Dorek Napisano Grudzień 23, 2014 Share Napisano Grudzień 23, 2014 (edytowany) Witam;Przedstawiam dzisiaj pierwszy z sequeli Takifugu, krótkie opowiadanie dziejące się niedługo po zakończeniu akcji pierwszej części. Pomimo, że jest to sequel, opowiada o przygodach zupełnie nowych postaci, i jest wstępem do kolejnej, nadchodzącej części. ====================================================================================== Na wschód od Equestrii znajduje się kraina zwana Akwitanią. Przez dziesięciolecia wojny domowe i konflikty z innymi nacjami zmieniły kraj w jałowe pustkowie, na którym pojedyncze jednostki które przetrwały upadki swoich systemów z trudem starają się przeżyć każdy kolejny dzień. W zachodniej części krainy, oddzielony od kucykowego królestwa jedynie szerokim na kilkanaście kilometrów morskim kanałem znajduje się Sewentrycz, gdzie za wysokimi miejskimi murami rząd sprawuje twarda władza Kombinatu, szczątkowo budując gospodarkę i administrację od nowa, zapewniając obywatelom bezpieczeństwo i godne życie, w zamian za ich pracę i posłuszeństwo. Ale w każdej maszynie, jakaś część prędzej czy później się psuje... Link: https://docs.google.com/document/d/1MtLzE_rQc4-EUJSMRA_G24SIm18pfRypc6qBZyxsWgQ/edit# Edytowano Grudzień 23, 2014 przez Dorek Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Dolar84 Napisano Grudzień 23, 2014 Share Napisano Grudzień 23, 2014 Brak tagów obowiązkowych. Czas na poprawę - 2 dni. Instrukcja: Edytuj pierwszy post - użyj pełnego edytora - umieść tagi w tytule, tak jak jest w innych opowiadaniach. Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Dorek Napisano Grudzień 23, 2014 Autor Share Napisano Grudzień 23, 2014 Poprawione Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
psoras Napisano Luty 1, 2015 Share Napisano Luty 1, 2015 (edytowany) No, wreszcie, tydzień po rozmowie z autorem dokończyłem to stosunkowo krótkie (w porównaniu z oryginalnym "Takifugu") opowiadanko... Pora jakoś je podsumować.Lepiej się czyta od poprzednika i mniej jest tu momentów totalnego facepalmu, kiedy to czytelnik orientuje się, że to, na co patrzy, nie ma sensu. Niestety wciąż takie momenty się zdarzają, ale mam wrażenie, że autor więcej teraz myśli przy pisaniu.Szczegóły w spojlerze.Wstała na dźwięk porannej syreny.Standardowo przywitała wszystkich mijanych sąsiadów, którzy tłumnie wylegli między szare, niszczejące bloki, by dostać się do pracy w dzielnicy fabrycznej.No to nieźle sobie musiała gardło zedrzeć; jeśli na osiedlu mieszkało jakieś czterdzieści tysięcy kuców, to załóżmy, że dwadzieścia tysięcy było w wieku produkcyjnym, czyli Opera co rano dwadzieścia tysięcy razy mówiła "cześć"... (Sorki. Nie mogłem się powstrzymać ^^).Odkładając złosliwości na bok, muszę jednak przyznać, że wizja Sewentrycza jako miasta, gdzie panuje reżim porównywalny ze stalinowskim, nawet budziki są scentralizowane, a mieszkańcy wszędzie chodzą w identycznych kombinezonach (zwykle strój roboczy zakłada się w szatni fabrycznej) bardzo mi się spodobała - znaczy nie w sensie, że chciałbym tam mieszkać, tylko po prostu lubię takie motywy. Do tego nazewnictwo: Kombinat, admini... Aż prosi się o większe użycie podobnego, w większym stopniu mechanistycznego słownictwa (zamiat częściowego wykorzystania terminologii peerelowskiej - może "Rozdzielnia" zamiast "Partii" jako określenie na tych, którzy kręcą tym całym bajzlem?) i zwłaszcza o szerszy opis dojazdu Opery do pracy.Ci, którzy mnie znają, stwierdzą zapewne, że zależy mi głównie na szczegółowym opisie pociągu SKM Sewentrycz - i po części to prawda, ale nie do końca. Chciałbym po prostu poczuć się na chwilę częścią tego zuniformizowanego społeczeństwa, posmakować tak charakterystyczny dla dworców kolejowych żeliwny pył w przedrożonej kanapce, zobaczyć niekończące się szeregi bloków mieszkalnych za oknem spóźnionego jak zwykle pociągu, w trakcie jazdy powoli wypierane przez hale fabryczne...Właśnie - nie dostajemy właściwie informacji o architekturze Sewentryczu. Wiemy, że Opera mieszkała na blokowisku, ale jak wygląda śródmieście i dzielnica fabryczna (budownictwo przemysłowe też może być bardzo różne - porównaj np. hale przy Trzebnickiej i fabrykę czekolady na Bielanach)? Wiemy też, że miasto otaczał mur - ale jak wysoki? Czy miał trzy metry, jak berliński, czy kilkanaście, jak średniowieczne mury obronne? I z czego był zbudowany? Więcej opisów tego miasta, proszę!Dobra, idziemy dalej. Do fabryki przyjechał pan Wielka Szycha (co chyba jednak powinno wzbudzić pewne emocje u dyrektora fabryki), Opera palnęła głupstwo (wyjątkowo idiotyczne, swoją drogą - albo nasza bohaterka cierpi na totalną ślepotę społeczną, albo jest zwyczajnie durna) i... wylądowała w siedzibie podziemnej (dosłownie i w przenośni) organizacji opozycyjnej Cheketa (dziwna nazwa - jedyne, z czym mi się kojarzy, to Hakata).Ni z gruchy, ni z pietruchy.Czy muszę mówić, co jest nie tak z tą procedurą werbunkową? Jeśli oni porywaliby każdego randoma, któremu zdarzyło się palnąć coś głupiego i niechcący antypaństwowego, a potem grozili mu śmiercią, jeśli do nich nie dołączy (jak naszej bohaterce)... to w krótkim czasie mieliby w organizacji od cholery członków, którzy byliby tam tylko z przymusu. A z niewolnika nie ma pracownika - np. dziś wiadomo, że jeśli peerelowska bezpieka werbowała kogoś pod przymusem, to raczej żeby złamać morale i wewnętrzną lojalność solidarnościowców, niż żeby kablował; w tym celu lepiej sprawdzali się tacy, którzy robili to w zamian za określone korzyści.Swoją drogą, jeśli już o tym mowa, wśród zwerbowanych w ten sposób do Chekety na pewno znalazłoby się sporo takich, którzy, wypuszczeni na pierwszą misję, popędziliby prosto na komisariat i zakablowaliby wszystko władzy, licząc na profity z tego tytułu.Idziemy dalej. Dwa dni po dołączeniu do akwitańskiej "Solidarności" Opera (która do momentu wizyty w zbrojowni Chekety nigdy w życiu nie trzymała broni) dostaje swoją pierwszą misję - zabić Mike'a, który jest idiotą, bo ukradłszy pieniądze z organizacji nie zmienił nazwiska i nie uciekł z miasta. (Swoją drogą, gdybym ja zobaczył tę wypasioną chałupę, straciłbym nadzieję na odzyskanie tych pieniędzy). Pierwsza misja i od razu trzeba kogoś załatwić? Nie lepiej zacząć od roznoszenia ulotek, mazania na murach "KOMBINAT PUZDRO" czy czegoś w tym rodzaju? A przede wszystkim - nie lepiej poćwiczyć przedtem nieco więcej?Trochę mało wiarygodnie przedstawiłeś moim zdaniem pierwsze zabójstwo Opery - to się przeżywa (zapraszam do "Progressio ex machina" - tam jest dobry opis tego, co się wtedy z daną osobą dzieje).Jedziemy dalej. Mamy akcję z odbiciem konwoju (na której nie powinno się rozmawiać otwartym tekstem przez krótkofalówki - przeciwnik może podsłuchiwać!), gdzie Opera wyczerpuje limit szczęścia na miesiąc. Jeden celny strzał i jeden rzut pistoletem(!) wykluczają z akcji dwa samochody... (No dobra, ten motyw mi się akurat podobał ^^).Rezultatem jest spotkanie z G. I nie było trudno domyślić się, o kogo chodzi - po pierwsze, niewielu bohaterów ma imiona zaczynające się od G, a po drugie, tylko jeden z nich widział Operę przed przystąpieniem do organizacji i miał okazję ją ocenić (inna sprawa, że nie bardzo wiadomo, na jakich podstawach)Tak czy siak, Opera rusza na kolejną misję, a towarzyszy postać o imieniu identycznym z nickiem autora.Tu uwaga. Cheketa ma swoje stroje organizacyjne, bardzo charakterystyczne - i biorąc pod uwagę to, jak bardzo się wyzłośliwiałem na płaszcze z symbolami w komentarzu do "Takifugu", możnaby tu oczekiwać z mojej strony podobnego podejścia tutaj. Ale tu akurat ma to swoje uzasadnienie - Cheketa działa w nocy, Sewentrycz nie ma (zdaje się - opisu nie było) oświetlenia ulicznego, a stroje organizacyjne są czarne. Więc nie czepiam się... z wyjątkiem jednej sceny.Sceny, w której Opera i Dorek idą przez Akwitanię w pełnym słońcu, cały czas mając na sobie te stroje, po czym wchodzą do gospody, gdzie spotykają członkinię służb specjalnych Equestrii, która robi tam za odpowiednik "wrażych kapitalistów" (notabene też w stroju organizacyjnym)... po czym zaczynają drzeć się na siebie, wykrzykując na cały głos, kim są!Autorze, pomyśl przez chwilę.Nawet jeśli nie cała Akwitania znajduje się pod władzą Kombinatu, to nigdy nie wiadomo, kto słucha i patrzy. Nasi bohaterowie mogą się w takiej sytuacji nie obudzić następnego ranka, bo zobaczył i usłyszał ich jakiś lojalny poddany Kombinatu i powiadomił odpowiednie władze. Może poza murami miasta Kombinat nie ma możliwości legalnego pozbycia się wywrotowców... ale prawdopodobnie nie ma też nikogo, kto byłby w stanie powstrzymać go przed użyciem metod nielegalnych.Swoją drogą Opera zapomniała o starej, dobrej zasadzie "wrogowie naszych wrogów są naszymi przyjaciółmi" (Equestria walczy z Kombinatem, Cheketa walczy z Kombinatem, ergo - są sojusznikami), a Holly Dash jej o niej nie przypomniała, choć zależało jej na tym, aby ona i Dorek byli po jej stronie.Właśnie. Wspólna misja Opery i Dorka. Kluczowa dla fabuły - to tu Dorek ostatecznie zawala swoją sprawę do tego stopnia, że G. postanawia się go pozbyć, to tu między nim i Operą rodzi się chemia, to tu wreszcie wykradziony zostaje tajemniczy pakunek, który później okazuje się być superwirusem. Jest to z wielu powodów bardzo ważna misja, która... NIE JEST OPISANA. Przeskakujemy od Dorka i Opery w gospodzie do Opery przy biurku G. Czegoś takiego po prostu nie powinno się robić.Ale nic - idziemy dalej. Odkrywamy prawdziwą tożsamość G. (jeśli jeszcze się jej nie domyśliliśmy) i widzimy, jak prezentuje innym szychom Kombinatu wykradziony przez Cheketę wirus. A tak z innej beczki - jeśli G. od początku chciał, żeby Kombinat użył wirusa, to czemu nie wysłał po niego żołnierzy Kombinatu? Opera mogłaby jednak zajrzeć do paczki... (Wymyśl jakiś dobry powód, jak będziesz opisywał wspólną misję Dorka i Opery ^^)Reanimowali martwych, aby walczyli po ich stronie, należało im się!Wiem, o co chodzi, ale nie mogę się pozbyć z umysłu wizji RKO i defibrylacji prowadzonych na trupach ^^Zresztą plan zarażenia Equestrii ma jedną zasadniczą wadę - Sewentrycz jest o rzut beretem od krainy kucyków i zaraza łatwo mogłaby się dostać do miasta. A przeciwdziałanie temu poprzez pójście piechotą do księżniczki Celestii, albo nawet do Holly Dash (jak niby oni ją znajdą? Czy liczą na to, że znowu to ona będzie ich szukać?) mogłoby być zdecydowanie zbyt powolne - jeśli Kombinat podrzuci gdzieś bombę z wirusem, to przerąbane.Co do spraw bardziej ogólnych, jest problem z wiarygodnością psychologiczną Opery. Pomińmy już, że mowa o kucyfikacji przeglądarki internetowej - ten fakt nie ma żadnego znaczenia dla fabuły. Po prostu nie mam wrażenia spójności charakterologicznej tej postaci.Na początku zachowuje się jak osoba z autyzmem lub jego łagodniejszą formą - zespołem Aspergera (poświęca pracy sto procent swojej uwagi, jest samotniczką, na wieść o reprezentowaniu fabryki przed panem Wielka Szycha nie okazuje ani radości z bycia docenioną, ani stresu w związku z czekającym ją zadaniem, a jej wypowiedź "Społeczeństwo jest smutne" skierowana do przedstawiciela władzy w kraju przypominającym pod względem atmosfery państwo komunistyczne w okresie najgorszego stalinizmu świadczy albo o całkowitej ślepocie społecznej, albo o zwykłym kretynizmie. Do tej tezy pasowałyby też cokolwiek chamskie odzywki w rodzaju "Pracuję sama" skierowanego do szefa organizacji czy traktowanie Holly Dash z pogardą od pierwszego spotkania.Ale co w tym wszystkim robi aluzja w rodzaju "Noce wieczorem bywają chłodne" skierowana do towarzysza? To trochę nie w tym samym stylu.A jej zachowanie podczas akcji to też dziwna sprawa. Po pierwszym zabójstwie (które zwykle bardzo się przeżywa) otrząsa się błyskawicznie. No dobra, powiedzmy, że te objawy można podciągnąć pod nie tyle autyzm, co socjopatię, czyli całkowity brak empatii... Ale nie wiem, o czym miałoby świadczyć, że gdy ma zabić Dorka, to najpierw podchodzi do tego z zimnym profesjonalizmem, potem czerpie z bezbronności ogiera sadystyczną przyjemność, aby w końcu odezwało się w niej sumienie na widok... jego rezygnacji. Dlaczego akurat wtedy, a nie wcześniej, jak kulił się wystraszony pod ścianą i patrzył na nią blagalnym wzrokiem?Po prostu... nie czuję tej bohaterki. Nie rozumiem jej emocji, jej motywacji, jej charakteru. Wydaje mi się najzwyczajniej w świecie niespójna. Co, wbrew pozorom, świadczy o progresie jakościowym w stosunku do "Takifugu" gdzie tak bardzo pochłonęły mnie dziury fabularne i przeładowanie kliszami rodem z filmów akcji klasy B, że nie miałem już siły zwracać uwagi na takie pierdoły jak konsekwencja w budowaniu charakteru postaci Nie wiem też, po co dowaliłeś Kombinatowi pakt z demonami. Informacja o nim pojawia się totalnie z zadu i nie ma żadnego znaczenia dla fabuły fanfika. Wygląda jak dorzucona tylko po to, żeby bardziej sugestywnie pokazać, jaki to Kombinat jest zły. Co jest niepotrzebne - to cholerny stalinowski reżim, to oczywiste, że jest zły.Teraz wypadałoby jakoś podsumować całość. Hmmm... znowu mamy średni fanfik z kilkoma fajnymi motywami oraz kilkoma brakami i dziurami, ale mimo wszystko jest wrażenie pewnego progresu w stosunku do "Takifugu".Polecam przeczytać całość jakiś czas po napisaniu (np. następnego dnia), tym razem patrząc na własną pracę krytycznym okiem czytelnika. Ja czasem musiałem po czymś takim jeszcze raz przepisywać spore fragmenty fanfika. Powodzenia.PS. Będę męczył też następne twoje dzieła. Czuj się ostrzeżony ^^ Edytowano Luty 2, 2015 przez psoras Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Dorek Napisano Grudzień 6, 2018 Autor Share Napisano Grudzień 6, 2018 W ostatnim czasie fik przeszedł swego rodzaju remaster i teraz (poza ogólną poprawą wszystkiego) jest kanoniczny z The Rejected Ones więc zapraszam do przeczytania Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Obsede Napisano 1 godzinę temu Share Napisano 1 godzinę temu (edytowany) „Opera w trzech aktach” to spin off „Takifugu”. Nie czytałem „Takifugu”, ale chyba już nie chcę. To dokładnie odwrót, gdy przypomnę sobie Save Me: Silent Universe, które zachęciło mnie do przeczytania macierzystego fanfika. O czym jest „Opera w trzech aktach”? To historia klaczy imieniem Opera, pracownicy sortowni śrubek. Pewnego dnia została ona aresztowana, gdy podczas wizytacji fabryki powiedziała wizytującym „że robotnicy są smutni”. Potem już nie była smutna. Została zabójczynią na zlecenie dla podziemnej organizacji komunistycznej o nazwie Cheketa. Życie nabrało rumieńców. Problem w tym, że ona już żyła w komunistycznym kraju. Komuniści poprawiający komunizm nie mogli przecież nie mieć racji… Głównym problemem „Opery w trzech aktach”, nie jest fabuła sama w sobie. To byłaby zupełnie spoko, uznałbym ją nawet za ambitną. Tekst ma jednak dwa problemy: Pośpiech i schematyczność. W efekcie powstaje, nie zawaham się użyć tego porównania coś podobnego do „Broken Bonds: Zerwane więzi”. Problemy wynikające z pośpiechu są różnorakie. Po pierwsze jest to skrótowość rozwoju postaci. One nie dojrzewają do pewnych wniosków, one do nich „doskakują”. Z pierwszych stron nie można wnioskować, że Opera jest zagorzałą przeciwniczką reżimu. Jej fraza „że robotnicy są smutni" pada dosłownie od czapy. Do tego momentu jedynym tak naprawdę wyrazem niezadowolenia z panującego reżimu było to, że kupiła kanapkę w bufecie dworcowym, która była za mała i za droga. Każdy, kto jadł w Warsie wie, że porcje są tam małe i drogie, ale raczej dziwne, żeby wyrosła z tego chęć do walki z III RP, prawda? Potem Opera zostaje aresztowana. Nagle zaczyna zachowywać się jak zadeklarowana… no nie wiem, jak to nazwać, bo nie była antykomunistką, skoro potem brała udział w życiu komunistycznego ruchu oporu. W stalinowskim ZSRR pewnie by to określono jako „Trockizm”. W efekcie tego bohaterka się nie rozwija. Najgłębsze jej przemyślenia brzmią jak wyjęte z filmów akcji o zawodowych zabójcach, ale nie wiem, czy tych z górnej półki. Cytat - No tak - klacz odwróciła głowę z powrotem w kierunek, w którym szli - Jak to jest? Za pierwszym razem ciężko, dręczą cię wyrzuty sumienia, koszmary senne i takie tam, rozumiesz. Ale za drugim, trzecim, czwartym... Za każdym razem jest coraz łatwiej, z czasem zaczynasz to traktować jako obowiązek, który po prostu trzeba wykonać. Zresztą takie podejście ułatwia sprawę. To, o czym mówi Opera nigdy nie jest opisane w tekście. Nie jesteśmy świadkami tych koszmarów sennych. Opera albo kłamie, albo to totalny prymityw, który nie lubił sortować śrubek i za to znienawidził reżim (no i kanapka była za droga i za mała), ale z chęcią będzie mordować innych na rozkaz Chekety i żyć ze świadomością, że może zostać tak samo skazana na śmierć przez kierownictwo jak jej ofiary. Nie ma u niej wyrzutów sumienia. Nie mogę wyjaśnić, dlaczego wysłano ją bez żadnego przeszkolenia do zamordowania jej byłego naczelnika w pracy. W tej sytuacji wychodzi wręcz na jakąś psychopatkę: Cytat - Nie mogę na to pozwolić… - szepnął, po czym nagle stanął na łóżku, trzymając w kopycie długi, lecz prosty miecz. Nie miała czasu na zastanowienie. Nóż przeszył powietrze i wbił się w okolice jego serca. Jego źrenice zwężyły się nienaturalnie. Wypuścił broń w agonii i spojrzał jej prosto w oczy, po czym upadł, plamiąc śnieźno białą pościel kolorem świeżej krwi. Serce biło jej jak oszalałe. Spoglądała na swoją ofiarę. Walczyła z myślami. Zrobiła to. Ale przecież nie z własnej woli. Zabiła go w obronie własnej. Ona chciała rozwiązać problem pokojowo. Czy autor ma czytelników za idiotów? Wlazła z zamiarem zamordowania kogoś i zabiła w obronie własnej? Czy to jest jakiś żart? Czy jeśli gangster wejdzie do domu jakiegoś przedsiębiorcy i powie, że musi go zabić, ale ten może mu zapłacić haracz i po sprawie, a potem go zabije, bo ten nie chciał płacić to będzie on działał w obronie własnej? Cytat Jak już mówiłem, jesteśmy organizacją opozycyjną. Szeregowi członkowie z reguły zajmują się takimi rzeczami, jak pobicia, zastraszania, przemyt i likwidacja niewygodnych świadków. Opera, pomimo odrazy do władzy i chęci walki o wolność, wzdrygnęła się na te słowa. Nie była pewna, czy jest gotowa do takich czynów, ale z drugiej jednak strony i tak nie miała już wyboru. Mogła zgodzić się albo zginąć. Trudno, będzie musiała się przyzwyczaić. Najważniejsze, że już nigdy nie wróci do sortowni. Bo jak to wygląda? Nie jak opis działania mafii? Czy sortownia była aż tak zła, czy ta kanapka była aż tak za droga i za mała, żeby teraz mordować i być szczęśliwym, że się nie jest w sortowni? Była tam regularnie gwałcona przez tego dyrektora? Opera nic o tym nie wspomina, a mi się nie chce odwalać roboty za piszącego. Jeśli opisujesz morderstwa tym bardziej możesz chyba napisać, że była napastowana w pracy. Zresztą przytoczony powyżej opis podpowiedział mi główny zwrot fabularny w tym fanfiku. Wyjątkowo nieczęsto się zdarza bym przewidział główny plot twist autora. Ten miał miał chyba jednak inne zamysły, bo tak właściwie nie dało się poprzez podane przez niego informacje dojść do prawdy o Chekecie. Spoiler Spojler: Imię zdrajcy nie pada ani razu przed tym, jak został ujawniony i zostało ono ujawnione przez postać, która została wprowadzona kilka stron wcześniej. To sprawia wrażenie zwrotu fabularnego szytego bardzo grubymi nićmi. Jest to może dopuszczalne na początku utworu, kiedy o świecie nie wiemy nic albo mało, ale tak późno w fanfiku sprawia to bardzo amatorskie wrażenie. Mógłbym tak dalej. Ale w tym fanfiku jest jedna zasada: jeśli Opera ma coś zrobić albo czegoś nie zrobić to to zrobi albo i nie, bo tak chce albo nie chce autor, a nie dlatego, że ma jakąś psychologię postaci. To nie jest poziom pisania postaci od Darkness Princess, bo tam bohaterowie zachowywali się, jakby nie byli świadomi, jakie mogą być konsekwencje ich działań. Tutaj bohaterka zachowuje się chaotycznie, ale budzi u mnie raczej antypatię, a nie sympatię. Po prostu mam wrażenie, że ta postać nie rozumie pewnych prostych spraw, a raczej upraszcza do nieskończoności (podobnie jak autora fabułę tego fanfika) bardzo złożone sprawy: Cytat - Giovanni chce zaatakować Equestrię. Musimy uprzedzić Celestię. Miejmy nadzieję, że pomoże nam pokrzyżować mu plany… W końcu to też leży w jej interesie… To jedyne co mi przychodzi do głowy. Dorek, Bloodwyn, idziecie ze mną do Equestrii. Skip, zostajesz tutaj. Jak sytuacja ucichnie, odszukasz niedobitków Chekety, i przygotujesz powstanie ludności przeciwko Kombinatowi… To trochę… Bardzo ryzykowne zadanie, ale jedyne, co jest realne. Uderzycie, kiedy miasto zostanie zaatakowane przez wojska Celestii. Przygotować powstanie, gdy organizacja rewolucyjna została zniszczoną chwilę wcześniej. Czy to jest jakiś żart? Czy Opera w ogóle wie, co robi, zastanawia się nad tym, co się dzieje? Chyba nie. Czy polecam? Nie, nie polecam tego fanfika. Jest on napisany w ten sposób, że osiąga dokładnie przeciwstawny efekt do zamierzonego. Nie mogę polubić bohaterki, która woli mordować, niż pracować w sortowni, przy czym obaj jej pracodawcy się od siebie w zasadzie nie różnią. Nie będę jednak spojlował głównego zwrotu akcji fanafika. Edytowano 1 godzinę temu przez Obsede Link do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Recommended Posts
Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony
Utwórz konto
Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!
Zarejestruj nowe kontoZaloguj się
Posiadasz własne konto? Użyj go!
Zaloguj się