Skocz do zawartości

"Wojna, Wojna nigdy się nie zmieni" - Matalos (END)


Recommended Posts

Napisano

Jesteś w swojej bazie, za niedługo macie zaatakować belgrad, niektórzy twoi towarzysze przewidują najgorsze. Właśnie dostałeś wieść o tym że lotnictwo może się spóźnić z powodu "Spotkania" z działkami przeciwlotniczymi obrońców Belgradu. Po pewnym czasie podchodzi do ciebie jeden z dowódców ataku na miasto, generał Sikorski - Jak tam morale twojego oddziału? Bo z tego co słyszę to raczej marne - powiedział

Napisano

- Na razie marne... - mruczę. - Zaraz powiem im parę słów, przypomnę wcześniejsze dokonania i zobaczy pan, będą uchachani... A właściwie, to nie powinien pan być teraz w sztabie? A nie w kantynie?

Napisano

- A ty nie powinieneś zadawać pytań? Wiesz że i tak robię co chce, wojsko mnie nie wypieprzy bo głównie dzięki mnie ta armia się trzyma. Mówię ci ten atak będzie przełomowy, podobno Belgardczycy znaleźli jakąś dziwną rzecz - powiedział Generał

Napisano

- Dokładnie? Nie. Ale wiemy że testują przy jej pomocy broń która robi jak to udało nam się wyszperać "Grzyb ognia" który ma taką siłę że spokojnie zrównał by Hiroshime, Musimy zdobyć tą broń - powiedział Generał dopijając swojego drinka.

Napisano

Strzelam palcami u rąk. Jak mają w łapkach coś takiego, to penie zwiększą obronę w centrum. Ciekawe, czy zrobili to kosztem przedmieść, czy mają jakiś inny pomysł. - Sir, wiadomo już coś o liczebności wroga? Mój adiutant ma w głębokim poważaniu to o co go proszę. Do teraz nie dostałem statusu osobowego "Rosemary", wie pan co się z nią stało - wspominam dość nieprzyjemny wypadek, kiedy to mech z mojej drużyny eksplodował. Dwóch zginęło, reszta załogi skończyła z poważnymi oparzeniami. Do dzisiaj ten kretyn nie przyniósł mi rozpiski ze szpitala. Trzy dni już czekam na to i za każdym razem słyszę "Zaraz..."

Napisano

- Wroga jest o stu więcej niż nas - powiedział, minęła całkiem spora cisza która była przerywana odgłosami z Kantyny - Co do twojej prośby to... - powiedział. Siedział chwile cicho jednak o paru minutach wziął głęboki wdech - ... Zmarli godzinę po przybyciu do ambulatorium - powiedział już ze smutną miną

Napisano

Uderzam pięścią o stół. - K***a - klnę na cały głos. Zabiję tego gnojka, co miał mi dostarczyć tą wiadomość. Trzy cholerne dni! Straciłem najlepszych ludzi... i nawet o tym nie wiedziałem. Dygoczę z gniewu, czuję jak krew napływa mi do twarzy... Jeśli ten ch*j adiutant, teraz wejdzie do kantyny, to przysięgam, że zginie...

Napisano

- Wiem co czujesz, ale musisz ten gniew zachować na atak. Karol już dostał ochrzan za to że tak długo zwlekał, więc nim się nie martw. Ja wracam do Sztabu, powodzenia - powiedział po czym wyszedł z kantyny

Napisano

Siadam za stołem i wspominam. Bury, Dziki, Wiewiór i Capi... Nawet nie miałem jak ich dobrze pożegnać... Najlepsi mechowi, w całym batalionie... Teraz nie żyją, a ich dowódca nawet nie przyszedł ich pożegnać... Wiem! Zrobię to teraz. Wychodzę z kantyny i kieruję się do szpitala. Spytam się, może ich jeszcze nie odesłali...

Napisano

- Chciałbym się dowiedzieć, co się stało z załogą jednostki numer 2564. To dla mnie bardzo ważne - dodaję zmartwiony. Jak się okaże, że już ich nie ma, to przysięgam, że wejdę do tego miasta i zrobię tam taki rozpierdziel, że będą błagać na kikutach nóg o kapitulację.

Napisano

- Godzinę po ich przewiezieniu tutaj wykryliśmy u nich jakąś dziwną chorobę która dosłownie popieliła mózg, nie wiedzieliśmy jak ich ratować/ Po ponad kilkunastu minutach desperackiego ratowania ponieśli śmierć - powiedział z żalem w oczach

Napisano

Wiedziałem, że nie żyją... Ale cholera! Jaka choroba spopielająca mózg? Nigdy o czymś takim nie słyszałem. zdycham ciężko i mówię: - Mogę... mogę ich zobaczyć? - ciężko mi wypowiedzieć te słowa. Bolą.

Napisano

Medyk tylko przytaknął i pokazał znak by poszedł za tobą. Po chwili doszliście do kostnicy, medyk podszedł do komory i ją otworzył, były tam ciała twoich kompanów bez górnej części czaszki, wygląda jak by ktoś ją podpalił. - Widzi pan jakie są rany, nie ma bata by przeżyli.

Napisano

- Wystarczy... - mruczę. Staję na baczność i uderzam się raz w pierś. Capinowski... Najlepszy ładowniczy, jakiego kiedykolwiek widziałem. Tak śmigał z tymi taśmami podczas załadunku, że ho ho ho... Wyrywam kartkę z notesu, notuję na niej kilka słów. Takie pożegnanie, zasłużył na nie. Wkładam mu karteczkę do ręki. - Nie wie pan, gdzie mają resztę... załogi? - pytam się medyka.

Napisano

Bardzo dziwnego... I ja zamierzam się cholera dowiedzieć czemu ich nie ma... - Dziękuję doktorze - mówię i wychodzę. Dobra, gdzie teraz? Wiem! Kierunek, warsztat mechaników. Może oni będą coś wiedzieć.

Napisano

Szedłeś w kierunku warsztatu, po drodze słyszałeś jakieś rozmowy o sytuacji itd. Po paru chwila dotarłeś, widziałeś jak jeden z mechaników wymieniał płytę przy lewej nodze twego mecha, zauważył ciebie i do ciebie podszedł. - Pański mech jest prawie naprawiony, za około godzinę będzie jak z fabryki - powiedział

×
×
  • Utwórz nowe...