Madeleine

Brony
  • Content count

    303
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

374 Wzorowa

About Madeleine

  • Rank
    Niemota / Mimoza / Przylepiec
  • Birthday July 4

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz

Recent Profile Visitors

2763 profile views
  1. Cahan, to nie jest moja definicja, ja tylko cytuję ustawę . A oryginalnej Pokojówki nie czytałam w całości, więc nie wiem, ale chyba kojarzę fragment, o którym mówisz. Rzeczywiście niewiele tam zmieniłaś. Zastanawiałam się po prostu, gdzie przebiega granica między inspiracją a bezczelną kopiujwklejką. No i jeszcze brak konsekwencji tych wyżej, którzy karzą bardziej srogo to, co na zdrowy rozum zasługuje na mniejszą karę.
  2. Atak wściekłych feministek raczej mu nie grozi, przede wszystkim dlatego że na tym forum są sami faceci... Cahan i tak wszyscy zmieniają płeć, więc wszystko jedno. A poza tym kobiet nie ma w Internecie i koniec. A tak serio, też uważam, że w wielu rzeczach mężczyźni są lepsi od kobiet. Owszem, kobiety zazwyczaj piszą dla kobiet, przez co ich historie są "łzawe i mdłe", jak to określiła Cahan. No i nie można zaprzeczyć, że "Pięćdziesiąt twarzy Greya" oraz "Zmierzch" napisały kobiety (do tej pory wstydzę się, że należę do tego samego gatunku co te kobiety.) Czy można uogólniać, że kobiety piszą gorzej / lepiej? Nie powiedziałabym. Należy od gustu odbiorcy, od charakteru nadawcy... I od wielu innych rzeczy. Pozwolę sobie jednak na moment odejść od tego fascynującego tematu (fascynującego tym bardziej, że mam koleżankę, która ze swoim narzeczonym tworzy wręcz podręcznikowo stereotypową parę - ona jest racjonalną, zaradną kobietą, on nieco roztrzepanym, mało odpowiedzialnym, męskim i silnym facetem. Razem tworzą parę idealną, mają już zaklepaną datę ślubu, a ona dodatkowo pisze pracę dyplomową o różnicach w postrzeganiu świata przez obie płcie... Ale nieważne), by poruszyć nieco inny, a konkretnie: gdzie się kończy ponyfikacja, a zaczyna plagiat? Powyższe pytanie nasunęło mi się po pewnej sytuacji z dziale opowiadań. Było sobie opowiadanie pt. autorstwa użytkownika Queue. Napisałam w komentarzu, że opowiadanie (niezmiernie słabe, swoją drogą, ale to szczegół) to kojarzy mi się mocno z pewną creepypastą - pewne elementy są niemal identyczne i dlatego dla mnie to jest zwykła zrzynka, która nie powinna pretendować do miana twórczości literackiej i powinna być napiętnowana. Napisałam jednak, że różnice między oryginalną creepypastą a tym fikiem są i to znaczne - ba, nawet nadmieniłam, że oryginał jest o wiele lepszy pod względem formy. EFEKT: Sytuacja numer dwa: opowiadanie, czy też wiersz użytkownika waterpony. Autor napisał w pierwszym poście: Johnny w komentarzu zripostował: A to dlatego że autor zamienił w wierszu Mistrza Mickiewicza ledwie kilka wyrazów, pisząc na przykład zamiast "król" - "Celestia" (co samo w sobie jest pogwałceniem zasad tworzenia poezji, bo zdanie się rozjeżdża pod względem rytmu i moje serce krwawi, ale nieważne). Rozgorzała dyskusja, czym ten tekst jest i stanęło na tym, że: Szczerze mówiąc, jak to zobaczyłam, to uniosłam brwi bardzo, bardzo wysoko. Domyślam się, skąd wzięło się takie rozwiązanie sprawy - Dolar jest współautorem ponyfikacji XIII Księgi Pana Tadeusza (egzystuje toto w dziale zakazanym), w której pozamieniano jedynie parę wyrazów (rozwalając rytm... i rym... i wszystko inne... moje serce krwawi, kiedy patrzę na taką fuszerę i na nicki autorów, którzy tak spierdzielili sprawę), więc to oczywiste, że skoro sam tak zrobił i wtedy nie uznał tego za niestosowne, to i teraz nie ma powodu, żeby zdanie swoje zmieniać. Zresztą, Dolar może mieć jakąś swoją opinię, nie wszyscy muszą się z nią zgadzać. Żeby była jasność: ponyfikacja to przełożenie na realia kucyków czegoś, co nie jest związane z realiami kucyków. Żeby sponyfikować jakąś osobę ze zdjęcia, należy ją NARYSOWAĆ OD NOWA W POSTACI KUCYKA. Sprawa się komplikuje w przypadku, chociażby, tekstów piosenek czy opowiadań, bo autorzy błędnie sądzą, że zamiana słowa "człowiek" na "kucyk" sprawę załatwia i utwór jest już sponyfikowany. Do cholery, łamiecie prawo autorskie. Johnny zaczął już ten temat w swoim poście: Już pod tym mogę się podpisać obiema rękami, nogami, kopytami, racicami i wszystkim innym, co posiadam albo nie posiadam. Ponadto, żeby nie być gołosłowną, "wezmnę" i zacytuję MONDRĄ USTAWĘ. Uwaga, leci MONDRA USTAWA: Źródło. A teraz z polskiego na nasze, czyli uwaga, Madzia bawi się w wykładnię prawa: Powyższy fragment oznacza, co następuje: jeżeli dwie osoby wpadły na identyczny pomysł, żeby napisać opowiadanie, którego główną bohaterką jest dziewczyna bez nogi, która zakochała się w ślepym żołnierzu i ten żołnierz miał kota i wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a kot był persem, i jeżeli jedna osoba napisze o tym trzytomową sagę z opisami a'la Orzeszkowa, a druga osoba - półstronicowy wierszyk z częstochowskimi rymami, to ani jedna, ani druga nie popełniła plagiatu, bo przedmiotem prawa autorskiego nie są idee, czyli pomysły. To jest oczywiste, bo potem każdy by się procesował, gdyby ktoś inny napisał książkę w tym samym gatunku co inny twórca... Dalej: jeżeli jedna z powyższych osób napisze półstronicowy wierszyk o kulawym weteranie i ślepej dziewczynie (czy tam odwrotnie) oraz ich kocie persie, a druga osoba przepisze ten wiersz, zamieni słowo "kulawa dziewczyna" na "kulawa klaczka" i napisze, że to jest ponyfikacja, to według prawa to jest plagiat, ponieważ ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnym uznaje za przedmiot prawa autorskiego sposób wyrażenia, czyli FORMĘ. Forma identyczna z innym utworem oznacza PLAGIAT (według polskiego prawa). No, chyba tyle w temacie. Wiem, że nie ma co dramatyzować, bo jednak cały czas poruszamy się w temacie kolorowych koni, a to wszystko tylko zabawa... Ale ciekawi mnie, co ludzie o tym sądzą.
  3. Dolcze, ty naprawdę jesteś masochistą . To co, następna edycja specjalna będzie na 100 tys. słów, żebyś mógł przeklinać jeszcze intensywniej? Gratuluję wszystkim uczestnikom, a szczególnie OneTwo, który napisał świetny tekst, ale kompletnie zje... znaczy, zepsuł formę. Tekst zasługuje bezwzględnie na najwyższe miejsca na podium... Tylko że nie da się go czytać. Znaczy, nie dało się, bo autor już przystąpił do poprawek. Oto dowód na to, że nawet najlepsza fabuła nie da rady sama unieść fanfika, kiedy jest on napisany nie po polsku, a po polskiemu! Patrzcie, autorzy i kurde wyciągajcie wnioski! Dziękuję za trzecie miejsce, WRESZCIE mam tę brązową odznakę! Tak na nią polowałam, żeby mieć komplet . W tym miejscu powinnam mieć ból tyłka, jak możesz wpływać na mnie, żebym wyrzekała się wolności do stosowania formy, która mi się podoba, jesteś okropny, to nie twoja sprawa, czy autor używa spolszczenia czy nazwy oryginalnej, nie jesteś bogiem... ... a nie, pomyliło mi się. Przecież nie mam nicku Malvagio! Dziękuję, gratuluję i pozdrawiam serdecznie! Madeleine
  4. Nudziło ci się tak bardzo, że wziąłeś się za przepisywanie creepypast? Ten tekst jest niemal identyczny w treści jak pewna znana stałym bywalcom stron ze strasznymi historiami opowieść pt. "Król zstąpił" (czy jakoś jak; linku nie podam, bo to nieładnie straszyć ludzi. To by było prawie tak jak powiedzieć, że kto chce, może sobie wpisać "jeff the killer" w Google Grafika - zachowanie absolutne naganne!). Tam też było forum, też były dziwaczne szyfry, przerażające wizje i końcówka również była taka sama. Ale wiesz co, autorze? Tamta marna creepypasta (bo creepypasty, nie czarujmy się, w większości są marne) była napisana o niebo lepiej niż twoje... coś. Tego tutaj nie powinno być. To mnie się zarzuca, że moje teksty nie mają nic wspólnego z kucykowym uniwersum... Ciekawe, co te osoby, swoją drogą, prawiące słusznie, powiedziałyby o twoim fiku. Opowiadanie ma na celu przestraszyć, ale nie umiesz tego robić. Nie ma tutaj klimatu, nie ma powoli rozwijającej się akcji, czytelnik nie może związać się z bohaterem, bo tekst jest za krótki. W oryginalnej creepypaście historia rozwijała się wolniej, a przerażające doświadczenia spływały na bohatera stopniowo, aż wreszcie osiągnęły apogeum. Kiedy czytałam po raz pierwszy "Króla...", naprawdę było mi nieswojo. Tutaj widzę tylko kiepską podróbę czegoś mimo wszystko fajnego (bo banie się jest fajne, nawet jeśli wykorzystuje się do tego kiepskie creepypasty). Kurczę, gdybym była mniej oblatana na forach typu Paranienormalne czy inne bzdety, być może zrobiłoby to na mnie jakieś wrażenie. Na pewno nie pozytywne, ale jakieś. Tutaj widzę jedynie... nie wiem co. Nawet nie inspirację, ale zerżnięcie. I trochę smutno. Kucykowe creepypasty, nie wiedzieć czemu, zwykle wypadają blado na tle "normalnych". Może więc lepiej ich nie pisać na siłę? Ale dzięki, że mi przypomniałeś te radosne czasy, kiedy zaczytywałam się w tego typu opowieściach - jak to było dawno, miałam jeszcze jedynkę z przodu przy wieku . Pozdrawiam, Sentymentalna Madeleine
  5. Okej. Nie zbiję - będę po prostu zajebiście złośliwa. No to lecim standardowo: Ten komentarz zawiera spoilery. Jeśli nie czytałeś jeszcze tekstu, to wyłącz przeglądarkę zanim przyjdzie ci do głowy kliknąć w rzucony przez autora link lepiej daruj sobie poniższą opinię. Mogę powiedzieć tak: co za piękna katastrofa! Musisz mi wybaczyć, ale nie jestem taka łaskawa jak Foley i tak kulturalna jak Alberich. To opowiadanie jest beznadziejne, a to, co znalazłam w dwóch pierwszych rozdziałach sugeruje, że niezależnie od tego, co pojawi się dalej, również będzie beznadziejne. Jest to typowe koślawe dzieło debiutanta, które wyróżnia się wyłącznie tym, że sprawia, iż czytelnikowi ciężko jest uwierzyć w jego dramatyczną wtórność i przewidywalność. Irwin w przypadku części komentarzy lubi snuć opowieści ze swojego życia. Ja też zarzucę taką anegdotką: kiedyś, kiedy byłam piękna i młoda mniej stara niż obecnie, nie czytałam fików w uniwersum MLP. Obecnie wydaje mi się, że znam ten świat od zawsze, ale tak nie jest - był moment, kiedy też byłam takim świeżaczkiem, który nie wiedział, co i jak, nie znał ludzi, nie udzielał się i generalnie rzecz ujmując, był koncertowo zielony. (Taaa, mnie też ciężko w to uwierzyć.) No i było tak: trafiłam sobie na fajny fandom, przeczytałam jeden czy dwa najbardziej popularne teksty (sorry, każdy zaczynał od "Cupcakes", KAŻDY. Jeśli mówi, że nie, kłamie) i, co oczywiste, przyszła mi ochota stworzyć coś własnego. Wymyśliłam więc sobie jakąś historyjkę, w której był sobie jakiś OC-ek, było Ponyville jako główne miejsce akcji, była - rzecz jasna! - przyjaźń z którąś z Mane 6, bo to jest element obowiązkowy... i było jeszcze wiele, wiele rzeczy, które są, mówiąc ogólnie, kiepskie i nie powinno się ich wsadzać w poważny fanfik, ale ktoś, kto nie zna twórczości Bronych, nie ma prawa tego wiedzieć. Różnica między mną a tobą, drogi autorze, polega na tym, że ja wiedziałam, iż pierwsze myśli nie zawsze są najlepsze (chyba że się rozwiązuje w ramach kolokwium zaliczeniowego test wielokrotnego wyboru; NIGDY nie zdarzyło mi się poprawić pierwszej odpowiedzi na poprawną. NIGDY), dlatego pomysł odrzuciłam i zaczęłam robić to, co powinien zrobić każdy, kto się przypałętał do jakiegoś fandomu z obrzeży internetów - czytałam. Czytałam wszystko, co mi wpadło w łapy, czytałam fiki i komentarze do nich... i wiesz co? Po kilkudziesięciu dotarło do mnie, jaką kaszaną byłoby to coś z początku mojej "kariery", gdybym to napisała. Pewnych rzeczy nie należy robić od razu. Uważam, że pisanie fików jest dość specyficzną aktywnością, bo zaczyna się od CZYTANIA. Czytania twórczości innych osób. Czy ja się za bardzo nie wymądrzam? Nieeee, jestem kobietą, wolno mi. (Jeśli jeszcze nie masz dziewczyny, to się przyzwyczajaj!) Co do samego tekstu... Dlaczego on jest bardzo, bardzo zły? Tragiczna wtórność, brak oryginalności level over 9000. W tym fiku jest WSZYSTKO, przed czym przestrzega się we wszelkich poradnikach typu: "Jak napisać dobre opowiadanie MLP w taki sposób, żeby nie przyszła jakaś złośliwa szuja alias Madeleine i nie wystawiła ci wrednego komentarza wypełnionego zjadliwymi uwagami". Widocznie za mało czytałeś, skoro napisałeś coś takiego. Ten tekst to tylko i wyłącznie twoje osobiste marzenia. Zaczynami wyliczankę: 1. Główny bohater trafia do Equestrii, bo tak. Wielu autorów przynajmniej zadaje sobie trochę trudu, by już na samym początku wyjaśnić, co się dokładnie stało. Oczywiście w prawie 100 procentach przypadków chodzi o śmierć / wypadek samochodowy / śpiączkę / cokolwiek innego głupiego i nierealnego, ale chociaż jest wytłumaczenie. Tutaj nawet tego nie ma. Ogier po prostu się budzi gdzie indziej... i nawet się specjalnie nie dziwi. I uwierz, mnie też nie dziwi, że on się nie dziwi. Wcale a wcale. 2. Gdzie się budzi? NO PRZECIEŻ TO OCZYWISTE. Ale masz plusa za to, że nic go w tym Lesie nie zaatakowało. 3. Dokąd idzie? NO PRZECIEŻ NIE DO MANEHATTANU! Kolejna sztampa. A najgorsze jest to, że od razu wie, w którą stronę ma iść, bo... bo... ekhm, słońce? Że niby pamięta mapę z czasów, kiedy oglądał serial? Może tak, może nie. Szkoda, że muszę się tego domyślać. To nie ja powinnam snuć teorie spiskowe! 4. Magia i ty, czyli zrób to sam. Bo to takie naturalne, że bohater od tak umie używać magii... 5. ... o chodzeniu i języku nie wspominając. Napisałam "nie wspominając"? Okej, tego się trzymajmy. Spuśćmy zasłonę milczenia. 6. Idzie, idzie i natrafia na... No przecież to jasne, na kogo natrafia. Najpierw Pinkie, a potem... 7. Nauka magii u Twilight. Błagam. Serio? 8. IMPREEEEEZA! 9. Zamieszkanie u księżniczki w zamku. Nawet się nie zdenerwowałam, kiedy doszłam do tego fragmentu. Wydało mi się to naturalnym następstwem zdarzeń, tak po prawdzie. Tylko się smutno uśmiechnęłam, że miałam rację. 10. Kocham Fluttershy. Bo to niedopuszczalne, żeby zamieniony w kucyka Brony nie kochał którejś z Mane 6. Swoją drogą, zastanawiam się, co by było, gdyby takiego przemienionego przerzuciło gdzie indziej niż do Lasu Everfree... Popylałby 500 kilometrów na piechotę, bo akcja koniecznie musi toczyć się w Ponyville? I czemu nigdy żaden tego typu bohater nie obudził się na drzewie / w krzakach / na środku oceanu / pod ziemią (no dobra, to było dość makabryczne, ale czemu nie?) / na dachu budynku / gdziekolwiek indziej? Zalecam to również. Jeśli masz zamiar iść schematem, to odpuść sobie, z tego nic nie będzie. Jeśli nie wiesz, o jaki schemat chodzi, odpuść i idź czytać cudzą twórczość w ilościach hurtowych. W sumie to ostatnie zalecam tak ogólnie, z dobrego serca. Pozdrawiam; ten komentarz nie miał być taki wredny, wybacz. Madeleine
  6. No i co my tu mamy? Nowy rozdział! Fajnie! A więc tak. Przede wszystkim, podoba mi się to, że nawiązujesz w tekście do tego, co znajduje się w komentarzach. To jest naprawdę fajne i cieszę się, morda mi się śmieje, jak to widzę. Widać, że lekko zmieniasz historię na bieżąco, żeby była bardziej wiarygodna. Super. Podobał mi się również fragment, kiedy Fire Sky odkrywa książki, które napisze dopiero w przyszłości - całkiem nieźle wyszły ci emocje, trochę lakonicznie opisane, ale nareszcie widziałam tam jakieś przemyślenia głównego bohatera, jakieś refleksje. No i bardzo fajny pomysł z tymi książkami-z-przyszłości, zawsze lubiłam ten motyw. Przyznam, że kompletnie nie pojmuję tego wątku z córkami, Rarity, Obsydią... Po prostu nie ogarniam. Na początku pojawia się rozmowa Twi z Rarity w prawdziwej rzeczywistości i Twilight jest zdziwiona, że Rare ma dziecko z Fire Skyem. Kojarzę jednak, że w poprzednim rozdziale Rarity głośno o tym mówi... wtedy, kiedy wysyła te komunikaty do innego wymiaru. A nawet jeśli nie mówi, to kurde, jest tam ze swoim dzieckiem i czeka całymi dniami na powrót ogiera, to chyba OCZYWISTE, że nie siedzi tam, bo nie ma co robić w domu, tylko dlatego że gościu wisi jej kasę Fire zrobił jej dziecko. Nie podobał mi się fragment z Fluttershy. Jest dość... bezsensowny. Chodzi o ten moment, kiedy Rainbow Dash zostaje wykorzystana w charakterze "obiektu treningowego". Przede wszystkim - ona jest NIEWIDOMA. Czy naprawdę sądzisz, że niewidomy pegaz jest w stanie tak szybko latać, albo inaczej - czy naprawdę uważasz, że przez te wszystkie lata, kiedy Dash była wykorzystywana jako uciekająca piłeczka ślepa pegaz była w stanie nie zabić się na marmurowych kolumnach? Motyw z traktowaniem niepełnosprawnej przyjaciółki przedmiotowo jest ciekawy, ale wykonanie woła o pomstę do nieba. No i te aluzje do seksu, to masowanie zadu i takie tam... Już bez przesady. Chyba podstawówkę masz już za sobą? Ogólnie jednak zaczynam się wciągać i czekam na kolejny rozdział - przede wszystkim po to, by przekonać się, co z tą Obsydią, która WIE, ale Fire NIE WIE, czemu ona WIE... Liczę na to, że i ja się czegoś w końcu DOWIEM Pozdrawiam! Madeleine
  7. Muszę przyznać, że bardzo mi się to podobało. W sumie ubolewam nad tym, że poezja w fandomie tak cienko przędzie. Sama za nią nie przepadam, ale kurczę, klecenie rymów jest formą sztuki, którą warto promować, bo jednak trzeba mieć talent, umiejętności i pomyślunek, żeby zrobić to tak, by miało ręce i nogi, a w przypadku braku kończyn - chociaż rytm i fabułę. Tutaj ewidentnie mamy do czynienia z dziełem, który odznacza się wszystkimi należnymi poezji przymiotami. Autor przede wszystkim bardzo dobrze operuje słowem. Nie wszystko było idealnie, czasami rytm się nieco rozjeżdżał i tak, jak zauważył Dolar - miejscami rymy były nieco, jak by to eufemistycznie ująć, wydumane. Niekiedy musiałam się mocno skupić, żeby zrozumieć, co autor miał na myśli, bo zdanie było podzielone w specyficzny sposób (ach, te przerzutnie, ratują rytm, ale i tak są solą w oku recytujących, dlatego ich nie lubię; jednak tutaj jest ich, dzięki bogom, niewiele)... jednak ogólnie - jest bardzo, bardzo dobrze. Jestem osobą, która z poezją trochę się w swoim życiu babrała (nie wiem sama, czy się chwalę czy żalę), więc umiem rozpoznać, kiedy autor ma predyspozycje do tego typu aktywności. Ty masz. Zdecydowanie. Rymy są w znakomitej większości przypadków kunsztowne i nieoczywiste i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że gdyby tekst doszlifować - czytałoby się to równie dobrze co tradycyjny trzynastozgłoskowiec. Brawo. Fabuła, umówmy się, to w tym dziele rzecz drugorzędna. W ogóle w poezji tym, co wysuwa się na pierwszy plan, jest forma, bo rzuca się od razu w oczy... Nieważne. Dążę do tego, że tak czy siak podoba mi się niezmiernie, że w tym wierszydle jakaś fabuła występuje - mamy dobrze opowiedzianą historię z bohaterką, która jest dość rzadko spotykana w fikach. Doskonale się to czytało - liczne opisy były barwne, można było wszystko łatwo sobie wyobrazić, potem dochodziliśmy powolutku do dość dramatycznych wydarzeń... No i ładne podsumowanie całości. Nie no, wykonałeś kawał dobrej roboty, możesz być z siebie dumny. Gdyby nie fakt, że poezja cieszy się taką małą popularnością, namawiałabym cię do pisania więcej tego typu tekstów, bo masz do tego talent. Jednak nie chciałabym, żeby dobre utwory wisiały bez komentarzy, więc może tym razem spróbujesz prozy? Pozdrawiam serdecznie, Madeleine
  8. Już od roku truję autorom tyłek na tym forum <3.

    1. Show previous comments  2 more
    2. Dolar84

      Dolar84

      Święto Lasu. Tudzież Boru.

    3. Madeleine

      Madeleine

      Pierwszy i ostatni, no chyba że znowu za rok. Albo dwa, żeby nie było zbyt często <3.

    4. Dolar84

      Dolar84

      Po czym Made nas zaskoczy nowym statusem za tydzień... :D

  9. Właśnie o tym mówię. Przesada. Głoszenie non stop, że "jestem taki biedny i nikt się mną nie interesuje" uważam za ból plota. Sążnisty. Dla mnie te prośby są do siebie podobne - w przypadku pre-readingu prosisz tak naprawdę o to, by ktoś tekst przeczytał i napisał ci, co o nim sądzi, co można poprawić itd... Co oznacza, że tak naprawdę tak czy siak prosi cię o opinię. Czym taka opinia różni się od zwykłego komentarza w temacie z opublikowanym już tekstem? Ej, ja też chcę osobistego hejtera! :(
  10. W ostatnim ET Poulsen zamieścił artykuł o tym, co go wkurwia w fandomie... A to może ja też napiszę, co mnie wkurwia, żeby ten temat pociągnąć? Jak wiadomo, Polacy to naród, który narzeka. Na drogi. Na służbę zdrowia. Na polityków. Na to, że sąsiadka ma ładniejszy trawnik. Jak wiadomo, Polacy są narodem, który ze swoim narzekaniem nic nie zrobi. Nie złoży skargi na to, że chodniki są nieodśnieżone. Nie pójdzie na wybory, choćby po to, by swój brak poparcia zamanifestować oddaniem nieważnego głosu. Nie zmieni lekarza, chociaż ten, u którego się leczy, to konował. Nie skosi własnego trawnika, żeby wyglądał schludniej i nie zapyta sąsiadki, jakiego nawozu ta używa, że jej ogródek wygląda tak cholernie dobrze. Wśród ludzi tworzących takie zachowanie uaktywnia się pod nazwą "niemamkomentarzyzm". "Nikt nie komentuje moich fanfików. Ale dlaczego nikt ich nie komentuje? Czemu nie jestem sławny? Pies z kulawą nogą się nie zainteresował! Tak bardzo chciałbym mieć komentarze! Dlaczego X, Y i Z mają masę komentarzy dwa dni po opublikowaniu fika, a ja żadnego? To niesprawiedliwe!" Ujawnię teraz straszną prawdę. Ludzi to gówno obchodzi. Nie ty jeden jesteś w tej sytuacji. Jest masa tekstów, które są świetne, a komentarzy nie mają. Bo ktoś inny miał szczęście i dostał opinię zamiast niego, bo inne fiki są popularne, bo to, bo tamto. Takie jest życie. I teraz tak. Jeśli przeszkadza ci ten stan rzeczy, zrób coś z tym, a nie piernicz o niesprawiedliwości świata. On jest niesprawiedliwy po to, żebyś ty mógł ruszyć dupę i coś z tą niesprawiedliwością zrobić. A więc. Nie masz komentarzy, tak? Zależy ci na tym, żeby jakiś twój tekst je dostał, tak? - otwórz buzię. Nie, nie po to, by jojczeć - po to, by poprosić kogoś, żeby tekst przeczytał i wystawił krótką opinię. Zależy ci na komentarzu konkretnej osoby? Napisz do niej. PW nie gryzie. Wiesz, co się może stać najgorszego? Ta osoba ci odmówi. Aaaaa, tragedia! Świat się wali, Boże, a nawet borze, śmierć, zniszczenie, apokalipsa! Tylko że nie. W takim przypadku, uwaga, podpowiadam - piszesz do kolejnej osoby z taką samą prośbą. Trudne, nie? Mogę powiedzieć, że tym sposobem zostałam bardzo skutecznie złapana a sidła "Ścieżek Donikąd", których sama bym chyba nie przeczytała, a które są genialne i cholera, Johnny, piszże kolejny rozdział. - pre-readera sobie znajdź. Albo w temacie do tego przeznaczonym, albo też pisz po ludziach. To naprawdę nie jest trudne. - proś o pomoc znajomych. Jeśli mają internety i korzystają z nich nie tylko do oglądania kotów, niech się wypowiedzą. Że co, że niby opinia kolegów jest niemiarodajna, ty tak nie chcesz, ty chcesz atencji od nieznajomych, bo na to zasługujesz? Nie gardź żadnym komentarzem, bo każdy jest cenny. I przy okazji może zachęcić kogoś spoza grona znajomych do skomentowania. - nie znasz nikogo na forum... Okej, każdy tak zaczynał. Pokręć się trochę, pokomentuj parę tekstów, poczytaj... Nie ma nic złego w napomknięciu we własnym komentarzu, że też coś piszesz i byłoby ci miło, gdybyś otrzymał komentarz zwrotny. Sama tego nie stosuję, bo nie lubię, ale system wymiany jest dobry i nie, nie ma nic uwłaczającego w uprzejmej prośbie o komentarz, zrozum to, do cholery. - reklamuj. Wstaw sobie te twoje czytadła do sygnatury czy coś, chociaż i tak nikt sygnatur nie czyta, co potwierdzi Scyfer. (On: - (...) to tak jak w moim fanfiku. Ja: (wielkie oczy) To ty coś piszesz? On: (facepalm) Mam to w sygnaturze. Czemu nikt nie czyta sygnatur?!) A jeśli już musisz jojczeć - bo każdy czasem musi - rób to w gronie przyjaciół, wśród rodziny, narzekaj matce, siostrze, teściowi, załóż sobie dzienniczek niesprawiedliwości wszechświata i z nim śpij... Ale nie rób tego publicznie. Proszę. Tako rzekłam ja, tak jedna nic nie znacząca. Pozdrawiam, bo ja zawsze pozdrawiam, Made
  11. A ja uprzedzę Ylthin i napiszę pierwsza. Powiem tak - w tym opowiadaniu ciężko doszukać się pozytywów, bo jest słabe. Na jego kiepskość wpływa m.in. fakt, że w życiu nie czytałam tak przewidywalnego tekstu. Są opowiadania, w których to nie przeszkadza, jednak tutaj wszystko jest tak wtórne, że aż bezsensowne. O stronie technicznej się nie wypowiem, może Ylthin to zrobi, bo jest sporo do poprawienia w kwestii przecinków i tego, jak tekst powinien wyglądać. Historia jest wyrwana z kontekstu, nijaka, wszystko jest oczywiste od pierwszych zdań. Najgorsze jest jednak to, że styl jest bardzo przeciętny i że ewidentnie nie radzisz sobie z opisami - jest takie opowiadanie, "Ostatni Element" Hoffmana. Tam też jest wątek z walką - biorą w niej udział Twi, Trixie i Spike. Opisane jest to jednak o niebo lepiej. Inny przykład - dynamiczne sceny walk w twórczości Draquesa. Sztandarowy przykład to fenomenalne "Save Me". Poczytaj, zobacz, jakiego słownictwa oni używają, jak malują sceny, jak pchają akcję. Widać, że jest to pierwszy fanfik i nie ma w tym nic złego. Niestety, widać też że bardzo mało czytasz i to już jest naganne. Samo opowiadanie zdecydowanie nie jest tragiczne, ale jest tak przeciętne i nijakie, jak to tylko możliwe. I tak, zgadzam się z Ylthin, lepiej się nie podstawiać i nie prosić o taryfę ulgową już na starcie, to nie wygląda dobrze. Pozdrawiam i zachęcam przede wszystkim do czytania, a potem do pisania (w takiej właśnie kolejności). Madeleine
  12. SPOILER ALERT! Odkopię sobie. Bo co? Bo mogę! Bardzo mi się ten tekst podoba. Mogę zacytować Hoffmana - jest to dzieło „bardzo ładne”, „nie za długie i nie za krótkie”. Co mi się najbardziej podobało? A, machnę sobie komentarz w formie wyliczanki, bo… też mogę! - pomysł; być może faktycznie jest oklepany, bo cóż - mamy tutaj do czynienia z niezbyt wyszukaną historią miłosną. On bardzo kocha ją, ona bardzo kocha jego, ale nie mogą być razem, bo on biedny, ona z dobrego domu i mezalians jak się patrzy. Tego typu utwory tworzone były na przełomie wieków, obecnie są bardziej znane z banalnych harlequinów niż poważnej literatury… ale zawsze cieszyły się powodzeniem (choć może niekoniecznie na forum, na którym 90% użytkowników stanowią dorośli mężczyźni zainteresowani militariami ). Tutaj ta wyświechtana koncepcja absolutnie nie razi. Miał być krótki, emocjonalny tekst i jest. Bardzo ładnie; - forma; tutaj należy się autorowi suta pochwała - bardzo mi ta forma przypadła do gustu. O ile sam pomysł sprawiał, że tekst był oklepany i nudny, o tyle forma sprawiła, że nagle przestał być taki oczywisty. Brak dialogów, „pamiętnikarski” styl zakrawający na coś podobnego do listów do ukochanej daje wrażenie nie twórczości, którą chce się pokazać światu, ale czegoś osobistego, intymnego. Nienawidzę powieści epistolarnych, tutaj natomiast mamy jeden wielki list do ukochanej i powinnam się krzywić z niesmakiem i niechęcią… ale tutaj to pasuje. I bardzo, bardzo dobrze zostało zrobione; - postaci, świat przedstawiony, wydarzenia; tutaj najlepiej poznajemy oczywiście głównego bohatera - ogiera, któremu złamano serce, ponieważ nie mógł ożenić się z ukochaną klaczą. Niesprawiedliwe, ale prawdziwe… i bardzo życiowe. Narracja pierwszoosobowa była oczywistym wyborem (mamy do czynienia z listem bądź pamiętnikiem!) i świetnie się ją czyta w takim wykonaniu. Dobrze, że opowieść snuta jest przez ogiera - chyba gdyby bohaterką była klacz, łatwo byłoby przegiąć z emocjami i sprawić, że opowiadanie trąciłoby banałem, a tak - jest idealnie. Czuć emocje, ale nie ma ich tak dużo, że aż się robi niedobrze. W ogóle wątek romantyczny poprowadzony bez zarzutów. Do świata nie mam zastrzeżeń - dostajemy wszystko, co mamy dostać, orientujemy się, o co chodzi i zostajemy gładko poprowadzeni przez meandry fabuły. Nie dziwię się wcale, że tekst zdobył miejsce na podium - złożyły się na to forma IDEALNIE współgrająca z tematem, główny konflikt, a także… - powtarzające się zdanie oraz zakończenie; trzeba to przyznać głośno - znowu mamy tu do czynienia z czymś banalnym, czyli powtórzeniem pojedynczego zdania, które w zamierzeniu miało zaciekawić czytelnika, co też będzie dalej, jak do tego doszło, że on to pióro i to zdjęcie trzyma… Wykorzystałeś jednak ten zabieg perfekcyjnie, tak, jak trzeba było (i tak samo jak podział na dni tygodnia, to również dodało uroku; uważam w ogóle, że ten fanfik nie byłby w połowie tak dobry, gdyby był napisany… normalnie, wiesz, z dialogami i w ogóle. Tak jest świetnie). Sama końcówka… no, przewidywalna, ale co z tego? Taka miała być! Tanie romansidło? Być może, ale są emocje, jest wzruszająco, jest forma pamiętnika, jest intymność… Czego chcieć więcej? Dla miłośników romansów to prawdziwa gratka. Bardzo ładne zdanie. W ogóle fik godny polecenia. Pozdrawiam ciepło! Madeleine
  13. SPOILERY SĄŻNISTE. Ten tekst jest bardzo, bardzo dziwny. Może zacznę od tego, że nie mogłam w pierwszej chwili uwierzyć, że autorem jest Malvagio. Nie chodzi o to, że tekst jest zły, wręcz przeciwnie, podobał mi się (kiedy już… przywykłam, ale o tym później). Zwyczajnie jakoś nie pasowało mi to dzieło do tej konkretnej osoby. Na jego miejscu przed oczami miałam innego fandomowego twórcę, a konkretnie Nicza… skojarzył mi się random w jego wykonaniu. No ale nieważne. A więc tak. Ogólny pomysł nie przypadł mi do gustu. Wydał mi się wymuszony - bo konkurs przewidywał herbatniki, to będziemy szukać herbatników. Trochę wydało mi się to bez sensu, ale w sumie w moim własnym tekście rzeczonego herbatnika tak po prawdzie wcale nie było, więc nie mnie to oceniać. Jeśli jednak przymknąć oko na tego herbatnika (który mógłby być równie dobrze melonem albo podpaskami Always Na Noc Ze Skrzydełkami), to sam tekst czytało się doskonale. Styl. Właśnie ten element sprawił, że się dziwiłam. I to mocno. Jakiś taki inny od tego, do którego się przyzwyczaiłam, ale nie zły, po prostu odmienny. Ciekawy, intrygujący, z fajnymi spostrzeżeniami, po prostu… randomowy. Jeśli chodzi o oś fabularną - poszukiwania ciastek zakończone w Piekle przypadły mi do gustu. Malvagio chyba specjalnie napisał tekst, który przy każdej stronie miał za zadanie coraz bardziej konfundować czytelnika - „dobra, to jest zryte kompletnie, co jeszcze bardziej zrytego ten człowiek wymyśli?”. Nie przeszkadzało mi to ani trochę. Główny bohater. Nie no, tutaj miałam z kolei przed oczami Cheese Sandwicha. I nieważne, że twój ogier ma brodę i generalnie z kochankiem Pinkaminy Sandwichem nie miał nic wspólnego - widzę tego urwipołcia i już. Fajnego huncwota stworzyłeś, muszę ci przyznać. Chaotyczny, nierozgarnięty, charakterem podobny do Pinkie - trochę jej męska wersja, ale taka bardziej wysublimowana. Wszelkie jego refleksje i ogólny „nieład myślowy” były urocze i parę razy serdecznie się roześmiała, a wiele - szeroko uśmiechnęłam. Właściwie ten jeden bohater fabułę napędza, ciągnie, pcha do przodu i on jest jej najmocniejszym punktem. Zakończenie. Nic specjalnego, można było się go domyślić… prawie tak samo, gdyby klacz rzuciła na koniec pobłażliwie: „Tak, tak, Tartar, oczywiście mój drogi… Następnym razem weź pół dawki”. Jedno z tych dwóch zakończeń było absolutnym pewnikiem - w sumie cieszę się, że wybrałeś swoją wersję, jest trochę mniej oklepane… chociaż nie tak śmieszne jak reszta tekstu. Ogólnie dobra komedia, warto przeczytać, żeby zobaczyć, jak Mal radzi sobie z randomem (radzi sobie… jak z każdym tagiem do tej pory) i żeby zapoznać się z czymś niecodziennym. Pozdrawiam serdecznie, Madeleine
  14. Pora zaspamić Dolarowe poletko niezobowiązującymi opowiadankami pisanymi na działowe konkursy świąteczne! (On i tak ma teraz na głowie inne rzeczy, a nawet, ekhm, ekhm, RZECZY, więc nie zwróci uwagi.) Teczka [slice of Life] [One-Shot] [Comedy] Liczba stron: 12 Liczba słów: >5000 Opis: Wigilia za pasem, wszyscy dawno rozjechali się do domów, a Spitfire wciąż tkwi w Akademii, szukając zaginionej teczki z Niezwykle Ważnymi Dokumentami. Wszelkie komentarze mile widziane .
  15. Tekst z XIII edycji Dolarowego Konkursu Literackiego. W tej wersji jest to, czego brakowało w tamtej... jakieś dodatkowe 1500 słów. (Dolcze, limity słów to zło. Hm, czy ja już tego nie mówiłam jakieś... pięć miliardów razy? A, to powiem jeszcze raz: Dolcze, limity słów to ZŁE ZŁO.) Sok pomidorowy [sad] [slice of Life] [Confession] [One-Shot] Opis: W pubie Iron Horse zjawia się gość, dla którego rozmowa z barmanem staje się okazją do osobistej spowiedzi. Liczba słów: >3000. Liczba stron: 7 Wszelkie komentarze mile widziane .