie źródeł historycznych, które sam wymyśliłem – historiograficznie. W jego ramach, by nie zanudzić czytelnika zostawiam jeden fragment (czwarty z pięciu), który piszę inaczej – w pierwszych dwóch rozdziałach spróbowałem zrobić to przez nagranie ćwiczeń ze studentami, a w trzech kolejnych spróbowałem formy z audycji w radiu. Osobiście powiem szczerze, że dalej nie jestem pewien która forma jest lepsza, a może powinienem spróbować jeszcze jakieś innej – trzeciej formy? Ten czwarty fragment w rozdziałach jest eksperymentalny i staram się go pisać w sposób nieco inny niż standardowy. Druga kwestia jaką chciałbym poruszyć, to jest problem poruszony przez Hoffmana – czy tego (informacji) nie jest za dużo i jak sobie radzić z tym wielkim chaosem nazw i lokacji. Tutaj się zgodzę z Hoffmanem, że absolutnie mapa świata by była bardzo pomocna. Natomiast niestety – stworzenie takiej mapy, nawet prostego szkicu, byłoby dla mnie bardzo trudne. Nie mówię nie – możliwe, że w jakimś nieokreślonym czasie uda mi się coś takiego stworzyć. Póki jednak czegoś takiego nie ma nie mogę zaspecjalnie pomóc. Mogę powiedzieć, że geografia świata Koła Historii nawiązuje dosyć mocno do naszego świata, jednak są pewne różnice. Podobnie też potwierdzam to na co Hoffman zwrócił uwagę, że nie wszystkie informacje zawarte w opowiadaniu są tak samo ważne jak inne. Najfajniej byłoby oczywiście pamiętać o wszystkim, ale z punktu widzenia narracyjnego, przykładowo: wiedza o nazwach wszystkich krain podporządkowanych Saoshyantowi nie jest ważna w żadnym stopniu do tego co się obecnie dzieje w opowiadaniu i czy potrzeba tego do jego zrozumienia. Natomiast ważniejsze są inne informacje: to, że wszystkie pozostałe krainy po Kryształowym Imperium zostały podbite bez rozlewu krwi, oraz że z jakiegoś powodu w rozdziale o Saoshyantcie dałem znacznie więcej informacji i uwagi rządzonemu przez jaszczury Królestwu C’tis (foreshadowing?). Tutaj chciałbym nawiązać do tego co wspomniała Cahan, która zadała świetne pytania. „Czysta historia”, co się konkretnie wydarzyło oraz co piszą historycy na ten temat nie jest często najważniejszym elementem tego co jest w opowiadaniu, tylko raczej implikacje. Z najważniejszych pytań: „Dlaczego mimo, że Nieśmiertelni przejęli cały świat i go tak zdominowali, historycy współcześnie piszą tak liberalnie o tych wydarzeniach?” „Dlaczego Nieśmiertelny Siny nie jest w ogóle wspomniany z imienia?” „Dlaczego nie raz, ale kilkakrotnie teksty historyków zwracają uwagę, że to Królewskie Siostry są winne upadkowi Długiego Pokoju?” „O co poszło w Calamitas i jakie są implikacje wspomnianej pokątnie postaci Discorda?” Jeśli miałbym coś poradzić Hoffman, to rzeczywiście spróbować zwrócić uwagę co autentycznie jest ważne w prowadzonej narracji, a co nie. Bo rzeczywiście jeśliby zniżyć to opowiadanie po prostu do pamięciowy i zapamiętywania listy tych wszystkich lokacji, krain, ziemskich władców i tak dalej, to równie dobrze można Wikipedię czytać. Jeśli miałbym jakoś podsumować ten fragment, to to, że Koło Historii nie jest gołym światotworzeniem. Ma ono światotworzenie i narrację, w tym foreshadowing, bohaterów, zwroty akcji oraz dozę tajemnicy. Różnica po prostu jest taka, że narracja nie jest zamknięta w POV postaci, ale jest przedstawiona przez wielowiedzącego (ale nie wszystko wiedzącego) narratora-historyka. Trzecia kwestia tyczy się kwestii tagu [Alternate History], podniesiona przez Hoffmana. W pierwszym poście wydaję mi się, że generalnie już dosyć szeroko opowiedziałem o tym, ale jeszcze odpowiadając – co do tego czy Krwawe Słońce się dzieje w uniwersum Koła Historii: tak, ale nie. Gdybym bowiem pisał Krwawe Słońce zanim stworzyłem sobie zarys fabularny tego czym jest Koło Historii, to dużo szczegółów bym w KSie zmienił. Natomiast mimo tego – nazwy geograficzne krajów Kole Historii i Krwawym Słońcu (i innych fanfikach notabene) się ciągle powtarzają – nie tylko Sina, ale Hinnarat czy Ursuat są tam wspomniane. No i w absolutnie każdym moim fanfiku odpowiednikiem Rzymu jest Cirra. Musisz też wybaczyć, ale poza tym co napisałem w pierwszym poście – nie mogę powiedzieć więcej o tym dlaczego użyty jest tag [Alternate Universe] bo musiałbym spoilerować. Czwarta i ostatnia kwestia to tego co nadciąga. Jak wspomniałem, zamierzam wreszcie poprawić wersję konkursową opowiadania „O’n” na zebro-konkurs Cahan, który będzie [Slice of Life] one-shotem dziejącym się właśnie w uniwersum Koła Historii. Po jego publikacji mam pomysł na kilka różnych rozdziałów, a ten który napiszę będzie zależał od tego co ludzie będą chcieli czytać – to jest zostawię ankietę z kilkoma opcjami. Liczę też, że po opowiadaniu O’n Hoffman przeczytasz też rozdział IV i V z Celestią i Luną, gdyż szczególnie ten drugi mógłby ci przypaść do gustu i mógłby pomóc odpowiedzieć ci na kilka pytań, które cię teraz trawią. W każdym razie, chciałbym bardzo podziękować za komentarze, jestem niezmiernie dumny, że mimo wad opowiadanie przypadło wam do gustu. Jest mi naprawdę miło z tego powodu, bardzo się cieszę i spróbuję w jakimś sensownym terminie przygotować „O’n” do publikacji. Pozdrawiam
×
×
  • Create New...