Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sign in to follow this  
Airlick

Code Geass

Recommended Posts

Naprawdę dziwi mnie, że nie ma tematu poświęconego tej bajce. Więc zakładam, bo jaram się nią jak flota Stannisa i aż mnie wzięło, żeby o niej napisać.

Od razu zaznaczam, że mogę się zagalopować w pisaniu i nie chować spoilerów, więc czytacie na własną odpowiedzialność.

Może zacznę od tego, że jest to do tej pory najlepsze anime, jakie widziałem. Nie widziałem jeszcze co prawda zbyt wiele, ale żadne nie zrobiło na mnie nawet w połowie tak dużego wrażenia, jak Code Geass. Każde miało jakąś wadę, która znacznie ograniczała przyjemność z oglądania (choćby tragiczna nielogiczność SnK, pseudofilozoficzne rozważania z Elfen Lied czy powtarzalność i wolne tempo akcji Higurashi).

W Code Geass... takiej wady po prostu się nie uświadczy.

Ale po kolei. Może krótki wstęp, może nie wszyscy widzieli tą bajkę.

Akcja bajki dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, w której Napoleon podbił Europę, po czym został ścięty na gilotynie. Europejska arystokracja uciekła do Ameryki i utworzyła Imperium Brytyjskie, które w czasach, w których rozgrywa się akcja anime, panuje nad 1/3 świata. Ostatnią jej zdobyczą jest Japonia 11 Strefa, która zostaje zajęta 8 lat przed rozpoczęciem głównego wątku fabuły. Oprócz tego mamy Chińską Federację i Unię Europejską, ale one nie grają wielkiej roli w serialu.

Głownym bohaterem jest Lelouch. Oh, na jego temat można by było napisać książkę. No, w każdym razie Lelouch jest wygnanym księciem Brytanii, który ukrywa się w szkole w Tokio. Pewnego dnia trafia przypadkiem w sam środek zamieszek w tokijskim getcie, staje przed plutonem rozstrzeliwującym cywili, ale ratuje się dzięki mocy użyczonej mu przez C.C.... I tutaj akcja dopiero się zaczyna.

Zanim napiszę więcej o Lelouchu, powiem jeszcze, że kreacja postaci w Code Geass wymiata pod każdym względem i deklasuje większość filmów/książek/anime, jakie czytałem. Jest tak dobra. Postacie są wyraziste, wiarygodne, zapadają w pamięć, aż chce się patrzeć na ich dalsze poczynania i liczyć, że nic się im nie stanie (a trup ściele się gęsto, Gra o Tron się chowa...). Jednocześnie żadna z nich nie jest płaska. Wszystkie mają swoje problemy, swoje wady i zalety, wszystkie chcą od życia czegoś innego i próbują to osiągnąć dostępnymi im środkami. Gdybym miał oceniać bajkę tylko pod tym względem, to 10/10 nie starczyłoby. Trzeba by było wprowadzić specjalną ocenę Code Geass/10.

Wracając do głównej postaci... Postawmy sprawę jasno, Lelouch jest draniem, jakich mało. Jest kwintesencją antybohatera. Niby wszystko, co robi, robi dla swojej siostry, ale tak naprawdę jest egoistą i manipulantem... I przez to nie można się go napatrzeć. Jest wybitnym strategiem obdarzonym niesamowitą inteligencją, a jego kolejne osiągnięcia z odcinka na odcinek robią coraz większe wrażenie.

I nie jest tak, że Lelouch jest Gary Stu, mimo że posiada moc, która pozwala mu zmusić praktycznie każdego człowieka do robienia tego, co mu rozkaże... Nie, jego moc nie tylko ma limity, ale też z każdym użyciem coraz bardziej traci nad nią kontrolę, czego kulminację widzimy pod koniec pierwszego sezonu, kiedy przypadkiem rozkazuje Euphemii - jakby nie było, własnej siostrze - dokonać rzezi Japończyków... po czym bez żadnych skrupułów zabija ją i wykorzystuje jej śmierć do osiągnięcia własnych korzyści.

Code Geass jest przepakowane akcją. Naprawdę ciężko byłoby powiedzieć, że któraś scena jest zbędna. Akcja galopuje jak oszalała, i w ciągu kilku odcinków Zero - to znaczy Lelouch - potrafi przejść drogę od zwykłego terrorysty do przywódcy drugiej najpotężniejszej frakcji na świecie. Nie sposób się nudzić nawet przez chwilę.

Niestety, anime ma też swoje wady, chociaż są nieliczne, a fabuła i kreacja postaci sprawiają, że nie zwraca się na nie uwagi.

Po pierwsze, i to rzuca się w oczy w pierwszym sezonie, jak w dobie wszędobecnych komputerów, podsłuchów i kamer ruch oporu może tak łatwo przerzucać swoje siły z miejsca na miejsce? W serialu mówią, że wykorzystują do tego sieć metra starej Japonii, ale ciężko sobie wyobrazić, żeby służby wywiadowcze Brytanii nie monitorowały wylotów metra, żeby przechwytywać konwoje rebeliantów. Tymczasem terroryści spokojnie jeżdżą autostradami z zapakowanymi na pakę mechami, i nigdy nie trafiają na jakąś kontrolę wojska albo chociaż drogówki... To jest poważna niekonsekwencja.

Dalej, razi w oczy nagminne odbieranie telefonów w samym środku bitwy. Koleś walczy o życie z przeważającymi siłami wroga? To nieważne, bo właśnie zadzwoniła jego koleżanka z klasy - trzeba odebrać! Wrogowie w tym czasie spokojnie zaczekają... Trzeba jednak przyznać, że jest to zwyczajne uproszczenie. Tak, postacie mogłyby odbierać te telefony w czasie wolnym albo spotykać się z rozmówcami osobiście. Ale to wpływałoby na spowolnienie akcji, a konsekwencji być może nudę. Więc można to przeżyć.

Animacja jest raczej toporna. Oczywiście po anime nie można się spodziewać, że dorówna "Frozen" - nie ten budżet, nie ta stylistyka. Ale walki wyglądają bardzo sztucznie. Chociaż można to pewnie podpiąć pod fakt, że ja po prostu nie lubię mechów. Człekokształne maszyny są niefunkcjonalne w porównaniu z wyspecjalizowanymi czołgami/samolotami/śmigłowcami/okrętami. Tak, rozumumiem, że taka jest konwencja tego gatunku anime. A jednak walki w Code Geass nie wypadają zbyt dobrze. Tutaj niedoścignionym wzorem jest OVA "Code Geass: Akito", w której sceny bitewne miażdżą te z serialu pod każdym względem - są dynamiczne i pięknie narysowane.

Na koniec zostawiam audio. Dubbingowi nie można zarzucić zupełnie nic - jest zwyczajnie przekonujący. Gorzej wypada muzyka. Zwykle nie rzuca się w uszy, raczej stanowi tło, i wychodzi to dobrze. Są też naprawdę dobre utwory, jak "All Hail Britannia", "The Master" czy "Stories". Ale openingi i endingi, które, mimo wszystko, stanowią sedno anime, są po prostu ZŁE. Kiepsko zaśpiewane, słabe teksty, no i po prostu nie zapadają w pamięć. Niestety, tutaj jest zwyczajnie słabo albo przeciętnie, nie wiem, bo nie obejrzałem wystarczająco anime, żeby to ocenić. Dałbym 6/10.

Podsumowująć... Code Geass jest - z perspektywy chińskobajkowego laika - wybitne. Co do oceny:

Animacja - 5/10 - kreska nie powala, postacie są strasznie wysokiego i mają nieproporcjonalnie długie kończyny, do tego sztywne sceny walki

Udźwiękowienie - dobry dubbing, przeciętna muzyka - 6/10

Fabuła - 9/10 - odejmuję punkt za wspomniane uproszczenia, ale masa niespodziewanych zwrotów akcji i ogólna klasa fabuły naprawia sytuację

Kreacja postaci - osobny punkt, bo naprawdę jest wybitna i zasługuje na rozpisanie się - Code Geass/10, ale załóżmy, że daję po prostu 10/10.

To daje łącznie średnią 7.5/10, ale byłoby to naprawdę krzywdzącą oceną. Dla mnie treść jest o wiele ważniejsza od formy, dlatego daję z czystym sumieniem 9/10 i gorąco polecam tą bajkę.

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Cóż muszę się z tobą zgodzić, że jest to genialne anime, mimo, iż minęło parę miesięcy to zwroty akcji dobrze zapadły mi w pamięci. nie będę rozpisywał się tak jak ty, ale też coś dodam. Mianowicie w kwestii odbierania telefonów sądzę, iż było to konieczne, aby przypadkiem nie wzbudzić jakichś podejrzeń.

O samym Loluchu, tak jest draniem i antybohaterem, i za to się go kocha :D. Widziałem już dziesiątki anime ( ogółem to obejrzałem z pareset  :MJTQO: ) gdzie bohater tak naprawdę przez 80% był rozwodnioną kluchą bez jaj, a nawet i przez całe anime, czego osobiście nie cierpię. Tutaj jest odwrotnie, mamy człowieka, który jest zdecydowany, by osiągnąć swój cel i twardo stąpa po ziemi miażdżąc tych co na niej stoją. Pomimo, że mógłby dalej rządzić imperium postanawia, iż sprawiedliwość musi zwyciężyć robi wiadomo co i jest to w mojej opinii pokuta ( jak na razie). Czemu jak na razie? Bo jest możliwość, że nasz brytyjczyk jeszcze powróci.

Trupy padają, ale bardziej w 2 sezonie logiką: 1 - zginął, 2 pomści 1, 3 - ginie. Mało tego postacie giną różnie, raz się spodziewasz raz nie.

Pamiętasz scenę, gdy C.C. Straciła pamięć?  :twilight7:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Meh, meh. To anime jest najwyżej średnie i nie ma nic wspólnego z wybitnością. To samo co w przypadku Attack on Titan - hype przerasta faktyczny poziom anime.

 

Od czego by zacząć hejty, huh? Niech będą postacie. W sumie, będę odpowiadać na post Airlicka. Bo czemu nie?


I nie jest tak, że Lelouch jest Gary Stu, mimo że posiada moc, która pozwala mu zmusić praktycznie każdego człowieka do robienia tego, co mu rozkaże... Nie, jego moc nie tylko ma limity, ale też z każdym użyciem coraz bardziej traci nad nią kontrolę, czego kulminację widzimy pod koniec pierwszego sezonu, kiedy przypadkiem rozkazuje Euphemii - jakby nie było, własnej siostrze - dokonać rzezi Japończyków... po czym bez żadnych skrupułów zabija ją i wykorzystuje jej śmierć do osiągnięcia własnych korzyści.

Zacznijmy może od tego, że Lo... Le... Goddamnit, Lelouch jest Mary Sue. Jest geniuszem taktyki i strategii (ot tak, z dupy, nikt go tego nie uczył ani w ogóle), kochają się w nim niemalże wszystkie dziewczyny w szkole (a z trzema bohaterkami się całuje), jest także zwyczajnym geniuszem (vide superdokładne obliczenia podczas ostatniej bitwy). Jego hobby to oczywiście przeczytanie scenariusza odcinka przed jego emisją. No i jedynie udaje antybohatera, bo tak naprawdę wszystkich nas kocha i robi wszystko, aby zbawić świat. Naprawdę, z tym swoim antybohaterowaniem jest strasznie niekonsekwentny, czego dowodem jest początek animca. "Jestem sobie normalnym chłopakiem z przyjaciółmi i... HURR DURR CZAS ZEMSTY NA BRYTOLACH BEZ WZGLĘDU NA KOSZTY!!!". Kulminacja? Jaka kulminacja? Utratę kontroli wymyślono tylko dla tego momentu. Zaraz po masakrze już sobie znalazł rozwiązanie, jak rozwiązać ten problem. Potem jedynym wpływem tego na fabułę było zmuszanie go do noszenia soczewek (WOW!).

 


Code Geass jest przepakowane akcją. Naprawdę ciężko byłoby powiedzieć, że któraś scena jest zbędna.

Połowa wątku szkoły? Ostatni odcinek z tym drugim z Geassem? No chyba, że uważasz gonienie za kotem przez cały odcinek za przepakowanie akcją.

 


Ale openingi i endingi, które, mimo wszystko, stanowią sedno anime, są po prostu ZŁE. Kiepsko zaśpiewane, słabe teksty, no i po prostu nie zapadają w pamięć.

Lel, dla mnie to była w sumie najlepsza rzecz w tym animcu.

 


Człekokształne maszyny są niefunkcjonalne w porównaniu z wyspecjalizowanymi czołgami/samolotami/śmigłowcami/okrętami.

Na Ziemi, w kosmosie stanowią o wiele lepsze maszyny bojowe.

Wypowiem się jako fan mechów. Przez cały pierwszy sezon jest dobrze. Walki nie są efektywne na siłę, no i zachowują nieco realistyczności (no ale wybuchnąć trzeba, nieważne w co się dostało). Glasgowy spoko, Guren i Lancelot były OP, ale w ich wypadku nie przeszkadzało to tak bardzo.

Drugi sezon to kompletna porażka. Każda ważniejsza postać ma własnego hipermocnego mecha, no i oczywiście rozwala nim setki przeciwników. Designy pstrokate i szkodliwe dla oczu.

 

Ogólnie drugi sezon był bardzo kiepski i jechał na popularności pierwszego. Miał tyle bubli i nielogiczności... Ma dwa ulubieńce. Pierwszy z nich to najwierniejszy z wiernych cesarzowej. W każdej bitwie pluł krwią i błagał bogów, żeby nie umarł zbyt szybko. Cóż, przeżył do końca serii.

A co do drugiego...

Kallen_in_a_Strait-jacket.jpg

Powiedźcie mi, co z tym jest nie tak.

 

Pisać więcej mi się nie chce, najwyżej dopisze coś później.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zacznijmy może od tego, że Lo... Le... Goddamnit, Lelouch jest Mary Sue. Jest geniuszem taktyki i strategii (ot tak, z dupy, nikt go tego nie uczył ani w ogóle),

Mógł o tym czytać, poza tym w każdej bitwie (w zasadzie poza ostatnimi, kiedy już został Imperatorem i mógł sobie pozwolić na ciągłe tracenie wojsk) robił coś, czym przeczył ustalonym zasadom taktyki. On widział wady tych ustalonych zasad i umiał je wykorzystać. To właśnie wyróżnia wielkiego dowódcę (Napoleon i jego doktryna Wielkiej Baterii, Aleksander i przeniesienie ciężaru bitwy na kawalerię, zamiast polegania na falandze, Guderian i wykorzystanie czołgów w blitzkriegu, i tak dalej).

kochają się w nim niemalże wszystkie dziewczyny w szkole (a z trzema bohaterkami się całuje)

Nie jest to prawdą, mówisz zapewne o drugim sezonie, kiedy to Sayoko podszywała się pod niego i podrywała wszystkie dziewczyny, ale czy można za to winić samego Leloucha?

jest także zwyczajnym geniuszem (vide superdokładne obliczenia podczas ostatniej bitwy).

No, jest. Tak samo jak Imperator, Schneizel, Xing Ke i tak dalej. Ich intelekt się równoważy. Gdyby on był jednym geniuszem w serii i dzięki temu wszystko wygrywał, to tak, wtedy byłby Gary Stu. Ale nie jest.

Jego hobby to oczywiście przeczytanie scenariusza odcinka przed jego emisją.

Bzdura zupełna. Tutaj wchodzi w grę stwierdzenie powiedziane przez, z tego co pamiętam, Clausewitza: "wszelkie plany są aktualne do pierwszego kontaktu z wrogiem". I w Code Geass tak wygląda każda bitwa. Tak, Lelouch ma swoje plany, które mają mu pozwolić osiągnąć całkowite zwycięstwo, ale w starciu z rzeczywistością te plany ulegają ciągłym zmianom. I najlepszym tego przykładem jest śmierć Euphemii. Nie to planował Lelouch. Chciał ją wykorzystać, ale nie w ten sposób i na pewno nie chciał jej śmierci.

No i jedynie udaje antybohatera, bo tak naprawdę wszystkich nas kocha i robi wszystko, aby zbawić świat. Naprawdę, z tym swoim antybohaterowaniem jest strasznie niekonsekwentny,

I znowu - śmierć Euphemii. Próba zamordowania Rolo. Wykorzystuje bez żadnej litości wszystkich, którzy staną mu na drodze. Tak, robi to w słusznym celu, ale wykorzystuje zupełnie niemoralne metody i powoduje śmierć milionów ludzi. I wcale mu to nie przeszkadza, dopóki żyje Nunnaly i on sam. Czy to nie jest definicja antybohatera? Może mówisz, że jest niekonsekwentny, bo czasem, gdy tylko może, robi słuszne rzeczy - choćby w scenie niedoszłego rozstrzelania, kiedy celowo zraża do siebie Kallen, żeby ta nie zginęła razem z nim.

Połowa wątku szkoły? No chyba, że uważasz gonienie za kotem przez cały odcinek za przepakowanie akcją.

Sceny w szkole służyły kreacji postaci i rozładowaniu napięcia. "Gonienie kota" i inne takie akcje były zabawne i stanowiły odskocznię od poważnych scen, bez tego anime znudziłoby mi się po połowie sezonu. Że użyję takiej przenośni - musisz zjeść warzywa, żeby dostać deser, a wtedy deser będzie o wiele smaczniejszy, niż gdybyś dostał go od razu.

Lel, dla mnie to była w sumie najlepsza rzecz w tym animcu.

Nie gratuluję gustu muzycznego.

Drugi sezon to kompletna porażka. Każda ważniejsza postać ma własnego hipermocnego mecha, no i oczywiście rozwala nim setki przeciwników. Designy pstrokate i szkodliwe dla oczu.

Tak, mnie też bolało pojawianie się co odcinek nowego przepakowanego mecha i zabijanie hord przeciwników. To można zaliczyć jako wadę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...