Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Content Count

    3,903
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    79

Dolar84 last won the day on September 4

Dolar84 had the most liked content!

Community Reputation

2,516 Cutie Mark Crusaders - Łowcy Reputacji! YAY!

About Dolar84

  • Rank
    Opiekun Księgozbioru/Dzierżący Łopatę/Car Wszechfanfikcji
  • Birthday 11/11/1984

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    1750361

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Leszno\Wrocław
  • Ulubiona postać
    Lady Ditzy "Derpy Hooves" Doo of House Doo and Cumulus
    Rarity
    Cloud Kicker of House Kicker
    Blossomforth
    Lyra

Recent Profile Visitors

8,380 profile views
  1. Dolar84

    Przeczytane. To kolejny z "przydziałowych" fanfików od @Cahan i tym razem mi za to drogo zapłaci... Beware the spoilers! Zorientowawszy się, iż mam do czynienia z liryką od razu poczułem spore zaniepokojenie. Na szczęście szybki rzut oka na tekst ukoił moje nerwy - rymy są, więc mam do czynienia z prawdziwym wierszem a nie jakimś wynaturzeniem w stylu "wiersza białego". Podniesiony mocno na duchu przystąpiłem do lektury. No i klops. O ile rymy rzeczywiście są, to niestety o rytmie można niemal zapomnieć - czasami występuje, częściej rozjeżdża się na wszystkie cztery strony świata, co straszliwie irytuje, kiedy ma się przed sobą tekst o sporej długości. No ale nic, skoro się zaczęło to należałoby przebrnąć przez całość. I udało mi się to, pomimo iż często-gęsto zgrzytałem przy lekturze zębami. Skąd takie reakcje? Otóż o ile za sam pomysł na fabułę (choć nieco przewidywalną) należą się oklaski i również o ile pochwalam inwencję nakazującą pisanie wierszem, to nie mogę nie zganić samego wykonania. Wiele rymów jest nie tyle wepchniętych na siłę, co wbitych w tekst młotem pneumatycznym i wyrównane walcem. Kłótnie poszczególnych kandydatów są mocno powtarzalne, co można zrzucić na karb tego, iż dyskutują politycy czyli istoty niejako z zasady pozbawione mózgu i jedynie powtarzające po poprzednikach, jednak szanowny autorze, nieco inwencji w ich wypowiedziach na pewno by nie zaszkodziło. Tym bardziej nie zaszkodziłoby mocniejsze przyłożenie się do wyszukiwania mniej nachalnych rymów. A jeżeli jakiś by się nie znalazł, to można zawsze przerobić część tekstu i znaleźć coś lepszego. Z przykrością zatem stwierdzam, iż jest to w mojej opinii dosyć mocno niedopracowane. Podsumowując, "Debata" nie przypadła mi szczególnie do smaku, głównie przez wspomniane wyżej niedopracowanie formy. Pomysł uważam za wyśmienity, fabułę za dobrą mimo przewidywalności no i raz jeszcze chwalę inwencję i chęci, bo mimo iż nie wyszło idealnie to nie sposób nie pochwalić dużej ilości pracy, która została w tekst włożona. Dodatkowo ostateczną ocenę podwyższa fakt, iż jest to debiut - na start poprzeczka została ustawiona naprawdę wysoko i chociaż przy skoku bardzo mocno się zachwiała, to jednak udało się jej kompletnie nie strącić. Zbierając wszystko do kupy daję na zachętę ocenę dobrą. Minus (żeby nie popaść w samozachwyt i nadal doskonalić warsztat). PS: Fanfik posiada rozdziały, nieistotne że zawarte w jednym dokumencie. Proszę zmienić tag z [Oneshot] na [Z].
  2. Dolar84

    Linki usunięte. Archiwizuje.
  3. Martwe linki. Archiwizuje.
  4. Dolar84

    13

    Brak linku. Archiwizuje.
  5. Coś mnie podkusiło, żeby po raz kolejny zmierzyć się z krótką formą. Przyznaję bez bicia, iż fanfik jest formą żartu, wynikającego z dzisiejszej (już wczorajszej) dyskusji na Discordzie w KKPF, i zawiera kilka ironicznych ukłonów w stronę zarówno dyskutantów jak i organizatora, jednak starałem się uniknąć typowej szydery, gdyż nie o to mi chodziło. A przyznam, że pisanie, któremu poświęciłem jakieś 45 minut sprawiło mi naprawdę dużo radości. I dziękuję Po Prostu Tomkowi za fenomenalną inspirację. Po tym przydługim wstępie zapraszam wszystkich do lektury fanfika o tytule.... "Człowies" [Oneshot][HiE][Horror][Comedy][Random][Borsuk]
  6. Dolar84

    Martwy link. Archiwizuje.
  7. Martwe linki. Archiwizuje.
  8. Przeczytane prolog i rozdział I wersji zremasterowanej. Beware the spoilers! Zgodnie z umową sięgnąłem ponownie po Cień Nocy i to w sumie z przyjemnością, bo kiedyś przy lekturze ten fanfik dobrze wchodził. To się na szczęście nie zmieniło, a jeżeli już to na lepsze. Jako że wziąłem się za dwa kęsy tekstu, to najpierw kilka słów o prologu. Myśląc o tym co chciałem napisać uświadomiłem sobie, iż po raz kolejny wyjdę na szowinistyczną świnię i ogólnie złego człowieka :D. Po przeczytaniu tych kilku stron nie mam najmniejszej nawet wątpliwości, iż Night Shadow to "wiedząca lepiej" rozwydrzona gówniara, której nie zaszkodziłoby bliższe zaznajomienie się z pasem. Wielokrotne. Jest tradycja? Są prawa? Były precedensy? To należy się do nich zastosować i pyszczydło w kubeł. Tak, tak to niepolitycznie, źle i brzydko. I. Do. Not. Care. Monarchia, szczególnie dziedziczna ma to do siebie, iż członkowie rodu królewskiego muszą być przygotowani by przedłożyć dobro dynastii ponad swoje. To, że Night Shadow tego nie zrobiła dowodzi nie tylko wad jej charakteru, ale tego, że nie odebrała starannego wychowania. Czy indoktrynacji. Zwał jak zwał. I tak, wiem że bez tego nie byłoby fanfika, ale i tak główna bohaterka ma u mnie srogi minus na starcie Przejdźmy teraz do rozdziału pierwszego. Podobał mi się od początku do końca. Najpierw myślałem, że będę psioczył bo NS uda się zwiać, ujawni jakieś sekretnie zdobyte (co nie znaczy że OP) zdolności i ruszy w siną dal. Na szczęście wszystko skończyło się tak jak powinno, czyli szybko ją złapano i odprowadzono na miejsce. Przy okazji podtrzymuję to co pisałem już kiedyś o pierwotnej wersji - Król Nocy i jego brat to najlepsze postacie w tym fanfiku. Mam nadzieję, iż remaster korzystnie wpłynie na ich obecność w dalszych rozdziałach. Ale o ile perypetie głównej bohaterki i jej kompletny brak przystosowania do życia wśród pospólstwa wypadły bardzo dobrze, a końcowa walka była stosownie szybka, brutalna i bezlitosna, to nie są to kwestie za które należy się największa pochwała (choć i tak jest wielka). Zdecydowane zwycięstwo w tym rozdziale odnosi niesamowity klimat i fenomenalne przedstawienie średniowiecznego miasta. Czyli w skrócie gnój, smród i ogólny rozpiździaj wszędzie poza dzielnicami najszlachetniej urodzonych. Zostało to przedstawione tak sugestywnie, iż czytając niektóre fragmenty krzywiłem się z niesmakiem, jakbym poczuł właśnie sporą dawkę nieprzyjemnego zapachu. Wykonanie perfekcyjne i dzięki temu, oraz wcześniej omówionym elementom póki co rewrite otrzymuje ocenę celującą. Zobaczymy co będzie dalej.
  9. Przeczytany O'n. Beware the spoilers! To było dobre. I ciekawe. I zajmujące. I wciągające. Wspaniały przykład na to, iż fanfik może być świetnie napisany i stanowić przyjemną lekturę, jeżeli prawie nic się w nim nie dzieje. Jedynym przysłowiowym trzęsieniem ziemi była tu wizyta kupców i chociaż dla fabuły miała wręcz kolosalne znaczenie, to też nie dałbym jej opisu "akcja". Bardzo przypadła mi do gustu idea fanatycznych zebr modlących się do proto-menhira. Tym bardziej, że dodano do ich religijności sporo przemyśleń społeczno-cywilizacyjnych. No i, co mnie samego post factum zdziwiło, ucieszyłem się, iż rozstanie młodego wolnomyśliciela z zaskorupiałym betonem przebiegło praktycznie bezkrwawo i zgodnie. A jeżeli nawet ktoś się tam kłuł dzidą, to zostało to tym razem czytelnikowi oszczędzone. I bardzo dobrze - zepsułoby klimat. Kolejnym plusem są gadające welociraptory i o nich dowiedziałbym się chętnie więcej, wyglądają na dosyć ciekawe zjawisko cywilizacyjne. Byle nie za bardzo egipskie... choć wszystko na to wskazuje. Swoją droga zastanawiałem się też czy akurat ta kultura zebr z ich specyficznymi zachowaniami (przekazywanie imion to fenomenalny zabieg) jest nawiązaniem do jakiejś faktycznie istniejącej kultury, czy przed pisanie kolego autorze pokąsałeś kogoś (jako nasz etatowy wampir), kto za mocno przyćpał jakieś LSD czy inne SLD (w tym wypadku proszę o namiar na źródło dostaw :D)? Niezależnie od odpowiedzi, cieszę się, że miałem okazję O'n poznać. Bardzo dobry. Plus. PS: Czy śmierć od gnijących zębów to przemożny wpływ Cahan? Czy po prostu chciałeś być wyjątkowo sadystyczną mendą?
  10. Przeczytany rozdział III Beware the spoilers! Po dłuższej przerwie wróciłem (czy raczej zostałem wrócony) do Obsydianki. Po szybkim przypomnieniu sobie dotychczas czytanej treści byłem tak samo ukontentowany jak za pierwszym razem. Tym chętniej sięgnąłem z miejsca po numer trzeci i mam po nim mocno mieszane uczucia. I to nie dlatego, iż w tekście znalazłem jakieś obiektywne wady, co to to nie, ich praktycznie nie uświadczyłem. Zacznę może od kwestii światotworzenia, bo tu mogę tylko i wyłącznie chwalić. W przemyśleniach i wypowiedziach bohaterek i bohaterów fanfika przemycona zostaje cała masa informacji, które wspaniale rozszerzają to co już wiem o świecie przedstawionym. A to kolonizacja dzikiej północy, a to kwestia jaków, a to rozczłonkowanie władzy u much. Świetnie do tego pasują podawane w niewielkich dawkach różnice, jakie obserwuje Obsydian, kiedy uświadamia sobie jak zmienił się świat w porównaniu do tego, który znała. Jeżeli chodzi o fabułę to idzie do przodu równym tempem. Nie ma w niej dłużyzn, brak również nadmiernego przyspieszania akcji, wszystko jest cacy. Natomiast jeżeli chodzi o samą treść, no to tutaj pojawia się kwestia mieszanych uczuć. Na przykład, wręcz spodziewałem się pełnego głupkowatych pierdół wykładu Twilight o równości, wolności i innych niesmacznych żartach historii i porządku społecznego. Ba! Zdziwiłbym się gdyby go nie było. Jej luźne podejście do kwestii hierarchii i protokołu, choć budzi mój głęboki niesmak, także było spodziewane. Natomiast duża część pozytywnego wrażenia jakie wywarła na mnie Obsydian, będąca póki co wręcz modelowym krypto-villianem poszło się gwizdać kiedy natrafiłem na jej "traumę" bo kiedyś, kogoś skrzywdziła czy coś. No Zecra, prośba! To tak bardzo do niej nie pasuje, to był tak paskudny zgrzyt po dotychczasowej harmonijnej rozbudowie charakteru, iż niemal musiałem zastosować oczu kąpiel. Oczywiście można twierdzić, iż to dlatego, że jest młoda i stąd traumy czy coś, ale to tak bardzo nie pasuje do jej wychowania, że żal ściska miejsce gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Swoją drogą przymuszanie jej do jedzenia przez Twilight też był irytujące, bo już weszła w rolę nadopiekuńczej kwoki. Gdyby Obsydian ukrywała przed nią fakt, iż chce jeść a myśli, że jej nie wolno to kwestia byłaby inna, ta jednak jasno i wyraźnie wyraziła swoje zdanie w tej kwestii. I nawet nie chodzi o moralność opiekuńczych instynktów Twilight, które są godne pochwały, wszak chce dla bohaterki dobrze, ale o to, iż de facto wymuszając na niej na siłę zmianę wyuczonego zachowania w tak krótkim czasie, może w dłuższej perspektywie swoim staraniom bardzo zaszkodzić. EDIT: Zapomniałbym o jednej arcyważnej kwestii! Motyw jak Obsydian poradziła sobie z natłokiem nowych doznań uważam za wyborny i wspaniały w swej prostocie. Z radością oczekuję na powrót tego ucieleśnienia spokoju i żelaznej logiki znanej z poprzedniego rozdziału. Ogólnie bardzo ciekawie, jestem ciekaw co będzie dalej.
  11. Rozdział I tomu II przeczytany. Beware the spoilers! No panie Zodiak, jestem autentycznie pod wrażeniem. Co prawda teoretycznie mógłbym się jak zwykle doczepiać, że zabrakło z pindzisinciu stron czystego światotworzenia, ale w tym wypadku byłoby to nieuzasadnione. Chociaż bowiem cały ów rozdział jest czystą, choć zróżnicowaną akcją, to przemyca na tyle dużo wiadomości o świecie, iż nawet taki malkontent jak ja jest w pełni usatysfakcjonowany. A to co się dzieje w rozdziale? Miodzio! Bardzo ładnie przedstawiony początek inwazji na domenę Trixie, a na dodatek widzimy go niejako z trzech, a nawet czterech czy pięciu szczebli. Dziecięca trwoga, przerażenie zwykłych mieszkańców, rosnące poczucie beznadziei żołnierzy na wysuniętym posterunku i w końcu poruszenie i satysfakcję głównych uczestników Wielkiej Gry z obu stron barykady. Każda z tych części ma swoje unikalne zalety i praktycznie wszędzie udało się uniknąć wad. A chociaż wszystkie wspomniane szczebelki poznawałem z przyjemnością, to szczególnie dwa z nich przypadły mi do gustu. Pierwszy to rada królewska, gdzie dowiedziałem się sporo ciekawych rzeczy o królestwie, poznałem interesujące postacie, które nie zginęły od razu, no i dostałem sporą dawkę informacji o świecie ogólnym i nawet jego historii. Drugi zaś to opis ataku na fort. Przemyślany, trzymający w napięciu, odpowiednio dynamiczny, a jednocześnie przesiąknięty wspaniałym klimatem narastającej grozy. Poczułem się niczym dzieciak pierwszy raz widzący inwazję wilkołaków z Akademii Pana Kleksa - bardziej skomplementować już tego nie mogę. Za ten rozdział należy się ocena celująca!
  12. Przeczytany prolog i rozdział I Beware the spoilers! W związku z pewną umową Cahan wyznacza mi oneshoty lub rozdziały fanfików do czytania i na pierwszy ogień poszło właśnie to dzieło. Podchodziłem do niego mając pewność co do jednego - styl i forma będą najwyższej próby. I tak też jest. Jeżeli zaś chodzi o fabułę czy bohaterów, no tutaj była to już pełna niewiadoma. W każdym razie zapoznałem się z pierwszą partią tekstu i muszę powiedzieć, iż fanfik póki co absolutnie do mnie nie przemawia. Może powodem jest motyw Trixie, która straciła wszystko i nienawidzą jej wszędzie. W sumie nie wiem jak wieści o jej starciach z Twilight rozniosłyby aż tak daleko, no i dlaczego miałyby aż taki wpływ na zachowanie innych. Może dlatego, iż nie odpowiada mi zupełnie kreacja która została wymyślona dla Twilight. Naturalnie nie mam nic przeciwko, że autor przedstawia bohaterkę znaną z serialu po swojemu, bo OOC jest zwykle dobrym pomysłem. Tu jednak razi mi straszliwą sztucznością, jest to jednak wrażenie subiektywne. No i oczywiście sugestie, że Twilight jest równa Celestii - tu już byłem wręcz oburzony, iż jakiś Alikorn po GMI ma czelność uważać sie za równą Pani Słońca :D. Ale tak, to też subiektywne wrażenie. O fabule jak na razie za wiele nie wiem, wszystko się dopiero zawiązuje i nie podejmuję się zgadywać co będzie dalej. Jest po prostu za dużo możliwości. Jak mówiłem, opowiadanie mnie nie kupiło początkiem, zdecydowanie nie jestem targetem i szczerze mówiąc nie wiem jeszcze czy będę czytał dalej. Chociaż pewnie tak, choćby po to by zachwycać się formą i stylem, więc wtedy wypiszę kolejna wrażenia z lektury.
  13. Przeczytany rozdział V. Beware the spoilers! No i mamy wyraźną tendencję wzrostową. Chociaż Luna również nie została przedstawiona tak dogłębnie jak pierwsza trójka Nieśmiertelnych, to jednak wypada zdecydowanie lepiej od Białej Rury. Jednak, chociaż jej losy w dziejach świata przedstawionego są zarówno ważne, jak i bardzo ciekawie przedstawione, to dla mnie stanowią część rozdziału, która jest zdecydowanie mniej... ważna? Atrakcyjna? Interesująca? W sumie obojętnie jak to nazwać, a przechodząc do rzeczy, to o ile druga część jest dobra, to pierwsza, przed pojawieniem się Luny jest zwyczajnie fantastyczna! Nawiązań legion, opisy wciągające, historia nakreślona jednocześnie szczegółowo jak i przejrzyście, no i nie mamy tu przeładowania informacjami, tak jak w poprzednim rozdziale. Oczywiście na moją ocenę może wpływać fakt, iż bardzo lubię ten rejon kulturowy. Wspomnę jeszcze, iż wyjaśnienie skąd wzięły się Królewskie Siostry było przezabawne i świetnie pomyślane. Zastanawiałem się jak Verlax z tego wybranie i jak się okazało zrobił to z prawdziwym przytupem. Również idea Luny będącej żelaznym kopytem Mandatu przemawia do wyobraźni i jakby nie patrzeć pasuje do niej. Koniec końców Luna jawi się czytelnikowi jako wspaniała, majestatyczna choć groźna postać. I to mimo faktu, że je owies. Ocena celująca!
×
×
  • Create New...