Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Mephisto The Undying

Mistrz Gry
  • Zawartość

    10813
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

303 Wzorowa

O Mephisto The Undying

  • Ranga
    I'm Just A Hobo With A Shootgun
  • Urodziny 09/15/1998

Kontakt

  • Discord ID
    Danat The Not Eally E neeT#6182

Informacje profilowe

  • Płeć
    Steven Magnet
  • Miasto
    Kolonia Górnicza
  • Zainteresowania
    Bicie ludzi mieczem w grach :ddddddd
    Czasem też strzelanie do nich z pistoletu
    Albo
    Nie wiem
    Oo
    Przewodzenie Legionowo Stali Armageddonu w walce z fanami Dakka.
    I rpgi
    Takie papierowe
    fRuStRaTiOn Is GeTtInG bIgGeR
    BaNg BaNg BaNg
    PuLl My DeViL tRiGgEr!
  • Ulubiona postać
    Tree Hugger, Starlight Glimmer i Trixie
    Czyli hipis, komunistka i oszust :dddddddddddddd

Ostatnio na profilu byli

30697 wyświetleń profilu
  1. Z racji, że Spooktober się skończył i zaczął nie orzech listopad, to chyba trzeba mieć obrazek postaci która orzechowała przez Mona Lisę :v 

  2. W zasadzie to nie przejmuję się tym ptakiem, Edek jest o wiele lepszy, więc co za różnica? Chociaż muszę przyznać, uniknięcie ataku i odrzucenie mnie było zdecydowanie dobrym zagraniem ze strony mojego oponenta. Edward chaotycznie ruszał łbem szukając ptaka wzrokiem. Ja w tym samym czasie starałem się wylądować na nogach po odrzuceniu. Całe szczęście, udało się. Ale było trochę problematycznie. Cholerna zbroja. Ale no cóż, wybór był pomiędzy odpornością na ataki, a swobodą. I zdecydowanie wybrałem odporność. Teraz za to, mój przeciwnik otoczył się jakąś barierą. Trudno określić jak silna jest z samego spojrzenia, a stanie w bezruchu i gapienie się na wroga nie było dobrym pomysłem. Temu szybko potrzebowałem strategii, która nie była bułą na ryj. - Edek - gdy bestia spojrzała na mnie wykonałem szybki ruch głową i wtedy ptaszysko zaśmiało się i wzbiło w powietrze, chociaż przez swój rozmiar zdecydowanie nie powinno być w stanie. Gdy już zawisnął w powietrzu, zaczął poszukiwać ptaka wroga, raz jeszcze, czekając na moment w którym się pojawi. Ja w tym czasie, przygotowałem następny atak. Wziąłem głęboki wdech i zacząłem biec w stronę wroga, ale tym razem po chwili wybijając się i w powietrzu okrywając się w pełni peleryną, znikając z pola widzenia, oraz za razem w całości z tamtego miejsca. Peleryna zaczęła spadać, a gdy spotkała się z ziemią, spopieliła się w ciągu kilku sekund. Pojawiając się po chwili nad przeciwnikiem, wyskakując z zupełnie nową peleryną spod której wyskoczył drugi ja, bez peleryny. No, w zasadzie to ja byłem tym bez peleryny. Wyskoczył też trzeci, z peleryną. Nasza trójka rzuciła też zaklęcie na przeciwnika, będąc nad jego głową. Nie było to może nic nadmiernie skomplikowanego, ot kilka magicznych pocisków wybuchających przy kontakcie. Gdy nasza trójka wylądowała, postaraliśmy się o otoczenie przeciwnika, wycelowaliśmy też obiema rękami i przygotowaliśmy nowe zaklęcie. A z tak małego dystansu, szansa na to, że wróg uniknie była znacznie mniejsza. Zaraz po wykonaniu ataku, każdy z nas odskoczył, teraz była to walka czterech na dwóch. Będzie ciekawie.
  3. Huh... to było zdecydowanie mniej spektakularne niż na to liczyłem. Edek zagdakał, poirytowany tak widząc sokoła. "Cholera, drań ma własnego ptaka! Co robimy?!" - Nie jesteś ptakiem Edwardzie - zwróciłem się zerkając na koguta siedzącego na mojej ręce. "Do tego nie zrobił tak fajnego wejścia jak my. Publice się to nie spodoba" - Może publika lubi tajemniczych typków? - wzruszyłem ramionami i zwróciłem wzrok na wreszcie przybyłego oponenta. Zaraz potem skłoniłem się z uśmiechem. - Ciesze się, że udało ci się przybyć - oznajmiłem przyjaźnie. "Ale musieliśmy długo czekać!" chociaż, słowa Edka dla mojego oponenta był tylko gdakaniem. Ale trudno. Odchrząknąłem i zarzuciłem peleryną. - Mam nadzieje, że wszystko co będę miał dzisiaj do zaoferowania, będzie dla ciebie wystarczającym wyzwaniem. Trochę minęło od ostatniego czasu gdy miałem okazje walczyć, więc moje umiejętności bojowe są trochę nadrdzewiałe. Mam też nadzieje, że ty też mi takowe zapewnisz - kolejny uśmiech, chociaż zdecydowanie mniej przyjazny. - A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, zacznę - dodałem i gestem głowy nakazałem Edkowi zejść z mojej ręki. Kurczak oczywiście zeskoczył, w momencie gdy dotknął ziemi, jego forma nieco się zmieniła. W zasadzie to bardziej niż nieco. Niewielkie ogniki zaczęły nadpalać jego pióra tworząc małą zasłonę dymną, która to rosła z czasem. Wreszcie zakrywając całego koguta i obszar na około pięć metrów wokół niego, gdy ja sam odszedłem kawałek. Gdy dym wreszcie przestał się pojawiać, zamiast wychudzonego kuraka, pojawiła się paskudna abominacja, która co prawda miała łeb podobny do kurczaka, ale była znacznie większa, wielkości SUV'a. Jego pióra, chociaż wciąż czarne, w był teraz głównie na skrzydłach, na których pojawiła się też dłoń, w tym samym miejscu, gdzie nietoperze miały by kciuki. Chociaż dłonie na obu skrzydłach miały mniej palców, bo zaledwie trzy, a same palce był też niezwykle chude, wciąż nadawały się do chwytania. Szyja, teraz znacznie dłuższa i mniej opierzona, miejsca których nie pokrywały pióra, teraz pokrywała łuska. Podobnie z resztą ciała. A ogon przypominał ogon gada, ale z lotką z długich, czarnych piór. Zmiany pojawiły się też na głowie. Oprócz dodatkowej pary oczu, były też rogi, a z dzioba sączyła się paskudna, mazista ślina, której krople wypalały niewielkie dziury w posadzce. - Może zeżrę tego twojego ptaka, co? - paskudny, gardłowy i ochrypł głos wydany przez Edwarda, był teraz wyraźnie słyszalny dla każdego. Ale nie planowałem przecież pozostać bezczynny. O nie, nie. Przecież to było by nudne. Nakreślając krąg zaklęcia w powietrzu, razem z koniecznymi komendami wyszeptanymi pod nosem. Chwytając wydzielającą się magię w obie ręce podrzuciłem czerwoną energię w powietrze, by ta w połowie drogi zamieniła się w sporych rozmiarów miecz wykonany z ognia, obecnie spadający na głowę mojego oponenta. A sam zaś, rzuciłem się biegiem w jego kierunku. By w momencie gdy będę już w zasięgu, płonącą wręcz stalową rękawicą wykonać podbródkowy.
  4. Nie jest to co prawda ctrl+v a ostatnia rzecz jaką mam skopiowana na telefonie https://mlpforums.com/uploads/post_images/img-255578-1-zPFG6.png
  5. Rzuć k8 na tabelach: a, b, c, d. I siup, mamy charakter postaci. Ale o co chodzi z czuciem więcej niż inni? Co ma znak zapytania do chęci pomocy i dlaczego tajemniczość to jej specjalny talent?
  6. BTW kucyki piszą systemem binarnym Ale tylko na maszynach do pisania. (Jednocześnie drukują teksty literami)
  7. Oooooooohhhh /b/oi Ten fanfic... to jest jednak przeżycie spirytualne. Oprócz tego, że zmiana formatu pliku tekstowego jest łatwa, a i poprawne formatowanie też łatwo zrobić. No i czułem się jakbym oglądał The Room... Te dialogi wydają się być tak... nienaturalne. Jakby słowa postaci były po prostu nie napisane dla nich. Zupełnie jak zdania w podręcznikach, do treningu poprawnej budowy zdań. Poprawne? Pewno. Naturalne? Niezbyt. No i jest też kilka błędów. Jak na przykład wasz, najpewniej w kontekście waż. (also dlaczego nazywasz Celestię "Siostrą Dyrektor Luny"?) No i czym jest Spin off fabularny pierwszego stopnia? Czego spin-offem ma być ten fan fic? Bo jeśli EqG to nie sądzę aby się klasyfikowało. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zapytać: O co chodzi z tym wszystkim?
  8. Jak długo minęło odkąd komnaty i areny tejże sali były otwarte? Zdecydowanie zbyt długo, od co! Lubiłem to miejsce. Jego atmosferę, cel, albo nawet sam wygląd. W arenach zawsze było coś co mnie pociągało. A podobno Fortuna Sprzyja Śmiałym. Ale czy będzie sprzyjać i mi? Kto wie. Wkroczenie w blask areny powinno być efektowne. I zaiste musiałem zastanowić się co zrobić aby tak było. Dlatego przygotowałem się za wczas, wypisując na paruset niewielkich karteczkach słowa i runy zaklęcia. Teraz, cała ta chmara kartek została wyrzucona z mojej Torby Przetrzymywania Rzeczy, wraz z niewielką komendą i iskierką magii, owe kartki przestały być tylko papierem i stały się motylami, których skrzydła był zdobione zdawało by się skomplikowanymi wzorami, które to tak naprawdę był tylko znakami zaklęcia. Wkraczając na arenę wśród delikatnego trzepotu motylich skrzydeł, nie byłem zbyt dobrze widoczny, ale trudno. Płaszcze były fajne, zwłaszcza te wykonane z futra, dlatego teraz, nosiłem jeden jako coś w rodzaju peleryny. Może po prostu chciałem przypominać pewnego Noxiańskiego generała? Nie istotne. Biorąc pod uwagę fakt, że to co miałem pod spodem było zbroją, zdającą się mieć napierśnik stylizowany na żebra, myślałem nawet nad hełmem z przyłbicą przypominającą czaszkę, ale zrezygnowałem. Nie chce być aż tak spooky. Gdy już stanąłem na środku sali, skłoniłem się. Pozwalając przy okazji czarnemu kurczakowi z mojego ramienia przejść na moją wyciągniętą rękę. - Jesteś gotowy Edwardzie? - zapytałem gdy już się wyprostowałem, na co kurczak spojrzał na mnie zaciekawionym wzrokiem. "Jestem. Ale po co ta gierka?" Usłyszałem tylko głos w mojej głowie. - Niegrzecznie było by przygotować się do walki nim oponent znajdzie się na arenie. Dlatego na razie się przywitajmy - oznajmiłem i ukłoniłem się jeszcze kilka razy, tym razem w innych kierunkach. Wziąłem jeszcze głęboki wdech nim rozejrzałem się uważnie po arenie. Wypadało by wykorzystać ją jakoś na moją korzyść. Ale na razie, czekam.
  9. For the Emperor! 

    1. Decaded

      Decaded

      Totally not HERESY

    2. Mephisto The Undying

      Mephisto The Undying

      Nie ma inkwizycji, nie ma herezji 

  10. Vasco obserwował cała sytuacje z zaintrygowaniem, próbując ustać. Co było bardzo trudne, nawet jemu było ciężko. Dlatego po całej sytuacji nonszalancko się otrzepał i wyszukał wzrokiem Taliiye. Gdy ją znalazł, wrócił wzrokiem do osoby której pomógł. - Zwykłe dziękuje, by wystarczyło. Ale dobra. W każdym razie, miałem nadzieje, że w lesie nie będzie już tych korzeni, bo mam wrażenie, że rozłożyłaś je dość inwazyjnie - stwierdził, starając się utrzymać pewność siebie, jednocześnie gotując się do ucieczki. - Ale teraz możesz mi też odpowiedzieć na pytania. Dwa dokładniej. Czym jesteś? Wyglądasz trochę jak Vastaj, ale roślinny. No i czy wiesz co zabiło smoka tu w okolicy? - zapytał.
  11. Vasko podrapał się po podbródku w wyrazie zamyślenia. Mrucząc jednocześnie pod nosem "woda, woda". - Tu chyba trzeba by trochę tej wody więcej, ale najbliższe źródło jest w jaskini pod ziemią... - oznajmił. Dalej drapiąc się po brodzie - Do tego dość głęboko. Może, dało by się tam pokierować korzenie, bo nie sądzę, żebym dał radę tam wskoczyć. Oprócz tego, mogę najwyżej zaoferować część tej wody którą mam przy sobie, wtedy mogę spróbować pokierować cię do jaskini - stwierdził sięgając do jednej z wewnętrznych kieszeni i wyjmując manierkę. - Eee... Pijesz normalnie czy korzeniami? - zapytał przykucając przy dziurzę.
  12. Ptaszysko latało za oknem jak gdyby nigdy nic. Czasami przelatując bliżej zaglądając do środka, ale większość czasu spędzał dalej od pociągu który bardzo mu się nie podobał. Podczas szybkich spojrzeń na zewnątrz nie dostrzegłaś też kolejnych truposzy. Nie było też nowych nacierających przez drzwi więc miałaś okazje w spokoju pomóc tej biedaczce której, dzięki twojej pomocy, stan się poprawił. Wszystko wydawało się iść w miarę gładko. Aż do momentu w którym usłyszałaś odgłos kopyt, to zebrało też uwagę ludzi który prawie synchronicznie zerknęli na to co działo się za oknem. Jedna osoba, na koniu, do tego Indianin, wyglądający na młodego, z dwoma warkoczami stworzonymi z grzywki w pewnym sensie będąc jak rama jego twarzy. Brak zarostu i kucyk. Miał kilka tatuaży na barkach i jeden na klatce piersiowej. Spojrzał na otwarte okno i zmrużył oczy. Zbliżył się i zajrzał do środka. Odczekał chwilę i... wskoczył do środka. W czasie gdy jego koń biegł jeszcze przez chwilę on wylądował zgrabnie na teraz pustej ławie. Rozejrzał się, zatrzymał na chwile na tobie ale zaraz potem ruszył dalej, do jednego z truposzy przy którym się zatrzymał i zaczął go obserwować.
  13. U, rywalizacja pomiędzy uczniami. W tym była niezła. Znaczy, w biciu innych po twarzy była niezła. To tego będzie to niezła okazja to zobaczenia co inni potrafią i przygotowania się na festiwal. Jeśli rozegra to dobrze, nie pokarze zbyt wiele, no i oczywiście najprzyjemniejsza część. Zaprezentowanie własnego kostiumu. Nie był to najgenialniejszy twór jaki mogła zaprojektować, ale był stosunkowo odpowiedni. To tego wewnętrzne kieszenie zawsze był przydatne. Ale będzie musiała dodać kilka poprawek. Jednak strój miał jedną ważniejszą funkcje, w płaszcz woda bardzo dobrze wsiąkała. W to co było pod spodem, już nie. Było to dla niej bardzo przydatne. Gdy już się przebrała, i dowiedziała z kim trafi do grupy, oraz na kogo będzie walczyć, uśmiechnęła się zawadiacko. - Czy są dodatkowe punkty za odpowiednie odegranie złoczyńcy? - zapytała żartobliwie na chwile przed udaniem się do budynku. - Jeśli w budynku są zraszacze, problem rozwiąże się sam. Nawet jeśli to jej nie zgasi, da przewagę mi - stwierdziła patrząc na pomieszczenie jakie mieli obronić. - Jeśli się da, zabarykaduj okna, a pod drzwiami wypal swoim kwasem dziury. Na tyle duże, by ktoś mógł w nie wpaść. Wypalaj je też na korytarzu i tutaj. Zrób tyle przeszkód ile się da. Ale nie rób żadnych w pomieszczeniu nad nami. Ilekroć ten "Seth" stworzy broń, strzelaj w nią kwasem. Ja zajmę się Arią - powiedziała i założyła na twarz maskę. Zerknęła na swój parasol, z ostrym zakończeniem (i znacznie twardszym rdzeniem i drutami szkieletu). Potem przykucnęła na środku pomieszczenia w stylu słowiańskiego przykucu, oparła się o parasol i zaśmiał złośliwie, tym swoim chochlikowatym śmiechem. - A teraz leć. Zrób nam pułapek. I rusz się - wycedziła władczo. Pod maską, nie było widać jaki ma wyraz twarzy.
×