Skocz do zawartości

"Wielki Brat widzi wszystko" Po prostu Tomek


Recommended Posts

Napisano

Ze snu wyrywa cię głos dochodzący z odbiornika przyłączonego do ściany obok.

- Pobudka, bracia i siostry, czas na poranne ćwiczenia! - dobiegł cię kobiecy głos.

Napisano (edytowany)

Zerwałem się czym prędzej, bardzo szybko wciągając na siebie spłowiałą, niegdyś białą koszulkę i parciane portki. Z teleekranem się nie dyskutowało, choć namiastkę zadowolenia dawało ubliżanie w duchu instruktorce. Ty prukwo niewyżyta, ty gadzino partyjna, oby ci promieniowanie mózg wypaliło. Może zdawać się to lekko dziecinne, ale potrafi przynieść autentyczną ulgę, zwłaszcza o tak wczesnej godzinie. Zbyt długie doprowadzanie się do porządku było jednak podejrzane. Stanąłem więc na baczność przed urządzeniem, przywołując na twarz wyraz łagodnego optymizmu. Tak było najbezpieczniej. Teraz wystarczyło tylko poczekać, co "towarzyszka" z kineskopu wymyśli.

Edytowano przez Po prostu Tomek
Napisano

- Wspaniale bracia i siostry - powiedziała kobieta w teleodbiorniku - teraz wszyscy robimy rozkrok, właśnie tak! Opad tułowia i robimy skrętoskłony. Dalej! Każdy obywatel do pięćdziesiątki powinien bez problemu zrobić trzydzieści skrętoskłonów.

Napisano

Przystąpiłem do ćwiczenia, wypuszczając powietrze nosem. Jedno trzeba było władzy przyznać. Dbała o dobrą kondycję swoich obywateli.  Tylko dlaczego, do jasnej cholery, tak wcześnie? Z trudem doszedłem do dwudziestki, po czym zatrzymałem się na moment, udając, że but mi się rozwiązał.

  • 2 weeks later...
Napisano

- Zaradny obywatel nie przerywa ćwiczeń z byle powodu - dobiegł cię dźwięk z teleodbiornika - nic nie powinno rozpraszać obywateli podczas wykonywania poleceń. Jeszcze raz po 20!

Napisano (edytowany)

Z bezpiecznym wyrazem łagodnego optymizmu na twarzy, a goryczą oraz próżnym gniewem w duszy, zastosowałem się do polecenia instruktorki. Nie miałem ochoty ponownie przetestować jej zdolności inwigilacji mojej skromnej osoby, dlatego zaciąłem się i kontynuowałem ćwiczenia, za wszelką cenę próbując nie wydać żadnego odgłosu. Czułem, jak moje ciało się rozgrzewa, co oznaczało, że wkrótce dolegliwości związane z gwałtownym wybudzeniem ze snu powinny minąć. Przynajmniej w teorii. Życie w Związku Radzieckim uczyło jednak, ze teoria a praktyka mogą być bardzo rozbieżne.

Edytowano przez Po prostu Tomek
Napisano

- Wspaniale - pochwaliła cię - widzę, że już się rozgrzaliście. Jesteście gotowi do pracy na rzecz Oceanii. Miłego dnia - powiedziała i przełączyła się na zwyczajowe wiadomości.

Napisano

(Oceanii? Mani, w karcie było o ZSRR. Ale nie narzekam, tak też jest fajnie.)

 

Odetchnąłem cicho. Wyprostowałem się, czując jak kręgi wracają na właściwe im miejsca, by ogarnąć wzrokiem pokój. Chodziło mi głównie o sprawdzenie godziny. Postąpiłem kilka kroków w stronę szafki z ubraniami, aby przebrać się i ogólnie przygotować do wyzwań kolejnego dnia. Po szybkiej zmianie stroju udałem się do kuchni, zrobiłem kilka kanapek na śniadanie oraz do pracy. Jednym uchem wyłapywałem wiadomości. Zdawałem sobie sprawę, że są kompletnie zafałszowane, lecz dawały choć złudzenie wiedzy o zdarzeniach w kraju, a może nawet i poza jego granicami. Po kilkunastu minutach spędzonych na toalecie porannej, poprzedzonej posilaniem się, skierowałem się ku wyjściu z domu, pakując po drodze kanapki.

Napisano

(Oj tam czepiasz się. Jeśli mniej więcej pasuje do sesji to będzie dobrze. Ale będę się jużpilnował :) )

Kolejny dzień, kolejne godziny pracy na rzecz partii, która i tak niewiele troszczy się o swoich obywateli. Podczas gdy prości ludzie głodują, przywódcy mają wszystko i gdzie tu sprawiedliwość?

Z takimi myślami otwierałeś drzwi i wychodziłeś do swojej pracy jak codziennie od lat z tym samym poczuciem bezsilności i rezygnacji.

Napisano

I pomyśleć, że kiedyś byłem w Komsomole czy innych organizacjach wychowawczych pomyślałem z goryczą. W młodości człowiek wierzył w pewne ideały, które przerodziły się o okrutną tyranię garstki wybranych. Zhańbili ideologię, na której straży mieli stać! Pomstowałem tak, idąc drogą i wpatrując się w szary, jakby wyprany z wszelkiego piękna świat naokoło. Mogłem to robić. Jeszcze nie wleźli mi pod czaszkę, jeszcze te centymetry sześcienne miękkiej tkanki wewnątrz puszki mózgowej należą do mnie. Choć wciąż wszędzie słychać o "myślozbrodni". Interesowało mnie, jak można niby oskarżyć kogoś o złe myślenie. Tyle lat siedzę w tym powalonym kraju, a nie mam pojęcia jak to działa. Kiedy doszedłem do miejsca przeznaczenia, zerknąłem szybko na ludzi. A nuż będzie ktoś znajomy?

  • 2 weeks later...
Napisano

Pośród morza szarych postaci z twarzami bez wyrazu, zobaczyłeś znajomą twarz. To Iwan, twój stary znajomy. Pomimo marnych racji żywnościowych miał pokaźny brzuszek, a w słoneczne dni, jego łysina potrafiła oślepiać. Pomimo nieciekawego wyglądu, Iwan był prostym, serdecznym człowiekiem. On również cię zauważył i zaczął do się do ciebie przepychać.

Napisano

Moja twarz rozjaśniła się. Jak dobrze, że w tym świecie można jeszcze znaleźć bratnią duszę. Oczywiście o pełnym zaufaniu nie ma nawet mowy, lecz wciąż jest z kim porozmawiać. Także rozpocząłem proces torowania sobie drogi przez jednolity tłum. Gdy spotkaliśmy się twarzą w twarz uśmiechnąłem się szerzej, wyciągając dłoń w jego kierunku.

- Iwan! Cześć. Jak widzę dalej radzisz sobie z życiem? - zagadnąłem przyjaźnie. Ciekawe, co ma do powiedzenia.

Napisano

- Jakoś się ciągnie - odpowiedział z lekkim uśmiechem - niestety dzisiaj skończyło mi się mydło, a kolejny przydział będzie dopiero za tydzień. Mógłbyś mi pożyczyć trochę twojego? Wiesz, że nie pachnę przyjemnie po kilku dniach bez mydła - zaśmiał się zarzenowany.

Napisano (edytowany)

Kiwnąłem głową z pełnym zrozumieniem. Problemy Iwana rzucają się czasem w oczy, a raczej w nozdrza. Poza tym, w końcu to dobry znajomy, a ja i tak używam mydła raczej oszczędnie. Nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie, tym cholerstwem z ledwością dawało się wymyć choćby ręce. Pomyślałem przez chwilę o konsekwencjach swojej decyzji, po czym poklepałem kolegę po plecach.

- Nie ma problemu, zgłoś się po robocie. Tylko nie spodziewaj się cudów, sam nie mam za wiele. - powiedziałem przepraszająco, powoli kierując się ku wejściu do miejsca pracy.

Edytowano przez Po prostu Tomek
Napisano

- Wielkie dzięki - odparł Iwan uśmiechając się od ucha do ucha - Nie wiem co by było, gdybym nie miał mydła przez więcej niż dwa dni. Ratujesz mi skórę.

Szliście dalej, w milczeniu. Kolejka posuwała się sprawnie, ale ilość pracowników była tak duża, że i tak musieliście czekać dobre pół godziny.

- Kolejny dzień, pracy dla dobra partii - powiedział z westchnieniem Iwan - ciekawe, czy i dzisiaj nie wydarzy się nic ciekawego.

Napisano (edytowany)

Odwzajemniłem uśmiech Wańki. Lubiłem go między innymi właśnie za ten zaraźliwy uśmiech. Potrafił poprawić humor nawet po znojnym dniu pracy "dla dobra narodu".

- Wiesz co? Oby nie. Ciekawe rzeczy mogą oznaczać problemy. - odparłem z cicha na jego pytanie, wykazując się zaczątkami paranoi. I jeszcze ta kolejka, przesuwająca się do przodu w tempie ślimaka pomimo całkiem sprawnej organizacji. To potrafiło działać na nerwy, przynajmniej kiedyś. Ale było widać, że Partii zależy na sprawnej robocie. Pozwoliłem sobie skrzywić lekko twarz, tak na ułamek sekundy, by dać upust emocjom. Zawsze będę mógł powiedzieć, że ktoś mnie nadepnął.

 

(Nie przeszkadza ci, że sobie dorabiam historię? Chodzi o te teksty w stylu "za to go lubiłem".)

Edytowano przez Po prostu Tomek
Napisano

(Nie, wcale mi to nie przeszkadza)

Tymczasem kolejka dalej posuwała się powoli. Pół godziny później przyszła wasza kolej by się wylegitymować i zacząć pracę. Podeszliście do strażnika, który miał zweryfikować waszą tożsamość.

- Witajcie towarzyszu - przywitał się obojętnie - Imię, nazwisko i stanowisko przy jakim pracujesz?

Napisano

Powitałem strażnika niemym ruchem głowy. Mechanicznie, niemal bez udziału woli odpowiedziałem na zadane mi pytanie.

- Towarzysz Antoni Kupała, pracuję przy sieczkarni.

Sieczkarnia ręczna w dwudziestym pierwszym wieku. Boże drogi. Nagle zastanowiła mnie pewna rzecz. Ciekawe, co by się stało, gdybym pominął tytuł towarzysza przy zwracaniu się do oficjela. Oczywiście nie zamierzałem próbować, ja chcę wrócić do domu. Po wylegitymowaniu postanowiłem niezwłocznie rozpocząć pracę.

Napisano

Ruszyłem zatem, by bez reszty zająć się pracą. Nadałem sobie średnie tempo. W sam raz, by zadowolić partyjnych, lecz bez przepracowywania się. Sztuka ta, znana pewnej grupie osób pozwala na zaspokojenie swoich aspiracji zawodowych w całkowitej równowadze z własnym zdrowiem. Obejrzałem się przez ramię, by przesłać Iwanowi nieme pożegnanie.

Napisano

Sam Iwan jak zwykle z przyklejonym do twarzy uśmiechem również pokiwał ci głową. Ruszył w swoją stronę a ty w swoją. Zapowiadał się kolejny nudny dzień w pracy.

Napisano

Zatem począłem spełniać swoje obowiązki wobec państwa i Partii z tym samym od lat poczuciem nudy i beznadziei. Starałem się tylko stosować swój wypracowany system i nie zepsuć maszyny. Wiedziałem, że nie jest to wcale bardzo trudne. Od dawna wszystko było wadliwe.

Napisano

Pracowałeś dalej, starając się pracować tylko tyle ile trzeba. Na teleodbiornikach co chwila pokazywali nowych myślozbrodniarzy albo ogłaszali zwycięstwa partii w najróżniejszych dziedzinach.

Napisano

Musiałem przyznać przed sobą jedną rzecz. Mianowicie z jednej strony szkoda było mi tych biednych ludzi. To, co wyprawiała z nimi Milicja było okropne. Lecz z drugiej strony za darmo nie dostają, przynajmniej tak uważam. W końcu zostałem wychowany na zasadzie "nie ma kary bez zbrodni" i odwrotnie. Po krótkiej chwili takiego rozważania ponownie skupiłem się na maszynie.

Napisano

Pracowałeś dalej nie zwracając na nic uwagi, kiedy nagle coś się wydarzyło. Hałas dochodził z drzwi do maszynowni. Nagle jej drzwi się otworzyły i kilku strażników wyprowadzało skulonego ze strachu mechanika, jakby to był jakiś morderca lub myślozbrodniaż.

×
×
  • Utwórz nowe...