Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Feather

[Gore][Obleśny i prostacki humor][Do tego absurd] Weekend w Manehattanie.

Recommended Posts

WEEKEND W EDENPLOT

 

Poniedziałek

 

Był upalny, pogodny dzień. Twoja chatka, pozbawiona okien, kimatyzacji, zbita ze sklejkowych "desek", stała się bardzo ładnym termosikiem, w której było goręcej niż w dupie Bezlebuba. 

Kamera przenosi się na przelatującego gołębia, który bombarduje kapibarę.

- Kwik kwik - odparło zwierzątko na chamstwo, które je spotkało.

Tymczasem we wnętrzu twojego domostwa, klacz twojego życia skopnęła cię z rozłożonej, potarganej kanapy, na której zwykliście spać.

- Rusz się i napraw naszą nieistniejącą klimatyzację, oszuście matrymonialny! - warknęła już poraz piąty.

Fog upadł  na krzywe dechy, tworzące podłogę, wbijając sobie gwóźdź pomiędzy pośladki. Powabna pegaz, której wizerunku nikt nie znał zlazła z do ciebie i rzuciła w twój pyszczek jakąś kartką, z zapisaną listą, jakby zakupów. Ale to nie była lista zakupów. 

- Zresztą nieważne, po prostu rusz się do miasta i kup cynamon, kilogram gwoździ i ładny dywan, bo na tą podłogę już patrzeć nie można. Skoro nie potrafisz jej naprawić, to może ją przykryję czymś. GRRR! - klacz zamachnęła się - I żebym cię tu bez tego nie widziała, leniu śmierdzący!

Nawet nie spostrzegłeś, że zostałeś wykopany przez drzwi. Teraz też można było zauważyć, że chatka przypominała duży wychodek.

Edited by Feather

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bolesny upadek na wystający gwóźdź na podłodze przerwał sen ogiera.

 

-KhaAAaaAAAAAAaAAA kobieto dlaczego przerywasz mi tak wspaniały sen, w którym cie nie było!!! - mruknął jednorożec wyjmując z wstydliwego miejsca metalowy element, chwilę później na jego pysku wylądowała kartka, ogier nie zdążył nawet przeczytać a już znajdował się na zewnątrz, wykopany przez swą klacz.

Fog podrapał się po grzywie, spojrzał przed siebie i zobaczył kapibarę, dla której najwyraźniej też źle zaczął się dzień.

 

-eh no tak... dziś poniedziałek - spojrzał na kartkę z listą zakupów - No dobra, co my tu mamy.

 

-Cynamon? no tak wczoraj Macuś wciągnął cały cynamon jakby to było oregano - spojrzał krzywo na kapibarę - eh nigdy się nie oduczy. Gdzie ta handlarka ziołami? O tutaj - zaznaczył na mapie.

 

​-Gwoździe, ohh już wiem że obiad będzie ciężki do przetrawienia,  miło że ta kobita dba o moje zdrowie, lekarz stwierdził że mam niedobór żelaza. No dobra więc do  "zrób to sam" - zaznaczył kolejny cel na mapie.

 

-Ładny dywan,  hmmmm niedaleko tej zielarki jakiś puchaty wielbłąd sprzedawał dywany, tasaki i kaloryfery, dziwne zestawienie towarów ale neh co mnie to, ważne że są dywany - zaznaczył kółkiem ostatni cel, schował mapę i wyruszył.

Edited by Cebulowy Kucyk

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy tak stałeś przed domem (albo leżałeś) i zastanawiałeś się, gdzie by tu pójść, spostrzegłeś przy budzie Macusia wspaniały, błyszczący młotek do mięsa, służący do rozbijania czaszek, łamania kości, względnie do robienia kotletów. 

Macuś kwicząc podbiegł do Foga, wbijając się mu obsranym czerepem w żebro.

- KWIK KWIK KWIK! - przywitał się radośnie, oblizując pysk jednorożca.

Tak więc teraz odstresowywując się towarzystem wielkiego gryzonia, masz (anty) protagonista mógł zastanowić się, gdzie pójść teraz. Gdy już w końcu zdecydował, wyruszył w kierunku targu, na obrzeżach centrum... 

*** 

Targ, jak to targ - wiele kramików, tłoczno, syf w jedzeniu, jedzenie w syfie. Jakiś Staliongradczyk miał tu chyba wszystko, był i jakiś kuc w falbaniastych ciuchach, przygrywający za swoją ladą na akordeonie i tamburynie. A jego stoisko również było bogato zaopatrzone.

Co ciekawe - wielbłąda, do którego chciał iść Fog, nie było.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Hmmm czyli garbaty zwinął interes, a przydałby mi się kaloryfer by uciszyć tego grajka.

 

Postal Fog rozglądał się za innym stoiskiem z dywanami, aż zauważył potencjalnego sprzedawcę, podszedł do Staliongradczyka i przywitał się.

 

-Hej! masz może jakiś ładny dywan pod którym można by ukryć zwło... ehm przykryć podłogę?

Edited by Cebulowy Kucyk

Share this post


Link to post
Share on other sites

- WITAJ TOWARZISZU! - uśmiechnął się kuc do Postal Foga - MIENIA DRUZJA VLAD! VLAD PUTOUT! U NAS NA SIBIRJ MÓWIO NA TAKICH JAK TY, TEN NO... KLIENTY! CZEGO CHCESZ, TOWARZISZU?  

 

Cóż... ogier wydawał się energiczny, nadpobudliwy, no i... wesoły. Za wesoły.

 

- PACZAJ TILKO! MAM BABOUSZKI, KABARJINY MACZINOWE, TRACH TRACH TRACH! I MAM TAKŻE PSJA! - sprzedawca zacząłwymachiwać wszystkimi przedmiotami, o których mówił - WABI SIĘ GAGARIN!

 

 

krótkie odpisy = krótkie odpisy mg

Share this post


Link to post
Share on other sites

O cholera, czy to nie tego psa gonił ostatnio Macuś po tym jak wciągnął cynamon? - pomyślał ogier przypominając sobie ostatnie wybryki swojej kapibary, postanowił nie zawracać sobie głowy możliwymi efektami działań Macusia i skierował swój wzrok na towary na stoisku.

 

-babouszki to kusząca oferta, ale ja nie po to... szukam dywanu i też przydałaby się maść na ból zadu "dla ogierów którzy spadli na wystający gwoźdź po tym jak ich klacz zrzuciła z kanapy"... oczywiście dla kolegi. - w ostatnim zdaniu Fog skłamał. Martwił się jednak stanem jego portfela, nie wiedział czy starczy mu na skompletowanie rzeczy z listy, zawsze mógł sprzedać swoją jedyną i ukochaną... klacz, wtedy pozbył by się dwóch problemów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- DIWANU TO JA NIET, ALE MAŚCI TO JA MAM POD DOSTATKJEM! MASZ, CZI-MAJ! - Ogier wyciągnął spod lady beczułkę, z której wystawało coś pokroju dildo, ale z wywierconą dziurą na czubku - WIESZ JYAK APLYKOWAĆ? CZI POMÓC CI TOWARZISZU?

 

Staliongradczyk zaczął wymachiwać naczyniem z rzekomą maścią, po czym bódł cię nim w zad. Na szczęście nie umieszczając w nim wystającego kołka. Tymczasem grajek dalej napierdzielał na swoim akordeonie i tamburynie, śpiewając coś o wróżeniu i porywaniu córek do taboru. 

 

- TO BEDZIE... DWANAŚCIE PINIENDZY! - wypalił, szczerząc się - ALE DLA CIEBIE TOWARZISZU... DZJESJENĆ! DZJESENĆ PINIENDZY I NIE MA BÓÓLU ZADA!

 

Cóż... zważywszy na to, że ten kołek był metalowy, zimny i kanciasty... to maść musiała być dobra, bo najlepsze lekarstwo to paskudne lekarstwo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Święta Molestio wieczna dziewico! ta beczka mogła by odmienić oblicze Equestrianskiego internetu! Nikt już by się nie spinał po wystawieniu krytycznej opinii! - powiedział błyskawicznie łapiąc się za głowę kiedy ujrzał... przedmiot trzymany przez Staliongradczyka.

 

Jedną niezręczną chwilę i irytującą  piosenkę później.

 

-Ja pierniczę to działa! Uczucia podobne jak podczas wizyty u lekarza... ale jednak jest efekt i nie czuję się jak po ostatnim sylwestrze kiedy nadziałałem się na... zaraz więc ile za ułh...

          -10$

 

-Ciekawe z jakiej okazji dostałem ten rabat? - Ogier odszedł od stoiska kierując się w strunę sąsiedniego, w którym grajek przygrywał kolejną irytującą piosnkę.

 

- kaszlnął by zwrócić uwagę - Przepraszam, czy masz jakiś fajuśny dywan? - wskazał kopytem na handlarza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cygan kucyk odwrócił się do ciebie, przestając grać na akordeonie. 

- Tak, mam, dwadzieścia bitów, ale najpierw... 

Sięgnął za siebie i wyjął karty, całą talię. 

- Chodź, powróżę, powróżę, przyszłość ci powiem... - rzekł dziwnie hipnotyzującym głosem. 

Cóż... wydaje się, że coś się święci, a niby nie do końca... będzie ciekawie, to było wyczuwalne w powietrzu. 

- Wróóóóżę ci... - spojrzał ukradkiem na beczkę po maści - ... wróżę ci ból ducha, ból wewnętrzny, straszliwy i rozdzierający, który zmieni twoje życie w koszmar... trzydzieści bitów poproszę - wyciągnął kopytko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Jaja sobie szmato robisz?! - wykrzyczał ogier wyjmując młot i uderzając nim w blat.

 

-Może nie mam licencji wróżbity, ale przepowiadam ci że spotkasz wkrótce na swej drodze wściekłego ogiera, który ma naprawdę zły dzień, który dopiero się zaczyna, ten ogier użyje młotka wy sprawić tobie ból wewnętrzny i zmieni twoje życie w koszmar - powiedział z szeroki uśmiechem, miażdżąc młotkiem znajdującą się obok parę orzechów. Po chwili uspokoił się, to pewnie była reakcja na składniki maści jaką mu zaaplikowano.

 

-czyli ehm za ile ten dywan?

Share this post


Link to post
Share on other sites
> Postal Fog
- Dodano efekt "ból dupy". Aby wykorzystać ból dupy, musisz kłócić się z innymi, dzięki czemu twoje ataki stają się potężniejsze. Also - boli cię dupa.

Cygan przestraszył się, po czym rzucił swoim tamburynem na środek targowiska, co skutkowało... pojawieniem się pentagramu, który wystrzelił słupem ognia pod niebiosa. Gdy ogień zgasł, na jego miejscu pojawił się cały Tabor Cygański. Byli wszędzie, uzbrojeni w bejsbole, noże, gazrurki, kastety, bobry, pałki nabijane gwoździami i dmuchane lalki. Nabijane gwoździami. 

- JOLOLOLOLOLOLOLOLO! - ryknął tabun i rzucił się w kierunku losowych przechodniów, atakując ich i okradając. 

Po dwóch minutach całe targowisko przypominało prawie że opróżniony słoik dżemu truskawkowego - jucha, fragmenty ciał, jelita i inne wnętrzności, usłały okoliczne stoiska. Byłeś sam, a do ciebie podeszło pięciu cyganów - którzy w przeciwieństwie do reszty nie rozbiegli się dalej. No i był ten od dywanu. Tamburyn przelewitował się do niego, a pioruny iskrzyły się wokół jego talerzyków.

Wszyscy byli przyjaźnie nastawieni - nastawieni na rozpierdolenie twojej makówy jedną z tych pałek z gwoździami.

Edited by Feather

Share this post


Link to post
Share on other sites

-o cholera on ma bobra! - Fog przyjął natychmiast pozycje bojową, przywierając zadem do ziemi, poprawiając lenonki i sięgając po młot -Szykuje się bitka, szkoda że życie nie ma epickiego soundtracku...

 

-dobra was jest pięciu, a ja jestem sam. to prawie jak pięciu złodziei kontra jeden świr który cieszy się z prawa do noszenia broni, którego nie posiada. - ogier skierował wzrok na tamburyn, który przywołał legion - to pewnie źródło tego rozpierdolu, tylko jak się do niego dostać? Spróbujmy siły perswazji - Fog błyskawicznie ponownie się zwrócił w kierunku piątki przeciwników, cofnął prawe kopyto z młotem w tył i mocnym zamachem cisnął nim w jednego z nich, wysunął drugie kopyto wprzód czekając na powrót swojej broni niczym w filmach o super bohaterach w lateksowych kostiumach i gaciami na wierzchu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy Niebiosa usłyszały "szkoda, że życie nie ma epickiego soundtracku", na niebie pojawił się ogromny głośnik, z którego zaczęło napierdalać...

http://www.youtube.com/watch?v=qzVBqBosf5w

Gdy rzuciłeś swoim młotem, ten poszybował wirując, prosto w głowę jednego z cygankucy, rozbijając ją... i lecąc dalej. Nagle wszyscy stanęli i... twoja "broń" nadleciała z drugiej strony, zupełnie, jakby okrążyła całą planetę. Był dziwnie ciepły, ale co tam.

- AAA-EAEAEA-EA-EAEAEAO-IAOEAIOIEAAEOEAOEAIAOEAIEAIOEAIOAEOEAIEA-EAAEEA-EAIEAAEOAEOIA! - ryknął ten z bobrem, po czym złapał go pewniej, stojąc na tylnych kopytach  i... wycelował nim niczym strzelbą w jednego z towarzyszy, a gryzoń złapał go, podrzucił i klapsnął ogonem.

Przerażony, wystrzelony, płonący ogier leci w twoją stronę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ja pierniczę, niebiosa mają dobry gust, a ja myślałem że popierniczają ino po harfach i innych pedalskich instrumentach - przypomniał sobie o ukulele z naklejkami z "My Little Homo-sapiens" - dobra... nic nie mówiłem.

 

Młot wracając z przeciwnej strony niemal wbił się w wstydliwą część ciała ogiera, wywołując znacznie większy ból na który nawet cała beczka dziwnej maści by nie pomogła, na szczęście Postal Fog w porę zareagował i chwycił ciepły, bardzo ciepły młot.

 

-O cholera ten młot nie dość że przeleciał chyba całą matkę ziemie, to jeszcze chciał odwiedzić miejsce gdzie nawet światło Mo Celestii nie dochodzi?!

 

-no dobra więc jeden z głow... -Jednorożec nawet nie zdążył odetchnąć a w jego stronę leciał płonący cyganorożec. Fog nie miał wiele czasu do namysłu, więc zrobił najsensowniejszą rzecz jaką mógł zrobić, wyprostował się, zdjął spodnie, a światło dzienne ujrzało dziwny czarny kwadrat...

 

-ODKRĘCIĆ ZAWÓR!!! - krzyknął.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nasikałeś na cygana. Po prostu. Po czym cygan spadł i się zabił. Wygrałeś z nim. 

Bóbr też umarł, na widok twojej protezy, zeksplodowała jego nie-proteza. Wybuch był tak potężny, że zabił też dzierżącego go cygana. Dobra robota. 

Stoisz sam, wśród bebechów pozabijanych kucyków. Byłoby wszystko fajnie, gdyby nie...

E-O E-O E-O.

Słyszysz? Policja nadjeżdża.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-łohahaha nie myślałem że to da aż taki efekt - skomentował ogier oglądając masakrę jaką wyrządziła eksplozja bobra, rozejrzał się wokół zgliszcz, flaków i trupów, przy jednym z zmasakrowanych cyganów, który najwyraźniej był najbliżej wybuchowego gryzonia, znalazł ładny brązowy dywan w czerwono-żółte plamy, schował go, szybko zerkną na mapę i skreślając dywan z listy, oraz dodał notkę "uważać na cyganów, nie lubią mnie". Zanim jednak oddalił się z targowiska usłyszał syrenę policyjną i wpadł w lekką panikę, co prawda policja nie była dużym problemem, większym problemem było by pojawienie się w domu bez dywanu.

 

-no cudownie gliny... dobrze, spokojnie, wyjaśnię po prostu że irytujący grajek przywołał legion uzbrojonych cyganów, a ja jedynie się broniłem, ale ciekawe jak wyjaśnię sikanie w miejscu publicznym... z tym już będzie problem - Postal Fog postanowił pozostać na miejscu targowej masakry, schował młot pod płaszczem, a w głowie obmyślał już jak w spokojny sposób przedstawić tą całą sytuację. Jednak najwyraźniej zapomniał wciągnąć z powrotem spodni, a wielki czarny kwadrat nadal powiewał na wietrze zasłaniając pewne rzeczy.

Edited by Cebulowy Kucyk

Share this post


Link to post
Share on other sites

W mgnieniu oka podjechały radiowozy i otoczyły cię, tworząc wokół obręcz. Dosłownie, bo z góry wyglądało to, jakbyś był punktem na okręgu. W mgnieniu oka też wszyscy wyszli na zewnątrz pojazdów, celując do ciebie z gumowych pistoletów (żeby nie zabić przestępców). 

- ZOSTAJESZ ZATRZYMANY ZA NIELEGALNE POSIADANIE CZARNYCH KWADRATÓW! MAMY NA CIEBIE DOWODY, MASZ PRAWO ZACHOWAĆ SWÓJ DYWAN! - zagrzmiał jeden z nich przez megafon.

Kolejny funkcjonariusz podszedł do ciebie z kajdankami, okrytymi różowym futerkiem. Sam miał na sobie czarny, lateksowy uniform, a jego pałka w cale nie przypominała tą policyjną, a prędzej taką, którą można wykorzystać do masturbacji. O ile jest się klaczą lub lubi się w kakao.

Edited by Feather

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier który chyba był policjantem, ale na niego nie wyglądał podszedł z fajniuśnymi kajdankami do Foga.

-O cholera, jednak tamten cygan miał rację, miał rację z bólem wewnętrznym, wiem jak takie historie się kończą....

 

tururu rururu rururu ruuuuuuuuu Retrospekcja

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Więzienie SteelCock

134Km od Manehattanu

Godzina 9:34, Cela 34, Więzień 3469

 

Postal Fog leżał na pryczy więziennej w swojej celi jaką dzielił z małomównym masywnym Różowym ogierem, którego znaczkiem by bicz, nigdy nie zapytał się go za co trafił za kratki, ale mógł się tylko domyślać. Na ścianie od której tyn zaczął już dawno się odklejać, ogier postanowił utworzyć kalendarz, na ścianie było wyryte 34 kreski, oznaczające dni spędzone w tym zadupiu.

Po śniadaniu, jeżeli coś co wyglądało jakby kucharz dał coś od siebie można nazwać śniadaniem, Fog skierował się do miejsca które jest owiane wieloma legendami o brutalnych rytuałach więźniów. Kuc jednak nie przejął się specjalnie opowiadaniami i przekroczył próg łaźni, wraz z postawionym kopytem za progiem usłyszał grzmot i krzyk.

-O cholera, może jednak przełożę swój co 34 dniowy prysznic na inny dzień - zawahał się, jednak poszedł dalej gdy powąchał swoje ubranie więzienne, które było przesiąknięte zapachami przypominającymi o każdej więziennej sytuacji jaka miała miejsce przez ostatni miesiąc.

Wychylił się zza rogu, zobaczył korytarz jaki wiódł do toalet, jako że nie miał żadnej konkretnej broni, sięgnął po pierwsze narzędzie do zadawania bólu fizyczno-psychicznego jakie miał pod kopytem i sięgnął po szczotkę do kibla. Ponownie przez całą łaźnię przeszedł głośny grzmot i krzyk który zjeżył włosy Foga, nie zatrzymywał się i szedł dalej, aż nie dotarł do kabiny z której wydobywały się dźwięki. Chwycił za klamkę, przyjął pozycję pokraczną pozycję bojową i podniósł kopyto z broną w górę, wraz z otwarciem drzwi ponownie rozszedł się grzmot, krzyk bólu, który zmienił się w krzyk zaskoczenia.

 

-AAAAAAAaaaaaaaAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaa

-AAAAAAAAAaaaaaaaaaAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaa

-Horror, to Horror.

-Ja pierniczę, Słyszałem jakieś krzyki, co się tu działo

-Kucharz pewnie zatruł jedzenie.

-Czułem że z jedzeniem było coś nie tak… ale słyszałem też jakieś wybuchy, ktoś rzucał zaklęciami by się stąd wydostać?

-Nie koleś, już 3 godziny tu siedzę i zużyłem cały roczny zapas papieru.

-oł więc… aha - zatrzasnął drzwi i udawał że nic się nie stało.

 

Postal Fog oddalał się od miejsca niezręcznej sytuacji, jednak śledziła go pewna tajemnicza postać, która kryła się parę kabin dalej. Na szarej, zasyfionej, kafelkowanej podłodze leżało mydło, Ogier czuł że to pułapka, spojrzał z lękiem na przedmiot i poszedł dalej. Parę metrów od potencjalnej pułapki leżał pojemnik żelu, a na kolumnie obok mieszanką białej i czerwonej substancji było napisane “I see Uranus”, Kucowi zrobiło się nie dobrze i szybkim krokiem kierował się w stronę pryszniców by jak najszybciej wrócić do celi z wszystkimi tytułami jakie posiadał. Ustawił się pod strumieniem lodowatej wody, błyskawicznie szorując swą sierść i panicznie rozglądając się wokół, w pewnej chwili zgasły światła...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

tururu rururu rururu ruuuuuuuuu Koniec Retrospekcji

 

 

Źrenice ogiera błyskawicznie się rozszerzyły, potrząsnął głową i obrócił się w stronę dziwnego policjanta.

 

-Raz się w coś takiego wplątałem, nigdy więcej - wyszeptał do siebie, sięgnął błyskawicznie do juki i wyciągnął swoje legendarne apokaliptyczne ukulele z naklejkami z "My Little Homo-sapiens"  i  o dziwnych właściwościach magicznych. Poprawił lenonki, podniósł kawałek kości bobra jaki leżał na ziemi, wzniósł kopyto w górę, jego róż zaświecił zaczynając przelewać magiczną energię w struny ukulele i zaczął grać. Dźwięki wydawane przez ukulele jednak brzmiały bardziej jak gitary elektrycznej.

 

-Wyzywam cię na Rock off!

Edited by Cebulowy Kucyk

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No, trzeba cię do porządku... spałować, hihihi - zaśmiał się perwersyjnie funkcjonariusz, po czym... stanął w miejscu, gdy ujrzał destrukcyjne ukulele. 

Zaraz po tym podszedł do radiowozu i wyciągnął swoją gitarę elektryczną.

80426073.jpg

 

- W PORZĄKU, SŁODZIAKU! - powiedział, puszczając ci oczko i zaczął grać to -> http://www.youtube.com/watch?v=VkGvaaouXK4

O tym, jak bardzo lewy i męski był to kawałek, narrator się nie wypowie, ale dezaprobuje. 

 

***gdzieś w przeciwległym wszechświecie***

 

Pan Janusz siedział przy swoim biurku, popijając swoją kawę. Jego Oczy Prawych, wielki ekran, ukazujący wszystkich lewaków, nagle pokazał coś niezwykłego - jakby kreskówkę o konikach my little pony.

- No nie, nawet tu - skomentował.

Wstał więc zza biurka, wdział kombinezon i wskoczył do swojej maszyny, po czym przeniósł się...

 

***Edenplot City, gdzieś w Equestrii***

 

Nagle pomiędzy wami pojawił się łysy kuc z wąsami i z gitarą w kształcie orła bielika.

- Czerwonym Śmierć!

I zaczął napierdalać...

http://www.youtube.com/watch?v=69jV7mRcGlk

Po skończeniu tego numeru, wszystkim wokół wybuchły głowy, oprócz Fogowi. Nagle zniknął. Tak po prostu, zostawiając Foga samego

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nie mam pojęcia kim byłeś prawy kucu, lecz wiedz że to co zrobiłeś z tymi lewakami sprawiło - wyciągnął drugą parę lenonek - że stracili głowę. YeEEEaaaaAAAAaaaAAAaaahhhhhhh *DUM* *DUM*

 

Fog był lekko oszołomiony wydarzeniami z dzisiejszego poranka i lekko stracił rachubę czasu, więc jak najszybciej pozbierał swoje graty by wyruszyć w dalszą drogę. Wpadł jednak na pomysł by pozbierać zęby jakie powypadały z tych wszystkich kuców i użyć ich zamiast gwoździ. zaczął zbierać elementy uzębienia z ziemi, wyrzucając te które były zgniłe lub podziurawione.

 

Mam nadzieję że nie ściągnę na siebie jakiejś cygańskiej klątwy przez naprawienie nimi podłogi - pomyślał ogier. Kiedy zaś uzbierał porządną garść improwizowanych gwoździ, wsadził je do juki i wyciągnął mapę. Skreślił gwoździe z listy i spojrzał na swój ostatni dzisiejszy cel - cynamon.

 

-Nie dobrze. Nigdzie na targu nie widziałem tej zebry z ziołami. Hmmmm może będzie się gdzieś kręcić po mieście, ale lepiej jeżeli się pośpieszę... wieczorem wszelkie dziwactwo chodzi po ulicach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...