Mephisto The Undying

Mistrz Gry
  • Zawartość

    10757
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

291 Wzorowa

O Mephisto The Undying

  • Ranga
    The Sun Before It was Cool
  • Urodziny 15.09.1898

Informacje profilowe

  • Płeć
    Steven Magnet
  • Miejsce zamieszkania
    GOP
  • Zainteresowania
    Bicie ludzi mieczem w grach :ddddddd
  • Ulubiona postać
    Tree Hugger

Ostatnio na profilu byli

29340 wyświetleń profilu
  1. Był to kolejny raz gdy Gassot użył miecza jak laski. Podążał za Tariciem znacznie bardziej zmęczony niż on, przy okazji myśląc na sylwetką, jeśli nie gigant, ani nie jeden z nieumarłych, to kto? A może jednak to był nieumarły? Jednak brak świecących ślepi wykluczał tę ewentualność. Z drugiej strony, stał razem z innymi trupami. Miał zdecydowanie zbyt wiele pytań a zbyt mało odpowiedzi. Co gorsza, Taricowi udzielił się zły nastrój. Tak jak wcześniej jego optymizm dawał swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa, ponura Tarcza Valoranu wywoływała niepokój. Co nie wpływało dobrze na wizje misji. Nie był to zdecydowanie dobry dzień. No może poza mieczem... Powrót do ciepła był kojący i niezwykle przyjemny. Po spędzeniu dnia w mrożącym krew w żyłach mrozie, wizja ogrzania się była równie kusząca jak zostanie władcą Noxus. Czyli bardzo. - Coś ciepłego, tak poproszę - odpowiedział na pytanie o strawę. - A miecz... Znalazłem go w okolicy mostu. Wbity w kamień. - odpowiedział. Bardzo chciał udać się do ognia i ogrzać zmarznięte ciało ale zatrzymał wzrok na postaci. Czyżby jakiś inny gość? Zrobił krok w kierunku kominka i odchrząknął, żeby ostrzec osobę.
  2. Kamienna mina centuriona została obecnie przyozdobiona uśmiechem który był w pewnym sensie odwzajemnieniem uśmiechu który zaserwowała im rozmarzona klacz. Chociaż nie roztapiał serc, był to wciąż uśmiech bardzo przyjazny, wręcz nie pasujący na pyszczek Aeliusa. Chociaż zdawał się nie podzielać zakłopotania Foresta, lub potrafił to ukrywać zdecydowanie lepiej. Przeanalizował jednak treść samego zlecenia. Nie był hieną cmentarną, ale nie był do końca pewny czy powinien mieć takie odczucia. Jednak, jeśli nie został z owym instrumentem pogrzebany, nie było by to w końcu okradanie grobu, a jedyne pozyskiwanie czegoś z miejsca nie posiadającego właściciela. Trudno nawet określić czy to kradzież. Zadanie w zasadzie mało "epickie", chociaż obecnie nie interesowała go epickość, a zwykła chęć pomocy klaczy u której tylko głupiec nie zauważył by jak bardzo jej na tym zależało, to w pewnym sensie zachęcało go bardziej od potencjalnej nagrody. Chociaż wciąż miał kilka pytań. - Ta wioska, dała by pani radę albo zaznaczyć ją na mapie, albo wskazać nam kogoś kto zdołałby to zrobić? Nie da się ukryć, że nie jestem stąd i okolicy nie znam. Nie wiem jak z nimi, ale wciąż, mapa była by niezwykle pomocna. Nawet jeśli niedokładna - poprosił grzecznie, o wiele grzeczniej niż zdarzyło mu się odezwać do dwójki "kompanów".
  3. - Nie mówię o powrocie do wioski, mówię o potrzebie lepszej pozycji - powiedział do Tarica rozglądając się uważnie po okolicy, szukając jakichkolwiek miejsc o znaczeniu strategicznym. Szanse pokonania armii samą siłą było by praktycznie niemożliwe, trupów było zbyt wiele. I chociaż Taric zdawał się być niespotykanie wręcz potężny, Gassot wciąż był śmiertelnikiem. Nawet z mocami Darkina. Wsłuchał się w słowa Zallena i zaraz po nich się odwrócił. Chciał coś dopowiedzieć, ale ujrzał sylwetkę. A raczej sam zarys, czegokolwiek to było. Ważne jednak było to, że górowało nad armią trupów. Spodziewał się, że to jeden z nich ale nie widział oczu świecących błękitem. "Ta sylwetka... widzisz ją? To może być jeden z tych gigantów?" zapytał Darkina dalej patrząc na sylwetkę. Potem zerknął na Tarica, żeby sprawdzić czy on też zauważył ową sylwetkę.
  4. ((Twoja postać za siódmy zmysł Forest? Albo wykrywacz Oficerów Wojskowych? : ^) )) Już po wejściu do karczmy i szybkim rzuceniu okiem na zawartość ogłoszenia, zdołał zauważyć, że ktoś już go ubiegł w rozmowie z klaczą. Niestety, był to Forest i ta klacz która to chciała być nazywana "Mroczną". Do teraz wywoływało to w Aeliusie rozbawienie. Jednak nie śmiał się, nie okazywał emocji, nie pokazywał po sobie nic. Tylko kamienna twarz i stoicki spokój. Typowa twarz dla żołnierza, ta której każdy się zawsze spodziewał. Westchnął obojętnie i ruszył do stolika. Powoli, ale na tyle dynamicznie aby zbroja wydała z siebie odgłos zderzania się fragmentów. Zignorował towarzyszy, po raz kolejny. Spojrzał na Klacz i skłonił się, uprzejmie i grzecznie. Położył ogłoszenie na stole. - Witam, znalazłem ogłoszenie które wierzę, że pochodzi od pani, tak? - zapytał tonem jednolitym, pustym. Ograniczając mimikę do minimum. Dopiero po chwili zerknął na swoich towarzyszy, ale tylko kątem oka. Szybko wracając wzrokiem do klaczy.
  5. Na pyszczku Aeliusa pojawił się niewielki uśmiech gdy zobaczył plakat nakłaniający aby wstąpienia do Legionu. Zabawne by było pokazanie się tam, jako centurion. Przyglądał się tablicy uważnie przez kilka minut, szukając czegoś ciekawego, ale zadania często znikały zanim się zdecydował. Nu trudno, ignorował to. Po prostu kontynuował czytanie. Wreszcie, jakieś zadanie przykuło jego uwagę. Nie było epicką przygodą na całe lata. Było zwykłą pomocą. Była to rzecz dziwna, skoro Aelius sprawiał wrażenie kogoś dla kogo duma była najważniejsza. Po prostu zabrał kartkę z zadaniem. Nie z powodu nagrody a z chęci pomocy. W czymś tak błahym jak zwykłe znalezienie instrumentu nie potrzeba było najmować Centuriona. Zabijaki, czy nawet bohatera. Nie potrzeba było trójki kucy. - Tawerna na skrzyżowaniu na głównej drodze... - wymamrotał rozglądając się. Gdy tylko namierzył swój kierunek ruszył w wyznaczone miejsce. * * * * * Aelius Decimus, poszukiwacz zaginionych instrumentów. Było to dalekie od tego co zwykł robić, ale nie przejmował się tym. Może w głębi duszy to tego potrzebował? Prostego odpoczynku? Robienia błahych rzeczy? Pomagania innym? Może wcale nie chciał przygód. Może bycie żołnierzem go zmęczyło? Nie myślał o tym, nie przejmował się tym, nie wiedział tego. A może wiedział i tylko samemu się oszukiwał? Może dlatego szedł teraz wolniej, wsłuchując się w stukot kopyt i brzęk pancerza. Może po prostu zbroja. broń i tarcza zaczęły mu ciążyć? A może to zwykłe zmęczenie? Kto wie... Jednak, nawet tak ślamazarne tempo wystarczyło na dotarcie pod tawernę. Zdjął hełm, zatrząsł trochę głową poprawiając przy okazji grzywę i ruszył do środka.
  6. Szybka kalkulacja, rozejrzenie się, objęcie wzrokiem i skojarzenie miejsca. Aelius nie ruszył głową bardziej niż na kilka centymetrów na boki, ruszał oczami. Wolał to całe miejsce zapamiętać, dokładnie, szukając punktów zaczepienia do orientacji w terenie, jeśli układ ulic był tu standardowy, z poruszanie się w terenie nie będzie miał problemów. A wiedząc gdzie był, o wiele łatwiej było znaleźć jakiś cel. Poruszył głową na boki a jego kręgi szyjne strzeliły. Wydawał się z tego powodu całkiem zadowolony. Zignorował swoich towarzyszy. Nie... to nie byli jego towarzysze, to była jakaś dwójka kucy, sprowadzona tu przez Discorda, z którą był zmuszony pracować. Z powodu chorej zachcianki Reinkarnacji Chaosu. To nie była Centuria, to nie były to kuce z którymi żył, jadł, trenował, walczył w ramie w ramię. I tego właśnie nienawidził. Bycie częścią układu który wymaga od niego pracy z dwójką nieznanych mu osób, nie znał ich. Co więcej, nie chciał znać, nie zamierzał też walczyć dla chwały kogoś innego poza sobą. Nie spojrzał na Foresta gdy ten zadał pytanie. - Nie jestem głodny. - To były jedyne słowa jakie do niego skierował. Potem zignorował oboje. Skierował się do tablicy, to ona przykuła jego uwagę. Kłębiący się obok niej tłum oznaczał, że było tam coś ciekawego. Ciekawszego od jedzenia z dwójką nieznanych osób. Zresztą i tak nie był głodny. Nie chciał być głodny, nie musiał być głodny.
  7. - To zajmie trochę czasu, ale pewnie - miał pełną racje... Z gildii wyszedłeś prawie siedem godzin później mając jakieś sto imion do zapamiętania. Nie zapamiętałeś nawet połowy. W zasadzie poza tym, że byli tam bliźniacy Fullubaster a barmanka nazywała się Asui. Zdecydowanie było tam zbyt wiele osób. No ale trudno, teraz wracałeś do wynajętego pokoju. Przypomniało ci się, że Preston radził ci znaleźć sobie jakieś mieszkanie na stałe. Wyjdzie cię znacznie taniej. * * * * * Kolejny poranek, sen ze wczoraj się powtórzył. Chociaż... teraz udało ci się przebiec znacznie mniejszy dystans przed upadkiem w otchłań. Czy to znak? Nie wiedziałeś. Wiedziałeś jednak, że musiałeś się śpieszyć. Poranna rutyna zdała się być jakaś taka... ciekawsza, bo twój umysł nie był zaprzątany tym co się działo teraz, a tym co dopiero wydarzyć się miało. Mianowicie, twoja pierwsza misja. Dzięki tej myśli wszystko poszło ci o wiele szybciej i zgrabniej. Dotarłeś pod drzwi gildii o godzinie szóstej trzydzieści. Czekała już tam ta kobieta, która wczoraj zaoferowała swoją pomoc. Spojrzała na ciebie obojętnie. Zauważyłeś, że obok jej nóg stał plecak, prawdopodobnie z ekwipunkiem. Ale Prestona widać nie było. Nie pojawił się też w ciągu następnych trzydziestu minut. Widziałeś, że kobieta była już gotowa odejść i najpewniej ruszyć sama, aż wreszcie zobaczyłeś jak, z czegoś w rodzaju wiry wylatują karty. Zwykłe karty do gry, ułożyły na ziemi krąg z którego to po chwili wyskoczył Kowboj. - Ah. Przepraszam za spóźnienie. - wystawił ręce przed siebie po czym z podobnego wiru, ale tym razem w powietrzu, wypadł z niego plecak który złapał. Karty po chwili zniknęły w niewielkich ognikach. - Wszyscy są gotowi? - zapytał. - Czekamy na ciebie od pół godziny. Jak sądzisz? - zapytała kobieta. Wyraźnie zdenerwowana. - Sądzę, że możemy ruszać zatem - oznajmił zadowolony i założył plecak. - Na stacje kolejową! - oznajmił donośnie po czym dziarskim krokiem ruszył w kierunku stacji. Jego zadowolenie wywołało westchnięcie irytacji w kobiecie która to ruszyła za nim. * * * * * Cztery godziny później, wasza trójka stała na stacji kolejowej w zupełnie innym mieście, a raczej malutkim miasteczku, posiadłość waszego zleceniodawcy znajdowała się na wzgórzu, ale wedle słów Prestona, mieliście zjawić się tam dopiero jutro. Teraz mieliście chwilę na albo dokupienie dodatkowego ekwipunku, albo na pożywienie się i wyspanie przed zaczęciem jutro. - Doobraaaa. Co robimy? - zapytał szuler, dalej dziarsko.
  8. Jedyne co był w stanie z siebie teraz wydać Gassot to przedłużone, zirytowane westchnięcie. Teraz nie tylko musiał znosić ciągłe gadanie Zallena, ale jeszcze nie będzie miał z tego żadnych bonusów? Zerknął na Tarica. - Musimy znaleźć sposób jak się przez nie przedrzeć bez walczenia z całą armią - odezwał się do Tarica. - Znasz może jakąś alternatywną drogę? - zapytał.
  9. Powrót do kontroli był dziwaczny. - Wow... to było specyficzne... - rzucił Gassot patrząc na miecz. Potem zerknął na Tarica. - Powinniśmy się wycofać na inną pozycję. Taką w której łatwiej się bronić przed hordą trupów! - zawołał do tarczy Valoranu po czym zaczął cofać się na drugą stronę mostu. "Dało by się sprawić, żebym wiesz... miał kontrolę i te ciało?" było to pytanie dziwaczne, ale chciał wiedzieć czy będzie musiał zawsze oddawać kontrolę, żeby robić fajne rzeczy.
  10. "Uważaj na to ciało. To wciąż moje ciało! Jak zginę od ran znowu będziesz leżał w śniegu." Gassot postarał przyjrzeć się armii trupów. Nie rozumiał jakim cudem Taric dał radę być radosny. To była armia do której dołączą gdy polegną. "Dobra... Musimy ich załatwić. Dasz radę?"
  11. - Skończ się popisywać i do roboty. - To było dziwaczne uczucie, takie wyrwanie z kontroli nad ciałem, jakby był teraz tylko obserwatorem. - Powiedz mu, żeby na razie się tym nie martwił. - dodał zaraz potem. - Dobra, kolej na nią. - postarał się wymusić na Darkinie aby ruszył na nieumarłą i uderzył.
  12. Noxianin zastanowił się przez kilka sekund. Cóż, w obecnym stanie walka będzie trudna. A z pomocą... Cholera to będzie głupie. "Pokonamy ją. I tylko ją. Zaraz potem, oddajesz mi prowadzenie. Rozumiesz? Inaczej, znajdę sposób żeby wrzucić cię do tej przeklętej otchłani! Chociażby razem ze sobą" Zaczął biec. Tak szybko jak tylko mógł. Tak szybko na ile pozwalała mu noga i zmęczenie. "A teraz... pokaż co umiesz!" Krzyczenie na kogoś przy użyciu myśli było specyficzne, ale rozmowa przy użyciu myśli w ogóle nie była normalna.
  13. "Nie zaprezentowałeś się jako ktoś komu oddałbym kontrolę nad moim ciałem od tak." Gassot starał się obecnie dogonić biegnącego i wrzeszczącego Tarica. "Skąd mogę wiedzieć czy nie zabijesz i mnie i Tarica?" Noxianin po raz kolejny zaczął zastanawiać się czy nie popełnił błędu podnosząc miecz. Z drugiej jednak strony, bez niego pewnie polegnie. "Jaki jest haczyk?"
  14. Gassot poruszył tak aby spojrzeć na Zallena. Pozwolić dzikowi zabić Tarica? O nie. Oparł spód ostrza o stope i podrzucił je, wciąż trzymając je w dłoni, tak aby móc oprzeć je o bark. Ruszył przed siebie. "Owszem, chce coś zrobić, przetestować cię." Przyśpieszył, chciał biec ale noga mu na to nie pozwalała. "Potrafisz strzelać ogniem? Płoniesz?" zapytał chwytając głowice miecza drugą ręką i starając się iść szybciej.
  15. - Sądzisz, że da się ją pokonać zwykłymi metodami? - zapytał przypatrując się kobiecie, potem zwrócił wzrok na dzika, na sam koniec na miecz. Może ucięcie głowy dzikowi wystarczy aby go zatrzymać. Zresztą, może też uda się tak pokonać ujeżdżającą dzika kobietę. Jeśli nie, będzie problem. Najgorsze było też to, że nie poruszali się, było to strasznie niepokojące. Temu też Gassot skierował wzrok na Tarica, mając nadzieje, że ten jakoś zareaguje.