Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Ookami88

Brony
  • Content Count

    78
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

3 Neutral

1 Follower

About Ookami88

  • Rank
    Mały kucyk
  • Birthday 04/09/1988

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Ookami88

    O Sombrze mogę powiedzieć kilka rzeczy. Przede wszystkim, Hasbro nie postarało się jeśli chodzi o głębię tego czarnego charakteru. Ale jaki potencjał w nim drzemie! Według mnie, potencjał Sombry jako awatar zła przewyższa takie postaci jak Chrysalis, Discord i Nightmare Moon razem wziętych. Mam oczywiście konkretne argumenty na poparcie tej opinii: * Chrysalis - działa tak, jak Natura stworzyła ją i jej gatunek; cała ta podmiana z Cadance, hipnoza Shining Armora, wszystko to było podstawowym działaniem Podmieńców; oprócz kwestii moralnych, jakie wypływają z pożerania czyichś uczuć, nie widzę tutaj dużego zła. * Discord - zgoda, kucyki nie były w stanie wytrzymać jego poczucia humoru oraz łamanie praw fizyki, a pranie mózgu jakie zgotował Elementom było co najmniej okrutne; jednak później okazało się, że w głębi duszy Discord nie jest wcale taki zły, jakby mogło się wydawać. *Nightmare Moon - Luna była przepełniona żalem do swojej siostry, że ich poddani wielbią Celestię bardziej niż ją; te uczucia pogłębiały się aż osiągnęły punkt krytyczny i sprawiły, że powstał potwór, który nie wahał się krzywdzić tych, którzy stanęli jej na drodze; jednak Nightmare Moon dalej w głębi była księżniczką Luną, co mogło mieć wpływ na to, że wolała działać z ukrycia, niż otwarcie próbować zniszczyć Twilight i jej nowe przyjaciółki; wciąż zła, ale podobnie jak z Discordem, w głębi tliła się iskierka dobra. Sombra - sytuacja tego tyrana ma się nieco inaczej niż pozostałej trójki. Ten jednorożec, w przeciwieństwie do Luny, której alter ego powstało przypadkiem, on sam stworzył monstrum, którym się stał. Używając magii opierającej się na strachu oraz nienawiści stawał się coraz bardziej skorumpowany, aż w końcu przejął władzę w Kryształowym Imperium i zniewolił wszystkich poddanych. Jego moc stała się tak potężna, że nawet porzucił cielesną powłokę, osiągając stan bliski nieśmiertelności, bo jako dymna chmura nic nie mogło mu zagrozić. Potencjał Sombry jest niepodważalny. Gdyby twórcy poświęcili trochę więcej wysiłku w kreacji tej postaci, mielibyśmy naprawdę porządnego shwartz-charaktera... Cóż, teraz możemy tylko liczyć na utalentowanych artystów, którzy oddadzą hołd oraz naprawią zszargany wizerunek temu królowi ciemności.
  2. Wystrzały zaskoczyły młodego maga, a na domiar złego, jego własna broń została obrócona przeciwko niemu. W jego termowizji było za dużo jasnych punktów, które skutecznie zakłócały pracę smoczego wzroku. Plan Jonah'a był sprytny, a zarazem przerażający w swojej prostocie i skuteczności. Jednak, gdy Lunatic usłyszał pierwsze wystrzały, od razu pojął strategię przeciwnika, szczególnie kiedy jeden ze strzałów trafił blisko jego kopyt. To prawda, że w pewnych okolicznościach smoczy wzrok by bardziej zawadą niż atutem, ale Matka Natura wyposażyła te potężne gady w bardzo lekceważoną umiejętność - otóż smoki mają aż sześć nerwów wzrokowych, co pozwala im zmieniać spektrum swojej wizji, i tak samo uczynił Lunatic. Kiedy padły pierwsze trzy strzały, a po nich dwa kolejne, Lunatic miał już dosłownie inne spojrzenie na świat. Teraz jego wzrok był bardziej skupiony na ruchu, ale miał dosłownie milisekundy zanim dosięgnie go następna kula. Na szczęście w pogotowiu miał przygotowane na prędce zaklęcie tarczy, które co prawda wymagało czasu na zasilenie odpowiednią ilością mocy, aby zatrzymać kulę, jednak nie to planował jednorożec. Zamiast całkowicie zatrzymać pocisk, Lunatic użył swojej słabej tarczy, aby ten zmienił lekko tor lotu, i zamiast trafić ogiera prosto w czaszkę, tylko zadrapał mu policzek. Nie tracił jednak czasu na świętowanie, ale od razu przygotował następną iluzję. Mało kto mógł skojarzyć, że wszelkie emocje jakie odczuwamy, nie muszą być manipulowane bardzo potężną magią. Wystarczą tylko iskry, żeby rozkrzesać płomień gniewu, rozpalić żar namiętności, czy też zdusić ducha walki. Następnym posunięciem Lunatic'a było sięgnąć do samych podstaw magii iluzji, i wykorzystać je w mniej bezpośredni sposób niż dotychczas. - Mortum Terroris - zaledwie szept uszedł z ust maga, a zaklęcie zaczęło już działać. Cała arena stała się teraz jednym, wielkim kłębowiskiem strachu, na który tylko Lunatic był odporny. Nie była to bardzo potężna magia, większość energii szła bowiem na poszerzenie obszaru w jakim owo zaklęcie działało, natomiast efekty były tylko małym fragmentem. Każda żywa istota będąca w zasięgu tego zaklęcia, w jednej chwili zaczęła odczuwać irracjonalne lęki, najpierw niewielkie, ale z czasem mózg sam zaczynał podpowiadać coraz straszniejsze scenariusze, tym samym karmiąc i nasilając moc zaklęcia. "Paranoja" była tutaj niewłaściwym słowem, ponieważ efekt był o całe niebo większy niż ordynarna choroba psychiczna. Ofiary tego zaklęcia zaczynały lękać się wszystkiego wokół, tak jakby cały świat miał ich zniszczyć: ubranie groziło uduszeniem, ziemia pod stopami była zapowiedzią wypadków i złamań, a powietrze stawało się albo zatrute albo zbyt rzadkie. To tylko kilka przykładów jakie efekty ofiara może odczuwać.
  3. Lunatic naprawdę nie czuł się dobrze. Nie dość, że z nieznanych mu przyczyn miał poważny atak nudności, to jeszcze jego przeciwnik użył jakiejś pokrętnej sztuczki, która trafiła go jak grom z jasnego nieba... Dosłownie! Dobrze, że zaklęcie Vitae nie tylko leczy, ale także zapewnia minimalną ochronę pacjentowi. Nie było to nic dużego, ale pozwoliło młodemu magowi na uniknięcie poważnych obrażeń od bycia trafionym piorunem, choć teraz całe jego futro było naelektryzowane, już nie wspominając o jego grzywie i ogonie. Na szczęście dla niego, Jonah popełnił jeden duży błąd w swojej taktyce - co prawda zamrożona ziemia była już niezdatna do użytku w celu wykurzenia złodzieja z jego kryjówki, ale Lunatic miał w zanadżu inne fortele, które w tych warunkach sprawdzą się znakomicie. - Marvae Draconis! - To proste zaklęcie służyło do wzmocnienia wizji czarodzieja na określony okres czasu. Jedynym dowodem jego działania były oczy rzucającego, które na około pół godziny przemieniały się w oczy smoka. Smoki to naprawdę niebywałe stworzenia, ich wzrok potrafił przebić się przez najgłębsze ciemności, a ponadto zmieniać spektrum widzenia, nawet na podczerwień... i to właśnie spektrum wykorzystał Lunatic, aby w zimnym otoczeniu znaleźć swojego ciepłokrwistego przeciwnika! Nieważne, że był pod ziemią, smocze oczy potrafiły wykryć ciepło nawet przez zbrojony beton o grubości kilku metrów! - Tu cię mam! Ikarus Tremoris! - Z jednym machnięciem lśniącego od magi rogu Lunatic posłał destrukcyjne zaklęcie światła prosto w kryjówkę Jonah'a. W miejscu, gdzie zaklęcie trafiło pojawił się blask, a następnie silna eksplozja.
  4. Lunatic'a nie zmartwił widok jego własnego smoka, pomnożonego o kilka nieprawdziwych kopii, szarżujących prosto na niego. Jednym prostym gestem odesłał potwora tam skąd przybył, zostawiając po sobie jedynie chmurę błyszczącego pyłu. Pozostałe smoki zniknęły równie szybko, w końcu iluzje były jego specjalnością. Niepokojąca jednak była ciągła nieobecność jego przeciwnika... Kiedy Lunatic pomyślał o tym, nagle wszystko stało się bardziej klarowne. Szybko analizując cały pojedynek od początku ogier domyślił się, gdzie Jonash może się ukrywać, a także jak go stamtąd wykurzyć. - Gaia Aquatius! - Kierując swój róg w ziemię Lunatic wyzwolił zaklęcie, które natychmiast zaczęło działać, sprawiając że grunt wokół niego stał się płynny, jakby nagle wielkie bagno zmaterializowało się pod jednorożcem, gwałtowne fale kleistej substancji rozlewały się we wszystkie strony. Tylko mały skrawek był nienaruszony, a stał na nim Lunatic. - Ugh... Nie czuję się dobrze... - Z nieznanej mu przyczyny, młody mag poczuł się osłabiony, a oprócz tego niewesoła sensacja napadła jego żołądek. To prawda, że zbyt długie używanie silnej magii mogło powodować niepowołane skutki uboczne, ale to nie mógł być powód. Stan nadużycia magii był jednorożcowi dobrze znany, a to co w tej chwili działo się z jego ciałem było kompletnie inne. Na szczęście Lunatic znał dość proste remedium na takie dolegliwości. - Vitae - szepnął cicho. Jego ciało ogarnęło jasne, zielone światło. Czuł jak wracają mu siły, ale był to proces powolny i mógł zająć długi czas. Ale przynajmniej nudności złagodniały.
  5. - Ough... - Lunatic nie czuł się zbyt dobrze. Ta ostatnia eksplozja mocno nim wstrząsnęła. Gdyby nie szybki refleks i teleportacja, po jednorożcu zostałyby prawdopodobnie tylko strzępy. Kiedy w końcu doszedł do siebie, Lunatic ponownie nie mógł zlokalizować swojego przeciwnika, a nad areną, niczym zły omen, wisiała srebrzysta mgła. Sądząc po dość powolnym tempie rozchodu chmury, Lunatic wydedukował, że ma przynajmniej kilka solidnych minut, zanim ten srebrzysty obłok dotrze blisko jego pozycji. Wykorzystując ten fakt, Lunatic rzucił na siebie proste zaklęcie regeneracyjne, które choć nie mogło go całkowicie uleczyć, było przydatne w pozbyciu się drobnych niedogodności oraz odnowienia części jego utraconych sił. Jednocześnie Lunatic intensywnie myślał i analizował poczynania swojego przeciwnika. Jak dotąd żaden frontalny atak nie odniósł skutku, Jonah zawsze krył się w cieniu, jak zlodziej, którym oczywiście jest. Poza tą srebrzystą mgłą wszelki inny kurz zdążył już opaść, co nasuwało bardzo ważne pytanie: gdzie Jonah mógł się ukryć? Nie mógł przecież na długo opuścić areny, sędziowie uznaliby, że oddal walkę. Jedyne rozsądne wytłumaczenie jaki przychodziło magowi do głowy to kryjówka pod ziemią. Nawet jeśli miał rację, odnalezienie tego złodzieja nie stawało się w żadnym wypadku prostsze, teren areny był dość duży, a zatem Jonah mógł być dosłownie wszędzie. - Nie mam wyboru... - Lunatic szepnął do siebie. - Najpierw ta chmura. Flans Saltatio Pulverea! - Kiedy jednorożec wypowiedział te słowa jego róg ponownie zalśnił od magi, by po chwili z czubka wystrzelił podmuch skoncentrowanego wiatru. Co prawda pegazy były odpowiedzialne za pogodę, ale magia jest w stanie zduplikować niemal każdy fenomen, a spośród nich żywioły. Odpowiednio manipulując energią zaklęcia, Lunatic zdołał utworzyć trąbę powietrzną, a w jej środku efekt próżni, dzięki czemu bez problemu zassał całą mgłę. Dzięki drobnej sztuczce, całość nieznanego pyłu została skupiona w jedno miejsce, a następne po wpływem rosnącego ciśnienia zgnieciona z powrotem w jedną całość w postaci bryły, która z niemałym hukiem upadła na ziemię. Widząc, że jedno zagrożenie zostało zażegnane, Lunatic użył telekinezy, aby wyrzucić bryłę na przeciwny koniec sali. Teraz nadszedł czas na fazę drugą. - Resti Magi Sterum... Sarco Dega Omoko... Dasregi Nerve Utare... - inkantacja ciągnęła się przez kilka długich chwil, a z każdym kolejnym słowem magiczne aura maga rosła. W krótkim czasie energia osiągnęła poziom, gdzie zaczęła być odczuwalna przez obserwujący tłum, a ciało kucyka emitowało własne światło w tęczowych barwach. Szykowało się coś naprawdę ogromnego... - Mastero Eregium... Gasto Erebus! - Z tak zakończonym zaklęciem Lunatic skierował swój róg w ziemię, kilkanaście metrów od siebie, a promień czystej magicznej mocy wystrzelił, aby wypełnić wolę swojego pana. Kiedy uderzył we wskazane miejsce, stało się coś niezwykłego. Ponad punktem, do którego przyległ wciąż płynący strumień magicznej energii, pojawiła się sześcioramienna gwiazda many. Każde ramię było zakończone runą, a całość miała sześć metrów wysokości i cztery szerokości. Wtedy to wnętrze gwiazdy zapadło się, a oczom wszystkich zgromadzonych ukazał się potwór. Długi na kilkanaście metrów smok, którego łuski lśniły niczym najwyższej wartości brylanty. Bestia rozejrzała się powoli po arenie, węsząc przy tym głośno, kiedy to naglę zaryczała ogłuszająco i rzuciła się w kierunku, gdzie wyczuła ofiarę. - Gdziekolwiek jesteś Jonah, ten smok cię znajdzie! - Lunatic krzyknął donośnym głosem, cały czas ładując zaklęcie magią. To było jedno z jego najbardziej skomplikowanych zaklęć - magiczna konstrukcja światła. Smok, którego przywołał nie był prawdziwą bestią, ale wytworem jego magicznej energii. Na podobnej zasadzie działa większość zaklęć obronnych, takich jak najbardziej pospolite pole siłowe, ale nie zmienia to faktu, że takie smoki nie istnieje w rzeczywistości. Nie była to bynajmniej zwykła iluzja, ale żywa konstrukcja światła oraz magi, która mogła być równie zabójcza co prawdziwy smok. Jedyna różnica była taka, że gad ten nie miał żadnego oddechu - ognia, pary, kwasu, czy jakiegokolwiek innego. Najlepsze w tym zaklęciu było jednak to, że dana konstrukcja, jeśli odwzorowywała drapieżnika, mogła wykryć wrogów swojego twórcy za pomocą tych samych zmysłów, co ich pierwowzór używał do polowania. W tym przypadku, smok posiadał zarówno niesamowity węch, jak i termowizyjne spojrzenie. Nie było szans, żeby Jonah mógł mu teraz umknąć.
  6. Lunatic odkrył z niemałym zdumieniem, że jego oponent wysłał jakieś małe, latające kulki, które szybko zwróciły się ku jednorożcowi, ignorując niewidzialne klony maga. Miał raczej złe przeczucia kiedy te robociki ruszyły na niego z dużą szybkością i precyzją. Nie namyślając się długo Lunatic porzucił niewidzialną zasłonę i teleportował się stamtąd na drugi koniec areny, co kupiło mu kilka chwil na przemyślenia swojej strategi. Zanim roboty zdążyły go ponownie zlokalizować, co nie zajęło im dużo czasu, Lunatic obmyślił pewien fortel na zneutralizowanie tych małych natrętów. - Hej! Tu jestem! - krzyknął w stronę chmary, która natychmiast pomknęła ku niemu. Jednak jednorożec nie ruszył się ze swojego miejsca, stał niczym posąg, a jego róg ponownie zalśnił of magii. Kiedy robociki były dosłownie na wyciągnięcie kopyta, Lunatic szybkim gestem wzniósł tarczę ochronną, jedno z najbardziej podstawowych zaklęć jakie może się nauczyć mag. Kolejne zaskoczenie przyszło, gdy małe maszynki odbiły się od osłony, spadły na ziemię, by następnie wstać na pajęczych nóżkach i ponownie wzbić się w powietrze. Najwyraźniej ich sztuczna inteligencja była dość zaawansowana, ponieważ zamiast uporczywie nacierać na niego, kulko-podobne urządzenia wisiały wokół niego, czekając tylko na okazję kiedy tarcza opadnie, a Lunatic stanie się bezbronny. Mag wiedział, że nie będzie mógł utrzymać osłony przez długo czas, musiał więc wymyślić jakiś inny fortel. Próbował sobie przypomnieć, jakie słabości miała zaawansowana technika i wtedy go olśniło. Dziękował gwiazdom w tej chwili za opanowanie sztuki rzucania dwóch zaklęć na raz. Ponownie naładował swój róg magiczną energią, by następnie uwolnić ją w jednym, silnym ataku. Na polu siłowym zaczęły pojawiać się iskry elektryczności, z czasem było ich coraz więcej, a powietrze wypełnił zapach ozonu. Lunatic uznał, że wystarczy już przygotowań. Bariera pękła nagle i gwałtownie, przeradzając się w falę uderzeniową, wypełnioną energią elektryczną. Kiedy fala dosięgła maszynki, te pospadały na ziemię, już całkowicie nieruchome. Wyładowanie, które spowodował jednorożec całkiem spaliło obwody i układy scalone miniaturowych robotów, czyniąc zupełnie nieszkodliwymi. Jedyna wada takiego zagrania było niesamowite wyczerpanie, jakie nagle ogarnęło kucyka - rzucanie dwóch zaklęć jednocześnie było opcją, której Lunatic nie mógł stosować często, ponieważ bardzo uszczuplało to jego rezerwy many. Na szczęście miał jeszcze dość pary, by kontynuować walkę. - Ciekawe czy Jonah wie, że iluzje nie muszą być wzrokowe...Nidoris Dulce - arenę zaczął wypełniać bardzo aromatyczny i słodki zapach, a wokół unosiła się różowa mgiełka. Każdy kto przez chwilę wdychał tajemniczą substancję, natychmiast wpadał w stan upojenia i szczęścia. Nie była to euforia, czy też gaz rozweselający, ale coś o wiele bardziej subtelnego. Iluzja powodowała uwolnienie endorfin w mózgu, co w efekcie powodowało odczuwanie niepohamowanej radości i szczęścia. Lunatic wychodził z założenia, że jeśli jego przeciwnik się zrelaksuje, to popełni błąd, a on będzie mógł to wykorzystać.
  7. Przez chwilę była tylko cisza, kłęby kurzu oraz dymu. Wszyscy na widowni zastanawiali się, czy Lunatic rzeczywiście został pochłonięty przez tę ostatnią eksplozję, oraz czy była ona na tyle silna, że nie pozostał po jednorożcu żaden śl-... - PALI SIĘ! MÓJ OGON SIĘ PALI! Nagły wrzask przerwał ponury tok myśli, a wszyscy odwrócili się w stronę, z której dobiegały krzyki. Kasztanowy ogier jakimś cudem uniknął fatalnego losu, chociaż nie bez uszczerbku. Jak sam to przed chwilą wykrzyczał, koniec jego ogona rzeczywiście wyglądał na przypalony i wciąż wydobywał się z niego dym. Na szczęście Lunatic znalazł pękniętą rurę w łazience (ciekawe kto wyrwał ten kawał ściany?), z której strumieniami lała się woda. Szybko zgasił swój ogon, i bez większej zwłoki wrócił na arenę zgrabną teleportacją, która nawiasem mówiąc była przyczyną, dla której nie był teraz spaloną koniną. Lunatic zaczął analizować przebieg pojedynku i nie wyglądało to dobrze. Jego przeciwnik był skryty, działał z ukrycia i miał wiele nieprzewidywalnych taktyk, zarówno ofensywnych jak i defensywnych. Walka bezpośrednia oraz próby wyciągnięcie Jonah'a na otwarte pole nie przyniosły rezultatu, a tylko stworzyły dla niego idealne warunki do ukrywania się. Trzeba było więc sięgnąć po inne środki i działać trochę mniej bezpośrednio. - Phantasma Agminis... - szepcząc po cichu nazwę zaklęcia, Lunatic znów zniknął wszystkim z oczu, ale było w tym coś bardziej złowieszczego, coś upiornego. Nazywamy się Legion... Bo jest nas WIELU... Wśród chmur dymu i pyłu dało się słychać przerażający szept, raz po raz postać kucyka pojawiała się w kurzu, by zaraz potem rozwiać się razem z nią. Cały czas można było usłyszeć stukot wielu kopyt, o wiele więcej niż jeden kucyk mógłby wydobyć. Wszyscy zaczęli się zastanawiać, jak dalej przebiegnie ten pojedynek...
  8. - Ugh... moja śledziona... - Luntic jęknął, próbując utrzymać się na swoich czterech nogach. Ten ostatni manewr wyjątkowo mu nie wyszedł, a w dodatku dał się złapać jak naiwny źrebak! Jeszcze to dudnienie w głowie i posmak melona w ustach... jednorożec nie cierpiał melonów! Dlaczego to nie mogło być jabłko albo banan? Banany są dobre i mają potas. Lunatic potrząsnął mocno głową, jego myśli zaczęły tracić sens, a to nigdy nie był dobry znak. Na szczęście, dzięki swoim podróżom, ogier znał pewną sztuczkę na takie dolegliwości, której nauczył się od pewnego szamana w Zebricani. Prosta inkantacja czterech słów, które potrafił wypowiadać nawet w tak osłabionym stanie. - Zub. Zol. Zeb. Zag. - Efekt był prawie natychmiastowy, ciało jednorożca oczyściło się z toksyn, myśli przestały kłębić się w jego głowie jak rozszalała ławica ryb, a wcześniejsze obrażenia zostały w pewnym stopniu wyleczone. Była to jedna z dwóch wad tego zaklęcia, mogło ono oczyścić ciało z toksyn, ale leczyło tylko niewielki procent ran z czego wewnętrzne zawsze stawiały największy opór. Drugą wadą był czas, jako że nie mógł wypowiedzieć tych słów więcej niż tylko raz na dwa miesiące. Kiedyś spróbował dwa razy złamać tę zasadę, najpierw po tygodniu, a potem po miesiącu... Powiedzmy, że rezultat obu tych eksperymentów był taki sam - długie godziny spędzone w toalecie... Wracając do pojedynku, Lunatic poszukał wzrokiem swojego przeciwnika, ale przez gęsty kurz i dym nic nie było widać, a poza tym z jakiegoś powodu nie chciał wejść tam osobiście go szukać. Jego instynkty kazały jednorożcowi trzymać się od tego dymu z daleka. Wymyślił więc inny fortel. - Skoro nie wiem gdzie jest, to będę usiał go wykurzyć. Lumnus Arca! - Jak na komendę admirała, z rogu Lunatica wystrzelił w powietrze słup światła, który kilka metrów nad ziemią przybrał postać wielkiej, złotej łodzi. Gdy tylko się pojawiła z burt błysnęła kanonada, która objęła swoim zasięgiem niemal całą arenę. Co prawda jeden taki pocisk nie był groźniejszy od użądlenia pszczoły, ale biada temu kto znajdzie się na drodze setek takich małych pocisków.
  9. Lunatic spojrzał na grad pocisków jaki szybko zdąrzał ku niemu. Pomimo oczywistego zagrożenia, ogier nie wykazywał oznak wielkiego przerażenia. - Heee... Mogą być kłopoty, gdyby coś takiego mnie trafiło - powiedział bez większych emocji. Następnie uśmiechnął się szeroko do swojego przeciwnika. - Dobrze, że mnie tu w ogóle nie ma! Po tym stwierdzeniu jego postać rozpłynęła się w powietrzu, tuż zanim pociski uderzyły w miejsce, w którym przed chwilą stał. Jonah był zdziwiony takim obiegiem spraw, szczególnie że nie mógł nigdzie dostrzec jednorożca. Nie zauważył kiedy ten zakradł się do niego pod osłoną zaklęcia niewidzialności oraz niewykrywalności. Wada tych dwóch czarów polegała na tym, że Lunatic nie mógł atakować pod groźbą ujawnienia własnej pozycji. Dlatego chciał najpierw zająć bardziej dogodną pozycję. - Tu jestem - szepnął cicho, a zanim Jonah mógł zareagować jednorożec uderzył go mocnym kopnięciem tylnymi nogami, posyłając przeciwnika kilkanaście metrów dalej, a nastepnie znów skupił energię w rogu, który zalśnił złotym światłem. - Uniknąłeś jednego z moich magicznych pocisków, to co powiesz na kilka na raz! Lumus Sagitta! Z rogu Lunatica wystrzeliło kilkanaście szybkich i silnych świetlistych strzał, które niczym piranie rzuciły się w stronę wciąż bezwładnie lecącego Jonah'a.
  10. Lunatic był w głębokim skupieniu. Za ogromnymi wrotami, które niewzruszenie stały przed nim, miała się odbyć jego druga walka na magię. Pierwsze doświadczenie nie pozostawilo dobrych wspomnień, pomimo faktu iż wtedy wygrał. Jednak młody jednorożec czuł niedosyt, ponieważ tamto zwycięstwo było jedynie formalnością! Jego przeciwnik po prostu zniknął, i przez swoją długą nieobecność przegrał walkowerem! Dla Lunatica taki obrót spraw był niedopuszczalny i miał on nadzieję, że tym razem walka będzie się toczyć od początku do samego końca, gdzie zwycięsca zapracuje na swój triumf! Pozostawała jeszcze kwestia wejścia. Poprzedni pojedynek nieco się opóźnił, ale to wszystko była wina tej po tysiąckroć przeklętej mantikory! Niechcąc powtarzać poprzednich błędów, Lunatic tym razem zajwił się bardzo wcześnie przed wyznaczoną godziną rozpoczęcia. Dzięki temu mógł obmyśleć plan na zaskarbienie sobie przychylności widowni już na samym początku starcia! Wybrał kilka iluzjonistycznych zaklęć ze swojego repertuaru, odpowiednio je posegregował i ustalił w jakiej kolejności je rzucić, aby uzyskać najlepszy efekt. Gdy Lunatic usłyszal zapowiedź Hoffmana, kasztanowy ogier uznał że pora wcielić swój plan w życie. - No to jazda z tym koksem! http://www.youtube.com/watch?v=RQDFNYv1YaE Publiczność zebraną, aby obejrzeć kolejny magiczny pojedynek przywitała nagła ciemność, tak nieprzenikniona że nie można było zobaczyć czubka własnego nosa. Wokół zaczęły rozlegać się tajemnicze odgłosy, coś jakby... śpiew? Muzyka? Wtedy to na środku areny zapłonęły cztery płomienie, rozpraszając nieco panujący mrok. Między tymi małymi ognikami stała samotnie zakapturzona postać, a przed nią w magicznej poświacie lewitował prosty flet. Nie minęła chwila, gdy tajemniczy kucyk w kapturze zaczął grać (02:26 -> 03:26). Odgłos instrumentu oraz prosta, aczkolwiek piękna melodia, uspokoiły serca przesiąkniete lękiem przed ciemnością, dając nadzieję wszystkim zgromadzonym na arenie i podnosząc ich na duchu. Kiedy flet umilkł, rozległ się donośny śpiew dzwonów, a do zakapturzonego ogiera dołączyło siedem pięknych klaczy (03:27 -> 04:20). Zabrzmiała nowa muzyka, skromna i pełna harmonii. Tajemniczy flecista oddalił się w cień, a klacze zaczęły tańczyć, ich ruchy płynne i pełne gracji jaką rzadko można zobaczyć, zgrane tak że tworzyły jedną harmonijną całość (4:25 -> 5:29). Nagle muzyka nabrała tempa, zagrzmiały bębny, a na scenę wyskoczył Lunatic! (5:46) Odgłos jego kopyt uderzających w szybkim rytmie o twardą posadzkę sprawiły, że widownia zawiwatowała w euforii, ich krzyki tylko dodawały pikanterii do całego spektaklu. Przy rytmicznym dźwięku skrzypiec jednorożec stepował, wyczynijąc niesamowite akrobacje, jakie prawdopodobnie tylko doświadczeni tancerze mieliby odwagę spróbować. W końcu Lunatic stanął w miejscu, kończąc swój solowy występ, ale wtedy widzowie otrzymali kolejna dawkę doznań, kiedy do ogiera tanecznym krokiem dołączył tłum kucyków i wszyscy zaczęli razem i równo stepować, jak jedna istota (6:46 -> 7:57). Taki pokaz sprawił, że tłum oszalał wręcz z zachwytu, wnioskując po ogłuszających owacjach jakie dostali wykonawcy były jakimkolwiek znakiem. Lunatic zrobił ostatni gest głową, jego róg zalśnił, i w odgłosie gromu wszyscy tancerze oraz sceneria zniknęły, jak sen który właśnie się zakończył (8:24), zostawiając jednorożca samego na samym środku areny, wciąż oklaskiwany przez widownię. - Dziękuję kochani! Jesteście wspaniali, najlepsza widownia jaką miałem! - Lunatic był dumny ze swojego występu, dziękując w duchu swojej kuzynce, która nauczyła go kilku kroków tego tańca, dzięki czemu cała iluzja miała tak znakomity efekt. Teraz jednak nie czas był na pławienie się w pochwałach od fanów, ponieważ jednorożec wiedział już, że jego przeciwnik jest na arenie. - Wiesz, że nieładnie jest kraść, prawda? - Lunatic skomentował, widząc kosztowności u stóp Jonah'a. - Czas odpokutować za to niegodne zachowanie. Rezus Solemn! - Z rogu kasztanowego jednorożca wystrzelił świetlisty pocisk magicznej enrgii, który pomknął z zawrotną predkością w stronę oponenta.
  11. Ookami88

    Dałem 7. Do filmu podszedłem z takim samym nastawieniem, jakie mialem w stosunku MLP:FiM - neutralnie, czyli "a co mi tam, zobaczę co to takiego". Osobiście nie żałuję, i z chęcią obejrzę go jeszcze raz kiedy wyjdzie w lepszej wersji zamiast kinówki.
  12. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  13. - Cometa! - Szybko otrząsając się z oszołomienia, Lunatic prędko przeanalizował sytuację i wybrał odpowiednie zaklęcie. Tym razem nie tylko jego róg zalśnił, ale całe jego ciało zostało spowite jaskrawym światłem. Nie był to jednak jedyny efekt. Kiedy ogier poczuł na sobie jego działanie, z niespodziewaną szybkością uskoczył przed nadlatującymi ostrzami, które teraz dla niego poruszały się bardzo wolno, i z impetem uderzyły o ziemię, tam, gdzie jeszcze przed chwilą stał kucyk. - Nie możesz trafić czegoś, czego nie dogonisz! - krzyknął w stronę swojego przeciwnika, raz po raz przebiegając koło całej trójki. Na ułamek sekundy tylko, Lunatic zatrzymał się w jednym miejscu, tylko po to, aby niedługo później być już na następnym przystanku, z którego znikał równie szybko. Nox i jego sobowtóry nie bardzo wiedzieli, o co w tym chodzi, oprócz tego, że ich oponent uczynił tak równo siedem razy. Przy ostatnim postoju, Lunatic zatrzymał się całkowicie, a jego róg dalej lśnił oślepiającym blaskiem. - Carrus Major! Oczy wszystkich zgromadzonych zostały przyciągnięte w stronę sklepienia, gdzie ku ich zdziwieniu pokazała się świetlista konstelacja Wielkiego Wozu. Siedem magicznych pieczęci pulsowało od energii, która w każdej chwili mogła zostać uwolniona. Nie tracąc ani chwili dłużej, Lunatic wykonał gest głową, a z jego magicznej projekcji spadł deszcz pocisków, ogarniających swym zasięgiem całą trójkę Noxów. *~*~*~* [23.04.2013 - 20:11] Czy mi się zdaje, czy ten pojedynek to już prawie miesiąc trwa bez odzewu mojego przeciwnika? Ktoś wie, co się dzieje z Lemuur'em?
  14. - Agh! - Lunatic stęknął od przeszywającego jego plecy bólu. Skąd wziął się ten nóż?! Wtedy jego wzrok padł na dokończony krąg pod kopytami przeciwnika, i doznał olśnienia: było wielce prawdopodobne, że jakiegokolwiek zaklęcia czy rytuału użył Nox, ten krąg narysowany jego własną krwią, musiał mieć duże znaczenie. Biorąc pod uwagę, że jego fortel z iluzją wilka nie wypalił, Lunatic nie widział innego wyjścia niż sięgnąć po bardziej destrukcyjną magię. - Dobra! Skoro tak chcesz się bawić to chyba nadeszła pora, aby podnieść nieco poprzeczkę! Ignorując ranę na plecach, kasztanowy ogier kontynuował wcześniej przerwaną inkantację. Jego róg rozbłysł jaskrawym światłem, a w powietrzu wokół dało się wyczuć zapach ozonu. - Terra Morfus! - W szybkim geście Lunatic skierował róg na swojego przeciwnika, z czubka wystrzelił pojedynczy promień magi, i trafił dokładnie między przednie kopyta Noxa. Początkowo ciemny kucyk wydawał się nie rozumieć intencji tego zaklęcia, jednak wkrótce poznał jego działanie. Nox poczuł jak ziemia pod nim zaczęła drżeć, z każdą sekundą przybierając na sile, aż w końcu zaczął mieć trudności z ustaniem prosto. Rzucając okiem na swojego przeciwnika zobaczył, jak Lunatic raz po raz ruszał głową, a jego róg dalej emitował swój magiczny blask. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że ziemia na której stał była całkowicie pod kontrolą jednorożca. Jednak było już za późno, by zareagować, Lunatic bowiem doprowadził całą sekwencję do końca. Ziemia pod Noxem zatrzęsła się potężnie, wystąpiły liczne pęknięcia, aż w końcu zaklęcie eksplodowało pod jego kopytami, niszcząc wcześniej wytworzony krąg, a samego Noxa posłał kilkanaście metrów dalej. - Ater Fumus - Lunatic szepnął kolejne zaklęcie i całą arenę spowiła gęsta, czarna mgła, w której starannie się ukrył. Chciał się przekonać, czy Nox ma na tyle odwagi, żeby walczyć w takich warunkach.
  15. Lunatic wzdrygnął się lekko na widok czerwonej cieczy tryskającej na piasek. KREW?! Nie był to dobry znak. Ze swoich studiów i nauk, młody czarodziej wiedział, że krew jest potężnym nośnikiem magicznym, a jednocześnie bardzo nieprzewidywalnym. Jeżeli był to jakiś rytuał, pierwszorzędną zasadą jest unikać bezpośredniego kontaktu zarówno z krwią, jak i z tym kto ją rozlał. Pozostała tylko jedna droga: walka na dystans! - Lupus Lumines! - Lunatic szepnął zaklęcie, a jego róg rozbłysł na nowo. Kilka kroków przed jednorożcem powstał świetlisty krąg, z którego po chwili zaczęła wyłaniać się osobliwa sylwetka. Z każdą sekundą obraz stawał się coraz wyraźniejszy, aż w końcu wszyscy ujrzeli stworzenie... i zamarli w bezruchu. Niczym wierny strażnik, świetlisty wilk stał między dwoma rywalami, szczerząc swoje kły na tego, który był w zasięgu jego wzroku. Bestia zawyła przeszywająco, jego głos rozbrzmiał po sali przeraźliwym echem, by następnie rzucić się na ciemno ubarwionego kucyka. Widząc, że jego wilk zrobi trochę zamieszania, a przynajmniej kupi mu trochę więcej czasu, Lunatic szybko zmienił swoje położenie i zaczął recytować kolejną inkantację, z dala od wścibskich oczu.
×
×
  • Create New...