Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Przedstawiamy Państwu niedawno odkryte przez zespół naszych archeologów, badaczy oraz obieżyświatów miejsce, położone daleko, na północ od Zwrotnika Krzyworożca, w sercu Oceanu Mglistego. Póki co, szacujemy, że jest to około 17 mil morskich od słynnego archipelagu Chapaillini, który to od wielu lat jest chętnie odwiedzany przez turystów z całej Equestrii. To wciąż szacunki, ponieważ ocean nie na darmo zwie się „Mglisty”. Żywimy nadzieję, że zespół pegazów, który już bada niebo nad tym dosyć charakterystycznym kawałkiem świata, niebawem dostarczy nam dokładniejsze mapy i pomiary.

Cóż to takiego, zapytacie? Jeżeli pamiętacie lata szkolne i podręczniki do przyrody i geografii, na pewno nie ominęły was rozdziały poświęcone górom, terenom wyżynnym oraz tym podobnym. Wiedzcie, że to, co tu zobaczycie, dalekie jest od tego, w co swego czasu kazali Wam wierzyć Wasi mentorzy. Tylko w tym konkretnym miejscu na oceanie, tafla wody pozostaje spokojna, nie poruszona przez wiatr. Mało tego, wydaje się magicznie utwardzona i oczyszczona. Co to znaczy? To znaczy, że jeśli tylko umocnicie się analogicznym zaklęciem, będziecie w stanie poruszać się po powierzchni wody jak po chodniku, a dodatkowy efekt oczyszczenia sprawi, że będziecie doskonale widzieć wszystko to, co żyje po drugiej stronie. Zupełnie, jakby była to szklana powierzchnia jakiegoś ogromnego akwarium. Jeżeli uwierzycie wystarczająco mocno, Wasze ręce złamią barierę i zatopią się w wodzie. Uprzedzam tylko, że woda w tej części oceanu jest nienaturalnie lodowata, przesiąknięta drobinami, minerałami, które wbiją się wam w kończyny, niczym szpilki. Czyżby woda próbowała się obronić przed „najeźdźcami”?

Nasi badacze zauważyli, że ten obszar ogranicza gęstsza, nieco bardziej niebieskawa, niż biała mgła. Konkretniej, przypomina to okrąg o średnicy ok. 5.31 kilometrów. Jak widzicie, jest to dosyć pokaźny obszar. Pamiętacie jeszcze wzmiankę o górach? Nie zdziwcie się, kiedy waszym oczom ukażą się dziwnie wyżłobione, wyrastające spod wody góry. Nasi pegazi zwiadowcy zrelacjonowali, iż z góry wyglądają prawie jak prostopadłościany, wyciągnięte znikąd i połączone ze sobą jakimś spoiwem. Te dziwne góry zdają się znikać gdzieś po drugiej stronie, skąd wyszły, tworzą dziwną, nierówną spiralę, kończącą się tam, gdzie znajduje się środek obszaru. Przez ich strukturę bardzo trudno się wspiąć, toteż lepiej polecieć, lub przeteleportować się. Spirala nie rozciąga się na całą powierzchnię okręgu, lecz odradzam podążanie skalnymi ścianami w głąb tej dziwacznej konstrukcji.

Trzej badacze, który ruszyli ku centrum spirali, nigdy już nie wrócili. Podejrzewamy, że albo czai się tam jakieś licho, albo, zgodnie z tym co wykryły badające to miejsce jednorożce, niedługo po wejściu w spiralę, magia gór odcina drogę powrotną i w niezrozumiały sposób rozciąga spiralę, czyniąc ją nieskończoną. Oznacza to, że nieważne jak długo badacze będą brnąć naprzód, nigdy nie dojdą do centrum. A jeśli się odwrócą, nie ważne jak długo będą płynąć, nigdy nie dotrą do miejsca, od którego rozpoczęli wyprawę. Paskudny los.

Ku zaskoczeniu wielu dyskutantów, jednorożce preferują tę drugą opcję. Choć wieczna, bolesna tułaczka wydawała się gorsza od szybkiej śmierci, one wolałyby, aby faktycznie była to kwestia jakiegoś zaklęcia, aniżeli nieznanej nauce bestii. W takim razie, być może byłyby w stanie złamać magię gór, odwrócić pole energetyczne i polaryzację materii, aby poznać tajemnicę tego miejsca. A jeżeli to nieznany potwór… Cóż, minie mnóstwo czasu, zanim poznamy jego słabe punkty i zwyczaje, jeśli w ogóle. W takich warunkach, prowadzenie badań jest bardzo trudne.

Jak zapewne się domyślacie, wyrażono zgodę na to, aby to niezwykłe miejsce posłużyło Wam za arenę. Nasi badacze wierzą, że w obliczu dużych ilości energii, wzrostu temperatury i zakłóceniu naturalnej aury, złamanie kolejnych warstw zaklęć będzie łatwiejsze i uda się lepiej zbadać górską spiralę. Najlepszym sposobem na osiągnięcie tych celów, jest magiczny pojedynek, gdzie przecież uwalnia się najwięcej magii i to w sposób maksymalnie intensywny dla obu magów. Macie zatem do dyspozycji skąpaną we mgle, utwardzoną taflę wody, oddzielającą Was od bezkresnej, oceanicznej otchłani, z której nieco dalej występowały dziwne góry, tworzące zaklętą spiralę. Przypominam, że możecie na różne sposoby pomóc sobie w poruszaniu. Tworzenie z wody śliskich, lodowych ramp, utwardzanie i przyzywanie chmur, może nawet będziecie w stanie pobrać z gór trochę materii, a z wody garść minerałów, z których zbudujecie własne konstrukcje. Wszystkiemu towarzyszyć będzie energia, odwrotna od tej, która zdaje się utrzymywać nad tym miejscem.

 

princess_luna_vs_dream_nightmare_dragon_

 

Nadszedł czas na kolejny magiczny pojedynek, tym razem w sekcji Epic! Dzisiaj, gościmy na mistycznej arenie (nazwa robocza, gdyż badania wciąż trwają) dwóch wspaniałych i pełnych mocy gości! Już za kilka chwil, swe starcie rozpoczną Watmes oraz Detonato!

 Watmes jest nie aż tak zwyczajnym, siwym jednorożcem, noszącym burze rudych włosów na głowie. Z zewnątrz, jego specjalną cechą wydaje się być heterochromia, czyli różnobarwne tęczówki oka. Wewnątrz niego jednak, drzemie moc, która czyni z niego zaklinacza roślin magicznych, których przecież nie brakuje na arenie. Jeżeli nie wystarczy mu to, co porasta góry (przypominam o naturze tworzonej przez nie spirali), zawsze może sięgnąć do oceanu. Kto wie, co jego magia tam znajdzie?

Oponentem Watmesa będzie Detonato, jeden z trójki znanych bohaterów. Detonato jest antropomorficznym psem, pochodzącym ze świata ZitaToli. Do dziś nie jest tak do końca pewny co odpowiada za jego ponadprzeciętną siłę oraz moc. Mięśnie to jedno, zaś królicze uszy… Cóż, albo była to wola natury, niezrozumiała dla zwykłych śmiertelników, albo efekt jakiegoś doświadczenia. Ogólnie, walki są dla niego codziennością, ale magiczne walki… To już nieco inna para kaloszy. Po swej walce z Efei, przybył tutaj, aby zdobyć kolejną porcję doświadczenia…

 

Zgodnie z wolą uczestników, pojedynek potrwa 3 tygodnie. Po tym czasie, starcie się zakończy, a w naszej gestii pozostanie wyłonienie zwycięzcy. Mam nadzieję, że nie muszę przypominać o panujących w sekcji zasadach? Jesteście gotowi do walki? Zatem, niech rozpocznie się pojedynek!

Powodzenia!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Ach. Kolejny słoneczny,jesienny dzień. W około liście spadające z drzew. Kanita i Max obok mnie. Idziemy do laboratorium Maxa bo ma nam coś do pokazania. Skręciliśmy w boczną uliczkę pomiędzy wieżowcami. Chwila. nie byłem tutaj wcześniej. Uliczka wyglądała na opuszczoną. Ściany były szare, zauważyłem schody przeciw pożarowe po obydwu stronach. Schody były przerdzewiałe i niestabilne. Max pokazał nam zielony kubeł na śmieci.

- Tutaj wejdziemy! - Powiedział pewnym tonem.

- Coo ?! - Wrzasnąłem wraz z Kanitą. - Niby my mamy tu wejść.

- A i owszem.

Max podniósł pokrywę kosza i dotknął łapą jednej ze ścian do której był przyczepiony skaner. Nagle zaczęło się skanowanie łapy. Wyglądało to dosłownie jak skanowanie kartki papieru. Po chwili otworzył się właz ukryty na tylnej ściance kosza.

Wchodzimy.

- Ja nie wchodzę. Wiesz ile tam jest zarazków. Mogę dostać pcheł i robactwa.

- Heh. To zrobimy inaczej Deto wejdzie pierwszy i zabierze ciebie na łapach. Dobrze.

- Już wolę to, niż pierwszą opcję.

Weszliśmy do metalowego tunelu wentylacji. Tunel prowadził po skosie w dół więc zjechaliśmy nim na zam dół. Wylądowaliśmy na poduszkach. Przygotowały nam miękkie lądowanie. W pomieszczeniu w którym się znaleźliśmy znajdowały się 4 komputery. A do nich podczepione różne urządzenia. Skanery aury, Analizatory magii, Komp do grania i do muzyki.

- Pamiętasz o tym, że teraz walczysz na arenach magicznych prawda?

- Tak - Powiedziałem zdziwiony pytaniem - A dlaczego nie miał bym pamiętać.

- Nie o to chodzi. Dostałem informację gdzie będzie kolejny pojedynek.

- I?

- Kolejny pojedynek będzie na wyspie którą znowu otacza mgła. Ale tym razem w wodzie są góry które tworzą spiralę. Niestety pełno tam ostrych minerałów. Zeskanowałem zdalnie aurę areny. Ta arena będzie sprzyjać maga ziemi i wody. Ale z tego co wypatrzyłem to jeżeli zrobisz zbroję za pomocą popitu, to powinieneś dać radę przetrwać pod wodą 20 minut bez zadrapań. Twój przeciwnik korzysta z magii natury. Przez co arena jest ułatwieniem dla niego a utrudnieniem dla nas.

- Bądź spokojny. Dam radę.

 

Trenowałem przez 2 tygodnie z robotami Maxa. Ich magia natury była na poziomie podstawowym. ale i tak było ciężko. W przed dzień pojedynku przypomniałem sobie o nim. Musiałem się przyszykować i pójść na transport między-wymiarowy.

 

Jeżeli chodzi o moje uszy. Były efektem ubocznym dostania moich mocy. Moje piękne spiczaste wilcze uszy wydłużyły się ro rozmiarów króliczych.

 

Stacja kolejowa ZitaToli

Pociąg transportu Między-wymiarowego stał na stacji. Razem z Maxem i Kanitą już mieliśmy wsiąść do pociągu kiedy poczułem ugryzienie w ogon.

- Zaczekaj. - Powiedziała Kate wypluwając kawałki sierści. - Wiem, że nie wypada ale chciałbym ci podziękować za poprzedni pojedynek z Efei. Podczas waszej walki osiągnęliśmy kolejny rekord widzów! W sumie w ZitaToli oglądało was blisko 10 miliardów osób! A teraźniejszy pojedynek wywołał jeszcze większe poruszenie. Przepraszam ciebie za ogon. - Jej usta zbliżały się do mego policzka. Ledwo co ich dotknęła a już Kanita posłała jej trój palcowego plaskacza.

- Heh. Co ja mam z tymi kobietami. - Załamany pokiwałem głową. - Zgoda, możesz komentować. Tylko tym razem postaraj się bardziej ze stylem! Przez twój ostatni opis dostałem minusowe punkty.

Zasiedliśmy na naszych miejscach. Kanita siedząc obok mnie ciągle wyglądała na wściekłą. Ale pomimo to się do mnie przytulała. Zamknąłem oczy i czekałem na ruch pociągu. Który cały czas nie następował. Wyszedłem z przedziału i poszedłem do maszynisty.

- Co się stało?

- Pociąg jest zepsuty.Dopiero dzisiaj zorientowaliśmy się, że nie mamy wystarczająco energii w akumulatorach aby wykonać kolejną podróż do Equestrii. I musimy je naładować…

- ile to wam zajmie?

- Niewiadomo...

Edited by Detonato300

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Nagle na arenie pojawił się Watmes. Wyglądał na zmachanego. Nic dziwnego, przecież spóźnił się na pojedynek. Pech chciał żeby spóźnił się na swój pierwszy magiczny pojedynek. Rozglądną się uspokajając oddech. Był na dziwnej arenie. Chodził na wodzie, a w oddali widać było dziwne góry. Nigdzie nie było widać przeciwnika, to mogło znaczyć tylko to, że przeciwnik się ukrywa albo jeszcze nie przybył. Rzucił na siebie proste zaklęcie ochrony przed zimnem. Nie chciał przecież zamarznąć. Powoli swoją mocą sprawdził gdzie znajdują się najbliższe rośliny. Gdy znalazł kilka podwodnych roślin przygotował je żeby były mu posłuszne. Teraz czas czymś zaskoczyć przeciwnika pomyślał.

- Lustrzane Odbicie: statue, flash! - róg jednorożca zaświecił. Na jego twarzy było widać skupienie. Nagle błysk oślepił widownie. Blask znikną tak szybko jak się pojawił. Na wodzie stał Watmes. Nic się nie stało. Niektórzy mogliby pomyśleć, że zaklęcie jednorożca nie zadziałało, ale tak się nie stało. Zadziałało w stu procentach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok 20 minut wcześniej w pociągu lini Między-Wymiarowych zakładałem obrożę z ciemno-niebieskim kamieniem.

Tak, był nim dobrze wam znany Tolit. Magiczny kamień będący podstawą całego ZitaToli. Dający możliwość wchodzenia w czyjś umysł, ale i tworzenie halucynacji. Jednak wracając. Obroża dala się łatwo założyć i zaczynałem przyzwyczajać show do otaczającego mnie gwaru myśli. Ćwiczyłem kontrolę nad tym kamieniem więc przeciwnikowi nie będzie łatwo.

Dojechaliśmy do Ponyville, gdzie przesiedliśmy się na jacht którym dopłynęliśmy na arenę. Zacumowaliśmy po cichu, aby nie zdradzać swojej obecności.

Arena była dziwna. Znowu mgła i woda. (Ostatnia bitwa w ZitaToli była na statku, dlatego tak zareagowałem)

Ledwo co moje łapy musnęły ziemię poczułem , że przeciwnik już tu jest. Słyszałem jego myśli. “ Lustrzane Odbicie: statue, flash!” Dowiedziałem się gdzie jest. Jego aura była silna. Dopiero co wykonał zaklęcie.

- Lustrzane odbicie, tak? - Coś mi się obiło o uszy jeżeli chodzi o to zaklęcie. Łatwo jest je złamać!

- Kryształ Tolitu, promień prawdy! - Poczułem, że moje powieki się zamknęły. Z tolitu wystrzelił niebieski promień który wskazał mi przeciwnika. Oczy miałem zamknięte a pod nimi widziałem aktualne miejsce przebywania Watmesa. - Tu cię mam. Pora by się przywitać. ale najpierw ukryć! Znalazłem brązowy, porośnięty mchem kamień niedaleko mnie. Szybko, ale i bezszelestnie pobiegłem za niego i kucnąłem! Teraz czas na wiadomość

Wyobraziłem sobie wiadomość którą chciałem przesłać. Było nią powitanie. Po chwili formowania myśli wysłałem ją prosto do umysłu Watmesa.

“Witaj. Jestem Detonato z ZitaToli. A ty jesteś Watmes, przeciwnik z którym mam walczyć! Życzę ci powodzenia!” Głos wydawał się dochodzić zewsząd. Czułem jak myśli kotłują się w jego umyśle.

A teraz czas na atak.

Kryształ Tolitu, Podwójny zespół. - W umyśle Watmesa wytworzyłem wizję. “Stało tam wielu mnie. każdy miał zmieniony materiał na ognisty i szykował się do ostatecznego ciosu. Wszyscy jednocześnie ruszyli na Watmesa krzycząc: Przegrałeś.” Kiedy go trafili wizja zakończyła się.

Jednakże ta wizja odbiła się na mojej sile. Poczułem duży bul głowy. Usiadłem i zaczęłem medytować, aby przywrócić pełnię sił. Cały czas skupiając się na Watmesie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko działo się tak, jak Watmes chciał.

Gdyby tylko jego przeciwnik dokładniej przyjrzał się jednorożcowi zobaczył, że wo gule się nie porusza. Nawet nie widać żeby oddychał. To właśnie było odbicie Watmesa. Właściwie niezwykle szczegółowy posąg przypominający jednorożca.

Prawdziwy Watmes znajdował się w powietrznej bańce pod wodą. Był na tyle głęboko, że nie było go widać. Dzielił umysł z posągiem i widział wszystko na co w danej chwili patrzył gdy rzucał zaklęcie. Jednak nie mógł się poruszać.

Wtedy odezwał się głos. Czyli mam walczyć z tym Detonato. Chyba kiedyś o nim słyszałem. Pomyślał. Ale zanim cokolwiek zdążył zrobić wyczuł atak umysłowy zanim ten nadszedł. Był spokojny, kiedy iluzja nadeszła. Nawet jeśli to tak naprawdę nie jest iluzja i tak mu się nic nie stanie. Gdyby coś się stało z jego prawdziwym ciałem, to by było gorzej. Jednak był w posągu. Jeśli nie był to atak psychiczny to żadnych obrażeń nie dostanie.

Iluzja zniknęła. Teraz czas na kontratak. Watmes wrócił do swojego ciała

- Lustrzane odbicie: statue destruction, flash! - Wypowiedział zaklęcie w wodnej bańce. Jego odbicie można by nazwać wybuchło nic nie niszcząc, ale oślepiając, każdego kto teraz patrzył na nie.

W tym czasie Watmes wynurzył się z wody znów stając na "ziemi". Od razu wyczuł Detonato, który kucną koło mcha obrastającego kamień. Jeśli jego przeciwnik wiedział jak się nazywa, to czy nie wiedziałby jakie ma moce? Czyżby to pułapka? Pomyślał. Skupił się na postaci za kamieniem.  moc telepatii Detonato sięgała wszystko wokoło. Coś lub ktoś musiał mu pomóc żeby ta moc sięgała aż tak daleko, ale tym samym jego obrona psychiczna musiała osłabnąć.

Jednorożec skupił się i zaatakował. Cztery wodorosty wystrzeliły jak petardy obok nóg przeciwnika owijając się o nie. W tym samym czasie zaatakował umysł Detonata. Ciekawe jak sobie poradzi z podwójnym atakiem. Pomyślał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Regenerowałem się, kiedy myśli mego przeciwnika zapowiadały kontr-atak.  Nagle zobaczyłem ogromny, oślepiający błysk. Przez chwilę niczego nie widziałem. Ta chwila wystarczyła aby moje nogi zostały skrępowane. To nie były zwykłe pnącza, lecz magiczne.

 

Przypomniał mu się trening z Maxem. “Kiedy przeciwnik zwiąże ciebie. Użyj super-siły aby się uwolnić. Ale po cichu!” Tak też zrobiłem.

Napiąłem z całej siły mięśnie nóg do środka, czułem jak mięśnie są coraz twardsze. Kiedy czułem , że bardziej nie mogę ich napiąć, Uwolniłem skumulowaną energię. Pnącza rwały się po kolei z charakterystycznym strzelaniem. Przeciwnik chyba chciał go sprawdzić. Udało mu się, ale ruch “Promień prawdy” sprawił, że jego aura była niestabilna i mogła wybuchnąć od gwałtowniejszego ruchu. Zgodnie z przypuszczeniami, po wypuszczeniu pnączy z pod moich nóg i uwolnieniu się z nich, Usłyszałem huk i poczułem towarzyszącą mu falę uderzeniową. Fala owa zabrała ze sobą pokaźną ilość mchu który pokrywał kamień za mną.

 

- Pora na kolejną zabawę. Teraz nawet ładną. - Zachichotałem w głowie. Ale zaraz potem zacząłem wizualizować kolejną wizję przed wysłaniem jej dla przeciwnika. Wiedziałem ,że dwie wizje dość mocno mnie zmęczą, ale Tolit przy okazji trochę regenerował. Ta walka może nie była w moim stylu, ale to dlatego, że musiałem się jeszcze czegoś dowiedzieć. Zamknąłem oczy i skupiłem się na celowej wizji. Zaczęły pojawiać się plamy, potem kontury a na końcu pełna wizja. Ta była bardziej realistyczna od poprzedniej. Po niej chyba Kanita mnie zabiję.

 

“Bo w owej wizji Kanita swoim powabnym i delikatnym kroczkiem , wychodziła z wody, gibała bioderkami to na prawo to na lewo. Szła do Watmesa, posłała mu buziaka a zaraz potem oczko. (Ta wizja była bardzo realistyczna, trudno było tu się doszukiwać jakiś anomalii.) Kiedy była bardzo blisko. Pogłaskała Watmesa od czubka głowy aż do ogona (Wszystko odczuwalne: Delikatna ciepła dłoń muskająca sierść) Potem podrapała go za uchem. A na koniec zbliżała się aby pocałować go. Zamiast tego pogłaskała go tylko po głowie. Zawróciła w stronę wody. Po czym zaniżyła się cała i niby popłynęła dalej”

 

Po tej wizji poczułem jak ciężko oddycham. Na całe szczęście wszystko uspokajało się bardzo szybko. Miałem wyjść z ukrycia? Czułem, że to będzie dobry pomysł. Niech przeciwnik ujrzy go w pełnej krasie. Wiem, że przeciwnik coś na mnie szykował. Wyczytałem to z jego myśli.

 

Znowu napiąłem mięśnie nóg po czym wystrzeliłem w powietrze. Na wysokości jakiś 5 metrów zatrzymałem się i przyjąłem dumną pozę. (Łapy oparte o pośladki, Nogi w lekkim rozkroku.)

Ze strony przeciwnika zapewne byłem skąpany w blasku słońca. Ten obraz na długo utkwi mu w głowie.


- Kanita się spodobała, prawda? Jeżeli tak to zapraszam ciebie po walce do ZitaToli. Pokarzę ci swoją krainę ale najpierw musisz wygrać, albo przegrać! - Powiedziałem prosto do umysłu Watmesa tak aby się od razu obrócił w moją stronę.

 

 

TIMEOUT - Usłyszałem dźwięk dochodzący zewsząd.

- Co? Już. - Zdziwiony zaistniała sytuacją spojrzałem na przeciwniczkę. Ta zniknęła. Nie było jej widać albo...

W tym momencie usłyszałem słowa kanity przy moim prawym uchu. "Deto pobudka. Jest już po 10" sekundę później zauwarzyłem że cała arena zaczyna się rozmywać w powietrzu a ja widziałemciraz mniej. Po chwili nie widziałem nic. Tylko ciemność przed oczyma. Otworzyłem oczy. Leżałem w swoim pokoju w moim domu w ZitaToli.

Zieeeew.- Ziewnąłem po czym zauwarzyłem nad swoją głową Kanitę która była na czworaka. Była ubrana w swoją ulubioną pół przeźroczystą piżamę.

- Co ci się śniło, że tak dobrze spałeś? - Zapytała kanita szepcąc mi do ucha przy okazji łaskocząc mnię swoimi uszami.

-Walczyłem na arenie w equestrii. Z niejaką Nibirą. - Powiedziałem próbując przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów.

- No dobra. Chodź szybko na dół, bo zrobiłam kotlety. Niestety bateria w popicie się rozładowała więc mogą być trochę mdłe..

- Już idę. - Miałem teraz mentlik w głowie. Z kim walczyłem? Gdzie walczyłem? I dlaczego to się tak szybko skończyło.

Dziękuję ci za to, że czytasz tą walkę. Do zobaczenia w kolejnej.

 

THE END

Edited by Detonato300
TIMEOUT

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...