Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Content Count

    3,912
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    84

Dolar84 last won the day on November 12

Dolar84 had the most liked content!

Community Reputation

2,541 Cutie Mark Crusaders - Łowcy Reputacji! YAY!

About Dolar84

  • Rank
    Opiekun Księgozbioru/Dzierżący Łopatę/Car Wszechfanfikcji
  • Birthday 11/11/1984

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    1750361

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Leszno\Wrocław
  • Ulubiona postać
    Lady Ditzy "Derpy Hooves" Doo of House Doo and Cumulus
    Rarity
    Cloud Kicker of House Kicker
    Blossomforth
    Lyra

Recent Profile Visitors

8,683 profile views
  1. W takim razie tłumacz dalej, i daj mi na PW znać kiedy uzyskasz odpowiedź. Powodzenia.
  2. Zapoznałem się ze sprawą, przemyślałem i zrobimy tak: @ferbi Jest jeden prosty i podstawowy powód dla którego o zgodę trzeba pytać, jeżeli autor jest nadal aktywny. Tak zwyczajnie wypada zrobić. I tyle. Może okazać się, iż twórca nie życzy sobie tłumaczenia (słyszałem o takich przypadkach), więc zapytać zawsze należy. Dlatego masz napisać pytanie o zgodę do autora Austraeoh. Jestem pewny, że nie będzie robił problemów, bo Shortskirtsandexplosions (czylki ta sama osoba co Imploding Colon) z zasady bezproblemowo ich udziela. @Fanuś Teoretycznie to doskonały pomysł, ale tylko teoretycznie. W praktyce byłby to martwy punkt, ponieważ każdy mógłby twierdzić, iż taką zgodę ma, a nie można nikogo zmuszać do wrzucania potwierdzających to screenów. Znaczy, w teorii można, ale w praktyce albo ktoś by zrobił fałszywkę (pewnie się da) albo mielibyśmy tu już w ogóle zerową ilość publikujących, bo uznaliby ten przepis za idiotyzm (i trudno im się dziwić). Od lat z zasady wierzymy w dobrą wolę tłumaczy i to, że pytają o zgodę przed tłumaczeniem - może jestem pod tym względem zbyt ufny (i czasem jestem jak pokazał ten przypadek), ale wierzę, że ludzie są przyzwoici i o taką zgodę pytają. Naturalnie jeżeli ktoś by opublikował tłumaczenie przy wyraźnym zakazie ze strony autora (a nie jest to niemożliwe by autor anglojęzyczny znalazł takowe tłumaczenie) to zostałoby ono z punktu usunięte a tłumacz poniósłby konsekwencje. Mieliśmy kiedyś podobną sytuację, kiedy Accu, pomimo wyraźnego zakazu Coldwinda zrobił złośliwie (i nawet przyznawał, że to był jego motyw) lektorat z tłumaczenia i mu się za to zasłużenie i solidnie dostało. Podsumowując: 1. Ferbi ma napisać pytanie o zgodę na tłumaczenie. 2. Punkt w regulaminie póki co nie zostanie dodany, ponieważ jak wyjaśniłem byłby to martwy przepis, ale tę kwestię jeszcze przemyślę. 3. Jest prawdopodobne, iż od teraz będę prowadził wyrywkowe kontrole pisząc do autorów tłumaczonych tekstów. Tak więc pytajcie o te zgody. Sprawa zamknięta.
  3. Od dzisiaj można w dziale opowiadań publikować komiksy autorskie lub tłumaczenia komiksów. Dodałem punkt do regulaminu i odpowiedni tag na liście. Życzę owocnych publikacji i dużego zainteresowania.
  4. Na początek polemika odwetowa, też na podstawie tego co póki co przeczytałem. No i ten wiek to kolejna rzecz, która mnie gryzie, a o której nie wspomniałem póki co. To oczywiste, iż taka smarkateria wyobraża sobie nie wiadomo jakie cuda, ale nawet biorąc poprawkę na fakt, iż NS to księżniczka, czyli siłą rzeczy posiada większą wiedzę i lepszą edukację niż byle smark, no i do rogu ma bonusem skrzydełka, ale co ona tak naprawdę może? Ok, potrafi rzucić kilka czarów, ale to nadal dziecko, a przeżywalność takich wrzucanych w całkowicie obce środowisko jest zdecydowanie niska. Póki co miała tylko przedsmak tego co ją czeka, a i tak niemal się to dla niej tragicznie nie skończyło. A mimo to prze dalej w swoje idiotyczne fantazje. Wniosek? Jest idiotką :D. Natomiast bardzo zawiódł Dark Mane. Powinien ją powstrzymać a nie jej pomagać. Tak zachowałby się, gdyby kochał siostrę. Najwyraźniej ma ją w trąbie. We are not amused. Co do królowej, to za taką manierę już dawno powinien spotkać ją wypadek. Co zaś do teorii, że powinno się z rzeczonej maniery korzystać prywatnie, to jest to absolutne nieporozumienie. I bardzo dobrze, że prawie nikt tak nie robi, to pokazuje, że wyższe sfery też mają działające mózgi. Co zaś do tych opisów, to tutaj akurat przedłużenie wyszłoby na dobre, bo troszkę spowolniłoby akcję, która obecnie jest po prostu za szybka. A co do czatowania pod drzwiami, to przecież o niczym takim nie wspomniałem nawet! Raczej miałem na myśli sytuację, że NS jest tak pochłonięta tym co akurat robi, iż w ostatniej chwili zauważa, iż zaraz będzie miała niespodziewanego gościa. I tak, rozumiem że próbowała być ostrożna, ale tu wraca kwestia tego, że jest smarkulą, czyli jeszcze mogła nie wykształcić sobie takich umiejętności jak zwracanie uwagi na kilka rzeczy jednocześnie. A teraz bonusowo: przeczytany rozdział III Beware the spoilers! Po nieco gorszym poprzednim rozdziale, udało się odwrócić tendencję i poziom znowu poszybował w górę. Niby nie dowiadujemy się niczego specjalnego, ale cały ten tekst "drogi" i opisywanie perypetii NS w puszczach i lasach ma swój niezaprzeczalny urok. Zdecydowanie lepiej czyta się o prozaicznych trudnościach takich jak zaprowiantowanie czy brak wody, niż o hordach potworów masakrowanych przez główną bohaterkę. Tym bardziej, że jej spotkanie z czymś agresywnym, zważywszy na jej umiejętności bojowe (a raczej brak tychże), zapewne wymagałoby dopisania do tekstu słówka "Koniec" po jej brutalnej śmierci. Oczywiście dostajemy trochę przemyśleń klaczki na temat jej przyszłości i wychodzi na to, że jednak ma trochę rozsądku a nawet sprytu. To dobrze, to naprawdę dobrze wróży na przyszłość. Podobał mi się też motyw ekwanisa - urocze stworzonko. Mam szczerą nadzieję, że jeszcze w fanfiku wystąpi. Szczerze mówiąc niewiele więcej mogę napisać o tym rozdziale, który, dzięki opisom przyrody, mogę sklasyfikować niemal jako "Nad Niemnem". Tylko że w przeciwieństwie do oryginału napisane interesująco i przyjaźnie dla czytelnika.
  5. Przeczytane. O ja cię... muszę powiedzieć, iż pisanie komentarza do tego fanfika to prawdziwe wyzwanie. Dlaczego? Cóż, łatwo byłoby wypunktować wszelkie błędy, potknięcia, powtórzenia i inne wynalazki, bo jest ich tu sporo. Równie łatwo należałoby skląć pędzącą jak do pożaru fabułę. Można rwać sobie włosy z głowy nad praktycznie nieistniejącą kreacją bohaterek, śladowymi opisami czy kompletnym brakiem dialogów. Załamać ręcę nad kompletą naiwnością historii i brakiem jakichkolwiek plot twisów? Nie wspomnę nawet o zdaniach, które wyglądają jak cięte siekierą, nie jestem pewny czy widziałem więcej niż kilka złożonych. Czy należy, więc wrzasnąć ze zgrozy i wściekłości, po czym mściwym uderzeniem w klawiaturę dać "Buntowi Applejack" ocenę oscylującą wokół wartości 0/10? Nie. Zdecydowanie nie należy. Powiem więcej - uważam wręcz, że nie wolno tego zrobić. Owszem, gdybym taki fanfik otrzymał do oceny dziś, czy nawet 4-5 lat temu to z autora leciałby wióry, a może i zostałoby wygłoszonych wiele gróźb karalnych. Zwróćmy jednak uwagę na datę publikacji. To opowiadanie niedługo będzie świętować swoje ósme urodziny. Umówmy się - to były praktycznie początki działalności pisarskiej fandomu. Oczywiście nie można go całkiem usprawiedliwić, wszak w tamtym roku powstawały również tak świetnie napisane opowiadania jak "Długi", "Liść Róży", "Cena Pawdy", "W poszukiwaniu dawnej chwały" i wiele innych, nie wspominając o równie świetnych tłumaczeniach. Tu mamy jednak do czynienia z debiutem, a umówmy się - nie każdy jest naturalnym Tolkienem czy Kingiem. Od czegoś trzeba zacząć, a jak na absolutny początek, jest wcale nieźle. Błędów mało, tekst, mimo braku justowania nawet przejrzysty, no i czyta się toto całkiem lekko. W sumie posunąłbym się wręcz do polecenia tego opowiadania - nie ze względu na jego zalety i walory, ale po to by mu się przyjrzeć, zobaczyć kwestie napisane źle (ale nie bolące aż tak mocno w oczy) i wyciągnąć z nich korzystne dla siebie wnioski. W końcu nawet z takich tekstów można się czegoś nauczyć.
  6. Rozdział II przeczytany Beware the spoilers! Po brudnych ulicach poprzedniego rozdziału, tym razem dostaliśmy praktycznie sitcom. Wszystko działo się w jednej komnacie. I na, demony Tartaru, jakie to było irytujące... nie sama komnata rzecz jasna, ale Night Shadow. Po raz kolejny wyjdzie ze mnie szowinistyczna świnia, ale jak słyszę, czy raczej czytam jej ciągłe gęganie jaką to ona nie byłaby super królową i jak to się jej należy to mi się granaty po kieszeniach odbezpieczają. Znaj swe miejsce kobyło! Oczywiście, by była jasność, to że głównej bohaterki nie lubię i mnie niepomiernie irytuje nie uznaję za błąd, to zwyczajna subiektywna niechęć :D. Jej brat też wypada niekorzystnie - nie jako postać, ponieważ wykreowany jest świetnie - jako przyszły władca. No, może niekorzystnie to za wiele powiedziane, ponieważ czuć w nim poczucie obowiązku i zapewne stara się jak najlepiej sprostać stawianym przed nim wyzwaniom, ale cóż z tego skoro Cahan poskąpiła mu punktów w statystykach :D. Kreacja matki głównej bohaterki jest... w porządku. Jedynym zarzutem jaki mam do niej jest fakt, iż zwracając się do córki w całkowicie prywatnym otoczeniu używa formy "wy". Nie dosyć że wypadło to tragicznie sztucznie i nienaturalnie, to jeszcze było zwyczajnie niepotrzebne - takiej formy to mogłaby używać NS w stosunku do matki jako że ta stała wyżej w hierarchii dworu a nie na odwrót. A dostawanie opieprzy w takiej formie... nie, to zdecydowanie nie wyszło dobrze - powiedziałbym wręcz, iż to doskonały pomysł na numer kabaretowy, ale tu pasuje jak Korwin-Mikke do lewicy. Tyle o bohaterach, teraz trochę do samej akcji - mam nieodparte wrażenie, iż wszystko dzieje się trochę za szybko. NS dostaje książki o magii i uczy się czarów jak na wyścigach bo maja ją wysłać do przyszłego męża. Dobra, pośpiech jest wskazany, na dodatek nieźle wyjaśnia dlaczego (mam nadzieję) nie będzie mistrzynią wszelkich czarów, ale czegoś brakuje... Wydaje mi się, iż jeden czy dwa wtrącone opisy, kiedy odwiedzająca ją matka prawie przyłapałby ją na czytaniu zakazanych treści czy choćby używaniu magii pozwoliłby nieco podnieść napięcie całego sitcomowego rozdziału i dodać mu nieco smaku. Sama ucieczka z zamku była zwyczajnie fajna i zabawna. To w mojej ocenie najlepiej napisana część rozdziału. A może tylko najbardziej mi się podoba? Jeszcze będę musiał zdecydować. Podsumowując - nie tak super jak prolog i rozdział pierwszy, zauważone wady wypunktowałem, ale ogólnie CN nadal trzyma wysoki poziom i kolejne rozdziały z czasem z przyjemnością przeczytam.
  7. Przeczytany prolog i rozdział I Beware the spoilers! Tytuł i tag [Sci-Fi] to istny clickbait. Przynajmniej na mnie. A że jeszcze mi opowiadanie do czytania wyznaczono... cóż, nie miałem zamiaru narzekać. A niestety będę musiał i to bardzo. Zacznijmy jednak od tego co dobre. A co było dobre? Przede wszystkim wszelkie opisy czynności wykonywanych przez głównego bohatera, plus większość motywów sci-fi. Te rzeczy czytało się wyśmienicie. Napisane były lekko, przyjaźniej dla czytelnika, a przy tym nawet tak prozaiczna sprawa jak zmiana kursu kosmicznej koparki była zwyczajnie interesująca. Tutaj więc należą się duże brawa, ponieważ tak wykonanie jak klimat stały na naprawdę wysokim poziomie. Przyznam, że część, nazwijmy to, domowa też była całkiem niezła - szczególnie klimatyczny był Bałtyk o konsystencji żelatyny i kolorze nieświeżego gówna. Przyznaję, iż mocno wpływało to na wyobraźnię i ładnie pokazywało ogrom popełnionych podczas wojny zniszczeń. Sama fabuła? Na razie niewiele o niej mogę powiedzieć, chociaż przeczuwam dalsze starcia z bezduszną biurokracją i tym podobnymi wykwitami ludzkiej pomysłowości i/lub głupoty i/lub wredoty. No i jestem ciekaw czy oprócz bekono-klaczy pojawi się więcej taboretów, czy też główny bohater poleci na Konioziemię. Cóż, czas pokaże. Jeżeli chodzi o samego bohatera, to nie jestem do niego przekonany. Jego rozterki wydają się naiwne, nie czuć w nim profesjonalizmu, jest taki... nijaki. Oczywiście nie twierdzę, że powinien od razu mieć gigantyczne problemy emocjonalne, harde PTSD, lub odwrotnie, zawsze być duszą towarzystwa. Jednak póki co zwyczajnie nic go nie wyróżnia z tłumu, to dosłownie taki nikt. Nie tego spodziewałbym się po asie galaktycznych przestworzy. Oczywiście piszę to z perspektywy jednego rozdziału, a nie wątpię, iż został pan Kowalski później znacznie rozbudowany. A przynajmniej taką żywię nadzieję. Teraz przejdźmy do wspomnianego wcześniej narzekania. Zacznę od relacji Kowalskiego z bekonowogrzywą klaczą. Jest zwyczajnie słabo. Niby to na początku uważa ją za wynik jakiegoś szurniętego eksperymenty, po czym po chwili zaczyna opowiadać jej historię życia. Zero nieufności, zero wątpliwości, zero jakiejkolwiek pozytywnej lub negatywnej chemii między postaciami. Ot mówi osobnik A po czym odpowiada osobniczka B. I tak w kółko. Nie mówiąc już o fakcie, że są w stanie się dogadać bo program translatorski w pięć sekund zdołał rozszyfrować zupełnie obcy język. Zecora, prośba... Jak dla mnie element zdecydowanie nieprzemyślany i niedopracowany. A szkoda. Jedyny zabawny element ich interakcji , który ironicznie miał miejsce jeszcze przed wokalną interakcją była jajecznica z bekonem na śniadanie w rozdziale pierwszym, kiedy dosłownie na końcu prologu wniósł do domu popękaną bekonogrzywą klacz. Tutaj parsknąłem śmiechem. Wiem, jestem złym człowiekiem. Największy zarzut tyczy się światotworzenia, które w mojej opinii zwyczajnie nie trzyma się kupy. Dlaczego? Mieliśmy trzecią Wojnę Światową. Cały świat poza Europą wyleciał w powietrze, co przyznaję, ma w sobie dużo uroku, ale już wyjaśnienie dlaczego akurat Europa ocalała było przesadnie prozaiczne. Kontynent nie wybuchł bo zepsuły się baterie. Serrrrio? Kreatywność na poziomie zero. Wspomnę również o samym planie "Ragnarok" - zgadzam się z powszechną opinią, że ludzie są głupi, ale przecież nie aż tak! Dobrowolni wsadzić sobie pod zadek bomby atomowe, żeby nie było wojen? Tu nie trzeba głupoty. Tu trzeba bezmózgowia. Nie wspominając już o fakcie, że rzecz byłaby zwyczajnie niemożliwa do przeprowadzenia. Ale to jeszcze nic. Lepsze wariactwo to zatrucie całej wody na planecie. To jakim cudem ktokolwiek to przeżył? Już nawet nie chodzi o tak prozaiczną rzecz jak pragnienie, ale wyrżnięcie całej fauny i flory najpewnie zwyczajnie zabiłoby ziemię. W końcu, było nie było, to morskie roślinki dostarczają najwięcej tlenu. A tu nie dosyć, że przeżyło to dziesięć milionów ludzi, to jeszcze na gruzach toksycznego świata zbudowali międzygalaktyczną cywilizację z mega-luksusami, niesamowitą technologią, tysiącami statków kosmicznych i koloniami pozaziemskimi. I jest ich około trzech miliardów. Kilkanaście lat po wojnie. Kontynuować chyba nie muszę - to się zwyczajnie nie trzyma kupy w żaden możliwy sposób. Tak więc za ten aspekt fanfik ocena zdecydowanie niedostateczna. Z wykrzynikiem. Wróć. Z trzema wykrzynikami, trzema jedynkami i trzema nierozdzielonymi spacją słowami "one". Podsumowując pomysł jest dobry, ale wkradło się nieco potknięć, no i to nieszczęsne światotworzenie, które naprawdę mocno boli. Może w kolejnych rozdziałach jakoś się to naprawi, ale szczerze mówiąc nie wiem jak po takich początkowych gafach miałoby to być możliwe. Jednak za całość ocena dostateczna. Minus.
  8. Dolar84

    Rozdział I przeczytany. Beware the spoilers! Jak wiadomo, by przyciągnąć czytelnika, opowiadanie trzeba umieć sprzedać i tu od startu było z tym nieźle. Tytuł i tagi wraz z opisem budzą zainteresowanie od początku. Następnie zagłębiamy się w tekst i dostajemy porcję wręcz przesadnie plastycznych opisów. Tak właśnie - przesadnie, i mówię to ja, wielki fan rozbudowanego przedstawiania świata przedstawionego (powtórzenie w pełni zamierzone). Po takim szoku przeszedłem dalej, mając nadzieję, iż coś dobrego z tego wyniknie i zobaczę jakieś urozmaicenie. Kolejne strony pod tym względem nie zawiodły - dialog na dialogu i dialogiem pogania. Odnajdujemy się w niewielkiej mieścinie za kołem podbiegunowym, poznajemy kilku bohaterów, mamy wśród nich oczywiście nadambitnego pegaza oraz kilka sensowniejszych postaci, jak również epizodycznego nietopokuca (gratuluję, kolejna wersja nazwy tej rasy). Ogólnie rzecz biorąc scena, choć nieco chaotyczna jest przyjemna w odbiorze, chociaż Blizzarda to nie polubiłem, oj nie. W tak zwanym międzyczasie przenosimy się również do Canterlot, gdzie małą rólkę ma Pani Słońca i jeden z jej poddanych, wyglądający na ważnego Frozen Sword. Dalsza część fabuły prowadzi nas do Wonderbolts, gdzie chaos w pisaniu jest już absolutnie nie do ogarnięcia i trzeba się mocno zastanawiać o co w kolejnych akapitach chodzi. Tu ktoś traci pozycję, tu ją odzyskuje, podejmowany jest milion decyzji na sekundę, a postaci zachowują się jak słabo zaprogramowane NPC. Szczególnie szkoda, Frozen Sworda, który w swojej pierwszej scenie wypadł dobrze - tutaj zmarnowano całe pierwsze wrażenie. W końcu następuję kulminacja rozdziału czyli Marenton, wielki wyścig skrzydlatych taboretów. Tutaj zauważam gigantyczną inspirację wyścigami kolarskimi. Słownictwo, sposób prowadzenia narracji, no autentycznie czułem się jakbym oglądał Tour de Pologne. Co ciekawe, mimo iż nie jestem fanem tegoż sportu, to opis czytało się zaskakująco pozytywnie, od początku do końca czuło się napięcie tego wydarzenia. Całość kończy się gigantycznym opierdolem, zranionymi uczuciami a także pewną dawką gróźb karalnych. Nienajgorszy prognostyk na kolejne rozdziały. O treści pisałem, a jak tam forma? Tragicznie. Błędów jest mnóstwo, a stylistyka i budowa zdań leży i już nawet nie kwiczy a kona w boleściach. O ile na początku nie było z tym tak źle, to już po paru stronach entuzjazm i chęć szybkiego pisania zastąpiły pisanie przemyślane. A przynajmniej takie wrażenie odniosłem. A szkoda, szkoda bo opowiadanie ma w sobie potencjał i przy pomocy jednego czy dwóch korektorów mogłoby być naprawdę dobre. Niestety, dopóki forma nie zostanie naprawione, to przyjemność z czytania niemalże nie istnie, zalecam więc złapanie kogoś, kto by pomógł wszelkie niedociągnięcia (a jest ich sporo) naprostować i wygładzić. Używając w razie potrzeby ognia i halabardy. Ocena cząstkowa: Mierny plus.
  9. Pliki w koszu autora. Archiwizuje.
  10. Dolar84

    Przeczytane. To kolejny z "przydziałowych" fanfików od @Cahan i tym razem mi za to drogo zapłaci... Beware the spoilers! Zorientowawszy się, iż mam do czynienia z liryką od razu poczułem spore zaniepokojenie. Na szczęście szybki rzut oka na tekst ukoił moje nerwy - rymy są, więc mam do czynienia z prawdziwym wierszem a nie jakimś wynaturzeniem w stylu "wiersza białego". Podniesiony mocno na duchu przystąpiłem do lektury. No i klops. O ile rymy rzeczywiście są, to niestety o rytmie można niemal zapomnieć - czasami występuje, częściej rozjeżdża się na wszystkie cztery strony świata, co straszliwie irytuje, kiedy ma się przed sobą tekst o sporej długości. No ale nic, skoro się zaczęło to należałoby przebrnąć przez całość. I udało mi się to, pomimo iż często-gęsto zgrzytałem przy lekturze zębami. Skąd takie reakcje? Otóż o ile za sam pomysł na fabułę (choć nieco przewidywalną) należą się oklaski i również o ile pochwalam inwencję nakazującą pisanie wierszem, to nie mogę nie zganić samego wykonania. Wiele rymów jest nie tyle wepchniętych na siłę, co wbitych w tekst młotem pneumatycznym i wyrównane walcem. Kłótnie poszczególnych kandydatów są mocno powtarzalne, co można zrzucić na karb tego, iż dyskutują politycy czyli istoty niejako z zasady pozbawione mózgu i jedynie powtarzające po poprzednikach, jednak szanowny autorze, nieco inwencji w ich wypowiedziach na pewno by nie zaszkodziło. Tym bardziej nie zaszkodziłoby mocniejsze przyłożenie się do wyszukiwania mniej nachalnych rymów. A jeżeli jakiś by się nie znalazł, to można zawsze przerobić część tekstu i znaleźć coś lepszego. Z przykrością zatem stwierdzam, iż jest to w mojej opinii dosyć mocno niedopracowane. Podsumowując, "Debata" nie przypadła mi szczególnie do smaku, głównie przez wspomniane wyżej niedopracowanie formy. Pomysł uważam za wyśmienity, fabułę za dobrą mimo przewidywalności no i raz jeszcze chwalę inwencję i chęci, bo mimo iż nie wyszło idealnie to nie sposób nie pochwalić dużej ilości pracy, która została w tekst włożona. Dodatkowo ostateczną ocenę podwyższa fakt, iż jest to debiut - na start poprzeczka została ustawiona naprawdę wysoko i chociaż przy skoku bardzo mocno się zachwiała, to jednak udało się jej kompletnie nie strącić. Zbierając wszystko do kupy daję na zachętę ocenę dobrą. Minus (żeby nie popaść w samozachwyt i nadal doskonalić warsztat). PS: Fanfik posiada rozdziały, nieistotne że zawarte w jednym dokumencie. Proszę zmienić tag z [Oneshot] na [Z].
  11. Dolar84

    Linki usunięte. Archiwizuje.
  12. Martwe linki. Archiwizuje.
  13. Dolar84

    13

    Brak linku. Archiwizuje.
  14. Coś mnie podkusiło, żeby po raz kolejny zmierzyć się z krótką formą. Przyznaję bez bicia, iż fanfik jest formą żartu, wynikającego z dzisiejszej (już wczorajszej) dyskusji na Discordzie w KKPF, i zawiera kilka ironicznych ukłonów w stronę zarówno dyskutantów jak i organizatora, jednak starałem się uniknąć typowej szydery, gdyż nie o to mi chodziło. A przyznam, że pisanie, któremu poświęciłem jakieś 45 minut sprawiło mi naprawdę dużo radości. I dziękuję Po Prostu Tomkowi za fenomenalną inspirację. Po tym przydługim wstępie zapraszam wszystkich do lektury fanfika o tytule.... "Człowies" [Oneshot][HiE][Horror][Comedy][Random][Borsuk]
×
×
  • Create New...