Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Content Count

    3,966
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    101

Dolar84 last won the day on September 24

Dolar84 had the most liked content!

Community Reputation

2,605 Cutie Mark Crusaders - Łowcy Reputacji! YAY!

About Dolar84

  • Rank
    Opiekun Księgozbioru/Dzierżący Łopatę/Car Wszechfanfikcji
  • Birthday 11/11/1984

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    1750361

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Leszno\Wrocław
  • Ulubiona postać
    Lady Ditzy "Derpy Hooves" Doo of House Doo and Cumulus
    Rarity
    Cloud Kicker of House Kicker
    Blossomforth
    Lyra

Recent Profile Visitors

11,165 profile views
  1. Przeczytany rozdział VII. Beware the spoilers! Albo i nie... We are not amused. Takie właśnie mam odczucia po przeczytaniu przygód kuców w Alikorngardzie. A spodziewałem się, iż będę zachwycony i pozostanie mi jedynie pianie z zachwytu nad kolejnym świetnym rozdziałem. Ot, jak rozwiewają się marzenia... Zarzut pierwszy - rozdział jest zdecydowanie za długi. Będąc w głowie krążyła mi tylko jedna myśl - "O ja pierdzielę, jeszcze drugie tyle... za co?!". Oczywiście jest to zarzut czysto subiektywny i łączy się z innymi - gdyby tekst mi się podobał z pewnością bym na jego długość nie narzekał. A tak w pewnych momentach myślałem którą organizację zwalczającą tortury muszę powiadomić o jego istnieniu. Zarzut drugi - klimat. A raczej, może nie tyle jego brak, a poszarpanie go na strzępy przez zmianę stylów pisania, długości zdań, przeskoki między scenami (NS jest gdzieś w ciemności i patrzy na giwazdy, po czym nagle jest znikąd w płonącym mieście. WTF?!) i tak zwane ogólne wrażenie. Nawet w momentach, gdzie jak wynikałoby z treści należałoby czuć grozę, czy choćby niepokój, to u mnie te rzeczy nie występowały, bo zwyczajnie nie byłem w stanie wczuć się w tekst, mimo ponawianych prób. I jak przygodowy setting Cienia Nocy bardzo cenię i lubię, tak zrobienie tego rozdziału pod konwencję horroru zupełnie nie wyszło. Zarzut trzeci - Wizje. Schizy. Ciul wie jak to nazwać. Kolejny bardzo subiektywny zarzut, ponieważ nie lubię tego typu zagrań. Człowiek czyta i myśli że coś wie, po czym nagle okazuje się mógłby ujrzeć znak z napisem: "HA! SCHIZA! TAKIEGO WAŁA!". Na dodatek jeszcze te dziwne przeskoki między jedną a drugą. Mówiąc szczerze będąc świeżo po lekturze nie jestem w stanie powiedzieć co się tam działo oprócz tego że płonęło miasto, był jakiś walnięty jednorożec i gwiazdy. Wspomnianej we wcześniejszych komentarzach części z Otchłanią chyba nawet nie zarejestrowałem, bo cały czas czytając życzyłem sobie, by to się w końcu skończyło. Jak dla mnie zdecydowanie najsłabsza część rozdziału. Zarzut czwarty - najbardziej irytujący. Wstawki po łacinie. Uczyłem się tego języka, odsiedziałem swoje w piekle deklinacji i nawet coś z tego pamiętam, chociaż rzecz oczywista niewiele. Dzięki temu byłem w stanie zrozumieć piąte przez dziesiąte z tego co w tych zdaniach było, słowa jak "zdrajca" czy "sługa" itd. Ale znaczenia całości? Niet. Dlatego irytuje mnie, że pod tymi zdaniami nie było podanego przypisu, który wyjaśniałby co dokładnie zostało powiedziane. I tak, wiem że zaraz podniosą się głosy, iż u Sapkowskiego też tak było, że należy sobie wyszukiwać informacje dodatkowe! Cóż, osobiście uważam to wyjątkowo irytującą manierę, może dlatego iż jest mi znacznie bliżej do szkoły Szklarskiego, który wszelkie niezrozumiałe rzeczy obszernie wyjaśniał. I nie, nie mam pojęcia co zostało tam dokładnie napisane, co też jest spowodowane tym, iż rozdział mi nie podszedł - nie byłem na tyle zainteresowany, żeby to sprawdzić. A muszę powiedzieć, iż jest to wyjątkowo wkurzające - człowiek czyta, dziwne schizy się skończyły, tekst zaczyna płynąć płynniej, ba! Zaczyna być nawet fajnie i przyjemnie i nagle BĘC! Kolejne zdania po łacinie, człowiek się wkurw.... znaczy irytuje, cały klimat idzie się gwizdać a przyjemność z czytania ulatuje w siną dal. Najbardziej irytuje mnie to, iż przez te wszystkie wyżej wymienione rzeczy nie wyniosłem z tego rozdziału prawie nic. Ot poszli, dostali łomot, jeden umrzył, zdobyli fant, wyszli. I tyle. A i w środku są ładne marmurki, wyschnięte fontanny i armia zombie. I ten tam Mantenebras czy inny Wichajster o którym nie wiadomo kim jest skąd się wziął i w ogóle wyskoczył jak diabeł z pudełka. Jestem pewny, iż brak tej wiedzy w dalszych częściach opowiadania nieraz mi dokuczy, przez co będę się wkurzał jeszcze bardziej. Niemiła perspektywa. Czy więc wszystko było złe? Nie, tak powiedzieć nie chcę i na szczęście też nie mogę - sam początek rozdziału, czyli pogadanka przed wejściem i samo wejście do wioski było w porządku, czytało się dobrze, opisy były zacne. Tylko kurczę kompletnie nie czuła się klimatu zagrożenia. Potem też nie było najgorzej, przechodzenie przez poszatkowany most było zabawne, po czym zaczęły się schizy i poszło z górki... No ale w końcu nastąpiła finałowa rozmowa z Bossem i walka, którą oceniałbym jednoznacznie pozytywnie gdybym wiedział co ten dziad do nich mówił. Ale ogólnie pojedynek był napisany dobrze, żywiołowo i na tyle energicznie że czytając go kompletnie nie czułem znużenia - a jak wiadomo przy opisach walk bardzo łatwo jest czytelnika zanudzić, tak więc tutaj dostajemy kawałek dobrej roboty. Podsumowując - niefajnie, rozdział mnie mocno rozczarował, liczyłem i spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Ale że zostawili wiochę za sobą, to liczę iż kolejne rozdziały po raz kolejny oplotą mnie swoją magią i znowu będę się przy nich świetnie bawił. A teraz czekam na lincz pozostałych komentujących, którzy jak widziałem byli klimatem (jakim klimatem?!) rozdziału zachwyceni.
  2. Przeczytane To była przyjemność. Może nie czysta perfekcja, ale niewątpliwa przyjemność. Przemyślenia pana inżyniera Sombry bardzo przypadły mi do gustu, ponieważ napisane są wyjątkowo lekko i przystępnie dla potencjalnego czytelnika. Chyba najbardziej podobało mi się to, jak podczas jego żali nad utraconą miłością mimochodem dowiadujemy się szczegółów na temat jego życia i tego jak wyglądało, zanim udało mu się odnieść sukces. Oczywiście jeżeli ktoś pomimo tagów przyjdzie tu szukać wybuchów, akcji, strzelaniny i grozy, to się śmiertelnie zawiedzie i zapewne uzna, że to takie pisanie o niczym. I w sumie trochę tak jest, bo niektórych informacji udzielono nam nieco skąpo - jednak jakby nie patrzeć jest to część większej całości, liczę więc, iż w przyszłości odsłonięte zostaną kolejne karty z Sombrą. A co do tego "pisania o niczym", to jest to co najbardziej lubię w dobrym SoL-u - zrobienie czegoś z niczego, oczywiście pod warunkiem, iż zrobione jest to dobrze. Tutaj pierwsza część tego warunku nie jest do końca spełniona, bo mamy przecież motyw przewodni w postaci zawiedzionej miłości, ale jednak myślę, że dałoby się to pod tą klasyfikację podciągnąć. Natomiast co do samego wykonania to jest ono rzecz jasna nieskazitelne, zarówno pod względem formy jak i sposobu podania treści. Widać tu naprawdę lekkie i przyjazne czytelnikowi pióro. Raz jeszcze więc powtórzę, iż lektura była przyjemnością i zachęcam wszystkich do zapoznania się z tym fanfikiem.
  3. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  4. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  5. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  6. Dolar84

    Fanfików Ci u nas dostatek, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Najlepiej skorzystaj z listy i wpisuj tagi, tytuły lub autorów, a na bank znajdziesz coś dla siebie
  7. Rozdział V przeczytany. Beware the spoilers! Jakby to powiedzieć - nie jestem pod wrażeniem. Pomijając sceny w Kryształowym Imperium, które były ciekawe i ucieczkę Obsidian z pałacu, cała reszta niesamowicie mi się dłużyła. Maraton po lesie, bijatyka z drewnem, w końcu dotarcie do chatki Zecory... czytając miałem nadzieję, iż się to jak najszybciej skończy, a tu kolejne i kolejne strony... A potem kolejna postać, kolejny praworządny (a może chaotyczny) dobry. Tym razem jakiś ranger. Niby idea postaci ciekawa, ale póki co kompletnie mnie nie przekonał. Był zwyczajnie nijaki. W sumie jedyną godną uwagi postacią był ten Star Chaser. Na tyle zadufany w sobie i nieostrożny i niekompetentny by być interesującym. Ciekawe czy jeszcze żyje? No cóż, przekonamy się.
  8. Przeczytany rozdział IV. Całkiem interesujące. Opisów kilku enklaw wolności, gdzie wszechobecna religia niby była, ale tak naprawdę każdy przez większość czasu miał ją w żopie lub aktywnie jej nienawidził lub wierzył inaczej niż jest to przyjęte. Urocze, jest jeszcze nadzieja dla tego świata (tak, czekam na rozdziały, gdzie zacznie się tłuczenie katabasów!). Wszystkie trzy miejsca przedstawiono bardzo dobrze. Jednocześnie dokładnie, ale bez zbytniego wgłębiania się w niepotrzebne wyjaśnienia. No, pomijając przypis u szczurów. W sumie, właśnie ich amoralne, zepsute, wrogie życiu miasteczko kanibalistycznych geeków najbardziej przypadło mi do gustu. Brzmiało... smakowicie. Na drugim miejscu lokuję Kasabrangę. Pomimo minusu jakim jest pustynne pochodzenie i okolice, sama nazwa daje temu w moich oczach potężny plus. Natomiast północne wyspy i pustkowia, choć napisane równie dobrze, jakoś nie przypadły mi do gustu. Były takie... oczywiste. Natomiast końcowa rozprawa kuco-mnicha z misio-kardynałem zupełnie mnie nie przekonała. Zwykle lubię takie rozważania i dyskusje, ale tutaj zdecydowanie coś mi nie grało i czytając te kilka stron byłem zwyczajnie znudzony. To pewnie przez nadmiar odniesień religijnych. I tak, tak wiem że cały świat fika się kręci dookoła ogólnie pojętej świętojebliwości, ale w tym danym punkcie miałem już totalny przesyt tematem. Oczywiście nadal jestem ciekaw co wymyślono w dalszych częściach.
  9. Rozdział III tomu II przeczytany. Beware the spoilers! No i kolejny bardzo dobry rozdział. Muszę powiedzieć, iż nieco irytującym jest dla mnie fakt, że tak dawno czytałem tom I - przez to nie pamiętam, które wątki są kontynuowane i kto gdzie występował i jaką rolę pełnił. Część tego oczywiście można się domyślić, po tym jak autor prowadzi fabułę. Ale z drugiej strony... nie jest to na tyle irytujące by nie doceniać kunsztu tych rozdziałów. Tu mieliśmy nieco mniej polityki czy czysto wiedźmiej roboty, za to zdecydowanie przeważało dobrze przyprawione przygodą Slice of Life. Perypetie maga-historyka czytało się doskonale, no i z niemałym zadowoleniem przyjąłem pojawienie się nieumarłych znajomych. Ciekaw jestem co z tego wyniknie i jak szybko zginą - w to że przeżyją do końca zwyczajnie nie daję wiary. W sumie praktycznie cały rozdział mi się podobał, było to lekkie, przyjemne czytanie. Jedynym zgrzytem okazała się nazwa miasta. "Cantmarebury" brzmi paskudnie, źle, ohydnie, białorusko, wegańsko niemalże i cyklistycznie! Co jest złego w "Canterbury"? Ot dobra, prosta nazwa i oczu kąpać po niej nie trzeba!
  10. Jako jeden z piszących, któremu mocno przeszkodził w tym Covid (trzy tygodnie póki co wycięte z konstruktywnego działania) cieszę się z takiej decyzji i mam nadzieję, dostarczyć fik w nowym terminie. I nie daj się koronie.
  11. Dolar84

    Z okazji Dnia Kobiet, administracja życzy wszystkim przedstawicielkom płci pięknej, którym zdarza się trafić na forum, wszystkie co najlepsze, dużo zdrowia (bo to teraz modne) i spełnienia wszystkich możliwych marzeń! Aha - i posłusznych pantofli płci dowolnej (stanowczo odżegnujemy się od nietolerancji w tej kwestii) kiedy już wybierzecie odpowiednie dla siebie okazy tych stworzeń. Raz jeszcze - wszystkiego najlepszego!
  12. Paszkwil na własną twórczość - jak najbardziej tak. Autodyskwalifikacja - jak najbardziej nie. Brak konsultacji z autorem - nie jest wymagany, kanoniczność nie jest oceniana. Oderwanie od panującego klimatu - nikt nie broni napisać czegoś lżejszego w Żałobnym Mieście. Chodzi raczej o to, żebyś nagle nie zrobił na nie inwazji kawaii-dziewczynek jeżdżących czołgami (że podam dosyć ekstremalny przykład). Raczej chwała! Lub nawet chałwa! Wincyj Żałobnego Miasta!
  13. Kilka dni przerwy i atakujemy znowu. Tym razem aż cztery rozdziały po intensywnej korekcie. Do końca opowiadania pozostało 5 sztuk, ale musiałem nieco zwolnić tłumaczenie, więc póki co w produkcji jest jeden. Planuje to jednak jak najszybciej zmienić i zakończyć przygodę z tymi Przygodami (bo kolejne czekają!). Jednak póki co bawcie się dobrze: Rozdział 16 - Witamy w Ponyville (Część 5) Rozdział 17 - Witamy w (Ponyville Część 6) Rozdział 18 - Schaden wielki i wkurwiający (Część 1) Rozdział 19 - Schaden wielki i wkurwiający (Część 2)
  14. Co mnie nie dziwi, bo nieco zardzewiałem. W jakiejś małej części może być to wina tekstu, bo sam bywa dziwny, a muszę starać się naśladować ten styl Ale dokładniej którymi miejscami? To ważne, żebym mógł ewentualnie wygładzić
  15. Zgodnie z obietnicą kolejne rozdziały. Nowa porcja już u korektorów, a następne się produkuję, stale, choć nieco wolniej. Jak zawsze dziękuję Rarity i Gandzi za korektę. Tymczasem zapraszam do lektury. Rozdział 14 - Schadencord (technicznie część druga, ale równie technicznie możecie mi skoczyć) Rozdział 15 - Witamy w Ponyville (Część 4)
×
×
  • Create New...