Nicz

Alergia to straszna rzecz [Oneshot][Comedy][Slice of Life]

Recommended Posts

Wytwórnia pierogów strasznie leniwych przedstawia: Alergia to straszna rzecz

 

Opis: Opuszczona i skonsternowana Księżniczka Księżyca wyrusza w metaforyczną podróż w celu odzyskania swej utraconej przeszłości. Obciążona mroczną tajemnicą musi stawić czoła prawdzie, odnaleźć zagubiony w tajemniczych okolicznościach potężny artefakt oraz zapobiec wojnie, na której skraju znalazła się Equestria.

 

Autorskie gadanie: Jest to fanfik, który powstał już dosyć dawno, lecz dopiero teraz zebrałem się w sobie, by go opublikować (prawdę mówiąc, to zdążyłem też o nim zapomnieć ale ćśśś...). Mała komedyjka, napisana na MMF, mam nadzieję, że komuś się spodoba. Hue.

 

Link: https://docs.google.com/document/d/1U3QMkmwxrQsDkWwfRHZ8wCZfP8YAFAdJYRI36ss_6mw/edit

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakim cudem skomentowanie tego zajęło mi tak dużo czasu? Nie ogarniam siebie.

 

Tym razem zacznę – tak jak autor – od końca, czyli od podsumowania: opowiadanie jest lekkie, przyjemne, czytało się je bardzo dobrze (TEN styl, który tak polubiłam w „Kucyku…”, choć nie aż tak wyeksponowany, przewija się i to widać, słychać i czuć). Fabuła dość prosta, niezbyt zaskakująca, ale czytelnik wkręca się coraz bardziej i do ostatniej strony czeka na rozwiązanie. Super. Budujesz napięcie, że szok.

 

Zabieg „rozpoczęcia zakończeniem” – pokazanie skutków działań bohaterów w celu zachęty do czytania, a potem odsłanianie kolejnych etapów, jak do tego wszystkiego doszło. Bardzo coś takiego lubię. Pamiętam, że kiedyś tam, w czasach zamierzchłych, na którymś kanale dla dzieci (Cartoon Network? Tak to się pisze w ogóle?) leciał serial animowany „Ach ten Andy”. Główny bohater lubił robić ludziom kawały. Jego przedsięwzięcia kończyły się zwykle katastrofą – również dla niego. Każdy odcinek zaczynał się od pokazania zakończenia – a to Andy wisi na drzewie w samej bieliźnie, a to w dziewczęcych ciuchach ucieka przed rozwścieczonymi mieszkańcami, a to siedzi zamknięty w piwnicy… Dopiero później następowało powolne dochodzenie do tego, co się właściwie wydarzyło. Nie ma lepszego sposobu na przykucie uwagi odbiorcy. Na pewno jest to coś odróżniającego się od standardowego, nudnego jak flaki z olejem prologu spod znaku „Był piękny, słoneczny dzień”.

 

Bohaterowie mi się podobali. Każda z postaci dostała fajny charakter. Na początku trochę mierzwił mnie język księżniczek (zbyt nowoczesny, kolokwialny), ale w końcu uznałam, że to komedia i mam się dobrze bawić, a nie irytować drobiazgami. W każdym razie władcy Rododendron i Ararak, syn Tataraka (masz plusa za te imiona) zostali odmalowani w sposób doskonały. Surowy i pedantyczny pierwszy oraz młodzieńczy i buńczuczny drugi – usadzenie ich koło siebie było świetnym pomysłem.

 

Co do prowadzenia wątku i w ogóle pomysłu na fabułę, łącznie z tajemniczym PTOK-iem, zastrzeżeń nie mam. Po tytule domyśliłam się, że Luna uczulona jest na zawartość tajemniczej szkatuły… Same objawy owej alergii wydały mi się jednak przesadzone. Jeśli chodzi zaś o rozwiązanie zagadki, czyli czym jest  PTOK… Rozczarowałam się okrutnie. Znaczy, ja wiedziałam, że to będzie coś, o czym nikt nie pomyśli i wcale nie będzie potężnie ani nic takiego, ale chyba wolałabym nie dowiedzieć się, niż dowiedzieć się czegoś takiego. Kiedy zaczynasz w taki sposób, w jaki zacząłeś i prowadzisz akcję w taki sposób, w jaki prowadziłeś, na każdym kroku pchając czytelnika do przodu i zapewniając go, że na końcu dostanie coś super… Cóż. Wówczas na końcu musi dostać coś super.

 

Nie byłabym sobą, gdybym w Twoim opowiadaniu nie przyuważyła jakichś fajowskich cytatów :D.

 

 

Potęga PTOK-a była tak olbrzymia, tak nieopisana, że nikt, z całą pewnością nikt, nie był w stanie objąć jej rozumem, a co za tym idzie nikt nie mógł zrobić z niej użytku nie powodując przy tym zagłady całego świata. Taka moc była dla Celestii i jej poddanych bezużyteczna, toteż postanowiono sprytnie pozbyć się jej, czerpiąc z tego możliwie jak największe profity.

 

 

 

Oczywiście to nie było to zwykłe „danie dyla”, aby uniknąć problemu. Luna wolała to nazywać „priorytetyzacją zadań spoczywających na wysoko postawionej osobie”.

 

Twoja Luna jest zawsze spoko :D

 

 

- Powiedziała Księżniczka, że… - zaczął o wiele mniej pewnym tonem – da pokaz magii, którego świat jeszcze nie widział. Że pokaże tym wszystkim ważniakom… Mówiłaś też, że jesteś bardzo samotna… i że jesteś godna swojej siostry i udowodnisz to tym skurw…

 

Proste, ale fajne. (A zresztą, jako Polaka mają prawo bawić mnie wulgaryzmy. Prawda?)

 

 

Będę z królem Rododendronem oraz królewiczem Ararakiem w Sali Rustykalnej w północnym skrzydle zamku. Masz tam się stawić w przeciągu kilku godzin! Bo jak nie… - władczyni Equestrii ponownie zbliżyła się do siostry – bo jak nie...  – zawahała się. - Sama jeszcze nie wiem, co z tobą zrobię, ale zapewniam cię, będą o tym mówić przez stulecia!

 

Taaaak, taka kreacja Celestii i Luny moim zdaniem wyjątkowo pasuje do komedii. Zresztą, w Twoim opowiadaniu są pokazane jako typowe rodzeństwo i to się chwali.

 

 

Był tam Miecz Prawdy, który rzekomo powodował atak nieopisanego magicznego gniewu u tego, kto doświadczał jego potęgi. Okazało się to nawet prawdą: gdy posiadacz owego oręża, po wysłuchaniu szczególnie nieprzychylnej opinii na swój temat, rąbnął rękojeścią osobę odpowiedzialną za tą wypowiedź, ta z kolei, poczuwszy czarodziejskie działanie artefaktu rzuciła się na napastnika, wszczynając przy tym regularną bójkę, której opanowanie zajęło dobre kilkadziesiąt minut.

 

 

 

Nie zostanie wypędzona na księżyc! Siostra jej nie wydziedziczy! Equestria przehandluje artefakt no spore połacie żyznej ziemi, a na świecie wreszcie zapanuje pokój. Przynajmniej na jakiś czas.

 

„Przynajmniej na jakiś czas” – dobrze powiedziane. Dokładnie mowa tu o czasie potrzebnym magom sąsiednich królestw do stwierdzenia, że w nazwę PTOK wkradła się literówka i naprawdę chodziło o BTOK-a (Bezużyteczny Twór Ogromu Kosmosu).

 

Z rzeczy, które mi nie zagrały:

 

 

- Księżniczka nie pamięta już, co? To ja pozwolę sobie przypomnieć... Nieładnie, nieładnie... (…) A teraz co? Wymiga się Księżniczka?

 

Aż chciałoby się rzec: przypominam ci, kmiocie, że bez względu na zajmowane przez ciebie stanowisko zwracasz się do władczyni państwa, która jednym machnięciem rogu może cię przerobić w chaotyczny zbiór atomów. Ponadto kłóci mi się to z jego późniejszą reakcją, kiedy „małżeństwo odsunęło się, przepełnione szacunkiem do królewskiej siostry”.

 

Gdzieś tam pojawiła się scena, w której w jednym akapicie bohaterowie stoją w „wąskim korytarzu”, a w następnej już w „hallu”. To nie są synonimy.

 

To chyba wszystko, co chciałam powiedzieć. Fanfik jest dobry, śmieszny, ale zakończenie pozostawia niedosyt.

 

Madeleine

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

All hail the mighty wall of text!
No dobra, może i twój komentarz, Madeleine, ścianą tekstu nie jest ale i tak zaskakujesz mnie konkretyzmem (jest takie słowo? jeśli nie, to właśnie powstało) wyrażania swoich opinii. Inna sprawa, iż owe opinie są zazwyczaj pochlebne, hue hue.
 
Zresztą, dzięki temu mam na co odpowiadać, a to jest rzeczą, którą pismaki takie jak ja lubują najbardziej.

 


Kiedy zaczynasz w taki sposób, w jaki zacząłeś i prowadzisz akcję w taki sposób, w jaki prowadziłeś, na każdym kroku pchając czytelnika do przodu i zapewniając go, że na końcu dostanie coś super… Cóż. Wówczas na końcu musi dostać coś super.

Owa beznadziejność owego przedmiotu była swoistą satyrą na gremium profesorskie Equestrii, które zamiast orzec o bezużyteczności artefaktu, uznało, iż brak namacalnej mocy jest oznaką niebywałej mocy. Wniosek z tego jest prosty, do opinii ekspertów w mediach należy podchodzić z dystansem, bo można się co najmniej zawieść. :D

No i poza tym, nie mogłem się oprzeć, aby nie wykorzystać łopatologicznej gry słów.

 

Co do reszty się zgadzam.

Może też trochę za mocno ździeliłem hiperbolą owemu nadętemu urzędnikowi.

 

W sumie, to jak by się teraz nad tym zastanowić, to zmieniłbym tytuł na jakiś mniej spoilerujący... No, ale nic, tak to jest jak się wymyśla nazwy pięć minut przed zakończeniem deadline'u, a trzy po zakończeniu pisania.

 

Za wszystkie komentarze jak zwykle: Bóg zapłać we frankach szwajcarskich.

Share this post


Link to post
Share on other sites


Inna sprawa, iż owe opinie są zazwyczaj pochlebne, hue hue.

Spróbuj coś spierniczyć - szybko przestaną ^^.

 


No i poza tym, nie mogłem się oprzeć, aby nie wykorzystać łopatologicznej gry słów.

Nie uwierzysz, ale ja dopiero teraz zwróciłam na to uwagę... Takiego auto-facepalma dawno nie zaliczyłam. Ale ja potrafię być durna, jak się postaram :D. (Co nie zmienia faktu, że i tak mnie to nie przekonuje.)

 


to zmieniłbym tytuł na jakiś mniej spoilerujący

I mniej banalny. Umknęło mi to w komentarzu, ale dla mnie tytuł nie zachęca do czytania.

 


Bóg zapłać we frankach szwajcarskich.

Podać Ci od razu mój numer konta? ^^

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now