Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Mission Imponyble [multisesja]

Recommended Posts

23:00 

Baza operacyjna Equestriańskich służb specjalnych "Korpus Świtu"

 

Pośród wysokich gór, na których była położona wspaniała, biała stolica kucy, pod drugiej stronie pasma, znajdowała się baza służb specjalnych. Twarde skały, zostały dokładnie wydrążone świdrami, wspomaganymi magią. Tytanowe i betonowe podpory, utworzyły z systemu jaskiń twarde, prawie nieprzebijane bunkry. Góra i jej głazy stanowiły naturalną osłonę przed rakietami. Miejsce to naszpikowano podobno technologią, jednak mogła być to kolejna plotka. Baza była bowiem idealnie zamaskowana i mało kto ją widział.

 

Pośród kryształowej nocy, na tle świecących mocno gwiazd, trzy samoloty "White Flash" mknęły przez przestworze. Były to specjalne jednostki rozpoznawczo-desantowe. Wyposażone w dodatkowe boczne, wysuwane moduły ze śmigłami do pionowego startu i lądowania. Samoloty rozwijały prędkość 2,75 macha. Były lekko uzbrojone w zestaw precyzyjnych rakiet, a przy tym niewykrywalne. Wszystkie trzy maszyny zbliżały się do bazy na górze. 

 

Ze stromych zboczy, w okół których wiał wiatr, wysunęła się duża metalowa platforma do lądowania. Samoloty po kolei podchodziły do lądowania. Zwalniały, wypuszczały moduły ze śmigłami i zniżały lot, osadzając się obok siebie. Platforma zaczęła wsuwać się w głąb góry. Gdy maszyny schowały się w jaskini, zamknęły się wielkie wrota maskujące. Cała połać wydrążonych pomieszczeń była jasno oświetlona przez lampy ledowe. 

 

Klapy do części transportowej w "White Flashach" otworzyły się sprawnie. Wysiadło z nich łącznie 6 kuców eskorty. Każdy w specjalnych kewlarowo-tytanowych pancerzach, zakrywających całe ciało. Do kłębu mieli przymontowane, zwisające na bok, działka szturmowe. W stronę lądowiska zbliżał się jakiś biały ogier o błękitnej grzywie. Ubrany był w granatowy mundur, na oczach miał okulary przeciwsłoneczne. Jego twarz była muśnięta kilkudniowym zarostem. Za członkami eskorty wysiadły trzy kuce.

 

Pierwszy z nich o błękitnej sierści, miał doświadczenie z walk w poprzedniej wojnie z Gryfami. Nie został jednak odznaczony, ani włączony oficjalnie do armii. Dzisiejszego wieczoru siedział jeszcze przy ognisku w swoim własnokopytnie wybudowanym domku w lesie. Poczuł, że coś się zbliża, ale gdy chciał sprawdzić co to, zobaczył lufę działka, wycelowaną w swoją twarz. Nie było to zbyt miłe powitanie. Chwile grozy, pot, wstępujący na czoło, a później pytanie, kim jest ten kuc, który wygląda przez swój pancerz prawie na robota w nocnej oprawie lasu. Jednak Mark zobaczył też zwykłe oczy tamtego kucyka, co go trochę uspokoiło. Lufa działka opuściła się. Kuc podszedł bliżej i pokazał specjalny nadruk na naramiennikach jego zbroi. Przedstawiał biało-niebieskiego Alikorna, pikującego w dół, otoczonego promieniami słońca i księżyca. Był to symbol "Świtowców". Kuc przedstawił się jakimś stopniem i imieniem. Kazał pójść z nim. Wobec działka szturmowego i przedstawiciela służb państwowych Mark nie chciał się sprzeczać i poszedł. Za chwile zobaczył "White Flasha", który na chwile wyszedł z maskowania optycznego. Stał na skraju lasu, na małej polance. Z lasu wyszedł trzeci żołnierz, który najwyraźniej ubezpieczał akcje. Wszyscy weszli do samolotu i polecieli.

 

Z drugiej maszyny wysiadła młoda, piękna klacz. W jej oczach było lekkie zagubienie. Początkowo oślepiło ją światło, ale przyzwyczaiła się szybko. Tej nocy Crystal Laughter była w teatrze ze swym narzeczonym. To był cudowny wieczór, zakończony kolacją przy świecach. Później klacz poszła z ogierem do ich znajomego zagajniku. Rosły tam piękne purpurowe kwiaty. Trawa była miękka i idealnie nadawała się do leżenia na niej i patrzenia w gwiazdy. Było czasem trochę zimno, to znaczy było zimno, gdy Crystal przychodziła tam wcześniej sama. Teraz grzało ją przyjemne ciepło Blue Ice'a. O dziwo nikt prawie nigdy nie przychodził do tego miejsca. Może było za daleko od miasta, a może po prostu zbyt dobrze ukryte przez krzaki i drzewa, okalające miasto? Leżeli tak razem wspólnie, nic nie mówili, nie musieli... Ona położyła głowę na jego ramieniu, które ciepło ją obejmowało. Już zaczynała mrużyć oczy i zasypiać cudownym, wspaniałym snem, gdy usłyszała dziwny dźwięk. Rozejrzała się niespokojnie. Blue, najwyraźniej nic nie słyszał, ale zaniepokoił się nagłym zerwaniem swej narzeczonej. Mimo usilnych starań w okolicy nie widać było niczego nadzwyczajnego. Nagle krzaki zaszeleściły i wyłonił się z nich rosły ogier w pancerzu szturmowym. Crystal już chciała krzyknąć, Blue wystąpił do przodu, aby zasłonić ją przed niebezpieczeństwem. Przybyły ogier jednak tylko rzekł, że jest z Korpusu Świtu i ma zabrać ją w sprawie państwowej. Narzeczeni spojrzeli na siebie pytającym wzrokiem. Nikt z nich nic z tego nie rozumiał. Jednak odbezpieczone działko szturmowe nie pozostawiało wyboru. Ogier oczywiście nie groził nim, ale samo to, że je posiadał budziła niepokój. Crystal posłusznie poszła, zostawiając Ice'a. Żołnierz obwiązał ją jakimś pasem i poczuła, że jest podnoszona. Po chwili zaczęła słyszeć śmigła. Zobaczyła, wychodzący na chwilę z maskowania samolot. Był na prawdę cichy, ona go ledwo słyszała. Po chwili znalazła się na pokładzie i poleciała do bazy.

 

Ostatni kuc również został zabrany tu w podobny sposób. Po niego przysłano oddział pięciu armistów. Zaszli go w nocy, gdy wracał z lasu. Najpierw zagrozili białemu ogierowi rozstrzelaniem na miejscu, a gdy zgodził się z nimi pójść, przeprosili za drastyczność i wytłumaczyli, że są tu z rozkazu państwowego i mają go zabrać do punktu zbornego, czymkolwiek miałby on być. Komandos nie był pewien co się tu dzieje, ale w trakcie lotu dostał setkę na prawdę dobrej wódki, więc poczuł się pewniej i lepiej. 

 

Cała trójka wysiadła i zauważyła siebie nawzajem, masę kucy w mundurach, krzątających się po całym hangarze. Był on swoją drogą bardzo obszerny. Odchodziło z niego wiele odnóg, wydrążonych w skale. Wszędzie stały jakieś skrzynie i wieżyczki artyleryjskie, które najwyraźniej mogły wysunąć się na zewnątrz, albo służyć jako obronę bezpośrednią.

 

Biały ogier podszedł do tej trójki i rzekł:

- Witam Was, jestem podpułkownik Strong. Witam Was w naszej bazie. Już tłumaczę powód waszego przybycia, ale już udajmy się do szefowej.

To mówiąc machnął kopytem i cała trójka ruszyła.

- Jesteście tu, bo nasz wywiad określił was jako najbardziej odpowiednich do pewnej misji, którą wam powierzymy. Oczywiście nic wbrew waszej woli, ale mamy metody, aby zachęcać do wykonywania zadania. 

Eskorta sześciu kucy nie odstępowała ich na krok. Wyszli z hangaru, w którym przemieszczano samoloty do innego pomieszczenia. Po przejściu długiego korytarza, o kilku odnogach, dotarli do wielkiej śluzy. Po okazaniu przepustki, weszli dalej. Tu już środki ochrony były widoczniejsze. Częste patrole, kamery i automatyczne wieżyczki z wyrzutniami rakiet, albo CKMami. Kolejna śluza, co raz mniejsze korytarze i pomieszczenia, co raz więcej odnóg, co raz więcej miniętych kuców, magazynów, sztabów, kwater, co raz bardziej w głąb góry. W końcu kompania stanęła naprzeciwko surowego budynku, przypominającego bunkier. Tu też pilnowała czwórka kucy w pancerzach szturmowych. Trójka gości została wprowadzona do środka. Tam przeszli przez korytarz wyłożony granatowym dywanem. Zostali zaproszeni do pokoju. Zobaczyli w nim stół, zastawiony poczęstunkiem. Sałatki, trunki alkoholowe i nie. Kryształowy żyrandol rzucał ciepłe światło na pokój, obity w całości dywanem. Drzwi z naprzeciwka otworzyły się. Wyszła z nich dość wysoka, fioletowa klacz w wojskowym berecie. Jej bystre, błękitne oczy zlustrowały przybyłych. Na kłąb opadała długa grzywa, zwinięta w zmyślny kucyk o czarno - różowym kolorze. Klacz usiadła, wskazawszy przedtem wygodną kanapę. Odezwała się głosem przyjemnym i uprzejmym, a zarazem wyrażającym nieugiętość i wzbudzającym respekt.

- Witam wszystkich zebranych. Dziękuję Wam bardzo za przybycie. Przepraszam, że transport został przeprowadzony tak obcesowo, ale czas nas nagli. Pozwolę was sobie przedstawić. (Zaczęła wskazywać lekkim ruchem poszczególnych zebranych) To jest Marc Crusader, weteran wojny, członek rebeli, zwany komandosem. Crystal Smile, niezwiązana z wojną, prezes stowarzyszenia dobroczynnego. Radziecki komandos, wynik dziwnych eksperymentów genetycznych z równoległego świata. To mówiąc uśmiechnęła się.

 Zadanie, które zostanie Wam powierzone jest ściśle tajne. Dlatego to Wy zostaliście do tego wybrani. Nie istniejecie prawie w społeczeństwie, poza Crystal. Jesteście również wybitnymi wojownikami, oraz ekspertami w swym fachu. Takich kucy nam potrzeba. Crystal, z Tobą porozmawiam na osobności, dlaczego tu jesteś, po wyjawieniu celu misji. Z tego co widzę następny członek drużyny został już przyprowadzony...

 

Grey Isana po wyruszeniu na łowy dusz, nie posmakowała długo wolności. Jej sen sprawił, iż nie nadążyła myślą za światem, który przeżył skok technologiczny. Gdy tylko zetknęła się z pierwszą metropolią, zastanawiając się, jak pozyskać dusze w takim mrowiu kucy, aby nikt jej nie zauważył, szybko została zlokalizowana przez Korpus Świtu. Zgodnie z prawem, które zakazywało praktykowania mrocznej magii, została szybko schwytana. Jej umiejętności na nic się nie zdały. Natrafiła na żołnierzy wyspecjalizowanych w walce z potężnymi magami. Ich techmaturgiczne pancerze były niewrażliwe na magię, a jej nieumarli rozsypywali się zanim wstali od ognia jakiś niespotkanych przez nią wcześniej broni. Została schwytana i osadzona w więzieniu. Dowiedziała się, że otrzymała karę dożywotniego pozbawienia wolności, z groźbą eliminacji zagrażającego elementu, jakim była, ze społeczeństwa. Jednak pewnego dnia przyszedł do niej jakiś oficer i zaproponował współpracę. Ona weźmie udział w pewnej wyprawie i wykona założone w niej zadanie, a jej kara zostanie skrócona w zależności od efektów. W obliczu braku alternatywnej perspektywy, musiała się zgodzić. Natychmiast zabrano ją i przeprowadzono przez serię pomieszczeń pod solidną eskortą do małego pomieszczenia. Gdy tam weszła, ujrzała trójkę kucy siedzących na wygodnej sofie, jedną klacz za biurkiem. Wysunął się wtedy dziwny fotel. Została w nim posadzona. Poczuła jak cała moc magiczna ją opuszcza, a ona nie może się ruszać. Klacz znów się odezwała:

- Poznajcie Grey Isanę. Ma problemy z jaźnią i czasami nazywa siebie Shadow Scar. Obie są niebezpieczne, posługują się zakazaną prawem magią, cierpią na różne schorzenia, zarówno w upodobaniach jak i w poglądzie na życie. Jest wampirzycą i lubi więzić, lub żywić się duszami innych. Jest jej to zabronione pod groźbą kary śmierci, którą możecie wykonać, jeśli ją na tym przyłapiecie. Dlaczego będzie z Wami w drużynie? Bo się nadaje, a raczej nie zdradzi, nie opłaca jej się to po prostu. A i jeszcze przespała kilka lat, więc nie rozumie świata, cały czas żyje tym starym, gdzie magowie mieli jeszcze wartość na polu bitwy w stary, tak zwany konwencjonalny sposób. Teraz nie przedłużając, czy słyszeliście kiedyś o tajemniczym artefakcie, mającym się znajdować gdzieś na północ od krain gryfów? 

 

Życzę miłej sesji :pinkie:   

             

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sytuacja zdawała się być podejrzana. Coś mi tu nie pasowało. Dlaczego akurat my zostaliśmy wybrani do tego zadania. Zaraz... jak ona to mówiła? Produkt uboczny badań genetycznych? Jednorożec - wampir? Jakaś losowa klacz z ulicy? A, nie tak do końca losowa, w końcu to prezes stowarzyszenia dobroczynnego. Siedziałem i słuchałem odprawy. Odwróciłem głowę i spojrzałem na Grey Isane. Biała sierść, czarna grzywa... nie wyglądała zbyt przyjaźnie. W dodatku te czerwone oczy...

"A i jeszcze przespała kilka lat, więc nie rozumie świata, cały czas żyje tym starym, gdzie magowie mieli jeszcze wartość na polu bitwy w stary, tak zwany konwencjonalny sposób."

Kiedy to usłyszałem dopadło mnie złe przeczucie. O ile reszta moich przyszłych kompanów, nie wyglądała zbyt "poważnie", ona stanowiła zagrożenie dla drużyny! Rozwiałem swoje myśli i słuchałem dalej. Padło pytanie.

- Nie mamy zielonego pojęcia! - wyrwałem się nawet nie czekając na reakcje innych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe pomieszczenie, nie to co stare katakumby w kompleksach X, wszystko ładnie oświetlone i wytynkowane... Towarzysze bardzo by się ucieszyli z tych wszystkich technologii jeśli ktoś by je sobie "pożyczył". A może mają swoje? Minęło kilka lat. Eh, przynajmniej metody mają swojskie, idziesz albo... hehehe. Dobra, jak już nas wpakowali w ta kabałe, to trzeba zmierzyć się z wyzwaniem. Co my tu mamy? Niebieski pegaz, nie powinno być z nim problemów, wygląda na zaprawionego, ale nie w trunkach, wszystkie te pegazy to mają słabe głowy jeśli chodzi o prawdziwe picie, mimo wszystko wygląda na jakiegoś zachodniego specsołdata, nie wiadomo do czego jest zdolny. Ta słodziutka burżujka z tym tam swoim rogiem to pewnikiem zemdleje po godzince marszu, prezes stowarzyszenia dobroczynnego, może jeszcze przedszkolankę nam dadzą. Ten drugi element... niebezpiecznie. Trzeba będzie załatwić srebrną nitkę i doszyć w kołnierzu. Naprawdę, nie spodziewałem się że wampiry mogą istnieć. I jeszcze zbierają dusze. Co to jest dusza? Nigdy mi nie wspominali, że coś takiego istnieje, widocznie takie informacje są zarezerwowane dla wyższych rangą. Chociaż w tym zwariowanym świecie gdzie co drugi ma te skrzydełka, co trzeci magiczny róg, a po lasach pałętają się jakieś dziwactwa chyba wszystko jest możliwe. Te ich służby specjalne mają też dziwny gust. O alkohol... Co do tego pytania...

- Niet, towarzyszu, nie wiemy nic na temat takiego obiektu. Zajmujemy się kł... znaczy usuwaniem szkodników jako zwyczajny ochotnik, znaczy się myśliwy.

Po czym sięgnął po karafkę, od której zawartości nie mógł oderwać wzroku już od jakiegoś czasu. Kieliszki mają jakieś takie małe... O szklanka! Wraz z napływem cudownego C2H5OH sytuacja okazała się w sumie całkiem ciekawa, nie to co ten parszywy magiczny las z biegającymi tu i ówdzie żywymi patykami i innymi dziwacznymi wytworami wyobraźni ewolucji. Oj, pewnie mi się oberwie od żonki za nie stawienie się w domu. Po powrocie muszę się pożegnać na jakiś czas z "soczkami".

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Chyba mogę w formie pierwszoosobowej?)(Poza tym Grey ma niebieskie oczy Mark)(Jeszcze jedno kapi mogę mieć kolorek dla Grey i Shadow?)

Przez zachowanie Shadow, mojej mrocznej strony, z która utworzyła się we mnie podczas tamtego dnia zostałam wzięta do więzienia. Nie mając wielkiego wyboru, musiałam się zgodzić na wyprawę. Gdy ujrzałam kuce, które miałby wyruszyć na wyprawę za bardzo się nie zdziwiłam, może poza białym ogierem, który wydawał się dziwny. Słysząc słowa klaczy, która o mnie mówiła odparłam spokojnie.

- Ja nie jestem niebezpieczna, tylko Shadow. Poza tym nie robimy krzywdy niewinnym. Natomiast jeżeli chodzi o artefakcie, to może coś słyszałam, ale jakbyś mogła przypomnieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, Plague możesz pisać pierwszoosobowo. Uważam dodatkowo, że kolorek do Grey i Shadow jest uzasadniony, więc proszę bardzo, będzie przejrzyściej :pinkie:

 

Nagle Crystal Laughter wstała i oznajmiła dość nerwowym, poszarpanym głosem.

 

- Przepraszam najmocniej, ale nie jestem ani żołnierzem ani magiem. Spędzałam wspaniałe chwile z moim narzeczonym. Nie mam ochoty bawić się w jakieś stare artefakty, zwłaszcza z wampirami wyjętymi spod prawa. Do widzenia.

  Klacz dość odważnie i zdecydowanie wyszła z pokoju. Fioletowa pegazica, która prowadziła rozmowę i tak wspaniale wszystkich przedstawiła, podniosła kopyto do ust. Szepnęła parę słów do kopytkowego komunikatora, po czym jak gdyby nigdy nic kontynuowała. Z sufitu wysunął się rzutnik i puścił zdjęcia różnych wyobrażeń wyglądu artefaktu.  

- Chodzi mi konkretnie o Wielką Zezowatą Muffinkę. Jak możecie wyraźnie zobaczyć na tych zdjęciach, tak na prawdę nie mamy pojęcia jak ona wygląda. Może to być kostur, tak jak na tym zdjęciu, a może dosłownie wielka zezowata muffina, jak tutaj. Niemniej jednak, zgodnie ze wszystkimi podaniami jest to przedmiot dość rozpoznawalny. Teraz krótko. Waszym głównym celem operacyjnym będzie zdobycie i dostarczenie tu tego przedmiotu. My zapewniamy Wam sprzęt i transport do przestrzeni powietrznej Gryfiego Królestwa. Dalej nie możemy, gdyż w razie wykrycia wywołamy wojnę. Zostaniecie zrzuceni do lasu granicznego. Dalej radzicie sobie sami. Dostaniecie szyfrowaną radiostację z bezpośrednim kontaktem do mnie. Udacie się przez krainy gryfów na północ. Dalej czekają was dość ciekawe ziemie, do tej pory przesycone magią, pochodzącą jeszcze z dawnych czasów. Ważna informacja - wszystko ulega tam zmianie. Nie istnieje aktualna mapa tamtych obszarów. Najprawdopodobniej gdzieś tam ma znajdować się Wielka Zezowata Muffinka. 

Teraz omówmy przeszkody. Jak już wspomniałam, możecie liczyć tylko na siebie, działacie w nieznanym rejonie i co jeszcze ważniejsze - ruszamy jako drudzy. Wiemy, że wywiad changeli wysłał tydzień temu swoją grupę poszukiwawczą. Właśnie dzięki temu dowiedzieliśmy się o istnieniu artefaktu. Wasza misja jest o tyle ważna, że Wielka Zezowata Muffinka jest nośnikiem magii irracjonalnej. Jest to rodzaj pierwotnej magii, który nie podporządkowuje się nikomu, chyba że sam tego zachce. W prawdzie nie znamy pełnych możliwości Muffinki, ale nasi naukowcy od spraw magii sądzą, że bomba atomowa, to przy tym mały pikuś. Być może okaże się, że po jej użyciu zostaną uwolnione tak nieokiełznane pokłady magii, że doprowadzi to do apokalipsy, tudzież zmiany świata. Nie chcemy ryzykować i dlatego my musimy to przejąć.

Dlaczego Wy zostaliście przydzieleni? Jesteście nieznanymi osobami o znamienitych umiejętnościach. Mark i Radziecki, obaj jesteście znakomitymi żołnierzami. Opanowaliście działania w niekonwencjonalnych warunkach i umiecie przetrwać w dziczy. Jednak wasza wiedza o starożytnych rzeczach jest dość ograniczona. Po to przydzielam wam Grey. Ona wie dużo więcej, bo dalej siedzi umysłem w przeszłości. Poza tym jako wampir ma niebagatelne zdolności zniewalania swym urokiem, co może okazać się nieocenione w niektórych sytuacjach. Posiadła również zdolności korzystania ze starej magii. Jednak nikt z was nie będzie dowodzić tą ekspedycją. Nie jesteście jej jedynymi członkami. Reszta czeka już na was na miejscu. Stanowicie uzupełnienie już wysłanych sił. Poprosili o wsparcie, po początkowym rozpoznaniu terenu. Poznacie wszystkich, jak wylądujecie. Zabraniam mówić cokolwiek o istnieniu Shadow i wampiryzmu. Może wywołać to nieoczekiwane reakcje i niepotrzebną nieufność. Macie prawo to zrobić, tylko w przypadku wykroczenia dokonanego przez Grey, albo Shadow na tym polu. Mam nadzieję, że wszystko co powiedziałam jest jasne.

 

Zostały nam dwie sprawy. Po pierwsze wasze oczekiwania nagrody po spełnionej misji i wasze pytania. Słucham, tylko szybko, bo nie mamy czasu.     

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Sorry Plague musiałem źle popatrzyć do karty postaci) (Piszemy dialogi kolorami, czy jest to wyjście całkowicie opcjonalne? Po za tym chyba zwykli użytkownicy stracili możliwość pisania innym kolorem...) (Piszemy w pierwszej czy trzeciej osobie? Czy jest to całkowicie obojętne?)

O tak! Nareszcie jakaś rozrywka! Nie ukrywałem entuzjazmu. Spojrzałem na twarz klaczy. W jej oczach widać było, że nie ma innego wyjścia i zgodzi się na wiele, jeśli tylko szybko weźmiemy się za misje. Mam okazję trochę zarobić.

- Taaaa... Wchodzę w to, ale... - wykonałem gest liczenia pieniędzy - nie ma nic za darmo. Nie wiemy nawet czy wyjdziemy z tego żywi. Myślę, że spora ilość gotówki będzie słuszną zapłatą za moje usługi...

Spoważniałem, usiadłem prosto i dodałem mówiąc szybciej:

- Co do pytań. Nie mam żadnych. Potrzebuję tylko odpowiedniego ekwipunku. Myślę, że wystarczy mi Karabin M4, ze sporą ilością amunicji. Do walki w zwarciu pistolet Desert Eagle z mniejszą ilością amunicji. Jeśli nie macie na stanie, to trudno. Dajcie cokolwiek co strzela i tak sobie poradzę. Po za tym przydało by się kilka granatów na nagłe wypadki oraz żywność i... - urwałem - oczywiście mała zaliczka.

Ciekaw jestem kto będzie nosił pozostałe potrzebne przedmioty bo ja nie mam zamiaru! - pomyślałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas nagli, więc lepiej szybko ruszać do akcji, zamiast przesiadywać i nic nie robić. - powiedziałem - Można mnie też nazywać Zaznaczony, nie mam pojęcia dlaczego, ale tak mnie zwali... nieważne.

Nu, pytanie jest proste. Jaka będzie całkowita liczebność oddziału na miejscu?  Będę też potrzebował osobisty wykrywacz anomalii magicznych, nie wiadomo jakie pułapki czekają po drodze, a nie mam zamiaru skończyć jako żaba, czy coś. Jeśli takie przedmioty są dostępne. Poza tym muszę zaopatrzyć się w amunicję. Najlepiej kilka paczek płaszczowej (standardowa) i jedną przeciwpancernej (z metalowym penetratorem, przebija pancerz efektywnie). Pistoletowa standardowa, nie potrzeba dźwigać dodatkowej masy. Sprzęt mam w pogotowiu, a jest wytrzymały, więc nic więcej mi nie potrzeba.

Jeśli chodzi o wynagrodzenie, jak nie wrócę, to dajcie zapomogę mojej żonie. A jako że nie jestem zachodnim kapitalistycznym najemnikiem (jak ten niebieski skrzydlak - pomyślałem) myślę że 1000 monet i beczka dobrej gorzałki mi starczy.

Powiedziawszy to, dokończyłem pozostałą w butelce ciecz. 1 flaszka na początek, mało, ale tym razem nie będziemy się upijać. Jak ładnie proszą, to nie powinno się odmawiać.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nareszcie, bo już zaczynałam się nudzić - rzekła w myślach Shadow, słuchając słów fioletowej klaczy.

- Spokojnie Shadow, może jak to dobrze rozegramy, istnieje możliwość, że po tej wyprawie nas wypuszczą - odparłam w głowie ciemniejszej stronie.

Po chwili rozmyślania, spojrzałam na klacz spokojnym wzrokiem wypowiedziałam słowa.

- Dobrze wejdę w skład grupy, lecz o wynagrodzeniu pomówimy jak wrócimy, a teraz chcę dostać gwarancję, że po wykonaniu tej misji będę mogła pójść w swoją stronę. Co do pytań nie mam na razie żadnych. Natomiast o swoje wyposażenie to musimy zajść w jedno miejsce, spokojnie będzie po drodze do Królestwa Gryfów. Jednak możecie dać jedną rzecz. Podeszłam do klaczy i szepnęłam te słowa. - Będę potrzebowała kilku pojemników krwi dla Shadow, żeby się nie narobiła kłopotów, tak na wszelki wypadek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz po kolei słuchała wszystkich żądań. Czasami kiwała przy tym głową. Pierwszy odezwał się Mark Crusader. Dostał szybką odpowiedź.

- Wynagrodzenie podstawowe to 10 000 monet. Przewidywane koszta operacyjne są zarządzane przez dowódcę oddziału. Wy dostaniecie po 500 monet na głowę. Możecie liczyć to jako zaliczkę, czego nie wydacie, to wasze. Dodatkowo wynagrodzenie zwiększa się proporcjonalnie do ilości kuców, które nie przeżyły wyprawy. Nie radzę jednak korzystać z sytuacji i "pomagać" kolegom umierać. Jeśli misja się powiedzie wynagrodzenie może wzrosnąć, a niewyjaśnione okoliczności śmierci mogą zmniejszyć otrzymaną przez Was kwotę. Najważniejsze to wykonać cel. Broń dostaniesz, tego mamy sporo, ja osobiście wolę wyroby AGFu (Air Gun Factory z Cloudsdale), ale każdy może mieć swoje gusta. Amunicja zostanie wam dana, jednak jej zapasy będą głównie w wozie transportowym, jako przydział dla dowództwa wyprawy.

 

Spojrzenie klaczy powędrowało na Zaznaczonego.

- Osobisty wykrywacz magii się załatwi, nie sądzę, by energia na tyle manipulowała rzeczywistością, ale podziwiam zapobiegliwość. Oddział liczy ok 15 osób. Tyle wystarczy. O amunicji wiesz już wszystko, jakieś magazynki znajdą się dla ciebie, ale większość idzie do transportu. Zatem ustalone, 1000 monet dostaniesz, zapomogę żonie na wypadek śmierci też obiecuję. Beczka gorzały to nie problem, jak misja się uda, to dostaniesz nawet więcej.

Do klaczy podeszła Gray, po krótkiej wypowiedzi wojskowa odparła:

- To czy po wykonaniu będziesz mogła odejść zależy od twojego sprawowania i od nas, a nie od ciebie. Robisz co ci karzemy, jasne? Ekwipunek będziesz mogła zabrać, tylko szybko możemy ci dać 5 minut w trakcie drogi. Natomiast krew się znajdzie. 

 

Klacz spojrzała po wszystkich zebranych i powiedziała:

- Czy coś jeszcze, czy możemy uznać odprawę za zakończoną. Czas nagli.        

Share this post


Link to post
Share on other sites

W głowie Zaznaczonego pojawiła się epicka wizja konwojów cystern z dumnym napisem C2H5OH zmierzających do jego domku. Taa... życie będzie piękne. Wracając do teraźniejszości.

- Żadnych pytań, jestem gotowy do akcji.

Ręka nienasyconego alkoholika przesunęła się w kierunku butelki z niebieskawym płynem stojącej na stole. Ciekawe czy smakuje jak płyn chłodniczy? Zaczynamy się niecierpliwić, trzeba działać natychmiast, a nie czekać aż zadek przymarznie nam do ławy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz nie miałem już żadnych pytań. Wszystko jak najbardziej mi odpowiadało. Kątem oka zauważyłem, że Zaznaczony jest myślami zupełnie gdzie indziej. 10 000 monet... Ho, ho! Mam nadzieję, że misja będzie jednak mniej warta jej ceny i wynagrodzenie łatwo wpadnie mi do kieszeni.

- Wszystko się zgadza. Mark Crusader gotowy do akcji!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mając na razie żadnego wyboru, odparłam klaczy, że nie ma żadnych pytań. Tymczasie w umyśle Shadow powiedziała.

- Nikt nie będzie mi mówił, co będę robiła, jak im to pomożemy natychmiast spadam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko zdawało się już ustalone. Klacz, prowadząca odprawę pokazała zebranym drzwi. Wszyscy po kolei wyszli. Tam znów spotkali podpułkownika Stronga. Ogier najwyraźniej przyjrzał się przez swe czarne okulary grupie awanturników. Z jego ust wysączyło się kilka wyrazów:

- Dobra, teraz za mną, odwożę was w miejsce akcji. Ale najpierw przydział broni, o który prosiliście. Tu jest wykrywacz anomalii magicznych, dwa magazynki pistoletowe, dwa do AK-74 U i jeden dodatkowy ppanc. M-4 z trzema magazynkami, Desert z dwoma magazynkami. Dodatkowo pancerz taktyczny, dla Crusadera. I z tego co wiem mamy na chwilę wstąpić do domu Gray. Chodźcie, nie mamy czasu.

To mówiąc zarzucił kuce sprzętem, który leżał już na jeżdżącym wózku. Wszyscy wzięli co do nich należało. Crusader zdziwił się, że otrzymał pancerz taktyczny, ale cóż darowanemu koniowi nie spogląda się w zęby. Zwłaszcza, że ten był na prawdę porządny. Wisiał na wieszaku. Był lekki i dość przewiewny. Składał się z zachodzących na siebie płyt pancernych, od wierzchu pokrytych warstwą grubego kewlaru. Mógł przetrzymać sporo. Do zestawu, szczelnie pokrywającego całe ciało były dodane porządne buty desantowe z amortyzującymi podeszwami i metalowymi okuciami oraz czarny hełm z panoramiczną szybą od przodu z kuloodpornego szkła i podobnym pancernym kołnierzem. Całość faktycznie założona może trochę spowalniała ruchy, ale wyglądała jakby nie rozpadała się od pierwszego lepszego strzału.

 

Po rozdaniu ekwipunku cała ekipa udała się w stronę White Flasha. Wsiedli do niego. Pneumatyczne drzwi zamknęły się z sykiem i maszyna wzbiła się na swych cichych śmigłach. Minęła chwila, gdy włączyły się silniki odrzutowe i samolot poleciał. Wszyscy siedzieli w kabinie desantowej, w pewnych odległościach od siebie. Do środka sączyło się zielone światło. Odłożyli broń na specjalne miejsca. Na środku pomieszczenia znajdował się wysuwany holoblat, który pokazywał obecne położenie White Falsha i taktyczną mapę okolicy. W pewnym momencie na hologramie pojawił się czerwony punkt, oznaczony strzałką. Był to pierwszy postój na drodze do obozu, czyli dom Gray, skąd miała wziąć potrzebne rzeczy. Samolot bezgłośnie zaczął wytracać prędkość, co było widoczne na szybkościomierzu. W końcu zawisł nad miejscem postoju i obniżył lot. Po wysunięciu łap lądowniczych maszyna posadziła się na trawie, a Gray mogła wyjść przez opuszczony właz i zabrać wszystkie potrzebne przedmioty. 

 

Plague miłoby było, gdybyś teraz wraz z opisem co bierzesz z domu, również opisał trochę ten dom, nie chce Ci odbierać możliwości wykreowania go, ale warto, żeby ten element został zaznaczony :pinkie3:          

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tymczasem w kabinie Zaznaczony kombinował jak niezauważony dostać się do swojego zakamuflowanego bimberku. Zdecydowanie nie lubił gdy postój się przedłużał.   -  Ale z tego niebieskiego się czołg zrobił. Szkoda że do Zony nie wlazł z tym żelastwem, wszystkie okoliczne Elektry bardzo by się zainteresowały. - myślał sobie.

- Te, niebieski. Gawari mi tu, szto ty diełał jako partizant zanim cie łapneli, ha? - zapytał Crusadera o jego przeszłość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeszłość... Że też akurat ten mutas musiał o to zapytać... Znów stanęły mi przed oczami tamte dni. Minęło tyle czasu, a nadal o tym pamiętam. Partyzantka przypominała mi o domu. Nie lubię kiedy ktoś mnie o to pyta.

- Bywało się tu i tam... - odpowiedziałem. - Ukrywaliśmy się po lasach, kamuflowaliśmy zaopatrzenie i broń. Na każdym kroku uprzykrzaliśmy Gryfom życie. A to ktoś dostał kulkę w łeb, a to skład wrogiego zaopatrzenia wyleciał w powietrze... - zrobiłem przerwę i zastanowiłem się chwilkę. - Pamiętam jakby to było wczoraj. Czailiśmy się w krzakach i z czego było pod kopytem posyłaliśmy tych drani w niebyt. W końcu łapnęli kilku naszych. Chcieliśmy za wszelką cenę ich odbić. Pod osłoną nocy włamałem się do więzienia. Akcja była świetnie zaplanowana. Wszystko miało się odbyć po cichu. Niestety, to była pułapka. Kilku z nas zginęło...

Zamyśliłem się na moment i przypomniałem jeszcze kilka podobnych akcji.

- Raz się wygrywało, raz przegrywało. Wojna trwała. Nic mnie nie obchodzi, że się już skończyła! Jak któregoś z nich dorwę to mu urwę łeb przy samej dupie!

Nie powiedziałem już nic więcej. Uspokoiłem się trochę. Postój przedłużał się...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Postój przedłużał się, a bimberek się skończył. Z nudów zacząłem rozmontowywać i czyścić swojego pm-a, czysta i zakonserwowana broń to podstawa niezawodności, więc skierowałem na nią całą swoją uwagę. Po skończeniu sprawdziłem detektor anomalii magicznych, filtry do maski i płytki pancerne w kombinezonie. Mam nadzieję, że wytrzyma spotkanie z tutejszymi warunkami.

 

- Da, niby twardy - myślałem - ale jednak coś zostało z jego przeszłości. Mam nadzieję, że po dorodze się nie rozklei. Ciekawe jak będzie się sprawować w akcjii...

- Ej, pilot, ile jeszcze stąd mamy drogi do punktu zadaniowego, haw? - zadałem pytanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(To nie dom, tylko zamek, który jest jej domem)

Wychodząc powoli z samolotu rozejrzałam się po okolicy. Przypominały mi czasy przed gdy byłam tutaj pierwszy raz. Lecz za nim poszłam ostrzegłam ich, żeby uważali, bowiem tych lasach są istoty chętne świeżego mięsa. Idąc w kierunku mojego zamku, próbowałam mieć spokojne myśli, aby to zrobić wracałam do wspomnień z dzieciństwa. Po chwili ujrzałam swoje włości (zamek+okoliczny cmentarz). Weszłam do środka poprzez zwodzony most. Przechodząc przez zaciemnioną halę, przyglądałam się przeróżnym obrazom, które wisiały przy pochodniach. Dochodząc w końcu do ukrytego pokoju wzięłam kilka rzeczy i przedmiotów, które mogły pomóc w tej misji. Za pomocą magii wzięłam kilka fiolek z przeróżnymi barwami (jasnozielone - dusze, czerwone - krew, granatowe - uzupełniające magię, ciemnozielone - trucizna), małą latarnię (w której znajdują się dusze do przyzwania potężniejszych nieumarłych), wampirzy miecz oraz małe lustereczko, aby oni mogli zobaczyć Scar. Po wzięciu tego co chciałam kierowałam się powoli do miejsca wylądowania, mając nadzieję, że niedługo wrócę do siebie.

 

(Zamek był zbudowany w stylu gotyckim, jedyną różnicą było to, że miał już trochę lat oraz był mroczniejszy niż zamki equestrialskie z tamtych czasów. Otoczony był wyschniętą fosą, która prowadząc w dół ukazywała cmentarz. On prawie otaczał zamek, nagrobki znajdujące się na nim był przeróżne, lecz były bardzo liczne. Przy niektórych wieżach zamku latały nietoperze. Nad bramą wisiały poniszczone sztandary na których były zakrwawione kły oraz kuc, lecz obok nich wisiały trochę lepszej kondycji nietoperzem trzymającym księgę z której wyłania się ogień.)

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gray Isana wzięła przydatne jej przedmioty, złapała ją pewna doza melancholii. Rozglądała się po zamku, rozpamiętując stare czasy, gdy nie musiała dla ratowania skóry poniżać się, biorąc udział w jakiejś dziwnej misji. Oglądała piękne zamkowe dekoracje, które pozostawały tu w stanie nienaruszonym przez setki lat.

 

Marc i Zaznaczony siedzieli w samolocie, czekając na powrót wampirzycy. Po pytaniu drugiego z żołnierzy w głośnikach odpowiedział jakiś stanowczy, dziewczęcy głos:

- Do celu mamy jakieś 15 minut. Ruszamy jak tylko ona wróci.

 

Nie minęło jednak więcej niż 30 sekund, gdy na hologramowym stole w kabinie transportowej wyświetlił się komunikat głosowy. Pojawiły się czytniki fal, zamiast standardowego, hologramowego przedstawienia rozmówcy. W końcu odezwał się dość niski, poważny, zdecydowany głos. 

- Mówi generał Night Blast. Nasze skanery wykryły dużą ilość nieznanych sił, zmierzających w tą stronę. Potrzebne wsparcie, będziemy się trzymać ile zdołamy. powtarzam potrzebne wsparcie.

Ogier mimo dość nieciekawej sytuacji, jaką przedstawiał mówił, bez cienia przestrachu z typowym, wojskowym pośpiechem. W momencie, gdy nadawane były ostatnie słowa, White Flash poderwał się z ziemi, jego ciche silniki, zwiększyły obroty, a maszyna podleciała  stronę zamku. Grey usłyszała pierwszy komunikat, przez swój komunikator, następnie przez pilota została wezwana do natychmiastowego powrotu do maszyny. Zrobiła to ze smutkiem ,gdyż chciała jeszcze przypatrzeć się zamkowi, ale mus to mus. Wybiegła z budynku i już na dziedzińcu czekał samolot z otwartym włazem. Klacz szybko wbiegła i usiadła. Jednostka od razu poderwała się w górę, a na wyświetlanym GPS widać było jak szybko się porusza. Po pewnym czasie na hologramowej planszy zaczęły pojawiać się czerwone punkty, symbolizujące zlokalizowane wrogie jednostki, oraz niebieskie o różnych, intuicyjnych kształtach, odzwierciedlające siły przyjazne. Cała Equestriańska kompania przybrała formację koła, a ciężki sprzęt umieściła w środku. Widać było jednak, że gęsty las ułatwia wrogom odejście bliżej. o kilku sekundach, jedna z czerwonych kropek, znajdująca się najbliżej kręgu najpierw przybrała postać znaku piechoty z herbem Changeli, a potem krótkie piknięcie, odzwierciedlało jej wyeliminowanie. Cała trójka w kabinie szczegółowo przyglądała się polu bitwy, gdy znów z głośników rozległ się głos klaczy. 

- Zrzucę was na spadochronach lekko poza kręgiem, aby zachować niewidzialność, pułap dość mały. Rejon zaznaczam na mapie. Później przejdę do wsparcia ogniem z powietrza. Gdybyście wylądowali w niekorzystnych warunkach, wezwijcie mnie.

Na mapie pojawił się zielony obszar zrzutu. Leżał na południowy-zachód od kręgu, gdzie nie było zauważonych jednostek wroga. Na ekranach pojawił się znak przygotowania do desantu. Mechanizmy na siedzeniach w mgnieniu oka podczepiły spadochrony wszystkim poza Markiem, stół schował się w ziemi, a ława, na której siedziała trójka kucy przesunęła się w stronę wyjścia. Nagle właz desantowy otworzył się szybko. Samolotem wstrząsnęła fala powietrza i w tym momencie ława katapultowała trójkę w tył, zmniejszając ich prędkość względem podłoża. 

 

Kuce zaczęły spadać. Mark rozłożył skrzydła i przeszedł w pikowanie w dół, aby pierwszy zrobić rekonesans. W komunikatorach podano, że za 10 sekund rozwinął się spadochrony, a następnie podano skrótową instrukcję, na wypadek zawiedzenia tego mechanizmu. W dole rozpościerał się ciemny las, w którym co chwila słychać było furkotanie broni, czy widać było czerwone smugi rakiet oraz ogniste wybuchy. Znów w komunikatorach, w chwili rozwinięcia spadochronu, rozległ się głos:

- Wsparcie na sektor 11-DAA, pociski zapalające.

- Przyjęłam...

Pierwszy wylądował pegaz, przysiadł na gałęzi i obserwował najbliższe drzewu obszary. Było czysto. Po chwili wraz ze spadochronami spadli jego towarzysze na dwa sąsiednie drzewa. Mechanizm odciął czasze, uwalniając żołnierzy od krępujących sznurów. Mark przerzucił widok w pancerzu taktycznym na termowizję i tu w odległości kilkudziesięciu metrów dostrzegł niewyraźne zakłócenia. Pojawiały się raz po raz, aby po chwili zniknąć. Było to dość dziwne.

 

Gdzieś z kilometr od nich rozległ się potężny wybuch, którego fala uderzeniowa rozniosła się aż tu. Z podręcznej mapy taktycznej, wyświetlanej w hełmie taktycznym Marka zniknęło kilka czerwonych punktów. Jeden jednak pozostał w obszarze bombardowania i zmienił się z kropki w symbol pojazdu gąsienicowego.                 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kilkadziesiąt metrów od nas zauważyłem niewielkie zakłócenia termowizji. Nie miałem pojęcia co to mogłoby być, albo co oznaczać. Musiałem to natychmiast sprawdzić! Zleciałem bezszelestnie z gałęzi na ziemie. Odbezpieczyłem M4 i na wszelki wypadek docisnąłem magazynek. "No, nareszcie moje klimaty!" - pomyślałem odciągając zamek. Skorzystałem z komunikatora:

- Muszę sprawdzić pewne zakłócenia w pobliżu. Zaraz wracam. Bez odbioru - przekazałem swoje plany reszcie drużyny.

Zacząłem powoli posuwać się w stronę podejrzanego miejsca. Termowizor nadal nie wskazywał tam niczego...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Da, ubjezpieczam twoj tył, niebieskij. Jakby co, idź ku mienia, załatwim swołocz.

 

Zdecydowałem się pozostać na drzewie, on ucieknie, aj nie zdążę. Ustawiłem karabin na ogień pojedynczy, żeby nie dziabnąć "niebieskiego".

Jeśli to te obrzydliwe paskudztwa, to zapakuje im kulkę bez litości. Przydało by się szybko ruszyć dalej, anie sterczeć w miejscu lądowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Plague stoicie na tym co jest napisane w moim poprzednim poście. Czyli dolecieliście na miejsce zgrupowania Waszego oddziału, który jest atakowany. Nie uwzględniam Twojej postaci Plauge, bo nie wiem co chcesz robić, więc na razie tylko wylądowałeś w lesie na spadochronie.

 

Niebieski pegaz wysunął się do przodu. Każdy krok stawiał ostrożnie, uważnie obserwując otoczenie. Ciemny las eksplodował co raz światłem, spowodowanym wybuchem. Wszędzie huczało. Noktowizor cały czas ostrzegał o zakłóceniach odległych o ok 50m. Zaznaczony przygotował sobie pozycje strzelecką, jednak gdy zobaczył, że traci swego kompana z pola widzenia, przeskoczył kilka drzew do przodu i tam znów się przyczaił. Mark wychylił się zza kolejnego drzewa, gdy nagle coś świsnęło w powietrzu i pancerz na jego prawym kopycie brzęknął głucho. Ogier odruchowo przylgnął do pnia, osłaniając się i wtedy poczuł ból. W hełmie wyświetlił mu się hologram. System badania obrażeń poinformował o przebiciu pancerza na klatce piersiowej i ranie. Na szczęście kula ominęła ważniejsze narządy, a pancerz wyhamował ją na tyle, że wbiła się nieznacznie. Pegaz poczuł jednak wyraźny ból. Na bojowej minimapie pokazał się czerwony punkt, oznaczony "?". 

 

Mark nie spodziewał się, że zostanie tak zaskoczony. Lekko się wychylił i już oberwał. Miał przed sobą profesjonalistę, albo ogromnego szczęściarza. Niebieski kuc dalej nie wierzył, że przy takim hałasie wróg zdołał go dostrzec. Zaraz przez głowę przeszła mu myśl, że przeciwnik musi dysponować lepszymi sensorami. Znaczyło to, że lekka anomalia w termowizji musiała być spowodowana jakimś urządzeniem zagłuszającym, którym dysponował changeling. Wszystko dawało obraz nierównej walki. 

 

Co gorsza Mark nie miał jak przekazać informacji swoim kompanom. Jego nadajnik wbudowany w pancerz umożliwiał komunikację ze wszystkimi siłami Equestrii, ale żaden z członków jego drużyny nie miał takiego modułu radiowego. 

 

Zaznaczony usłyszał bliższe wystrzały i zaczął szukać pozycji swego niebieskiego kolegi. Po chwili zauważył go, zwiniętego i przytulonego do drzewa. Wyglądało, że chyba dostał.    

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rana kuła jak diabli, ale nie robiło to na mnie większego wrażenia. Nie takie rzeczy się kiedyś przeżywało. Ale nie czas na wspomnienia! Popatrzyłem się w stronę Zaznaczonego. Wykonałem gest jakbym coś popychał w jego stronę, potem wskazałem w stronę zakłóceń i ostatecznie przeciągnąłem kopytem po szyi. Mam nadzieje, że zrozumie o co mi chodzi. Jeszcze raz zastanowiłem się na czym stoję. Wróg ma nade mną przewagę technologiczną, zapewne liczebną i ma niezłego farta, albo umiejętności. Spojrzałem pytająco na Zaznaczonego. Nie jestem pewien czy dorzuciłby tam granatem, albo zobaczył kogoś z góry. Około 50m to jest jednak jakaś odległość. Pogrążony w myślach mimowolnie zacząłem wodzić wzrokiem po ziemi w poszukiwaniu jakiś przydatnych przedmiotów. To był chyba jakiś odruch. Czego mogłem się spodziewać leżącego jak gdyby nigdy nic na ziemi w lesie. Patyków?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zobaczyłem dziwne gesty niebieskiego, po czym odpowiedziałem mu Międzynarodowym Znakiem Przyjaźni i Pokoju. Stwierdziłem, że najlepiej będzie posuwać się cichaczem po drzewach i jednocześnie oflankować delikwenta. Pokazałem niebieskiemu, żeby narobił trochę hałasu albo wystawił jakąś szmatę zza drzewa, przydałoby się zobaczyć gdzie się schował. A jeżeli swołocz będzie w zasięgu strzału i nie będzie miał kolegów, to kulka z TTtki powinna załatwić sprawę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Naznaczony zaczął posuwać się okrężnie po drzewach. Gałęzie uginały się pod jego ciężarem, a liście dość mocno szeleściły. Na szczęście żołnierz nie musiał zważać na takie błahostki, gdyż odgłosy walki skutecznie zagłuszały wszystko inne. Mimo największych starań ziemnemu kucykowi nie udawało się wypatrzeć wroga. Las znów zdawał się być bezpieczny, jakby seria pocisków, która spadła na Marka była tylko przypadkiem. Sam błękitny pegaz zaczął patrzeć na ziemię i czegoś szukać. Wszystko wyglądało zbieżnie z jego oczekiwaniami. Otaczały go patyki oraz leśna ściółka. Na chwilę górne liście drzew rozbłysły łuną od potężnej eksplozji, która miała miejsce kilometr dalej. Naznaczony cały czas uważnie przypatrywał się ciemnej głębi lasu. 

 

Mark kontynuował szukanie, właśnie natknął się na kamień wielkości pomarańczy, kiedy obok jego kopyta uderzyło kilka pocisków. Jeden z nich trafił w skałkę, krzesając kilka iskier. Pegaz znów przyparł do drzewa. W ciemności Naznaczony wypatrzył małe rozświetlenie. Jednak ich przeciwnik musiał mieć jakiś tłumik, gdyż nawet kuc ziemny, który tak uważnie patrzył przed siebie, nie był pewien, czy zauważył strzał czy tylko błysk gwiazdy na liściu. Jednak Naznaczony skierował swoją uwagę w okolicę zaobserwowanego światełka. Zdał sobie sprawę, że przeciwnik musi się przemieszczać, gdyż błysk nastąpił na 12, a on chciał obejść cel od boku. Mogło to oznaczać, że changeling już go wypatrzył i unika okrążenia. Myśl ta przepełniła ogiera niepewnością. Był pośród gałęzi, prawie nic nie chroniło go zatem od celnych strzałów wroga. W dodatku ten tak dobrze się ukrywał, że trudno podjąć decyzję kiedy strzelać do podejrzanego światła, bo jeśli nie okazałoby się ono changelingiem, to Naznaczony zdradziłby swoją pozycję i najpewniej sam otrzymałby serię.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...