Po prostu Tomek

Brony
  • Zawartość

    1739
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

726 Equestriańska Legenda

O Po prostu Tomek

  • Ranga
    kosmiczny pojeb
  • Urodziny 22 Lipiec

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Głębie internetu
  • Zainteresowania
    ur mum
  • Ulubiona postać
    Chrysalis, Nightmare Moon, Lyra, Neon, Bohun, Windigos. W losowej kolejności. Ah, zapomniałem o Berry Punch :^)

Ostatnio na profilu byli

14317 wyświetleń profilu
  1. Chyba nawiedza mnie bezdomny. Z portfela zniknęło mi x miedziaków które miałem tam na czarną godzinę a z lodówki butelka piwa. Jeszcze rano tam była.

    1. Pokaż poprzednie komentarze  [1 więcej]
    2. Talar

      Talar

      Myślisz że Ci wszyscy menele wiedzą, że są menelami? Nie, oni są w nieprzerwanym transie, który najpierw włącza się na kilka godzin, ale z czasem już na stałe. Myślisz, że dlaczego oni tak śmierdzą, nie da się z nimi nawiązać kontaktu i chleją na potęgę?

    3. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Ale nie mam ani dziur w pamięci, ani nic, a do tego to piwo jak wychodziłem do pracy było jeszcze w lodówce, między oranżadą a keczupem. Telepatycznie miałem je wypić? xD

    4. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      Plus nie piję nałogowo już od jakiegoś czasu. Więc ciąg alkoholowy jest taki... dość naciągany.

  2. Hamzat pokiwał żwawo głową, w pełni zgadzając się z Sigrid. Węże są paskudne, jadowite, skryte, kojarzą się z kłamstwem i w sumie jak się tak dopatrywać, to nawet z grzechem. Jakkolwiek kapłan mógł mieć trochę racji z tym obrażaniem bogów normalnych okolicznościach, mężczyzna solidnie przypuszczał, że teraz już i tak nie ma to większego znaczenia. I tak chyba wpakowali się w jakieś konkretne gówno. Logika kazałaby spieprzać jak najdalej stąd. Nadżibullah nawet jakby bardzo chciał nie mógł nie dostrzec znaków, że cokolwiek jest tutaj na rzeczy, to jest motzno nie halo. Jednak logika z reguły miała mało wspólego z bóstwami wszelkiej maści, często zostawiając liczących na nią biednych ludzi samym sobie. Tak było i tym razem, bo w końcu nomada dostał poważne zadanie od Księżycowego Boga. Likwidację. Jeden bożek w tę czy wewte nie robił aż takiej różnicy. ...chyba. Ten tutaj może być tak jakby mniej martwy. Hamzat pokładał w swoim bóstwie ogromne nadzieje w tym momencie. Liczył, że jak coś, Księżyc go wesprze i okaże się silniejszy od jakiejś tam kobry. Naprawdę na to liczył. Myśląc o tym, postanowił nieco bliżej zapoznać się z miejscem z tymi symbolami. To mógł być jakiś przycisk. Potencjalnie. Z przyciskami w świątyniach był jednak pewien problem - sporo z nich aktywowało paskudne mordercze pułapki. Dlatego dokładnie obadał okolice domniemanego guzika w poszukiwaniu otworów, szczelin ujawniających zapadnie, albo śladów ruchu mechanizmów na ścianach. Jeśli nic nie znajdzie, zawoła do tego wszystkiego łysego klechę.
  3. Hamzat delikatnie zmartwił się cierpieniem nieprzywykłej do gorąca lejącego się z nieba dziewczyny. W końcu była cudzoziemką, pochodziła z zimniejszych rejonów gdzieś na Północy. Postanowił zatem coś z tym zrobić i chociaż przyodziać ją stosownie do warunków panujących na pustyni. Tylko że nie teraz, ale potem, bo teraz był zajęty podążaniem za jakby opętanym kapłanem, który dzielnie popylał do przodu mimo braku wielbłąda i śmiesznych łachów. W sumie może był trochę opętany przez tego swojego boga? Kto wie? Na węża Nadżibullah aż tak wielkiej uwagi nie zwrócił. Znaczy, trochę się przestraszył, ale skoro gad postanowił zejść im z drogi, to nie musiał się nim martwić. Zresztą, znał odtrutki. Gdy mężczyzna zobaczył świątynię, pomyślał jedno. Ci ludzie z dawnych czasów widocznie skonstruowali za mało pylonów, bo miejsce było straszną ruiną. Ale chwila moment. Coś się nie zgadzało. Posążek bóstwa jakiemu zapewne była poświęcona budowla trochę się nie zgadzał z tym co wcześniej uzgadniali z łysolem. A i wąż z wcześniej może nie był taki przypadkowy? - Ej, ej, zaraz, chwila - Hamzat pogonił wielbłąda by zagrodzić kapłanowi drogę. - Stój, stop, prr. Coś mi tu śmierdzi, zobacz na ten posążek. To nie ta świątynia. Dlaczego bóg-sokół miałby cię chcieć w domu boga-węża? Sokoły jedzą węże, czy coś.
  4. - Ja wiem że to brzmi strasznie skomplikowanie - powiedział Hamzat powoli, tak żeby Sigrid dobrze zrozumiała. Wiadomo, bariera językowa i te sprawy, dziewczynka mogła dość łatwo czegoś nie załapać jakby się zbyt pospieszył. - ale zasadniczo chyba to działa tak, że wszyscy bogowie istnieją. I mój, i twoi, i tego łysego fagasa. No i mój Bóg dał nam zlecenie na dokończenie jego bożków. Tak na amen. No i nam pomoże swoją mocą. Super, no nie? Tak czy inaczej, trzeba było wracać do roboty więc jeszcze ostrzegł Sigrid, żeby ta nie pisnęła kapłanowi ani słówka na ten temat. Gdy ten znów się pokazał, po tym jak udało mu się dodać do scenerii nieco efektów specjalnych, Nadżibullah pokazał trochę możliwie szczerej radości. Skinął mu głową. - Ruszajmy więc - oznajmił z umiarkowanym entuzjazmem, po czym w rzeczy samej ruszył za kolesiem o pokręconym imieniu.
  5. Czaicie taką ironię: powiesić się na walentynki?

     

    xD

    1. PervKapitan

      PervKapitan

      Co w tym ironicznego?

    2. Pawlex

      Pawlex

      Każdy dzień jest dobry na zrobienie z siebie huśtawki. 

  6. Tak w sumie szedłem po schodach do domu po pracy, i tak pomyślałem o czymś. Licząc od osiemnastki, to moje piąte samotne walentynki. Licząc w ogóle, chyba dwudzieste trzecie. Albo 24.

     

    Trochę w sumie żałuję, że przyszło mi to do głowy.

    1. Pokaż poprzednie komentarze  [3 więcej]
    2. Pawlex

      Pawlex

      III aksjomacie łączmy się. 

    3. Po prostu Tomek

      Po prostu Tomek

      >tfw jesteś twardym komuchem ale mimo to spełniasz jedno z założeń ankapu

    4. Dairinn

      Dairinn

      Ja mam kota, będzie mi dotrzymywał towarzystwa w walentynki :giggle: 

  7. Hamzat odetchnął z ulgą kiedy tylko upewnił się już, że kapłan na stówę go nie widzi i nie słyszy. Gadanie z nim dłużej niż trzeba to ciężka sprawa. Grunt jednak, że na razie chyba działa. Mężczyzna szybko postanowił nie tracić czasu i pogadać z Sigrid, jedyną inną normalną osobą w tym kawałku pustyni, na temat tego, co się właśnie działo. - Słuchaj, Sigrid - Nadżibullah bez ceregieli przyklęknął na topniejącym śniegu - Ten złamas zrobił coś solidnego. Uwierz albo ni, objawił mi się mój bóg, a nie jego. Dał nam zadanie. Mamy wykorzystać tego ciecia do zlokalizowania dla niego tych różnych starych bożków. Jak znajdziemy, doniesiemy o tym Księżycowemu Bogu, a on się tym już zajmie. Mniej więcej tyle. Może tutaj da się pogadać też z twoimi bogami, kto wie. Tylko jak chcesz próbować, to może nie przy kapłanie. To chyba tyle. Masz jakieś pytania?
  8. Huh. Trochę szkoda że absolutnie nie kojarzył języka zmartwychwstałego klechy. Było by przydatne wiedzieć o nim cokolwiek ciekawego, by z czasem może rozumieć go co mówi, kiedy myśli, że Hamzat nie rozumie. No ale cóż, tak bywa. Koleś żył zapewne tak dawno temu, że jego lud kompletnie wymarł czy coś, a język zaginął. W końcu ruiny tej dawnej cywilizacji byli w końcu, cóż, dawne. Poklepał kapłana po plecach, chcąc dodać mu nieco otuchy, bo nie jest mu potrzebny nikt załamany. Najlepiej by było jakby kapłan współpracował dobrowolnie i z motywacją. - Hmmm. Myślałem, że mogę kojarzyć jakim językiem mówisz, ale niestety - powiedział. - Nie jest źle. My mamy, ciebie, ty masz nas, a przed nami stoi misja. Jest nadzieja, twój bóg nas potrzebuje. Chodźmy. Potrzebował chwili sam na sam z Sigrid, zaczął więc dyskretnie szukać okazji.
  9. To znowu ja. Machnąłbym jakąś pony sesyjkę, coś co może mieć cięższe motywy, ale bardziej pod komedię.
  10. - Nasze strzały i granaty zwabiły całe powierzchniowe gówno z okolicy - oświadczył Patyk, wtórując swoimi strzałami twoim. W ciemnościach zaświeciły oczy, jakieś zabite szczurowate gówno wielkości psa wytoczyło się martwe, zastrzelone, w światło księżyca. Twój towarzysz ostrzeliwał się co jakiś czas. - Lepiej prowadź do tej twojej miejscówy, bo nie wiadomo czy i spod ziemi coś nie wyjdzie. A jak obudziliśmy mutaski biegające w dzień, to w ogóle przejebane. Znów w coś strzelił, między sklepem a klatką schodową na lewo od wejścia. Jęknęło prawie jak człowiek jak zdechło.
  11. Kiedy schodziłeś na dół, już wiedziałeś, że coś jest nie tak. Rozległa się krótka seria, a kiedy podszedłeś do Patyka, ten próbował gorączkowo powstać. - Dam radę, tylko mnie podeprzyj - powiedział szybko, po czym oparł się i ciebie i pomógł sobie wstać. Wymierzył broń w ciemność, z której dobiegały jakieś skrzeki i znów strzelił. - Dawaj na jakieś miejsce do obrony, albo coś, mam nadzieję, że znalazłeś. Zaraz będą ich dziesiątki.
  12. Nadżibullah wzruszył ramionami. No on jest stąd i urodził się tu i mieszka od zawsze. Czasem bywał może w innych krajach ale jest aż boleśnie tutejszy. Więc trochę się zdziwił oraz lekko poirytował podejściem klechy. Słyszał o tych niektórych rzeczach, ale były to jakieś historyczne dzieje i niespecjalnie go to obchodziło. Jak zapewne większość nomadów. Może emir był bardziej ogarnięty. - Nie mam bladego pojęcia o kim mówisz - postanowił być dobitny i brutalny, by uzmysłowić kapłanowi w jakiej potrzebie może być jego bóg. - A takie obrazkowe pismo zdobi prastare ruiny i inne takie syfy. Sporo z nich poobkładano naprawdę siarczystymi klątwami podobno. Szanuję, ale jeśli chcesz taką znaleźć to mam nadzieję, że znasz dobre uroki twojego boga. Słuchaj, mam takie pytanie. Czy możesz coś powiedzieć w tym swoim języku jeszcze raz? Chciał się upewnić, czy mówi podobnie jak fellahowie czy jednak inaczej.
  13. - NIe wiem, kto teraz jest królem, nie zawracałem sobie tym dupy. - przyznał bolesnie szczerze Hamzat. Nie wyznawał się aż tak na polityce i bardzo rzadko zdarzało mu się mieć do czynienia z kimś z szlachetnych rodów, trochę częściej z wodzami plemion. Głównie jako truciciel i łotr za pieniądze. Może mógł sobie przypomnieć? - To kraj pustyni i ruin, żyjemy tu my i fellachowie, na wybrzeżu też biali kupcy, kuffar. Świątynia... hmmm... niech pomyślę. W mieście jest coś dla Księżycowego Boga, tak. I nie wiem, Sigrid. Może? Chyba?
  14. Gdyby nie fakt, że wciąż znajduje się pod czujnym wzrokiem kapłana, odetchnąłby z ulgą. Powstrzymał się jednak, podtrzymując maskę. Klepnął się lekko po czole dla efektu. Wstyd się przyznać, ale położenie kałpana nieco go cieszyło. Tak lekko. Miło było utrzeć nosa takiemu wywyższającemu się paskudnikowi. - Toż już ci powiedziałem. Potrzebuje naszej pomocy. Nie wiem ile czasu minęło tutaj, ale tam to była tylko krótka wiadomość, szybka komunikacja. Widocznie nie mógł sobie pozwolić na coś więcej. Musimy się pospieszyć. Jesteś najlepszym, kogo ma - posmarował nieco kolesiowi, a co - i ty będziesz nam przewodził. Ale miał ochotę puścić oczko Sigrid, żeby wiedziała. Niestety nie mógł, więc nie puścił. Potem jej powie.
  15. Hamzat pocił się trochę mimo tego, że było zimno. W sumie trochę zamierzał gra głupa, pomoc boga była więc jak najbardziej przydatna i doceniona. DObra, jakieś pustynne zwierzę. Hmmm. Szakal? Nieee, gość się obrazi. Krokodyl z oaz? Brzmi w sumie dobrze. Kurwa mózgu pospiesz się nieco, mijają cenne mikrosekundy, okej? Mamy start. To powinno być coś takiego poważnego, majestatycznego, bo łysol wypowiada się o wszystkim z wyższością i ten jego bóg musi być kimś ważnym skoro wskrzesił swojego sługę. Lew? Hmm. Cieplej. No jasne! Hamzat, pierdoło jaki ty czasami jesteś głupi. No przecież jest sokół! A i mężczyzna kojarzył bajania o jakimś bogu sokole z w cholerę dawnych czasów. Dobra, to załatwia sprawę. Teraz Nadżibullah odegrał scenkę jakby go oświeciło. Zadbał, by nie było widać że skupił wzrok wyraźniej na sokole choćby na chwilę. Wyciągnął rękę, wskazując na słońce. - To był... - powiedział takim poważnym, wyniosłym i natchnionym tonem - taki słoneczny sokół, królewsko szybujący na niebie. Tak. Totalnie to widziałem. Ale będzie heca jak to nie ten, pomyślał nielegalny alchemik.