Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

f75oFoY.jpg

 

Wygląd i charakter:

 

Clockie to 17-nasto letnia klacz ziemna, ma jaśniutką żółtą grzywę i zielone oczy. Jej usta są lekko ciemniejsze od reszty ciała. Nie należy do najwyższych, ani najsilniejszych kucyków. Jest łagodna i zwykle nie broni swojego zdania a raczej ulega innym. Od dziecka jest strachliwa, dlatego woli żyć w grupie.

Nie mówi za dużo, ale chętnie dzieli się z innymi swoimi pomysłami. Lubi grzebać we wszystkim co mechaniczne, za to nie znosi długiej paplaniny, takowa ją szybko usypia, sama nie ingeruje w walkę dopóki nie zajdzie taka potrzeba. Uważa że nie musi się wtrącać w coś co jej nie dotyczy.

 

Historia:

 

Clockie nie zna swoich rodziców, tak naprawdę nawet nie zna ich imion. Wiele lat temu, kiedy była zaledwie mała klaczą zdarzył się okropny wypadek. Manehattan stanął w płomieniach, całe miasto mieniło się czerwienią kiedy powoli trawił je ogień. Miastowa straż pożarna starała się z całych sił żeby ocalić miasto, nikt jednak nie wiedział jaki horror przeżywali mieszkańcy. Ich własne mieszkania okazały się zdradliwymi pułapkami, tlące się drewno i resztki sufitu spadały na głowy biednych ofiar, kiedy te próbowały uciekać przed żywiołem. Clockie mając tylko 4 lata szukała swoich rodziców, jednak na nic nie zdały się krzyki małej klaczki, płonące belki przywaliły drzwi zamykając ją w śmiertelnej pułapce. Kiedy ze strachu skuliła się, przytulając swojego małego misia i płacząc cichutko, naglę ktoś uderzył w potężna barykadę, odrzucając zgliszcza od drzwi. Clockie nie zdążyła się nawet przyjrzeć swojemu ratownikowi, jedyne co ujrzała to to że poruszał się na dwóch nogach, był przysłonięty czarną płachtą i miał czerwone krwiste oczy.

 

Klaczka nie wiedziała ile minęło dni, ciągle żyła strachem z ognistej nocy. Dowiedziała się że ten kto ją uratował nazywał się Joe, i nie był zbyt rozmowny, nawet nie był kucykiem. Jechali przez wiele dni wozem, Joe tylko przychodził co jakiś czas dać małej coś do jedzenia i picia. Jechali przez wiele dni i nocy. Wóz którym jechali co jakiś czas wydawał z siebie skrzypienie żelastwa i ponuro pomrukiwał. Clockie bała się o cokolwiek zapytać Joego, przez jego szkarłatne oczy. W końcu pojazd się zatrzymał, a malutką klaczkę oślepiło jasne światło dnia. Wtedy zaczęła się jej przygoda.

 

Przez wiele lat Clockie przypatrywała się walce, która podejmował jej wujek. Tak kazał jej się nazywać, nie przepadał za swoim imieniem. Zawsze zabierał ją ze sobą i kazał obserwować którymi ścieżkami podążał wróg i jak się zachowywał. Nie znała nikogo prócz Joego, jedyne na co jej pozwalał to była zabawa zniszczonymi kawałkami robotów, które wujek przynosił jako łup ze swojej walki. W ten sposób poznała swój talent, mianowicie majsterkowała ze wszystkim co się da. Jej pierwszym wynalazkiem była rakietnica z której można było wystrzelić parę rakiet naraz. Joe doceniał jej pracę ale nigdy nie okazywał jej żadnych uczuć. Kiedy wracał wraz z nią, nie było różnicy czy wygrali czy przegrali. Na jego twarzy zawsze panował grymas oraz spojrzenie jego smutnych, krwistych oczu. Clockie nie miała przyjaciół, miała tylko wuja i tylko o niego się martwiła.

 

Pewnego dnia, Joe biegł przez most uderzając wroga saperką prosto w twarz. To rozbawiło już prawię dorosła klacz i ta z daleka szczerze uśmiechnęła się do niego. Po raz pierwszy w życiu wujek nie odwrócił wzroku, tylko przystanął i pomachał do niej. Rozległ się huk, po czym uśmiech znikł z ust Clockie i zobaczyła powoli osuwającego się na ziemię Joego. Klacz biegła ile sił w nogach krzycząc do swojego wuja, jednak ten tylko przyklęknął i wciąż uśmiechał się do niej. Zanim zdążyła dobiec, było za późno. Joe trzymał się za pierś z której powoli wypływała krew. Świst kul i wybuchy granatów nie wydawały już żadnego dźwięku, wszytko ucichło.

 

Clockie zdążyła jedynie ostatni raz zajrzeć w szkarłatne oczy wuja. Jednak te już nie błyszczały tak jak dawniej, jedynie widziała w nich gasnący cień życia.

 

Jednak Joe nie zostawił klaczy bez ochrony...

 

Dostała prezent...

 

KlOJR3H.png

 

Niedługo przekona się że kluczem do zwycięstwa jest...

 

p1AyPVc.png

 

Nienawiść...

 

Od tamtej pory Clockie krąży razem ze swoim towarzyszem Snajperem po świecie wyczekując momentu na zemstę...

Za śmierć rodziców, jej wuja... i jej samej.

Edited by Daniel_
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Świetne opowiadanie, podobało mi się! Motyw z sharinganem - super.

Z intrygowało mnie zdanie "Klacz biegła ile sił w nogach" xD Ale oprócz tego wszystko w porządku, bardzo fajnie piszesz.

Zamierzasz stworzyć kontynuację? Mogłoby być ciekawie. :fluttershy4:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Smutna opowieść. Nie spodziewałem się takiej zwłaszcza po wcześniejszych artach z Clockie :v . Opowiadanie jest ładnie napisane (choć rzeczywiście te nogi można na kopyta zamienić :rainderp: ). Bohaterka też ładnie wygląda (uwielbiam jej zielone oczy :x ). Wypadałoby jednak coś dopowiedzieć o jej znajomości ze Snajperem (pojawią się tak ni stąd ni zowąd na samym końcu). Ale i tak mi się bardzo podoba i czekam na więcej artów i opowiadań z udziałem Clockie :rdblink: .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak ogólnie to starałem się streścić jej historię w taki sposób że resztę można sobie łatwo domyślić(chyba xD). Nie wiem czy to jest błąd, kiedy użyje się "biec ile sił w nogach" do czegoś co jakieś kończyny ma, bo to jest raczej takie powiedzenie niż stwierdzenie tylko i wyłącznie do człowieka. Ale dzięki za wskazanie, następnym razem napiszę "ile fabryka dała" albo "biegła tak szybko że spod kopyt szły iskry!"  :rainderp: . Coś wymyśle :D. No i cieszę się że niektórym się podoba.


Zamierzasz stworzyć kontynuację? Mogłoby być ciekawie.

Może kiedyś  :lunathink:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wow. Pierwszy OC, który nie jest taki... jak inne, który mi się spodobał. Historia ciekawa i nadaje się na fanficka, tylko trochę dłuższa powinna być. A co do ,,Biegła ile sił w nogach'' to pasuje, bo kucyki mają nogi. Dużo ,,...'', co sprawia, że historia jest ciekawsza. Brawo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe całkiem. Sądzę iż polubiła by się z moim starym oc-kiem którego na stronie nie ma (a był...). To jest takie inne od reszty. Ow. Jako iż grasz w Team Fortressa. Czy jej towarzysz Snajper to nawiązanie do Mundiego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim celem dodania tego snajpera na końcu było takie... zostawienie sobie furtki, jeśli chciałbym kontynuować te opowiadanie. Ja nawet kiedy kończyłem pisanie jej historii, wiedziałem co mogę napisać dalej zamiast wstawiać tego urywka. Ale to jest jednak tylko takie krótkie wprowadzenie do postaci, przedstawienie jej. No bo gdybym chciał napisać jej caluteńka historię i dalsze dzieje to musiałbym zmienić dział  :twiblush:

 

Nie to raczej nie jest nawiązanie do Mundiego.( Nawet nie wiem za bardzo kto to jest?)

Share this post


Link to post
Share on other sites


Czyli ma się rozumieć wymiatacz TF2? Nie za bardzo rozumiem, skąd się tam wziął ten żołnierz.

 

Nie do końca wiem o co ci chodzi :wut: . Ale postaram się wyjaśnić, żołnierz znalazł się w Manehattanie przez przypadek... Zabrał z stamtąd malutką Clockie i uciekł, z powrotem do świata Tf2. Nie pytaj jak, bo to miało być raczej coś na miarę streszczenia a nie pełnego Fanfica :rd11:. I szczerze nie myślałem nad tym tak dokładnie. Aktualnie jestem zajęty wymyślaniem Clockie całkiem nowej historii, na potrzeby Roleplay i nie specjalnie chce mi się tworzyć tą historię od podstaw.. W Equestrii dzieją się dziwne rzeczy czyż nie? :rainderp:

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...