Mephisto The Undying

Mistrz Gry
  • Zawartość

    10939
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

499 Wzorowa

O Mephisto The Undying

  • Ranga
    The Sun Before It was Cool
  • Urodziny 15.09.1898

Informacje profilowe

  • Płeć
    Steven Magnet
  • Miejsce zamieszkania
    GOP
  • Zainteresowania
    Gry, muzyka głównie metal, potrafię strzelać z łuku, pistoletów (różnych)
  • Coś o sobie
    Słucham metalu i rocka, i w sumie wszystkiego co mi się spodoba (ale metal gra pierwsze lutnie napędzane błyskawicami), jestem dziecinnym człowiekiem bo dojrzałość jest nudna... bo kto bogatemu zabroni? Na ogół rozśmieszanie ludzi dobrze mi wychodzi, no chyba że ktoś jest suchą dętką, albo uważa że dla niego humor musi być inteligentny. Mam psa który boi się prawię wszystkiego (nawet pustych butelek po coli). Pozdrawiam.

    P.S. DragonForce, HammerFall, Powerwolf, Iron Maiden 4zawsze.

Ostatnio na profilu byli

28093 wyświetleń profilu
  1. Oh boi, nigdy nie byłem fanem Stacrafta, ten soundtrack też jest moim zdaniem nudnawy. 4/10 Eeeeeeeeeeeenter the...
  2. - Zbieraj się lepiej stąd maluchu - Theo spojrzał w kierunku z którego dochodziły odgłosy, wyjął ręce z kieszeni, przykucnął i nakreślił palcem na ziemi runę-pułapkę, która miała unieruchomić kogokolwiek kto by na nią wszedł. Potem znowu schował ręce do kieszeni i rozejrzał się za czymś czym mógłby zakryć swoją twarz. Dalej nie miał za bardzo ochoty się ujawnić. Ani tym bardziej wpisywać na jakiś rejestr. Cały czas nasłuchiwał czy aby głosy nie są zbyt blisko.
  3. Po podejściu do szafy i otwarciu drzwi twoim oczom ukazała się dwójka uczniów. Ten sam wampir co dziś rano i inna uczennica, ciemnowłosa, w okularach, była też znacznie niższa od wampira, ale raczej starsza. - Och... dzień dobry pani - wampir uśmiechnął się niepewnie, podobnie jak dziewczyna. - Co panią tu sprowadza? Bo my tu właśnie sprzątaliśmy - powiedział kiwając głową. - Tak, tak. Sprzątaliśmy. I ten... w szafie był bałagan. No i trzeba było posegregować rzeczy - uczennica również brzmiała jakby nie wiedziała zupełnie co powiedzieć. Widać było, że kłamią. Pozostawało pytanie czy słyszeli twoją rozmowę z agentem?
  4. Czyli trafił, niestety wampir wyczytał z jego ekspresji znacznie więcej niż krasnolud chciał. - Ach, wybacz... po prostu... ciężko to czasem odróżnić... u Krasnoludów jest łatwiej, albo masz brodę i jesteś facet, albo nie masz i jesteś baba - podrapał tył głowy z niepewnym uśmieszkiem. - Ale wiesz, Torin, jeśli jesteś medykiem, znasz się na fachu i takie tam, to jak na moje gdyby to miało mi uratować dupsko to nawet jakbyś własnymi zębiskami miał mi spuścić krew to bym się raczej nie obraził. Się co prawda na medycynie nie znam, najwyżej ranę mogę opatrzyć, więc dobrze to chyba dobrze, że też tu jesteś - oznajmił. Zaraz potem odchrząknął. - No, także ten - znowu odchrząknął.
  5. Po schowaniu szkatułki do torby i wyjściu razem z resztą na zewnątrz pozostało chyba już tylko ruszać, ale coś jeszcze zaprzątało myśli kapłana... Rulmolrig miał okazję spotkać kilka wampirów, które niestety nie były tak przyjazne jak ten tutaj, który go zaciekawił, w końcu medyk wampir to rzadkość, chyba nikt temu nie zaprzeczy. Ta ciekawość sprawiła, że krasnolud miał ochotę zacząć z nim rozmowę, poczekał moment i podszedł do medyka. Odchrząknął znacząco. - Przepraszam... - tu coś go mu się przypomniało, przez co prawie natychmiast wyglądał na zaniepokojonego, nie przestraszonego, raczej jakby właśnie stanął przed dylematem "Jasna cholera, on jest facetem... czy babą...? Dlaczego wampiry wyglądają tak elfio! Już elfy trudno odróżnić..." pomyślał szybko i wytarł pot z brwi. -... panie... Torin, prawda? - zapytał niepewnie. Miał nadzieje, że się nie pomylił. - Pan mówił, że jest medykiem, tak się zastanawiałem, spuszcza pan krew z pacjentów pijawkami, czy samemu ją wypija? - zapytał opierając łokieć o trzonek młota.
  6. Krasnolud skinął głową na znak podziękowania i zeskoczył z krzesła. Chwycił swój młot i odchrząknął. Podszedł bliżej do szkatułki. - To ja to wezmę. Srebro mi niezbyt przeszkadza, a i torbę mam do której mogę takie rzeczy chować - oznajmił wyciągając po nią ręce. Może nie uznał się za przywódcę, ale uznał, że raczej wampir ani wilkołak nie będą mieli ochoty nieść niczego ze srebra, a nikt inny na razie jakoś nie kwapił się żeby ową szkatułę wziąć. Gdy już ją zabrał i schował do torby odwrócił się do reszty. - Ja mogę ruszać. Jeśli konie mają już zapasy, to w zasadzie, jak na moje, jesteśmy gotowi. No chyba, że ktoś tak nie uważa?
  7. Och... wystawa o magii. Jak to się zdarzyło, że Theo nigdy tu nie był? Chociaż domyślił się, że jeśli nie było tu słowika ale wydarzył się atak, coś tu musiało być. Powoli przekręcił swoją głowę w kierunku wilka, zaraz potem, całe ciało, tak żeby stać do niego przodem. Nie wyjął rąk z kieszeni. Wpatrywał się tylko w istotę. - Co my tu mamy? - zapytał, - chowaniec? A może wolny duch? - dodał dwa kolejne pytania.
  8. Po wkroczeniu do klasy usłyszałaś tylko ciszę. Nie zobaczyłaś też nikogo, nawet po wejściu dalej i rozejrzeniu się. Zupełnie jakby ktokolwiek tu był wyparował. Jedyne co teraz było zastanawiające to szafa pod ścianą. Zdawała się wciąż mieć w sobie klucz. Do tego, przekręcony w taki sposób, że była otwarta. Drzwi co prawda były zamknięte, ale nie na klucz. Czyżby zapominalski nauczyciel?
  9. Mechaniczne pułapki zdecydowanie były mniej niebezpieczne od magicznych. Chociaż to mogło być złe określenie. Mniej śmiercionośne, większe szanse przetrwania. Tak, to ma więcej sensu. Gdy wszedł następny człowiek, łatwo było poznać, że nie należy do tych przyjaznych względem wszystkiego co człowiekiem nie jest. Po samej jego reakcji, nawet przed zobaczeniem upiornego uśmiechu wampira. Na przywitanie krasnolud tylko kiwnął głową, potem wrócił do studiowania mapy i tym samym planowania co zrobić.
  10. Meztli zaiste miał krzepę. Jednak widać było to po nim, więc nie było się co dziwić. Już drugi raz prawie połamał Iana. Chociaż wydawał się bardzo przyjazny. Zastanawiało go jednak kim była teraz jedyna osoba której twarz kojarzył. Po usłyszeniu żartu uśmiechnął się, ale czuł, że nie jest to ostatni raz kiedy go usłyszy. Sporo było wojowników, więc najpewniej i Ian był takowym. Wolał to niż bycie faraonem. Co jednak go ciekawiło to jedzenie, aztecka kuchnia była czymś co trudno było spróbować. Zwłaszcza w jego rodzinnych stronach. W zasadzie wątpił żeby gdziekolwiek poza Amerykami dało się coś takiego zjeść w barze. Spróbował trochę, czego pożałował bo dość mocno wypaliło mu to gardło, ale spróbował to przetrzymać. - Więc, jak życie się wiedzie? - zapytał Meztila, tylko po to by jakoś zacząć konwersacje.
  11. Mag wziął głęboki wdech gdy już wszedł do środka. - Nienawidzę tłumów - burknął niezadowolony, nawet nie wyjął rąk z kieszeni. Uważał też za straszną herezje zniszczenie części takiego budynku. Niezbyt jednak podobało mu się bycie obserwowanym. Ktoś zdecydowanie potrafił przełamać zaklęcie. A to mu nie pasowało. Założył kaptur z bluzy, tak na wszelki wypadek. Potem, jeśli był w środku, zaczął szukać jakichkolwiek poszlak na temat tego co tu się wydarzyło oraz tego kto to zrobił. Ewentualnie za kimś komu mógłby pomóc. "Raczej nie jest to robota Słowika... to nie w jej stylu. W końcu po co miała by zwracać na siebie uwagę?"
  12. Krasnolud niezbyt dokładnie zobaczył to co było na mapie, dlatego też chwytając krzesło postarał się zbliżyć do biurka z mapą. Przyjrzał się niej uważnie, starając się doszukać skali żeby ocenić odległość. Potem wysłuchał słów mnicha. "Pułapki, truposze i klucze... może być naprawdę ciężko" pomyślał jeszcze. Zastanowił się jeszcze nad słowami zakonnika. Nie znał się na ludzkich kryptach, ale w pułapkach krasnoludy były niezłe, może udało by mu się coś nawet zrozumieć. Chociaż marne szanse, nie znał się na pracy z kamieniem. - Ci bracia którzy wrócili, opowiadali coś o tych pułapkach? Bo sądzę, że mogą być one większym problemem od samych nieumarłych - odezwał się i zerknął na mnicha.
  13. Agent spojrzał na ciebie i wziął wizytówkę. - Wątpię abyśmy musieli działać potajemnie. Niezależnie od tego konieczne będzie podanie uczniom placówki amnestetyków. To standardowa procedura, nie da się jej przeskoczyć. Nie podlega też negocjacji. Ale spokojnie, znamy się na tym. Uczniowie nie stracą istotnych wydarzeń z roku szkolnego, nauczyciele zresztą też - oznajmił. - Z racji, że współpracuje pani z placówką, pani swoje wspomnienia zatrzyma. Ja na razie zajmę się badaniem. I wezwaniem od działu. Nie musi pani mi już towarzyszyć. Poradzę sobie. Miłego dnia - skinął jeszcze głową i odszedł. Po chwili zniknął za zakrętem, wtedy coś usłyszałaś. Cichy odgłos szurnięcia, w klasie obok. Wedle planu powinna być pusta. A więc co tam szura?
  14. - Nie, nie ma rytuału. Po prostu trzeba mieć coś żeby go załatwić - oznajmił. Potem zastanowił się nad drugim pytaniem. - Wprowadziłem się tu już jakiś czas temu. Będzie z siedem lat - stwierdził. - Kurde, to w tym mieście są aż dwa wampiry? Jak to jest, że dopiero teraz jakieś spotkałem? - zapytał Zach. Wyglądał na wyraźnie zaskoczonego. - Musiałeś mieć naprawdę dużego pecha, bo tu jest trochę więcej rzeczy - oznajmił wampir.
  15. Na korytarzu nie było nikogo poza wami. Co jednak było zastanawiające to drobinki czarnego żelu w kilku miejscach gdzie kiedyś była ławka. - Faktycznie, coś zabrało tę ławkę - zebrał jedną próbkę. - Będę potrzebował natychmiastowego kontaktu w wypadku wystąpienia kolejnego takiego incydentu. Przydała by się też jakaś baza tymczasowa w budynku. Konieczne może być też wezwanie oddziału MTF, dla nich też może okazać się konieczna baza operacyjna. Jest pani w stanie to zapewnić, najlepiej jak najszybciej? - brzmiał bardzo poważnie.