Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Grento YTP

Brony
  • Zawartość

    362
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

110 Świetna (Great and Powerful Reputation)

O Grento YTP

  • Ranga
    S.T.A.L.K.E.R.
  • Urodziny 02/09/1997

Kontakt

  • Strona www
    http://www.youtube.com/user/Grentonumanuma
  • Skype
    sebx.redi
  • Discord ID
    Grento YTP#5922

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miasto
    Krosno
  • Zainteresowania
    książki, gry, pisanie, sport
  • Ulubiona postać
    Nie ma :P

Ostatnio na profilu byli

1354 wyświetleń profilu
  1. No więc tak jak zapowiadałem, postanowiłem, że napiszę jakiś dłuższy komentarz. Jestem również ciekawy czy autor studiuje prawo. Bo niektóre rzeczy w tekście by na to wskazywały. Pojawiają się tam pojęcia typowe np: dla prawa międzynarodowego, które jest przedmiotem na drugim roku. No ale zostawmy to już... Po pierwsze przydałoby się znaleźć jakiegoś korektora, który by powyłapywał część błędów. Niekiedy można zatknąć nawet na zwykłe literówki, która są podkreślone przez edytor, dlatego też dobrze by było przeczytać ten tekst po parę razy przed opublikowaniem, żeby uniknąć czegoś takiego. Dobrze jest też oderwać się o jakiegoś tekstu po jego przeczytaniu i zostawić go do przeczytania za parę tygodni, czy nawet miesięcy. Z takiej perspektywy czasowej nabiera się dystansu i łatwiej jest spojrzeć na swój tekst nie zachwycając się nim bezpodstawnie lub wręcz przeciwnie. Niestety, ale odczucia autora względem ogólnego poziomu jego tekstu prawie nigdy nie są trafne; zazwyczaj się zaniża poziom tekstu w swoim oczach, a to wszystko przez taki głos z naszej głowy. To taki wewnętrzny krytyk, który towarzyszy nam przez całe życie i dba o to, żebyśmy nie wychodzi przed szereg, aby uniknąć kompromitacji przed tłumem. Jest to taki mechanizm psychologiczny, a sztuczka z odłożeniem tekstu działa i potrafi zniwelować ten efekt. No a teraz przejdźmy do samego tekstu. Zaczynamy z trzema wątkami, które póki co nie zawiązują się w jedną całość. Trochę to dziwne, bo najwidoczniej trzeba będzie poczekać jeszcze trochę, aż te wcześniejsze postacie wrócą, ale póki co tamte sceny nie miały żądnego znaczenia. Lepiej moim zdaniem byłoby wrzucić tych studentów później, gdzie od razu mogliby odegrać jakąś większą rolę, a nie zajmować czas czytelnikowi na czytanie ich historii, która w tym momencie nie popycha zbytnio akcji do przodu. Głównym wątkiem jest ten o Applejack, która martwi się o swoją babcię. Myślę, że to może być interesujący temat, a pasuje on do tagu [sad]. Jeszcze nie wiadomo do czego to wszystko doprowadzi. Ciekawi mnie również postać tego starca. Mam nadzieje, że ich spotkanie nie było wynikiem przypadku, a tego, że ten dziadek specjalnie się napatoczył akurat gdy AJ potrzebowała pomocy. Ciekawi mnie czy jego podarunek doprowadzi do jeszcze większych kłopotów. Oczywiście najpierw pewnie wszystko będzie ładnie i fajnie, dopiero później wszystko się zepsuję. Ciekawe, czy będę mieć rację. Jeżeli chodzi o styl, no to widać miejscami, że są niedoróbki. Piszą z trzeciej osoby trzeba mieć wyrobiony styl i wiedzieć o czym chce się napisać oraz jak, żeby zbudować klimat. Z pisaniem scen jak z malowaniem obrazu; musi coś był w tle i na drugim, pierwszym planie, żeby zbudować obraz wydarzeń w głowie czytelnika. Jednak nie jest źle, a dialogi są poprawne. Tekst jest poprawnie wyjustowany i zapisany. Na początek jak najbardziej wygląda to przyjemnie. Można jak śledzić przebieg wydarzeń i zastanawiać się do czego to doprowadzi. Tylko trochę szkoda, że w tym momencie tak naprawdę nie ma za bardzo powodu do obaw, czy do jakiegoś napięcia. Z doświadczenia można się zawsze czegoś takiego spodziewać, jednak brakuje tutaj jakieś Strzelby Czechowa, która dałaby jasno do zrozumienia, że stanie się coś niedobrego. Póki co pisz dalej. Zobaczymy do czego to doprowadzi. Pozdrawiam!
  2. Fanfic mi się podoba i nie wygląda jak na coś, co zostało naskrobane po raz pierwszy. Pewnie przed opublikowaniem pierwszego ff ćwiczyłeś swój warsztat i dobrze, bo się opłaciło. W tym roku pojawiło się dużo ff. Ciekawe, czy zostanie pobity rekord z zeszłego roku. Póki co jest późna godzina i komentarz nie jest zbyt obszerny, a przynajmniej nie na tyle, ile lubię komentować inne ff. Później Ci napiszę coś dłuższego. Jak na tą chwilę, to ff mi się podoba! Pozdrawiam!
  3. To ciekawe rozważania, ale problem zazwyczaj polega na tym, że o ile teoretycznie jest to możliwe, to technicznie wydaję się to być nieosiągalne. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić na jakiej zasadzie miałby działać proces modyfikowania przestrzeni na pewnym wycinku w taki sposób, żeby doprowadzić go do idealnego stanu z przeszłości. Trzeba by najpierw zapisać informacje o każdym atomie, jego stanie oraz cząstce wirtualnej, żeby w ogóle móc dążyć do odtworzenia stanu z przeszłości. Później próbować połączyć wszystkie te małe klocuszki w jedną całość, a biorąc pod uwagę, że jesteśmy na etapie Wielkiego Zderzacza Hadronów, no to chyba musiałoby minąć z parędziesiąt tysięcy lat, żeby móc w ogóle myśleć o takiej technologii. Również grałem oraz oglądałem Life is Strange. Bardzo ciekawa gra, chociaż parę mechanik było tam dla mnie dziwnych, jak choćby to, że Max zachowywała wszystkie przedmioty przy sobie. Można by to wytłumaczyć w ten sposób, że podczas cofania czasu, formowała swoistą bańkę czasoprzestrzenną wokół siebie, dzięki czemu stan rzeczy w tej przestani pozostawał niezmienny. Mogłoby to oznaczać, że przedmioty w tym wszechświecie się replikują. Jeżeli Max zabierze komuś klucze, wsadzi je do kieszeni i cofnie czas, to powinny istnieć dokładnie dwa takie same przedmioty. I innej grze Until Dawn był właśnie motyw efektu motyla, jak to małe decyzje, są wstanie zmieniać naszą rzeczywistość, dzięki czemu może powstać tak bardzo wiele różnych wersji tego samego wszechświata. Podobnie, jeżeli nasz wszechświat jest nieskończony to powinno istnieć nieskończenie wiele takich samych planet, na których istnieją dokładnie tacy sami ludzie jak my, robią dokładnie te same rzeczy, są po prostu 1:1 naszym sobowtórami . To pokazuje, że możliwości w zbiorze jakim jest wszechświat, może być nieskończoność, również co do kształtu naszej rzeczywistości dzięki efektowi motyla. Jeżeli mówimy o modyfikacji czasu to nie możemy nie wspomnieć o tych odcinku MLP, gdzie Twilight z przyszłości ostrzegła samą siebie. To motyw podobny do terminatora i ma trochę dziur logicznych, co właśnie mnie trochę gryzie, gdy mam do czynienia z tak wspaniałym dziełem. Tam mamy coś takiego, że; Twilight otrzymuje ostrzeżenie z przyszłości, że coś ma się wydarzyć, co ostatecznie wywołuję łańcuch kolejnych zdarzeń które doprowadzają do tego, że Twilight z teraźniejszości staję się tą Twilight z przyszłości i wysyła samą siebie do Twilight z przeszłości, aby ostrzec samą siebie przed tym, aby nie dotarła do miejsca w którym znajduję się Twilight z Przyszłości, która pierwotnie była Twilight z Teraźniejszości. Tworzy się taki nieskończony cykl. Nigdy się on nie zamknie, Pytanie tylko; jak to się stało, że w ogóle coś takiego zaistniało? Przecież musiała istnieć ta pierwsza linia czasu, ale w niej nie doszło do przeniesienia się w czasie Twilight, bo nie mógł zaistnieć wtedy żaden bodziec z przyszłości, której jeszcze nie było, a to własnie ta przyszłość zdołała zdefiniować to co będzie. Czyli to wygląda w ten sposób; to, co jeszcze nie miało miejsca i nie istnieje wpływa na teraźniejszość i zmienia bieg wydarzeń w ten sposób, że wszystko doprowadza do tej przyszłości. Nie wiem w jaki sposób miałoby to działać, wydaję mi się to być nielogiczne. Analogiczna sytuacja jest przy serii Terminator. Bardzo łatwo można sobie to przełożyć.
  4. To nie jest na konkurs, tylko oddzielna inicjatywa, która wynikła jeszcze zanim zapowiedziano konkurs. A jak wyjdzie, to wyjdzie.
  5. Nie będę się zbyt długo rozpisywać, napisze moje małe podsumowanie w paru słowach. Dziękuje ekipie eventu z Cahan na czele, którzy dali nam tą fajną i sympatyczną przygodę. Była ona na tyle wciągająca, że zdołała zbliżyć do siebie użytkowników, przez co spędzamy trochę czasu już poza samą zabawą, czy forum, a chyba właśnie o to też chodzi w takich inicjatywach; żeby integrować ze sobą ludzi. Doszło nawet do tego, że szykuję się fanfick, który będzie opisywać wydarzenia z tego eventu, z perspektywy naszych postaci. Napiszemy to wspólnie. Poza samą grą również bardzo często się ze sobą konsultowaliśmy, przez co wspólnie ustalaliśmy, na kogo będziemy głosować. Dlatego też często oddawaliśmy głos wspólnie na jednego kuca, a czasem wręcz przeciwnie, jednak zawsze była to przemyślana decyzja z naszej strony. Liczę oczywiście na więcej takich przygód i mam nadzieje, że będą coraz lepsze. Pozdrawiam!
  6. — Dzięki — podmieniec chwycił za kufel i podniósł go do ust, pijąc i łagodząc w ten sposób wyschnięte gardło. — Nasza fizjologia nie potrzebowała pożywienia, dopóki żywiliśmy się uczuciami. Ta magiczna energia była w stanie odżywić komórki naszego ciała. W takim stanie nawet nie byliśmy w stanie niczego zjeść, bo od razu wszystko zwracaliśmy. Nasz organizm nie potrzebował normalnego pokarmu, więc kiedy jeszcze żerowaliśmy na innych, nasze spiżarnie były wypełnione nie chlebem, a innymi istotami, złapanymi i uwięzionymi, abyśmy mogli na nich żerować. Jednak odkąd uwolniliśmy się od zgubnego wpływu Chrysalis, nasze narządy zaczęły funkcjonować normalnie i zaczęliśmy odczuwać zwyczajny głód. Dlatego też bardzo ważne było to, że roślinki odrosły w miejscu dawnego gniazda Chrysalis. Teraz mamy co jeść i nie są do uczucia innych stworzeń. Alrix upił jeszcze łyk i postawił na blacie kufel już do połowy pusty. — Tak więc spożywanie normalnego pokarmu wpływa na nas tak samo jak na kucyki. Jako ciekawostkę mogę dodać, że jeżeli miałby określić jaki smak miała miłość to... hmm, to bardzo indywidualna sprawa, każdy podmienic może powiedzieć inaczej, jednak dla mnie smakowała trochę jak wasza czekolada.
  7. Manipulacja czasem niejako zachodzi nieustannie w całym wszechświecie, odbywa się ona bez żadnych ingerencji, naturalnie, a ma to związek z dylatacją czasu, która została wyprowadzona z ogólnej teorii względności. Nie jestem ekspertem od tego, jak prawdopodobnie większość osób tutaj, ale te zasady zdają się być dla mnie zrozumiałe. Żyjemy w rzeczywistość na która składają się cztery wymiary (trzy przestrzenne oraz czas, który jest czwartym wymiarem), przez to powstała czasoprzestrzeń, czyli połączenie czasu i przestrzeni. Są ze sobą nierozerwalne. Czym jest dylatacja czasu? To pewne różnice w doświadczaniu czasu przez różne ciała, postawione w różnych sytuacjach. Przykładem niech będzie to, że gdyby ludzkość posiadała statek zdolny rozpędzić się do prędkości światła, który ma dolecieć do gwiazdy Proximy A oddalonej o 4 lata świetlne, to z perspektywy osób znajdujących się na statku dotarliby oni tam natychmiast, natomiast ziemianie musieliby czekać aż tam dolecą aż 4 lata. Różnice w upływie czasu zależą od prędkości ciała oraz od siły grawitacji. Zjawiska dylatacji czasu zachodzą cały czas, nieustannie, nawet tej chwili, kiedy ktoś siedzi i to czyta, zachodzi dylatacja czasu oddziałująca na taką osobę, tylko ktoś taki rusza się bardzo wolno, grawitacja jest za słaba, przez co takie różnice są nie do zauważenia. Dlatego też, gdyby ojciec syna wsiadł do rakiety kosmicznej i poleciał w podróż kosmiczną z prędkością światła, przebył dystans 30 lat świetlnych i wrócił, to spotkałby swojego syna starszego o 60 lat, pomimo, że ojciec w ogóle by się nie zmienił. Okazałoby się, że syn biologicznie jest starszy od ojca. Takie różnice w dylatacji czasu muszą być brane np: przy nawigacji satelitarnej. Bardzo małe ułamki sekund są tam bardzo ważne, a dylatacja czasu jest zaburza, przez co muszą być nieustannie uwzględniane korekty, żeby nawigacja mogła wskazywać właściwe koordynaty. Jeżeli chodzi o czarną dziurę, to tam grawitacja przy samym horyzoncie zdarzeń jest już tak silna, że nawet światło nie może się z niej wydostać. Błędem jest też myślenie, że czarna dziura ma tendencję do tego, aby pożerać wszystko wokół, ale do nie do końca prawda. To tylko ciało ściśnięte do tak małych rozmiarów, że materia się tam zapada w samej sobie, przez co nabywa niebywałej gęstości i formuje osobliwość. Czarna dziura mogłaby mieć satelitę, jak nasza planeta Księżyca. Można opaść na powierzchnie czarnej dziury oraz pod horyzont zdarzeń, gdzie znajduje się osobliwość, jednak nie wiadomo jak ona wygląda i czy za tym kryję się coś jeszcze. Jakbyśmy mieli prześledzić sobie proces wpadania tam człowieka, to z jego perspektywy nic by się nie zmieniało (pomijając to, że na pewnym etapie najpewniej by umarł), leciałby dalej wgłąb czarnej dziury. Dla obserwatora z zewnątrz zwalniałby on coraz bardziej i bardziej, aż w pewnym momencie zatrzymałby się i znieruchomiał. Dla obserwatorów czas względem tamtego człowieka co wpadała do czarnej dziury zatrzymałby się całkowicie. Oczywiście pomijając fakt, że zostałby rozerwany na atomy, przez siły wpływowe. xd Jest też hipoteza, już nie taka naukowa, że gdyby rozpędzić coś do prędkości nad świetlnej to czas dla takiego przedmiotu miałby się cofać. Gdybyśmy rozpędzali zegarek i patrzyli na jego wskazówki, to zauważylibyśmy, że upływ czasu zwalnia, gdy dochodzimy do prędkości równej prędkości światła, wskazówki poruszałby się coraz wolniej. Gdyby zegarek osiągnął prędkość równą prędkości światła, wskazówki by się zatrzymały. Natomiast przy przekraczaniu prędkości światła, wskazówki zaczęłyby się cofać, wraz z upływem czasu na takie przedmiot. Oczywiście z perspektywy obserwatora z zewnątrz. Mogłoby to dać bardzo ciekawe efekty. Czy można by było wtedy wysłać zwłoki i sprawić, że proces gnilny by się cofną i takie człowiek by wrócił do życia? Nie wiadomo, to tylko takie luźne myśli. Jeżeli jeszcze chodzi o manipulacje czasem, to ja rozumiem czas na tej zasadzie, że każda chwila, to jedna klatka całego wszechświata, w której ułożenie wszystkich jakie istnieją atomów i cząstek oraz ich stany w jakich się znajdują odpowiadają jednemu, najkrótszemu momentowi, jaki dałoby się wyróżnić. Gdyby udało się poprzestawiać wszystkie atomy we wszechświecie do takiego stanu w takie miejsce, w którym się znajdowały w 1410 roku, do oglądalibyśmy bitwę pod Gruwaldem raz jeszcze.
  8. Podmieniec był zaskoczony nagłą ciekawością ze strony Silver. Czyżby miała zamiar napisać o jego rasie jakąś książkę? Jednak nie widział w tym nic złego. Sam był ciekawski świata kucyków, chętnie by wypytywał, gdyby oczywiście miał jeszcze więcej znajomych, zamiast przypadkowych mieszkańców Equestrii, którzy bez namysłu daliby mu w pysk. – Nastroje podmieńców po przemianie Thoraxa były różne. – Rozpoczął swoja opowieść, przy okazji zamawiając cydr. – Niestety, ale tryb życia, który wpoiła Chrysalis, która sączyła niczym truciznę do naszych umysłów, była tak mocno zakorzeniony, że niektórym niełatwo było z tym zerwać. Przez całe życie wierzyli tylko w jedną ideologię i życie było idealnie poukładane. Z jednym momencie to wszystko znikło, a ich wiara w rządy Chrysalis okazała się być pusta. Byli zdezorientowani i nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Ja również nie wiedziałem, ale całe szczęście z czasem znalazłem sobie różne zajęcia, które to Thorax zaplanował dla nas. Alrix oparł swoją głowę o kopyto, spoglądając to po przyjaciołach i po Sliver. – Wydaje mi się, że gdyby nie nagła zmiana naszego przywódcy, to w roju doszłoby do rozpadu. Jednak coś na niego wpłynęło. Pojechał do Ponyville, żeby odwiedzić tego małego smoka. Czyżby to on go nauczył jak rządzić? – mruknął pod nosem, po czym się uśmiechnał, kręcąc głową. – Nie. To niemożliwe. Taki malec nie mógłby tego zrobić, chociaż smoki są twarde i równie okrutne. W każdym razie po tym przekonał większość, w tym także mnie, a później całą resztą. Oprócz jednego... swojego brata. Ale i na niego przyszła pora, gdy panna Starlight oraz Trixie odwiedziły Thoraxa w jego klanie. To one pomogły całkowicie odmienić naszą społeczność, za co jesteśmy wdzięczni. Teraz rój stał się jednością. Bardziej spójną i twardą, niż kiedykolwiek. Tak więc póki co nie widzę ryzyka rozłamu. No chyba, że Chrysalis wróci, przebudzając mroczne żądze, które się gdzieś skrywają w naszych ciałach...
  9. – Trudno powiedzieć... – Zamyślił się podmieniec. – To pytanie o naszą naturę; czy moja rasa jest naturalnie zła, czy dobra... Wydaje mi się, że to zależy od warunków i od tego, co się wpoi młodemu podmieńcowi. Po tym względem bylibyśmy chyba podobni do Was. Kto wie jak, jakie byłby kucyki, gdyby pierwszą rzeczą z jaką by się spotkały w swoim życiu, byłaby nienawiść i odraza do świata. Podziała na słabych, którzy zginą oraz na tych silnych, którzy będą panować. Ale to nie wszystko. My byliśmy rojem, który miał żerować. Tylko my się liczyliśmy, to my mieliśmy panować, a cała reszta stanowiłaby dla nas pożywienie w postaci miłości oraz wszelkich pozytywnych uczuć. A przynajmniej tak uważała Chrysalis i nie zmieniła poglądów do tej pory... Alrix westchnął i poprawił się na krześle, spoglądając na plansze do gry. – Było źle. Nie podobało mi się tam. To surowe prawo wprowadziła tak, aby grało z jej ideologią. Chorym spojrzeniem na świat. A podmieńce... raczej były jednomyślne. Wiesz... były kontrolowane od narodzin. Chrysalis nie mogła sobie pozwolić na jakiekolwiek rozłamy w swoim roju. Najwidoczniej nigdy nie udało jej się stłumić dobra, które mieliśmy w sobie, dlatego też w ostatniej godzinie władzy mojej byłej królowej, podmieńce zwróciły się przeciwko niej i zdołały się przemienić. Podmieniec, zamyślony i przypominający sobie urywki z tamtego okresu, nawet nie zauważył kiedy zaczął bawić się serwetką. – Jednak co by nie było... mam na swoim koncie zbrodnie, których już nic nie zmaże. Co by nie było... jednak byłem sprawcą. Mam nadzieje, że chociaż to tutaj odpokutuję... Proszę, żeby się tak stało.
  10. – Było bardzo ciężko... – westchnął podmieniec, patrząc na kość rzucana przez kucyki turla się po planszy. – Nasze codzienne zajęcia skupiały się na patrolowaniu, wyrabianiu włóczni oraz treningach. Pharynx, starszy brat Thoraxa, naszego wodza, był dowódcą komanda, potem całego szczepu, do którego należałem. Był bardzo srogi... a nasz dzień był dokładnie rozplanowany. Nie było czasu na przyjemności, czy takie tam. Podmieńce raczej traktowały się oschle. Nie było więzi rodzinnych, takie pojęcia były abstrakcyjne. Często dochodziło do bójek, po których w różnych zakamarkach można było znaleźć martwe ciała podmieńców, zmaltretowane. Nieczęsto wyciągano z tego konsekwencje, bo panowała kultura śmierci oraz tak zwane "prawo dżungli". Mówiono, że nie ma nikogo nie zastąpionego, że na miejsce jednego podmieńca i tak zaraz pojawi się pięciu kolejnych. Thorax zdecydowanie przeżył jedynie dzięki opiece swojego brata, który był wysoko postawiony. A jeżeli chodzi o matkę too... Alrix zamarł na moment i przewrócił oczami. Szkoda, że nie miał nic do picia po kopytem. Czegoś mocniejszego. – Naszą matkę można było zobaczyć równie dobrze raz, podczas wyklucia, a potem już w ogóle. Zajmowała się nami przez bardzo krótki czas, potem byliśmy segregowani do różnych obowiązków i jakoś się to życie toczyło, albo i nie. Przypominała raczej szefową, a nie rodzicielkę w rozumieniu kucyków. Ale to taką bardzo niedobrą, despotyczną szefową... Po czole Alrixa spłynęła strużka potu. Dobrze, że to już za nami...
  11. Tajemniczy kryształ mocy, podarowany przez Galiona był pierwszym magicznym artefaktem, który Alrix mógł trzymać w tym kopytach, a gdy tylko go dotknął, przez jego ciało przeszedł dziwny dreszcz. Tak, z pewnością ten przedmiot to nie podróbka. Podmieńce mogły to wyczuć, dzięki nie tylko wyostrzonym zmysłom, ale również dzięki dodatkowemu, który mógł podpowiedzieć takiemu osobnikowi o wibracjach w strukturze magii. Kryształ zdolny skomunikować ich w dowolnej chwili wydawał się być genialnym pomysłem, wręcz przełomowy, którzy mógłby rozwiązać wiele problemów komunikacji, a dziedzin, które chętnie by przyjęły takie rozwiązanie z pewnością byłoby sporo. Lepiej to ukryć przed złodziejami. Przed kimkolwiek. Podmieniec wcisnął kryształ do mieszka, który zwisał z jego pasa. Znając siebie od tej pory będzie go sprawdzać obsesyjnie co kilka sekund. Z pewnością będzie zmuszony zainwestować w lepszą ochronę. Kryształ, kryształem, jednak równie interesują była gra, w która zaczęli grać jego przyjaciele. Alrix również znał parę gier w które grał, zwłaszcza w dzieciństwie. A polegały one najczęściej ma rozrywaniu kłami kukieł kucyków, deptanie ich, czy krwawe starcia z jego rówieśnikami. Roje podmieńców podzielone był na szczepy, a młode larwy podmieńców z poszczególny szczepów często napuszczano na siebie. Ze starannością pielęgnowano tę gorącą nienawiść, aby mogła raz po raz kłaść trupem słabsze jednostki. Młodzi nie mieli wyboru. Pod surowym okiem swych opiekunów nie byli wypuszczani ze specjalnie przygotowanych aren. Z tego miejsca mogła wrócić tylko określona liczba podmieńców. Równie dobrze z areny mógł nie wrócić już nikt. Czasem tak bywało. W roczniku Alrixa zebrano krwawe żniwa i nikomu nie było z tego powodu przykro, a przynajmniej na to wyglądało. Być może innym podmieńcom, które przeżyły masakrę, było z tego powodu smutno, przez co później tak bardzo nienawidziły świata. Alrixowi było smutno, ale tego nie okazywał, bo nie mógł, tak samo jak inni kadeci, wiec mógł tylko przypuszczać, że mogli czuć to samo co oni. Zebrało mu się na te wspominki, o których wolał zapomnieć, ale to już nigdy go nie opuści. Już nic nie zmieni faktu, że był mordercą własnych sióstr oraz braci, a kto wie, czy też nie paru niewinnych kucyków. Nic już tego nie zmieni. – No cóż... ja też chciałbym się czymś podzielić, bo nie miałem jeszcze okazji, nikogo godnego zaufania, żeby to zrobić. Westchnął z trudem rozpoczynając swoją spowiedź. Łatwiej by było mu się wspiąć na najwyższą górę, niż o tym opowiadać.
  12. Płomyk nadziei rozgorzał ponownie w sercu podmieńca. Musiał czekać na dalsze informacje, a czekanie to było bardzo uciążliwe. Dla niektórych ten stan bywał najgorszym odczuciem, czymś zawieszonym pomiędzy strachem, a oczekiwaniami, które mogły się nie ziścić. Bardzo męczące i stresujące były te chwilę, jednak Alrix mógł wtedy jedynie nasłuchiwać. Oby się okazało, że i tym razem czarodziejka Starlight wykazała skłonność do przesady. Cofnięcie czasu zdawało się być szalony pomysłem dla podmieńca. Ingerowanie w czasoprzestrzeń było jedną z najpotężniejszych form magii, zdolnych kształtować całą rzeczywistość wedle czyiś upodobać. Pod ciele podmieńca przeszedł zimny dreszcz. Aż strach pomyśleć do czego byłby zdolny szaleniec, który uzyskał taką potęgę. Tak samo aż strach pomyśleć, do czego może być zdolna klacz, która kierują skrajne emocje. Klacz taka jak Starlight...
  13. - Nie powinniśmy tracić nadziei, moi drodzy. Być może Starlight jednak żyje. Znam przypadek jednego podmieńca, który niby się wysadził, aby upozorować własną śmierć, a to wszystko po to, aby uniknąć spłaty długów. A co jeśli Starlight w jakiegoś powodu eksplodowała jedynie na pokaz?
  14. – Biedna Starlight... zaczynałem ją lubić... z pewnością była dobry kucykiem. Aż strach pomyśleć co mogła czuć podczas, sami wiecie... Od tych wszystkich emocji, aż eksplodowała... mam nadzieje, że nic jej jednak nie jest. Chciałbym, żeby wróciła...
  15. Z radością informuje, że rozdział 4 został ukończony, a z tej okazji rozdziały 3 i 4 możliwe, że ukażą się razem już w przeciągu dwóch tygodni. Nie wiem do końca dlaczego, ale zdecydowałem się zachomikować trochę tekstu na zapas. Rozdziały będą jeszcze dłuższe od rozdziały drugiego i trafią do korekty. Pozdrawiam!
×