Mephisto The Undying

Mistrz Gry
  • Zawartość

    10744
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

510 Legenda Forum

O Mephisto The Undying

  • Ranga
    The Sun Before It was Cool
  • Urodziny 15.09.1898

Informacje profilowe

  • Płeć
    Steven Magnet
  • Miejsce zamieszkania
    GOP
  • Zainteresowania
    Bicie ludzi mieczem w grach :ddddddd
  • Ulubiona postać
    Tree Hugger

Ostatnio na profilu byli

28759 wyświetleń profilu
  1. O nie, pytanie czemu siedzi na telefonie. Richard w zasadzie sam tego nie wiedział. Każdy mu mówił, że był zwyczajnie uzależniony, może to i racja. Westchnął. - A tak po prostu, nie mam laptopa to siedzę na telefonie. No i czasami trochę za długo na nim siedzę... - powiedział i podrapał się po głowie. - No, ale teraz ty. Co ty właściwie robisz, że tu jesteś? - zapytał Elizę podnosząc brew.
  2. LIVING ON THE EDGE OF TOMORROW!
  3. Jestem konduktorem pociągu z KUPĄ!
  4. Randuin kroczył wraz z grupą, kręcąc spokojnie laską którą niósł. Rozglądał się z cwanym uśmieszkiem, zastanawiając się co może się wydarzyć. W sumie miał ochotę coś porobić, ale mimo wszystko lepiej, żeby był spokój. Westchnął i zerknął na karawanę.
  5. Richard odczekał chwilę gdy wszyscy skączyli mówić. - No, długa opowieść to to nie jest. Wszystko stało się w przeciągu kilku godzin. No ale, pewna osoba której nie znam strzeliła do mnie z łuku, dziwaczną złotą strzałą. Dosłownie przebił mi lewy policzek, częśc podniebienia i tak aż do tyłu gardła gdzie wyszła. To było okropnie bolesne, a ten człowiek tylko do mnie podszedł i wyrwał tę strzałę. No i następnego dnia miałem mojego standa. Rock or Bust. To tyle - powiedział
  6. W przeciwieństwie do większości, Randuin spędził noc w na swojej posesji, zajmując się swoją chimerą. Co prawda nie przeszkodziło mu to za bardzo, na dłuższą metę i tak był wypoczęty. Nie był w stanie zwalczyć swojej natury, więc pod swój standardowy frak z kamizelką i koszulą założył białą koszulkę z napisem "I secure some dud. Go away or I'll punch u". Na szczęście założył to pod koszulę, więc nie było tego widać. - Mów za siebie, ja nie zrobię wszystkiego. Mam jakieś granice. W dziwnych miejscach. Ale mam - powiedział do Zelosa przeciągając się.
  7. Chłopak kiwnął głową potwierdzając słowa Francuza, potem wrócił wzrokiem do Bufeta. - No, na dłuższą metę tak. Nie jest to co prawda najsilniejszy fizycznie Stand, bo są o wiele silniejsze, ale mój nadrabia to zasięgiem około siedemdziesięciu metrów. Chociaż, sposób w jaki go zdobyłem był znacznie dziwniejszy niż sam duch. - odpowiedział a potem zerknął na dziewczynę.
  8. Cholera, tak dużo rzeczy? A przecież tylko sprawdził co tam nowego na kilku stronach... No ale miał teraz pojęcie gdzie jest. Schował na szybko telefon do kieszeni i odchrząknął. - Nie gadam z rybami, ale... Hmm jak to powiedzieć. Mam Standa. Takiego ducha który może przyjebać, kontrolować elektronikę i nawet pozwalać mi widzieć używając ducha. Znaczy, to nie duch. Bardziej taki... Chuj wie co w sumie. Widzą go tylko inni posiadacze takowych i tylko inne standy go ranią. No, to coś takiego - wyjaśnił.
  9. ((Co tu się odjaniepawla bo nie miałem czasu patrzeć?)) Richard tylko na chwilę wyjął telefon żeby szybko coś sprawdzić a już wszystko go ominęło. Zerknął na Bufeta pytająco. - EJ cholera co się stało? Bo wszystko mnie chyba ominęło. - Zapytał lekko niepewnie.
  10. Odbija tu ktoś może wulkaniczną Jerozolimę z rąk Japończyków/Wikingów w najgorszej i martwej grze, For Honor? 

    1. Lemi

      Lemi

      Nie, ale widziałem inne odbicie Jerozolimy

       

    2. Mephisto The Undying

      Mephisto The Undying

      No tu miałem na myśli akurat inną krucjatę. Ale ta też dobra. 

  11. Jankes? Richard nie słyszał tego określenia od już jakiegoś czasu. W sumie ciekawe to było. Zaraz potem skinął głową do chłopaka mówiący, że pasuje mu ksywa Francuz. - Richard - przedstawił się i kiwnął głową. - Tak, jestem z USA, z Oregonu dokładniej. Ale w baseball nie grywam, to bardziej popularne raczej w Bostonie. U mnie to raczej lasy były i takie duperele. A co do słonia, to chętnie - powiedział po czym wziął trochę słonecznika. Gdy już mieli wysiadać Richard stanął jakoś w pobliżu Galliarda i Józefa. Pary? Niezbyt to dorosłe, a przecież oni nie byli dzieciaczkami, więc dlaczego?
  12. (Nie wiem w sumie czy powinienem pisać po angielsku czy po polsku, więc może po prostu będę pisał po polsku :dd) Richard zerknął na chłopaka który właśnie prawdopodobnie zapytał go o język. Odchrząknął jeszcze i kiwnął głową na potwierdzenie po czym odłożył telefon. - Angielski. Tak. Ale nie rucham swojej matki, ani matki kogokolwiek innego. Chociaż, niektórym nie powiedziałbym nie - oznajmił przyjmując swego rodzaju szelmowski uśmieszek. - A wy dwaj to europejczycy jacyś? - zapytał.
  13. Wciąż niezbyt przejmując się resztą (która jakby nie było cały czas mówi w nieznanym mu języku), Richard dalej nie podniósł wzroku znad ekranu telefonu, siadając tylko w jednym z miejsc w przedziale który to jakieś miejsce miał. Manewrował zaskakująco dobrze, ciągnąć za sobą walizkę i gapiąc się w telefon za jednym zamachem. Chociaż gdy już przyszło mu usiąść rozejrzał się trochę po przedziale do którego trafił. Spoglądając na francuza i dresiarza których imion do teraz nie znał, wyjął nawet jedną słuchawkę z ucha, a niż coś załapie.
  14. (Wątpię, żeby językiem dla postaci w sesji był polski. Raczej angielski :dd ale mogę grać w twoją grę Tomaszu) Richard przez cały czas nie przestał gapić się w telefon. No, w pewnym sensie. Bywały kiedy rozglądał się, ruszając tylko oczami, dalej ignorując resztę osób z którymi tu był, które mówiły w innym języku i podążając za czerwonowłosym. Nie tym z którym był w aucie, tylko tym drugim. W tym czasie, jego Rock or Bust zdążył wskoczyć do jednej z lamp i kamer, a nawet do biura ochrony, pozwalając mu na obserwacje całego otoczenia, z wielu perspektyw. Nie miało to innego celu niż po prostu zabawa. W końcu skoro można, to czemu nie?
  15. Soft Note Punkt Przeznaczenia, do którego ogier tak zaciekle dążył, stosunkowo szybko znalazł się w jego zasięgu wzroku. Stary, zniszczony przez pogodę szyld, na którym jedyną widoczną literą było "G" wisiał nad drzwiami. Zadowolenie szybko ogarnęło barda, bo wiedział, że wreszcie, zje upragnione śniadanie i odsapnie chwilę po potyczce z wściekłym ogierem. Po przekroczeniu drewnianych drzwi i przyzwyczajeniu nozdrzy do zapachu alkoholu i czegokolwiek stojącego właśnie na ogniu (co swoją drogą pachniało dość dziwacznie), Note podszedł do baru i usadowił się na jednym ze stołków. Gryfka o piórach granatowych piórach i brązowej sierści, wyglądających jakby traciły kolor, z kilkoma zmarszczkami pod oczami i blizną na dziobię zerknęła na grajka. - Cudowny dziś poranek, prawda Gryzeldo? - zapytał ogier. - Raz to co zwykle i coś do zjedzenia - poprosił z czarującym uśmieszkiem. Ta zawołała tylko coś do kuchni i nalała do drewnianego kielicha kilku cieczy tworząc mieszankę i podała ją ogierowi. - Coś dzisiaj zrobił, co? - zapytała lekko ochrypłym głosem. - Ach, ciekawy poranek mi się przytrafił. Ale teraz powinno być już spokojnie. - oznajmił. Oboje dość szybko oddali się dyskusji.