Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Lemuur

SZALEŃSTWO PINKAMENY - Rozgrywka

Recommended Posts

Przez długi czas zastanawiałem się co powiedzieć, rozważając wszelkie za i przeciw, aż w końcu wystawiłem głowę przez otwór w suficie.

- Żaden - rzuciłem krótko - Żadne z nas nie zrobiło niczego, aby zasłużyć sobie na śmierć. Kto z nas powinien umrzeć jako następny? Odpowiedź jest prosta. Ty Pinkameno. Porwałaś kucyki, przetrzymujesz je wbrew ich woli i mordujesz systematycznie. W imię czego? Własnych chorych przekonań? Mamy umrzeć, ponieważ ciebie spotkało coś tragicznego i nie potrafisz sobie z tym poradzić. Ale dobrze. Niech ci będzie.

Zeskoczyłem na dół, wzdychając w duchu na swoją po trzykroć przeklętą szlachetność.

- Jako że musisz mieć kolejną ofiarę, a każdy z nas musi kogoś wskazać, tak wybieram siebie - rozejrzałem się po pozostałych - Nie zamierzam nikogo z nich wskazywać w twojej chorej grze, ponieważ dobrze wiem, o co ci chodzi, ale ze mną ci nie wyjdzie. Nie pozbawisz mnie tego, Pinkameno. Dlaczego ja? Cóż, rozwaliłem sufit, prawda? - skinąłem głową w stronę otworu - Usiłuję uciec, działam ci na nerwy dyktując warunki; co sama przyznałaś; grzebię w twojej przeszłości, znajdując między innymi ciekawy medalion... jak to było? - udałem, że się zastanawiam, pocierając kopytem po brodzie - Best friends forever? Jakoś tak - spojrzałem na Pinkie - Tak więc, jak widzisz, jestem najlepszym kandydatem na twoją ofiarę. Dawaj.

Wystąpiłem naprzód, starając się zachować pozę godności i moralnej wyższości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy Arkane wypowiedział te słowa, zrobiło mi się go żal. Zaprzyjaźniliśmy się i razem połączyliśmy ze sobą siły. Teraz, gdy nie odpowiedział poprawnie na pytanie, jest pierwszy na liście do wykluczenia. Jedynym jego ratunkiem jest poprawienie swojej odpowiedź lub, jeżeli ktoś nie zdąży odpowiedzieć… Spojrzałem się na niego, spuściłem wzrok i kiwnąłem przecząco głowę dają znać że źle postąpił.

- Widzę Pinkameno, że chcesz nas poróżnić – westchnąłem. - Chcesz wprowadzić między nami wojnę. Mam nadzieję, że Ci się to nie uda. Według zasad, które ustanowiłaś zostanie wyeliminowany kucyk, który odpowie najgorzej, a nie ten, który wyznaczy ktoś z nas najlepszą odpowiedzią. – Spojrzałem się w dół na dwa pozostałe kucyki. – Mam nadzieje że nie będziecie mi mieli tego za złe, gdy odpowiem na to pytanie, najlepiej jak potrafię. Chce przeżyć, tak jak wy i ja nie będę miał do was nic, jeżeli będziecie mnie oczerniać – znów spojrzałem się na różową zarazę. – Uważam, że kolejną ofiarą powinna być Seluna. Podczas naszych rozmów, prób wdrażania planów, zawsze stała z boku, nie chciała z nami współpracować. Wydaje mi się tęż, że nie jest skłonna do poświęceń. Uważam, że gdy ona zostanie wyeliminowana, to pozostali będą mieli nadal duże szansę na przeżycie, niż gdy zostaniemy z tą klaczą, która w większości myśli jedynie o sobie – powiedziałem to i spojrzałem się na klacz. – Bez urazy.

Po chwili odszedłem od dziury w suficie i zniknąłem w ciemnościach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nieco speszony sytuacją zacząłem się rozglądać.
"Co robić? Co robić?"
Spojrzałem na jedno z pudełeczek, które leżały na podłodze. Przysunąłem je do siebie i zacząłem się zastanawiać, czy je otworzyć.
- Pinkie... Nie chcę, żeby ktokolwiek tu umierał. Dlaczego ktoś MUSI umierać? - Szybko uświadomiłem sobie, że sam sobie zaprzeczam, skoro wcześniej wspomniałem o tym, że ufam, iż Pinkie będzie trzymała się zasad. - Wybacz, ale nie udzielę Ci odpowiedzi na to pytanie. Jeśli Cię to urazi, to równie dobrze ja mogę być kolejną ofiarą. Zaryzykuję.

Kończąc wypowiedź, otworzyłem pudełeczko. Znalazłem w nim kwiat Czarciego Żartu. Zanim się zorientowałem, zdążyłem dotknąć go kopytem. Po krótkiej chwili mój róg zaczął trząść się jakby był z galarety, a głos stał się jakbym nawdychał się helu.
- Co do... - powiedziałem piszczącym głosem. - Skąd to się tu wzięło?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sprytnie, sprytnie. To właśnie w tej rundzie taktyka i podejście każdego z was wychodzi na jaw! 

Arcane Whisper - Wskazanie siebie, typowy objaw tchórzostwa. Nie chcesz być winny niczyjej śmierci, więc wolisz wybrać siebie. Ha! Klasyk. 

Galvanite - Po raz kolejny sprytnie wywijasz się z mojej gry. Udzielasz odpowiedzi trafnej, przemyślane, wyraźnej i spełniającej wszystkie wymogi. Ale z drugiej strony robisz to w taki sposób, by nie wyrządzić szkód. 

Seluna - Tutaj się zdziwiłam. Dotychczas sprytne i okrutne odpowiedzi, ciągłe prowokacje, a teraz... Wszyscy po 25%? Pfff... To nawet większe tchórzostwo niż Arcane Whisper! 

Renard - Hahahah! Ależ masz prześmieszny głos!
Aż przychodzą mi na myśl te wszystkie imprezki... Ahh, zacne to były czasy. Best Friends Forever - pamiętam to. Miałam kiedyś taką jedną przyjaciółkę... Jeszcze zanim poznałam Twilight i resztę. Nazywała się Shiny Sun. Dała mi ten medalion kiedy musiała wyprowadzić się z Ponyville. Później kontakt się trochę urwał... Ehh... Nieważne! 

Renard, przykro mi, ale nie udzieliłeś odpowiedzi - 
po tych słowach opuściła pokój i bum! Kuc padł na ziemię nie okazując oznak życia. 

W międzyczasie, na górze dało się usłyszeć ciche skrzypienie. W końcu coś tam ruszyło. Zbliżała się jednak kolejna runda... 

 

Koniec z podpowiedziami! I tka już za późno. W tej rundzie tylko jeden kucyk polegnie. Później rozegramy finał. :3 

 

A oto pytanie: "Dlaczego tak bardzo chcesz żyć?" 

 

W grze pozostali: 

Arcane Whisper 

Galvanite

Seluna

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uśmiechnąłem się dziwnie, kiedy Pinkamena komentowała nasze odpowiedzi. Zmrużywszy oczy przyglądałem się, jak opuszcza pomieszczenie, po czym pokiwałem głową, ze smutkiem, ale jakby satysfakcją jednocześnie.
- Masz rację - mruknąłem ledwo słyszalnie - Po tej rundzie taktyka i podejście każdego z nas są jasne... Każdego, Pinkameno.
Po tych słowach odwróciłem się i udałem na górę, uśmiechając się w duchu. Po krótkim czasie, spędzonym na ustalaniu pewnych spraw z Galvanitem, wróciłem na dół, przyglądając się uważnie to Selunie, to znów Pinkamenie; słuchając jej nowego pytania.

- Zarzuca mi tchórzostwo ktoś, kto sam chowa się za barierą, nie mając nawet na tyle odwagi, by spojrzeć na śmierć, którą zadaje - powiedziałem cicho, lecz na tyle głośno, by Pinkamena mnie usłyszała - Jak zatem nazwiesz kogoś kto mówi: "Zabij jego, JEGO, nie mnie"? Zresztą to nieistotne.

Chwila ciszy, po czym podjąłem spokojnym, dość monotonnym głosem.
- Dlaczego chcę żyć? A dlaczego nie? - podszedłem do bariery - Czyż nie jest wystarczającym powodem sama chęć życia, aby to czynić? Czy nie wystarczy fakt, że jak każdy, obawiam się umierania? Dlaczego chcę żyć? Ponieważ otrzymałem to życie i zamierzam je wykorzystać w pełni. Każdy kiedyś umrze, lecz póki mam na to siły, będę kurczowo się trzymał życia, aby mieć choć złudzenie wpływu na moment śmierci. Świadomość, nawet złudna, że mamy wpływ na własne życie, na to, kiedy się z nim pożegnamy, sprawia, że chce się nam działać. Dlaczego chcę żyć? Ponieważ jest na tym świecie jeszcze parę rzeczy, które chciałbym zrobić. Ponieważ uważam, że śmierć tutaj, z twojego kopyta, jest niesprawiedliwa. Ponieważ, ostatecznie, dla każdego z nas życie każdego z nas, a więc dla mnie moje własne życie, jest cenniejsze niż jakiekolwiek inne... Wyłączając rodziców i rodzeństwo - dodałem po namyśle - Ponieważ dotarłem do tej rundy, kombinując, analizując, ostrożnie planując, kłamiąc i oszukując, nie otrzymawszy najmniejszej wskazówki czy pomocy zwiększającej moje szanse na przeżycie, o których tyle mówiłaś. Ponieważ każdy mój czyn i słowo, najmniejszy nawet gest, miał określony cel. Miały pomóc mi zdobyć fragmenty wiedzy o pozostałych graczach i tobie Pinkameno. Ponieważ dzięki tym fragmentom mogłem względnie przewidzieć na co mogę sobie pozwolić, a na co nie. I przewidywałem słusznie. Ponieważ wiedziałem, że odpowiadając jako pierwszy, nie wiem, jak inni zareagują na moje słowa; choć spodziewałem się kto umrze, to było zwykle dość jasne; więc nie mogłem sobie pozwolić na błędy. Ponieważ grałem pod innych graczy, nie tylko pod ciebie. Moje odpowiedzi nie miały sprawiać ci przyjemności, Pinkameno, miały zwiększyć moje szanse na przeżycie. Wybadać grunt. Ponieważ nie bałem się wykorzystać nawet najmniejszej okazji do wydostania się stąd, nawet jeśli wiązało się to z "zaufaniem" - to słowo wymówiłem dość specyficznie - obcej osobie. Ponieważ nigdy nie pogodzę się z myślą, że mógłbym przegrać. Ponieważ innym nie zależy na życiu tak, jak mnie, gdyż kiedy mieli okazję zwiększenia szans lub upewnienia się, że przeżyją, nie skorzystali z niej. Ja skorzystałem natychmiast. Ponieważ nawet ty, Pinkameno, nie zdołałaś przejrzeć moich prawdziwych intencji poprzez zasłonę słów, które, jak słyszałaś, zmieniały się w zależności od sytuacji, pytania i celu, jaki w danej rundzie chciałem osiągnąć. Nie jestem głuchy czy głupi. Pytałaś: kto twoim zdaniem powinien umrzeć i dlaczego; więc ci odpowiedziałem, kto najbardziej na to sobie... "zasłużył". Wiedziałem jednak, że szanse na to, że zginę są wyjątkowo niskie. Jedynie Galvanita odpowiedź mnie zaskoczyła. Seluna zachowała się dokładnie tak, jak przewidziałem, tak samo Renard, uwzględniając poprawkę na odpowiedź Galvanita, oczywiście. Ponieważ mówię to teraz otwarcie, gdyż albo zginę ja i będzie to nieistotne, albo ktoś inny, i pozostanie nas dwójka, z której przeżyje tylko jeden. Tylko jeden. A ja chcę być tym jednym. Wolałbym być jednym z wielu, lecz mogę być jedynie tym jednym. Ponieważ, gdybym mógł, zabiłbym cię, Pinkameno, bez mrugnięcia okiem, aby się stąd wydostać - mój róg zalśnił nieco bladym blaskiem, a ja sam zaśmiałem się ponurym, pozbawionym wesołości, cichym śmiechem - Dlaczego tak bardzo chcę żyć? Ponieważ uważam, że mi się należy. Bardziej niż innym - odwróciłem się w stronę Seluny - I zapewne nie jestem w takiej myśli osamotniony tutaj.
Podszedłem do pudełek i kilka z nich otworzyłem, po czym wyrzuciłem. W końcu zajrzałem do jednego z nich, kiwnąłem głową, jakbym chciał powiedzieć: "może być", i wyjąłem z niego ciężki klucz nastawny. Prócz niego wziąłem także pudełko z Czarcim Żartem i wrzuciłem je na górę. Odwróciłem się jeszcze.

- Zginę albo ja, albo Seluna. Tylko wtedy równanie ma sens. Tylko wtedy powstała sytuacja ma to coś, do czego zapewne dążysz. I zapewne domyślam się, co nas czeka w finale - powiedziałem do Pinkameny - Jeśli umrze Galvanite... po raz pierwszy mnie zaskoczysz - po chwili dodałem jeszcze - Możesz mnie zabić, lecz zawsze pamiętać będziesz, że był tu jeden kucyk, którego nie zdołałaś rozgryźć. I jest ta myśl pewną formą nieśmiertelności.

Po tych słowach wskoczyłem na górę, zdeterminowany uciec, lub zginąć próbując.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I znów, po raz kolejny podszedłem do otworu w podłodze. Westchnąłem i zebrałem myśli ciepło uśmiechając się do dwóch pozostałych kucyków, lecz gdy w zasięgu moich oczów dostrzegłem Pinkamene mina od razu mi zrzedłą. Kolejna jej próba i możliwe że kolejny trup. Szanse na przeżycie maleją z każdym pytanie, ze śmiercią kolejnego kucyka. Tym razem może mi się już nie poszczęścić, a może uda nam się wszystkim przeżyć. Drzwi zostały otwarte. Może dotrzemy do siedliska zła, gdzie różowa zaraza spędza czas poza naszym wzrokiem, a może dotrzemy gdzieś głębiej, gdzie spotka nas coś jeszcze bardziej strasznego niż to, co się tutaj wydarzyło. Możliwe też, że to będzie nasza droga do wolności. To się okaże w najbliższym czasie. Teraz  muszę odpowiedzieć na pytanie.

                - Znów pytanie zagwozdkę wymyśliłaś – powiedziałem oschle w jej kierunku. – Najbardziej mnie intryguję hasło „tak bardzo”. Zastanawiam się od dłuższego czasu, dlaczego użyłaś właśnie tych słów… Gdyby to były słowa skierowane do mnie i Arcane, to bym zrozumiał. Walczymy, stawiamy opór twoim chorym żądzą, ale Seluna? Ona grzecznie wykonuje twoje rozkazy. Mówisz tak, jakby znudziła ci się już ta gra. Jakbyś chciała to po prosu już zakończyć, ale nie możesz lub nie chcesz. Jedna osoba w końcu i tak wyjdzie z stąd żywa, według twoich zasad – zrobiłem krótką pauzę.

 -  Ale wracając do odpowiedzi. Dlaczego chce żyć? Bo chce odnaleźć swój sens życia. Chce sprawić, by moje dotychczasowe jestestwo zostało zapamiętane, a mój ród przetrwał. Niestety, jeszcze nie posiadam źrebaka, a jak już wspominałem wcześniej wieże, że sens odnajdę z czasem, lecz jest teraz na to za wcześnie. Uważam, że jeszcze nie zrobiłem wszystkiego w  moim życiu, że jeszcze została mi długa droga do pokonania. Może to nie będzie prosta ścieżka. Na pewno będzie usłana dziurami i wybojami, przeszkodami takimi jak ta. Ale chce stawić im czoła, by na końcu, w ostatnich mych godzinach wiedzieć, że zrobiłem wszystko co mogłem, by wykorzystać czas, który mi dała Celestia. Czas mojego życia.

- Po chwili  odwróciłem się i ruszyłem w kierunku otwartych drzwi, Po drodze zabierając kilka szmat i mój stary metalowy drążek, który wyciągnąłem dawno ze starej szafy.

- Czas to zakończyć – szepnąłem do siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pinkamena słuchała kolejnych odpowiedzi, a w jej oczach można było dostrzec coraz większy strach, coraz większe zdenerwowanie. Nie ulegała jednak tym emocjom i sprawnie przeszła do podsumowania:

 

- Arcane Whisper - Ha... Hahahaha!!! Doprawdy zabawny z ciebie kucyk. A więc wydaje ci się, że jesteś w stanie rozgryźć mnie, podczas, gdy sama nie wiem co czynię?! Gówno wiesz! Liczą się tylko zasady! Przestrzegać reguł, doprowadzić wszystko do końca, zrealizować cel! Tylko o to chodzi! Nie ma żadnego wzoru! Muszę doprowadzić to do końca. Muszę być silna... 

- Galvanite - Fakt, że ktoś jest cicho nie oznacza, że nie pragnie życia. Ale... Mieć źrebaka? Zostawić po sobie ślad? To ma być to twoje wielkie, cenne życie? W takim razie już dawno powinieneś odpaść...

- Seluna - Popęd seksualny? Przyziemne, prymitywny... Opisane jednak w ciekawy sposób. Dlaczego chcę zabić jeszcze dwójkę z was? Doprawdy! Odpowiedź jest prosta!!... Nie chcę...

 

Przy tych ostatnich słowach... Jakby mała łezka spłynęła z oka Pinkameny. Pyszczek jej posmutniał, twardo jednak usiłowała trzymać się swoich zasad. Wiedziała, że cel jest ważniejszy od uczuć. Powolnym, chwiejnym krokiem ruszyła w stronę tajemniczej sali... 

 

<Ze względu na szczególne okoliczności każdy w tej rundzie może dopisać jeszcze jednego posta o swoich poczynaniach (na reakcję standardowo mamy jakieś 48h)>

 

Jak to wszak wygląda: 

Duża sala, w której odbywała się rozgrywka podzielona była na 2 sektory - ten w którym znajdowali się gracze i ten z Pinkameną. Sektory oddzielone były czymś na wzór magicznej bariery. Po stronie kucyków na ziemi leżało mnóstwo nieruchomych ciał, a także walające się wokół otwarte i zamknięte pudełka, a także resztki jedzenia. Gdzieś w rogu sali znajdowało się małe, zakratowane okienko. Leżało pod nim ciało Infinity, a przy nim mała karteczka. Podłogi w każdej sali były drewniane, a ściany poszarzałe. W pierwszym sektorze była jeszcze dziura w suficie, która zdawała się prowadzić na jakiś prymitywny strych. Na górze walały się zabawki (pluszaki, lalki, klocki itp.), a także jakieś stare rysunki i liściki... Wszystkie tego typu rzeczy wyglądały jak dzieła 5-latka. Na strychu znajdowało się też kilka otworów wentylacyjnych, żaden z nich jednak nie był na tyle szeroki, by móc się jakoś wydostać. Na końcu górnego pomieszczenia znajdowały się otwarte już drzwi, prowadzące na wąski, pusty korytarz, zakończony schodami prowadzącymi na dół. 
Można było zejść po nich do drugiego sektora, w którym to przesiadywała Pinkamena. Ten obszar wydawał się znacznie bardziej opustoszały, stał tu jakiś stary fotel, były też jakieś meble - półki, szafki. Wszystko jednak podniszczone i chyba wyjęte z użytku. Pinkamena dreptała sobie powoli do jakiegoś przejścia znajdującego się na końcu jej sektora. Do schodów odwrócona była tyłem. 
 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oglądając się na pozostałych, po krótkiej konsultacji z nimi, ruszyłem naprzód, testując, czy może moja magia działa na powrót. Jeśli by się okazało, że działa, to zwyczajnie chciałem wiedzieć, ponieważ mogłoby to (mnie przynajmniej) bardzo pomóc w konfrontacji z Pinkameną.

Ostrożnie kroczyłem korytarzem, dokładnie oglądając ściany, spodziewając się... sam nie wiem czego, ale czegoś na pewno. Zdążałem ku Pinkamenie, trzymając w pogotowiu klucz nastawny, lecz nie tak, żeby wyglądało jakbym chciał go użyć (ponieważ, po prawdzie, to nie chciałem). Szedłem powoli, nie śpiesząc się, ale dostatecznie szybko, aby doganiać różową klacz.

Zamierzałem zwrócić na siebie jej uwagę, utrzymać w miarę bezpieczną odległość, nie tracić czujności, ale zatrzymać ją. Porozmawiać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy Arkane ruszył przodem nie miałem  już wyboru. Gdy zwróci uwagę Pinkameny nie zostanie nam nic, zero elementu zaskoczenia. Plan szalony i może samobójczy, ale teraz jedyny, który możemy zrealizować, po wyruszeniu jednorożca. Trzymając się lewej strony tuż za nim kroczyłem ostrożnie przez cały ten gąszcz śmieci i pamiątek. To będzie teraz decyzja Arkane, czy zdoła przekonać Pinkamene do poddania się, czy wynegocjuje naszą wolność. Różowa klacz będzie miała ciężką decyzje. Jednak mamy przewagę liczebną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pinkamena zauważając Arcane Whispera wyraźnie się spłoszyła. Niepewnie przyspieszyła kroku. Milczała, choć przez ułamek sekundy można było dostrzec, jak łzy spływają jej po policzkach. Wkroczyła do tajemniczego pomieszczenia, w którym to zawsze znikała. Sala ta przypominała maszynownię, po obu stronach, na ścianach znajdowały się dźwignie z przyporządkowanymi im numerami od 1 do 6 po lewej i od 7 do 12 po prawej stronie. Większość z nich była opuszczona, trzy jednak wciąż pozostawały uniesione, Widniały nad nimi numery "1", "6" i "9". na przeciwko widać było drzwi prowadzące do kolejnych pomieszczeń, najwyraźniej zamknięte na klucz. W jednym z kątów znajdował się jeszcze tajemniczy, szklany pojemnik z zieloną cieczą wewnątrz. Różowa klacz podeszła do dźwigni z numerem "6", przez chwilę znów się zawahała. Dało to kucykom ułamek sekundy na reakcję. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy tylko Arkane ruszył, ja byłem tuż zanim. W gotowości miałem przygotowane stare szmatki i ubrania, które wziąłem ze sobą, by skrępować różową klacz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Nim różowa klacz zdążyła odpowiedzieć na pytanie Seluny, została już odepchnięta przez Arcane Whispera. Próby jej skrępowania, choć żmudne, najwyraźniej przyniosły jakiś efekt. Wydawać by się mogło, że trójka kucyków była już bezpieczna... A może to tylko pozory? 

 

- Gratuluję. - uśmiechnęła się Pinkamena. - Wygląda na to, że gra właśnie dobiegła końca. Co teraz zamierzacie zrobić? Nauczyliście się czegoś? :crazy:

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Uczymy się przez całe życie - odparłem cicho, uważnie obserwując pozostałe kucyki, zwłaszcza Selunę - Trzeba by jakoś rozmontować to urządzenie. Nie będę mógł spokojnie spać wiedząc, że ta dźwignia tutaj jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To czego się nauczyliśmy, to to, że w śród prawych kucyków znajdą się wyjątki. Szaleńcy takie jak ty, które nie zasługują by chodzić wolno wśród swoich braci i sióstr - powiedziałem z wyrzutem patrząc się na nią z pod łba. - Chodźcie, trzeba znaleźć z stąd wyjście, wezwać gwardię oraz pogrzebać zmarłych i powiadomić ich rodziny. Dobrze będzie jeżeli ktoś jej przypilnuje, może zechcieć się jeszcze uwolnić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dźwignia "0"? Pogrzebać zmarłych?! Ale dlaczego? Wy myśleliście... Och! No bez przesady, to tylko zabawa! Sen. Hihi, no wiecie, myślałam, że w ten sposób będą większe emocje! :crazy:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podejrzliwie patrzyłem na skrępowaną Pinkamenę.

- Sen powiadasz? - rzuciłem okiem na moich kompanów - Ktoś w ogóle sprawdzał puls tamtym? - skinąłem głową w stronę pomieszczenia, gdzie byliśmy uwięzieni - Mnie jakoś nie przyszło do głowy. Poza tym, wątpię, aby istniała dźwignia "0", Seluno. Chociaż, po niej chyba wszystkiego można się spodziewać.

Podszedłem do dźwigni, przyglądając się im ciekawie.

- Twoje oświadczenie o śnie nie jest zbyt wiarygodne, w świetle faktu, że siedzimy tutaj kilka dni, a nikt z rzekomo śpiących jeszcze się nie obudził. Chyba, że zostali wprowadzeni w stan swoistej śpiączki. Tak czy siak, chyba warto sprawdzić? - spojrzałem na pozostałych.

Edited by Arkane Whisper

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie ufam ci. Chcesz nas przekonać bysmy sami pociagneli za dźwignię, byśmy sami sie obudzili, lub wrecz odwrotnie, zasneli wiecznym snem - rozejrzałem sie po dźwigniach. - Skoro to tylko sen a te dźwignie mialy by nas obudzić to gdzie jest twoja dźwignia? Nie ma. Jak to wytłumaczysz? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Na jakież to pytania nie odpowiadam? Owszem, jestem boginią tego małego świata, a wy cieleśnie w nim nawet nie istniejecie!
 Dźwignie? Głuptasy! To część snu... One nie mają żadnego znaczenia! Sen skończy się, gdy gra dobiegnie końca...



P.s. Przepraszam za tak późną odpowiedź ;_; 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Twój equestriański sen już dawno dobiegł końca. Nie sprawisz, że i my staniemy się takimi zwyrodnialcami jak ty. Znajdżmy coś  by można było ją przetransortować tak by nie uciekła i zmywajmy się z stąd już, źle się tutaj czuje 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To jest dobry pomysł. Tylko najpierw ją zakneblujmy. Mam dość szaleństwa na jakiś czas. Ale zaraz. Ktoś powinien zostać i przypilnować tej maszynerii. Głupio by wyszło, jakby ktoś lub coś się tu przypałętało i nacisnęło którąś z nich.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...