Jump to content

Wpisy do pamiętnika Lyry i Bon Bon


Cipher 618
 Share

Recommended Posts

Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu tworzyć tematów, dla każdego wpisu. Wystarczy jeden. Mam nadzieję, że spodoba się Wam ten pomysł. 

 

 

 

 

Wpis #6

 

 

Triste zaproponował mi, żebym wpisywała kolejne wpisy w jednej książce, a nie małych książeczkach. Ani ja, ani Bon Bon nie chcemy drugiej "drzewoteki". Hmm... skończyłam na piątym, albo szóstym wpisie. Triste podpowiedział, że na półce wala się pięć. Także, ten będzie szósty.

 

Zbliżają się urodziny Bon Bon. Przygotowałam dla niej super prezent. Jestem pewna, że będzie z niego BARDZO zadowolona. Nie mogłam go kupić w Ponyville. Z pewnością ktoś by jej powiedział. Także pojechałam do innego miasta. Niestety troszeczkę się spóźniłam. Dosłownie chcieli mi zamknąć sklep przed nosem. Na szczęście klacz się zlitowała. No cóż... pozostaje czekać na jej reakcję.  

 

 

 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #7


Jak można nazwać dłonie wymionami? Rozumiem, że Bon Bon nigdy nie uwierzy w istnienie ludzi, nawet jeśli go zobaczy, ale to już przesada.

Byłam dziś w bibliotece. Twilight jest jakaś nerwowa, od czasu gdy stała się księżniczką. Na "dzień dobry" usłyszałam: "nie dam bo nie mam, a nawet jakbym miała to bym nie dała". Skąd wiedziała, że zapytam o antropologię? Kurcze, nie dość że potrafi się teleportować, to jeszcze czytać w myślach. W końcu wiedziała, że Rainbow poprosi o najnowszą część przygód jej ulubionej bohaterki. A Rarity? Kamienie szlachetne, wersja uzupełniona. Kurcze... to dopiero coś. Jutro wpadnę do niej i gdy tylko otworzy drzwi krzyknę: "NUTY! A konkretnie to spis znanych i kultowych utworów granych na lirze. Może się uda? Edited by Triste Cordis
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Wpis #8
 

Nie... nie udało się. Otrzymałam książkę o nutach. Podała mi ją uśmiechnięta, tak jak zawsze, gdy ktoś przychodzi jako klient, a nie przyjaciel. Żeby nie było, ich też wita z uśmiechem na pysku, ale nieco innym. No takim... przyjacielskim. No dobra, robi kilka wyjątków: dla mnie, Spike'a gdy spadnie z drabiny, a swego czasu odbiło jej na punkcie zegara. Było, minęło. Gdy tylko chciałam poprosić o antropologię, powiedziała "nawet nie pytaj" :MJTQO: . Dlaczego, nie może zrobić dla mnie wyjątku? W końcu załatwia książki wszystkim kucykom z Ponyville. Ba, za darmo, z chęcią wręcza książki bez liter. Takie na pamiętniki. Jak to ona mówi: "ta buła prasa". Co ma gazeta do bułki?   

 

Wczorajszego dnia, Bon Bon miała mnóstwo roboty. Jak można, nie przeczytać kartki z zamówieniem do końca? Poza tym, miała do mnie pretensje. Hej, ja też pracowałam! Chyba nie myślała, że będę rysowała jakieś szlaczki na tortach? Mogłam zrobić wyjątek dla Discorda. Chciał byle co. Takie coś to ja potrafię. Swoją drogą, ciekawi mnie jak zareaguje Celestia widząc "Twilight". 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis # 9

 

Kolejny beznadziejny dzień. Początkowo wszystko było dobrze. Zjadłam smaczne śniadanie, ale ku mojemu zdziwieniu nie otrzymałam deseru. Bardzo szybko uświadomiłam sobie, że Bon Bon ma dziś zrobić jakieś cukierki. Wyjątkowa okazja - urodziny Księżniczki Twilight Sparkle. Poproszona o pomoc, wybrałam się do rodzinki Apple, nucąc pod nosem piosenkę: "a gdybym była człowiekiem, to co byś powiedziała...".

 

Po powrocie i kilku godzinach pracy - komponowania nowego utworu, z okazji wspomnianych urodzin, usłyszałam pukanie. Tak długa cisza nigdy nie zwiastowała niczego dobrego. Nagle Bon Bon wrzasnęła LYRA!!! Wparowała do mojego pokoju i darła się jak opętana, jakby Discord ją opętał i kręcił jak wskazówkami zegara po podłodze!

Wysłała mnie po jabłka. Miało być 10, to było 10, ale mamrotała tak, że nie dosłyszałam, że chodzi o kilogramy, a nie sztuki.  Wielkie mi halo... "Bo cukierków zabraknie". W takim razie, niech sobie idzie i sama przytarga te 10 kilo. Nie chciała iść. Cukierki miały być idealne, dla idealnej klaczy. Ozdoba idealnego tortu, z okazji idealnej okazji. Mimo, że to moja najlepsza przyjaciółka, czasami nie rozumiem jej zachowania. 

 

Swoją drogą, to cukierki miały zdobić tort, a nie tort cukierki. 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Wpis #10

 

Gdy tylko zaczęłam pisać ten pamiętnik, postanowiłam, że okrągłe wpisy uczczę w jakikolwiek sposób. Niestety muszę poczekać do 50.

 

Rankiem wybrałam się z Bon Bon na zakupy. Ledwie zamknęłam za nami drzwi, gdy zobaczyłam TO! Wszędzie stały klony. Dziesiątki klonów mnie, Bon Bon i innych. Odetchnęłam widząc, że to tylko kartonowe figury. Też mi żart. Nagle zauważyłam tarcze narysowane na każdym z nich. Ktoś chciał na nich poćwiczyć... strzelanie do nas? Postanowiłam obrócić to w żart. Zaproponowałam Bon Bon grę w rzutki. Jestem w tym dobra! O dziwo zgodziła się. Ona rzucała we mnie, a ja w nią. Oczywiście mam na myśli tarcze. Niestety musiały nam wystarczyć kamienie. O dziwo to ona zaliczyła "bullseye"! Znudzone dziurawieniem kartonu udałyśmy się na targ mając dziwne wrażenie, że ktoś na nas patrzy z ukrycia. 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #11

 

Rewelacja. Jestem przeziębiona. I to konkretnie. Czuję się fatalnie, ledwie co chodzę, nie chce mi się nic robić. Gorączka, zimne poty, męczący kaszel... Podobno "taka pora roku", ale nie zmienia to faktu, że muszę "odleżeć swoje". To podobno jedna z metod walki z przeziębieniem lub grypą. Bon Bon przyniosła mi jakieś leki. Musiałam jej powiedzieć chyba z dziesięć razy, że rozumiem - "te zielone są do ssania, a nie połykania!" Te małe, w kapsułkach tak. Dostałam też syrop na kaszel suchy, mokry i nijaki. Byłam zachwycona - w końcu wyzdrowieję - dopóki nie przeczytałam składników syropu, który dostałam:

 

- wyciąg z cebuli - 50%

- wyciąg z czosnku - 30%

- cukier - 15%

- substancje pomocnicze - 5% 

 

Czy jakoś tak... Cebula i czosnek w takich ilościach? Pewnie jedna kropla tego świństwa przepali podłogę. Uparłam się, że nie tknę tego smrodu w butelce. O dziwo Bon Bon, która zawsze stawia na swoim, po prostu odpuściła. Też jest chora? 

 

Następnego dnia otrzymałam miętowe cukierki. Dziwi mnie jedno. Dlaczego mogę zjeść zaledwie trzy dziennie i to o wyznaczonych porach?  :rarity5:

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Wpis #12

 

Wróciłam ze szpitala, a konkretnie płukania żołądka. Jak to się stało? Cóż... 
 
Pierwszy kwietnia, to dzień w który każdy robi sobie psikusy. W ubiegłym roku podmieniłam jej szampon, na rudą farbę do włosów. Wyglądała genialnie :lol: W tym wywinęłam numer... samej sobie  :burned:  Mogłam przeczytać kilka książek, zanim kupiłam te przeklęte papryczki. Miałam wycisnąć sok i dodać go do czegoś czerwonego. Gdybym przeczytała jakąś książkę kucharską... (ba, Bon Bon takie ma) wiedziałabym, że trzeba ochronić oczy i kopyta! Nie dość, że w trakcie wyciskania, kropla prysnęła mi do oka, to jeszcze polizałam sok, żeby sprawdzić czy nie jest za mało ostry. Mało tego... popiłam to wodą. Bon Bon płakała ze śmiechu, ja z bólu... dwa razy.  :burned:

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Wpis #13


Dziś są moje urodziny! Dostałam prezent od mojej siostry - Skyry! To pegaz. Dawno jej nie widziałam - ma mnóstwo pracy. Byłam pewna, że skończy się na życzeniach, a tu taka niespodzianka! Otrzymałam "Przewodnik po chmurach". Dzięki niemu, będę wiedziała "co tam na niebie piszczy", pomiędzy planowanymi burzami i innymi śnieżycami. Bon Bon upiekła mi wielki tort. Czekoladowy z sercem na szczycie i napisem: "wszystkiego najlepszego!". Zrobiła go z białej czekolady. Fajnie jest mieszkać w małym miasteczku, sama nie wiem ile osób złożyło mi życzenia. Nawet Applejack i BigMac:
 
- "Najlepszego z okazji urodzin, wariatko ty nasza" - przytuliła mnie, a jej brat dodał tylko:
- "Ano..." - to dość nieśmiały ogier. Dobrze, że jest czerwony. Nikt nie zauważy, że się rumieni :) 
 
Ale to jeszcze nic. Najbardziej zaskoczył mnie pewien prezent, w eleganckim opakowaniu. Początkowo byłam pewna, że Rarity chciała pozbyć się, jakiejś badziewnej i nieudanej kreacji. Znalazła idealną okazję. Po otworzeniu skrzyneczki, nie znalazłam jednak świecidełek ozdobionych ubraniem. Znajdowały się tam list oraz srebrny wisiorek z nutką. Po przeczytaniu listu spadłam z krzesła... Dosłownie. Już dawno chciałam skleić tą przeklętą nóżkę. Chociaż z drugiej strony, swoje trzy bitsy dołożyły 2/3 tortu, cukierki, batoniki, wafelki, sok...
 
Wracając do skrzyneczki i listu. Autorkami były Księżniczki Luna oraz Celestia  :wat:  Gram na galach w Canterlot od lat. Mogłabym pobierać za to pieniądze - w końcu to moja praca. Jednak dla mnie, już sam zaszczyt umilania czasu Księżniczkom moją muzyką, jest wystarczającą zapłatą. Czytając go, dowiedziałam się kilku rzeczy. Gdyby nie nasza muzyka, w tym moje solowe występy, gale byłyby najnudniejszą coroczną tradycją. Poza tym, to podziękowanie za ubiegłoroczny, piąty już występ.
 

"Droga Lyro.

Niech ten wisiorek z białego złota, będzie piękną ozdobą dla klaczy, która umili nam czas równie piękną muzyką, na najbliższej gali.

Księżniczki Celestia oraz Luna".

 
Kto by pomyślał... białe złoto. A myślałam, że to srebro...  :lyrahappy:
  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Wpis #14

 

Bon Bon jest świetnym kucharzem, a raczej cukiernikiem. Cukierniczka brzmi głupio... jeszcze przez pomyłkę, ktoś nasypie do jej buzi cukru ;) Problem w tym, że jako "ziemniak" ma ogromne problemy z używaniem małych przedmiotów. Pewnie, tworzy wspaniałe cukierki, ale ma specjalne, przystosowane do tego narzędzia. Krojenie czegokolwiek MAŁYM nożem, jest dla niej równie łatwe, jak szeptanie przez Bulk Bicepsa. Pachną wspaniale - sałatki, a nie szepty Bulk'a! Myje zęby raz na tydzień... a może dwa? (teraz już wiem, dlaczego Colgate kupiła maskę przeciwgazową).

 

Sałatki Bon Bon są bardzo smaczne, ale warzywa mogłaby pokroić na mniejsze kawałki... czasami w ogóle tego nie robi. Wczoraj zaproponowałam jej, że użyję magii i posiekam składniki. Na początku miałam drobne problemy... Unoszenie przedmiotów jest proste, ale tak zaawansowana manipulacja? Cóż. Kilka Kilkanaście razy nie trafiłam w marchewkę, jeden nóż wbił się w szafkę (fajnie dygotał), sama nie wiem ile razy uderzyłam nie tą stroną co trzeba - czy noże nie mogą być ostre z obu stron? Po godzinie - SUKCES! Ukroiłam pierwszy w moim życiu,,, plasterek. Lepsze to niż nic. "Mam cię marchewko!" - pomyślałam. Widząc resztę przepisu... prawie zemdlałam:

 

- pół kilograma marchewek - ile???

- sól

- cukier

- cebula

- olej

- kwaśne jabłko

- por

- cytryna

 

Do tego narzędzia i kolejność dodawania składników...

 

W co ja się wpakowałam  :twilightconfused:

  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

Wpis #15

 

No to narobiłam bigosu... a raczej sałatki. Zapoznałam się z przepisem, załatwiłam wszystkie składniki, pokroiłam je, wrzuciłam do misek, wymieszałam. Czy sałatka z marchewki, na serio ma być, aż taka obrzydliwa? I przeczyszczająca... Nie. W ciągu pięciominutowej przerwy przed n-tym skorzystaniem z ubikacji, przewróciłam stronę książki kucharskiej. Nie dość, że te cholerne składniki trzeba podawać w odpowiedniej kolejności, to jeszcze ilości! Krok, po kroku, a nie wszystko na raz. Nie łyżkę stołową soli oraz cukru, ani całego jabłka czy cebuli. Na szczęście, po kilku dniach Bon Bon zgodziła się, na kolejną próbę. Mam nadzieję, że tym razem się uda. W końcu gorzej być nie może...

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Wpis #16


Pisałam tak dawno, że musiałam wyczyścić pamiętnik z kurzu. Pomijam dwa pająki, które siedziały na pajęczynie tuż za nim. Dobrze, że nie wcisnęłam go do końca. Miałabym na sumieniu dwa paskudztwa. Być może są pożyteczne - zmniejszyły populację komarów w naszym domu o dobre 54%, ale mimo to są wstrętne. Z wyglądu rzecz jasna. Gdyby Fluttershy dowiedziała się, o "nieumyślnym spowodowaniu śmierci", pewnie by mnie zahipnotyzowała swoim wzrokiem i kazała wąchać skunksy. Podobno samice śmierdzą bardziej. Czy ona sprawdzała to na własnym nosie? Mam nadzieję, że przeczytała o czymś tak "interesującym" w książce... Kurcze, nawet jeśli przeczytała, to jej autor musiał to zrobić. Lub powołać się na kogoś innego. Tak czy inaczej, ktoś to przebadał... wąchał skunksy. A podobno to ja mam świra.
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #17

 

Multiopiekunowość? O coś takiego, zapytała mnie dziś Apple Bloom. Wszystko stało się jasne, gdy spytała kim tak na prawdę jest Triste i jakim cudem jest opiekunem aż tylu postaci? Była trochę bardzo zdenerwowana. Jest jeszcze źrebięciem, miała prawo strzelić focha. Wytłumaczyłam jej o co chodzi. To po prostu osoby, które o nas dbają. Co prawda nie widzimy ich, ale wiemy, że są. O ile coś dla nas robią, bo są i tacy, którzy się obijają. Czasami idą w diabły bez ostrzeżenia, ale szybko pojawiają się nowi. Nie lubię tego. Taki "restart", zaczynamy wszystko od początku. Istna wizyta u nowego lekarza. Stuknie w kolano, zada milion pytań na które odpowiadałam już milion razy...

 

Wracając do Apple Bloom. Troszkę się zdziwiła, że opiekunami są ludzie. Tak jak prawie wszyscy, uznawała ich za mit. "Jeśli tak jest, to jakim cudem opiekują się nami mity"? - zapytała. "Dlaczego w ogóle to robią"? Nawet ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Powiedziałam jej wszystko to, co wiedziałam. Powinna pogadać z Bon Bon, Octavią i Vinyl. 

 

A właśnie... Bon Bon. Gdy tylko Apple Bloom wyszła, ta wparowała do mnie z kurwikami w oczach - no takimi ognikami. Dyszała jak wściekły byk, po wypiciu beczki kawy. Oznaczało to jedno - włóż stopery, bo będzie krzyczeć. Myliłam się. Darła się, aż szyby drżały. "JAK MOŻESZ WMAWIAĆ TE GŁUPOTY O LUDZIACH, MAŁEJ KLACZY? CHCESZ TO GADAJ O TYM MNIE, DOROSŁYM KUCYKOM, KSIĘŻNICZKOM, ALE NIE ŹREBIĘTOM!!!" Wielkie mi halo... Ja tylko stwierdziłam fakty. W takich sytuacjach lepiej spuścić głowę i udawać skruchę. Bon Bon zawsze się nabiera, ale tak czy siak, czekają nas "ciche dni".

Edited by Triste Cordis
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Wpis #18

 

Pająk, o którym pisałam urósł i gdzieś go wcięło. Widziałam go tylko raz jak właził pod szafkę. Problem w tym, że to było tydzień temu. Jeśli wtedy był wielkości kopyta, to strach pomyśleć, jak wielki jest teraz. Rozmawiałam z Fluttershy i Twilight. Wedle nich, mamy w domu "Goliath Tarantula". Innymi słowy gigantyczna tarantula. Gigantyczny ptasznik. Ma dość nietypowy mechanizm obronny: trze nogami o włochaty tyłek. Włosy, są ostre jak rozbite szkło. Super. Jakby tego było mało, jego jad nie zabije kucyka, ale sparaliżuje kopyto na kilka godzin. Bon Bon... raczej będzie zła, a Fluttershy nie odda mi jakiegoś ptaszka, żeby go wywabić. Może z nim pogada? Muszę ją przekonać, żeby to zrobiła, bo po ostatniej przygodzie, o której żadna z celebrytek nie chce mówić, boi się pająków. Hmm... jak się woła na pająka?

Edited by Triste Cordis
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #19

 

Przeklęte gale. Szykowała się kolejna. Oczywiście mam na niej grać, a nie miałam w głowie nawet jednej nuty. Bon Bon nie ułatwia mi tego zadania - nadal jest wściekła za tego pająka. Zawsze mi pomagała, a teraz tylko: "jestem zajęta, nie mam czasu, mam dużo pracy". Kurcze, to tylko głupi pająk. No dobra, duży włochaty i paskudny, ale pająk. Mniejsza o niego. Teraz pewnie łazi po Ponyville i straszy kury lub kucyki. Na każdej gali gram coś swojego, własną kompozycję. Nie tak jak inni, ze "śpiewnika"... Nie miałam i nie mam żadnego pomysłu na utwór, a zostały dwa tygodnie. W sumie to tydzień, ponieważ jeden przeznaczę na tworzenie, drugi na ćwiczenie. Akurat tej drugiej części Bon Bon nie lubi najbardziej. Zawsze mi doradzała, mówiła co jest fajne a co nie. Bez niej jest gorzej - smutniej. CHWILA! Smutniej? Chrzanić ten wpis, idę komponować! Będzie coś smutnego... Bon Bon, chciałaś czy nie, i tak mi pomogłaś! Jak zwykle... 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #20

 

Miałam sen. Dziwny sen. BARDZO dziwny sen. Od lat... w sumie to prawie od zawsze mnie i Bon Bon wiążą silne więzy przyjaźni. Pół miasta nazywa nas "papużkami nierozłączkami", pozostali doszukują się romansu. Głodnym czekoladki na myśli... Tak czy inaczej obudziłam się we śnie (ale to dziwnie brzmi) i ujrzałam Bon Bon. Stała odwrócona tyłem. Niby nic, ale czułam się strasznie dziwnie. Gdy spojrzałam na siebie, zobaczyłam że jesteśmy razem. Dosłowne - sklejone. Jak jamnik z dwoma głowami! Byłyśmy jednością: dwie nasze połówki połączone w jednego kucyka. Jakby tego było mało, robi mi się niedobrze, gdy jadę tyłem do przodu... czy jakoś tak. Co jeśli Bon Bon będzie musiała pracować, a ja zagrać na Gali? I jeszcze jedno... Co z naszymi drugimi połówkami? Też się skleiły?  Czy dwa zadki, cztery pośladki wałęsają po Ponyville, obijając się o ściany? W końcu nie mają oczu. Dobrze, że to był tylko sen... Chociaż z drugiej strony, chciałabym zobaczyć takiego zadko-kucyka :lol:

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #21

 

Bon Bon śniło się to samo, co mnie. Nie bawiła jej jednak wizja kuco-dupka. Śmierdząca sprawa. Każdemu czasami śnią się głupoty, ale żeby dokładnie to samo? Postanowiłyśmy sprawdzić, czy nie mamy czegoś nieświeżego w domu. Gdy tak sobie przypomnę... W dniu, w którym pojawił się ten dziwny sen, jadłyśmy zupę pieczarkową. A jeśli to nie były pieczarki? Jakimś cudem sprzedawca, a za razem hodowca się pomylił? Mam nadzieję, że nie. Kto wie co śniło się innym kucykom po zjedzeniu tych grzybków, które wziął omyłkowo za pieczarki. Na szczęście wczoraj było normalnie, to znaczy śniły mi się rzeczy, które Bon Bon uznaje za nienormalne. Dokonałam wielkiego odkrycia, a Celestia przyznała się do prawdy. Ukrywała istnienie ludzi, dla większego dobra. Może to proroczy sen? Szkoda tylko, że nie pamiętam jak to zrobiłam. Może mi się przypomni? A w tym czasie popytam inne kucyki, czy nie przyśnił się im kuco-dupek.  

Edited by Triste Cordis
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #22

 

Pegazom odbiło. Od trzech dni jest taki upał, że lepiej nie siadać na kamieniach. Można oparzyć sobie zadek. Zapytałam jednego dlaczego rozbijają każdą chmurę. Powiedział mi, że muszą je likwidować, ponieważ nawet najmniejsza może przerodzić się w gigantycznego starto... konus... coś tam. Mówiąc krótko - mała chmurka urośnie i wywoła silną, niekontrolowaną burzę. Właśnie dlatego pada tylko w nocy - muszą dbać o pola uprawne na dole. Poza tym, rzeki i jeziora nie mogą powysychać. Ma sens, ale dzięki takim zabiegom, to co spadło w nocy, paruje w dzień. Nie ma czym oddychać. Na odchodne, a raczej odlotne powiedział: "sorry, taki mamy klimat" i poleciał robić swoje. Co gorsza w domu jest jeszcze gorzej. Przez ten przeklęty piekarnik jest tam jak w piekarniku. Współczuję Bon Bon, że musi się tam gotować, ale czy nie mogłaby zrobić tak jak pegazy? Pracować w nocy? Jak zwykle odpowiedziała krótko: "nie". Po prostu rewelacja! 

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #23

Mam doła. Większego niż gigantyczny lej krasowy w Everfree. Słyszałam, że jest większy niż Ponyville. W mojej lirze, którą mam od dzieciństwa pękła struna. Instrument do wymiany. Normalnie zarabiałam grając na lirze, ale jak ja zdobędę pieniądze na lirę nie mając liry? Chyba, że zagram na tej niepełnosprawnej, ale wtedy prędzej zarobię sto kilogramów zgniłych pomidorów niż chociażby jednego bitsa. Będę musiała pożyczyć od Bon Bon. Myślę, że maślane oczka wystarczą.  

Edited by Triste Cordis
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #24

Mam nową lirę! Bon Bon jest wspaniała, chociaż czasami ma "zaniki poczucia humoru". Tym razem miała poważny "atak zaniku". Każdego by to rozbawiło. Chyba. Podeszłam do niej i uśmiechnięta zaczęłam mówić: "chcę pożyczyć szczęścia, zdrowia, pomyślności oraz kilka bitsów". Byłam pewna, że chociaż się uśmiechnie, ale nie. Miała grobową minę. Na szczęście powiedziała, że nie musiałam się wygłupiać. I tak miała zamiar dać mi na nią pieniądze. Od tego są przyjaciółki. Fakt, ale pośmiać się można. Pewnie miała gorszy dzień. Kilka dni temu upiekła zakalca na nasz "babski wieczór" To pewnie dlatego. A może zdenerwowała ją Octavia? 

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #25

Zbliżają się urodziny Bon Bon. Swego czasu rozmawiałam z nią na temat jej podwójnego imienia. Powiedziała mi, że rodzice uznali, że jest słodka jak cukierek. Ojciec chciał właśnie Bon Bon, a matka Sweetie Drops. Żadne z nich nie chciało iść na kompromisy typu: Sweetie Bon czy Bon Drops. Matka mówiła, że będą się z niej nabijać w szkole: "bon towarowy", a ojciec mówił, że będą gadać "Sweetie Drops, daj dropsa". Koniec końców ma oba, a to jej pozostawiono wybór gdy dorośnie. Dobrze, że moja rodzinka nie miała takiego dylematu. Ba, strzeliła z imieniem w dziesiątkę. Ale mniejsza z tym. Zbliżają się urodziny Bon Bon. I tu mam dylemat. Kupić jej książkę kucharską, którą ma na oku od dłuższego czasu czy nową półkę na posiadane już książki. Tak się składa, że przydałaby się jej nowa książka, ale jest dość gruba i stara półka raczej nie wytrzyma ciężaru. I tak wygląda jak litera "U". A może i jedno i drugie? Tylko skąd ja wezmę pieniądze na to wszystko?

 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Wpis #26

No to kupiłam prezent... Dlaczego nie zmierzyłam jej w sklepie? Okazało się, że jest o 5cm zbyt długa. Żeby nie było, Bon Bon ucieszyła się z prezentu, ale gdy go odpakowała westchnęła głęboko mówiąc: "jest zbyt duża". Ta to ma oko... Na szczęście znalazłyśmy rozwiązanie. Stoi w piwnicy. Po przeniesieniu książek, które Bon Bon zna na pamięć, ta stara odrobinę się wyprostowała. I o to chodziło. A co do drugiego prezentu - musiałam pożyczyć kilka bitsów, ale przynajmniej nowe przepisy odciągną ją od prawienia kazań dotyczących kupna mebli. 

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #27

Jakiś debil pomalował ławki w parku na biało i nie wywiesił żadnego ostrzeżenia. Czy przyczepienie jakiejkolwiek karteczki doprowadziłoby go do bankructwa? Usiadłam jako pierwsza i poczułam na tyłku coś wilgotno-kleistego. Gdy wstałam, zobaczyłam starą, zieloną farbę. Spojrzałam na zadek... Biały. Bon Bon przez całą drogę do domu nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Nie ma to jak przyjaciółka, która swoim rechotem zwraca uwagę mieszkańców łażących w pobliżu. Dobrze, że nie położyłam się na grzbiecie. Wyglądałabym jak skunks. I jeszcze jedno - cieszę się, że ten przygłup nie użył farby szybkoschnącej. Inaczej musiałabym nosić portki dopóki nie wyrosłaby mi nowa sierść. Na samą myśl o tyłku jak u pawiana robi mi się niedobrze. 

Link to comment
Share on other sites

Wpis #28

Zbliża się noc koszmarów. Dla Bon Bon to czas pracy na dwa etaty, a i tak zapłacą tyle samo. No dobra, zarobi trochę więcej, ale jakim kosztem? Dla mnie... Jakby to ująć... Z jednej strony - pomijam wiek - frajda, ale z drugiej, dziwnie się czuję dostając cukierki, które zrobiła moja najlepsza przyjaciółka. Od tygodnia myślę za co się przebrać. Prawdę mówiąc nie wiem. Może za nietoperza? Tylko jak ja zawieszę się na gałęzi? No nic. Spróbować nie zaszkodzi...  

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Wpis #29

 

Wróciłam ze szpitala. Przebranie się za nietoperza było rewelacyjnym pomysłem, ale nie pomyślałam o konsekwencjach. Owszem, dostałam kilka cukierków, ale najwięcej dostałam od Big Maca w stroju baletnicy. Myślał, że jestem tym nietoperzem od jabłek. Chciał dobrze - strącić z drzewa nieproszonego gościa, ale chybił i zdzielił mnie. Podobno mam złamane żebro, nogę i masę siniaków. Dobrze, że jestem jednorożcem. Przynajmniej mogę pisać. Swoją drogą, czy musiał mnie znaleźć akurat on?

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Wpis #30

 

Nigdy nie zrozumiem jednego. Dlaczego świąteczną tradycją jest "ubieranie" choinki? Co roku marnują się ich tysiące. Nie można posadzić sobie jednej w ogrodzie? Będzie służyć przez lata, a nie dni. No dobrze, wygląda cudnie przy naszym kominku, ale po świętach ląduje w nim. Jako opał. Też mi tradycja. Wczoraj zapytałam Bon Bon, czy nie lepiej kupić plastikową, które swoją drogą są co raz bardziej popularne. Odpowiedź była do przewidzenia: "nie". "Nie ten zapach" i takie tam, ale plastikowe ozdoby co innego. Bo "pozjadam cukierki". Ja? Nigdy bym tego nie zrobiła. No dobrze, z troski o zachowanie równowagi oraz uniknięcie przewrócenia się drzewka, zjadłam kilka. Powinna być wdzięczna, a nie się czepiać. 

Link to comment
Share on other sites

 Share

×
×
  • Create New...