Skocz do zawartości

Grento YTP

Brony
  • Zawartość

    556
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    19

Posty napisane przez Grento YTP

  1. Niestety bardzo często zrzuca się winę na wenę, gdy tak naprawdę się komuś nie chce z lenistwa. Powieści to nie wiersz, powstały pod wpływem nagłej iluminacji, tylko ciężka przeprawa. Wena nie przyjdzie do każdego i nie w każdej sytuacji. Trzeba jeszcze jej dać szanse, żeby w ogóle mogła zaistnieć. Z nieba nikomu to nie spadnie.

     

    Jednak dodam, że jedną z cech pisarza, jest właśnie kreatywność. Z tego co ja tu widzę, bardzo wiele osób, prawdopodobnie ma tą cechę. Już sam fakt, że można o was usłyszeć i każdy jest inny. To się chwali. A kreatywność i posiadanie pomysłów jest oknem na możliwość powstawania kolejnych dzieł. To jest ten pierwszy krok, aby stać się mistrzem. To nas wszystkich przybliża do celu.

     

    Ale pytanie: czy kreatywność trzeba mieć od urodzenia we krwi? Czy może jednak istnieje możliwość nabycia tej cechy "sztucznie"? Nigdy się jeszcze nad tym nie zastanawiałem. Może jakieś sugestie? 

  2. Jeżeli zależy ci na tym, co piszesz, nie będziesz szukał sposobu, by skrócić proces twórczy, tylko przysiądziesz i doprowadzisz wszystko do końca. Nie ma żadnej drogi na skróty. Jedyne lekarstwo na brak czasu, to znalezienie go.

     

    Masz oczywiście racje, ale ja nie chce skrócić procesu tworzenia, tylko byłem ciekawy waszych sposobów. :) Sami moglibyśmy skorzystać od siebie nawzajem. 

     

     

     

    Osobiście, absolutnie nie aprobuję ludzi, którzy traktują swoje dzieła, niczym pociski wystrzel i zapomnij. Zadowoleni, iż właśnie ukończyli pisanie ich dzieła, radośnie wypuszczają je w internet, bez chociażby uprzedniego sprawdzenia ich pod kątem zdatności do przeczytania. Niby są od tego jacyś korektorzy czy coś, ale ja uważam, że autor sam powinien o taką podstawową rzecz zadbać, a nie patrzeć, aby inni to za niego zrobili.

     

    To jest nadmierna megalomania i jest częstą przypadłością żółtodziobów. Drugą jest nadmierna skromność i obawa wypuszczenia swoich tekstów. Osobiście moja machina sprawdzająca trawi jakiś teks niezliczoną ilość razy. Robię to po tygodniu od napisania czegoś, aby z zimną kalkulacją ocenić coś, gdy tekst "ostygnie".

     

    Korektorzy są bardzo ważni. Nikt w 100% nie napisze dobrej książki, co potwierdza tezę, że pisanie nie musi być samotnym zajęciem. Ktoś to musi przeczytać i na pewno będzie w stanie wyrzucić dużo śmieci.

     

    Sami jesteśmy bardzo często zaślepieni, że coś jest beznadziejne, albo bardzo dobre. W większości przypadków rzeczywistość jest taka, że ten teks nie jest taki dobry, ani taki zły.

     

     

    1) Zawsze noszę przy sobie zeszycik w wieżowce, do którego wpisuję pomysły, jakie mi wpadną do głowy. Dzięki temu unikam sytuacji znanej mi z wcześniejszego okresu pisania - kiedy to często zdarzało mi się, że wpadłem na świetne rozwiązanie fabularne bądź znakomity, pasujący do sytuacji bon mot, a potem za cholerę nie mogłem go sobie przypomnieć.

     
    Ja jeszcze dodam, żeby zapisywać ciekawe rozmowy i fajne powiedzonka. Żeby posłuchać, jak ludzie rozmawiają i przerobić to na dialogi.

  3. Ten proces nigdy sięnie kończy. Do dziś wracam do starych plików z tekstami i dokonuję poprawek, słowo tu, przecinek tam. Pisarz nigdy nie jest do końca zadowolony ze swojego dzieła. Bułchakow na przykład dyktował żonie poprawki do "Mistrza i Małgorzaty kiedy leżał już na łożu śmierci.

     

    Uczymy się całe życie. Zawsze można coś poprawić, bo zawsze może być lepiej. Jednak kiedyś trzeba wypuścić swoje dzieci spod edytora tekstowego.

     

    Ale wielu ludzi narzeka na brak czasu, przy pisaniu. Czy znacie jakieś sposoby, aby zredukować ten problem, przynajmniej częściowo?

  4. Inna sprawa, iż często "natycha" mnie po nocach, w porze, gdy normalni ludzie dawno już śpią.

     

    To jest to! Mam dokładnie tak samo! XD Zawsze w nocy mnie bierze. Ale na szczęście jestem w stanie przykuć się do krzesła i pisać w nocy.

     

     

     

    Często w braku weny pomaga mi przeczytanie tego (nawet po kilka razy), co dotychczas wysmoliłem. Poza tym wyłapuję wtedy dużo błędów i dziwnie zbudowanych zdań. Pomaga mi to też wczuć się w tekst, do którego przez długi czas nie wracałem z powodów lenistwa różnych. Polecam.

     

    Co to braku weny, to dobrze jest sobie rozplanować działania. Wiadomo, jak to jest. Blokada. I nie można ruszyć dalej. Trzeba sobie wtedy wytłumaczyć, co się chce napisać. Tak po prostu, co ja widzę dalej. Ja tak robię. Wtedy ludzie się dziwią, że gadam sam do siebie. XD Ale to przynajmniej działa. 


  5. Osobiście jestem przeciwnikiem strategii jednej strony, ze względu na nakładanie na siebie sztucznego przymusu, który zazwyczaj skutkuje produkcją tandety.

     

    Gdy się dowiedziałem o tej "metodzie" już po 10 minutach wyszło na jaw, że coś z tą stroną dziennie jest nie tak. No bo różne się dzieją rzeczy w życiu, gdzie nie jesteśmy w stanie nic napisać, albo nie mamy do tego głowy. I jest, jak tu koledzy napisali powyżej. Ale jest jeden plus tej strategi, jeśli się będzie miało trochę szczęścia. Systematyczność. A przynajmniej cały czas myślimy o naszej powieści. No i narzuca jakąś dyscyplinę. Bo pisanie, to przede wszystkim praca.

     

    Geniusz to wynik 1% natchnienia i 99% wypocenia. Jak mawiał Thomas Alva Edison. 

     

    Jednak jestem pewien, że znikoma ilość ludzi korzysta z tej metody. Stephen King w dobre dni pisał ponad 10 stron.

     

    A mam pytanie, ile czasu spędzacie nad tworzeniem i szlifowaniem waszych ff? A może znacie sposoby, aby zaoszczędzić co nie co czasu i przyspieszyć ten proces?


  6. Napisano 19 minut temu
    Grentonumanuma, dnia 15 Lip 2014 - 12:04 AM, napisał:
    Czyżby ktoś tu coś o Tusku wspominał?
     
    Bardzo was proszę, zewsząd zalewa mnie to szambo zwane polską polityką,  gdzie nie spojrzę to korwin, taśmy czy inna klauzla sumienia, niech chociaż kuce i rzeczy z nimi związane pozostaną od nich wolne Inaczej do reszty zwariuję

     


    Następny post od kogokolwiek o treściach politycznych skończy się tak, że go usunę a piszący dostanie warna. To nie miejsce na tego typu dyskusje

     

    W całości przepraszam za takie naruszenie. Jednak według mnie nie jest to żadna treści polityczna, tylko wspomnienie nazwiska naszego premiera. Proszę się nie bać. Kuce pozostaną czyste. :)

     

    Natomiast jestem ciekawy waszego zdania co do sposobów pisania!

     

    Słyszało się to już o różnych rytuałach, jakie posiadają przeróżni autorzy. Na przykład wyczytałem gdzieś, że Stephen King pisał niektóre swoje książki pod wpływem amfetaminy i nie pamięta ich procesu tworzenia.

     

     A teraz: Czy sposób "jedna strona dziennie" jest skuteczny? Teoretycznie idąc tą metodą po roku mielibyśmy już 365 stron, a co cztery lata o jedną więcej, tak w bonusie... Co o tym sądzicie? A jakie są wasze sposoby na pisanie? Jak u was to wygląda? Czy jest coś w tym dla was niezwykłego?

  7. Swoją drogą, wiele arcydzieł literatury można tak nazwać tylko ze względu na czasy w jaki powstały. Weźmy się przypatrzmy takiemu "Władcy Pierścieni" z dzisiejszej perspektywy. Co widzimy?

     

    No tak, trzeba przyznać, że trendy w literaturze się zmieniają. Wystarczy sięgnąć po literaturę, która powstawała, dajmy na to, 100 lat temu. To jednak jest tak, jak w recenzji.. hmm, np jakieś gry. Oceniamy ją po grafice, jaka wtedy była na ogół. Więc podawanie, że bohaterowie byli wtedy albo biali albo czarni jako wada, jest bez sensu, bo to jest pastwienie się nad tamtą wspaniałą sagą, kiedy taka moda panowała. Nie recenzujmy już tego dzieła, tylko dajmy mu spocząć w spokoju. Ta książka jest wielka, bo jest wielka. Zapisała się w historii i będzie tak trwać. 

     

    Nawet dzisiaj porywa tysiące ludzi.

     

     

     

    Nie bójmy się powiedzieć, że król jest nagi!

     

    Czyżby ktoś tu coś o Tusku wspominał? Nieważne. To jest to, o czym ja mówiłem. Nie bójmy się książek wydawanych w empikach, tylko dlatego, że one wydawane w empikach. Cahan wyraźnie powiedziała i ja się pod tym podpisuje, Ci pisarze mają szereg korektorów, którzy im wyrzucą śmieci z ich powieści, zanim w ogóle je ktokolwiek zobaczy. Mają przecież znajomości, mogą poprosić o pomoc.

     

    Dodam jeszcze, żeby nie ulegać różnym przekonaniom, jakie są czasem rozsiewane np "Czytaj grę o tron! Toż to najlepsza seria!" albo o Wiedźminie, jaki to on wspaniały. Nie krytykuje żadnej z tej serii. Bardzo je lubię. Ale takie sianie fanu o tych seria mnie osobiście tylko denerwuje i zniechęca. 

     

    Ale ludzie, miejcie własne zdanie! Nie ulegajcie takim reklamą. Ogólnemu fanowi, jaki to się ożywia co jakiś czas. Nie idzie bezmyślnie jak owca z resztą bydła. Oceńcie szczerze daną pozycję, w zgodzie z własnym sumieniem. Nie kierujcie się tym, co jaką ma okładkę i co jak jest rozdmuchane. Czytajcie to tak, jakbyście nie znali autora. Wtedy będziecie naprawdę konkretnymi ludźmi, którzy posiadają własne stanowisko i się jego trzymają. Będą oczywiście otwartymi na nowe doświadczenia i racjonalne argumenty. Według mnie to jest dobry sposób na książki i bardzo trudno go komukolwiek obalić. Ale oczywiście każdy może oceniać i robić jak chce. :)

    • +1 1

  8. Krótka piłka - dlaczego tyle osób zakazuje mi analizować FF biorąc jako przykłady porównawcze "prawdziwe" książki?

     

    Zapytaj jedną z tych osób. Krótka piłka to krótka piłka. :P

     

    Ale tak poza tym, to jeśli porównanie jest uzasadnione, to nie widzę problemu. Nie bójmy się "prawdziwych" książek. Znaczna część pisarzy, którzy teraz wydają "prawdziwe" książki, zaczynała od pisania ff, z jakiegoś uniwersum, które ich pociągało. Traktowali to jak ćwiczenie. Wyobraźcie sobie, że teraz także się to dzieje. Nadejdzie kolejna fala ludzi w naszym przedziale wiekowym, w której znajdą się podobne Sapkowskie, Kingi, Martiny, Nesby i inne. Każda epoka, każde pokolenie zawsze tam kogoś wybitnego miało. Wiem, że większa cześć ogólna ff to szumowiny niskiej jakości, ale zawsze znajdą się jakieś perełki. I to lepsze od "prawdziwych" książek.


  9. Czy możemy nie mówić o polityce w temacie o fanfiku? Pięknie proszę?

     

    Już skończyliśmy, Poulsen. :D Chciałem tylko po prostu odpowiedzieć użytkowniczce Madeleine. ;)

     


    Here you are.
     
    Pochodzenie: "L&T", rozdział 7.
     
    Spoiler
    Cytat
    Umm… – Sparkler nerwowo przesuwała kopytami po podłodze, zanim w końcu wydusiła. – Wiem, że to prawdopodobnie tylko głupia plotka, ale…
    – Nie, Dinky nie jest moja – przerwałam jej, wzdychając. Mogłam się domyślić, że ponowne wyskoczenie tego tematu było tylko kwestią czasu. Fakt, iż z nią kręciłam był tajemnicą poliszynela, a to, że byłam starą przyjaciółką Derpy plasowało mnie wysoko na liście podejrzanych, kiedy przychodziło do spekulacji z kim Derpy była w ciąży. Fakt, że Dinky miała sierść i grzywę bardzo podobną do moich, niczego naturalnie nie ułatwiał. Należało się spodziewać, że moje związanie się z Derpy spowoduje ponowne krążenie tej plotki.
    Naturalnie nie trzeba chyba wspominać, że było to kompletnie niedorzeczne. Ciąże między płcią żeńską są możliwe jedynie, kiedy dostępna jest wysoko poziomowa i trudna do zdobycia (o kosztach nie wspominając) magia jednorożców, lub przy wmieszaniu się w sprawę Magii Miłości. Przygoda na jedną noc nie sprzyjała wystąpieniu żadnej z wymienionych możliwości. Nie żeby plotce przeszkadzało coś takiego jak kilka niewygodnych, choć sprawdzonych faktów.
    – Przepraszam, musiałam zapytać – Sparkler nieco ulżyło, kiedy dowiedziała się, że Dinky nie jest owocem mojej miłości.
     

     

    Ojej! Wysoko poziomowa i trudna do zdobycia magia! Ach, mogłem się tego spodziewać. XD Przecież to najłatwiejsze wyjaśnienie. Wszystko zwalać na magie...

     

    Dzięki za info. :D

     


    Poulsen, musisz wiedzieć, że niemożliwym jest zaprzestanie rozmów o polityce w Polsce, ponieważ każdy Polak jest ekspertem w tej dziedzinie i niedorzecznym byłoby, gdyby nie dzielił się swoją jakże fachową wiedzą z jakże nieuświadomionym ludem    .

     

    Hoho, no ja myślę. :D


  10. To nie tak, że „L&T” jest o pieprzeniu.

     

    Tak, ale ja wtedy poruszyłem tylko ten jeden wątek, który, jak to zgrabnie opisałaś, "ociera się" o przygody tamtej bohaterki, z tego co słyszałem(bo nie przeczytałem do końca) przez większość serii. Jednak moim zdaniem, w tych pierwszych przeczytanych przeze mnie rozdziałach, jest to czasem nawet dominujący element. Pewnie tylko po to, aby przyciągnąć uwagę widza (łatwo i skutecznie, jak widać) aby później można było się rozkminiać nad problemami tamtych pełnokrwistych bohaterów, gdy te się wreszcie pojawią. Tak, gdy już się wciągnie czytelnika i zaprosi do tego świata. Oczywiście nie można zrezygnować z tego elementu, bo się czytelnik zawiedzie i trzeba go wciąż serwować. Ale to akurat jest konsekwencja, która mi się podoba.

     

    Gdyby sobie wyobrazić tą serie bez jakiegokolwiek seksu, albo w ilości mniejszej o 50%. Czy byłoby to samo? Nie. Więc jest to istoty element, który czasem mnie zniechęca. 

     

    Być może ta wypowiedzi brzmi krytycznie, ale w sumie tak jest. Ta seria mi się nie spodobała. Powiem nawet, że mnie zirytowała. Co z tego, że ma takich... wspaniałych bohaterów i jest tak... cudownie poprowadzona jak i napisana. Potraciłem kilka godzin życia. I tyle. Czasami też trudno coś wytłumaczyć. Ktoś lubi truskawki, a ktoś nie. Ktoś może mieć nawet na nie uczulenie. A to od nas nie jest zależne.

     


     
    Madeleine, dnia 09 Lip 2014 - 3:08 PM, napisał:

    (przygoda z księżniczką + możliwość ciąży między klaczami – tak, to były owe dwa momenty, w których powiedziałam: „dosyć, nie zdzierżę, idę się napić”)
     
    Jak Wy, koleżanko, jeszcze mało wiecie... 
     

     

    O proszę, ja także nie wiedziałem! Chętnie posłucham o tych "możliwościach". :D

     


    A Korwin często mówi całkiem do rzeczy. Jego problem polega na tym, że wszyscy go słuchają, ale nikt nie słyszy.

     

    To nie jest jego problem, tylko ludzi, którzy są zaślepieni. Korwin robi to dla nas, dla ludzi, dla Polaków, ale oni nie rozumieją albo są zbyt leniwi oraz wygodni, aby zrozumieć. Gdyby Pan Janusz chciał się dostać do koryta, to by już ponad 20 lat temu zamknął gębę i siedział cicho, trzymając z PO lub PiS'em, gdzie by dostał swój stołek. Ale on walczy z biurokracją i złodziejstwem. Zgadzam się, że Korwin często gada do rzeczy. :) Podziwiam tego człowiek, bo każdą kandydaturę finansuje z własnej kieszeni, a ileż on to razy przystępował... Wierzy w to, co robi, a przynajmniej chce lepiej dla Polski, dla nas. Teraz jest trzecią siłą w Polsce i być może w końcu będzie mieć szanse coś zrobić. O ile nie przegłosuje go większość w parlamencie, dzięki naszej kochanej demokracji. 

     

    Pamiętajcie drogie kuce - miłość, tolerancja i żadnych wojen. :)

    • +1 1
  11. Pisałem to jeszcze wczoraj, ale to jest najlepszy do tego temat. 

     

    Nie będę krytykować tłumaczenia, po prostu nie mam nic do zarzucenia. Ja osobiście średnio rozumiem fenomen tej serii, no bo ile można słuchać o pier... (nie chce bana)... doleniu. Doleniu?! Nieważnie. W każdym razie, dla mnie w pierwszym rozdziale może jest to zabawne, ale później męczące. Nie przeczytałem całej serii, tylko pierwsze rozdziały, bo dalej mi się nie chciało. Wyjątkowo. Dzisiaj wszystko zostało zdominowane przez seks. Seks rządzi światem! No wszędzie, już nie mówiąc o większości filmów, serialów, które mimo iż nie są pornograficzne, to taki akcent mają. No i w reklamach też coś takiego jest, o czym chyba każdy wie. Ponoć 90% zdjęć w internecie, to zdjęcia nagich kobiet. No takie czasy. W moim ff są takie fanaberie, ale mniej. Mniej! (cholera...)

    W tym przypadku jest jak z przekleństwami. Jak się ich za dużo używa, to tracą w końcu moc i pełnią rolę przecinka. Tak samo tutaj. Czytając to, właściwie dzieje się cały czas to samo i temat krąży wokół jednego. Seksu! ... i bzykaniu, i współżyciu, i ciupcianiu, i chędożeniu, i kopulowaniu, i dymaniu, i rżnięciu, i ruchaniu, i bara-bara, i kochaniu się, i uzupełnianiu wiedzy o anatomii kucyków (to akurat gro!), i uprawianiu seksu, i piep... 

    Jakoś tak mi idealnie pasuje przytoczenie słów tego człowieka, a raczej fragmentu wypowiedzi, bo to doskonale do tego pasuje http://youtu.be/Z06sCoju60Q?t=21s Ach, już zaraz mnie tu pewnie ogłoszą jako konserwatywny liberał. :)

     

    Oczywiście nikogo nie chce dyskredytować. Jak ktoś lubi, to niech czyta, proszę bardzo, skoro sprawia to Ci to przyjemność, to Twój wolny wybór, ja to szanuje. Mi ta seria się nie spodobała i raczej się to już nie zmieni.

     

    Pozdrawiam Was Córki i Synowie... dzisiaj nie wiem czego. Dobranoc.


  12. Wybacz, tak mi się skojarzyło .
    Nie wywieraj na nim takiej presji, Grento. Ludzie na tym forum piszą, bo lubią. Nikt im za to nie płaci, zawodowych pisarzy tu się raczej nie uświadczy (chociaż, diabli wiedzą), Kingiem też nikt nie jest… Bez przesady. Przesada jest niezdrowa, powoduje raka i choroby serca.

     

    Nie muszę wybaczać, bo to mnie nie obraziło. Lubią? No pewnie, że lubią, inaczej by tego nie robili. Ale masz racje, za bardzo się uniosłem. Wybaczcie. Miałem na myśli tylko to, żeby później nikt nie żałował straconych godzin życia. XD

     


    Cytat pochodzi z Dolarowego tłumaczenia opowiadania The Incredibly Dense Mind of Rainbow Dash z Serii Winningverse. Zaskakuje mnie, jak wiele osób podłapało to słówko i z uciechą nim teraz szafuje.

     

    A ja osobiście średnio rozumiem fenomen tej serii, no bo ile można słuchać o pier... (nie chce bana)... doleniu. Doleniu?! Nieważnie. W każdym razie, w pierwszym rozdziale może jest to zabawne, ale później męczące. Nie przeczytałem całej serii, tylko pierwsze rozdziały, bo dalej mi się nie chciało. Wyjątkowo. Dzisiaj wszystko zostało zdominowane przez seks. Seks rządzi światem! No wszędzie, już nie mówiąc o większości filmów, serialów, które mimo iż nie są pornograficzne, to taki akcent mają. No i w reklamie też coś takiego jest, o czym chyba każdy wie. Ponoć 90% zdjęć w internecie, to zdjęcia nagich kobiet. No takie czasy.

    No i znowu jakoś tak mi idealnie pasuje przytoczenie słów tego człowieka, a raczej fragmentu wypowiedzi, bo to doskonale do tego pasuje http://youtu.be/Z06sCoju60Q?t=21s Ach, już zaraz mnie tu pewnie ogłoszą jako konserwatywny liberał :)

     


    Tak tylko uściślę, że Rarityn nie napisał, iż jest to jego pierwsze opowiadanie, lecz „pierwsze broniakowe”.

     

    Twoja słuszna uwaga, a moje przeoczenie. Lecz i tak jestem na 95% pewien, że jeśli nie pierwsze, to jest to jego drugie, trzecie, no może czwarte podejście.

  13. Witaj Synu Początków.

     

    To znowu ja. Więc tak...

     

    To Twoje pierwsze opowiadanie, więc prawdopodobnie jeszcze nie wiesz, co powie większość. Bardzo dobrze, że nie chowasz tego, co robisz do, szuflady i dzielisz się tym z innymi. To może, a nawet jestem pewien, że wskazuje na Twoją chęć być coraz lepszym i doskonalenia się. Twoje opowiadanie ma dobre strony, ale je zostawmy. Jeśli Cię to interesuję, chciałbym Ci opowiedzieć o tych gorszych elementach.

     

    Przede wszystkim w Twoim tekście nie opisuj wszystkiego tak dobitnie. Czytelnik nie jest debilem (a przynajmniej w większość) i nie musisz tak wszystkiego opowiadać. To jest zwrot do narracji. Kieruj się zasadą Pokazuj, nie opisuj. To oznacza, że literatura powinna rozwijać wyobraźnię, dając jakieś sugestie, zwroty niewprost, tak żeby stworzyć jakąś tajemnice, nie do końca zrozumianą sytuację. Czytelnik powinien się zastanowić chwilę, skoro np: chwieje się na nogach, worki pod oczami, nie zjadła śniadania, to prawdopodobnie może znaczyć, że ciężko pracuje, nie ma czasu dla siebie, jest przemęczona, a nie "czuła zmęczenie" i chu*. Oczywiście, że Twoje teksty powinny być zrozumiałe i pod tym względem są aż nazbyt przykładne.

     

    Była bardzo pewna siebie, co nie było jej naturalną cechą. Bardzo chciała pokazać czego się już nauczyła, to bardzo wiele dla niej znaczyło. Była pewna, że nic złego nie może się wydarzyć.

     To jest przykład właśnie tej przypadłości. Wolałbym, aby mi to właśnie Margaret pokazał w jakieś konfliktowej sytuacji, a nie narrator. I to w dodatku suchym opisem... 

     

    Taką drugą konkretną rzeczą są dialogi. Są one drętwe. Dlaczego? Bo są oparte na schemacie: pytanie - odpowiedź. Niedosłownie oczywiście, ale czasem ma się takie wrażenie. No i te dialogi układają się w taki sposób, że ma żadnego hmmm... zgrzytu? Przyznam szczerze, że wypadło mi to z głowy, jak to nazwać XD. Ale czytając rozmowę tych postać, mam takie odczucie, jakby wypowiedzi dwóch osób nawzajem się uzupełniały.

     

    No i komentarz do tych dialogów, a raczej jego brak. Występują tam wiązanki wypowiedzi nieopisane żadnym komentarzem. Po chwili bohaterowie to gadające głowy lewitujące w powietrzu, zatrzymane pewnie jakimś zaklęciem, które utknęły w czasie i przestrzeni. Trzeba pamiętać, że każda rozmowa odbywa się przy jakieś okazji. Te postacie muszą żyć. A ruch, to życie, jak mawiał Arystoteles. (Ale się wymądrzam XD) Czytelnik powinien wiedzieć, co robi i jak wygląda postać, która coś mówi. Proszę oczywiście nie przesadzić, żeby nie wypadało na to, że postacie coś mówiące mają ADHD od nadmiernego ruchu.

     

     

    No i kwestia najważniejsza. Nie dotyczy ona już bezpośrednio samego pisarstwa, lecz Ciebie.

     

    Skoro jesteś początkujący, to pewnie dopiero są to takie pierwsze próby. No i dobrze, pierwsze koty za płoty już masz za sobą. Musisz, musisz odpowiedzieć sobie, czy będziesz pisać na poważnie. Bo jeśli piszesz tylko dla zabicia nudy, to nie spodziewaj się dobrych wyników i utonięcia w oceanie przeciętności, albo słabizny. A przyjdzie taki moment, że zderzysz się z tym pytaniem. Jeśli wtedy powiesz sobie, że rezygnujesz, to te wszystkie godziny, którymi pisałeś zmarnują się.

     

    Zachęcam do dalszej pracy. Nie zrażaj się porażkami, niech spływają po Tobie jak po kaczce, jak mawia Janusz Korwin-Mikke. Ale wyciągaj wnioski. Człowiek jest niestety, albo stety jest tak skonstruowany, że musi wciąż ćwiczyć. Chcesz zostać mistrzem sztuk walki? Musisz trenować, trenować i trenować, wymieniać doświadczenia, i walczyć. Chcesz zostać pisarzem? Musisz pisać, pisać i pisać, wymieniać doświadczenia, i walczyć.

     

    Pozdrawiam Cię.

    • +1 2
  14.  

     

    Hm... Polemizowałbym  ;) W zasadzie to zupełnie bym się nie zgodził, ale może to tylko ja jestem takim dziwnym ewenementem, dla którego najważniejsza jest treść  :rainderp:

     

    Nie tylko Ty. Dla mnie też treść jest najważniejsza. Chyba trochę przesadziłem, pisząc, że być może jest na równi z treścią. Chodzi tu tylko o to, że wśród tłumu różnorakiej twórczości, która z czasem sukcesywnie się rozrasta, co mnie bardzo cieszy, trzeba to wszystko uporządkować. I od tego właśnie są tagi, które trzeba umiejętnie dobierać. A to przecież taka mała rzecz. Szczegół. No ale, jak się to mówi - diabeł tkwi w szczegółach. Nie powinno się znieważać takich banalnych rzeczy, bo można niestety polec w głupi sposób, gdy w toku intensywnych przygotowań, po prostu czasem się ktoś pomyli

     

     

     

    Dlatego moim jedynym sensownym wnioskiem jest to, że każdy ma inny stosunek do tagów i nie jest możliwe, żeby sprecyzować, jakie mają do nich podejście czytelnicy. Ile osób, tyle zdań  :dunno:

    .

    Hm... Polemizowałbym  ;), lecz tym razem uważam, że nie jest to do końca nieprawda. Oczywiście, każdy człowiek jest inny i ma swoje zdanie, ale jakby rzeczywiście każdy miał inny pogląd, jakby nic nie można by było sprecyzować, jakby każdy miał inne podejście, to wybuchłby wszechogarniający burdel i tagi nie byłyby potrzebne, bo każdemu mówiłby coś innego. A tu nie ma co mówić o różnych podejściach. Komedia to komedia, gore to gore. Koniec kropka. Tag to tylko krótkie info, notka, która jest po to, aby pokazać czytelnikowi z czym ma do czynienia. Więc nie ma sensu rozwodzić się nad podejściem czytelnika do tagów. Można się kłócić o podejście do gatunku, jaki reprezentuje dany ff, ale nad tagami? A jakie Twoim zdaniem czytelnicy mogą mieć podejście do tagów?

     

    Twoja luźne podejście, jak to określiłeś, to po prostu brak klarownego zapotrzebowania na konkretny gatunek, przy uwzględnieniu, żeby nie klikać w [Human]... i tak dalej, czego tam nie lubisz.

     

    Zaczynam odchodzić od tematu, bo zaczęło się to dokładnie od tego, jak ważne są tagi, ale ja tak samo jak Ty, Foley nie potrafię odgadnąć jakie są moje ulubione tagi. Czasem mam ochotę na komedie, a czasem na coś mrocznego. I właśnie to pokazuje, jak ważne są tagi, bo nie zawsze mamy takie same preferencje i tagi pomagają nam oszukać to, czego szukamy.

     

    Być może robię za dużo szumu o te tagi, ale nie zaszkodzi się pochylić na tę chwilę właśnie nad nimi.

     

    Pozdrawiam was Córki i Synowie Kreatywności. 

     

     

    Widzisz, sam przyznałeś że pewnym tagom nie poświęciłbyś nawet kliknięcia, kto wie czy niesłusznie... W ogóle czy jest sens/ konieczność dawać tag romance jeśli to dotyczy pobicznego wątku i nie ma na to wielkiego nacisku?

     

    Myślę, że najlepiej będzie, jak sam autor to rozważy. To właśnie Ty najlepiej przecież znasz swoje dzieło. Ale nie warto przesadzać z ilością tagów(do 5 max), bo w końcu czytelnik nie będzie miał pojęcia, z czym ma do czynienia. 

    • +1 1
  15. Burning rozpisał się w sprawie tagów. A więc... 

     

    Są one wbrew pozorom jedną z najważniejszych rzeczy, być może na równi z treścią. A dlaczego? Ano dlatego, że czytelnik szukając jakieś danej pozycji, gdy widzi owe tagi, wie, czego ma się spodziewać. Te tagi sprawiają, że ten człowiek się nastawia odpowiednio na to, czego tam będzie mógł doświadczyć. Prosta ludzka psychologia. Chyba nie trzeba tłumaczyć, jak wiele zależy od naszego stanu ducha.

     

    Ale, gdy dostanie coś zupełnie innego, coś, co w ogóle się nie pokrywa z tagami, taki czytelnik będzie zawiedziony i poczuje się oszukany, nawet, gdy historia przed nim będzie intrygująca.

     

    Lecz w sprawie psychologi, to nie jestem oczywiście ekspertem. To co wiem pochodzi z moich własnych obserwacji.

     

    Jednak w pełną oczywistością trzeba przyznać, że naprawdę dobra pozycja, która będzie z powodzeniem absorbować uwagę, powinna się obronić, pomimo złych tagów, więc trzeba przede wszystkim dbać o treść, ale nie popełniać kardynalnych błędów związanych z tagami, gdyż mogą one skutecznie spalić na panewce naszą powieści.

     

    Skutecznym lekarstwem na źle dobrane tagi to... znajomość tagów, własnej opowieści. A dobrze jest jeszcze znać jakieś klasyki, które są definicją danego tagu.

     

    Pozdrawiam was Córki i Synowie Cierpliwości. 

    • +1 1
  16.  

    Napracowałem się i chciałem, by wypadło dobrze, ale chyba mi się nie udało. Źle zrobiłem i przepraszam Wszystkich:

    • Grentonumanuma
    • Ylthin
    • Madeleine

     

    No no...

     

    Według mnie, Feather zrobił dziś duży krok do przodu. :) Przyznał się do błędu i przeprosił mnie, Ylthin oraz Madeleine i innych. Bardzo to doceniam i przyjmuje przeprosiny, chociaż tak naprawdę, to nigdy się nie obraziłem na Ciebie Feather. Teraz będzie Ci znacznie lepiej.

    •  
  17. No dobra, ja rozpocząłem tą dyskusję. Słuchaj Feather, każdy z nas, pisarzy, tworzy, bo to jego pasja. Tworzy, aby się spełnić. Zakładam, że pisarstwo weszło już w Twoją krew i nie wyjdzie nie łatwo. Jestem pewien, że piszesz nie tylko dla siebie samego, ale także dla innych, aby ich zadowolić. Powinieneś być otwarty na innych ludzi, a nie zamykać w swoim świecie. Bo pisarz powinien być między innym otwarty. Gdy pochwaliłem Twoją księgę Śmiechu, to nie było problemu, ale jak już wyraziłem swoje negatywne zdanie o Wytrychu, to już całkiem odcinasz się i zaprzeczasz wszystkiemu i traktujesz jak hejt. Skoro gotowy jesteś przyjąć pochwałę, to powinieneś być także gotów na krytykę. A ktoś sprytny umie obrócić krytykę na swoją korzyść. Przyjmowanie konstruktywnej krytyki do siebie daje Ci szanse rozwoju, a także zaczerpnięcia rad od innych i poprawy Twojego warsztatu. W poprzednim „wcieleniu” byłem podobny. Opanowała mnie megalomania. To był błąd.

    Ale jest bardzo dobra cecha u Ciebie. Jesteś konsekwentny i jasno się trzymasz swojego stylu. To się chwali. Jednak, zawsze trzeba znaleźć ten złoty środek.

    • +1 2
×
×
  • Utwórz nowe...