Dolar84

Administrator Wspierający
  • Content Count

    3,878
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Dolar84

  1. Po pierwsze chciałbym podziękować za komentarz i stwierdzić, że jest taki jakiego w głębi serca pragnie każdy autor. Długi, szczegółowy, zostawiający miejsce na polemikę i odpowiednio czepliwy. 10/10 miód-malina. No i osobne podziękowania za głos na Epic. Cieszę się, iż opowiadanie się spodobało. A teraz czas na wspomnianą polemikę. Jeżeli chodzi o wspomniany paradoks to nie pamiętam czy mówiłem wtedy o Aleo w szczególności, czy ogólnie o moich fanfikach. Ale fakt, zwykle nie tworzę super pozytywnych postaci. No chyba, że jak Xiphos (choć niepozbawiony wad) są mi do czegoś potrzebne. Ale paradoks zabawny, nie da się ukryć. Niekonsekwencja mogła się trafić, przez długi okres pisania fanfika. I oczywiście jedyną słuszną jest wersja "Krystallina Autokratorias". Którą to nazwę wymyślić @Cygnusi pozwolił mi ją do Aleo zakosić za co raz jeszcze mu dziękuję. Bohaterowie - Zważywszy na to, iż kronikę pisał jeden z obrońców Cesarstwa trudno byłoby mu nie przejaskrawiać jej bohaterów i to w obie strony. Sombra to potwór, a obrońcy są (zwykle) nieskalani. Wymaganie od niego obiektywnej oceny jest nierealne i dlatego zrezygnowałem z tego, jednocześnie kilkukrotnie wkładając mu w usta słowa o tym jak stara się wspomniany obiektywizm utrzymać. Ego mi podskoczyło jak przeczytałem o cenieniu mnie w sztuce fanikopisarstwa Co do tłumaczenia nazw na polski i angielski wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze lubię angielski. Po drugie miałem swego czasu nadzieję, iż Aleo zostanie przełożone czy to przeze mnie czy przez kogoś innego. Co do tego byka to faktycznie był i szokujące dla mnie jest to, że tak długo uchował się zarówno przede mną jak i przed korektorami i czytelnikami. Już został oczywiście poprawiony. Jeżeli chodzi zaś o "Akuoamarinisa" to tak właśnie powinien być zapisany. "Aqua" to byłaby łacina. Tu poruszono kilka wątków, więc się nimi zajmijmy po kolei. Po pierwsze i najważniejsze - kanon. Czytając mojej opowiadania najlepiej przyjąć założenie, iż z kanonu biorę jedynie kuce i Equestrię jako taką. Wszystko inne jest dla mnie kompletnie nieistotne i nie waham się tego zmienić kiedy mi tylko coś nie pasuje. Realia, podejście, charaktery i motywacje postaci - to są moje zabawki i "kanoniczne" są jedynie, kiedy mi to pasuje, a nie odwrotnie. Taki urok fanfików - nie muszę się dokładnie dopasowywać do świata, tylko ja go dopasowuję do swoich potreb. Po drugie - Cadance nie pojawia się w kronice w żadnej formie. Nie ma o niej najmniejszej nawet wzmianki. Głównie dlatego, iż opisywane wydarzenia dzieją się bardzo długo (pewnie ponad 1000 lat) przed jej urodzeniem i wyniesieniem na alikorna, a Cesarstwem rządzili bazyleusowie z dynastii Smaragdi. Jak było wcześniej w komentarzach wspomniane Aleo to fanfik szowinistyczny i tam do zasiadania na tronie KA wymagane były jajca. Nie wgłębiałem się w to w fanfiku, więc tu wyjaśniam :D. Jeżeli zaś chodzi o kwestię przepowiedni to nie mówiła ona o Kredensie, tylko o nieokreślonym zbawcy, który miał się pojawić i ich uratować. Nie pojawił się, nie uratował, przepowiednia okazałą się stekiem bzdur (jak w rzeczywistym upadku Konstantynopola) i miasto upadło. Dodam również, iż w kreowanych przeze mnie (póki co) światach Cadance ma z Cesarstwem tyle wspólnego że w nim rządzi. Jest obcą z urodzenia i pochodzenia władczynią narzuconą temu państwu przez Celestię co w efekcie czyni z CE wasala lub protektorat potężniejszego sąsiada. Po trzecie - Co do spłycenia roli Serca to nie mogę się z tym zgodzić - było potężnym artefaktem, działało jak kanoniczne, dodałem mu tylko dodatkową opcję, bo potrzebowałem powstania bariery i jej zniszczenia. A co do rytuałów, to czytelnik nie wie, czy mają się nijak do charakteru Serca, bo jako autor poskąpiłem ich opisu, pokazując jedynie sam "włącznik". A co do perpetum mobile, to rzeczywiście w określonych okolicznościach mogło. Tu jednak Sombra skutecznie temu zapobiegł. Po czwarte - piszesz, iż rozczarowały Cię pobudki Sombry. Ale jakie inne mogły być? Jak inaczej wyrzucony z wojska żołdak, mający zostać bandytą zdołałby podbić bogate i potężne państwo? Miałem z niego robić super czarnoksiężnika czy postać która jest zła "bo jest zła"? Nie ma mowy, takich motywów się napatrzyłem i uznałem, że u mnie się ich nie uświadczy. Sombra u mnie jest uzdolniony i bardzo silny (tak fizycznie jak i magicznie), ale nie wykracza za bardzo poza ramy "zwykłego" kuca. Jedynym co go odróżniało od innych było to że dostał okazję i ją wykorzystał. Jeżeli zaś chodzi o spisek kupców. No cóż, szukałem czegoś realistycznego i przekonującego właśnie, co jednocześnie nie angażowałoby obcego rządu, bo to oznaczałoby regularną wojnę i regularną armię gdzie nie byłoby miejsca dla Sombry. Kupcy byli koniecznością Kwestia Xiphosa i rebelianckiej retoryki - Xiphos miał budzić sympatię. Niby polityk, ale jednak stary wiarus, gotowy oddać życie za bazyleusa. Co do tym, że niektóre z tekstów tych złych zajeżdżały komunizmem, to masz całkowitą rację. Szukałem odpowiednich tekstów, a że te Adolfa H. nie pasowały, bo nie było kwestii rasistowskich (to w Equestrii), to postanowiłem podkraść trochę retoryki towarzyszy Włodzimierza i Józefa. Oni umieli porywać masy, a tam za dużo intelektualistów nie było. Populizm to potężna broń i tu został bezlitośnie wykorzystany. Sombra dobrze wiedział, że uczucia rządzą rozumem i dlatego na nich grał. I poprzedzający go rekrutanci rebelii też. O Sombrze już wcześniej pisałem, tu tylko powtórzę, iż ja jego czarnoksięskie zdolności potraktowałem po macoszemu, bo jeżeli sam jeden zdołałby magią podbić KA to byłby za potężny dla moich celów. Założyłem, iż w magii, szczególnie tej czarnej (określenie pojawia się chyba dwa-trzy razy w fanfiku) podszkolił się później, a miasto zdobył głównie żelazem i krwią. No i scena gdzie waląc z rogu niszczyłby kopułę, byłaby zbyt wielką zrzynką ze sceny z Harrego Pottera gdzie Voldemort psuje tak obronę Hogwartu Jeżeli chodzi o Kechrimpariego to cieszy mnie fakt, iż był popularny wśród czytelników, bo to zdecydowanie moja ulubiona postać. Moooożliwe, że mimowolnie (lub świadomie, nie pamiętam) podrzuciłem mu kilka swoich lepszych cech (jak właśnie pragmatyzm i cynizm :D). Nie pasuje Ci zachowanie Equestrii, bo przykładasz do obrazu kanoniczne Królewskie Siostry. A to nie ta bajka. Tutaj, za uratowanie KA, siostrzyczki zażądałyby (co najmniej!) potężnych koncesji w handlu i odpowiedniego wynagrodzenia. O ile nie złożenia sobie hołdu. To pragmatyczne władczynie, które dbają o swój kraj i jego mieszkańców, a dobro dziedzin zagranicznych nie bardzo im leży na sercu, o ile nie mają na tym nic do zyskania. Co zaś do hołubienia Luny to mnie to zdziwiło, bo nie pamiętam bym którąkolwiek wyróżniał. W Aleo są niewiele znaczącym epizodem. Z opisów bitew jestem dumny, szczególnie z morskiej bo się nad nią nasiedziałem i nasprawdzałem i namęczyłem by była realistyczna. Cieszę się, iż się to udało i wywołują one uniwersalnie pozytywne reakcje. Co zaś do Hegemonii Mułów, to moje autorskie państwo, o którym już wspominałem tu i tam właśnie w takim stylu jak w Aleo. Ale jeszcze kiedyś napiszę fanfika, gdzie dam mu większą rolę. I specjalnie po to by wkurzyć biologicznie poprawnych (pozdrawam @Cahan) muły będą tam płodne Jeżeli chodzi o epilog to długo nad nim myślałem (złośliwi powiedzą, że cztery lata) i w końcu jest jaki jest. Wpis Sombry był zaplanowany od początku, ale śmierć kronikarza we "współczesnych" czasach pojawiła się jako pomysł już w trakcie jego pisania. No ale dało mi to pretekst by również na końcu epilogu a nie tylko ostatniego rozdziału użyć słów "Aleo he Polis'
  2. Kilka spraw. Po pierwsze (primo) - chciałbym bardzo podziękować Cahan za znalezienie jurora i Rarity, która wspaniale wywiązała się z tego obowiązku. Lepszą osobę do sędziowania byłoby naprawdę ciężko znaleźć. Jednocześnie chciałbym przeprosić uczestników, iż sam się z tego obowiązku nie zdołałem wywiązać, ale było to spowodowane przyczynami... obiektywnymi. No dobra obiektywnymi dla mnie, ale faktem jest, iż nie byłem w stanie fanfików czytać. Przeszło mi dopiero teraz, stąd ten post. Po drugie (także primo) - nie spodobała mi się "dyskusja", która miała miejsce po ogłoszeniu wyników. Za dużo było w niej negatywnej energii, skierowanej przeciwko jurorce. Mam nadzieję, że nigdy więcej czegoś takiego tu nie zobaczę. Fakt, Rarity ocenia inaczej niż ja, jak sama pisała mniejszą wagę przywiązując do recenzji a większą do bardzo konkretnej oceny. Żeby być całkiem szczerym to stwierdzam, iż jej oceny są dużo konkretniejsze niż moje - ja się zwykle rozpisuję ogólnie, podczas gdy Rarity jasno pokazuje co było źle. Tak więc a przyszłość proszę o więcej uprzejmości ze strony ocenianych. No chyba, że ja będę oceniał to możecie atakować ile chcecie. I obserwować efekty. Po trzecie (również primo) - @Foley, masz całkowitą rację, iż konkursy mają służyć do szlifowania umiejętności. Taki cel przyświecał im od początku i cieszę się, że nadal korzystacie z okazji. Po czwarte (papug, ty już dobrze wiesz co.... primo) - przeczytałem wszystkie opowiadania, oceniłem i napisałem recenzje. Z wielką radością stwierdzam, iż opowiadania były świetne. Treść wszystkich była dobra, a wykonanie w większości. No i mamy dwie perełki i jedną "omc". Takich fików więcej. Recenzje znajdziecie tutaj. Wypiszę też moje oceny, chociaż oczywiście wiążące są te od @Rarity @Danio Doża Venucci - 6/10 @Lyokoheros- 9/10 @Malvagio- 10/10 Perełka! @Mordecz- 10/10 Perełka! @Foley- 10/10 Pozdrawiam Edit: Zły link do recenzji. Poprawiłem,
  3. Przez kolejny tydzień lub nawet dwa praktycznie mnie nie będzie. Na ten czas moje miejsce w roli opiekuna działu zajmuje @Cahan. Proszę się nad nią nie znęcać, bo nie chcę po powrocie znaleźć w dziale zwału trupów
  4. Z taką koncepcją wioski naukowej się jeszcze nie spotkałem, a ciut opowiadań z F:E mam przeczytane. Jedno tylko mnie jak zwykle zastanawia i w sumie trochę irytuje: Dlaczego? No dlaczego? Gdzie wyrachowanie, gdzie dbałość o korzyść własną, gdzie na płonące jajniki Celestii odrobina zdrowego rozsądku podszyta życiową warstwą egoizmu? No gdzie, ja się pytam?
  5. To co oczywiste dla czytającego kronikę nie zawsze jest widoczne dla uczestników wydarzeń - w każdym razie nie tak dokładnie. Zresztą w dalszych rozdziałach opisywałem jak długo trwały przygotowania do całej rebelii i że nie raz i nie dwa ktoś tam wpadł. A że akurat tutaj nie? Cóż, namiestnik był dobrym kucem i to się zemściło. Każdy popełnia błędy. Każdy. A warto zauważyć, że przed tym oblężeniem Sombra praktycznie nie miał doświadczenia - wszystko co wiedział to była teoria. Która owszem, jest ważna i przydatna, ale czasami zawodzi w starciu z realiami. No i nie zapominajmy, że mimo swych rozlicznych zalet Sombra był pewnym siebie arogantem. To oczywiste, że żołnierze płynęli na pewną śmierć. Flota płynęła nie tyle ugasić rebelię co ewakuować mieszkańców zaatakowanych prowincji. Wiadomym więc jest, że na statkach nie wystarczyłoby miejsca zarówno dla cywili jak i dla płynących nimi żołnierzy. Więc tak, oni zostali wysłani na pewną śmierć i dobrze o tym wiedzieli. Co zaś do sukcesu ekspedycji to został on w znacznej mierze osiągnięty - ewakuowano wielu cywili, ergo odniesiono sukces. To że w ogólnym rozrachunku nic on nie dał to inna sprawa. A to pewnie dlatego, że patrzysz na te postacie przez pryzmat serialu i zachowań kanonicznych, na które ja nie zwracam uwagi. Po uderzenie katarapakthoi nie bardzo kto miał ich ścigać, zważywszy na fakt, iż szeregi w które się wbili zostały skruszone i zdemoralizowane. A nowi musieli się dopiero dopchać na miejsce zabitych. Dodatkowo jest wspomniane, iż te kuce to były najsilniejsze, najsprawniejsze i w ogóle naj. Tak więc sądzę, że mieli całkiem niezłą szansę na udane odwroty. Co do tego, że walczyli na otwartym polu przeciwko liczniejszemu przeciwnikowi i że to jest głupie... Tak. To jest głupie. Ale pamiętaj, że dla nich to była hołota, plebs i ogólne obszczymurki, które pod uderzeniem pancernej pięści rozlecą się jak czeczeńskie domki. Zwyczajnie zlekceważyli przeciwnika i za to zapłacili. Jak wspomniałem wcześniej - każdy popełnia błędy. PS: Rohan nie "rochan" a pod Czarną Bramą to była de facto armia Gondoru, jeźdźcy byli tylko aliantami. Wtedy wyłomu jako takiego jeszcze nie było, po prostu nadkruszony mur. A poza tym chroniła ich bariera, to co się mieli martwić? Ups... Hełmy nijak mi nie pasowały do fabuły, więc je zwyczajnie zignorowałem. A Sombra coś tam czaruje, chociaż w mojej kreacji nie opiera się głównie na męczącej magii, a na swoich zdolnościach bojowych. To głównie żołnierz a dopiero później czarnoksiężnik. Wysokie morale to jedna z podstaw. Dodajmy do tego doskonałe wyszkolenie, świetny sprzęt i masz wszelkie podstawy by sądzić, że rozgromisz armię rebelii, która owszem, też ma wysokie morale, ale ze sprzętem i wyszkoleniem już gorzej. W historii nie raz mieliśmy na to przykłady. Jednak jak wspominałem głównym czynnikiem wydania walki na otwartym polu była arogancja i lekceważenie przeciwnika. Pewnie że nie była całkiem bezpodstawna, ale trudno spodziewać się by kronikarz, były arystokrata całkowicie potępiał w czambuł swoje państwo, którego upadku był świadkiem. Taki obiektywizm nie istnieje. Już to, iż przyznawał, że takie rzeczy miały miejsce z jego punktu widzenia było gigantycznym ustępstwem. Na zastrzeżenia odpowiedziałęm, za komentarz bardzo dziękuję, bo był taki, jakich każdy autor pragnie - długi, czepialski i konkretny
  6. No i koniec. Przyznaję, iż jeszcze wczoraj myślałem, że będzie to najszybsze sędziowanie w historii konkursów. A tu proszę! Przyjemna niespodzianka. No i utrzymanie tradycji z publikowaniem na ostatnią chwilę. Wszystkim uczestnikom dziękuję, wynik postaram się opublikować jak najszybciej.
  7. Myślę, że nie ma czego tu przerabiać, ale fajnie jakbyś w przyszłości rozważył czasem taką opcję przy pisaniu. Takie urozmaicenie raz na jakiś czas naprawdę może pomóc. Nawet jeżeli uznałby jej istnienie za herezję to przecież i tak nic by z tym nie zrobił, a to z dwóch powodów (jak to sobie wyobrażam). Po pierwsze - nie byłby w stanie, bo ona przecież mogła zawiązać go w supeł i przetrzeć nim podłogę jakby doszło do wymiany ciosów. I to nie robiąc mu przy tym zbytniej krzywdy. A że nic w kreacji postaci nie wskazuje na to by był idiotą, to po jej pokazie na pewno by sam nie zaatakował. Po drugie - nawet gdyby uznał że nie ma uprawnień bo jej istnienie jest herezją (i wiedząc, że nie jest w stanie jej pokonać) to i tak powinien zażądać by poszła z nim do jego bezpośredniego przełożonego. Scarlet mogłaby nawet posłuchać, bo biorąc pod uwagę fakt jaką jest szychą, sprawa szybko zostałaby wyjaśniona a Golden mógłby wtedy uzyskać część wyjaśnień od przełożonego a część od niej - i już masz urozmaicenie dodatkowe. Daje to też świetną możliwość rozbudowania więzi między nimi, kiedy ta mogłaby z pewną dozą nieobraźliwej kpiny, ot takim niewinnym humorystycznym docinkiem pochwalić go za czujność i dobrą służbę. A możliwości rozwiązania tej sytuacji na pewno jest o wiele więcej. To tylko umacnia to co pisałem wcześniej, gdzie przy hipotetycznym przeniesieniu sytuacji na grunt zawodowy i wplątaniu przełożonych sprawa wyjaśniłaby się szybko, prosto i dając możliwości na rozbicie tych nieszczęsnych quasi-monologów.
  8. Nie do końca zrozumiałeś to co chciałem powiedzieć, ale i ja też nie do końca precyzyjnie to określiłem. Zgadzam się, że pozytywne postacie mają swoje miejsce w cięższych klimatach i zwykle nawet bardzo dobrze się w niego wpasowują i dobrze mu robią. Problemy są dwa. Postacie dobre tak, ale już nie "cukierkowe". A takie właśnie wrażenie wywarł na mnie Golden Wing. Był zbyt wrażliwy, zbyt serialowy, nijak nie pasował do mroczniejszego świata, który starałeś się kreować. Do tego zresztą jeszcze wrócę poniżej. Drugim zaś problemem jest to, iż tej mrocznej atmosfery się nie czuje. I jest to głównie wina braku sugestywnych opisów. Wytworzenie tego typu klimatu dialogami, lub jak w tym przypadku praktycznie monologami jest niesamowicie trudne no i nie wyszło. Nawet scena pierwszej walki i późniejszej kaźni nie wywierały takiego wrażenia jak powinny. Były zdecydowanie za lekkie. I nie, nie chodzi o to, że trzeba się wdawać w szczegółowy opis mordów, ale bardziej o otoczkę. Powtarzam - brakuje opisów. Akurat serialowy Shining nie jest najlepszym przykładem, bo kreowany jest nie na kogo wrażliwego, ale na totalną piz.... pam pa ram. Pomijam już fakt, że jego jedyną zdolnością bojową jest rzut Kredensem. Co do Golden Winga to chodzi o ogólne wrażenie. Owszem, rzucił się na pomoc z gołymi kopytami i to jest plus, ale nadal ogólne wrażenia jest takie, iż zwyczajnie jest za miękki. Też brakuje mu pewnej... bezwzględności, twardości którą w żołnierzach można zobaczyć. Jednak jeżeli jak wspomniałeś jest to początkujący czy nawet kadet, to w tym momencie kreacja nabiera całkiem nowego i o wiele bardziej pozytywnego obrazu. U takiego szczypiora te cechy, które opisałem mogły się jeszcze zwyczajnie nie wykształcić. Tak więc jakieś zdanie choćby sugerujące, iż to dopiero początek jego kariery mogłoby bardzo kreacji postaci pomóc. Nope, błędu poznawczego tu nie ma. Inkwizycja miała swoje za uszami i te przypadki nie były wcale rzadkie, ani przesadnie tępione. Ale to materiał na ewentualną rozmowę w innym miejscu. Nadal więc uważam, że Scarlet jest zbyt łagodna jak na postać o jej randze i zadaniach. Dopuszczam jednak możliwość, iż odnoszę takie wrażenie z powodu jej dalszego zachowania. Mimo wszystko twardo stoję a stanowisku, iż nawet surowości jest trochę brakuje. Co zaś do jej wyczynów bojowych to doszedłem do takich wniosków jakie sam tu wymieniłeś - jest badassem tłukącym amatorów i tyle w temacie. Byli zwyczajnie bez szans. Wspomniałem już wcześniej, że dla mnie nie były to dialogi a monologi praktycznie. A jak mógłbyś to zmienić lub nawet nie tyle zmienić co urozmaicić? Załóżmy sytuację, że Scarlet zaczyna nawijkę historyczno-mitologiczną i urywasz ją po jednym zdaniu, kończąc wielokropkiem. I w tym momencie ładujesz opis tego o czym mówiła unikając przełądowania rozmowami, zyskując szansę na dodatkowe światotworzenie, no i by podkreślić, iż jest to opis tego co mówi uzupełniasz to jednym czy dwoma zdaniami-ozdobnikami w stylu "Golden Wing bez reszty zasłuchał się w nieznanej mu wcześniej części historii Equestrii" itp. Wrzucam tylko fragment wypowiedzi o tym że za dużo mu zdradziła, ale odnoszę się do wszystkiego. Nie kupuję Twojego tłumaczenia. Owszem teoretycznie jest ono racjonalne i sensowne, ale brak mu przełożenia na realia. Scarlet może być samotna jak to pijawy, mogła nabrać sympatii do Golden Winga za jego czyny (i to uzasadnionej), ale mimo wszystko takie otwarcie się na pierwszym spotkaniu z zasady nie występuję w naturze. No a już na pewno ze strony wysokiego rangą oficera (tak wiem, Inkwizycja to inny łańcuch dowodzenia, ale zasada ta sama) w stosunku do jakiegoś żołnierza świeżo po szkole. Wypada to po prostu sztucznie i nienaturalnie. Co zaś do tego, że zostawiała go z pewną wiedzą i niby nie mogła ryzykować? Ależ mogła! Nawet więcej - nie usiała wcale ryzykować i absolutnie nie musiała go przy tym zabijać co byłoby tragicznie sprzeczne z kreacją postaci. Wystarczyło, że jako wyższy rangą kuc kazałaby mu trzymać gębę na kłódkę (naturalnie mogła i pewnie wyraziłaby się znacznie uprzejmiej), a jeżeli by nie posłuchał bo nigdy nie słyszał o jej formacji (postępując notabene słusznie) to wystarczyło by poszła z nim do kogoś wyżej w hierarchii dowodzenia zorientowanego w sprawie i wtedy on młodemu kazałaby trzymać gębę a kłódkę (zapewne mniej uprzejmie niż ja tu piszę). Dla złagodzenia niekorzystnego wrażenia Scarlet mogła powiedzieć Goldenowi, że pochwala jego zachowanie i może przy kolejnym spotkaniu powie mu coś więcej. Stosując takie lub podobne rozwiązanie sytuacji uniknąłbyś sztuczności a dodatkowo za darmo rozbudował postacie i nakreślił pierwsze nitki wiodące do ich późniejszego związku. Też wrzucam tylko część akapitu, bo i wypowiedź będzie po tym wyjaśnieniu krótka (i nijak nie wpływa na wcześniejszą ocenę opowiadania) i w sumie kończąca temat tej kwestii o ile nie zostanę sprowokowany do kontynuacji (mam nadzieję, że nie). Potępiam Twoje podejście w czambuł.
  9. Przeczytane. Przyznam, że po lekturze mam mieszane uczucia. Do tekstu podchodziłem dosyć sceptycznie, ponieważ chociaż Lyokoheroes niejednokrotnie pokazał, iż w sztuce tworzenia fanfików "serialowych" sprawdza się doskonale, to cięższe tematy zdają się mu za bardzo nie leżeć. Choć może inaczej - nie tyle nie leżą, ile przychodzą mniej naturalnie. Do pewnego stopnia te obawy się sprawdziły, chociaż nie było wcale źle. No ale dosyć ogólników przejdźmy do rzeczy, Beware the spoilers! Bohaterowie są napisani poprawnie zarówno Golden Wing jak i Scarlet Sword. Dlaczego nie oceniam ich na dobrze? Wynika to nie tyle ze sposobu konstrukcji bohaterów a raczej ich prowadzania przez tekst. Podczas czytania nie dało się odczuć, że GW jest gwardzistą. Zwyczajnie sprawiał wrażenie za miękkiego do tej roli. Wydawał się niewyszkolony, niepewny siebie i ogólnie bardziej pasował do obrazu romantycznego nastolatka niż żołnierza, który musiał przejść na pewno do pewnego stopnia rygorystyczne szkolenie. Mimo to czytało się go na tyle przyjemnie, iż ta wada nieco się rozmywała. Co do SS to do jej wyczynów bojowych nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Te pojawiają się w odniesieniu do jej zawodu i podejścia. Po pierwsze - w życiu bym nie powiedział, że jest inkwizytorą, a co dopiero kimś o wysokiej randze w tej formacji. Brak w niej rysy bezwzględności, którą powinno być widać w takiej postaci. Nie należy mylić tego z okrucieństwem, gdyż pomimo powszechnego utożsamiania inkwizycji z tą cechą, nie jest to do końca prawda. Albo inaczej - nie występowało tak powszechnie jak się uważa. Mimo to nie nie pasuje mi do tej formacji. Teraz przejdźmy do jej podejścia, które mi się zupełnie nie podobało. Spotyka jakiegoś łebka, ratuje mu skórę, po czym składa pełne wyjaśnienia kim jest, skąd się wzięła i w ogóle wampiry istnieją ach i och, po czym następuje wielka lekcja historyczno-mitologiczna, która jest kontynuowana na kolejnych spotkaniach. Za dużo, za szybko. Za wiele naraz. Gdyby to zostało trochę rozciągnięte, może część zrobiona w opisach a nie w długich monologach to wypadłoby to przystępniej dla potencjalnego czytelnika. W ten sposób można się zmęczyć podczas lektury, gdyż tempo akcji jest zwyczajnie za szybkie. Jeżeli chodzi o samą fabułę to jest w porządku. Poruszono motyw religijny, co nie jest częste w fanfikach i zrobiono to dobrze. Wspomniano o hierarchii, o budowlach sakralnych, o inkwizycji. Stanowiło to dobre tło dla fabuły a jednocześnie jeden z jej ważnych, choć nie zanadto wyeksponowanych fundamentów. Aprobuję. To o czym pisałem wcześniej, czyli wynurzenia (bo trudno mi to określić inaczej) SS o ile przy niej uznałem za wadę, to biorąc je na ruszt osobno, stanowią przykład bardzo przyjemnego światotworzenia. Jak a objętość tekstu dowiadujemy się bardzo dużo o jego historii, uwarunkowaniach społecznych. a nawet mimochodem wspomniano o toczonych w przeszłości bojach. Dodając do tego wszystko to co wiemy o rozciągniętej na mniej więcej rok teraźniejszości dostajemy solidny obraz świata, w którym łatwo można się odnaleźć i czytać o nim z zainteresowaniem. Bardzo dobra robota. Na koniec wspomnę o jeszcze jednej rzeczy - na początku mamy charakterystykę występujących w opowiadaniu antagonistów podano też nieco ich cech. Znając poglądy (a przynajmniej ich część) autora nie powiem by mnie zdziwiły, natomiast niesmakiem napełniło mnie potężne generalizowanie. Wychodziło no to, że każdy kto podąża za takimi hasłami to degenerat, gwałciciel i ogólnie wszystko co najgorsze. Teraz tak - dopuszczam możliwość, iż widzę tu coś czego nie ma i jeżeli taka generalizacja nie była celowym zabiegiem to nie mam żadnych zastrzeżeń, bo poglądów autora nie mam zamiaru się (tak, wiem to rzadkość) czepiać. Każdy pisze jak chce, choć nie od rzeczy byłoby wskazanie, że nie każdy kto nie postępuje za linią postępowania uznawaną za właściwą jest od razu bezwzględnym potworem. Jeżeli jednak był to zabieg celowy, to muszę stwierdzić, iż tego typu podejście potępiam w czambuł. Mam więc szczerą nadzieję że się mylę. Podsumowując - opowiadanie nie jest złe i pomimo pewnych wad można je przeczytać z przyjemnością. Ze względu na nieco ostrzejsze sceny zalecałbym je raczej starszym czytelnikom, ale nie ma w nim nic co wymuszałoby umieszczenie go w MLN. Nie wiem czy do niego jeszcze wrócę, ale spędzonego z tym fanfikiem czasu na pewno nie uznam za stracony.
  10. Od poprzedniego odgórnie organizowanego konkursu minął niemal rok. Pora znowu dać Wam jakiś temat do wykazania się. Myślałem czy nie wymyślać czegoś nowego, ale uznałem, że sięgnę do sprawdzonego wzoru. Raz jeszcze macie okazję pisać o minionach, które mają przybywać do swego pana. Naturalnie niekoniecznie złego i okrutnego :D. Jako że pierwsza edycja tego konkursu miała rekordową liczbę prac, to i tym razem mam nadzieję, że wiele osób skusi się na uczestnictwo. Przejdźmy zatem do nudnego regulaminu: 1. Limit słów: minimalnie 1500, maksymalnie 10 000. Słowa liczone są za pomocą licznika w google docs. 2. Termin oddawania prac - 26.05.2019 23:59:59 3. Temat przewodni: "Come my minions, raise for your master!" 4. Tagi - zakazane są [Clop] i [Gore]. Pozostałe dowolne w liczbie i rodzaju. Przypominam również iż w czasie dodawania prac konkursowych nie trzeba dodawać tagów obowiązkowych - je należy dodać, kiedy będziecie publikować opowiadanie normalnie w dziale. WAŻNE! Przypominam również iż co najmniej jeden tag musi się znaleźć przy pracy - jeżeli nie będzie żadnego, uznam to za błędne otagowanie i zdyskwalifikuję bez litości 5. Opowiadanie musi być w klimacie MLP 6. Każdy uczestnik może tylko jedno opowiadanie. 7. Po oddaniu pracy nie można dokonywać w niej żadnych zmian, dlatego proszę o wyłączenie opcji komentowania/edycji w google docs, na czas trwania konkursu. Jednocześnie przypominam, że prace mogą być publikowane w dziale po zakończeniu terminu oddawania prac, ale jeszcze przed pojawieniem się wyników. Później oczywiście też (bo już mnie pytanie o to drażni :D). 8. Prace które przekroczą limit słów, zostaną nadesłane po terminie, będą zawierać treści clop/gore, zostaną poddane korekcie przez osoby trzecie, lub zostaną nieprawidłowo otagowane, ulegają natychmiastowej i nieodwołalnej dyskwalifikacji. 9. Przystępując do konkursu uczestnicy akceptują powyższe warunki. Sędzia - Dolar84 Wiecie już chyba wszystko. Pamiętajcie, by zwracać uwagę zarówno na treść jak i na formę opowiadnia, bo jak zwykle będę za błędy ganiał Życzę Wam powodzenia i liczę na wiele przesłanych prac.
  11. Brak tagów. Jeżeli używasz w nazwie tematu tagu [Seria] to w temacie przy każdym fanfiku muszą znaleźć się odpowiednie tagi. Podkreślam - w poście, nie w google docs. Czas na poprawę - 2 dni.
  12. Brak tagów. Jeżeli używasz w nazwie tematu tagu [Seria] to w temacie przy każdym fanfiku muszą znaleźć się odpowiednie tagi. Podkreślam - w poście, nie w google docs. Czas na poprawę - 2 dni.
  13. Powracam do serii z kolejnym ukończonym fanfikiem. Tym razem inspiracją była piosenka "Hey, Brother..." nieżyjącego już pana Avicii. (Tak, każde opowiadanie z serii będzie miało tytuł wiersza lub piosneki. Lub kawałek jej tekstu.) Więcej szczegółów zamieściłem w opisie w pierwszym poście. Jak zawsze dziękuję korektorom za ich mrówczą pracę. I nie zabicie mnie... Zapraszam do lektury, mam nadzieję, że będzie się dobrze bawić i rzucicie jakieś komentarze "Hey, Brother"
  14. Po dłuższej przerwie spowodowanej czynnikami ważnymi a także zwykłym lenistwem otrzymujecie kolejny rozdział Przygód. Rozdział 8 - Napis na ścianie (hańby)
  15. Przeczytane. Od dawna zbierałem się, żeby przeczytać jakieś opowiadanie w klimatach "Pikniku na skraju drogi" no i padło akurat na to. Beware the spoilers! Zacznę od tego, iż nie było to opowiadanie jakiego się spodziewałem. Dlaczego? Otóż, słysząc o stalkerach z miejsca mam wyobrażenia łażenia po odległych, niebezpiecznych miejscach, ciągłego narażania życia w poszukiwaniu niepewnej zdobyczy. I co? Nie dostałem z tego zupełnie nic. Niestety póki co opowiadanie nijak nie jest przygodowe, brakuje mu tego specyficznego klimatu, opisów miejsc i takich akcji o jakich pisałem powyżej. Na razie mamy tutaj postapokaliptyczny fanfik akcji - i jeżeli oceniać go pod tym względem to jest to solidny, dobrze napisany tekst, który czyta się z prawdziwą przyjemnością. Na szczęście autor zapewnił mnie, iże elementy przygodowe też się pojawią w znacznej ilości, więc na nie czekam, och jak czekam. Przejdźmy teraz do klimatu. Tak, narzekałem wcześniej, że go nie ma, ale tyczyło się to jedynie aspektu przygodowego. Poza tym można bez problemu wczuć się w postapokaliptyczny świat, który przedstawia nam autor. Atmosfera zagrożenia i pewnej beznadziei, ukrywana za rubasznym, nieco sztucznym humorem, wódką oraz odgrywaniem twardzieli przez większość bohaterów. Na dodatek nieco opisów przyrody, które dają nam wgląd w obraz świata przedstawionego. Fabuła - na razie mimo sporej ilości tekstu za wiele nie wiemy. Formuje się główna oś wydarzeń, skupiona wokół tytułowego "Spełniacza Życzeń". Osobiście obstawiam, iż będzie to siedzący na radioaktywnym tronie Discord spełniający życzenia w sposób wypaczony. Od razu napiszę też o tempie akcji - rzadko to mówię, ale wydaje mi się dosyć powolne. Żebyśmy się dobrze zrozumieli - dłużyzn nie uświadczyłem, czytało się przyjemnie, ale za bardzo się do przodu nie posunęliśmy. No i czas na bohaterów. Zacznę od wszystkich poza tą główną. Jest bardzo dobrze. Zachowując się normalnie, jak na standardy postapokalipsy oczywiście, i realnie. Mamy cały przekrój charakterów, od dobrych, przez dziwnych, steranych życiem aż po prawdziwych gnojów (żeby nie nazwać ich ostrzej). Tutaj jest bardzo dobrze. A teraz czas na Fluttershy. Od początku fanfika autor jej nie oszczędza. Wyleciała w powietrze, jest chora, dziwna i ogólnie życie zdaje się ją kopać ze wszystkich stron. A mimo to jakoś się trzyma. Nie sposób nie poczuć do niej sympatii. I ten trend by się utrzymał, gdyby nie wydarzenia z rozdziału piątego. Potrafię wiele zrozumieć. Naprawdę. Ale to co się tam odwaliło to już jest gruba przesada. Bohaterka po tym jak została brutalnie zgwałcona nie dosyć że powstrzymuje egzekucję gwałciciela to jeszcze mu pomaga, marnując na to nic niewarte ścierwo kosztowne środki medyczne? Serio? Istnieje pewna granica, za którą litość staje się niebezpieczną dla danej osoby i jej otoczenia głupotą. I tu jest tego koronny przykład - darowanie życia gwałcicielowi, który może teraz polować na inne ofiary. Powinna sama rozbić mu butelką z equestriańskim koktajlem mołotowa na twarzy i patrzeć jak skwierczy i zwija się w agonii. Takim śmieciom się nie przebacza. Takie śmieci się pali. Podsumowując - w tym momencie życzę jej już tylko jak najszybszej śmierci, zanim przez swoje do cna idiotyczne zachowanie stanie się jeszcze większym zagrożeniem dla wszystkich wokół. Czekam na kolejne rozdziały, szczególnie te przygodowe. Zobaczymy jak się dalsza akcja rozwinie, bo fanfik jest zdecydowanie wart tego, by się z nim zapoznać. We are amused.
  16. Nadrobione No i co ja mam o tym napisać? Beware the spoilers! Przede wszystkim zacznę od światotworzenia - z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej, a już startowało z dobrego poziomu. Im więcej informacji o mitologii, polityce, dawnych wojnach czy strukturze społecznej fanfikowej Equestrii tym na pysku wykwitał mi szerszy uśmiech. Naprawdę świetnie się bawiłem przy takich smaczkach jak choćby nazwy dni tygodnia. Jest super, chcę więcej natychmiast! Fabuła jest spójna i interesująca. Cały czas trzyma się głównej osi, ale pojawia się sporo krótszych bądź dłuższych wątków, które ją uzupełniają. Jednocześnie odniosę się do tempa akcji, które jest bardzo zadowalające. Cały czas mamy wrażenie, że coś się dzieje, ale jednocześnie nic za szybko. Takie rzeczy świetnie się czyta. Opisy i dialogi są na typowym dla Cahan, wysokim poziomie. Na uwagę zasługuje praktyczny brak troll-wstawek. Nawet, jeżeli pojawi się coś co je przypomina to nie narusza spójności opowiadania, co było zmorą Cienia Nocy. Bohaterowie. Jeżeli chodzi o wszystkie postacie oprócz głównej bohaterki, to nie mam nic do zarzucenia, mogę jedynie chwalić. Widać różne charaktery, od nadmiernie radosnych po ponuraków, ale wszyscy są pełnokrwiści. Praktycznie nie trafiają się płaskie postacie, nawet jeżeli pojawiają się jedynie na moment. Zupełnie inną kwestią jest główna bohaterka, która jest postacią zdecydowanie antypatyczną. Nie chodzi tu o jakąś szczególną wredotę, złośliwość czy sarkazm, bo tych elementów było zaskakująco mało, ale raczej o ogólne wrażenie osoby nastawionej fatalistycznie. Ot, taki jeżozwierz bez kolców. Jej się praktycznie nie da lubić. Dlatego stwierdzam, że póki co zmierzenie się z self-insertem zupełnie nie wyszło, bo kopia znacząco odbiega od oryginału. Podsumowując - przeczytałem z przyjemnością i czekam na więcej. I jeszcze więcej. Szczególnie jestem ciekaw reakcji bohaterki (której nie lubię), gdy minie jej naćpanie miłością. Oby tak dalej.
  17. Jako jedna z osób, które nadal lubią Past Sins w przeciwieństwie do pewnej bandy heretyków (pozdrawiam @Cahan) to na pewno rzucę okiem. Moje "czepianie" tyczyło się wyłącznie kwestii technicznych. Jeżeli zaś chodzi o to jak autor zdecydował się przedstawić postacie... cóż, moje podejście do tego co się bierze z kanonu jest wyjątkowo liberalne, więc tego typu kwestie mają dla mnie marginalne znaczenie Serial to serial (czy tam film) a fiki a fiki.
  18. Dolar84

    Przeczytane Beware the spoilers! Do opowiadanie podchodziłem dosyć sceptycznie, ponieważ już kilkukrotnie naciąłem się na tego typu tworach. Ale tym razem z przyjemnością stwierdzam, iż wszystko zostało stworzone w porządku. Fabułą była.... typowa dla randomu, wstawki narratorskie nie irytowały, antagonista był niezły, tempo akcji zrównoważone i tylko miejscami przyspieszało, a bohaterki zostały przedstawione bardzo dobrze. To w sumie najjaśniejszy punkt tego opowiadanie - dobre oddanie Mane 6. Mnie opowiadanie akurat nie zdołało rozbawić, ale to wyłącznie kwestia gustu. No i warto docenić pracę włożoną w napisanie Bobo. A rapera z końcówki należy odstrzelić Dobra robota.
  19. Przeczytane. Spodziewałem się czegoś dobrego. Nie zawiodłem się. Beware the spoilers! Opowiadanie na dobrą sprawę można było spokojnie podzielić i zrobić z niego dwa oneshoty. Każdy rozdział mógłby spokojnie dać sobie radę sam, ale po namyśle stwierdzam, że połączone sprawdzają się dużo lepiej. Cóż więc tu mamy? Ano świetną główną bohaterkę, czyli Wicedyrektor "Siekierę" Lunę, która wzbudza strach i przerażenie wśród uczniów postawioną w sytuacji, gdzie muszą się ujawnić jej przyjaźniejsze cechy. No i ujawniają się w bardzo dobry sposób. Chodzi mi o to, że stając się bardziej ludzką nie traci ani krzty ze swego autorytetu. Trudno to osiągnąć, jeszcze trudniej opisać, a tutaj udało się świetnie. I to w obu przypadkach. Całą scenę w centrum handlowym czytało się błyskawicznie - bardzo lekkie pióro - po czym nastąpiło wyjątkowo płynne przejście do części drugiej którą można w skrócie określić jako "Zaskocz Ceśkę na milion sposobów". Rozdział drugi czytało się równie szybko i płynnie, fabuła była przyjemna, akcja prowadzona równo, a zachowania poszczególnych bohaterek bardzo przyjazne dla czytelnika. W sumie brakowało mi tylko rozwinięcia wątku potencjalnej randki z ochroniarzem :D. Forma praktycznie idealna, nie miałem się do czego przyczepić. Podsumowując - bardzo przyjemny Slice of Life z elementami komediowymi (tu pierwszeństwo należy się siostrzanym docinkom), fanfik idealny do popołudniowego dzbanka herbaty. Świetna robota. We are amused.
  20. Pod tym względem to oczywiście racja, ale jednak dalej mnie to gryzie
  21. Dolar84

    Nie mam na myśli czytania tylko fanfików, ale czytanie ogólne. Wszystko się nadaje, więc i książki przygotowujące do testu Polecić to nie polecę - za łatwo by było. Możesz napisać post tutaj - https://mlppolska.pl/topic/6823-spis-prereaderów-korektorów-i-lektorów/ lub wejść na discorda na Klub Konesera Polskiego Fanfika i tam szukać ofiary. I wszyscy są w fandomie, więc nie ma się co wstydzić pytać
  22. Przeczytane. Beware the spoilers! Doskonała lektura! Co prawda na razie dostaliśmy jedynie prolog i dwa rozdziały, ale dowiedzieliśmy się z nich całkiem sporo. Przystąpmy zatem do analizy niektórych aspektów. Światotworzenie - wspaniałe! Tu na pierwszy plan wybija się oczywiście prolog, gdzie autor streścił nam kilkadziesiąt lat nowego Kryształowego Cesarstwa. Naturalnie wzbudzając tym samym jedynie apetyt na więcej. W dalszej części fanfika nie było go już tak dużo, ale wystarczająco by sycić stale wzrastającą ciekawość. Bardzo podoba mi się pomysł pokazania starszych bohaterów - to takie życiowe. Celujący. Opisy - płynne, wciągające, odpowiednio plastyczne. Czytało się je z prawdziwą przyjemnością, a na dodatek pozostawały w idealnej proporcji do dialogów. Celujący. Bohaterowie i interakcje - kolejny z najjaśniejszych punktów fanfika. Chociaż po dwóch rozdziałach trudno o jakieś definitywne opinie, to póki co jest doskonale. W postaciach kanonicznych nadal widać ich charaktery, ale subtelnie zmienione przez upływające lata. Motyw powszechniejszej alikornizacji uznaję za wyborny. Naturalnie nie wszyscy dostali równą ilość czasu ekranowego, ale liczę, że niektóre z tych rzeczy ulegną zmianie. Na przykład chętnie dowiedziałbym się więcej o potomstwie Kredens i Shininga (Wyborna kreacja! Wyborna, powiadam!) albo o małżeństwie Pinkie Pie i Discorda (pyszy pomysł!). Naturalnie jednak największa ciekawość tyczy się tytułowej bohaterki, ale akurat o jej obecność jestem jakoś spokojny. Bardzo mocnymi punktami o których muszę wspomnieć były rada Księżniczek oraz (co oczywiste) Tempest Shadow (zdecydowanie odmawiam używania tego... czegoś co udaje jej imię) w roli prawie-Robocolta. Celujący. Fabuła - i znowu mogę wyłącznie chwalić. Pomysł ciekawy, obudowa bezbłędna, tempo akcji prawidłowe. Nic dodać, nic ująć. Celujący. Podsumowując - póki co jest wspaniale a epica nie przyznaję tylko dlatego, że jest jeszcze mało tekstu. Ale o ile nic się nie zmieni w kwestii poziomu to jego przyznanie w przyszłości jest pewne. We are amused.
  23. Przeczytane W życiu bym się nie spodziewał, że jeszcze kiedyś trafię na coś takiego. Serio, serio. Beware the spoilers! Po lekturze tupię jadem i pluję nogami - to najlepiej określa mój stan. Ujmując rzecz skrótowo - mamy tu skondensowane dosłownie wszystkie złe rzeczy jaki kiedykolwiek pojawiły się w nieclopowych self-insertowych fanfikach HiE. Wszystkie! Gimbo-Celestia, gimbo-Luna, wszystkie kuce/dzieewczyny na zabój zakochane w głównym bohaterze, maksymalne rozemocjonowanie głównego bohatera, przezwiska które w założeniu miały być pieszczotliwe a są tragiczne, totalnie przesłodzony styl, którego nie da się czytać, niemal zerową fabułę, nieistniejące charaktery bohaterów, a to wszystko okraszone fatalną formą. Naprawdę myślałem, że tego typu opowiadania przeminęły wraz z fandomem łupanym, ale niestety się pomyliłem i jeden okaz się uchował. Na pewno nie wrócę po kolejną dawkę tekstu, bo jego lektura była zwyczajną torturą. Nie ma tu absolutnie nic, co mógłbym pochwalić. Tragedia. We are not amused. Bezwzględnie odradzam!
  24. Przeczytane Beware the spoilers! O fanfiku usłyszałem nieco od autora zanim się pojawił, czekałem więc na jego pojawienie się z pewnym zainteresowaniem. I co znalazłem? Póki co niewiele, bo i objętość niewielka. Ale ciężki i nieco mroczny klimat zaczyna się powoli formować, co bardzo dobrze wróży na przyszłość. Jeżeli chodzi o świat, bohaterów i tak dalej, to póki co nie ma za bardzo czego sensownie oceniać. Mam nadzieję, iż kolejne pojawiające się rozdziały ujawnią nam wiele interesujących informacji. Jeżeli chodzi o formę, to polecałbym znalezienie korektora, żeby wygładzić pewne pojawiające się nierówności. Na szczęście nie ma ich za wiele, a jakichś rażących błędów nie stwierdziłem. Podsumowując, mamy tu początek czegoś, co może być naprawdę interesującą historią. Czekam na więcej