Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Cebulowy Kucyk

Brony
  • Content Count

    22
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1 Neutral

3 Followers

About Cebulowy Kucyk

  • Rank
    Źrebaczek

Informacje profilowe

  • Gender
    Steven Magnet

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. -Nie mam pojęcia kim byłeś prawy kucu, lecz wiedz że to co zrobiłeś z tymi lewakami sprawiło - wyciągnął drugą parę lenonek - że stracili głowę. YeEEEaaaaAAAAaaaAAAaaahhhhhhh *DUM* *DUM* Fog był lekko oszołomiony wydarzeniami z dzisiejszego poranka i lekko stracił rachubę czasu, więc jak najszybciej pozbierał swoje graty by wyruszyć w dalszą drogę. Wpadł jednak na pomysł by pozbierać zęby jakie powypadały z tych wszystkich kuców i użyć ich zamiast gwoździ. zaczął zbierać elementy uzębienia z ziemi, wyrzucając te które były zgniłe lub podziurawione. Mam nadzieję że nie ściągnę na siebie jakiejś cygańskiej klątwy przez naprawienie nimi podłogi - pomyślał ogier. Kiedy zaś uzbierał porządną garść improwizowanych gwoździ, wsadził je do juki i wyciągnął mapę. Skreślił gwoździe z listy i spojrzał na swój ostatni dzisiejszy cel - cynamon. -Nie dobrze. Nigdzie na targu nie widziałem tej zebry z ziołami. Hmmmm może będzie się gdzieś kręcić po mieście, ale lepiej jeżeli się pośpieszę... wieczorem wszelkie dziwactwo chodzi po ulicach.
  2. Ogier który chyba był policjantem, ale na niego nie wyglądał podszedł z fajniuśnymi kajdankami do Foga. -O cholera, jednak tamten cygan miał rację, miał rację z bólem wewnętrznym, wiem jak takie historie się kończą.... tururu rururu rururu ruuuuuuuuu Retrospekcja ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Więzienie SteelCock 134Km od Manehattanu Godzina 9:34, Cela 34, Więzień 3469 Postal Fog leżał na pryczy więziennej w swojej celi jaką dzielił z małomównym masywnym Różowym ogierem, którego znaczkiem by bicz, nigdy nie zapytał się go za co trafił za kratki, ale mógł się tylko domyślać. Na ścianie od której tyn zaczął już dawno się odklejać, ogier postanowił utworzyć kalendarz, na ścianie było wyryte 34 kreski, oznaczające dni spędzone w tym zadupiu. Po śniadaniu, jeżeli coś co wyglądało jakby kucharz dał coś od siebie można nazwać śniadaniem, Fog skierował się do miejsca które jest owiane wieloma legendami o brutalnych rytuałach więźniów. Kuc jednak nie przejął się specjalnie opowiadaniami i przekroczył próg łaźni, wraz z postawionym kopytem za progiem usłyszał grzmot i krzyk. -O cholera, może jednak przełożę swój co 34 dniowy prysznic na inny dzień - zawahał się, jednak poszedł dalej gdy powąchał swoje ubranie więzienne, które było przesiąknięte zapachami przypominającymi o każdej więziennej sytuacji jaka miała miejsce przez ostatni miesiąc. Wychylił się zza rogu, zobaczył korytarz jaki wiódł do toalet, jako że nie miał żadnej konkretnej broni, sięgnął po pierwsze narzędzie do zadawania bólu fizyczno-psychicznego jakie miał pod kopytem i sięgnął po szczotkę do kibla. Ponownie przez całą łaźnię przeszedł głośny grzmot i krzyk który zjeżył włosy Foga, nie zatrzymywał się i szedł dalej, aż nie dotarł do kabiny z której wydobywały się dźwięki. Chwycił za klamkę, przyjął pozycję pokraczną pozycję bojową i podniósł kopyto z broną w górę, wraz z otwarciem drzwi ponownie rozszedł się grzmot, krzyk bólu, który zmienił się w krzyk zaskoczenia. -AAAAAAAaaaaaaaAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaa -AAAAAAAAAaaaaaaaaaAAAAAAAAaaaaaaaaaaaaa -Horror, to Horror. -Ja pierniczę, Słyszałem jakieś krzyki, co się tu działo -Kucharz pewnie zatruł jedzenie. -Czułem że z jedzeniem było coś nie tak… ale słyszałem też jakieś wybuchy, ktoś rzucał zaklęciami by się stąd wydostać? -Nie koleś, już 3 godziny tu siedzę i zużyłem cały roczny zapas papieru. -oł więc… aha - zatrzasnął drzwi i udawał że nic się nie stało. Postal Fog oddalał się od miejsca niezręcznej sytuacji, jednak śledziła go pewna tajemnicza postać, która kryła się parę kabin dalej. Na szarej, zasyfionej, kafelkowanej podłodze leżało mydło, Ogier czuł że to pułapka, spojrzał z lękiem na przedmiot i poszedł dalej. Parę metrów od potencjalnej pułapki leżał pojemnik żelu, a na kolumnie obok mieszanką białej i czerwonej substancji było napisane “I see Uranus”, Kucowi zrobiło się nie dobrze i szybkim krokiem kierował się w stronę pryszniców by jak najszybciej wrócić do celi z wszystkimi tytułami jakie posiadał. Ustawił się pod strumieniem lodowatej wody, błyskawicznie szorując swą sierść i panicznie rozglądając się wokół, w pewnej chwili zgasły światła... ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- tururu rururu rururu ruuuuuuuuu Koniec Retrospekcji Źrenice ogiera błyskawicznie się rozszerzyły, potrząsnął głową i obrócił się w stronę dziwnego policjanta. -Raz się w coś takiego wplątałem, nigdy więcej - wyszeptał do siebie, sięgnął błyskawicznie do juki i wyciągnął swoje legendarne apokaliptyczne ukulele z naklejkami z "My Little Homo-sapiens" i o dziwnych właściwościach magicznych. Poprawił lenonki, podniósł kawałek kości bobra jaki leżał na ziemi, wzniósł kopyto w górę, jego róż zaświecił zaczynając przelewać magiczną energię w struny ukulele i zaczął grać. Dźwięki wydawane przez ukulele jednak brzmiały bardziej jak gitary elektrycznej. -Wyzywam cię na Rock off!
  3. -łohahaha nie myślałem że to da aż taki efekt - skomentował ogier oglądając masakrę jaką wyrządziła eksplozja bobra, rozejrzał się wokół zgliszcz, flaków i trupów, przy jednym z zmasakrowanych cyganów, który najwyraźniej był najbliżej wybuchowego gryzonia, znalazł ładny brązowy dywan w czerwono-żółte plamy, schował go, szybko zerkną na mapę i skreślając dywan z listy, oraz dodał notkę "uważać na cyganów, nie lubią mnie". Zanim jednak oddalił się z targowiska usłyszał syrenę policyjną i wpadł w lekką panikę, co prawda policja nie była dużym problemem, większym problemem było by pojawienie się w domu bez dywanu. -no cudownie gliny... dobrze, spokojnie, wyjaśnię po prostu że irytujący grajek przywołał legion uzbrojonych cyganów, a ja jedynie się broniłem, ale ciekawe jak wyjaśnię sikanie w miejscu publicznym... z tym już będzie problem - Postal Fog postanowił pozostać na miejscu targowej masakry, schował młot pod płaszczem, a w głowie obmyślał już jak w spokojny sposób przedstawić tą całą sytuację. Jednak najwyraźniej zapomniał wciągnąć z powrotem spodni, a wielki czarny kwadrat nadal powiewał na wietrze zasłaniając pewne rzeczy.
  4. -Ja pierniczę, niebiosa mają dobry gust, a ja myślałem że popierniczają ino po harfach i innych pedalskich instrumentach - przypomniał sobie o ukulele z naklejkami z "My Little Homo-sapiens" - dobra... nic nie mówiłem. Młot wracając z przeciwnej strony niemal wbił się w wstydliwą część ciała ogiera, wywołując znacznie większy ból na który nawet cała beczka dziwnej maści by nie pomogła, na szczęście Postal Fog w porę zareagował i chwycił ciepły, bardzo ciepły młot. -O cholera ten młot nie dość że przeleciał chyba całą matkę ziemie, to jeszcze chciał odwiedzić miejsce gdzie nawet światło Mo Celestii nie dochodzi?! -no dobra więc jeden z głow... -Jednorożec nawet nie zdążył odetchnąć a w jego stronę leciał płonący cyganorożec. Fog nie miał wiele czasu do namysłu, więc zrobił najsensowniejszą rzecz jaką mógł zrobić, wyprostował się, zdjął spodnie, a światło dzienne ujrzało dziwny czarny kwadrat... -ODKRĘCIĆ ZAWÓR!!! - krzyknął.
  5. -o cholera on ma bobra! - Fog przyjął natychmiast pozycje bojową, przywierając zadem do ziemi, poprawiając lenonki i sięgając po młot -Szykuje się bitka, szkoda że życie nie ma epickiego soundtracku... -dobra was jest pięciu, a ja jestem sam. to prawie jak pięciu złodziei kontra jeden świr który cieszy się z prawa do noszenia broni, którego nie posiada. - ogier skierował wzrok na tamburyn, który przywołał legion - to pewnie źródło tego rozpierdolu, tylko jak się do niego dostać? Spróbujmy siły perswazji - Fog błyskawicznie ponownie się zwrócił w kierunku piątki przeciwników, cofnął prawe kopyto z młotem w tył i mocnym zamachem cisnął nim w jednego z nich, wysunął drugie kopyto wprzód czekając na powrót swojej broni niczym w filmach o super bohaterach w lateksowych kostiumach i gaciami na wierzchu.
  6. -Jaja sobie szmato robisz?! - wykrzyczał ogier wyjmując młot i uderzając nim w blat. -Może nie mam licencji wróżbity, ale przepowiadam ci że spotkasz wkrótce na swej drodze wściekłego ogiera, który ma naprawdę zły dzień, który dopiero się zaczyna, ten ogier użyje młotka wy sprawić tobie ból wewnętrzny i zmieni twoje życie w koszmar - powiedział z szeroki uśmiechem, miażdżąc młotkiem znajdującą się obok parę orzechów. Po chwili uspokoił się, to pewnie była reakcja na składniki maści jaką mu zaaplikowano. -czyli ehm za ile ten dywan?
  7. -Święta Molestio wieczna dziewico! ta beczka mogła by odmienić oblicze Equestrianskiego internetu! Nikt już by się nie spinał po wystawieniu krytycznej opinii! - powiedział błyskawicznie łapiąc się za głowę kiedy ujrzał... przedmiot trzymany przez Staliongradczyka. Jedną niezręczną chwilę i irytującą piosenkę później. -Ja pierniczę to działa! Uczucia podobne jak podczas wizyty u lekarza... ale jednak jest efekt i nie czuję się jak po ostatnim sylwestrze kiedy nadziałałem się na... zaraz więc ile za ułh... -10$ -Ciekawe z jakiej okazji dostałem ten rabat? - Ogier odszedł od stoiska kierując się w strunę sąsiedniego, w którym grajek przygrywał kolejną irytującą piosnkę. - kaszlnął by zwrócić uwagę - Przepraszam, czy masz jakiś fajuśny dywan? - wskazał kopytem na handlarza.
  8. O cholera, czy to nie tego psa gonił ostatnio Macuś po tym jak wciągnął cynamon? - pomyślał ogier przypominając sobie ostatnie wybryki swojej kapibary, postanowił nie zawracać sobie głowy możliwymi efektami działań Macusia i skierował swój wzrok na towary na stoisku. -babouszki to kusząca oferta, ale ja nie po to... szukam dywanu i też przydałaby się maść na ból zadu "dla ogierów którzy spadli na wystający gwoźdź po tym jak ich klacz zrzuciła z kanapy"... oczywiście dla kolegi. - w ostatnim zdaniu Fog skłamał. Martwił się jednak stanem jego portfela, nie wiedział czy starczy mu na skompletowanie rzeczy z listy, zawsze mógł sprzedać swoją jedyną i ukochaną... klacz, wtedy pozbył by się dwóch problemów.
  9. -Hmmm czyli garbaty zwinął interes, a przydałby mi się kaloryfer by uciszyć tego grajka. Postal Fog rozglądał się za innym stoiskiem z dywanami, aż zauważył potencjalnego sprzedawcę, podszedł do Staliongradczyka i przywitał się. -Hej! masz może jakiś ładny dywan pod którym można by ukryć zwło... ehm przykryć podłogę?
  10. Bolesny upadek na wystający gwóźdź na podłodze przerwał sen ogiera. -KhaAAaaAAAAAAaAAA kobieto dlaczego przerywasz mi tak wspaniały sen, w którym cie nie było!!! - mruknął jednorożec wyjmując z wstydliwego miejsca metalowy element, chwilę później na jego pysku wylądowała kartka, ogier nie zdążył nawet przeczytać a już znajdował się na zewnątrz, wykopany przez swą klacz. Fog podrapał się po grzywie, spojrzał przed siebie i zobaczył kapibarę, dla której najwyraźniej też źle zaczął się dzień. -eh no tak... dziś poniedziałek - spojrzał na kartkę z listą zakupów - No dobra, co my tu mamy. -Cynamon? no tak wczoraj Macuś wciągnął cały cynamon jakby to było oregano - spojrzał krzywo na kapibarę - eh nigdy się nie oduczy. Gdzie ta handlarka ziołami? O tutaj - zaznaczył na mapie. ​-Gwoździe, ohh już wiem że obiad będzie ciężki do przetrawienia, miło że ta kobita dba o moje zdrowie, lekarz stwierdził że mam niedobór żelaza. No dobra więc do "zrób to sam" - zaznaczył kolejny cel na mapie. -Ładny dywan, hmmmm niedaleko tej zielarki jakiś puchaty wielbłąd sprzedawał dywany, tasaki i kaloryfery, dziwne zestawienie towarów ale neh co mnie to, ważne że są dywany - zaznaczył kółkiem ostatni cel, schował mapę i wyruszył.
  11. Cebulowy Kucyk

    Ja bym prosił koktajl bogów: MLP + Postal + Absurd Totalny, nie żałuj absurdu! Karta postaci :
  12. Cebulowy Kucyk

    Cobalt głodna i załamana, uderzała bez przerwy głową w drzwi, bez większego efektu. Usłyszała dźwięk, dźwięk który brzmiał jak radosny kucyk jedzący masowo babeczki, klacz podeszła do okna i zobaczyła wewnątrz budynku radosnego kucyka jedzącego masowo babeczki, Cobalt przykleiła się do szyby, obserwując ucztę różowego kucyka, zapukała kopytem w szybę by zwrócić uwagę kucyka, nie dawało to jednak efektów, więc drugie kopyto równie zaczęło z całych sił stukać w szybę, bo dłuższej chwili klacz byłą tak wyczerpana że znowu zaczęła walić głową w okno. -MAM DOŚĆ!!! cebulowęgiel może nie będzie taki zły -zniechęcona i nadal głodna, skierowała się z powrotem do domu.
  13. Cebulowy Kucyk

    Cobalt ignorowała stoiska na placu, mając na uwadze tylko swój cel. Po raz kolejny brzuch klaczy zaburczał, więc przyśpieszyła tępo poruszania się by jak najszybciej dostać się do kącika kostki cukru i zaspokoić głód. Parę metrów przed drzwiami lokalu jednorożec potknął się o próg i poczuła niemiły kontakt z zamkniętymi drzwiami. -takie moje szczęście -skomentowała z nieukrywaną irytacją.
  14. Cebulowy Kucyk

    Cobalt podeszła do piekarnika, w którym piekło się pół tuzina cebularzy. Zatrzymała się, mrugnęła parę razy, gdy zobaczyła jak jej wypieki zmieniły się w zwęglone krążki. Natychmiast wyłączyła go i otworzyła, fala dymu wydostała się z urządzania, dusząc lekko klacz. Jednorożec podniósł magią spalony przysmak, miała łzy w oczach, nie z tego powodu że kroiła wcześniej cebulę... -uhrrrr -warknęła- to już piąty raz w tym tygodniu! Klacz miała już wcześniej problemy z ustrojstwem, jako że łatwo wpadała w gniew, zwłaszcza kiedy była głodna, nieraz kusiło są by wywalić ten gruchot za okno... jednak wtedy musiała by kupić nową szybę. -no dobra, nie mam innego wyboru- klacz skierowała się w stronę wyjścia, otwarła szafę z ubraniami, która byłą pełna niemal identycznych strojów. -poniedziałek, wtorek, środa przypalony... -przeglądała dresy znajdujące się w szafie, wszystkie granatowe, z błękitnym paskiem pasujący w tym samym kolorze jak ten w grzywie klaczy. W końcu znalazła dres sobotni, lekko wygnieciony, szybko ubrała się i sprawdziła zawartość kieszeni, w tylnej znalazła parę monet, i przypomnienie o zapłacie czynszu... to drugie zwinęła w kulkę i rzuciła za siebie, chwyciła za klamkę i wyszła, kierowała się do miejsca gdzie miała nadzieję znaleźć coś cebulowego. -może w kąciku kostki cukru będzie coś nowego... i cebulowego -klaczy zaburczało w brzuchu, zrobiła zrzędliwą minę, gdy usłyszała ten dźwięk i zaczęła iść w kierunku swojego celu, w którym miała nadzieje znaleźć coś co nie przysporzyłoby jej cukrzycy...
  15. Cebulowy Kucyk

    ((myślę że nie ...))
×
×
  • Create New...