Arkane Whisper

Brony
  • Zawartość

    928
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

502 Legenda Forum

O Arkane Whisper

  • Ranga
    Kultysta Przedwiecznego Kucyka
  • Urodziny 05.12.1989

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Krynica-Zdrój
  • Zainteresowania
    Fantastyka, gry fabularne i strategiczne, programowanie i pokrewne dziedziny informatyki, nauka ogólnie i szczególnie oraz książki i opowiadania.
  • Coś o sobie
    Jestem opowiadającym historię oraz opowieścią samą w sobie. Bohaterem i narratorem zarazem. Nie ja zacząłem moją opowieść i nie ja ją zakończę, lecz dopóki jestem w stanie, będę ją opowiadał.
  • Ulubiona postać
    Twilight Sparkle
    Starlight Glimmer
    Wielka i Potężna Trixie
    oraz
    Fluttershy.

Ostatnio na profilu byli

4748 wyświetleń profilu
  1. Tak sobie pomyślała. Jej pokój skąpany był w osobliwym, szarym świetle, wkradającym się ukradkiem przez firany przesłaniające okno. Rozejrzała się wokoło, jakby chcąc się upewnić, czy na pewno jest to jej mieszkanie. Meble wydawały się jakieś nieostre na brzegach, nieco rozmyte. Przetarła oczy i raz jeszcze rozejrzała się. To był jej dom, to nie ulegało wątpliwości, ale coś w nim było nie tak, jak być powinno. Wstała z łóżka i podeszła do gramofonu. Melodyjne dźwięki wydobywające się z urządzenia, poprzednio kojące, teraz budziły w jej umyśle trudny do wyjaśnienia niepokój. Niejasno zdawała sobie sprawę, że tej płyty od lat już nie ma. Nie powinna jej mieć. To nie była jej ulubiona melodia, lecz jej matki. Delikatne trzaski świadczyły o wieku płyty. W pomieszczeniu zapadła cisza, kiedy prawie bezwiednie uniosła igłę gramofonu. Podeszła do okna, odsuwając firanę. Mleczny opar spowijał wszystko. Ledwie była w stanie dostrzec zarys drzewa, które stało obok jej powozu. Przez moment zdawało jej się, że we mgle porusza się jakiś niewyraźny kształt. Cofnęła się, opuszczając firankę. Nagle podskoczyła zaskoczona, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Chwilę się wahała, lecz kiedy już miała otworzyć, pukanie powtórzyło się, bardziej natarczywe, a chwilę później przerodziło się w silne uderzenia, jakby ktoś dobijał się do środka kopytami. Patrzyła z bijącym szaleńczo sercem, jak drzwi drgają od coraz mocniejszych, jakby rozpaczliwych uderzeń, a potem... Zapadła niepokojąca cisza. Coś zaskrobało w drzwi.
  2. Kolejna legenda ujrzała światło dzienne (w sensie metaforycznym ), "Opowieść starego poszukiwacza". Krótka, ponieważ zaledwie 7 stron, ale mam nadzieję, że się spodoba. Życzę miłego czytania
  3. Po pierwsze, bardzo fajną piosenkę wybrałeś (przynajmniej jest to jedna z moich ulubionych tego typu), ale jakoś nie mogłem pozbyć się widoku drakkarów na wzburzonym morzu, "odtwarzając" ją w myślach, zamiast sceny, którą opisałeś Teraz do rzeczy. Opowiadanie jest fajne, z rodzaju tych, jakie lubię, chociaż nie powiem, żeby miało w jakiś sposób zapaść mi w pamięć, prędzej sam pomysł, ale nie tekst. Co do tekstu samego, chyba czegoś mu brakowało, ale nie wiem czego. Nazwijmy to tym "czymś" Zastanawiałem się natomiast, jak wcześniej by się to odbywało, przed czasem księżniczek. Może bardziej, powiedzmy, "honorowo", jak przystało do wykorzystanej piosenki (chociaż z tym honorem to różnie bywa). Albo i nie. Mogło też być gorzej, jak sądzę. Ciekawi mnie również, co stało się na północy; szkoda że nie ma najmniejszej wzmianki co do natury tamtego zdarzenia, chociaż można zgadywać. Od strony technicznej nie wyłapałem błędów, ale czytałem to po północy, więc mogłem już nie zwracać na nie uwagi. Nic rażącego jak sądzę. Tekst nie jest długi, czyta się go przyjemnie, a jeśli zna się utwór wykorzystany w nim, to można go sobie nucić w trakcie czytania, dla klimatu (jak ja robiłem ). Ponadto sugeruje on inną wersję pewnych zdarzeń, znanych z serialu; tak więc zachęcam do przeczytania. Pozdrawiam
  4. Nie musi być szczegółowo, nawet uważam, że nie raz nie powinno takim być. Opis natomiast powinien dawać podstawy czytelnikowi, sugerować mu (mniej lub bardziej szczegółowo), jak ma wyglądać to, co opisujesz, czy to postać, otoczenie, przedmiot, itp, żeby nie była to sucha charakterystyka, tylko coś więcej. Resztę niech zrobi wyobraźnia. Można to osiągnąć w ciekawy sposób, plastycznie, poprzez metafory i inne tego typu, ale jak pisała wyżej @Ylthin Maruda Muszę się z tym zgodzić, więc to, co ja Ci piszę, to jedynie jeden z punktów widzenia na te sprawy. Ja lubię bogate, ociekające klimatem opisy Miałem zamiar zaproponować Ci kilka opowiadań do przeczytania, ale stwierdziłem, że się z tym wstrzymam. Raz, że już Ci dobre opowiadania zaproponowano; dwa, że nie zamierzam robić autopromocji a trzy, że tak naprawdę to przejrzyj dział i sam wybierz sobie do czytania jakieś, które przykuje Twoją uwagę. Ostatecznie nikt nie zna swoich gustów lepiej od samego siebie
  5. Nie jest źle, ale nie jest też zbyt dobrze. Powiedziałbym, że oscylujesz około stwierdzenia "przeciętne", aczkolwiek musisz jeszcze sporo popracować. Więc tak. początek mi się podobał, aczkolwiek spodziewałem się czegoś innego, i opisy mogłyby być lepsze, ale jak na pierwsze opowiadanie to nie jest źle. Później natomiast są drzwi i jeśli jeszcze ktoś nie domyślił się kto jest główną postacią, to teraz już powinien. Drzwi jak drzwi, ten sam poziom co wcześniej, przechodzimy dalej. Czyli do tego, co najbardziej mi nie pasowało. Jest to kraina snów, więc mogłeś popuścić nieco wodze fantazji i wrzucić coś niezwykłego. Fakt, że sny mogą być zwyczajne, ale lepiej by to wyglądało, jakbyś opisał bardziej niecodziennie otoczenie, zwłaszcza, że sen ten wyśniony był przez młodą klaczkę. Weź przykład z własnych snów. Tak więc tutaj jest słabo, w mojej opinii. Dalej mamy przeskok na akcenty horroru, chyba. Tutaj mogłeś poświęcić więcej czasu i słów na zbudowanie klimatu, napięcia. Mogłeś opisać poruszające się krzewy, cienie, subtelną zmianę krajobrazu i na koniec koszmarną bestię zrodzoną w wyobraźni młodej klaczki. Tak to mamy potwora, przez trzy akapity, i tyle. Nic szczególnego. Co do strony technicznej, to pewnie coś tam było, ale nie przykładałem zbytniej wagi czytając, a nic szczególnie nie rzuciło mi się w oczy. Tag [Sad] jest raczej niepotrzebny. Podsumowując, wątpię abym zapamiętał ten tekst, a polecić mogę go tylko przez wzgląd na to, że ktoś może zostawi swój komentarz z radami, ponieważ nie ma w tym opowiadaniu niczego ciekawego w zasadzie, choć zaczynało się nieźle. Pisz dalej, szlifuj swoje umiejętności i nie zniechęcaj się. Pozdrawiam
  6. Zgadzam się, że fajnie by było, jakby jakiś odcinek poświęcili Zecorze, jej przeszłości i takim tam. Co do samej postaci, to jest ona na pewno ciekawa. Wygląd, sposób mówienia i ogólnie jej zachowanie przypadło mi do gustu. Także fakt, że zajmuje się alchemią, w moim przypadku, dodaje jej swoistego klimatu. Myślę sobie jednak, że może to i dobrze iż pozostaje jedyną zebrą w serialu, ponieważ to właśnie ta jej niecodzienność sprawia w znacznym stopniu, że jest ciekawą postacią, jak sądzę. Ma fajną chatkę; wystrój i zewnętrzny wygląd; na ile można było ją poznać, a fakt, że woli "dziki" (ja bym powiedział "normalny") las Everfree od centralnie planowanej kontrolowanej natury reszty Equestrii także przemawia na jej korzyść. Zdecydowanie jest również bystrzejsza od przeciętnego kucyka. Podsumowując, Zecora jest jedną z lepszych postaci w serialu i zawsze dodaje uroku do odcinków, w których występuje, aczkolwiek nie oglądałem ich wszystkich. Ponadto ma potencjał do opowiadań, z którego warto skorzystać.
  7. Dobra, czas na kilka przemyśleń dotyczących tej części opowiadania Po pierwsze, i chyba najważniejsze co chciałem napisać, Jakby te trzy rozdziały scalić, to wyszedłby dłuższy wstęp, ponieważ one wszystkie jak na razie wprowadzają czytelnika do głównych wydarzeń opowiadania, a przynajmniej ja tak to odbieram. Mam jednakże wrażenie jednocześnie, że od następnego będzie się działo Autor już częściowo wie, co myślę o tych rozdziałach, więc tutaj napiszę jedynie to, czego jeszcze nie pisałem, a co przyszło mi do głowy ostatnio. Po pierwsze otwarcie kolejnej zagadki, dodatkowej grupy zaginionych, co do których zastanawiam się czy i w jaki sposób będą mieli wpływ na fabułę główną. Wiem jedynie, że mogą powstać opowiadania poboczne z nią związaną. Będę ich wypatrywał. Czyżbyśmy poznali głównego złodupca? Właściwie to jego ostatni tekst sprawił, że na myśl przyszło mi: Przy okazji poznajemy kolejną postać, zgodnie z zasadą iż: "Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę" Poznajemy również przeszłość niektórych postaci, w zasadzie trzeci rozdział można podzielić na dwie części: "tu i teraz" oraz wspomnienia. Cóż, poczekam na dalsze rozdziały. Pozdrawiam
  8. Ok, jak zapowiadałem, choć z poślizgiem, tak skomentuję. Na wstępie muszę jednakże zaznaczyć, że nie przepadam zbytnio ani za SoL'ami (choć sam kilka napisałem ), ani za uniwersum TCB, a raczej nie interesuję się tym ostatnim; przeczytałem kilka opowiadań w tych klimatach, z czego ze dwa to były parodie. Teraz mogę zatem przejść do komentarza właściwego. Zacznę od kwestii technicznych, ponieważ będzie krótko i na temat. Chyba najpoważniejszym "błędem" będzie to, że numeracja stron lepiej wygląda u dołu strony dla mnie Poza tym, nie przypominam sobie żadnych błędów, które przeszkodziłyby w czytaniu czy też rzuciły mi się w oczy, ale też nie jestem najlepszą osobą do sprawdzania opowiadań pod tym kątem. Dla mnie jest dobrze. Przy okazji, fajny rysunek przy rozdziale Jeshi. Dobra, przejdźmy do fabuły. Opowiadanie przypomina mi nieco "100 ml", napisane przez @Coldwind, jeśli chodzi o motyw przewodni, czyli zasadniczo, codzienne życie biura, ale wyraźnie widać pewną różnicę, którą stanowi fakt, że tutaj będzie to; jak mniemam; dzień po dniu, wraz z pobocznymi dygresjami na różne tematy powiązane poniekąd z biurem (jak choćby teleportacje), natomiast tam były to, o ile dobrze pamiętam, konkretne wydarzenia rozgrywające się w biurze, choć jednocześnie o zachowanej chronologii zdarzeń. Siłą rzeczy, wspominając tamto opowiadanie, które miło wspominam, muszę przyznać, że to także mi się spodobało właśnie z tego samego względu. Opowiadanie nie traktuje o samym konflikcie skrajnych ugrupowań, lecz skupia się; czy raczej będzie się skupiać, ponieważ to dopiero I rozdział plus taki poboczny jakby; na 14 dniach, jakie spędzi w tym biurze osobnik przygotowujący się do "zrobienia w konia" (ten tekst już gdzieś widziałem, ale nie wiem kto go pierwszy użył; w każdym razie pasuje ), a przynajmniej tak sądzę. Nie da się w zasadzie powiedzieć wiele więcej o samej fabule, ponieważ w SoL'ach zwykle jest ona właśnie taka, że niewiele można o niej powiedzieć. Jednakże osobiście chętnie przeczytam dalsze części tego tekstu, ponieważ po tych trzech rozdziałach ciekaw jestem, jaką autor ma wizję funkcjonowania takiego biura, a ponadto przedstawienia niektórych elementów uniwersum TCB. Jeśli chodzi o występujące w opowiadaniu postacie, to chyba najlepiej zapamiętałem Zebrę z jej duchami oraz kucharkę, którą ktoś tam (konwertytka) chciał zamordować kwiatkami. O co mi chodzi? Przeczytajcie, a się dowiecie Ciekaw jestem tylko co było na obiad, ten, co go wspominają Ludzcy bohaterowie jednakże są jacyś tacy... Nie zapamiętałem ani jednego; no dobra, profesora, choć jego nazwiska już nie wspomnę; ale to się jeszcze może rozkręcić. Sen ponyfikacyjny przypomniał mi "Animatrix", scenę w której przekonywali maszynę do przejścia na stronę ludzi. Nie jest to chyba dobre skojarzenie w kwestii kucyków Chyba tyle, jeśli chodzi o samo opowiadanie. Tekst jest napisany w sposób przyjemny, czyta się szybko, człowiek nawet nie zauważa, że to już koniec i nie dowie się, co dalej się dzieje w biurze czy jak wygląda tamtejsze życie, gdyż nie ma kolejnych rozdziałów Co do postaci jeszcze, to chyba najbardziej podoba mi się fakt, że nawet sponyfikowani ludzie, wciąż zachowują się nieco inaczej, niż "prawdziwe" kucyki. Nie wiem, czy jest to działanie świadome, czy samo tak wyszło, ale wyszło fajnie; także fakt, że nie wszystkie kucyki przyjmują konwertytów z otwartymi ramionami. Chciałbym jeszcze poruszyć samą kwestię TCB, na szybko, ponieważ to nie miejsce na to. Nie przepadam za tym uniwersum, ponieważ wątpliwym jest, że w przypadku "pożerania" Ziemi przez obcy świat (z kreskówki) ludzie, jako gatunek, zgodziliby się na ponyfikację dla ratunku. Część owszem, ale skoro nieraz ledwie siebie nawzajem tolerujemy, to co dopiero odmienny od nas gatunek; niszczący nasz świat; o "zdrajcach ludzkości" nie wspominając. Poza tym, co z orbitą. Czy bariera niszczy także to, co na orbicie? Jeśli nie, to ISS jest przykładem jak można by przetrwać, czasowo podkreślam. Kiedy bariera obejmie cały glob, to zniknie, czy nie? Jeśli tak, to zrzut kapsułą na powierzchnię byłej Ziemi i mamy powrót ludzkości. Jeśli nie, to problem. Jeśli natomiast bariera niszczy także orbitę, to jak daleko w przestrzeń sięga. Księżyc? Mars? Cały Wszechświat? To takie wieczorne przemyślenia po przeczytaniu opowiadania. Mogę szczerze polecić ten tekst każdemu, kto szuka kawałka przyjemnego SoL'a na wieczór. Pozdrawiam
  9. Powiedz jeszcze, że bardzo się cieszysz, że z nią zerwałeś Tekst przeczytałem, pewnie z tego samego powodu, dla którego wielu innych przeczytało/przeczyta. Żeby zobaczyć o co ta cała burza w komentarzach. Muszę jednak przyznać, że osobiście widziałem już gorsze, co wcale nie znaczy, że autor powinien być zadowolony z tego faktu. Kwestii technicznych nie poruszę, ponieważ inni już to zrobili za mnie, zresztą tak samo mógłbym postąpić z fabułą, której szczątkowa forma chyba jest... No, ale skoro już komentarz zostawiam, to fabuła. Banda gimbusów, postrach całej szkoły i osiedla zapewne, robi to, co tego typu gimbusy robią najlepiej. I w zasadzie w ten sposób streściłem całe to "opowiadanie" Nie przeczę, że SoL tego typu mógłby być nawet fajny, ale ten nie jest, ponieważ trafnie to ujął Triste Cordis, kilka postów powyżej. Sam dawałem Ci rady (w innych Twoich opowiadaniach i podobno w jakimś brudnopisie, którego komentowania nie mogę sobie przypomnieć), żebyś pisał więcej i ćwiczył na mniejszych tekstach, ale póki co nie widzę, żebyś robił jakieś postępy. Mam nadzieję, że czytasz książki i opowiadania innych osób, dobre opowiadania, podkreślę. Gdyby ten tekst był pierwszym, jaki przeczytałem z fandomu, to pewnie odbiłbym się od kucyków i wszystkiego co z nimi związane, jak od ściany, i nigdy nie wrócił. Poza tym, są zakłady dla takiej "młodzieży". Jedziemy dalej. Jeśli to miała być komedia, to humor całkowicie nie trafił w mój gust i nawet w czasach, kiedy chodziłem do gimnazjum, najpewniej także by nie trafił. Piszę to na podstawie moich własnych doświadczeń, podejmowanych "akcji" i zabawnych sytuacji zapamiętanych ze szkoły. Pewnie kogoś rozbawi, mimo to Jednakże z tą lampą, to przedobrzyłeś. Jest jej za dużo i wcale nie jest śmieszna. Zastanawia mnie tylko, czy w Twojej szkole wisiały lampy? Myślałem że standardem w takich instytucjach są świetlówki. Osobiście nigdy nie widziałem w szkole lampy. Nigdy. Jeszcze do tych lamp. Ostatnia scena wymagałaby, żeby takowa lampa wisiała nad nauczycielką i nad uczennicą, co prowadzi do spostrzeżenia, że nie mogłyby być rozwieszone w optymalnych punktach, gdzieś pomiędzy rzędami, a raczej wisieć po jednym nad ławką. Czyli nie byłoby możliwości, aby trafić dwie lampy jednym strzałem, a przynajmniej nie te konkretne dwie lampy. Jak kucyk posługiwał się telefonem przystosowanym do ludzkich dłoni? Pewnie jeszcze dotykowym. Higienistka razem z nimi paliła zioło. Bardzo wiarygodne. Chyba wystarczy, nie ma co więcej pisać. Myślę, że powinieneś przemyśleć dla kogo piszesz opowiadania. Ponieważ jeśli są one napisane dla osób z Twojego otoczenia, to nie dziw się później, że innym mogą się nie spodobać. Warto byłoby zrobić założenie, że jednak Twoje otoczenie jest mniejszością, a przynajmniej wśród osób czytających. Piszę to na bazie własnych doświadczeń, a nie po to, aby kogokolwiek obrazić. Nie wyszło Ci to, w moim przypadku. Taka patologia to nie w moim zaścianku kraju (i, możliwie, że nie "za moich czasów" ) Możliwe. Zapytam sędziego w poniedziałek albo sprawdzę w naszej biblioteczce wydziału karnego Jakimi jeszcze osiągnięciami w życiu możesz się pochwalić? Nie polecam. Polecam natomiast Tobie znaleźć sobie nieco inne osoby, które przeczytałyby tekst przed publikacją. Zacytuję na koniec jedynie: Podkreślam, że ten komentarz zostawiam tylko dlatego, że zawsze komentuję opowiadania które przeczytam. Taka zasada Pozdrawiam
  10. Kiedy wracasz z roboty w piątek.
  11. @Hoffman Dzięki za pochlebną opinię Muszę przyznać, że pisanie wspólnego opowiadania z innym autorem jest ciekawym doświadczeniem, dlatego też chętnie jeszcze swoje przysłowiowe "3 grosze" dorzucę do tej serii, o ile nadarzy się jakaś dobra okazja ku temu. Pozdrawiam
  12. @Hoffman Dzięki za opinię, i cieszę się, że Ci się podobało. Muszę przyznać, że na myśl o tym opowiadaniu odczuwam pewien rodzaj dumy. Sam uważam, że jest ono jednym z najlepszych tekstów, jakie udało mi się napisać, choć jest to jedynie moje odczucie. Zależy od gustów, jak sądzę Co do samego opowiadania, to jesteś drugą osobą (o ile dobrze pamiętam), która zwróciła uwagę na kreację Zecory. Naprawdę starałem się przedstawić dawnych mieszkańców Ponyville i okolic w sposób odmieniony przez emanację, co nie było łatwe, zwłaszcza, że trzeba było wybrać odpowiednią postać oraz pozmieniać ją na tyle, by wydawała się inna, jednocześnie nie sprawiając wrażenia całkowicie nowej postaci. Problem ten jednakże występował tak naprawdę przy Zecorze, ponieważ pozostałe postacie nie są zbyt dobrze zarysowane w serialu, więc miałem sporą dowolność. Co do limitu słów opowiadania. Tak po prawdzie to nie on wpłynął na tekst, ale termin oddawania prac. Dość późno wziąłem się za pisanie opowiadania, i sporo limitu nie wykorzystałem, ponieważ nie miałem jak. Miałem zamiar napisać o farmie i nieco poszerzyć części w Ponyville, lesie i zamku, ale później, po wynikach konkursu, stwierdziłem, że opowiadanie w takiej postaci jest naprawdę dobre, i nie chciałem go zepsuć dodając dodatkowe sceny, które mogły wypaść dobrze, ale nie musiały. Co do pojedynku, to masz rację, mogłem poświęcić mu więcej czasu, ale sceny walki akurat nie wychodzą mi najlepiej, tak uważam, poza tym pojedynek toczył się, w przenośni i dosłownie, obok bohatera. Tak więc, fajnie że przeczytałeś, i jakbyś miał czas, to może przeczytałbyś "Maledictus"? Ciekaw jestem jak wypada tamten tekst na tle tego. Pozdrawiam
  13. Przeczytałem zaprezentowane tutaj dwa opowiadania i muszę stwierdzić, że naprawdę ciekawe i fajnie napisane. Teksty, obydwa, trzymają klimat i prezentują nam ciekawe wizje rozwoju fabuły serialu, gdyby pewne bohaterki zachowały się inaczej przy pewnych wyborach, które podejmowały właśnie w serialu. Moim zdaniem główne bohaterki, które, choć znane, poznajemy głównie poprzez wygląd "utopii" jakie tworzą, wypadły nad wyraz dobrze, w porównaniu do ich oryginalnych charakterów. Jednocześnie wyznam, że temat na opowiadania jest naprawdę interesujący, takie "Co by było gdyby...", chociaż to nie alternatywna historia jest tutaj istotna, a charakter "utopii" tworzonej przez konkretną postać. Osobiście nie mogę się już doczekać, aż poznam kolejne opowiadania, i przyznaję, że dla Rarity mniej więcej wiem, jak może ono wyglądać; dla Fluttershy nieco się domyślam, choć nie wiem, który odcinek; tak dla Rainbow Dash i Applejack nie mam pojęcia jak autor ma zamiar połączyć takie opowiadanie z serialem, ponieważ samą "utopię" można sobie nawet wyobrazić. Ciekaw jestem jednakże pomysłu autora na takowe. Wiele więcej nie napiszę, żeby nie zdradzać fabuły, pochwalę jedynie jeszcze autora za to, że te dwa opowiadania dają ciekawe wyjście na napisanie kolejnych, dziejących się w światach przedstawionych. Przy okazji odnoszę wrażenie, że nie lubisz Blueblooda, chociaż będzie ciekawie, jeśli pojawi się on w każdym opowiadaniu w jakiś sposób. Od strony technicznej nie wpadły mi w oko żadne błędy, które przeszkadzałyby mi w czytaniu. Podsumowując, są to dwa teksty w stylu, jaki lubię. Jest mroczno, trochę smutno, ciekawie i odpowiednio wiele niewyjaśnionych, dla tych co lubią sobie dopowiadać resztę Zdecydowanie polecam i pozdrawiam
  14. Nigdzie nie twierdziłem, że była ona lub też ci bogowie, dobrzy. Te fanfary to się do kościoła ładu miały odnosić akurat. W porządku, rozumiem. Myślałem, że to jakaś próba, zesłana na nią przez boginię; nic bardziej rzeczywistego od samej bogini właśnie. W sumie szkoda mi teraz trochę tego młodego. Ocalony od śmierci tylko po to, aby magicznie zmutować i zacząć słyszeć głosy w głowie, nakłaniające go do takiego, a nie innego życia; opierając się, oczywiście, na doświadczeniach bohaterek serii