Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Guest

Stało się.

 

war_of_the_equestria_by_ziom05-d5quvbl.j

 

Ten pojedynek będzie się nieco wyróżniał na tle pozostałych walk, które miały miejsce na tej arenie. Ten pojedynek jest bowiem czymś, co nie powtórzy się raczej przez najbliższe tysiąc lat w kontekście jakości czarów, kreatywności uczestników i ogółu widowiska. Tutaj zaś walczyć będą Wielcy Magowie Equestrii, organizatorzy Magicznych Pojedynków, ludzie, którzy dbali, aby to miejsce okryło się sławą, jaką niesie mu kreatywność poszczególnych uczestników. Teraz, to oni pojawią się na arenie - ale nie w charakterze organizatorów i sędziów, a wykwalifikowanych magów, którzy stoczą pojedynek.

 

Pierwszy z nich, to Tric, główny pomysłodawca pojedynków oraz powiernik Twilight Sparkle. Potężny, doświadczony Mag, który od długiego czasu sprawuje piecze nad tą Areną (właściwie, to od początku jej istnienia) Entuzjasta powieści fantastycznych, uniwersów pełnych mitycznych stworzeń.

 

Drugim uczestnikiem jest Hoffman, wybitny mag i konstruktor, który także dokładał starań, aby Arena rozwijała się i poszerzała swe horyzonty. Posiada skłonności do pisania długich i inteligentnych wypowiedzi niezależnie od tego, czy temat jest skomplikowany, czy nie.

 

Pojedynek uważam za rozpoczęty!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

To była chyba największa arena. A przynajmniej największa z tych które Hoffman miał okazję oglądać. Okrągła arena bez problemu pomieściła by nie dwóch, nie czterech ale nawet sześciu uczestników pozostawiając im mnóstwo przestrzeni na przykład na wykonywanie uników czy też prezentowanie swoich zdolności magicznych. Podłoga była bogato zdobiona malowidłami, natomiast ściany areny pokrywały płaskorzeźby, które w specyficzny sposób łączyły się ze sobą. Wyglądało to mniej więcej tak, że każda płaskorzeźba reprezentowała jakieś specyficzne wydarzenie, lub też pamiętny moment z jakiegoś pojedynku rozegranego w przeszłości. Poszczególne dzieła łączyły się ze sobą, okrążając całą arenę, ukazując spory kawał historii ale trudno było odgadnąć, czy pochodziła ona z kart kronik Equestrii, z historii samej Sali Magicznych Pojedynków, czy też z czegoś zupełnie innego. Ktokolwiek za tym stał z pewnością chciał aby wojownicy którzy staną na tej arenie pamiętali o historii, by wiedzieli z czym mają do czynienia. By wspomnienia wypełniały ich umysły za każdym razem gdy zechcą rzucić jakieś zaklęcie. Tak jak ich poprzednicy.

 

Na środku areny stała pokaźnych rozmiarów statua. Wykonane z ogromną dbałością o szczegóły dzieło przedstawiało jednorożca stojącego na tylnych kończynach i majestatycznie wznoszącemu swój róg ku górze, jakby wydając rozkaz do ataku albo rzucając ostateczne zaklęcie. Zbroja jednorożca także robiła wrażenie.

 

- W jaki sposób on był w stanie walczyć nosząc całe to żelastwo?

 

Statua w ciągu dwóch minut schowała się pod areną dając znak, że starcie już za chwile miało się rozpocząć.

 

- Chyba już gdzieś to widziałem… Tylko gdzie?

 

Lewitujące lampiony zapaliły się magicznym ogniem stwarzając odpowiedni nastrój. Wrota zamknęły się, podłoga lekko zatrzęsła się, zapewne na skutek zaskoczenia mechanizmu który schował statuę pod arenę. Ileż to musi ważyć! Hoffman dopiero teraz zauważył, że wysoko, na samym szczycie areny znajdowało się ogromne malowidło przedstawiające Księżyc. Jakby tego było mało otaczała je aura a samo malowidło świeciło niczym gwiazdy. Wyglądało jak kawałek nocnego nieba.

 

- Słyszałem kiedyś o tym. W nocy przybiera kształt Księżyca i świeci jego światłem, a za dnia przybiera kształt Słońca… I daje po oczach aż masz ochotę powiedzieć „wyłączcie ta wielką kosmiczną lampę zanim wypali mi oczy!” W porządku, przejdźmy do rzeczy. Niech no się chwilkę zastanowię…

 

W kilka sekund Hoffmana otoczyły kule energii, a następnie zaczęły krążyć wokół niego. Łącznie było ich siedem.

 

- Gdy zdecyduję się użyć prostej magicznej strzały te kule zrobią to samo. Gdy zdecyduję się na coś cięższego, one także. Prawie jak w starym, dobrym Gradiusie. Dlaczego prawie? Tego nie zdradzę. Na początku prosty test sprawności.

 

W tym momencie Hoffman zaatakował magiczną strzałą która przybrała kształt włóczni. Jak tylko strzała opuściła jego dłoń seria siedmiu identycznych strzał została wystrzelona przez magiczne kule. Łącznie osiem pocisków. Osiem magicznych włóczni poleciało w stronę Trica który zdawał się być zupełnie spokojny. Czyżby spodziewał się takiego początku potyczki?

Edited by Tric

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...