Jump to content

Ziemniakford

Brony
  • Posts

    150
  • Joined

  • Last visited

4 Followers

About Ziemniakford

  • Birthday 07/18/2001

Kontakt

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Ziemniaczana Republika Rad
  • Zainteresowania
    Informatyka, grafika, pisanie, czytanie, rysowanie, gry komputerowe, muzyka, trochę ryżowych opowieści, no i oczywiście MLP.
  • Ulubiona postać
    Twilight Sparkle

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Ziemniakford's Achievements

Słodki kucyk

Słodki kucyk (3/17)

59

Reputation

  1. Dobra, co by tu powiedzieć... Opowiadanie zdecydowanie wyjątkowe. Nietypowa narracja i styl od razu rzucają się w oczy. Ciężko mi się wypowiedzieć na temat tak krótkiego opowiadania, o którym napisano już tak dużo. Dla mnie najmocniejszym atutem tego fanfika jest klimat. Klimat, który na początku niepozorny, już po chwili wpada w ciężkie tony aż po najważniejszą scenę fika, gdzie moment kulminacyjny jest naprawdę ciężki i wyczuwalny, aż po zakończenie, które też dodaje całości uroku. Narracja, która wydaje się z początku narzucać wizję, jakby to sam czytelnik miał robić w czasie teraźniejszym opisane czynności... Tak, ten eksperyment trzeba rozwinąć. Zdecydowanie. Niewątpliwą zaletą jest także fabuła, która choć po fakcie wydaje się do przewidzenia, o tyle w trackie czytania nie przyszłoby mi do głowy co będzie w zakończeniu. Po KO muszę wychwalić jeszcze jedną rzecz, czyli to, jak opowiadanie w swej jakości jest krótkie. Zaledwie 6 stron! I to stron pełnych treści w której nie zdążymy się znudzić. Mówiąc wprost, mamy ochotę na więcej, ale tego „więcej" nie ma. Zostajemy z pytaniami i to też jest świetne. Ostatecznie nie wszystkie historie się kończą. Ostatnią rzeczą, na którą pragnę zwrócić uwagę, jest to, co między wierszami. Na to, co straciła główna bohaterka. Zdecydowanie polecam! Czy coś jeszcze? Nie wiem, choć się domyślam. Pozdrawiam!
  2. Szeregowy Ziemniakford melduje się, Zadanie wykonane, KO zostało przeczytane. Zacząłem dokładnie 16 maja 2022, a skończyłem 12 lipca 2022. A teraz ocena. Zaczniemy od czegoś przyjemnego, czyli postacie. A konkretnie ocki, bo m6 i znane postacie z serialu to trochę inny temat, zwłaszcza Celestia. Fanfik oferuje szeroką gamę ocków, przewijających się przez całą długość fanfika. Jedne znamy dłużej, drugie krócej. Mimo to, każdy był dobrze napisany, a moją ulubienicą zostaje Lilith. Jedne postacie da się lubić mniej, inne bardziej i w tym aspekcie wszystko jest w jak największym porządku – w końcu nie każdego się lubi, prawda? Niektóre postacie nawet skrywają przed czytelnikami tajemnice, odkrywane czasem powoli, a czasem w ramach szybkiego stwierdzenia i powiedzenia wprost. To też jest przyjemne. Nie zapamiętałem wszystkich ocków, które się przewinęły, ale była ich masa, o czym świadczy nawet prosty rysunek zdjęcia z powstania, gdzie są akurat tylko postacie, które akurat były w Fillydelphi. Kolejnym aspektem takiej ilości postaci jest to, że na pewno każdy znajdzie jakąś postać „dla siebie”, i nawet nie chodzi o robienie waifu, a po prostu o to, że chcąc nie chcąc prędzej czy później będziemy czekali, aż wątek jakiejś postaci się pojawi znów. Postacie nie mają równego czasu antenowego, ale to i dobrze, a czemu to do tego przejdziemy. Na razie tylko o ockach mówiliśmy, w ramach przypomnienia. Fabularnie jest bez zaskoczeń, ale nie jest źle. Los bohaterów śledzi się nawet przyjemnie przez większość czasu, a odkrywanie niektórych tajemnic było ciekawe. W ramach przyjętych założeń, że kucyki mają broń palną i 2 wojenne taktyki i strategie, wszystko trzyma się kupy, chociaż czasami tylko dlatego, że ta kupa się lepka, a czasami potrzeba było taśmy klejącej, ale zasadniczo nie ma skrajnych nielogiczności WEWNĄTRZ przyjętej konwencji. Nie oszukujmy się, ale same kucyki też nie są jakimś mądrym lore. Tu autor czasem próbował łatać, z różnymi skutkami, dziury serialu. Ale nadbudowywał też kanon, tworząc swoje uniwersum. Gdy natomiast przyjrzymy się temu z… dobra, jeszcze nie z zewnątrz, ale spójrzmy jeszcze na największą gafę, wewnątrz przyjętej logiki, tego opowiadania, którą osobiście zauważyłem. Czyli Celestia fundująca przygotowywania na wojnę z prywatnego majątku, sięgającego 10 miliardów… czegoś. Już widziałem te inflacje… której nie było. Wyjaśnienie, skąd broń palna, to prawdziwe arcydzieło, przypominające mi największe teorie spiskowe dziejów: No właśnie, jak już zaczęliśmy schodzić na wady… Strona techniczna? Może nie leży, ale przynajmniej siedzi i nadal czeka na porządną korektę. Jej poziom wraz z liczbą rozdziałów wzrasta (albo ja przestałem zwracać uwagę na błędy wraz ze zmęczeniem fanfikiem, co też jest możliwe), ale nadal jest źle. Opisy wielokrotnie zawierają powtórzenia. Wracając do postaci, teraz serialowe! Celestia, która nie przypomina tej z serialu. Celestia, która autentycznie coś robi. Dopiero pod koniec znów przypomina nam starą, dobrą Celestie, która zwlekała aż do ostatniej chwili, by coś zrobić w sprawie pomocy m6. Luna, która jest tutaj wręcz gargantuicznie władcza. Była co prawda temperamentna, ale to jak bardzo tutaj jest władcza jest niezłym przestrzałem. No ale fanfik był pisany przed większą ilością odcinków z nią, więc… do wybaczenia. M6… tu się nie mogę przyczepić. Ich zmiany w raz z kolejnymi wojennymi przeżyciami są dobrze dopasowane. Tylko nudzące jest to, ile razy „umarły”. Przystałem liczyć już po 3 cudownym uniknięciu śmierci. Swoją drogą… Założenia uniwersum… bardziej z zewnątrz. Cóż, tu akurat żadna taśma klejąca nie pomoże. Założenie, że kucyki z włóczni w ciągu paru lat przeskakują do czołgów i to 2wojennych jest… no sami oceńcie jakie. Ja się nie będę czepiał cudu industrializacji w Equestrii i Sombrii, przecież idzie budować szybko… Ja się nie będę czepiał skąd Sombra miał fundusze, przecież mógł grabić wieś jak Stalin… Ja się nie będę nawet czepiał tego, że Celestia zwyczajnie nie zesłała na Sombre jakiejś magicznej bomby przez ocean, bo przecież konwencje i te sprawy… Ale to, jaki był przeskok w technologii militarnej… to jest szczerze irracjonalne. Technologie cywilne? Ok. Były przykłady zaawansowanej technologii u kucyków. Broń palna? Niech będzie, były przykłady użycia materiałów wybuchowych, choć raczej powinni startować z poziomu muszkietu… Ale czołgi 2wojenne? Albo samoloty odrzutowe, będące z tego co pamiętam z fika już na początku wojny na wczesnej fazie projektu? Powinniśmy operować na dwupłatach i marzyć o czołgach, marznąc w okopach, i to i tak przy dużej dawce naciągania logiki. Wiecie, największą wadą fika nie są jakieś nierealistyczne założenia z zewnątrz, Nie są to też postacie serialowe, czasem dziwnie ujęte, ale do przeżycia. Nie jest to nawet kwestia techniczna. Nie jest to fabuła, czasami mniej, czasem bardziej ciekawa, którą nadal potrafię streścić w jednym zdaniu. Sombra ma kompleksy na temat Kryształowego Królestwa, więc postanawia w swym geniuszu skazać pół znanej populacji kucyków skazać na śmierć w wojnie. Największą wadą jest długość tego opowiadania. Od połowy drugiego tomu sceny zaczynają się niepotrzebnie przedłużać. Od początku trzeciego tomu do jego połowy pojawiają się niepotrzebne sceny walki, które wnoszą tylko tyle, że są nie potrzebne. Problem z tymi scenami (z większością, bo niektóre są dobre) jest taki, że są nudne, nie ma tam znanych bohaterów a jedynie anonimowi żołnierze. No i duża część to porażki. No i nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że porażki przecież budują napięcie… Nie w takiej ilości. Właściwie po połowie drugiego tomu większym zaskoczeniem i napięciem byłoby, gdyby nagle wszystko się udawało Equestrii. Śmierci i otarcia się o śmierć postaci byłby bardziej przejmujące, jakby nie było ich tak dużo. Opowiadanie by tak nie nudziło, gdyby nie było tak długie. Wątek zamachu wypadku 2 kucyków ze sztabu generalnego jest jak dla mnie dodany tylko po to, by znów wydłużać fik i wojnę. To co czasem się działo w KO to nie było pisanie, a zaledwie inteligentne zarządzanie długością tekstu w celu maksymalnego jego wydłużenia. Prawda jest też taka, że dużo kwestii jest... przeciętnych. W najszerszym tego słowa znaczeniu. Bardzo nierówne pod wszystkimi względami opowiadanie. Nie jest tragiczne, czasem naprawdę przyjemnie się czyta. Na pewne dla mnie jest lepsze od „Smoczych Łez”. Najgorsze fragmenty fika to druga połowa tomu ii i pierwsza połowa tomu iii, myślę, że jakby skrócić niektóre sceny (np. rozstrzelania jeńców) a inne wyrzucić (np. walki anonimowych żołnierzy) to opowiadanie by dużo nie straciło. Ocena... 3+/7, + na zachętę. Za dużo nie zagrało, by być powyżej trójki, ale mimo wszystko w niektórych momentach na prawdę idzie się wczytać. Zacząłem na prawdę lubić skalę do 7... jest mniejszy wybór, ale i jest bardziej konkretny. Nie ma przeciętności. Jest albo 3, które jest mniej niż połową 7, albo 4, które jest więcej niż połowa, ale dobra, bo rozgaduje się nie na temat. Poza tym tu są luźne uwagi, żarty itp: Cóż... Czy zostało coś jeszcze... Słowa uznania, że autorowi się chciało pisać. Gratulacje, nie każdy miałby tyle cierpliwości. Co teraz będę czytał? Sam chciałbym wiedzieć. Na pewno jakiś zakończony fik. Wiadomo jedno. Teraz każdy fik będzie krótki. I chyba tyle. Pozdrawiam!
  3. Dawno zobowiązałem się, że dam komentarz, gdy będzie temat na mlppolska, więc oto i ja, cały na czerwono i czarno. Do czynienia z tym fanfikiem mam już od dawna. Choć nie od początku. Zaznaczając więc, że fik jeszcze nie jest skończony, a ja jestem parę rozdziałów do przodu względem zwykłego czytelnika, zacznę ocenę. Całość zaczyna się niepozornie. Od sceny teatrzyku lalkowego. Same opisy są świetne, a będą jeszcze lepsze (uwielbiam rozbudowane opisy i spokojny rozwój akcji <3). Jednak zaraz po nim poznajemy już pierwsze, znaczące, postacie. Fabuła toczy się wokół ślubu, wobec którego już narosło wiele kontrowersji wśród postaci, mimo, że nawet jeszcze do niego nie doszło. Powoli przed oczami rysuje nam się przeszłość bohaterów, a także to, co chcą i co planują. Kwestie polityczne odgrywają w tym wszystkim istotną role, nie będąc wpisane na doczepkę, będąc dobrze przeplatane z wątkami SoL. W końcu nie bez powodu większość postaci przedstawia sobą warstwę rządzącą. Choć chyba nie każdej pasuje taki los. Same postacie to istny wachlarz różności. Od, z pozoru zimnej, bezwzględnej i przebiegłej Anemone, przez tajemniczego, wielkiego nieobecnego, o którym każdy mówi, króla Heliosa, po niezdarną ale pracowitą Selene, aż do Sundance, która stara się być (czy z powodzeniem to inna sprawa) przeciwieństwem dla Anemone. I w całym tym zamieszaniu ciężko znaleźć postać, która jest czysta moralnie. Brudy sięgają każdej i jest to na swój sposób smutne. Same relacje postaci są też skomplikowane a fanfik nie unika kontrowersyjnych tematów. Dialogi między nimi też są świetnie prowadzone i realistycznie emocjonalne, adekwatne do sytuacji. Choć jak dla mnie postacie są wprowadzane za szybko - no ale ja nie radze sobie gdy w pomieszczeniu jest więcej niż 4 ludzi, więc nie wiem czy akurat w tej kwestii powinienem się wypowiadać. Poza tym to, jak autor przykłada się do odwzorowania kultury i architektury też zasługuję na pochwałę. Styl też jest dobry i przyciągający. Ogólnie, widząc i mając styczność z tym, ile pracy autor przykłada do fanfika, jestem pełen podziwu. Ta praca nie poszła na marne i cieszę się, że chociaż w jakiś stopniu wpłynąłem na powstawanie tego fanfika. Coś jeszcze? To co jest czyta się przyjemnie, a dalsza część też nie zawodzi. Osobiście polecam (stonowana akcja, rozbudowane opisy, niejasne, przeplatające się intrygi i świetne charaktery postaci - fik wprost dla mnie), czekając na więcej. Autor też wie, że może na mnie liczyć. I chyba o czymś zapomniałem, ale najwyżej będę edytował post. Pozdrawiam!
  4. Przybyłem, zobaczyłem, przeczytałem. Zacznijmy od strony technicznej - tu nie mam nic do zarzucenia, ale też nie mam jakoś specjalnie wzroku do tego. Zauważyłem parę pomniejszych błędów, ale nie wiem czy dałem komentarze. Później może przejrzę i popatrzę. Druga sprawa, fabuła. I hm, nie czytając opinii, od razu fik mi się trochę z „Zegarami" a także motywem artefaktu z „Władcą pierścieni". Nie ma jakiś ultra-zaskoczeń. Fik często jakoś zapowiada to co się stanie. Nie jest to zawsze wada, bo czasem trzeba jednak trochę się wczytać i wyłapać pewne rzeczy, ale niektóre „wskazówki" z kolei są zbyt podane na tacy. Dwukrotnie w ciągu 3 rozdziałów korzysta z deus ex machine, co trochę gryzie. Jest to wyjaśnione, ale mimo wszystko - mogło poczekać. Trochę też akcja jest za szybka jak dla mnie, no ale akurat ja wolę mocną stonowaną akcje. A co do postaci... O jejku, tu się mogę przyczepić. Po pierwsze - ponad stronicowe monologi niektórych postaci to jakieś małe (albo w sumie duże) nieporozumienie. To by może było fajne raz czy dwa razy, ale to, jak często to tutaj było przekracza moje pojęcie. Na 14 rozdziałów po około 20 stron, epilog i prolog, przypadło z 5 takich monologów, z czego najdłuższy ma około 3 stron. Coś poszło nie tak. Po drugie, oddanie Twilight. Sama w sobie nie jest oddana źle, ale jej rozkminy na temat tego, czemu Celestia jej nie pomaga albo nie pożegnała jej osobiście. Tak jakby do końcu tego 3 sezonu, lub długo później, zrobiła więcej niż 1 sezonowe wysłanie jej na jakieś zaziemniacze w liście, 2 sezonowe nic i odtrącenie jej rady i 3 sezonowe, już osobiste pożegnanie, ale na zasadzie PORADZISZ SOBIE. Był to swoisty egzamin dla twi, więc jeszcze to mogę zrozumieć. Zresztą, sama Twi gdzieś pod koniec stwierdza, że tak w sumie to Celestia dużo nie zrobiła nigdy do tej pory. Gryzie mnie to. Chwilowo też mnie zastanowiłem, czemu twi pisząc ołówkiem użyła w pewnym momencie do zębów. Chyba zapomniała wtedy, że ma róg. Rozbawiła mnie na początku Fluttershy i jej problemy egzystencjonalne o treści „zgodziłam się iść, ale przecież nie mogę zostawić zwierzaków". TYMCZASEM FLATERKA W SERIALU: Ciul tam, zostawie je na parę dni, jadę do kryształowego z przyjaciółkami. Nie wiem kiedy wrócę i kto karmi zwierzęta. Kto umrze ten umrze. Pożegnanie AJ z rodziną też jest ciekawe pod tym względem. Nie gryzie, ale gdyby pocieszenie ze strony babci miało się pojawić, to raczej już przy wyprawie do Kryształowego Królestwa. Swoją drogą; wilki drzewne. Wierzę w autora i mam nadzieje, że chodzi o inny gatunek, niż patykowilki. Mogę tę sekcje jeszcze rozbudować, ale niech to wystarczy. Fik sobie po prostu czasem nie radzi ze wszystkimi serialowymi. Nie często, nie zawsze, ale na tyle, by gryzło w oczy. By jednak nie dawać tylko minusów, Pinkie Pie jest świetna. Postacie autorskie też dobrze dają radę. Co jeszcze... a, propo nazw. Czemu Crystal Empire? Nazwa już była używana, zanim był odcinek przetłumaczony? Mniejsza. To nie jest aż tak ważne. Czy fik mi się podobał? Eeee... chyba? W sensie... nie wiem. To jeden z tych fików, gdzie nie jestem pewien, jak powinienem go ocenić. Czytało się nawet-nawet i to się chyba liczy. Ot, dla zabicia czasu jak najbardziej. Powiem tak, czytając ten fik, zastanawiałem się w tamtym momencie, czy byłbym wstanie napisać socrealistyczny wiersz. Jak dla mnie fik ma mocno zmarnowany potencjał, ale dla jasności - nie jest to fik zły. Czy mogę tę opowiadanie polecić? Nie każdemu. Jeśli ktoś lubi fiki mocno przygodowe, to w sumie jak najbardziej. Czy dołączam się do głosowania na tag [EPIC]? Nie. Zdecydowanie. Czy coś jeszcze? Chyba nie. Pozdrawiam. Ps.
  5. Rok. Ponad rok od ostatniej mojej aktywności w tym temacie. A samo opowiadanie nadal pozostało niszą. W sumie trochę to smutne, ale mniejsza z tym. Ważne, że nadal mam chęć skończyć te opowiadanie. Same opowiadanie i cała seria okazała się nie lada projektem. Czy jednak jestem z niego dumny? Czy uczyniłem postępy w pisaniu? Co o tym sądzę jako autor? Oczywiście, że jestem dumny! Jakbym mógł nie być? 200 stron, wiele, wiele słów i jeszcze więcej pracy. A przede wszystkim; wy! Wy, którzy mimo roku bez śladu życia w temacie, nadal do niego chcą zajrzeć i spojrzeć co piszę sobie podmłodziały starzec w ludzkiej skórze. Postępy są... no, samego siebie oceniać średnio wypada, ale niech zaryzykuje... są duże. A co o tym sądzę? Bardzo wiele zmieniło się przez te dwa lata. Bardzo wiele. Prawo jazdy i pandemia, matury i projekt z ekipą znajomych z internetu, rok na bezrobociu i tymczasowa jakaś praca (nie wiem jeszcze na jak długo), wiele zapoznań i wiele rozstań, wiele nadziei i upadków, wydarzenia tak codzienne, że aż zaczęły mnie nużyć, a w tym wszystkim ta dziwna nadzieja, by pisaniu służyć. Wolę szczerze taką niszę, niż chęć wstrzelenia się w nurty. Wolę pisać to co czuje, niż to czego nawet nie pojmuje. Zdaje sobie oczywiście sprawę jak niszowe to tematy, mimo wszystko nie mam za złe tego, że wszystko to idzie na straty. Ta praca była tego warta! Była też czymś, do czego zawsze mogłem się odwołać lub uciec, gdybym nie miał innego pomysłu na życie. Dziś, po ponad roku, prezentuje wam kolejne, ostatnie na razie, opowiadanie poboczne do Pony City. Nie byle jakie z resztą, bo samo w sobie ma 100 stron, 3 części. W sumie jako całość nie nadałem mu jakiegoś tytułu. Nie mniej, dzieje się na od przedwojnia a także aż do 5 roku wojny. Oto i ono: Czas piękna [część I] [przed wojną] [Violence][Slice of Life][Dark][Sad] Czas chaosu [część II] [rok I-IV] [Violence][Slice of Life][Dark][Sad] Czas powrotu [część III] [rok Iv-VII] [Violence][Slice of Life][Dark][Sad] Niestety ludzie, którzy mieli zrobić przedczytanke nie wyrobili się w czasie. Trochę szkoda, zawsze to większa szansa, że uniknie się błędów. Mimo wszystko jestem i tak pod wrażeniem tego, że się zgodzili i chcieli. Oby w przyszłości miał więcej do tego szczęścia. Dziękuje wam, @Grento YTP, @Neij, @Cinram a także w postaci wsparcia bardziej pośredniego @Marudkeł i @kapibarapokoju który pewnie nawet nie wie, jak ciekawie zadziałały na mnie jego konie ze stalinium. Co ja jeszcze mogę dodać? Jak zwykle, dużo chciałbym wam powiedzieć, ale za dużo na to słów marnuje. Życzę wam miłego czytania. Pozdrawiam.
  6. Witam, Co by tu... Czytałem to w ramach mojego małego programu przeczytania fików klasyków rodzimego fandomu. Mimo wszystkiego, co uważam, fik zasłużył na komentarz. Czas zacząć zabawę! Przestrzegam jednak: Po pierwsze, autorze, nie mam pojęcia, czy żyjesz i czy zaglądasz do tematu, ale jak coś, to zachowaj dystans. Nie chcę cię obrazić, nic do ciebie nie mam. Szanuje, za cierpliwość w pisaniu. Ale nie szanuje efektu... Po drugie, czytelniku, potencjalny, były, jakikolwiek. Mimo wszystko radzę zapoznać się wyrywkowo z opowiadaniem, bo chociaż nie jest tego warte jak dla mnie, to zawsze warto mieć własne zdanie przed przeczytaniem cudzego. Ale wracając do komentarza samego w sobie, a właściwie go zaczynając: Ten fanfik to jedno wielkie nieporozumienie. To jest jakiś absurdalny poziom męczenia czytelnika. To są niezmierzone połacie głębokiego oceanu śmieci. To jest wielki, dłuuuugi ciemny tunel. Jego poziom mogę podsumować tym porównaniem, wyjętym żywcem z tekstu: W tym wszystkim czasem są przebłyski, które dają umęczonej ofierze złudzenie, że to wszystko może ma sens, może nabierze nowego znaczenia, może da się strawić. Dla wszystkich tych, którzy jeszcze zamierzają to czytać ten leciwy już fik: Nie jest tak! Porzućcie wszelką nadzieje, ci, którzy to czytacie. Na litość, czytajcie tylko, jeśli nie będziecie odnoście podobnych odczuć co ja, bo inaczej czeka was istne piekło. Jednak oddajmy najpierw cesarzowi co cesarskie. Opowiadanie jest niezaprzeczalnie jednym z dłuższych, jakie miałem okazje czytać. Wydłuża to męki czytelnika, ale jest godne także szacunku, że autor miał cierpliwość to pisać. A niektórzy nawet to czytać, o zgrozo, z przyjemnością. Wątek poboczny Leonory i Drace to istne arcydzieło i gdyby na nim skupiał się fanfik, byłby przynajmniej bardzo dobry. A tak... cóż. Mniejsza, później do tego wrócę. Ogólnie wątki poboczne są lepsze od głównego. Sam poziom pisania także wzrasta z kolejnymi rozdziałami. I to muszę przyznać. Widać, jak autor się uczył. Dlatego też nic do niego nie mam. Ostatnie są nieporównywalnie lepsze i dłuższe od pierwszych. Mimo wszystko, to nadal jest tylko zadowalający poziom. Ale uczył się i to się liczy. Tyle. Tyle z plusów. Ledwie trzy... Minusy? Tak. Minusy to przede wszystkim brak logiki. Dużo braku logiki. 54 rozdział bym pogromco moich chęci do życia, a w okolicach 64 przestałem szukać logiki, bo po prostu jej nie było. Bardzo dużo braków logiki? Przykłady? PROSZĘ BARDZO. Uwaga na spoilery, co prawda tylko z początku, ale... : A to tylko pierwsze rozdziały. Dalej nie jest lepiej. Jeśli ktoś chce, to mogę dać pełny spis wszystkich nielogiczności/niejasnych rozwiązań/wpadek, ale zastrzegam, że jest tego od groma. Sam też poziom stylistyczny, czasem składniowy, często gramatyczny i ortograficzny osiąga nowe poziomy. W negatywnym sensie. Niestety, sama treść w większości nie odbiega od poziomu języka. Nie jest to co prawda tragiczny poziom, ale skutecznie utrudnia i tak bardzo ciężkie, przyjemne czytanie. Fabuła stoi na poziome co trzeciej książki bestsellera z dowolnej Biedronki, gdzie akurat będą książki na jakiejś półce. Czytaj: NISKI. Ani razu mnie nie zainteresowała. Niektóre zagrania mające wydłużyć fanfik wzbudzały politowanie. To, co miało być szokujące, było do przewidzenia. To, co miało być piękne, ktoś zbluzgał. Mało kiedy mogłem płynnie czytać ją, bez stwierdzenia, że to nie ma ani sensu ani uroku. Fabule mogę, z nieznaczną dawką ironii, streścić w trzech, chociaż dość długich, zdaniach. Ja jestem w stanie zrozumieć, że kiedyś były inne standardy. Ja jestem w stanie pojąć, że kiedyś ludzie mieli mniejsze wymagania... ALE JAKIM CUDEM MA TO TAG [EPIC]? Szanujmy się! Gdyby się dało, zagłosowałbym ujemnie. Tak to ujmę. Ogólnie? Fanfik ten jawi mi się jaki piękny obraz ładnego krajobrazu, na który (i tu przepraszam za słowo, ale już nie mogę się wstrzymać a eufemizm nie oddaje sytuacji) ktoś NASRAŁ SPIKE'EM i stwierdził, że tak jest ładnie. NIE, NIE JEST. Nie mogę już dużo więcej napisać, bo mam dość tego opowiadania. Wyrzucę, jak tylko skończę pisać, jego pliki i nie zbliżę się już do samego tekstu choćby o wirtualny minimetr. Wyjaśnię tylko jeszcze parę kwestii. Odwzorowanie postaci serialowych jest ok. Oprócz Zecory. Wyjaśnienie jej zachowania jest tak zrealizowane, że nie odstrasza ona postaci w fiku, a mnie jako czytelnika. Nawet nie było mi jej żal. Spike jest doskonale odwzorowany. Jest takim samym kolcem jakim był. Na prawdę, jestem w stanie uszanować to, że komuś, jakiejś osobie, może się to podobać. Okej. Może ja czytałem jakąś inną wersje opowiadania, nie wykluczam. Bycie obiektywnym jednak nie przychodzi mi łatwo, a na pewno już się dawno wydostałem w tym komentarzu z granic uznawalnego obiektywizmu. Ktoś się pewnie zapyta: czemu to w takim razie czytałem? Do 54 rozdziału miałem nadzieje, że coś się zmieni. W końcu było tyle dobrych ocen (i to nie od byle kogo!)... O jakże się myliłem! 54 rozdział. Coś, przez co nienawidzę liczby 54. Po 54 rozdziale już po prostu chciałem dopiąć obowiązku by móc w całości wyłożyć to, na co ten fanfik zasłużył. A zasłużył na całkowity buldożer komentarzowo-merytoryczny. O jakże to przyjemne! Czuje się pokrzywdzony, pusty i obrażony. Jako czytelnik, jako pisarz i jako człowiek, który może definiować się jako chociaż trochę inteligentny Ani trochę pod koniec nie było mi żal Spike'a. Szczerze? Od 70 rozdziału miałem nadzieje, że UMRZE. Bo miałem dość jego głupoty. Nie dziwie się także, czemu 80 rozdział był wyklęty nawet przez samego twórcę. Postać, która w nim jest głównym tematem przeżyła, a to jest wystarczający powód. W tym fiku wszystko było by dobrze, gdyby nie wątek Spike'a. Ale z jakiegoś powodu został dodany. Luna trafnie ujęła pytanie, jakie mnie dręczyło od 20 rozdziału. Mam tego fika dość. Nie mogę mu nawet wystawić oceny w skali liczbowej, bo nie starczy mi znaków w poście by zmieścić wszystkie cyfry jakie mam w tej ujemnej liczbie, którą chciałbym w ocenie liczbowej zawrzeć. Smocze jaja w 4 gęstości mają więcej logiki niż to. Czy to wszystko? Nie wiem. Czy to koniec? Nie wiem. Na razie jednak jest to koniec. Mam dość. Autor chciał komentarz. To dostał komentarz. Jeszcze raz przypominam, że nie chcę go obrazić, nic do niego nie mam. Mam coś do opowiadania, które można było znacznie lepiej napisać. Pozdrawiam.
  7. Czy zawsze najlepsze jest takie zakończenie? Nie napisałbym lepszego. Tego jestem pewien. Nie mniej. Nie żałuje zajrzenia w ten temat, w te opowiadania ani w słowa w nich zawarte, choć skrywają w sobie więcej niż na razie jestem w stanie zrozumieć. Będę musiał kiedyś w spokojniejszych czasach przysiąść i dokładnie się w to jeszcze raz wczytać. Na prawdę, brakuje mi słów. A to u mnie rzadkie zjawisko. Nie wiem, czy czytałem coś, co na równi zostawiło mnie z uczuciem, że nie wiem. Oczywiście, od ręki mogę wskazać parę opowiadań, wierszy, dzieł które wywołały coś podobnego. Ale mało które przerosło mnie na tyle, że tak się wyrażę, że kazało mi rosnąć. Zazwyczaj był to proces stopniowy i powolny, ale tu jest szansa, że będzie nagły. Ale dość już o mnie, kogo poza mną to obchodzi. I „W oczekiwaniu na Solarną Księżniczkę" (z kontynuacją „Która nie nadejdzie"), a także seria drabbli to coś, co od razu zabrało mnie całkowicie w refleksje i przemyślenia, a także urzekły stylem i niepowstrzymanym klimatem. O ile zawsze w kwestii drabbli będę po tej stronie, że to trochę jak ze sklepem Steama (perełki w ogromnym oceanie dużej ilości niczego), o tyle te to zdecydowanie perełki warte zapamiętania. Rzadko ostatnio wypowiadam się odnośnie nowych opowiadań, ale tu było coś, co kazało mi przynajmniej zajrzeć. Jakieś dziwne przeczucie. I warto było go posłuchać. Wracając jednak do samych fików: jestem nimi absolutnie zachwycony. I radzę przeczytać to każdemu, kto lubi tego typu styl i sztukę, która wymaga dokładnego czytania i ciągłego uważania, a także myślenia. Jak mogę to wszystko ocenić? Cokolwiek bym napisał i tak zabranie mi słów. Sucha ocena to za mało. Zdecydowanie za mało. Chciałbym mieć kiedyś okazje dokładnego porozmawiania o tym z autorką. No ale mniejsza z tym, mogę się jeszcze rozpływać i rozpływać, a i tak pewnie nadal by było za mało, by dokładnie opisać to, jak bardzo do mnie to wszystko trafiło. Serdecznie, jeszcze raz, zachęcam do przeczytania i do samodzielnego skomentowania. Zdecydowanie jest zasłużone! Pozdrawiam, do kiedyś. Obyście nie czekali w swych małych wiecznościach na coś, co nadejdzie w formie najmniej oczekiwanej i najmniej przyjaznej.
  8. Ostatni post z sierpnia... Cóż, nie ma aż tak dużo kopania... No ale mniejsza z tym i z tamtym. Na forum też x czasu się nie odzywałem, ale protokół czytania zaległych klasyków fandomu może doda mi trochę aktywności. Zaczynając, bo nigdy do tego nie przejdę, ocenę. Zaznaczę jeszcze, że z czystym sercem i sumieniem zachęcam do przeczytania tego opowiadania przed przeczytaniem mojego komentarza. Choć starałem się unikać spoilerów, co mi się raczej udało, to mimo wszystko nie chce, by moja opinia rzutowała na czyjąś. Miałem parę wątpliwości czy dam to radę przeczytać, zwłaszcza w połowie 2 rozdziału. Czułem, że to opowiadanie nie dla mnie. Z jakiegoś powodu czytanie szło mi naprawdę opornie i ciężko, choć sam fik jest naprawdę dobry i obiektywnie nie mogę się do niczego przyczepić, osobiście nieznacznie mnie myli zmiana nazwy Kryształowego Królestwa (choć z tego co pamiętam jeszcze jedna była, ale już nie jestem pewien) na grecką, ale szanuje to jako środek użyty przez autora, no i może nieznaczny nadmiar akcji, ale ten wpasowuje się w całość, choć osobiście wolę bardziej stonowaną w tej kwestii literaturę. „Aleo he Polis!" jednak zostało przeze mnie przeczytane, mimo wątpliwości. Nie jestem pewien co o tym wszystkim sądzić. Ostatnie 3 rozdziały czytało mi się naprawdę przyjemnie, ale pierwsze to była mała męczarnia. Kronikarski styl był znacznie bardziej wyczuwalny na początku niż na końcu. Przedstawienie bitew i postaci (chociaż te mogłyby zyskać, gdyby było więcej chwil do opisu ich) to naprawdę wysoki poziom, z kolei opowiadanie cierpi na nadmiar akcji. To istne opowiadanie paradoksów. Czego bym nie wziął, to znajdę jakąś przeciwwagę, która skutecznie się siłuję. Nawet jeśli jest subiektywna. Naprawdę ciężko mi to ocenić. Jest wiele rzeczy, za które mogę chwalić i chwalić. Ale fakt pozostaje faktem - to nie było opowiadanie dla mnie. Przejdźmy zatem do bardziej konkretnej rzeczy. Czy mogę dać jakąś ocenę? Niezbyt. Skrajnie boje się wystawienia złej, niezasłużonej oceny temu opowiadaniu (i w jedną stronę, gdzie boje się, że zbyt na mnie ciąży cień paru momentów podczas czytania, i w drugą, gdzie mam obawę, że mogę zawyżyć ocenę chcąc wyrównać różnicę). Czy opowiadanie zasługuję na tak [Epic]? To bardzo ciężkie pytanie. Zdecydowanie nie do mnie. To jest bardzo dobre opowiadanie i jak widać po temacie, są ludzie, którzy po prostu w nie wsiąkli. Nie mogę z czystym sumieniem oddać głosu w tej sprawię. Mogę natomiast dalej zachęcić innych do czytania, bo na pewno są ludzie, którzy dopełnią to co nie zostało przeze mnie wypowiedziane. Co mogę dodać... Szanuje decyzje stylistyczne podjęte przez autora. Nie wiem, czy sam bym obecnie podjął podobne, ale wiem, że chyba podobnie postąpiłem w początkach Pony city. I pierwsze rozdziały czeka tam solidne przemodelowanie na wzór późniejszych, gdzie i styl miał już ukształtowany kształt, jak i były po prostu lepsze. Tu też, opowiadanie mogłoby zyskać naprawdę wiele, gdyby trochę ulepszyć pierwsze rozdziały. No ale kto wie, może to tylko moje biadolenie. Mam bardzo ambiwalentnie odczucia odnośnie tego opowiadania i nie wiem do końca co sądzić. Czy jest jeszcze coś? Nie wiem. Najwyżej będę edytować komentarz lub gdy zajdzie potrzeba napiszę nowy. Z mojej strony ta ocena wyszła zbyt subiektywna i można spokojnie dopisać ocenę do oceny, jeśli ktoś chce. A wątpię, by była to ocena pochwalająca, choć też raczej nie będzie zbyt dużej krytyki. Mimo wszystko starałem się zachować pewien minimalny poziom i to mi chyba wyszło. Pragnę jeszcze raz zachęcić czytających ten komentarz do samodzielnego przeczytania. Mimo, że sam miałem pewne trudności z tym i było ciężko w pewnym momencie, to wierzę, że na pewno jest jeszcze dużo osób, dla których to opowiadanie będzie „tym czymś". Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz zachęcam do samodzielnego przeczytania.
  9. Dziś, dnia 28 lutego, kolejne opowiadanie poboczne. Dni gwaru wystrzału. [Violence][Sad][Dark] Czas akcji to rok 6-7. Prawdopodobnie przedostatnie opowiadanie poboczne, po czym lecę dalej z główną fabułą. Tyle. Miłego czytania, smacznego, czy coś.
  10. W ten cudowny styczniowy dzień roku 2020 mam dla was opowiadanie poboczne. Tak specyficzne jak seria główną. Zbiór pieśni wojennych Czyli, jak nazwa mówi, zbiór pieśni związanych z wojną. I pamiętajcie, sztuka przetrwa! Sztuka musi przetrwać! A, i wciąż szukam kogoś do przedczytanki
  11. Priviet, Tym razem szukam kogoś do przedczytanki, prawie że, nowo napisanego opowiadania pobocznego do Pony city. Podstawowe informacje: brak clop, gore nie ma, ale czasem jest trochę krwawiej. Długość to jakieś ~27 stron, tekst jest czymś w rodzaju pamiętnika/diariusza/kroniki. Znajomość uniwersum do pełnego zrozumienia jest podstawowa, ale nieznajomość nie będzie specjalnie wadzić. Coś jeszcze? Kontakt: pw, discord. Choć tu jestem dość elastyczny. Chyba wszystko o czym pamiętam. Pozdrawiam serdecznie.
  12. Ho! ho! ho!... cholibka! Zapomniałbym prezentu. Ale zanim prezenty, to życzenia - spokojna, nie będą długie: Zdrowia, szczęścia, pomyślności i fanfików dobrych w dużej ilości. Mam nadzieje, że starczy A prezentem ode mnie będzie ostatni już rozdział wprowadzenia do Pony city. Rok VIII Co tam jeszcze... Wesołych. W cokolwiek tam wierzycie, jakich zwierząt nie tykacie.
  13. Przybyłem, zobaczyłem, dokument komentarzami zaspamiłem. No to chyba tyle z rzeczy które pamiętam. Łapaj okejke i osobistą zachętę do pisania. Ps, czemu tak zawzięcie odrzucane są przecinki ? Pozdrawiam!
  14. Po małych turbulencjach Rok Vi Pozdrawiam i zapraszam do czytania.
×
×
  • Create New...