Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Z powrotem na Wężowej Arenie.

 

Niezliczone, drobniusieńkie szlachetne kamienie i minerały pokrywały całą powierzchnię gigantycznego posągu, okalającego całą, pokaźnych rozmiarów arenę. Gad zwinął się trzy razy, tworząc kilkumetrową ścianę. W połowie trzeciego okrążenia uniósł głowę i wyciągnął ją na sam środek, szeroko otwierając paszczę. Wewnątrz niej znajdowała się służąca za magiczny lampion kula. Bijąca od niej iluminacja pięknie odbijała się na powierzchni posągu, nadając połysk także pokrywającym podłoże runom. Powiem szczerze, że nie do dzisiaj nie wiem za jaką sprawą odbierały światło. Pewno jakiś specjalny składnik, albo magia.

 

Widzicie wypełniającą przerwy między minerałami czerwień? Już za chwilę utworzy ona „siatkę” magicznego światła, która ostatecznie rozpali oczy skalnego gada. To będzie znak rozpoczęcia magicznego starcia.

 

 

battle_of_the_protegees_by_ibringthazelc

 

 

W tym pojedynku zmierzą się Emily Vans oraz S3lUn4! Jak zostało to ustalone, pojedynek potrwa dwa tygodnie! Powiedzmy, do 7.05., do godziny 0:00 ;)

 

Jesteście gotowe? Zatem, niech rozpocznie się pojedynek!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czwarty.

Czwarty pojedynek.

Przypomniałam sobie poprzednie. Gwiezdna arena, pojedynek z Minishem. Wygrałam, ale wciąż żałuję, że nie wykorzystałam tamtej areny. Była piękna, a ja użyłam tylko jej kawałek. Druga - najzwyklejsza. Ubita ziemia, kamienny mur. Sajback. Starcie przepełnione muzyką. Pokazało mi, jak z prostych rzeczy stworzyć coś pięknego. I ostatni, z Zegarmistrzem. Przegrany. Do tamtego pokedynku udało mi się wygrać wszystkie. Podwodna arena była lekcją pokory.

Stałam teraz na kolejnej arenie. Moja przeciwniczka była debiutantką, co mogło mi pomóc, ale mogło też się odwrócić przeciwnko mnie. Na ten pojedynek ubrałam się jak zwyczajny człowiek. Zrezygnowałam z czarnej spódnicy i płaszcza na rzecz glanów, bojówek i wojskowej kurtki. Moim jedynym magicznym artefaktem był wciąż zmieniający kolory kryształ na szyi. To był zwyczajny pojedynek, nie turniej. Mogłam sobie pozwolić na coś mniej oficjalnego.

Usiadłam pod "ścianą" areny. Czekałam na moją przeciwniczkę.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...