Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Solidna, syto uzbrojona winda powoli sunęła ku wydawać by się mogło bezdennej otchłani. Do uszu docierają charakterystyczne odgłosy "obcierania się", raz po raz, zza niewielkiego okienka dostrzec można było spadający pył i niewielkie kamyczki. Gdyby nie jarzące się jasnym światłem znaki runicze, w windzie nie dałoby się dostrzec absolutnie niczego.

 

Wreszcie, coś zazgrzytało, a drzwiczki same otworzyły się. Ciemności korytarza uległy rozproszeniu za sprawą lampionów, które zajmując miejsca po obu ścianach zaczęły się zapalać, w miarę kolejnych kroków. Wreszcie, ostatnia para lampionów zapłonęła czerwonym ogniem, oświetlając wrota prowadzące na arenę. Jak się okazało, otchłań ta jednak miała dno... I to nie byle jakie! Mocno uzbrojone, uodpornione na wstrząsy sklepienia,liczne runy pozwalające wzmocnić działanie zaklęć zabezpieczających, a także tańczące w sporych rozmiarów kuli świetliki, stanowiące podstawowe źródło światła. Ulokowana w centrum areny kula to jednak nie było wszystko. W górze dało się dostrzec wyrzeźbionych w skale zwierzoludzi, w których oczach umieszczono połyskujące, czerwone kamienie, które nie tylko odbijają światło, ale również dają własne. Pozwólcie, że rozpalę ogień wewnątrz tych rzeźb...

 

Podłoże jest tu nierówne i skaliste, toteż uważajcie. Zaleca się zaklęcie lewitacji lub lotu. Poza tym, nie musicie się martwić o zawalenie tej głębokiej areny - dzięki specjalnym kombinacjom nic takiego Wam nie grozi. Możecie zatem miotać zaklęciami do woli, tylko uwaga na kulę, bo pouciekają wszystkie świetliki!

 

 

it_is_on__by_kp_shadowsquirrel-d4xnm7g.j

 

 

Panie i panowie, czas na kolejny magiczny pojedynek! Przed Wami starcie Cameda i Cyanera, którzy z płonącą determinacją w sercach i niespożytymi zapasami energii magicznej wyczekują na specjalny znak rozpoczynający bitwę!

 

Potrzymamy ich w tym stanie jeszcze trochę. Ogłaszam, iż zgodnie z wolą uczestników,obowiązuje ich limit dwunastu postów. Poza tym, należy pamiętać także o panującej w tej sekcji zasadach.

 

Skoro wszystko już jasne, nie pozostaje mi nic innego jak rozpocząć pojedynek. Powodzenia!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarownik pewnym krokiem wszedł na kamienną posadzkę areny i spojrzał przed siebie, aby ujrzeć swojego przeciwnika, którego tam jeszcze nie było... albo był ukryty poza zasięgiem bladego światła rzucanego przez świetliki. Kula żyjątek przyciągnęła na krótką chwilę uwagę Cyanera, który zawsze lubił przeanalizować wszystko, co dane jest mu zobaczyć. Układał też jego plan działania, a jego wyobraźnia podpowiadała mu różne scenariusze wydarzeń, które mogły się tu za chwilę rozegrać...

Wykorzystują chwilową nieobecność przeciwnika, postanowił, że już teraz przygotuje mu jakąś... "niespodziankę". Otworzył zatem jego skórzaną torbę, aby zobaczyć, czy wziął cały jego magiczny asortyment bitewny i zaczął szukać czegoś, co pozwoli rzucić jakiś czar na początek... coś efektywnego, ale nie nazbyt efektywnego - aby jego późniejsze czary nie były gorsze niż ten pierwszy... Po chwili uśmiechnął się do siebie i wydobył z wnętrza torby niepozornie wyglądający woreczek z kilkoma hieroglifami (zapewne napisanymi w języku jakiejś kultury mezoamerykańskiej) i zawiązany małym, jedwabnym sznureczkiem. Cyaner pociągnął sznurek, ukazując zawartość sakwy - czarne drobinki, które od popiołu odróżniała tylko lekki blask. Cyaner mruknął coś w niezrozumiałym dla przeciętnego człowieka języku i proszek wystrzelił na kilkanaście centymetrów do góry, tworząc czarną chmurę, która po chwili zaczęła wirować, zmieniając swój kształt w coś przypominającego kulę o wielkości czyjejś głowy. Coś tak niepozornego skrywało jednak wielkie ilości magii, które Cyaner zamierzał uwolnić, gdy tylko przeciwnik wykona swój pierwszy ruch...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na starcie przepraszam za nieobecnośč, spowodowana ona była przez obóz (brak prądu i neta), teraz mogę walczyć spokojnie :)

W pośpiechu ciągnąc za sobą walizki wczłapałem się na arenę. Tam ujrzałem czekającego już na mnie przeciwnika. Widać było że coś szykuje, a ja nie chciałem już na starcie uprzykrzać sobie życia. Rzuciłem więc standardowym hasłem typu: "Przepraszam za spóźnienie!" i postanowiłem zacząć pojedynek. Szkolenie pirotechniczne na obozie się przydało; wyciągnąłem z plecaka gotową mieszankę. A był to 150g fotobłysku które użyje ogłuszyć wroga (10g fotobłysku słychać z odległości 5km w lesie - przetestowane w realnym życiu :v ) i jednocześnie podpalić wiadro mieszanki termitu. Tylko takie 2200°C + czyste i płynne żelazo z domieszką nadmanganianu potasu spadające Ci na łeb. Tylko. A to wszystko zajmuje ciut mniej niż sekundę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

W związku z przedłużającym się zastojem w pojedynku, ogólnym brakiem aktywności, jestem zmuszony go (wreszcie) zakończyć.

 

Ponieważ ostatnie słowo należało do Cameda, to on zostaje zwycięzcą.

 

Niebawem pojedynek wyląduje w archiwum.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...