Arkane Whisper

Brony
  • Zawartość

    953
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

498 Wzorowa

O Arkane Whisper

  • Ranga
    Kultysta Przedwiecznego Kucyka
  • Urodziny 05.12.1989

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Krynica-Zdrój
  • Zainteresowania
    Fantastyka, gry fabularne i strategiczne, programowanie i pokrewne dziedziny informatyki, nauka ogólnie i szczególnie oraz książki i opowiadania.
  • Coś o sobie
    Jestem opowiadającym historię oraz opowieścią samą w sobie. Bohaterem i narratorem zarazem. Nie ja zacząłem moją opowieść i nie ja ją zakończę, lecz dopóki jestem w stanie, będę ją opowiadał.
  • Ulubiona postać
    Twilight Sparkle
    Starlight Glimmer
    Wielka i Potężna Trixie
    oraz
    Fluttershy.

Ostatnio na profilu byli

4597 wyświetleń profilu
  1. Dobra, czas na kilka przemyśleń dotyczących tej części opowiadania Po pierwsze, i chyba najważniejsze co chciałem napisać, Jakby te trzy rozdziały scalić, to wyszedłby dłuższy wstęp, ponieważ one wszystkie jak na razie wprowadzają czytelnika do głównych wydarzeń opowiadania, a przynajmniej ja tak to odbieram. Mam jednakże wrażenie jednocześnie, że od następnego będzie się działo Autor już częściowo wie, co myślę o tych rozdziałach, więc tutaj napiszę jedynie to, czego jeszcze nie pisałem, a co przyszło mi do głowy ostatnio. Po pierwsze otwarcie kolejnej zagadki, dodatkowej grupy zaginionych, co do których zastanawiam się czy i w jaki sposób będą mieli wpływ na fabułę główną. Wiem jedynie, że mogą powstać opowiadania poboczne z nią związaną. Będę ich wypatrywał. Czyżbyśmy poznali głównego złodupca? Właściwie to jego ostatni tekst sprawił, że na myśl przyszło mi: Przy okazji poznajemy kolejną postać, zgodnie z zasadą iż: "Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę" Poznajemy również przeszłość niektórych postaci, w zasadzie trzeci rozdział można podzielić na dwie części: "tu i teraz" oraz wspomnienia. Cóż, poczekam na dalsze rozdziały. Pozdrawiam
  2. Ok, jak zapowiadałem, choć z poślizgiem, tak skomentuję. Na wstępie muszę jednakże zaznaczyć, że nie przepadam zbytnio ani za SoL'ami (choć sam kilka napisałem ), ani za uniwersum TCB, a raczej nie interesuję się tym ostatnim; przeczytałem kilka opowiadań w tych klimatach, z czego ze dwa to były parodie. Teraz mogę zatem przejść do komentarza właściwego. Zacznę od kwestii technicznych, ponieważ będzie krótko i na temat. Chyba najpoważniejszym "błędem" będzie to, że numeracja stron lepiej wygląda u dołu strony dla mnie Poza tym, nie przypominam sobie żadnych błędów, które przeszkodziłyby w czytaniu czy też rzuciły mi się w oczy, ale też nie jestem najlepszą osobą do sprawdzania opowiadań pod tym kątem. Dla mnie jest dobrze. Przy okazji, fajny rysunek przy rozdziale Jeshi. Dobra, przejdźmy do fabuły. Opowiadanie przypomina mi nieco "100 ml", napisane przez @Coldwind, jeśli chodzi o motyw przewodni, czyli zasadniczo, codzienne życie biura, ale wyraźnie widać pewną różnicę, którą stanowi fakt, że tutaj będzie to; jak mniemam; dzień po dniu, wraz z pobocznymi dygresjami na różne tematy powiązane poniekąd z biurem (jak choćby teleportacje), natomiast tam były to, o ile dobrze pamiętam, konkretne wydarzenia rozgrywające się w biurze, choć jednocześnie o zachowanej chronologii zdarzeń. Siłą rzeczy, wspominając tamto opowiadanie, które miło wspominam, muszę przyznać, że to także mi się spodobało właśnie z tego samego względu. Opowiadanie nie traktuje o samym konflikcie skrajnych ugrupowań, lecz skupia się; czy raczej będzie się skupiać, ponieważ to dopiero I rozdział plus taki poboczny jakby; na 14 dniach, jakie spędzi w tym biurze osobnik przygotowujący się do "zrobienia w konia" (ten tekst już gdzieś widziałem, ale nie wiem kto go pierwszy użył; w każdym razie pasuje ), a przynajmniej tak sądzę. Nie da się w zasadzie powiedzieć wiele więcej o samej fabule, ponieważ w SoL'ach zwykle jest ona właśnie taka, że niewiele można o niej powiedzieć. Jednakże osobiście chętnie przeczytam dalsze części tego tekstu, ponieważ po tych trzech rozdziałach ciekaw jestem, jaką autor ma wizję funkcjonowania takiego biura, a ponadto przedstawienia niektórych elementów uniwersum TCB. Jeśli chodzi o występujące w opowiadaniu postacie, to chyba najlepiej zapamiętałem Zebrę z jej duchami oraz kucharkę, którą ktoś tam (konwertytka) chciał zamordować kwiatkami. O co mi chodzi? Przeczytajcie, a się dowiecie Ciekaw jestem tylko co było na obiad, ten, co go wspominają Ludzcy bohaterowie jednakże są jacyś tacy... Nie zapamiętałem ani jednego; no dobra, profesora, choć jego nazwiska już nie wspomnę; ale to się jeszcze może rozkręcić. Sen ponyfikacyjny przypomniał mi "Animatrix", scenę w której przekonywali maszynę do przejścia na stronę ludzi. Nie jest to chyba dobre skojarzenie w kwestii kucyków Chyba tyle, jeśli chodzi o samo opowiadanie. Tekst jest napisany w sposób przyjemny, czyta się szybko, człowiek nawet nie zauważa, że to już koniec i nie dowie się, co dalej się dzieje w biurze czy jak wygląda tamtejsze życie, gdyż nie ma kolejnych rozdziałów Co do postaci jeszcze, to chyba najbardziej podoba mi się fakt, że nawet sponyfikowani ludzie, wciąż zachowują się nieco inaczej, niż "prawdziwe" kucyki. Nie wiem, czy jest to działanie świadome, czy samo tak wyszło, ale wyszło fajnie; także fakt, że nie wszystkie kucyki przyjmują konwertytów z otwartymi ramionami. Chciałbym jeszcze poruszyć samą kwestię TCB, na szybko, ponieważ to nie miejsce na to. Nie przepadam za tym uniwersum, ponieważ wątpliwym jest, że w przypadku "pożerania" Ziemi przez obcy świat (z kreskówki) ludzie, jako gatunek, zgodziliby się na ponyfikację dla ratunku. Część owszem, ale skoro nieraz ledwie siebie nawzajem tolerujemy, to co dopiero odmienny od nas gatunek; niszczący nasz świat; o "zdrajcach ludzkości" nie wspominając. Poza tym, co z orbitą. Czy bariera niszczy także to, co na orbicie? Jeśli nie, to ISS jest przykładem jak można by przetrwać, czasowo podkreślam. Kiedy bariera obejmie cały glob, to zniknie, czy nie? Jeśli tak, to zrzut kapsułą na powierzchnię byłej Ziemi i mamy powrót ludzkości. Jeśli nie, to problem. Jeśli natomiast bariera niszczy także orbitę, to jak daleko w przestrzeń sięga. Księżyc? Mars? Cały Wszechświat? To takie wieczorne przemyślenia po przeczytaniu opowiadania. Mogę szczerze polecić ten tekst każdemu, kto szuka kawałka przyjemnego SoL'a na wieczór. Pozdrawiam
  3. Powiedz jeszcze, że bardzo się cieszysz, że z nią zerwałeś Tekst przeczytałem, pewnie z tego samego powodu, dla którego wielu innych przeczytało/przeczyta. Żeby zobaczyć o co ta cała burza w komentarzach. Muszę jednak przyznać, że osobiście widziałem już gorsze, co wcale nie znaczy, że autor powinien być zadowolony z tego faktu. Kwestii technicznych nie poruszę, ponieważ inni już to zrobili za mnie, zresztą tak samo mógłbym postąpić z fabułą, której szczątkowa forma chyba jest... No, ale skoro już komentarz zostawiam, to fabuła. Banda gimbusów, postrach całej szkoły i osiedla zapewne, robi to, co tego typu gimbusy robią najlepiej. I w zasadzie w ten sposób streściłem całe to "opowiadanie" Nie przeczę, że SoL tego typu mógłby być nawet fajny, ale ten nie jest, ponieważ trafnie to ujął Triste Cordis, kilka postów powyżej. Sam dawałem Ci rady (w innych Twoich opowiadaniach i podobno w jakimś brudnopisie, którego komentowania nie mogę sobie przypomnieć), żebyś pisał więcej i ćwiczył na mniejszych tekstach, ale póki co nie widzę, żebyś robił jakieś postępy. Mam nadzieję, że czytasz książki i opowiadania innych osób, dobre opowiadania, podkreślę. Gdyby ten tekst był pierwszym, jaki przeczytałem z fandomu, to pewnie odbiłbym się od kucyków i wszystkiego co z nimi związane, jak od ściany, i nigdy nie wrócił. Poza tym, są zakłady dla takiej "młodzieży". Jedziemy dalej. Jeśli to miała być komedia, to humor całkowicie nie trafił w mój gust i nawet w czasach, kiedy chodziłem do gimnazjum, najpewniej także by nie trafił. Piszę to na podstawie moich własnych doświadczeń, podejmowanych "akcji" i zabawnych sytuacji zapamiętanych ze szkoły. Pewnie kogoś rozbawi, mimo to Jednakże z tą lampą, to przedobrzyłeś. Jest jej za dużo i wcale nie jest śmieszna. Zastanawia mnie tylko, czy w Twojej szkole wisiały lampy? Myślałem że standardem w takich instytucjach są świetlówki. Osobiście nigdy nie widziałem w szkole lampy. Nigdy. Jeszcze do tych lamp. Ostatnia scena wymagałaby, żeby takowa lampa wisiała nad nauczycielką i nad uczennicą, co prowadzi do spostrzeżenia, że nie mogłyby być rozwieszone w optymalnych punktach, gdzieś pomiędzy rzędami, a raczej wisieć po jednym nad ławką. Czyli nie byłoby możliwości, aby trafić dwie lampy jednym strzałem, a przynajmniej nie te konkretne dwie lampy. Jak kucyk posługiwał się telefonem przystosowanym do ludzkich dłoni? Pewnie jeszcze dotykowym. Higienistka razem z nimi paliła zioło. Bardzo wiarygodne. Chyba wystarczy, nie ma co więcej pisać. Myślę, że powinieneś przemyśleć dla kogo piszesz opowiadania. Ponieważ jeśli są one napisane dla osób z Twojego otoczenia, to nie dziw się później, że innym mogą się nie spodobać. Warto byłoby zrobić założenie, że jednak Twoje otoczenie jest mniejszością, a przynajmniej wśród osób czytających. Piszę to na bazie własnych doświadczeń, a nie po to, aby kogokolwiek obrazić. Nie wyszło Ci to, w moim przypadku. Taka patologia to nie w moim zaścianku kraju (i, możliwie, że nie "za moich czasów" ) Możliwe. Zapytam sędziego w poniedziałek albo sprawdzę w naszej biblioteczce wydziału karnego Jakimi jeszcze osiągnięciami w życiu możesz się pochwalić? Nie polecam. Polecam natomiast Tobie znaleźć sobie nieco inne osoby, które przeczytałyby tekst przed publikacją. Zacytuję na koniec jedynie: Podkreślam, że ten komentarz zostawiam tylko dlatego, że zawsze komentuję opowiadania które przeczytam. Taka zasada Pozdrawiam
  4. Kiedy wracasz z roboty w piątek.
  5. @Hoffman Dzięki za pochlebną opinię Muszę przyznać, że pisanie wspólnego opowiadania z innym autorem jest ciekawym doświadczeniem, dlatego też chętnie jeszcze swoje przysłowiowe "3 grosze" dorzucę do tej serii, o ile nadarzy się jakaś dobra okazja ku temu. Pozdrawiam
  6. @Hoffman Dzięki za opinię, i cieszę się, że Ci się podobało. Muszę przyznać, że na myśl o tym opowiadaniu odczuwam pewien rodzaj dumy. Sam uważam, że jest ono jednym z najlepszych tekstów, jakie udało mi się napisać, choć jest to jedynie moje odczucie. Zależy od gustów, jak sądzę Co do samego opowiadania, to jesteś drugą osobą (o ile dobrze pamiętam), która zwróciła uwagę na kreację Zecory. Naprawdę starałem się przedstawić dawnych mieszkańców Ponyville i okolic w sposób odmieniony przez emanację, co nie było łatwe, zwłaszcza, że trzeba było wybrać odpowiednią postać oraz pozmieniać ją na tyle, by wydawała się inna, jednocześnie nie sprawiając wrażenia całkowicie nowej postaci. Problem ten jednakże występował tak naprawdę przy Zecorze, ponieważ pozostałe postacie nie są zbyt dobrze zarysowane w serialu, więc miałem sporą dowolność. Co do limitu słów opowiadania. Tak po prawdzie to nie on wpłynął na tekst, ale termin oddawania prac. Dość późno wziąłem się za pisanie opowiadania, i sporo limitu nie wykorzystałem, ponieważ nie miałem jak. Miałem zamiar napisać o farmie i nieco poszerzyć części w Ponyville, lesie i zamku, ale później, po wynikach konkursu, stwierdziłem, że opowiadanie w takiej postaci jest naprawdę dobre, i nie chciałem go zepsuć dodając dodatkowe sceny, które mogły wypaść dobrze, ale nie musiały. Co do pojedynku, to masz rację, mogłem poświęcić mu więcej czasu, ale sceny walki akurat nie wychodzą mi najlepiej, tak uważam, poza tym pojedynek toczył się, w przenośni i dosłownie, obok bohatera. Tak więc, fajnie że przeczytałeś, i jakbyś miał czas, to może przeczytałbyś "Maledictus"? Ciekaw jestem jak wypada tamten tekst na tle tego. Pozdrawiam
  7. Przeczytałem zaprezentowane tutaj dwa opowiadania i muszę stwierdzić, że naprawdę ciekawe i fajnie napisane. Teksty, obydwa, trzymają klimat i prezentują nam ciekawe wizje rozwoju fabuły serialu, gdyby pewne bohaterki zachowały się inaczej przy pewnych wyborach, które podejmowały właśnie w serialu. Moim zdaniem główne bohaterki, które, choć znane, poznajemy głównie poprzez wygląd "utopii" jakie tworzą, wypadły nad wyraz dobrze, w porównaniu do ich oryginalnych charakterów. Jednocześnie wyznam, że temat na opowiadania jest naprawdę interesujący, takie "Co by było gdyby...", chociaż to nie alternatywna historia jest tutaj istotna, a charakter "utopii" tworzonej przez konkretną postać. Osobiście nie mogę się już doczekać, aż poznam kolejne opowiadania, i przyznaję, że dla Rarity mniej więcej wiem, jak może ono wyglądać; dla Fluttershy nieco się domyślam, choć nie wiem, który odcinek; tak dla Rainbow Dash i Applejack nie mam pojęcia jak autor ma zamiar połączyć takie opowiadanie z serialem, ponieważ samą "utopię" można sobie nawet wyobrazić. Ciekaw jestem jednakże pomysłu autora na takowe. Wiele więcej nie napiszę, żeby nie zdradzać fabuły, pochwalę jedynie jeszcze autora za to, że te dwa opowiadania dają ciekawe wyjście na napisanie kolejnych, dziejących się w światach przedstawionych. Przy okazji odnoszę wrażenie, że nie lubisz Blueblooda, chociaż będzie ciekawie, jeśli pojawi się on w każdym opowiadaniu w jakiś sposób. Od strony technicznej nie wpadły mi w oko żadne błędy, które przeszkadzałyby mi w czytaniu. Podsumowując, są to dwa teksty w stylu, jaki lubię. Jest mroczno, trochę smutno, ciekawie i odpowiednio wiele niewyjaśnionych, dla tych co lubią sobie dopowiadać resztę Zdecydowanie polecam i pozdrawiam
  8. Nigdzie nie twierdziłem, że była ona lub też ci bogowie, dobrzy. Te fanfary to się do kościoła ładu miały odnosić akurat. W porządku, rozumiem. Myślałem, że to jakaś próba, zesłana na nią przez boginię; nic bardziej rzeczywistego od samej bogini właśnie. W sumie szkoda mi teraz trochę tego młodego. Ocalony od śmierci tylko po to, aby magicznie zmutować i zacząć słyszeć głosy w głowie, nakłaniające go do takiego, a nie innego życia; opierając się, oczywiście, na doświadczeniach bohaterek serii
  9. Może standardowy rytuał ożywienia martwych, tylko że bardziej w duchowej formie, a nie cielesnej? Zgromadzimy się o północy na jakiejś polanie otoczonej lasami, odziani w ciemne szaty z głębokimi kapturami skrywającymi nasze twarze, gdzie wezwiemy Wielkich Przedwiecznych, wyśpiewując zaklęcia w plugawym języku sprzed narodzin człowieka. Musimy tylko dokonać wyboru. Albo wszyscy poświęcimy cząstkę samych siebie, aby z naszej esencji odrodził się duch tego działu, albo też złożymy w ofierze najlepszego z nas, który, jako odrodzona istota, bluźnierczo sprzeniewierzająca się Naturze, stanie się natchnieniem dla użytkowników tego forum. Oczywiście, nie zdołamy zachować zdrowych zmysłów odprawiając ten rytuał, więc tylko ochotnicy
  10. Tak oto dotarłem do ostatniego (póki co, jak tak czytam komentarze) opowiadania serii. To opowiadanie, choć pod względem opisowym i technicznym trzyma poziom reszty, to jednocześnie muszę uznać za najsłabsze z nich. Po pierwsze, nie przypadło mi do gustu przedstawienie mieszkańców miasta, a właściwie, jak odniosłem wrażenie, wszystkich wyznawców "Kościoła Harmonii", jako całkowicie zobojętniałych drabów, patrzących tylko na to, jakby tu kogoś wysłać na stos. Świat nie jest czarno-biały, ani też zbytnio kolorowy, chociaż jeśli już kolorowy, to są to stonowane, szarawe barwy (z przebłyskami, ale mniejsza). W tym opowiadaniu natomiast przedstawiłaś tychże wyznawców jako źródło wszelkiego zła, a przynajmniej ja to tak odebrałem. Może być, że jest to punkt widzenia głównej bohaterki, ale to oznacza, że łatwo jej sądzić wszystkich według tej samej miary. W poprzednich opowiadaniach były wzmianki o harmonii, ale nie czuć było tego, o czym teraz piszę. Tam bardziej wyglądało to na zbrojne starcie dwóch światopoglądów, nic dziwnego w przypadku wojen religijnych, jak mniemam. Tutaj przesadziłaś. Przykładowo, można by spokojnie napisać tekst, w którym wyznawcy starej wiary najeżdżają na niczego nie spodziewających się mieszkańców wioski ładu, obowiązkowo paląc, grabiąc i gwałcąc (biorąc niewolników), a najważniejszych mieszkańców lub kapłanów paląc tudzież mordując rytualnie. Tekst z punktu widzenia mieszkańca tej wioski, lub innego przypadkowego uczestnika ze strony harmonii, i wtedy to stara wiara byłaby tymi złymi, zdegenerowanymi. Scena spalenia jest w porządku. Przemowa kapłana mi się podoba, ma w sobie to "coś" Nie jestem natomiast pewien, dlaczego źrebak nagle zmienił rasę. Czyżby nie był tym, kim się wydawał być? W zasadzie dzięki drugiej scenie, i faktowi, że opowiadanie jest pisane z punktu widzenia tej konkretnej klaczy, mogę przymknąć oko na to całe epatowanie, że "Harmonia doszła do władzy, wszystko jest złe, brudne, nikczemne i w ogóle apokalipsa za pasem". Nagła zmiana mieszkańców tejże krainy z... no zasadniczo nie wiemy, jacy byli poprzednio, więc może wcale się nie zmienili na gorsze, a po prostu pozostali sobą, czyli zobojętniałymi donosicielami. Jak pisałem, to jeszcze nic, ale odbiór całości psuje mi ponownie ostatnia scena, podobnie jak w poprzednim opowiadaniu. Naprawdę musiałaś tak zakończyć to opowiadanie? Czy nie byłoby lepiej, gdyby ostatnią sceną były dogasające popioły klaczy, rozwiewane na wietrze i rozchodzący się tłum kucyków, jakby zawiedzionych tudzież zawstydzonych faktem, że ona tak po prostu umarła. Żadnych ognistych duchów zemsty starych bogów. Żadnych fanfar anielskich, głoszących chwałę zwycięstwa "dobra" nad "złem". Jedynie popiół z ciała martwej klaczy, opadający na tłum, w którym wypalił się już gniew. Jak ogień na stosie. Pozdrawiam, i w sumie, polecam całą serię
  11. Kolejny tekst, podtrzymujący świetny poziom poprzednich dwóch, ale nie do końca. Niestety ten i następny, w moim odczuciu są słabsze, przez wzgląd na niektóre sceny. Po kolei. Większość tekstu trzyma klimat i nie miałem najmniejszego problemu w "wejście" w skórę klaczy wędrującej po, tak dobrze jej znanym, miejscu dawnego pogromu. Ponownie opowiadanie ma bardzo dobry klimat, a opis miejsca, w którym się rozgrywa jest wykonany świetnie. Nie będę się rozpływał nad plusami, wspomnę jednak, że czuć w tym opowiadaniu smutek głównej bohaterki, ale jest to taki raczej nostalgiczny smutek osoby pogodzonej z losem. Czytanie kolejnych opisowych akapitów, to czysta przyjemność była Przejdę teraz do tego, co w tekście mi się nie spodobało. Bezmyślna przemoc, charakteryzująca wszystkie koniowate (nie tak, że to mi się nie podoba, ale zastanawia mnie). Czy koniowate są agresywnymi stworzeniami, czy jest to oczywista aluzja względem ludzkości? Tak naprawdę nie spodobał mi się w tym tekście fragment, opisujący pośmiertną krainę, do której trafiła bohaterka. Dużo lepiej by to wyglądało, gdyby czytelnik nie wiedział, co się z nią stało. Może scena, w której zaciekawieni wieśniacy przychodzą po burzy na wzgórze, zobaczyć miejsce, w które biły pioruny, a tam znajdują martwe, zwęglone zwłoki. Albo coś innego, ale nie taka. Zepsuła mi odbiór tego opowiadania niestety. Druga scena, która akuratnie mnie rozbawiła, to apokaliptyczna wizja bogini. Jakoś tak nie na miejscu mi się wydawała. Opowiadanie polecam, szkoda tylko, że końcówka pozbawia go częściowo klimatu. Pozdrawiam
  12. No dobrze, przy tym tekście wrzucę już nieco własnej, pokręconej interpretacji wydarzeń. Po pierwsze, podobnie jak w opowiadaniu "Kwiat Paproci" mamy tutaj bardzo ciekawy i fajny opis święta, opartego (a może w całości zaadaptowanego?) na dawnych wierzeniach naszych przodków. Chociaż może bardziej pasowałoby stwierdzić, że jest to opis tego, co pozostało z owego święta. Żeby się nie powtarzać, to to, co napisałem w komentarzu do pierwszego opowiadania, podtrzymuję na potrzeby tego. Klimat i ciekawie przedstawiony świat są największym plusem tego opowiadania. Zwłaszcza, że czuć tutaj również melancholijny nastrój kapłanki, wiedzącej, że wyznawana przez nią religia, a wraz z nią jej świat, przemija. O co mi chodzi natomiast w tej interpretacji? Polecam i pozdrawiam
  13. Muszę przyznać na wstępie, że skusiło mnie to "pogaństwo", ale nie do końca tego się spodziewałem. "Kwiat Paproci" jest dokładnie tym, co przychodzi na myśl widząc tag [Slice of Life]. Nic więcej, nic mniej, ale muszę przyznać, że jest napisany w sposób przyjemny i na tyle ciekawy, że nie nudzi opowieścią o codzienności. Może dlatego, że okraszony jest on tą właśnie mistyczną otoczką starej wiary, jeśli ktoś lubi takie klimaty. Ja lubię. Co do fabuły, to myślałem, że wspomniany kościół będzie miał coś wspólnego z księżniczkami, ale może to i lepiej, że nie jest to nigdzie powiedziane. Takie nieco typowe (jeśli mogę tak napisać) by to było. W zasadzie nie bardzo wiem, co mam napisać tutaj w tej kwestii, całość to w zasadzie opis jednego święta i przemyśleń głównej bohaterki, które czyta się, jak wspomniałem przyjemnie, więc więcej się z tym nie powtórzę. Jeśli ktoś się spodziewa jakiejś akcji czy innych tego typu fajerwerków, to tutaj ich nie znajdzie, ale wychodzi to opowiadaniu na korzyść, jak sądzę. Muszę jednak przyczepić się do "bosych kopyt". Ja rozumiem, że kuce w tym tekście noszą ubrania, ale buty na kopyta jakoś mi nie pasują i już. Chyba że coś w stylu podków. No bo celem noszenia butów była i jest ochrona stóp przed zranieniem, zimnem, itp., itd. Dobra, zwyczajnie się czepiam. To były ichnie buty i koniec tematu Chyba na tym zakończę. Ta część cyklu mi się podobała i nie mam jej niczego do zarzucenia, tak pod względem fabularnym, jak i technicznym. I nie, nie jestem rozczarowany. Najmocniejsza strona opowiadania? Klimat, bez wątpienia. Pozdrawiam i polecam
  14. Po przeczytaniu tego opowiadania mogę spokojnie stwierdzić, że jest raczej słabe. Zasadniczo mnie nie rozbawiło, jak się spodziewałem po komedii, choć miało swój moment; a dokładniej pierwszych kilka zdań po "Czasy współczesne". Jakbym czytał własne myśli w niektóre poniedziałki Nie przeczę, że kogoś może ten tekst rozbawić. Ja na ten przykład wyobraziłem sobie zakończenie; co takiej formy Celestia mogłaby sobie pomyśleć na to, jak te dwa odcinki się skończyły. Ale co do całości i użytego słownictwa, to muszę się zgodzić z moją przedmówczynią. Co do strony technicznej, to nie jest wyjustowany tekst. Niby szczegół, ale warto by to zmienić. Reszty nie pamiętam, czy były jakieś błędy. Osobiście staram się używać polskiego "opowiadanie" lub "tekst", albo czegoś w tym stylu. Pozdrawiam
  15. Wybacz, ale przeczysz samemu sobie. Kwestie z cytatu powyżej są do udowodnienia, więc wnioskując po drugim cytatcie Twojej wypowiedzi, nie są już wiarą, więc 99% naszej wiedzy to nie jest wiara. Tak tylko w kwestii formalnej. Aż dziw, że chciało mi się czytać takie wypowiedzi w cudzej dyskusji. Jak to o mnie świadczy?