Jump to content

Dolar84

Administrator Wspierający
  • Posts

    3965
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    106

Dolar84 last won the day on June 4

Dolar84 had the most liked content!

About Dolar84

  • Birthday 11/11/1984

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    1750361

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Leszno\Wrocław
  • Ulubiona postać
    Lady Ditzy "Derpy Hooves" Doo of House Doo and Cumulus
    Rarity
    Cloud Kicker of House Kicker
    Blossomforth
    Lyra

Recent Profile Visitors

12107 profile views

Dolar84's Achievements

Stajenny

Stajenny (10/17)

2.6k

Reputation

  1. Jak wiecie na forum zachodzą obecnie spore zmiany. Nie ominie to rzecz jasna działu opowiadań, ale nie lękajcie się - kucofiki nigdzie się nie wybierają. Na chwilę obecną napiszę tyle, że będą miały wydzielony własny poddział. Fanfiki z innych fandomów póki co będą we wspólnym poddziale, a jeżeli ich twórców przybędzie, to będą dostawać analogiczne miejsca do zamieszczania do tego z tematyką MLP. Tak więc mimo że teoretycznie zmieni się dużo, to w praktyce fundamentalnej rewolucji nie będzie i postaramy się by wszystko poszło możliwie gładko i bezproblemowo. O dalszych szczegółach takich jak losy MLN czy MLS, kwestia crossoverów międzyfandomowych czy dostosowanie listy tagów będę informował wkrótce.
  2. Rozdział VII przeczytany Beware the spoilers! Albo i nie... Rozdział-huśtawka. Jedynie tak mogę go określić. Co ciekawe nie tyczy się on jego poziomu, a tego jak go odbierałem. Pierwsze dwie części czytałem z wielkim zainteresowaniem - bardzo spodobała mi się przedstawiona tu koncepcja gryfów jako rasy górującej nad innymi i to nie przez przekonania, ale przez tak prozaiczną rzecz jak cechy fizyczne i mentalne. Nie powiem, co jakiś czas odczuwałem irytację, kiedy pojawiał się tytułowy "grzech supremacji". Są lepsi, więc przez to muszą być bardziej pokorni? Oj, zagotowałem się i to srodze, po raz kolejny dostając potwierdzenie mojego przekonania, że religia to trucizna i powinna być poddana anihilacji. Szczególnie taka mocno zhierarchizowana i zorganizowana jak Kościół Harmonii i ci jej Nieśmiertelni przedstawiciele... POD LÓD!!!! Dobra, uspokoiłem się (tak, nawet myślenie o tym podczas pisania komentarza podnosi mi ciśnienie xD) mogę przejść dalej do kwestii, która mnie nieco zastanawia. Rozumiem mianowicie, iż po śmierci wodza gryfów następuje kryzys sukcesyjny, co doprowadza zorganizowaną hordę z powrotem do organizacji plemiennej, ale trochę trudno mi w to uwierzyć. A dokładniej w to, że nigdy, w całej historii nie trafił się godny następca, który po śmierci Wybrańca zająłby jego miejsce, możliwe nawet że z jego wcześniejszym błogosławieństwem. I naturalnie nie musiałby być związany z nim więzami krwi, wystarczyłoby by był... najgodniejszy. A jednak z tego co dostaliśmy wynika, że ani razu nie zdarzył się taki przypadek, co autentycznie wydaje mi się kompletnie niewiarygodne. Opis obowiązków gryfiego króla, oraz sam quasi-religijny wymiar sprawiedliwości to autentyczny majstersztyk. Coś w założeniu tak prostego, co przez nazbyt dosłowne stosowanie, fanatyzm oraz zakutołbizm wyznawców zmienia się w koszmar, który miejscami niemal dorównuje potwornością i durnotą polskiemu systemowi prawnemu, a to już jest prawdziwy wyczyn. Chociaż historia z górą/wąwozem rozbawiła mnie setnie. Nawet jednak nie w połowie tak bardzo jak wykładowczyni na gościnnych występach, naświetlająca kwestię gryfów jako kosmitów. To było absolutnie cudowne. W ogóle sam ten pomysł bardzo do mnie przemówił, nie mówiąc już o nieco pokrętnej, ale całkiem przekonywującej argumentacji prowadzącej. A pomysł że gryfy wywodzą się z orłów Haasta jest przedni, choć na bank mylny. Przysłowiowymi wisienkami (a nawet czereśniami!) na torcie jest kwestia wykluczenia gryfów z zawodów sportowych oraz to dlaczego umieją latać. Muszę powiedzieć, że tego się nie spodziewałem i po przeczytaniu wyjaśnienia śmiałem się jak z ciasta "kruchego jak pokój na Bliskim Wschodzie". Przeszedłem do kolejnej części w doskonałym humorze i.... ...szlag mnie jasny trafił. Ta wredna kobyła. Ta kukła owsem wypchana. Ta menda księżycowa. Ta.. ta... ta.... krowa niebiańska! (że aż ukradnę obelgę z twórczości Joanny Chmielewskiej). Palenie książek? Co za w decybele kopany, arcydzięgiel bagienny! (wspomnianej kradzieży ciąg dalszy). Dawno mi się nie zdarzyło zgrzytać zębami w czasie lektury, a tutaj to prawie skakałem na krześle i miotałem straszliwe obelgi w stronę Luny (nawet kot się obudził i wyraził swoje niezadowolenie...). Siłowe nawracanie? Oj, oj, oj jak ja bardzo życzę sobie przeczytać w końcu rozdziały, gdzie okaże się, iż Piżmak et consortes wcale nie są tak Nieśmiertelni i wszechpotężni jak im się wydaje i dostaną, razem ze swoim kościołem solidnego kopa w kolektywne dupsko! A to że bez tego rasa gryfów przestałaby prawdopodobnie istnieć, lub byłoby ich jeszcze mniej? Trudno, tak bywa, ale to ich sprawa i wara od nich mendy klerykalne! Nie mogę określić tego rozdziału inaczej niż perfekcja. Nieważne, że jest pisany, przynajmniej częściowo, w stylu podręcznika do historii, bo jego treść wzbudza naprawdę szeroką gamę silnych emocji. Oczywiście na pewno nie na każdego tak zadziała, ale ja się przy tym bawiłem naprawdę doskonale. Coś pięknego, perełka, bezwzględnie polecam, celujący z dwoma plusami! Takich więcej! Tako rzekę ja. EDIT: A dodam jeszcze, iż ten rozdział tylko potwierdza tezę z majówkomeeta, że wszystkiemu winni są agraryści! Ot co!
  3. Po prawie półtora roku przerwy wracam do gry, przeczytany rozdział drugi. Beware the spoilers! Albo i nie... Fajny przykład na to jak dobrze napisać rozdział, w którym tak naprawdę nic się nie dzieje. To oczywiście przesada, bo dowiadujemy się masy rzeczy o głównej bohaterce i dostajemy też kilka kęsów wiedzy o świecie, ale tak naprawdę niemal wszystko dzieje się w jednym pokoju. No sitcom jak nic. W niczym to nie umniejsza to rzecz jasna przyjemności z lektury, nie wszędzie musi coś wybuchać, żeby było ciekawie. Interakcja na poziomie Cahan - kuce jest wyjątkowo zabawna. Może odrobinkę za łagodna, ale z drugiej strony... no nieistotne. Przyznaję, iż szlag mnie trafiał jak czytałem kwestie pani doktor klepiącej formułki jak i tej od pomocy społecznej uważającej, że wie najlepiej co świeża konwertytka myśli i co ma robić. Takie chcące dobrze mendy udusiłbym z punktu... Świetnie czytało się też wtrącenia głównej bohaterki, przy których trudno było nie parskać śmiechem. Troszkę delikatnych troll-wstawek (prawie) nigdy nie zaszkodzi, a ta kończąca rozdział była najlepsza i obiecująca przyszłe zmagania z jednym z największych raków tego świata czyli weganizmem xD. Jestem ciekaw jak sytuacja rozwinie się dalej.
  4. Rozdział XI/5 przeczytany. Beware the spoilers! Albo i nie... Jestem zadowolony z tego co przeczytałem i to bardzo. Wyrwaliśmy się z horrorowego settingu i odnaleźliśmy w przygodówce z elementami kryminalnymi. Dobry ruch. Mamy zbrodnię, mamy zbieranie informacji, mamy kuriozalnych podejrzanych, a na dodatek wszystko zapowiada że winnym wszystkiego będzie kler. Istny balsam dla mej duszy. Oprócz głównego wątku dostaliśmy także nieco informacji o jednym z bohaterów i muszę przyznać, że mi się one spodobały. Nie dlatego, iż jego przeszłość jest tak podziwu godna, ale dlatego, że Cahan po raz kolejny pokazuje, iż nie obawia się tworzyć postaci obarczonych mrocznymi sekretami, czy choćby haniebną przeszłością. Nie ma czerni i bieli, są tylko odcienie szarości. Pysznie. Kolejnym elementem, który przypadł mi do gustu była burda w karczmie. Odnosiłem wrażenie, iż NS i Random użyli nieco więcej siły niż usprawiedliwiała to sytuacja, ale z drugiej strony po ich przeżyciach w mieście schiz, trudno oczekiwać by cudownie nad sobą panowali. Sam opis walki był dobry - krótki, zwięzły, interesujący i na temat bez sztucznego przedłużania. Takich więcej proszę. Chciałbym zwrócić uwage na jeszcze jedną rzecz, którą chyba nawet już w CN chwaliłem czyli na opisy przyrody i ogólnego życia średniowiecznych kucy. Nie dosyć, że brzmią całkiem realistycznie, to jest to napisane na tyle lekko, iż nawet taki warczący na botanikę czytelnik jak ja, nie miał nic przeciwko opisowi podróży przez pola kwiatków i chwastów o różnych mianach. To zwyczajnie pasowało. Opisy prima sort. No i jeszcze mamy "wyciorę". Wspaniały bluzg, świetnie wytłumaczony i idealnie pasujący do klimatu. Podsumowując - świetna robota, takich więcej.
  5. Jako że wchodzenie do tematów z polskimi znakami nadal nie działa, piszcie do mnie na PW lub na Discordzie na kanale Klubu Konesera Polskiego Fanfika, z czyich tytułów mam eliminować polskie znaki - mogę to zrobić, a problem zostanie dzięki temu... może nie usunięty, ale ominięty. Dziękuję @SPIDIvonMARDER za podsunięcie mi tego (jakże po fakcie oczywistego) rozwiązania. PS: Oczywiście możecie to zrobić również sami, edytując nazwę tematu w pierwszym poście. Do mnie ślijcie wiadomości, kiedy coś nie działa, lub akurat macie lenia Pozdrawiam.
  6. Przeczytałem "ISS Celestia". Ale... jak? Dlaczego? Za co? Jak bardzo musisz nienawidzić ludzkości, żeby ustawiać Cahan i mnie w roli metaforycznych "rodziców-założycieli" ostatniej kolonii ludzkości? Przecież to pewny sposób na nieuniknioną zagładę! A tan na poważnie, to zgadzam się z Cahan, iż mamy tu do czynienia z przykładem wspaniałego, klasycznego TCB. Udało się mistrzowsko oddać przygnębiającą atmosferę niektórych z klasycznych fanfików i na dodatek zrobić to na tyle naturalnie i lekko, że w lekturze nie przeszkadzały nawet występujące tu i ówdzie błędy. Sama historia? Jest dobra. Mamy trochę historii, mamy post-apo, mamy sci-fi, wszystko połączone w odpowiednich proporcjach, żeby na siedmiu stronach oddać całą historię. Czy mogłaby być dużo większa i kompletniejsza? Na pewno. Czy wyszłoby jej to na dobre? Nie jestem pewny - w ten sposób sporo rzeczy jest niedopowiedzianych i zostawia szerokie pole do ewentualnych kontynuacji i spin-offów. Jeżeli chodzi o bohaterów, to tu trochę trudno mi się wypowiadać, jako że jednym z nich jest moje alter-ego. Szczerze mówiąc lektura mnie niezmiernie ubawiła, bo zarówno Cahan, jak i ja jesteśmy tam, jak to się mawia w krajach anglosaskich strasznie out-of-character. I może właśnie dlatego tak dobrze się bawiłem czytając te krótkie, acz treściwe przygody. Ogólnie daję mocną okejkę i mam nadzieję, że zobaczę kiedyś drugą część tegoż opowiadania. A może i jakiś prequel. Za pozostałe fiki wezmę się przy okazji. Do następnego przeczytania!
  7. Ding dong, the witch is dead... sorry, nie ta bajka... No i koniec. Coż mogę powiedzieć, z jednej strony liczyłem na nieco większą frekwencję, ale z drugiej (tej ważniejszej) jestem niezmiernie uradowany, iż pojawiło aż 7 opowiadań. I to jedno, zgodnie z tradycjami konkursów w dziale na przysłowiową ostatnią chwilę. Uczestnikom bardzo dziękuję, obiecuję prace przeczytać i ocenić jak najszybciej. A potem kolejna edycja, więc już zbierajcie pomysły. Albo i zaczynajcie pisać
  8. Do końca konkursu zostały trzy dni. Ale to tylko tak dla porządku. Podmieniłem wszystkie niedziałające linki (czyli te, które prowadziły do fanfików z polskimi znakami w tytule) na działające (bo szczerze mówiąc nie wiem kiedy zacznie to działać). A dokładniej, tam gdzie taki problem występował wrzuciłem po prostu link do pierwszej odpowiedzi na dane opowiadanie. Wystarczy przejechać w górę i dobrać się do tekstu. Smacznego.
  9. Do terminu oddawania prac zostało 10 dni. Są już pierwsze prace. Czy pojawi się więcej opowiadań? Fanfikowy suspens narasta... Przy okazji chciałbym poinformować o decyzji jaką podjąłem w związku z konkursem. Pomysł wydaje mi się na tyle dobry, że szkoda go zabijać, dlatego informuję, iż po zakończeniu i ocenieniu pierwszej edycji w tym samym temacie będą organizowane kolejne na praktycznie identycznych zasadach. Zmieniać się będą jedynie terminy i ewentualnie będzie rozszerzana lista możliwych fanfików do spin-offowania. Jeszcze muszę sobie dokładnie przemyśleć formę ostateczną, ale prawdopodobnie tym razem terminy będą krótsze, żeby była większa dynamika i zachęta do pisania. A może jednak nie... no nie wiem, jeszcze zobaczymy, ale konkurs kontynuowany będzie na pewno. Trzymajcie się.
  10. Przeczytany rozdział VIII Beware the spoilers! Albo i nie... Zdecydowanie lepiej niż ostatni. Na początek chciałbym pochwalić scenę pogrzebu, która jest po prostu dobra. Wszystko tam jest odpowiednie, atmosfera została doskonale przedstawiona, udało się uniknąć zarówno zbyt lekkiego jak i nazbyt ponurego pokazania ceremonii. Z jednej strony widać wyraźnie żal towarzyszy, a z drugiej z całej ich postawy przebija... może nie tyle lekceważenie, co pewne przyzwyczajenie do takich okazji. No cóż, taki los najemnika i łowcy nagród - nigdy nie wiesz kiedy Cię szlag trafi. A dodatkowo dostaliśmy nieco wiadomości o kolejnym z najemników. To zawsze jest dobre. Druga część to częściowe wyjaśnienie części wątków z rozdziału poprzedniego. A dokładniej Mantetenebrasa. Dobrze wiedzieć kim jest i skąd się ulągł. A sceny z Darkness Swordem i jego braciszkiem zawsze są warte czytanie, szczególnie kiedy, tak jak tutaj mamy nieco rozważań strategicznych podlanych intrygą i polityką. Takich rzeczy chętnie ujrzałbym więcej. Fajne, pisz dalej xD.
  11. Przeczytany rozdział VII. Beware the spoilers! Albo i nie... We are not amused. Takie właśnie mam odczucia po przeczytaniu przygód kuców w Alikorngardzie. A spodziewałem się, iż będę zachwycony i pozostanie mi jedynie pianie z zachwytu nad kolejnym świetnym rozdziałem. Ot, jak rozwiewają się marzenia... Zarzut pierwszy - rozdział jest zdecydowanie za długi. Będąc w głowie krążyła mi tylko jedna myśl - "O ja pierdzielę, jeszcze drugie tyle... za co?!". Oczywiście jest to zarzut czysto subiektywny i łączy się z innymi - gdyby tekst mi się podobał z pewnością bym na jego długość nie narzekał. A tak w pewnych momentach myślałem którą organizację zwalczającą tortury muszę powiadomić o jego istnieniu. Zarzut drugi - klimat. A raczej, może nie tyle jego brak, a poszarpanie go na strzępy przez zmianę stylów pisania, długości zdań, przeskoki między scenami (NS jest gdzieś w ciemności i patrzy na giwazdy, po czym nagle jest znikąd w płonącym mieście. WTF?!) i tak zwane ogólne wrażenie. Nawet w momentach, gdzie jak wynikałoby z treści należałoby czuć grozę, czy choćby niepokój, to u mnie te rzeczy nie występowały, bo zwyczajnie nie byłem w stanie wczuć się w tekst, mimo ponawianych prób. I jak przygodowy setting Cienia Nocy bardzo cenię i lubię, tak zrobienie tego rozdziału pod konwencję horroru zupełnie nie wyszło. Zarzut trzeci - Wizje. Schizy. Ciul wie jak to nazwać. Kolejny bardzo subiektywny zarzut, ponieważ nie lubię tego typu zagrań. Człowiek czyta i myśli że coś wie, po czym nagle okazuje się mógłby ujrzeć znak z napisem: "HA! SCHIZA! TAKIEGO WAŁA!". Na dodatek jeszcze te dziwne przeskoki między jedną a drugą. Mówiąc szczerze będąc świeżo po lekturze nie jestem w stanie powiedzieć co się tam działo oprócz tego że płonęło miasto, był jakiś walnięty jednorożec i gwiazdy. Wspomnianej we wcześniejszych komentarzach części z Otchłanią chyba nawet nie zarejestrowałem, bo cały czas czytając życzyłem sobie, by to się w końcu skończyło. Jak dla mnie zdecydowanie najsłabsza część rozdziału. Zarzut czwarty - najbardziej irytujący. Wstawki po łacinie. Uczyłem się tego języka, odsiedziałem swoje w piekle deklinacji i nawet coś z tego pamiętam, chociaż rzecz oczywista niewiele. Dzięki temu byłem w stanie zrozumieć piąte przez dziesiąte z tego co w tych zdaniach było, słowa jak "zdrajca" czy "sługa" itd. Ale znaczenia całości? Niet. Dlatego irytuje mnie, że pod tymi zdaniami nie było podanego przypisu, który wyjaśniałby co dokładnie zostało powiedziane. I tak, wiem że zaraz podniosą się głosy, iż u Sapkowskiego też tak było, że należy sobie wyszukiwać informacje dodatkowe! Cóż, osobiście uważam to wyjątkowo irytującą manierę, może dlatego iż jest mi znacznie bliżej do szkoły Szklarskiego, który wszelkie niezrozumiałe rzeczy obszernie wyjaśniał. I nie, nie mam pojęcia co zostało tam dokładnie napisane, co też jest spowodowane tym, iż rozdział mi nie podszedł - nie byłem na tyle zainteresowany, żeby to sprawdzić. A muszę powiedzieć, iż jest to wyjątkowo wkurzające - człowiek czyta, dziwne schizy się skończyły, tekst zaczyna płynąć płynniej, ba! Zaczyna być nawet fajnie i przyjemnie i nagle BĘC! Kolejne zdania po łacinie, człowiek się wkurw.... znaczy irytuje, cały klimat idzie się gwizdać a przyjemność z czytania ulatuje w siną dal. Najbardziej irytuje mnie to, iż przez te wszystkie wyżej wymienione rzeczy nie wyniosłem z tego rozdziału prawie nic. Ot poszli, dostali łomot, jeden umrzył, zdobyli fant, wyszli. I tyle. A i w środku są ładne marmurki, wyschnięte fontanny i armia zombie. I ten tam Mantenebras czy inny Wichajster o którym nie wiadomo kim jest skąd się wziął i w ogóle wyskoczył jak diabeł z pudełka. Jestem pewny, iż brak tej wiedzy w dalszych częściach opowiadania nieraz mi dokuczy, przez co będę się wkurzał jeszcze bardziej. Niemiła perspektywa. Czy więc wszystko było złe? Nie, tak powiedzieć nie chcę i na szczęście też nie mogę - sam początek rozdziału, czyli pogadanka przed wejściem i samo wejście do wioski było w porządku, czytało się dobrze, opisy były zacne. Tylko kurczę kompletnie nie czuła się klimatu zagrożenia. Potem też nie było najgorzej, przechodzenie przez poszatkowany most było zabawne, po czym zaczęły się schizy i poszło z górki... No ale w końcu nastąpiła finałowa rozmowa z Bossem i walka, którą oceniałbym jednoznacznie pozytywnie gdybym wiedział co ten dziad do nich mówił. Ale ogólnie pojedynek był napisany dobrze, żywiołowo i na tyle energicznie że czytając go kompletnie nie czułem znużenia - a jak wiadomo przy opisach walk bardzo łatwo jest czytelnika zanudzić, tak więc tutaj dostajemy kawałek dobrej roboty. Podsumowując - niefajnie, rozdział mnie mocno rozczarował, liczyłem i spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Ale że zostawili wiochę za sobą, to liczę iż kolejne rozdziały po raz kolejny oplotą mnie swoją magią i znowu będę się przy nich świetnie bawił. A teraz czekam na lincz pozostałych komentujących, którzy jak widziałem byli klimatem (jakim klimatem?!) rozdziału zachwyceni.
  12. Przeczytane To była przyjemność. Może nie czysta perfekcja, ale niewątpliwa przyjemność. Przemyślenia pana inżyniera Sombry bardzo przypadły mi do gustu, ponieważ napisane są wyjątkowo lekko i przystępnie dla potencjalnego czytelnika. Chyba najbardziej podobało mi się to, jak podczas jego żali nad utraconą miłością mimochodem dowiadujemy się szczegółów na temat jego życia i tego jak wyglądało, zanim udało mu się odnieść sukces. Oczywiście jeżeli ktoś pomimo tagów przyjdzie tu szukać wybuchów, akcji, strzelaniny i grozy, to się śmiertelnie zawiedzie i zapewne uzna, że to takie pisanie o niczym. I w sumie trochę tak jest, bo niektórych informacji udzielono nam nieco skąpo - jednak jakby nie patrzeć jest to część większej całości, liczę więc, iż w przyszłości odsłonięte zostaną kolejne karty z Sombrą. A co do tego "pisania o niczym", to jest to co najbardziej lubię w dobrym SoL-u - zrobienie czegoś z niczego, oczywiście pod warunkiem, iż zrobione jest to dobrze. Tutaj pierwsza część tego warunku nie jest do końca spełniona, bo mamy przecież motyw przewodni w postaci zawiedzionej miłości, ale jednak myślę, że dałoby się to pod tą klasyfikację podciągnąć. Natomiast co do samego wykonania to jest ono rzecz jasna nieskazitelne, zarówno pod względem formy jak i sposobu podania treści. Widać tu naprawdę lekkie i przyjazne czytelnikowi pióro. Raz jeszcze więc powtórzę, iż lektura była przyjemnością i zachęcam wszystkich do zapoznania się z tym fanfikiem.
×
×
  • Create New...