Hoffman

Brony
  • Content count

    938
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

574 Equestriańska Legenda

About Hoffman

  • Rank
    Pogromca Draculi i koneser czarnej kawy
  • Birthday July 3

Kontakt

  • Strona www
    https://shinhoffman.deviantart.com/

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    To zależy. Mogę być wszędzie.
  • Zainteresowania
    Długo by wymieniać. Głównie to kino grozy, gry wideo, seriale animowane, lata osiemdziesiąte, działalność fanów dotycząca dowolnych marek i masa innych rzeczy. Po prostu, co mi w oko wpadnie i wyda się interesujące, godne uwagi.
  • Ulubiona postać
    Z głównych postaci - Twilight Sparkle.
    Applejack nie jest zła, gdyż w pracy się nie obija.
    Ze złoczyńców - Chrysalis. Po prostu.

Recent Profile Visitors

8,937 profile views
  1. Ostatnim razem podzieliłem się tylko szybkimi przemyśleniami po pierwszym obejrzeniu trailera. Teraz, po zapoznaniu się z opiniami moich przedmówców oraz materiałami dochodzę do wniosku, że rzeczywiście, z Sombrą najpewniej będzie tak jak opisała to @PervKapitan, czy @Talar, czyli ujrzymy go w ramach otwarcia sezonu. Po prostu narracja (o wielkim finale, zakończeniu) sugerowała, że finałowym bossem zostanie Sombra, czy też będzie się często pojawiać. Jakby cały sezon miał być jedną, długą historią. I w sumie tak mi pasowało, skoro król ma powrócić do animacji po tak długim czasie. Wiecie, powinno być godnie, co by uniknąć wrażenia, że będzie tam na doczepkę, albo, czy w ramach pójścia po najmniejszej linii oporu w ramach reklamy itp. Plus, jeden ciąg fabularny byłby pewną świeżością i na pewno sezon stałby się dzięki temu bardziej wyjątkowy. Natomiast, skoro mamy go dostać na otwarcie, co to może oznaczać? Z jednej strony mogłoby to być nieco rozczarowujące, gdyby miał tylko otworzyć sezon i zniknąć, a'la sezon 3. Chyba, że po prostu gdzieś ucieknie i wróci na końcu w swojej ostatecznej formie. Na pewno nie chciałbym kolejnej resocjalizacji. Czy możemy spodziewać się powrotu Chrysalis? Też całkiem możliwe. Czy na końcu? No to Sombra otworzyłby drzwi jak w sezonie trzecim, a Chrysalis zamknęła, jak w drugim. Istnieje kilka możliwości. No i generalnie, z której strony bym na to nie spojrzał, trąci to troszkę wtórnością. Nie żebym nie miał zastrzeżeń do poprzednich serii Bardzo możliwe, że wynika to z moich subiektywnych wizji odnośnie tego jak miałby wyglądać mój wymarzony finał. Nie będę się tutaj teraz produkował - powiem tylko, że myślałem o zupełnie nowym, świeżym złoczyńcy, czy złoczyńcach, niekoniecznie powiązanych ze znanymi postaciami, może jacyś najeźdźcy, coś w ten deseń. Oczywiście okraszeni różnorodnym, przyciągającym oko designem. Takie ostateczne wyzwanie dla przyjaciółek. No i, tak dla odmiany, jeden ciąg fabularny z fillerami od czasu do czasu. Coś nowego, zamiast odgrzewanych koletów w ramach znanych bossów. Protagonistek mamy w sam raz, tutaj niczego bym nie dodawał. A nowy zwiastun? O wiele lepszy, utrzymany w smutnawej, nostalgicznej oprawie, czyli moje klimaty. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie zrobiło mi się troszeczkę przykro, słysząc chociażby fragmenty nieco inaczej wykonanej czołówki. Powracają przyjemne wspomnienia, nostalgia. Cóż, nie będę ukrywał, działają na mnie takie rzeczy. Tak statystycznie przez jakieś 3 minuty ;P Przychylę się do opinii, że ostatecznie sezon powinien być utrzymany raczej w wesołej, przygodowej, optymistycznej atmosferze, aniżeli epatować smutkiem, sentymentami, atakować odbiorców jakimiś łamiącymi serce momentami. Dobrze jest od czasu do czasu poruszyć trudniejszą tematykę, czy problemy, ale nie powinien to być motyw przewodni. To wybrzmiewać, nastrajać pozytywnie, taki zawsze był defaultowy motyw przewodni dla całości i tego nie ma co zmieniać. Tak jak nigdy nie powinniśmy zobaczyć na srebrnym ekranie śmierci Rocky'ego - powinien "żyć wiecznie", jako postać, symbol, ikona, itd. Czy Chrysalis może mieć coś wspólnego z "emeryturą" księżniczek, czy przekazaniem władzy Twilight? Oby nie. Inaczej to byłoby znowu to samo zagranie. Jasne, to są Podmieńcy, więc podmieniają, ale ileż można? Ciekawe, że póki co nie zobaczyliśmy za wiele Starlight, czy innych postaci, które ostatnimi czasy wyrosły na pełnoprawnych protagonistów. Jej udział w fabule wydaje się być pewnikiem, aczkolwiek nie mam zdania odnośnie jej możliwej alikornikacji. Co do Mane6 - wolałbym nie. Interesujące jest to, że, o ile dobrze pamiętam, motyw zastąpienia Celestii przez Twilight i objęcie przez nią tronu, jest bodajże ziszczeniem oryginalnej wizji Lauren Faust, a co CHYBA miało nastąpić już w sezonie drugim, czy trzecim, w ramach oryginalnego konceptu/ prototypu. Ostatecznie jednak, traktuję te zapowiedzi z dystansem, mam wiele obaw i zastrzeżeń, Hasbro chyba musi trzymać w zanadrzu naprawdę genialne pomysły i być w szczycie formy, jeżeli ma to zaskoczyć, wypalić. A o co ich, tak w głębi duszy, za bardzo nie podejrzewam. Bardzo chcę się mylić Jeżeli jeszcze ktoś czuje się zawiedziony końcem serii i źle mu z tym, przypominam: - Seria miała się zakończyć znacznie, znacznie wcześniej, chyba nawet wielokrotnie. Należy docenić, że potrwała jednak te 8 sezonów, a dziewiąty już nadchodzi (a mogli zabić!). Jasne, skoro zdecydowali się pociągnąć to tak długo, sam wolałbym okrągłe 10 sezonów, ta cyfra jakoś bardziej do mnie przemawia. Kiedyś mało kto śnił, że jego ulubiona kreskówka potrwa tak długo. "Ed, Edd and Eddy" miało bodajże z 5 pełnoprawnych sezonów i garść specjali, myśmy w tamtych czasach już myśleli, że to bardzo długo. - Zakończenie serii nie sprawi, że te odcinki nagle poznikają z sieci, czy wydań DVD. Zatem w każdej chwili będzie można wszystko to sobie obejrzeć i przeżyć jeszcze raz. - Taka ilość sezonów to jest i tak dosyć imponujący wynik jak na coś, co miało być głównie reklamą zabawek. - Rozstanie może przyjść z trudem, ale naprawdę chcielibyście, aby kucyki zostały kolejnymi "Simpsonami", ciągnięte na siłę, jak taki gamoń? I tak trudno odmówić słuszności opiniom, jakoby seria już trwała zbyt długo i że dawno straciła swoją oryginalną "magię", czy świeżość. - Usłyszałem, zresztą z okazji nowego zwiastuna, ciekawą rzecz: Hasbro tak epatuje, prawie wszędzie gdzie się da, tekstami o zakończeniu, początku końca, finale, byciu ostatnim, już więcej tego (Friendship is Magic - przypisałem ja) nie będzie, że jeszcze chwila i nikt tego nie kupi. Rzeczywiście, jeszcze raz mi wyskoczy na ekranie "THE FINAL SEASON" i sam zacznę wątpić, że to rzeczywiście definitywny koniec tej serii ;P Kłania się ta myśl, że jak masz coś zrobić to rób, a nie nawijaj bez końca co to będzie, bo ostatecznie nic z tego nie wyjdzie. Jasne, reklama, hype i takie tam, ale... No kurczę, szanowni państwo, kochani moi Suplement: bawią mnie osoby, które same przyznają, że od lat nie oglądają kolejnych odcinków i zatrzymali się gdzieś na pograniczu sezonu 3 i 4, a teraz lamentują "nie, tylko nie to, ostatni sezon, jak oni mogą?!?!??!?" Owszem, mogą, a po drugie, co to was obchodzi, skoro nawet o taką Starlight znacie tylko z memów/ fanartów? ;P No i tyle, na dzień dzisiejszy. Pozdrawiam serdecznie, spokojnego weekendu UAKTUALNIENIE: A poza tym, zdajecie sobie sprawę, że każdy nowy epizod to potencjalny morderca fanfikcji? Wiecie ilu twórców* odetchnie z ulgą, że w końcu na pewno nie pojawi się nic, co zaprzeczy ich pomysłom? *głównie ci, co traktują kanon śmiertelnie poważnie, czyli tak deczko za bardzo ;P
  2. Łee, nawet nowego final bossa* nie wymyślili :/ Coś widzę, że to będzie rehash ostatniej akcji Chrysalis zmiksowany z czymś-tam co w sumie też już było wcześniej. Lenie. Stylistyka na "Grę o Tron" średnio mi przypadła do gustu, akurat ten mem już się troszkę zestarzał. Jedyna nadzieja w tym, że scenarzyści postarają się o jakieś interesujące lore. Zobaczymy. To dopiero początek promocji i materiału jest mało, aczkolwiek szału nie ma. To tyle szybkich przemyśleń na temat wyżej zapodanego zwiastuna. Zobaczymy co przyniosą kolejne informacje Pozdrawiam. *No, chyba, że to jest powrót na jakiś odcinek fillerowy, ale wątpię. A może sezon będzie w pełni oparty na fabule ciągłej? Hm... EDIT:
  3. Witam ponownie po przerwie Chciałbym szybko podzielić się jedną rzeczą z @Verlaxem. To i owo omówiliśmy niedługo po ostatnim poście na Discordzie, ale ostatnio pewna kwestia do mnie wróciła i w sumie trochę o niej myślałem, a teraz jest dobra okazja, by to napisać. Uznałem, że mogłoby się to znaleźć w wątku, aby i inni wiedzieli. A chodzi mi o argumenty oraz wątpliwość, czy aby na pewno wynikają one z treści fanfika. Zacznę od tego, że, o ile pisząc mam w głowie konkretne rzeczy i w jakimś stopniu próbuję sformułować tekst tak, aby rzeczy wynikały z siebie, o tyle lubię zostawiać za sobą pewne niedopowiedzenia, tworząc tym samym pewne pole do własnej interpretacji, czy snucia teorii. Nie wiem jak Ty, ale zawsze lubiłem różne vlogi przybliżające teorie czy domysły dotyczące danego dzieła i zawsze myślałem o tym, jak by było świetnie poczytać trochę czyichś teorii na temat własnych opowiadań i postaci, a na podstawie pozostawionych przez siebie poszlak. Co do jednych pewnie bym wiedział doskonale jak jest naprawdę, bo miałbym w planach dopowiedzenie tego i owego, a co do innych - niekoniecznie. Poza tym, publikując teksty tutaj, mamy platformę dyskusyjną w postaci forum czy serwera na Discordzie, gdzie możemy wymieniać się pytaniami i wyjaśniać sobie poszczególne aspekty danych tytułów. To jest dla mnie drugie, choć nie podstawowe źródło informacji na temat szczegółów fanfików, bo nie uważam, że z tekstu powinno wynikać absolutnie wszystko. A przynajmniej nie od razu. Gdyby tłumaczyć każdą drobnostkę, myślę, że czytelnik zgubiłby wątek, rozmyłby się mu obraz świata przedstawionego, a w ostatecznym rozrachunku nieźle byśmy go zanudzili. Przywołałeś naszą dyskusję w wątku z "Krwawym Słońcem" - nie wiem czy obiektywnie przytoczone wówczas przez Ciebie argumenty faktycznie klarownie wynikają z treści opowiadania, tylko ja jestem mało rozgarnięty, ale na pewno wiem, że wielu rzeczy (głównie co do sensu postaci Rising Storma) dowiedziałem się drogą rozmowy z Tobą na forum i na Discordzie, i uważam, że jest to absolutnie świetne. Tak tutaj, jak i w innych przypadkach, można rozmawiać, można się dowiadywać bezpośrednio od autora. Myślę też, że żaden twórca nie jest w stanie przewidzieć absolutnie każdej wątpliwości, czy uwagi jaką mogliby mieć potencjalni czytelnicy, czy czytelniczki Dlatego dobrze jest mieć gdzie się wygadać. Ale to tak bardziej w ramach ciekawostki, gdyż podniesione przez Ciebie kwestie są raczej zagadnieniami podstawowymi, fundamentami fabuły i świata, toteż nie powinny podlegać teoretyzowaniu i tym podobnym. Na pewno moje podejście wówczas (dzisiaj w sumie też, do pewnego stopnia) wpłynęło na kształt kolejnych akapitów. No dobra, jeszcze dwie rzeczy: 1. Co do Heroesów - zgadza się Uważam, że tamtejszy jestem zaklęć jest bardzo prosty, można się go (za)szybko nauczyć na pamięć, lecz nie wydaje mi się by sam w sobie, od początku, był nudny. Kwestia implementacji. Powiedziałbym, że system ten ma niezły potencjał (mam na myśli trzecią część), ale został on zrealizowany w taki sposób, że bardzo szybko się nudzi, gdyż po osiągnięciu mistrzostwa w danych dziedzinach magii (co zresztą zbyt czasochłonne nie jest), sprowadza się to do spamowania kilkoma czarami, reszta ma dosyć okazjonalne zastosowanie. A przynajmniej ja to tak zapamiętałem po latach. Uznałem, że w ramach mrugnięć okiem sprawdzi się to doskonale. Na dłuższą metę pewnie będę próbować napisać coś swojego, ale nie zdziwię się, jeżeli wyjdzie z tego coś, co już było, tylko ja gdzieś sobie zaspałem. Sporo już wymyślono, ale próbować zawsze warto. 2. Dziękuję za spostrzeżenia, wydają mi się one całkiem interesujące. Co do przemiany Fenrira i co ją nakręciło - rzeczywiście udział "sił wyższych", ale głównie chodziło o to, że nagle doznał on wizji ze swymi rodzicami, których dawno stracił i wówczas coś w nim pękło. Chłop ma na tym punkcie trochę obsesję. Co zresztą będzie miało niebanalne znaczenie potem. Ale bez spoilerów. Nigdy nie wydawało mi się, że urządzane przez Spicy bałagany byłyby lepszym zapalnikiem dla tego typu zdarzeń. W porządku, pora przejść do aktualizacji wątku, a więc kolejnego i zarazem ostatniego w tym roku opowiadania - "Żegnajcie, dawne dni". Mówiąc szczerze, to właściwie tytuł roboczy, ale został z braku lepszego rozwiązania. Najwyżej kolejny tekst będzie miał w tytule coś z przywitaniem i się to wtedy ładnie skomponuje Niemniej jest to filler i zakończenie poświęconej nowej Cevalonii części historii. Zobaczymy co tam słychać u znajomych postaci, powróci kilka kucyków, które wydawały się postaciami "jednorazowymi", trochę smutnych przemyśleń, trochę dziwnych sytuacji, trochę miziania się ;P Następnym razem bankowo ruszymy do Zebryki, poznamy nowe, pasiaste postacie i przeżyjemy parę przygód. Możliwe jest też, że zanim to nastąpi, rzeczywiście powrócę do starych tekstów, chociaż bardziej po to, by wyszukać kiedyś niezauważone błędy, powtórzenia, potknięcia, takie tam. Możliwe, że faktycznie zastanowię się nad nową wersją "Spełnienia życzeń", gdyż nawet w obecnym rozszerzeniu ciągle brzmi jak opowiadanie konkursowe z zamierzchłych czasów, kiedy jeszcze tylu rzeczy i opowiadań nie było. No, ale tak czy owak - nowy tekst znajdziecie w pierwszym poście niniejszego wątku. Za prereading i pomoc dziękuję serdecznie @Foleyowi No i, ponieważ nie wiem jak to będzie z moją aktywnością w sieci w najbliższych dniach, chciałbym już teraz złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia świąteczne, ze szczególnym uwzględnieniem zdrowia, radości, trafionych prezentów, inspirującej atmosfery, no i ogólnie - spełnienia marzeń wszystkim, udanego wypoczynku, hucznego Sylwestra i kolejnego roku, lepszego od poprzedniego Pozdrawiam!
  4. Przybywam po przerwie, spiesząc z podziękowaniami za Wasze opinie, czas przeznaczony na lekturę oraz spisanie swoich wrażeń, no i ogólnie, za możliwość wzięcia udziału w starciach fanfików. Dla niezorientowanych – jest to najnowszy event organizowany w ramach Klubu Konesera Polskiego Fanfika. Zapraszam do wzięcia udziału w owym wydarzeniu, ale i dołączenia do Klubu, ogólnie, jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił, bądź ma wątpliwości Co do samych „Kresów”, przedstawiam państwu kolejną, trzecią część „Za nieustającą walkę”, zamykającą to opowiadanie. Teraz mamy już pełen obraz stanowiącego przeciwieństwo Equestrii, opresyjnego państwa, które się rozpycha i które będzie przeciwnikiem bohaterów w nadchodzących opowiadaniach. Jednocześnie w samej Equestrii dzieją się ciekawe rzeczy. Tylko jaki jest wspólny mianownik? Tekst znajdziecie je w pierwszym poście tegoż wątku, jak zwykle Kolejne opowiadanie będzie bardziej fillerowe, ale pisanie idzie dosyć gładko, toteż najpewniej ukaże się jeszcze w tym roku. Nie wiem natomiast co będzie z dalszymi opowiadaniami, w których miałyby się pojawić zebry i które miałyby rozpocząć taki bardziej przygodowy cykl w... no, cyklu. Bardzo chciałbym pokazać coś jeszcze w tym roku, ale nie wiem na ile mi pozwoli zdrowie oraz czas. Przekonamy się. @Coldwind Całość w jedną dobę? Imponujące tempo i w tym sensie czuję się troszkę zawstydzony, ale i zaskoczony Nie przypuszczałem, że w ciągu tygodnia, przed pojedynkiem, uda się komukolwiek uporać z całością, bo przecież nie mogła to być ani jedyna, ani najważniejsza rzecz do zrobienia. Rozpocząć lekturę, to tak. Materiału tyyyle zdołałem naprodukować. Dlatego też bardzo dziękuję za poświęcony czas oraz pochwały, mam nadzieję, że „Kresy” staną na wysokości zadania, kiedy, w miarę rozwoju fabuły, świat będzie rozszerzany, pojawią się nowe wątki, postacie, ale i pewne zagadki. Cieszę się, że klimat dał się poczuć, no i ogólnie, że tak Cię mój fanfik wciągnął. Doceniam to i z ciekawością będę czekać na kolejne Twoje opinie. Oczywiście najchętniej do końca tego roku rozkręciłbym fabułę w tym sensie, że napisałbym co nieco o zebrach i spróbował napisać coś bardziej przygodowego, ale liczę, że nawet jeśli zajmie mi to więcej czasu, to jednak wytrwasz do tego momentu. Jak napisałeś prze bohaterami jeszcze długa droga Jestem ciekaw jak wypadnie ten nowy kierunek, w którym pójdzie fabuła. Generalnie, jeżeli chodzi o rzeczy, na które zwrócił uwagę @Verlax, chciałbym zakomunikować, iż omówiliśmy to na Discordzie, jako że forum miało awarię niedługo po napisaniu jego najnowszego posta w tymże wątku, a którego to posta zdążyłem przeczytać. Generalnie porozmawialiśmy o różnicach w naszym podejściu do tekstów, o ekspresywności występujących u mnie postaci oraz innych rzeczach, które wynikają z mojego podejścia, upodobań i wyobrażeń, a które niekoniecznie mogą przypaść do gustu wszystkim. Są jednak kwestie, których chciałbym na łamach forum bronić i teraz to nich przejdę, ale postaram się tym razem zwięźlej (jak to się skończy chyba sami już przeczuwacie ). Podnosząc temat Alberta – zapoznawszy się z przytoczonymi argumentami rozumiem, że może on wypadać niewiarygodnie jako osoba przewodząca miejscowości na południu i że może się to wydawać wielce nielogiczne, naciągane, że ktoś taki był w stanie utrzymać władzę tak długo. Że kucyki go słuchają, chociaż nie darzą go szczególną sympatią. Że to w ogóle działa i tak dalej, i tak dalej. Natomiast, jeżeli chodzi o jego postać, jako ojca rodziny oraz jego relacje z najbliższymi, a także ogólną atmosferę panującą w jego domy, między nim a Henriettą chociażby, absolutnie nie mogę się zgodzić, że jest to „absolutne moralne dno”, bo chociaż nie jest dla nich dobry i wiele mu do ideału brakuje, to jednak z drugiej strony do owego dna również mu brakuje. Powiem nawet, że, bazując na własnych doświadczeniach oraz obserwacjach, jego zachowanie da się jeszcze tolerować. Natomiast dlaczego w opowiadaniach ta postać powraca i, tak to ujmę, wskazuje się, że mieć może jakiś pozytywne cechy (tak o nim wypowiadają się dane postacie, czy wspomina o tym narrator, nawiązując do punktu widzenia określonej postaci) – bo to jest dosyć życiowe. Południe jest, w zależności od regionu, w różnym stopniu przeciwieństwem Equestrii. W Neighfordzie klacze są zależne od ogierów, w miejscowości tej powszechne są różne patologie, uzależnienia. Zostało to podane w tekście. Takie środowisko sprzyja opresyjnym relacjom w rodzinie, a które są umacniane przez dalsze trwanie w takim otoczeniu oraz uzależnienia emocjonalne. Pomimo XXI wieku, jest to dosyć powszechne, że partnerka jest zapatrzona w partnera, czy też jest z nim pomimo jego wad i tego jak ją traktuje, nie tylko przez brak innych perspektyw, wsparcia z zewnątrz, ale także przez uzależnienie emocjonalne. Potomstwo również może stać się uzależnione od jednego, czy obojga rodziców, na tym samym tle. Prowadzi to do tego, że często się usprawiedliwia różne przywary, czy zachowania. Jest się po prostu z tą osobą, pomijając krzywdę, czy przykrości, jakie może ona wyrządzić. A każda karczemna awantura na drugi dzień się rozchodzi po kościach, nie było sprawy. No i tak to trochę funkcjonuje w fanfiku. Henrietta jest w jakimś stopniu uzależniona emocjonalnie, ale również coś do niego czuje, jest też w pewnym stopniu związana z ziemią. Dzieci mają wpojone, że trzeba trzymać z rodziną, ojciec jest jaki jest, ale to ojciec. Uprawiany jest trochę taki „kult”, w tym sensie, że nie zadaje się pytań, tylko się przyjmuje członków rodziny takimi jacy są, niezależnie od tego jak potrafią zranić. Przez to chociażby dzieci są gotowe usprawiedliwiać różne rzeczy, czy doszukiwać się jakichś dobrych chęci, czy cech. Warto wspomnieć też o tym, że w tak młodym wieku potrzeby przynależności i miłości mogą wyprzeć np. potrzebę bezpieczeństwa, stąd dzieci są emocjonalnie związane z rodzicami, nawet jeżeli doświadczają z ich strony przykrości. I jeśli wyrastają w takim środowisku, to potem po pierwsze bardzo ciężko jest im się "oduczyć" pewnych schematów, a po drugie, potrafią patrzeć w przeszłość z pewną nostalgią dostrzegając w postawach rodziców pewne wcześniej niezauważone "zalety". Czasami jeszcze jest tak, że, stając po stronie opresyjnego partnera, matka jest gotowa przedłożyć jego dobro ponad własne, a także dzieci. Akurat Henrietta taka nie jest, jest bardziej mediatorką, stara się to naprawiać, czy łagodzić, chociaż częściej jest to walka z wiatrakami. Ale robi to dalej. Dlaczego? Najwyraźniej ma swoje powody. Czy też ja jeszcze nie zacząłem pewnych tekstów pisać, ale to melodia przyszłości. Dziękuję tutaj @Tricowi, za wspomnienie, że kolejne opowiadania rzucają nieco światła na to jak Albertowi udaje się utrzymać władzę (chociaż przyznaję, są to raczej wstawki, dosyć lakoniczne tłumaczenia wplecione w poszczególne akapity), ale także na to, że napomknął co się dzieje potem i jak się to hersztowanie skończyło. Do tej pory nikt z rodziny nie miał za bardzo wyboru, a pozycja Alberta symbolizowała pewien komfort, który pozwalał mu uskuteczniać pewne zachowania. Teraz rodzina ma wybór, a on nie ma komfortu. I jest to jeden z nowszych wątków, chociaż nie „najgłówniejszy” i którego jeszcze nie napisałem w całości. Nie ma już Neighfordu, jest Equestria – inne środowisko, promowane inne wzorce i zwyczaje. I albo się Albercik zmieni, albo na stare lata zostanie sam, bo rodzina już nie jest do niego uwiązana, Henrietta ma wybór, a dzieci stają się samodzielne. Takie rzeczy również się zdarzają. Często dramat potrafi trwać latami, ale czasem na końcu jest leczenie, terapia, naprawa stosunków. Tak jak pisałem – jest to opowiadanie między innymi o relacjach, stąd też taka jest główna rola Alberta, jako postaci, hersztowanie to bardziej tło, ale zgoda, rozumiem i przyjmuję do wiadomości dlaczego ten aspekt nie wypada tak dobrze. Trochę podobnie jest w wypadku Vibrant Blossom, jej zaborczości, agresji itp. Z tym, że ona po prostu ma pewne wygórowane oczekiwania względem córek oraz, w swym tunelowym myśleniu, jest przekonana, że tylko ona ma słuszność i wie co jest dla nich najlepsze. Zwłaszcza, że w tle jest pogoń za pieniądzem i chęć przypodobania się określonej społeczności. Wstrzelenie się w pewne środowisko. Jest to rzecz, którą znam, chociaż w tym przypadku w całości z relacji znajomych i przyjaciół. Od razu chciałbym zwrócić uwagę na rozdzielenie dwóch kwestii oraz wyodrębnienie dwóch skali,skąd też wydaje mi się, że powyższe rzeczy nie wymagają odpowiedzi oraz dalszej dyskusji. Przyjmuję do wiadomości i rozumiem dlaczego w szerszej skali hersztowanie Alberta oraz jego relacje z mieszkańcami Neighfordu wypadają niewiarygodnie, a gdzie i jak mogłem to poprawić. W sumie, to zacząłem przeglądać kolejne teksty i zwróciwszy na to większą uwagę, dostrzegam podobne błędy co może za jakiś czas ostatecznie skłonić mnie do pewnych poprawek, czy rewizji. Ubisoft (wówczas nazywany Ubivalem), chyba za czasów „Heroes V”, miał bodajże takie powiedzenie/ politykę „Patching Eternal”, myślę, że u mnie może to być coś podobnego Natomiast w skali mniejszej, ja zawęziłem relacje do osób najbliższych i w tym sensie chcę zaznaczyć, że nigdy nie zgodzę się, że to wypada niewiarygodnie, bo niewiarygodnie wypadać nie może skoro sam od lat się z tym stykam co jakiś czas w realnym świecie, czy to osobiście, czy jestem świadkiem pewnych zdarzeń, czy też dowiaduję się o czymś od osób, którym ufam. Nie wspominając już o tym, że w różnych miejscach co jakiś czas pojawiają się publikacje na ten temat. Co do kolejnych tekstów oraz cennych uwag na ich temat: Osobiście nigdy nie odczułem, jakoby motyw dziedziczenia jakiegoś dobra był wyeksploatowany do poziomu jakiejś kliszy. W ogóle, pojęcie „kliszy” bywa jak dla mnie coraz częściej nadużywane, aż niebawem strach będzie poruszyć jakikolwiek znany już motyw, choćby w najmniejszym stopniu. W ogóle, mam dosyć wysoką tolerancję dla znanych rozwiązań, może to dlatego. Ale nie ma sprawy, rozumiem. Twistu żadnego nie mogło być, gdyż opowiadanie to miało wyjaśnić jak to się stało, że w tak młodym wieku Silkflake miała już własny domek w Dodge City. „Samotny pegaz na rozdrożu” jest rewritem opowiadania konkursowego bodajże z VII Edycji Konkursu Literackiego (2013 rok) i pojawiło się przed „Altruistką”. Na tamtym etapie jeszcze nie miałem planu fabuł dla serii, tylko luźny koncept. Osobiście nie widzę też, by przytoczony element kreacji Fenrira był jakimś szczególnym problemem. Są postacie takie jak np. Spicy, które zabijają i wiadomo z góry, że będą zabijać, a jest np. Fenrir, który jest, nazwijmy to, usatysfakcjonowany poturbowaniem oponenta, ale żeby odebrać komuś życie, to nie. On ma po prostu jakieś wyrzuty i odruchy, nie wiadomo z góry co zrobi ani jak się zachowa. Nawiasem mówiąc, na tym etapie Fenrir samego siebie jeszcze odkrywa, nadaje się do bicia, zabijania potworów bardziej. Inna sprawa, że on sam w sobie, nie jest za kumaty. Walki uliczne to swoją drogą, oczywiście, że ryzyko śmierci czy kalectwa jest wysokie, ale z drugiej strony, zanim boks zawodowy został objęty ściślejszymi regulacjami, sport ten również niósł za sobą wysokie ryzyko, może niekoniecznie śmierci, ale kalectwa. A jestem święcie przekonany, że przytłaczająca większość tych zawodników poza ringiem nie mogłaby zabić człowieka. Jasne, że to nie to samo, ale mi chodzi o pewien model. Zabicie kogoś to nie jest taka prosta sprawa, a Fenrir, jak zostało już podkreślone, się do tego kompletnie nie nadaje. Na tym etapie to on leczy kompleks niższości, chce manifestować jaki to nie jest silny, a przy tym desperacko próbuje zaspokoić swoją potrzebę przynależności. No cóż, zdaje się, że to by było wszystko, czym chciałem się podzielić na łamach forum. W każdym razie, dziękuję serdecznie za uwagi oraz krytykę, cieszę się, że nawet „Altruistka” nie zniechęciła Cię do dalszego czytania, toteż czekam w napięciu na kolejne opinie oraz spostrzeżenia. @Grento YTP Dziękuję za komentarz, cieszę się, że znalazłeś w tekście tyle pozytywów, ale również biorę na poważnie wskazane wady oraz inne uwagi. Generalnie, pamiętam, że kwestia zbyt obszernych opisów (i przez to „zamulających" akcję, czy dialogi) przewinęła się po raz pierwszy jeszcze przy moim opowiadaniu z Trixie, ale nadal jest aktualna i możemy o niej dyskutować. Akurat te opowiadania, one mają już swoje lata i powstawały jeszcze zanim po raz pierwszy zwróciłeś mi uwagę na precyzję przekazu, na tę esencję. Myślałem, że pomału zaczynam pozbywać się pewnych nawyków, ale teraz tak patrzę na nowe kawałki i w sumie nadal są dosyć obszerne :/ Wprawdzie nie musi to oznaczać, że dalej akcja muli, tylko po prostu wychodzą długie, ale wciąż, mam teraz mieszane odczucia. Wygląda na to, że będę potrzebował więcej praktyki, bo na razie wciąż mam obsesję, że jeżeli poucinam tu i tam, wówczas nie przekażę idealnie tego co mi chodzi po głowie. A jest to dla mnie dosyć ważne. Jestem ciekaw jak ocenisz pod tym względem kolejne opowiadania i czy ów mankament będzie mniej-więcej równo rozłożony, czy zdarzą się kawałki pozbawione tego problemu. Byłoby dobrze – wróciłbym do danego tytuł i spróbował zrobić sobie z tego taki template. Ale ogólnie, dziękuję za pochwały oraz cenne uwagi. Doceniam to i biorę pod uwagę, chociaż kiedy piszę, to ten mój mocno zorientowany na opisy styl bywa silniejszy niż... Cóż, cokolwiek, co mogłoby mi zasygnalizować, że nieco zaburzam tempo akcji. Postaram się przy tym podziałać Pozdrawiam!
  5. Cześć, dzięki za przybycie, poświęcony czas oraz nieco krytyki! Miło mi wiedzieć, że, chociaż nie były to opowiadania idealne, ani pewnie nie do końca z Twojej bajki, to jednak lektura nie była katorgą i wrażenia okazały się ogólnie pozytywne. Zwracam uwagę na to, że te dwa opowiadania to jest dopiero otwarcie serii i mają one już trochę lat. Tym bardziej cieszy mnie ocena opisów, czy też tego jak ogólnie tekst się prezentuje, technicznie. To znaczy, obecnie nie dzieją się na tym polu żadne rewolucyjne zmiany, ale jednak wydaje mi się, że co popełniony tekst ten mój styl jednak się zmienia. Dobrze jest odnaleźć pochwały oraz życzenia aby teksty się udawały, bardzo to doceniam i za to serdecznie dziękuję! Jednak najwięcej punktów, do których warto się odnieść, znalazło się oczywiście w, jak to ująłeś, eseju, zatem usiądź wygodnie i czytaj Ale na wstępie napomknę, że najprawdopodobniej wiele rzeczy wynika z różnic między naszym nastawieniem odnośnie tego jak pisać historię i co jest najważniejsze, nie da się też ukryć, że specjalizujemy się w innych dziedzinach. Ale przechodząc do rzeczy, znalazłem wiele interesujących punktów, do których teraz chciałbym się odnieść. Mówiąc zupełnie szczerze, nie potrafię pozbyć się wrażenia, że nie przepuścisz żadnej okazji, by zabłysnąć wiedzą Ale od razu powiem – zostaw sobie amunicję na potem, jak już poważnie dwie strony będą się ze sobą ścierać, jak powyskakują nowe postacie, a ja będę próbować pisać o organizacji państwa intrygach i tym podobnych rzeczach. Mam nadzieję, że wytrwasz przy moich tekstach na tyle długo, by to ocenić i, najpewniej, wyłożyć niejedno zagadnienie z historii. Aczkolwiek, sporo tych rzeczy, również odniesienia do Franklina czy Webera wydają mi się dosyć nie na temat, jako że prawie niczego nie opieram na świecie realnym, w tym na etyce protestanckiej w duchu kapitalizmu. To nie moja specjalność, nic o tym nie wiem. W ogóle, wydaje mi się, że potraktowałeś rzecz trochę zbyt poważnie, co nie oznacza, że nie ma to dla mnie znaczenia – w końcu określiłeś, że wada jest bardzo duża, negatywnie wpływa na odbiór danych wątków i motywów, co przyjmuję do wiadomości, ale nie wiem, czy powinienem zatem powrócić do starszych tekstów i uzupełnić informacje, czy może sprostować rzeczy w nowszych tekstach. Czy myślisz, że przydałaby się pewna rewizja fragmentów tworzących świat w zakresie organizacji Neighfordu oraz tego kawałka południa? Jak to w kółko powtarzam, jest to historia rodzinna – o postaciach, relacjach między nimi, a także pewnych schematach, czy zachowaniach, postawach, więziach. Tworzony dla niej świat ma w pierwszej kolejności umożliwiać mi zrealizowanie moich zamierzeń, co oczywiście nie oznacza, że będę na bakier z wszelką logiką, tworząc w nieskończoność skrajne retcony, czy nagle zmieniać wszystko o sto osiemdziesiąt stopni, bo mi tak pasuje. Pragnę zauważyć, że na ówczesnym etapie, to było bardziej tło do wydarzeń, dzisiaj już przywiązuję do tego dużo większą uwagę. Inna sprawa, że nieszczególnie idę po kreskówkową naiwność, sensacyjną epickość, ani też twardy realizm, gdyż staram się pamiętać, że to nadal świat kolorowych, magicznych kucyków. W pewnych aspektach idę po prostu na skróty. Chodzi przede wszystkim o to, by to uniwersum dostosować do swoich potrzeb i opowiedzieć wymyśloną historię. To jest bardziej taki... No, fantastyczny wymysł. W tym się czuję najpewniej. No i lubię niekiedy realizować rzeczy po swojemu. Ale powracając już do światotworzenia. Zauważ, że w ogóle unikam nazwania „systemu” w oparciu o który działa Neighford. Powiedziałbym, że to żaden konkretny system, po prostu zbiór pozornie losowych rozwiązań, co ma odzwierciedlać to, co się kiedyś z południem stało – Cevalonia była państwem, które dawno temu zostało odcięte od Equestrii, przez co zaczęło upadać do poziomu barbarzyństwa, a którym przez wiele lat Celestia się nie interesowała. Z różnych powodów, które na razie wolę zachować dla siebie. Ale ogólnie chodzi o sprawy magiczne. Jest to motyw zaczerpnięty z gier „Might and Magic”, gdzie po inwazji Kreegan Starożytni stracili połączenie ze światami które stworzyli, a te, uzależnione od ich technologii, zaczynały upadać. Pytałeś o funkcję Alberta, a ja odpowiem, że chyba wziąłeś to na zbyt poważnie i nieco się zagalopowałeś, a to naprawdę nie jest aż tak ważne dla całej historii. To znaczy, nie byłem świadom żadnych negatywnych konotacji słowa „herszt”, a jakoś inne określenia niezbyt mi pasowały, więc użyłem tego. Ale powracając do funkcji i alternatyw. Albert burmistrzem? Rada miejska? Może kiedyś, w przyszłości, z kimś innym Te instytucje, funkcje, to jednak troszkę zbyt rozwinięte rozwiązania cywilizacyjne, jak na ówczesny stan Neighfordu. W mojej opinii. Albert jest kupcem, ale zaczynał w taki sposób (było to wspomniane), że zorganizował kucyki, przewodził im i wspólnie podniósł nieco poziom osady, przekształcając ją w miasto, a z czasem nawiązując kontakty z innymi miejscowościami na południu, chociaż sam najchętniej wolałby swojego, samowystarczalnego Neighfordu. Więc to nie jest tak, że on jest totalnie sam, po prostu nikomu nie ufa, a opowiadania nie są o relacjach z jego współpracownikami czy bojówkami. Ale rzeczywiście, na początku była to trochę taka „banda”. Z czasem rzeczy zaczęły się zmieniać, nabierając innego kształtu. Osobiście nie uważam, że powinno się wszystkie informacje podawać natychmiast, osobiście lubię mieć poszlaki i, przynajmniej dopóki sprawa się nie wyjaśni, o ile w ogóle, domyślać się co mogło wyniknąć z czego i kto za coś mógłby być odpowiedzialny. Poza tym, chociaż wtedy jeszcze nie miałem wobec tego takiej percepcji, uznałem, że skoro i tak historia widziana jest (np. w „Poznając nowy świat”) oczami Gleipnira, wówczas nie ma potrzeby szczegółowo opisywać akurat tego jak Albert zachowuje swoje wpływy. Uznałem, że skoro zachowuje jak się zachowuje i włos mu z głowy nie spada, jak krzyczy sobie na kowala a ten wraca do szeregu, wówczas to powinno dać do zrozumienia, że jednak kogoś tam ma, kto mu pomaga to wszystko utrzymać w ryzach. Gdyby sytuacja była inna, czyli historia później leciałaby dalej z punktu widzenia tegoż kowala, to pewnie w końcu ktoś by go odwiedził z „pozdrowieniami”. Czy ja wiem, czy Albert jest kreowany na jakiś autorytet moralny? Bez przesady. To jest taki „autorytet” na zasadzie, że z nim to się prawie nie da żyć, ale jak trzeba sobie poradzić samemu, to stary trochę miał racji. Nie chodzi o jego naśladowanie, ale nie wymazywanie go ze świadomości, przeniesienie pewnych jego metod działania i podejścia na inne realia, z czasem wykształcając własne cechy i to tak należało rozumieć sceny z Gleipnirem, który, będąc w Equestrii, przypominał sobie słowa ojca. A co do tego, że się aż „zbyt” stara – jeżeli już są jakieś elementy zaczerpnięte z realnego życia, to to jest właśnie coś takiego. Schemat, gdzie jeden osobnik tak bardzo wie co jest najlepsze i co jest słuszne, że nie widzi jak rani wszystkich dookoła, chociaż chce dla nich dobrze. Wbrew pozorom dosyć powszechne i objawiające się na różnych obszarach. Znów - głównie chodzi mi o relacje międzykucykowe, gdzie pewne rzeczy zostały podpatrzone w zachowaniach ludzi. Ale najbardziej to się zdziwiłem, kiedy przeczytałem o tym na kogo jest kreowany Albert. Kurczę, ja nic nie wiem o kalwinizmie, o biednej Szwajcarii czy Niderlandach, ani o protestanckiej etyce pracy. Mówisz poważnie? Nie wiem co o tym myśleć... Chciałbym też wspomnieć co nieco o moim podejściu do relacji postacie-fabuła i co uważam za ważniejsze dla moich opowiadań i nad czym lubię pracować podczas ich pisania. Wydaje mi się, że to jest taka najistotniejsza różnica między nami, jako twórcami. Ja akurat uważam, że nie można mieć historii bez jej bohaterów (nie dosłownie oczywiście, ogólnie, dłuższych historii). Kładę duży nacisk na postacie, relacje między nimi, a także przemiany w nich się dokonujące (a wynikające z kolejnych wydarzeń, które również kształtują otaczający ich świat), ale również na fabułę. Fabuła składa się z wydarzeń, również tych wydarzeń, od których zależą losy postaci i ja dążę do tego aby owe postacie były z czasem wystarczająco rozwinięte, posiadały pewne charakterystyki oraz bagaż doświadczeń, aby różne zwroty akcji czy zrządzenia losu miały szansę wywrzeć większe wrażenie na czytelniku. Czy nawet wczuć się, przejąć tym co się dzieje z poszczególnymi bohaterami czy bohaterkami. A jeśli chodzi o tworzenie świata, to bynajmniej nie podchodzę do tego po macoszemu, staram się kreślić różne rzeczy w oparciu o które wszystko to działa, budować środowisko nie tylko w najbliższym otoczeniu postaci, dodawać nowe elementy, poszerzać, odkrywać. Po prostu również w tych aspektach miewam inne priorytety. Czy Albert jest hipokrytą... Może trochę. Na pewno jest paranoikiem i nerwusem. Na razie nie będzie to zbyt często występująca postać, ale kiedy już będę powracać do jego wątku i motywów, również wcześniej nieznanych, obraz powinien nieco się rozjaśnić. Albo otworzy się portal nieścisłości. To już, a jakże, pozostawię do oceny czytelników. No i się zastanawiam, czy sprawy, o których napisałeś rzeczywiście sterczą z treści, czy może po prostu zwróciłeś na nie uwagę, gdyż się tymi zagadnieniami interesujesz. Bo o co mi chodzi – jak dotąd oceniałem, ilość elementów traktujących o strukturze społecznej danych miejscowości, ich organizacji, takie polityczno-ekonomiczne sprawy, to tego było tyle co nic. Dopiero teraz zamierzam co nieco dodać tychże elementów, chociaż nadal to nie będą historie stricte polityczne, czy poświęcone ekonomii. Chodzi mi po prostu o to by spróbować czegoś nowego i nie pisać ciągle o tym samym, żonglować tagami, ale prowadząc dalej tę samą historię. Do tej pory faktycznie nie zwrócono mi uwagi na pewne szczegóły oraz te konkretne aspekty tworzonego przeze mnie świata. Przyjąłem to, bo sam tak to pisałem i tak czułem, że polityka, społeczeństwo, zależności, to w ogóle nie gra tutaj pierwszych skrzypiec bo to nie o tym ma być. Twój esej nakazał mi teraz sądzić, że jednak światotworzenie już dawno poszło w pewne kwestie, chociaż wydawało mi się inaczej. Wiesz o co mi chodzi? Myślę, że to by było z grubsza wszystko, co miałbym do odpowiedzenia, na ten moment. Oczywiście, cieszę się niezmiernie, że, pomimo wychwycenia różnych potknięć, Twoje generalne wrażenia nadal pozostają pozytywne. Mam nadzieję, że na tym nie zakończysz „Kresów” i rzucisz okiem na kolejne teksty, które szczęśliwie staną na wysokości zadania i okażą się jak najlepsze. Dzięki jeszcze raz za poświęcony czas, opinię, rzeczy pozytywne, negatywne i dlaczego są negatywne, ogólnie Pozdrawiam!
  6. Hej, dziękuję serdecznie za poświęcony na lekturę czas oraz komentarz Pierwsze opowiadanie z serii pochodzi jeszcze z czasów, kiedy koncepcja cyklu była dosyć młoda, a pomysły na nowe postacie, wątki oraz znacznie bardziej złożoną historię raczkowały. Od tamtej pory zmieniło się wiele, pojawiły się nowe pomysły i rozwiązania, obecnie jest to realizowane. Wierzę, że przez ten czas i długie planowanie fabuły, udało się doprowadzić do wyłonienia tych najlepszych pomysłów, chociaż sporo jeszcze muszę napisać. I pewnie niejedna rzecz się zmieni, bo nagle wpadnę na jeszcze coś innego. Zobaczymy. Jedno jest pewne - zawsze czekam na opinie, uwagi oraz krytykę Kolejne opowiadania z serii są swoimi wzajemnymi sequelami, czerpią z siebie, nawiązują do siebie, ale ogólnie rzecz biorąc, to ma być przede wszystkim historia rodzinna, a by uniknąć pewnej monotonni, tagami zamierzam żonglować. Myślę, że z czasem stanie się to odczuwalne. Na przykład teraz "Kresy" mają stać się nieco bardziej przygodowe (w opozycji do dominującego [Slice of Life]), mają się pojawić intrygi, nowe miejsca, postacie, nowe zwroty akcji. W każdym razie - mam nadzieję, że kolejne opowiadania staną na wysokości zadania i z czasem doprowadzą Cię do tegoż punktu z możliwie jak najlepszymi wrażeniami po sobie. Rzeczywiście, bardzo dużo uwagi poświęcam postaciom, relacjom między nimi, ale także zmieniającej się i oddziałującej na nie rzeczywistości. "Stalkera" nie oglądałem, nie jestem aż tak obeznany z uniwersum "Wiedźmina", zatem o Annie Henrietcie dowiedziałem się z jednego z ekranów ładowania się trzeciej części gry Ale rzucę smaczkiem, że Henrietta z "Kresów", jej imię, to się wzięło ze "Świata według Ludwiczka". Tam babcia głównego bohatera nazywała się właśnie Henrietta Shermann. Moja postać otrzymała imię po niej. Zdaję sobie sprawę, że niektóre opisy, ekspozycje oraz fragmenty mogą nieco nużyć, czy sztucznie spowalniać akcję, ale pracuję nad tym. Poważnie. No, te pierwsze opowiadania mają jeszcze te opisy dosyć obszerne (lubię takie opisy świata czy przemyśleń postaci, a kiedy to jest moja fabuła i świat, wkręcam się jeszcze bardziej), ale obecnie staram się opowiadać zwięźlej, również po to, by historia faktycznie nabrała dynamizmu sprzyjającemu przygodzie. Jak zwykle, pozostawię to do oceny czytelników, kiedy już kolejne opowiadania się ukażą. Raz jeszcze dziękuję za poświęcony czas oraz tak pozytywną ocenę otwarcia cyklu, mam nadzieję, że ciąg dalszy spełni swoje zadanie W napięciu będę czekać na kolejne wrażenia i uwagi. Pozdrawiam!
  7. Wasze życzenie zostało spełnione! Wrota areny magicznych zmagań otwierają się przed kolejnymi śmiałkami, a nadzwyczajna moc zaczyna wypełniać komnaty, w miarę kolejnych stawianych przez nich kroków. Przestrzenna, owalna sala oświetlana przez powieszone przy kolumnach znicze posiada otwarty dach, wysoko, wysoko ponad głowami magów. Oceniając po ścianach oraz ich mierzącym ku oknie częściom, można odnieść wrażenie, że z zewnątrz struktura miała kształt stożkowaty. Drugie, dokładniejsze spojrzenie ujawnia coś nietypowego - chociaż widać czyste niebo, nie można pozbyć się wrażenia, że jednocześnie odbija się tam widok z dołu. Widzicie z daleka siebie, a także światła magicznego ognia zniczy. Uważajcie, by nie wpaść w trans! powiadają, że okno zostało wykonane z zaklętego materiału i potrafi "wciągać" świadomość tych, którzy będą patrzeć zbyt długo. W sumie, czujecie jakby okienko "wciągało" również ściany? Czy to magia spowodowała tę stożkowatość? Tak czy inaczej, wszystko jest już gotowe. Otoczenie zabezpieczone, toteż wielka moc doświadczonych wojowników nie uczyni większej szkody. Co nie oznacza, że, jak zwykle zresztą, odradza się istotom magicznym błąkanie się po okolicy w trakcie pojedynku. No, chyba, że osiągnęliście wyższe poziomy magii ochronnej. Zaraz, zaraz, ale kim są ci śmiałkowie? Autorka obrazu - NightPaint12 Zapraszam do odwiedzenia jej galerii! Na arenie zapragnęli się spotkać @Mephisto The Undying oraz @KougatKnave3 i, w ten oto sposób, gościmy ich dzisiaj pośród sal magicznych pojedynków, niecierpliwie wyczekując na pierwsze akcje i zaklęcia! Słyszeliście o ukrytych komnatach tej areny? Do tej pory niczyja moc nie była w stanie odkryć tychże przejść. Może wasza da radę? A może wystarczy podstawowe pomieszczenie? Przekonamy się już za moment! Po prostu wiedzcie, że ta arena powiększa się i ukazuje swoje sekrety przed tymi, którzy zostaną tu dłużej i okażą się odpowiednio silni, by przetrwać... Udanego pojedynku!
  8. Szanowni państwo, to znowu ja. Oj, kochani, kombinujecie już jak koń pod górę, byle tylko nie wyjść poza pewne ramy czasowe i znowu poświęcić czas tym samym tytułom Który to już raz? Dodam jeszcze, że linijkę wyżej jest "Były sobie fanfiki... w 2012" i naprawdę, nie rozumiem czemu w sumie nie zrobiono z tego jednego spotkania. Drodzy państwo, ja pomogę. Oprócz tego, że sam tworzę sobie zawartość i generalnie zawsze czekam na merytoryczne opinie, staram się czytać różne fanfiki, polecam zerknąć sobie na wypisywane przeze mnie recenzje. Na szybko, wspomnę o tytułach, które utkwiły mi w pamięci najbardziej i które czytałem stosunkowo niedawno. - "Trylogia Sunsetkowa", autorstwa Lyokoherosa. Tekst znajduje się w trzech oddzielnych wątkach, ale nie jest to aż tak uciążliwe. Generalnie nie jest to zbyt długa historia, wiąże się jakoś z uniwersum "Equestria Girls", ponadto widziałbym to jako dobrą okazję do pomówienia o tym jak można wplatać w opowiadanie własne poglądy i w jaki sposób można, za pomocą literatury, podejmować dyskusję na trudne tematy, tudzież zwracać uwagę na inne punkty widzenia. Teksty fanowskie, gdzie twórca/ twórczyni jest panem/ panią i władcą/ władczynią. Czy można inicjować dyskusję w ten sposób, czy możliwe są opowiadania polemiczne, te sprawy. Czy istnieją i jak daleko sięgają granice tego typu wątków itp. - "Exanima: Awoken Demons", Bestera. dłuższy tekst, ale, podobnie jak "Save Me", podejmujący świat gdzie ludzie i kucyki koegzystują od zawsze, bez Biur Adaptacyjnych czy motywów znanych z "Equestria Girls". Jest to również akcja, sensacja, ale i dobra okazja do zastanowienia się w ogóle, nad autorskimi wizjami świata dla obu ras, magii i technologii, włączając w to również [Sci-Fi]. - "Przyjaźń to Magia: Ewolucja gwiazd typu słonecznego", od Niki. Ostatnio ukazała się nowa odsłona cyklu. O przemijaniu, filozofii życia, ale także nadinterpretacji rzeczywistości i starciu z tym co nieuchronne, wszystko okraszone charakterystycznym stylem, zabiegami technicznymi, które wnoszą coś nowego i kreują pewien wizerunek, co nie każdemu się udaje. Jak skutecznie podejmować takie próby, co jeszcze nie zostało wykonane, co warto rozwijać. - "Bez przyszłości", od Ylthin. Wiem, że tytuł ten przewija się dosyć często w Kawiarence, jednak mamy już kilka rozdziałów, samo opowiadanie okazało się (przynajmniej w mojej opinii) tak wielkim i pozytywnym zaskoczeniem, że zasłużyło na pełnoprawne spotkanie mu poświęcone. Nie tylko odnośnie tego co już jest, ale także przyszłości "Bez przyszłości". No i ogólnie - o urban fantasy, o kreacji postaci, świata, o prowadzeniu fabuły. - "Opowieści Żałobnego Miasta", spod pióra Mordecza. Bardzo charakterystyczny świat, pełen interesujących pomysłów i wątków, a przy tym otoczony nie aż tak lekkim klimatem. Łączy w sobie różne elementy, również religijne, nie zapominając o odniesieniach do świata prawdziwego. Teksty poniekąd trudne, ale inspirujące. - W sumie, skoro jest w planach spotkanie o "Equestria Girls" w fanfikach, dlaczego od razu nie wziąć na tapetę opowiadań Flashlighta, tj. "Bo początki bywają różne", "Magiczne dolegliwości"? Sun chyba też napisał bodaj "Sekret Sunset Shimmer". - A może by tak o kreacji rodziny oraz rodzinności w fanfikach? Pisanie relacji ciepłych, bądź zimnych, budujących czy toksycznych, przerysowanych czy może realistycznych w stosunku do realnego świata. Szansa choćby dla "Serii Ciasteczkowej" od Madeleine, w sumie to sam bym mógł co nieco się podzielić na ten temat jako że podejmuję tę materię we własnych opowiadaniach. Pozdrawiam!
  9. Witam ponownie! W ramach kolejnej aktualizacji udostępniam Wam drugą część opowiadania "Za nieustającą walkę" i od razu napomknę, że najprawdopodobniej otrzyma ono jeszcze swoją trzecią część, z uwagi na ilość wątków jaką chcę pokryć w ramach tego tytułu, a co gabarytowo znacznie przerosło moje pierwotne plany. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni zresztą Pomimo różnych utrudnień oraz spraw wyższej wagi, development tej trzeciej części idzie nieźle, mam już plany i nowe pomysły na urozmaicenie nadchodzących kawałków tekstu. Oznacza to, że plany na ten rok, tj. dobicie do określonej ilości stron, a może nawet wyruszenie do Zebryki, nie są aż tak odległe od rzeczywistości. W kwestii grafik na razie nic się nie zmieniło. Myślę, że niektóre rzeczy zostaną nieco odłożone w czasie, jako iż nie jestem w stanie należycie zająć się wszystkim naraz. A powracając do najnowszego tekstu - tym razem wyjawiłem nieco historii rodziny Ashfallów, a także dalekiego południa. Jak się okazuje, Marebork to miejsce pełne nierówności oraz skrajności, o czym za bardzo kucyki nie mogą rozmawiać, ani otwarcie się wspierać. Władza trzyma je krótko. Aczkolwiek czy osądy kogoś, kto spędził tu stosunkowo niewiele czasu mogą być uznane za wiarygodne? Plus, ktoś z daleka bardzo tęskni, chociaż nie do końca jasne jest jak dotarła do bohatera pewna wiadomość... Zapraszam do czytania, a także dzielenia się swoimi uwagami. Pozdrawiam serdecznie!
  10. Niniejsze opowiadanie ma dla mnie spore znaczenie, jako iż pamiętam je z konkursu literackiego, pamiętam również, że kiedy je oceniałem, nie mogłem wyjść z podziwu, gdyż tytuł bardzo przypadł mi do gustu, i tak dalej, i tak dalej. Chociaż nie był aż tak kucykowy, a dosyć ludzki, ale „Sok pomidorowy” został napisany takim stylem i w taki sposób, że nie stanowi to żadnej usterki. Minęło trochę czasu, powróciłem do tytułu. I od razu powiem, że dopiero teraz dostrzegłem pewną numerologię: XIII edycja – piątek trzynastego, o którym mowa w opowiadaniu. Nie wspominając już o tematyce kaca, a tutaj niemalże dosłownie okazał się mordercą... No, ale wybiegam trochę za daleko. Jak tytuł ma się po paru latach? Nadal doskonale, bez dwóch zdań Wprawdzie nadal zastanawiam się nad nawiasami i dlaczego te wtrącenia nie mogłyby być zwyczajną częścią akapitów, ale wiecie... Ma to jakiś swój urok, toteż wszystkich bym nie eliminował. W każdym razie, „Sok pomidorowy” postrzegam jako drugie najwspanialsze opowiadanie autorki, niedaleko za „Serią ciasteczkową”. Jest to tekst melancholijny, refleksyjny, a rzeczywistość w nim opisywana naprawdę wypada dosyć ludzko, aż można zapomnieć, że tematycznie jest to opowiadanie wpisane w świat magicznych kucyków. Opisy są skonstruowane bardzo solidnie, z dbałością o słowa, brzmienie zdań, najwięcej uwagi poświęcono myślom postaci, wydarzeniom z przeszłości, kosztem opisywania otoczenia, niemniej klimat nie cierpi na tym ani troszeczkę. Historia jest zwięzła, ale opisana wystarczająco wyczerpująco by niedosytu prawie nie było (a tutaj, z tego co widzę, mamy rozszerzoną wersję opowiadania). Podoba mi się również to, że tekst wcale nie odpowiada na wszystkie pytania, toteż w dalszym ciągu nie wiemy kto trafił pod koła samochodu i czy sprawę istotnie umorzono, a może jegomość pokutował przez te lata zupełnie niesłusznie? Chyba to byłoby największym ciosem, gdyby się okazało, że potrącił jedynie zwierzę, na przykład. I te piętnaście lat strachu i pokuty były bezcelowe. Tytułowy sok pomidorowy, czy wyciągnięty, blaknący strzępek papieru z napisanym nań artykułem o przedawnieniu, czy w ogóle, ukazanie barmana jako spowiednika, to wszystko są symbole budujące doskonały, trudny klimat, ujawnia się tutaj również to ludzkie oblicze historii, dzięki czemu można w jakimś sensie się utożsamić z tą rzeczywistością, czy odnieść pewne sprawy do tego o czym się słyszy w realu. Zdecydowanie polecam to klasyczne, bardzo dobre, znakomicie napisane opowiadanie! Że tak to ujmę, dzisiaj już takich w zbyt wielu ilościach nie ma Pozdrawiam!
  11. Bardzo sympatyczne opowiadanie, krótkie, ale dzięki prostocie wykonania oraz zwięzłości naprawdę interesujące, posiadające w sobie taką iskrę, coś takiego, że jest wybrzmiewa ono klasycznie, pamięta nieco bardziej odległe czasy, wzbudza nostalgię, a przy tym oferuje po prostu zwyczajny, kreskówkowy, kucykowy klimat. Nie konsumuje zbyt wiele czasu, a pozostawia po sobie bardzo pozytywne, przyjemne wspomnienia Co do wykonania, w zasadzie nie ma się czego czepić jako że opowiadanie jest bardzo kompetentnie skomponowane i brzmi naprawdę dobrze, natrafiłem jedynie na jedno powtórzenie/ zgrzytające zdanie, co na przestrzeni czterech bodaj stron fanfika wydaje się bardziej rzucać w oczy, niż np. w ramach dłuższego rozdziału większej historii, ale nie jest to nic aż tak znaczącego. Łatwe do poprawienia. Ale jako interpretacja wyznaczonego tematu, jest to naprawdę sympatyczne, urokliwe podejście, z całą pewnością historyjka pozostaje w tej samej bajce co... No cóż, oryginalna bajka o kucykach Zakończenie, te ostatnie zdanie wprawdzie troszkę mnie zbiło z tropu, nie to żeby urwało opowiadanie, ale... No, zdziwiłem się. Jakby nagle się zmienił narrator, czy przyszedł drugi narrator, by poprawić tego pierwszego. Dziwny akcent na zakończenie, ale nie psuje wrażenia za bardzo. Warto rzucić okiem i przypomnieć sobie pierwsze edycje „Mojego Małego Fanfika”. Solidny kawałek życia, opisany z perspektywy małego i naiwnego źrebaka, osadzony w zupełnie zwyczajnym kucykowym świecie, to wszystko. Solidne, przyjemne w odbiorze opisy oraz lekkość, barwność klimatu. Niewiele, a cieszy. W sumie, to czego chcieć więcej? Pozdrawiam!
  12. Przyznam szczerze, że niniejsze opowiadanie było całkiem miłym zaskoczeniem. Niedługa historia, wprawdzie motyw osadzenia fabuły w czasach gdy Luna pozostawała na wygnaniu, a Celestia przeżywa przeszłość i ma wyrzuty sumienia, to nie są zupełnie nowe, świeże rzeczy, ale tutaj ani trochę to nie razi. „Druga strona księżyca” sprawdza się doskonale jako samodzielny oneshot, nie nuży, nie męczy, brakuje mu też rzeczy tworzących wrażenie czysto rzemieślniczej pracy, czy wtórności, czyta się je dobrze i lekko. Opisów jest akurat tyle ile powinno ich być i zostały one napisane całkiem zgrabnie i solidnie, słowa dobrane bez zarzutów. Podobnie zresztą jak kreacja Celestii, a także innych co ważniejszych postaci, czy to Star Swirla, czy Nightmare Moon, czy nawet sług, postacie wypadają naprawdę ciekawie i sympatycznie. Godny odnotowania jest wątek przyjacielskich relacji między Celestią a Star Swirlem, a także motyw Luny jako cienia Nightmare Moon nawiedzającej Celestię w koszmarach. Nie są to duże rzeczy, ale jednocześnie doskonały przykład że można osiągnąć dobry efekt zwykłą prostotą i konsekwencją. Poprzez wspominanie zaklęć jako możliwych rozwiązań naprawy przeszłości udało się zbudować pewne napięcie, z uwagą śledziło się Celestię w oczekiwaniu na to czy się w końcu zdecyduje, a jeżeli tak, to na co i jakie efekty to przyniesie. Tempo akcji, dosyć spokojne, nie zawodzi. Samo zakończenie zaś oceniam naprawdę wysoko i sądzę, że niczego lepszego nie dało się tutaj stworzyć, ponieważ jest to nie tylko satysfakcjonująca konkluzja, ale pozostawiająca po sobie kilka pytań bez odpowiedzi, jakąś tajemnicę. Ogółem polecam ten kawałek, jest to porcja dobrej fanfikcji, znane motywy przedstawione zostały bez zarzutu oraz wtórności, a przy tym w taki sposób by czytelnika przyciągnąć i zatrzymać przy sobie Pozdrawiam!
  13. Nowe opowiadanie z serii zaskoczyło mnie swoimi gabarytami, jako że spodziewałem się dłuższego materiału. Niemniej jest to z całą pewnością kontynuacja godna i nie mniej interesująca, która, jak poprzednie kawałki, wciąga, intryguje, inspiruje i nie pozwala przestać o sobie myśleć. Oczywiście przekłada się to na ciekawość co do ciągu dalszego, na który oczywiście będę czekać Przechodząc do rzeczy, po raz kolejny nie mogę wyjść z podziwu z jak wielką precyzją zostały dobrane słowa, jak napisane zostały poszczególne akapity i na jakie zabiegi stylistyczne porwała się autorka, po to właśnie aby stworzyć dla nas odpowiedni nastrój. Jak poprzednio, dominuje wrażenie melancholijności, tajemnicy, a także bezlitosnego chłodu, aczkolwiek w „Czerwonym olbrzymie” nie uświadczymy już tylu tajemnic i zamierzonych niejasności (puzzli), treść jest, pod kątem historii, chronologii, dużo jaśniejsza, uporządkowana. Nie musimy już zastanawiać się nad kolejnością scen, co się wzięło z czego, czytelnik nie kończy lektury zmieszany, zbity z tropu. Jest to coś, czego troszeczkę brakuje, ale co jest plusem, ponieważ opowiadanie może się okazać przystępniejsze dla większej ilości czytelników. Nadal towarzyszy nam chłód, powaga, mrok oraz tajemnica, zaś fabuła krąży po nie aż tak świeżych motywach przemijania, doczesności, przeżywania przeszłości. Jak ostatnim razem, jest to niezwykle satysfakcjonujące do czytania, dostatecznie wyczerpujące w przekazie, chociaż ja to bym przytulił kilka dodatkowych opisów, czy scenek, ale nie można mieć wszystkiego Obserwujemy poczynania Twilight oraz to jak sobie radzi ze swoim życiem oraz z przeminięciem niejednej sprawy szczególnej wagi, wszystko w kontekście przyjaźni oraz wartości w które zawsze wierzyła. Wydaje się tutaj opanowana, na pewno kieruje się emocjami w mniejszym stopniu, wydaje się umiarkowanie pogodzona – starannie przygląda się, analizuje, wyciąga wnioski. Jej postać wypada dosyć realistycznie, dobra protagonistka. Co nadaje Twilight realizmu oraz sprawia, że np. ja mogę się z nią lepiej identyfikować, to zbyt daleko idące analizy oraz przesadne doszukiwanie się drugiego dna w najprostszych nawet sprawach. Towarzyszy temu niepewność, czy przypadkiem jej własne oczy jej nie mylą, a także odniesienia do przeszłości, życie przeszłością, odnajdywanie analogii, paraleli. Autorka wie, że „Ewolucja...” jest przeze mnie szczególnie wysoko oceniania również dlatego, że to co odnajduję w tejże historii oraz sposób jej prowadzenia, podejście do tematu itp. jest to dokładnie to co zawsze chciałem przeczytać. Nawet jeżeli miałem kiedyś pomysły, to nie wiedziałem jak zacząć, jak to napisać, dokąd z tym pójść – a teraz nareszcie mam takie opowiadanie, dokładnie o tym, o czym myślę No co tu dużo mówić, sam żyję przeszłością, doszukuję się jakichś analogii do minionych sytuacji, zbyt dużo myślę, są to słabości których nie potrafię się wyzbyć, a które napełniają nieuzasadnionymi wątpliwościami, co blokuje niekiedy ważne decyzje, czy zatrzymuje w miejscu. Dlatego też czuję się szczególnie zaabsorbowany przez omawianą historię. I chyba dlatego również postrzegam tę treść za inspirującą. Coś jak w przypadku „Serii Ciasteczkowej” autorstwa Madeleine, tylko że w ramach innej tematyki oraz innych klimatów. Ale jest jeszcze ktoś w tej historii. Jest to księżniczka Celestia, jak się przekonujemy, zniszczona przez nieubłagany czas, wręcz u progu swojego końca. Znów – jestem pełen podziwu jak autorka zdecydowała się związać jej wątek z tematyką serii oraz przemijania, wreszcie, z analogiami zauważanymi przez Twilight. Celestia, jako Pani Słońca, a więc gwiazdy, „bredzi jakby miała już umierać”, ale wciąż trzyma się tematyki przyjaźni, która jest Twilight szczególnie bliska. Tylko Twilight używa porównania do księżyca, gdyż jest to satelita, zaś słońce jest gwiazdą, a gwiazdy umierają. Tak jak Celestia w fanfiku. No i przypominam sobie: "Ewolucja gwiazd typu słonecznego" Znakomicie zrealizowany wątek, natomiast fakt, że następuje on w ramach konkluzji „Czerwonego olbrzyma”, potęguje przekaz i zapewnia doświadczenia na poziomie poprzednich kawałków serii. Historia jest bardzo dobra, wyjątkowa, a klimat wylewa się z elektronicznego papieru hektolitrami. Jest to jednocześnie historia nietypowa, coś co nieco trudniej znaleźć i czego w zbyt wielu ilościach chyba nie ma. Wysoka jakość technologiczna oraz merytoryczna sprawiają, że zdecydowanie polecam tę serię oraz jej śledzenie. Jasne, może niekoniecznie jest ona dla każdego, ale zaufajcie mi – warto nieco się pogłowić, warto zmierzyć się z tą układanką i odszukać w poszczególnych fragmentach tego co ilustruje jak niekiedy działamy my sami. Pozdrawiam!
  14. Przyznam, że jakiś czas po premierze opowiadania, chyba jeszcze w 2014, rozpocząłem lekturę, ale nigdy nie było mi po drodze z tymże tytułem więc go nie dokończyłem. Czegoś mi brakowało, od samego początku. Myślałem o nim raz po raz, ale wtedy pojawiły się inne kłopoty. Dzisiaj jednak nareszcie mogę podzielić się pełną opinią, gdyż mam za sobą cały tekst, w ogóle, przez ostatni czas powracałem do niego wielokrotnie ponieważ, co zostało już chyba nadmienione, opowiadanie ma swój urok oraz wyjątkowy klimat, przez co trudno o nim zapomnieć Przede wszystkim, jest to ten rzadki przypadek, gdzie wskazuję na dominację dialogów nad opisami, czy to otoczenia, czy emocji, jednakże nie uważam braku dłuższych akapitów za jakąś znaczącą usterkę bowiem bardziej obszerne opisy, czy przystanki mogłyby naruszyć pacing. Generalnie opowiadanie czyta się wartko, lekko, a przy tym ma ono klimat niedługiej animacji, coś jakby odcinek specjalny, ale taki, który się ogląda jedynie o określonej porze, z jakiejś okazji, ponieważ tylko wtedy atmosfera mająca wywołać emocje w pełni rozwija skrzydła. W sumie, to pierwszym moim skojarzeniem były stare animacje świąteczne z kaset VHS, czy krótkie opowieści podejmujące w przystępny sposób problem tego czy bliscy po śmierci idą do nieba, te sprawy. Rzeczy domyślnie skierowane ku najmłodszym, ale takie familijne, nostalgiczne. Dlatego też powierzono główną rolę źrebakowi, Star Dustowi. Strzał w dziesiątkę Jest to z jednej strony typowa postać dziecięca – ze wszystkimi charakterystycznymi naiwnościami, marzeniami oraz dobrodusznością, jak również ciekawością. Jednocześnie jest to postać która z miejsca daje się polubić i której poczynania śledzi się z zaciekawieniem oraz uśmiechem, co również ma znaczenie w kontekście obranych tagów oraz ostatecznego rozwiązania historii. Poznajemy trochę postaci pobocznych, chociaż wybijają się tylko rodzice Star Dusta. Są sympatyczni, czuć, że mają dobre serce i że tworzą zwyczajną, spokojną rodzinę. Po prostu słodka prostota w swej najsilniejszej formie, co należy docenić. Wykonanie jest tutaj bezbłędne. Niemniej tą drugą, zaraz po głównym bohaterze, postacią jest kucoperka, Midnight, która, o ile mnie pamięć nie myli, to jest właśnie ta sama Midnight z „Save Me”. Interesujące. Nietrudno odgadnąć, że postać z tejże racji natychmiast zdobywa uznanie oraz wzbudza zainteresowanie, już na starcie. Ale poza tym, odkładając na bok inne tytuły, to bardzo urocze jak początkowo usiłuje zrazić do siebie malca, a potem nieco mięknie i się z nim zakolegowuje. I znowu – to klasyczne, znane doskonale z bajek rozwiązanie, które tutaj jest zrealizowanie bardzo dobrze, przywołuje na myśl te stare kasety magnetowidowe, wzbudza nutę nostalgii, dodaje uroku oraz wyjątkowości. Opowiadanie bardzo długo jest pogodne, historia jest prowadzona w taki sposób, byśmy mieli uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, wszystko skończy się dobrze itp. Jednak od jakiegoś momentu, mniej więcej po dziesiątej stronie, pojawiają się pewne podejrzenia, a atmosfera, chociaż zachowuje barwne, rozweselające momenty, to jednak pomału się zagęszcza, a my zaczynamy zdawać sobie sprawę do czego to zmierza. Oczekujemy na punkt kulminacyjny, czujemy jak pomału pojawia się coraz więcej emocji oraz smutku (w ramach przyjętego tagu – co za niespodzianka) i wówczas następuje zakończenie, które wywiera na czytelniku wrażenie, głównie za sprawą listu od Midnight oraz życzenia Star Dusta. Nie jest to nic nadzwyczajnie mocnego, wstrząsającego, ale spełnia swoje zadanie i siedzi w głowie, a opowiadanie zatacza pełen krąg i pozostawia odbiorcę sam na sam ze wspomnieniem tego co przeczytał, z klimatem oraz wszelakimi dziecięcymi elementami, które zapewne przywołują na myśl własną przeszłość. No i są te symbole, takie jak teleskop, który udało się skalibrować dopiero Midnight oraz to wymykanie się z domu i utrzymywanie wszystkiego w tajemnicy... Rewelacja. Wszystko zostało umieszczone w odpowiednim miejscu, gratuluję! Zatem pod względem konstrukcji historii, tempa akcji, kreacji atmosfery oraz przekazu, tutaj nie widzę żadnych zarzutów. Brak bardziej rozwiniętych opisów nie razi, a wręcz służy, dialogi czyta się dobrze, postacie są sympatyczne, wydaje się, że autor miał konkretny pomysł na opowiadanie typu instant-classic i zrealizował go od początku do końca, nie rezygnując z niczego. Wszystko jest na swoim miejscu, a ja mogę przyłączyć się do głosów pochwał tegoż opowiadania i z czystym sercem polecić je w zasadzie każdemu, kto lubuje się w tagach, którymi zostało opatrzone. Oraz w ogóle, w fanfikach, które wybrzmiewają klasycznie, nostalgicznie. Nie mam pojęcia jak mogłem tak długo zabierać się za ten tytuł, ale hej, lepiej późno, niż wcale, co nie? Pozdrawiam!
  15. Krótkie opowiadanie, zaliczone do Lyokoverse, chociaż wypada ono troszkę jak z innej bajki, ale generalnie, jako mały, prosty przerywnik, chyba spełnia swoje zadanie. Koncept był prosty, został zrealizowany również w prosty sposób, klimat jest dosyć luźny, komediowy niemalże, co nadaje całości pewnej lekkości. Można rzucić okiem w wolnej chwilce, ale generalnie trudno mi napisać cokolwiek więcej na ten temat. Historia obsesji Lyry, ale nie taka jak może się wydawać – pozbawiona jakiegoś przesadnie szerokiego lore, wielkiej i zmyślnej intrygi czy czegoś co odciśnie piętno na szerszej grupie, nic z tych rzeczy. Po prostu bohaterka znalazła się w pewnym miejscu o odpowiednim czasie i zobaczyła na własne oczy to i owo. Nie więcej, nie mniej. W sumie to nie wiem za bardzo co owa historyjka dodaje do Lyokoverse i jakie jest jej znaczenie (nie miałem jeszcze przyjemności zapoznać się w wciąż publikowanym „Kod Equestria”), ale czy jej istnienie cokolwiek w tymże uniwersum psuje? Chyba nie. Jak pisałem, można rzucić okiem, ale jest to raczej lekka lektura, którą się czyta i o której się po pewnym czasie zapomina. Krótki przerywnik. Nic więcej nie da się o tym powiedzieć. Pozdrawiam!