Mephisto The Undying

Mistrz Gry
  • Zawartość

    10713
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

507 Legenda Forum

O Mephisto The Undying

  • Ranga
    The Sun Before It was Cool
  • Urodziny 15.09.1898

Informacje profilowe

  • Płeć
    Steven Magnet
  • Miejsce zamieszkania
    GOP
  • Zainteresowania
    Gry, muzyka głównie metal, potrafię strzelać z łuku, pistoletów (różnych)
  • Coś o sobie
    Słucham metalu i rocka, i w sumie wszystkiego co mi się spodoba (ale metal gra pierwsze lutnie napędzane błyskawicami), jestem dziecinnym człowiekiem bo dojrzałość jest nudna... bo kto bogatemu zabroni? Na ogół rozśmieszanie ludzi dobrze mi wychodzi, no chyba że ktoś jest suchą dętką, albo uważa że dla niego humor musi być inteligentny. Mam psa który boi się prawię wszystkiego (nawet pustych butelek po coli). Pozdrawiam.

    P.S. DragonForce, HammerFall, Powerwolf, Iron Maiden 4zawsze.

Ostatnio na profilu byli

28441 wyświetleń profilu
  1. - Wiemy! Temu tu jesteśmy debilu! - wycedziła dziewczyna. Mężczyzna tylko odchrząknął znacząco. - Ugh. Wybacz. - powiedziała naburmuszona do swojego towarzysza. - Moja pani chciała powiedzieć, że ty nas nie znasz, ale my ciebie już tak. Jesteś powodem dla którego tu jesteśmy. Ale spokojnie, nie mamy złych zamiarów. Nie my. Niestety, jest kilka innych postaci, takich które nie lubią ciebie. Ale teraz... - mężczyzna zatrzymał się na chwilę a zaraz skoczył na bok, zasłaniając dziewczyne. Krótki ścist i na ciele mężczyzny była spora rana. Jak po postrzale. - Diego?! - dziewczyna podtrzymała blondyna. - Cholera. - rzuciła i wyjęła z kieszeni nożyczki, którymi przecięła powietrze tworząc wyrwę, wepchnęła w nią ciebie i wskoczyła ciągnąć za sobą rannego. Upadłeś twarzą na trawę, pomarańczową trawę, a gdy i dziewczyna była na miejscu położyła blondyna na ziemi. To nie była twoja okolica.
  2. Oregon, ładne miejsce, do tego dobre do ukrycia się. Działo się tam zaskakująco niewiele, co było ci na rękę, mimo to musiałeś uważać. Mały błąd mógł kosztować się sporo problemów, a jak mówi prawo Murphy'ego, jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie źle. Złą rzeczą dzisiaj nie była pogoda, ta była wręcz wspaniała, nie było zbyt ciepło, przyjemny wiaterek roznosił zapach kwitnących drzew. Wiosna pełną gębą. Ale to nie wiosna miała być problemem, o nie. Zaplanowałeś sobie wczoraj, że trochę się przejdziesz. Stary, niedokończony, most kolejowy był jednym z twoich ulubionych miejsc. Nawet nie wiesz dlaczego, ale zawsze czułeś się tam spokojniej. Wybiło południe, dotarłeś na miejsce ale zobaczyłeś, że na ogół pusty most, dziś miał na nim dwie osoby. Jedna, niższa, definitywnie kobieta, ubrana raczej młodzieżowo, miała fioletowe włosy, co dziwne nie wyglądały na farbowane. Druga, wyższa, raczej mężczyzna, blondyn, ubrany w jeansy, nachodzące na buty z ostrogami, z czymś co przypominało sweter na górze, miał też snapbacka i trzymał w lewej ręce kubek, jeden z tych jaki dostajesz kupując mrożoną kawę w kawiarniach, rozmawiali. Dość głośno, w zasadzie to dziewczyna była głośna. "Jesteś pewien, że to tu?" usłyszałeś, głos był kobiecy, czyli to pewnie dziewczyna mówiła. Nagle ni stąd ni zowąd mężczyzna się odwrócił. Wziął łyka przez słomkę. Zauważyłeś, że miał okulary przeciwsłoneczne, chociaż przysiąść, że jego lewa skroń była pokryta łuskami. Wyglądało to też trochę jakby ktoś zafundował mu uśmiech z Glasgow, całkiem niedawno, ale tylko z lewej strony, bo dziwacznie przedłużona blizna była przykryta jednym plastrem, w okolicy kącika ust. Dziewczyna też się odwróciła. Zerknęła na ciebie. Teraz mogłeś powiedzieć, że ma góra dziewiętnaście lat. - Ej ty! Debil. Cho no tu! - zawołała na ciebie. - Diego, zrób coś z nim! Ma tu przyjść! - krzyknęła na swojego towarzysza. - Ej, przyjdź tu! - zawołał mężczyzna, brzmiał o wiele przyjaźniej niż ona.
  3. Pociski nie należały do tych które można by zmyć wodą, w zasadzie nie były nawet gorące, ale wyglądały na takie. Substancja faktycznie, dała się zmyć, ale zostawiała po sobie ślady, nie rozcieńczyła się. Nawet jeśli, to i tak nie miało to dużego znaczenia. Zanim woda zdążyła dosięgnąć demona, macki wciągnęły go w substancje, nie pozostawiając po nim żadnego śladu. Chwilę to zajęło, ale wreszcie coś w rodzaju drzewa wyrosło z ziemi, tworząc kształt półksiężyca i wytwarzając wyrwę w przestrzeni z której wyskoczył Randuin. - Ach, nie lubię robić się mokry - rzucił obojętnie. Z portalu za nim wyłoniło się ramię, chude, praktycznie sama skóra i kości, nienaturalne powykrzywiana, ze zbyt wieloma stawami i długimi palcami zakończona w ostry sposób. Za nią druga, potem łeb z sporymi rogami, pozbawiony absolutnie żadnych cech, ciało było równie chude, bardzo wydłużone, jakby rozciągnięte. - Ale on chyba nie ma nic przeciwko, a wiec poznaj Rhxaora'ahrawarshra. Tak, wymyśliłem to przed chwilą. Ich imiona i tak są durne. - Istota minęła Randuina, człapiąc obojętnie w kierunku Arosa, bez emocji. W pewnym momencie zatrzymała się. W tym czasie sam Randuin zdążył stworzyć całkiem przyzwoitą ilość różnych zaklęć, w wielu miejscach, otaczając w pewnym sensie oponenta. Włócznie, zwykłe pociski, duże, małe. Do wyboru do koloru. W pewnym momencie wszystkie pognały na wroga, z zawrotną prędkością.
  4. Randuin był raczej typem istoty której przytłaczająca siła aż tak nie przeszkadzała. Sprzedając część swojej świadomości niszczycielskim mocą Chaosu, słysząc szepty terroru a czasem nawet wkraczając wgłąb Osnowy, wyrobił sobie odporność na tego typu popisy. - Och, ależ musiałbyś się znacznie bardzie postarać aby mnie urazić. Przyjacielu - niewinny uśmieszek pojawił się na twarzy demona. Przejechał palcami po swojej twarzy, pozbywając się skóry i pokazując mięśnie razem z zębami. - Ale jeśli chodzi o twoje popisy, byłem święcie przekonany, że jest to moja działka - kolejny ruch dłonią i skóra była na miejscu. Przeciągnął się i klasnął w dłonie. - No dobra! Jedziemy. - Po tych słowach wokół maga pojawiły się kolejno efekt wiatru, kilka błysków, płomienie i kilka innych. Miał całkiem szeroką gamę bonusów którą mógł sobie zapewnić. Na ziemi wokół Rofocale pojawiła się fioletowa substancja, powoli sunąca dalej, zwiększając powierzchnie, czasem tworząc macki i oczy, które to wgapiały się w Arosa. - Wypadało by ostrzec, znam trochę nowych sztuczek, - na części macek wyrosło więcej ślepi, które wystrzeliły z siebie salwę fioletowych pocisków, przypominających roztopiony metal. Kilka innych macek obwinęło się wokół nóg Randuina. Trzymając go lekko.
  5. Mob spojrzał na handlarza obojętnie, nie zamierzał okazać zbyt wielu emocji, nie chciał dać sprzedawcy przewagi. - Och, wyglądam tak młodo przez błoto. Działa cuda na skórę, wygląda się dzięki niemu dziesięć lat młodziej. Twoja przyjaciółka z pewnością by je doceniła - powiedział spokojnie. Obserwował wszystkie ruchy Devaronianina z uwagą. Gdy wreszcie skrzyneczka została otwarta, Mirialanin przyjrzał się uważnie broni, słuchając wywodu, ostatecznie chwytając broń, upewniając się szybkim spojrzeniem czy sprzedawca nie ma nic przeciwko. - Hm... faktycznie bateria jest cięższa niż z nowszych modeli. Ale nie jest źle. Widzę też, że konstruktor lubił ozdoby - oznajmił odkładając miecz do skrzynki. - Nie mam w planach go teraz włączać, ale nie zamierzam też dać mu kurzyć się na półce. A teraz, przejdźmy do interesów. Chciałeś ile dokładnie? - zapytał podnosząc lekko brew.
  6. Trudno powiedzieć żeby był to wystrój elegancki, było by to zdecydowanie kłamstwem. Trochę zabawne było oglądanie "tancerek" które nie nadawały się do tej pracy. Trzeba było kilku sekund żeby przyzwyczaić się do dzikiego oświetlenia w pomieszczeniu, ale gdy oczy Moba się do tego przyzwyczaiły nie było tak źle. Na zewnątrz było podobnie, ale z mniejszą ilością błysków, więc pewnie dlatego. Chociaż to wciąż nie było miejsce w którym Mirialanin chciałby spędzić więcej czasu. Jakoś nie podobało mu się tutaj, nie jego klimaty. No, nie przyszedł się tu bawić. Przyszedł po coś cennego. Zerknął na parkę. No cóż, jeśli chciał handlować mając kogoś na kolanach, jego wybór. Usiadł naprzeciwko nich i odchrząknął znacząco, dając znać, że chce pogadać.
  7. Mirialanin trzymający się typowego "kanonu mody" mrocznych Jedi, ubrany był w czerń, co za tym idzie, nie wyróżniał się w okolicy. Krocząc pomiędzy budynkami, obserwując neony, podziwiając architekturę. Wszystko co nie było bagnem było dla niego rozrywką i czymś ciekawym, więc wręcz musiał skorzystać z okazji. W zasadzie to tylko speluna nie była czymś ciekawym. Tych było akurat dość sporo, nie tylko tutaj. Wchodząc do środka, Mob postarał się ukryć wszystkie emocje jakie mu towarzyszyły zostawiając tylko obojętny wyraz twarzy. Rozejrzał się szybko po wnętrzu szukając osoby z którą to miał się spotkać. Całe szczęście, Dearonianie byli raczej łatwi do zauważenia w tłumie, głównie przez ich rogi. Trudno powiedzieć czy pomagało to szmuglerce, czy raczej w niej przeszkadzało. Jak tylko udało mu się dostrzec swój cel, podszedł bliżej, witając się kiwnięciem głowy.
  8. - Och, przydało by mi się rozruszać stare kości. Ale jest tu ktoś kto chciał spróbować się ze mną zmierzyć? No bo jakby nie było, jestem tu drugą najbardziej doświadczoną w boju osobą. No chyba że ty szefunciu? Masz ochotę na mały sparing? Trochę niszczycielskich mocy chyba ci nie zaszkodzi prawda? - zapytał uśmiechając się niewinnie i poprawiając marynarkę.
  9. Under the sea, under the sea, darling it's better, down where it's wetter~
  10. Randuin pogładził swoją bródkę, spojrzał na Belzebuba i podniósł brew. - Zeus i jego małżonka? Uuu, obracamy się wśród wyższych sfer? No ale, ja się zgadzam. Mam nadzieje, że będzie zabawnie, bo jakoś ostatnio jest bardzo nudno. Ale, czy jak będziemy ich ochraniać, nie weźmiemy udziału w Rating Game? Szkoda - westchnął nieco ale zaraz potem odchrząknął. - No nie ważne, grunt żeby coś się działo.
  11. Z umiejętnością podróży między światami i miejscami, siedzenie w domu było czymś co robiło się raczej rzadko. Ale każdy musi czasem odpocząć, głaszcząc swoją niezwykle miękką chimerę-chowańca. Ach tak, dla Randuina to był właśnie relaks. A gdy słuchało się muzyki to już w ogóle. Oddball była zdecydowanie bardziej milutkim chowańcem niż poprzedni którego miał, biedaczek zginął ze starości. Nie zareagował od razu na przybycie kruka. Dopiero po chwili złapał liścik i rozwinął go. - Ubrać się normalnie? Co on sobie wyobraża, że niby ja nie ubieram się normalnie? Pff! - oznajmił podnosząc się z miejsca. - No Oddball, pan musi wyjść. Nie rozrabiaj za bardzo - oznajmił. Ruchem dłoni zrzucił siebie piżamę w której siedział, a zaraz potem na ich miejsce praktycznie same wskoczył brązowy, trzyczęściowy garnitur z żółtą koszulą. Na całość weszło brązowe futro i okulary przeciwsłoneczne, raybany. Po przyjrzeniu, można było zauważyć, że jedna połowa kamizelki jest w paski poziome, druga w pionowe, na lewych spodniach ma zieloną łatę na kolanie, guziki w koszuli do siebie nie pasują, jego skarpetki były różnego koloru, na prawej dłoni miał żółtą rękawiczkę obejmującą całą dłoń, zaś ta na lewej, nie miała małego i serdecznego palca. Do całości dorzucił jeszcze buty, co prawda eleganckie, ale miał w sumie cztery sznurówki, w lewym czerwone i zielone, w prawym pomarańczowe i błękitne. Chwycił cylinder, brązowy, obwiązany zieloną chustką w kropki, przeczesał jeszcze dłonią swoje siwo-czarne włosy i stworzył krąg teleportacji który to przeniósł go bezpośrednio do zamku Arosa. - Przybyłem skarbeńka! - zawołał rozkładając ręce szeroko i rozglądając się. - Ej cholera, jest tu kto? - zawołał raz jeszcze.
  12. Jojima rozejrzał się poirytowany wokół siebie. Wyglądał na zszokowanego. - Ej, ale moment! Przez ciebie zginę w walce z pieprzonym Namlessem! A byłem tak blisko! Ugh - wyraz twarzy nauczyciela pokazywał jego niezadowolenie. Wziął głęboki wdech i wypuścił powietrze przez usta. - Mogłeś chociaż do cholery ostrzec - wycedził. - Czego masz niby nauczyć? - zapytał gdy już znaleźli się na placu i wyciągając rękę przed siebie.
  13. Trupy nigdy nie były przyjemnymi przeciwnikami. Ale nie należały do grupy istot którym porządny cios młotem w łeb nie zabrał by całej chęci do ataku. Nie ważne jak śmierdzący byli. - Młotem w hołotę! - Z takim radosnym okrzykiem bojowym krasnolud wręcz skoczył w kierunku trupa celując swoim młotem w jego łepetynę. Z jego krzepą, cios mógłby urwać trupowi łeb, zwłaszcza jeśli ten był już gnijący
  14. Istota wydała z siebie pomruk, a nawet się odwróciła i spojrzała tylko na ciebie dziwacznie ruszając częścią twarzy gdzie powinna być szczęka. Zaraz potem wrócił do szafy która to powoli zapadała się w substancji. Istota zdawała się całym tym procesem zafascynowana, zupełnie ignorując ciebie. Wreszcie jednak, gdy cała szafa już zniknęła, odwrócił się do ciebie. Znowu wydał z siebie pomruk.
  15. ((JoJo Bizarre Adventure > inne serie. )) Jojima rzucił okiem na telewizor, z konsoli to on głównie Nintendo, chociaż, może mają tu Bloodborne'a. Było jednak coś istotniejszego i bardziej zastanawiającego, mianowicie dlaczego musieli wspinać się na szczyt skoro i tak ostatecznie dostawał czas na granie. Chociaż może po prostu nie każdy dotarł, to teraz ma przerwę. Wyjazd raczej nie polegał na tym, ale mu ani trochę nie chciało się pracować. Najwyżej powie się, że coś go w krzyżu łupie, bo on taki stary jest już, renta mała i takie tam. Czasem działało. Na razie jednak, miał chwile czasu, więc postanowił pograć. Jak dobrze pójdzie ten weekend nie będzie zły a do tego z minimalnym kontaktem z pasożytami zwanymi uczniami.